napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Czy pamiętasz jeszcze Pokemon Go? To nie koniec! To dopiero początek tego, co czeka nas w najbliższych latach. A ja mam wrażenie, że to może podzielić losy telewizorów 3d.

Mark Zuckerberg zaprezentował najnowsze pomysły Facebooka, które opierają się przede wszystkim na wspomnianej rzeczywistości rozszerzonej. Możemy sobie założyć okulary i widzieć 50 calowy telewizor gdy wcale go tam fizycznie nie ma. To wszystko jest fajnym bajerem i powoduje wrzenie wśród analityków. Ja mam jednak wrażenie, że może się skończyć na bajerze. Gra Pokemon Go była hitem, ponieważ trafiła na odpowiedni czas i była dobrze wykonana. Dzisiaj jednak nie gra już w nią tak dużo osób. Jak każda chwilowa moda doczekała się ona prozy życia. Oczywiście mówienie, że nikt w to już nie gra jest grubą przesadą, ale o frekwencji z pierwszych tygodni można pomarzyć.

Dzisiaj Zuckerberg przedstawia wizję uśmiercenia smartfonu i zastąpienia ich następną generacją technologicznych gadżetów. Mam wrażenie, że to taka ucieczka do przodu, ponieważ Zuck cały czas nie ma swojego systemu operacyjnego. A potencjalnie mógłby mieć. Facebook od lat tworzy wokół swoich projektów ogromny ekosystem. Można jednak odnieść wrażenie, że dąży on od ścisłej współpracy z Microsoftem. Czy współpraca obu tych firm się zakończy? Jest takie ryzyko, ponieważ masa krytyczna sięga ogromnych wartości. Przychodzi taki moment w życiu giganta, że chce się działać na własną rękę. Czy Facebook jest na to gotowy?

Jakby na to nie patrzeć to Apple ogłosiło erę urządzeń PostPC. I choć ludzie nie zrezygnowali całkiem z laptopów i komputerów osobistych, to jednak urządzenia takie jak smartfon, phablet czy tablet zrobiły sporą rewolucję w znanym nam świecie. Nagle okazało się, że do świata, w którym karty są rozdane i największym systemem operacyjnym na świecie jest Windows, wkroczyło Google ze swoją ideą otwartego systemu Android i to ta firma jest w posiadaniu największego OS na świecie. W ekonomii nic nie dzieje się dwa razy tak samo, ale historia się powtarza. Google zdetronizowało Windowsa, więc czy Facebook zdetronizuje Google?

Facebook swoją konferencją wypowiedział wojnę wszystkim wielkim firmą technologicznym tego świata. Pamiętajmy jednak, że ma on w portfolio marek projekty, z których korzysta półtora miliarda ludzi. Tak naprawdę dzisiaj chyba brakuje tam tylko Snapchata. Wydaje się on jednak poza zasięgiem. Twórcy sami chcą tworzyć wielką firmę, a nie stać się częścią czegoś większego. Czy wobec tego jest sens tworzyć system operacyjny, który będzie wykorzystywał rozszerzoną rzeczywistość? Ależ oczywiście! Facebook jest w takiej sytuacji, że to praktycznie jedyne jego wyjście. Choć trzeba przyznać, że mógłby on też stworzyć swój system operacyjny jak Android. Tylko kto kogo by wtedy gonił. Google Glass przez cały czas są wielką zagadką, a Facebook ma konkretne plany przynajmniej na 5 lat. Więc walka idzie tutaj o ogromne stawki.

Wiem, że wszyscy zachwycają się rzeczywistością rozszerzoną. Wiem, że jest to bardzo chodliwy temat. Ja jednak mam wrażenie, że może z tym być dokładnie tak samo jak z telewizorami 3d. Te produkty trafiły do sklepów. Pewnym firmom bardzo zależało, aby ten produkt się sprzedał. Próbowano stworzyć wokół tego ekosystem, w którym najnowsze filmy są przygotowywane w bajeranckim 3d. A jak wyszło w praktyce? To ma sens tylko w przypadku kin. Tam widzowie są gotowi przez półtorej godziny nosić okulary. Do domu się to po prostu nie sprawdza. Może jestem złym prorokiem i nie mam racji. Może wszystkie podejścia do gogli, okularów czy innych glassów się sprawdzą i ludzie to kupią. W chwili obecnej wycofanie Google Glass i brak sukcesu HoloLens świadczy dla mnie o tym, że jeszcze długa droga przed tymi technologiami do komercyjnego sukcesu.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Uber nie ma w Europie dobrej passy. Kolejne zrzeszenia taksówkarzy podejmują z nim walkę, a sądy często nakładają ogromne kary i dokonują zakazów na większość jego usług. Tak było w Danii, tak teraz jest we Włoszech. Czy taksówkarze aż tak bardzo boją się Ubera?

Wygląda na to, że większość krajów Europy ma spore regulacje prawne dotyczące transportu osób. I choć tak, jak w Polsce doczekaliśmy deregulacji zawodowej, to nie jest to reguła dla wszystkich krajów Unii Europejskiej. Regulacje te były lobbowane przez całe lata i trudno, żeby dzisiaj Ci, którzy czerpią z nich korzyści łatwo z nich zrezygnowali. Uber od początku wychodził korporacjom taksówkowym naprzeciw. Był on dla nich niewygodny, bo uważali go za nieuczciwą konkurencję. I choć zasady wolnego rynku mówią, że im większa konkurencja tym bardziej zyskuje klient, to jednak z drugiej strony nieregulowane usługi transportowe mogą mieć z tego samego powodu niską jakość. Oczywiście nie chce zarzucać Uberowi niskiej jakości, czy chwalić pod niebosy korporacje taksówkowe. Włosi jednak nie zgodzili się z takim rodzajem konkurowania i w ciągu dwóch lat udało im się zablokować Ubera.

Wiele osób zachwyca się Uberem. Jego innowacyjnością czy wyceną. Tworzy on nowe podejście do tak oczywistego tematu, jakim jest transport osób fizycznych samochodami osobowymi. Uber wpisuje się w nowe trendy jakie dają aplikacje mobilne i same smartofny. Za pomocą kilku kliknięć można zamówić sobie transport w dziesiątkach dużych miast. W samej Polsce konkurencyjni dla Ubera starają się być twórcy aplikacji, które korzystają z gotowych struktur korporacji taksówkarskich. Mowa oczywiście o MyTaxi i iTaxi. Jest to jeszcze jedno podejście do tego tematu. I aplikacje te mają ogromny potencjał. Skoro Uber może być wart dziesiątki miliardów dolarów, to czemu sukcesu nie miałyby odnieść takie aplikacje? Co ciekawe mogą one się świetnie odnaleźć w krajach, w których Uber otrzymał zakaz działalności.

Wracając jednak do sytuacji wprost z włoskiego sądu: może i to nie jest najbardziej eleganckie wyjście, ale z pewnością jest najbardziej skuteczne. Zakazywanie wolnej konkurencji jest nieco niebezpieczne, ale regulacje prawne, które Uber łamał swoją działalnością mogą mieć spory wpływ na jakość usług odczuwalnych dla końcowego klienta. Taksówkarze aby zareagować na wymuszone niższe ceny musieliby zdecydowanie obniżyć jakość. I to myślą z pewnością kierował się sąd. Istotne było również potraktowanie Ubera jako nieuczciwej konkurencji. To coś jak ceny dumpingowe w hipermarketach: przez jakiś czas ceny są tak niskie aby wykończyć konkurencję.

Czy za tym wyrokiem pójdą inne kraje? Nie ma oczywiście w prawie czegoś takiego jak międzynarodowe precedensy, ale już sama Unia Europejska mogłaby bardzo utrudnić życie Uberowi. Inne kraje z pewnością również będą rozpatrywały podobne pozwy. Mówimy tu o ogromnym kawałku światowej gospodarki, z którego dziesiątki tysięcy osób czerpią dochody. Nikt nie pozbędzie się swojego kawałka tortu na rzecz Ubera. Przez co Ci ludzie będą walczyć o delegalizację jego usług. Jak widać po Danii i Włoszech jest to całkiem możliwe.

Co dalej z Uberem? Nie zdziwię się jeśli za pół roku usłyszymy o udanej apelacji we włoskim sądzie. Z pewnością jest to możliwe choć bardzo trudne do zrobienia. Uber będzie walczył w sądach tak, jak do tej pory walczył na ulicach. Z pewnością będzie miał setki wrogów, którzy po prostu nie chcą aby ta firma zagarniała tak dużą część rynku. Będziemy mieć do czynienia z jedną największych wojen biznesowych, jakie widział ekonomiczny świat :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Warto zauważyć, że zaraz po II wojnie światowej japońskie produkty stały się synonimem tandety tak, jak dzisiaj mówi się o produktach z innych krajów azjatyckich. Japonia nie miała wyboru: albo musiała stać się potęgą technologiczną, albo skończyłaby marnie.

W historii Japonii eksperci upatrują wielką inspirację dla Chin. Państwo Środka przez lata było znane z taniej siły roboczej i w oczach ludzi stało się miejscem gdzie powstaje ponad połowa produkcji świata. Kraje pierwszego świata bardzo polubiły zaopatrywanie się u Chińczyków. Jak będzie wyglądać przyszłość?

Z pewnością Chiny są krajem, któremu zależy na zmianie wizerunku tak, jak kiedyś zrobili to Japończycy. Nagle okazuje się, że Chińczycy są w stanie produkować rzeczy najwyższej jakości. Istotne jest jednak jeszcze coś: powstają chińscy producenci, którzy tworzą pod własną marką. I Ci producenci coraz poważniej patrzą w kierunku krajów zachodnich. Podobnie może być z Hindusami, którzy już mają kilka znanych marek. Ciekawym zjawiskiem jest kupowanie zachodnich firm przez te ze wschodu. Tak było chociażby z Volvo.

I choć krążą żarty o produktach z Dalekiego Wschodu, to trzeba pamiętać, że o Japonii mówiono podobnie. Dzisiaj Japonia jest jedną z najprężniej rozwijających się gospodarek. Ekonomiści często mówią, że chińska gospodarka niedługo prześcignie amerykańską i będzie numerem jeden. Z pewnością jest to możliwe. Wtedy okaże się, że jakość życia szarych obywateli również się podwyższy. Problemem będzie natomiast to, że ceny chińskich produktów wzrosną. I tutaj rodzi się pomysł polityków i ekonomistów nazwany reindustrializacją.

Jednym z postulatów obecnego prezydenta USA była walka z pasem rdzy. Czym jest ten pas? Począwszy od Detroit wiele fabryk stoi nieużywanych, czyli po prostu urządzenia rdzewieją. Założeniem polityków jest przywrócenie fabryk w rozwiniętych i rozwijających się krajach. W chwili obecnej jakieś 90% gospodarki stanowią usługi. Przekłada się to na ilość osób zatrudnionych w branży produkcyjnej w krajach pierwszego świata. Cała produkcja idzie praktycznie do takich krajów, jak Chiny, Indie czy Bangladesz. Zadaniem, które sobie założył Trump jest przywrócenie części produkcji na Stany. Z pewnością pójdą za tym kraje Unii Europejskiej. Czy jest to dobre? Jak lubią mawiać inwestorzy: dywersyfikuj i nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka. Skupienie się na usługach i przerzucenie produkcji na Daleki Wschód może być ryzykowne.

Jest jednak druga strona medalu: dzisiaj poddamy się reindustrializacji, a za 15 lat większość tych prac zastąpią maszyny i znowu będziemy mieć problem. Świetnie byłoby gdyby wydarzył się scenariusz, który zakładał Keynes, że maszyny przejmą naszą pracę, a my będziemy pracować 15 godzin tygodniowo. Pytanie tylko czy nie powstanie nowa wersja ruchu oburzonych, którzy stwierdzą, że na tych maszynach zarabiają właściciele maszyn, a nie zwykli obywatele.

Chiny z pewnością skupią się na podwyższeniu jakości swoich produktów. Jednak pytanie czy teraz są naprawdę takie złe? Wiadomo, że przyjęły się truizmy w stylu chińszczyzny, ale w Chinach produkują wszyscy również Ci, których produkty są bardzo drogie i uważane za takie z najwyższej jakości. Więc w gruncie rzeczy chodzi bardziej o marketing niż o stan faktyczny. Dużo jest jeszcze do zrobienia jeśli chodzi o drugi aspekt: własne marki produktowe chińczyków. Najbardziej nie mogę się doczekać, jak zaczną one masowo podbijać rynek amerykański.

Wniosek jest taki, że tandeta to obiegowa opinia na temat chińskich wyrobów. Chińczycy z pewnością mogą jeszcze wiele osiągnąć stosując własne marki, a takie platformy jak Alibaba z pewnością sprawią, że proces ten jeszcze bardziej przyśpieszy!

Pozdrawiam

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj druga część naukowego eseju:

Jeśli mówić o instrumentach konkurencji, to doskonale pasuje tu stara dewiza mistrzów reklamy Wyróżnij się, albo zgiń. Działy marketingu Google to jedne z najbardziej twórczych i profesjonalnych działów marketingu we współczesnej rzeczywistości gospodarczej. Rynek charakteryzuje się wysokim stopniem dojrzałości. Jest on oligopolistyczny, ponieważ liczy się na nim tak naprawdę tylko trójka firm. Do czynienia ma się z wysoką elastycznością popytu. Otoczenie konkurencje można postrzegać na kilka sposobów. Z jednej strony komputer PC/Laptop również może być konkurencją dla smartfonu czy tabletu. Z drugiej jednak strony również i na tym rynku Google rozpoczęło walkę z Windows i Mac OS X wprowadzając Chrome OS. Laptopy zawierające ten system operacyjny są popularnie nazywane chromebookami. Nabywcy dość często kierują się kryteriami materialnymi, ponieważ urządzenia z systemem operacyjnym Android są tańsze od urządzeń z konkurencyjnymi systemami operacyjnymi. Jednak w dłuższej perspektywie decydują kryteria niematerialne. Jest ważna rzecz, o której warto powiedzieć dotycząca tego tematu: dzisiaj nie konkuruje się systemem operacyjnym, konkretnymi aplikacjami, czy parametrami urządzenia. Dzisiaj wszystkie elementy związane z taką wielką firmą jak Google, Microsoft czy Apple tworzą tak zwany ekosystem. Taki ekosystem to całościowa wartość tego co oferuje dana firma, oraz jej partnerzy. Ekosystem biznesowy to dość nowe pojęcie, choć gdyby się dobrze przyjrzeć to istniało już ono dużo wcześniej. Dzisiaj jednak najbardziej widać, jak aliasy strategiczne, oraz grupy produktów sprawiają, że rośnie wartość firmy w oczach klientów. Gdy ktoś kupuje telefon Sony, to oczywistym dla niego jest, że będzie on współpracował z systemem operacyjnym Android, że będzie miał dostęp do aplikacji Google i jego partnerów. A dodatkowo Sony stara się tworzyć również własny ekosystem współpracujący z Androidem, który opiera się na markach Walkman i Playstation. Czy ostatecznie Sony zdecyduje, że będzie chciało rozstać się z Androidem i stworzyć zgoła odmienny ekosystem? Trudno to przewidzieć. Wartość jaką daje Android japońskim urządzeniom jest nie do przecenienia i trudno będzie ją odtworzyć.

Do istotnych czynników wewnętrznych dotyczących Androida autor zaliczyłby ciągłe podwyższanie jakości produktu, oraz oferowanie nowych produktów. W pierwszej kwestii na pewno warto zauważyć, że Google stara się dostarczać jak najlepsze i bezawaryjne produkty, które wnoszą konkretną wartość do życia użytkowników. Oczywiście gigant z Mountain View nie ma tak dużego wpływu na to, jak wspomniane już Apple. Jednak jakość produktu stała się obsesją Google. Nowe produkty w świecie systemów operacyjnych pojawiają się w dwóch przypadkach: albo zostaje zaktualizowana wersja systemu operacyjnego, który już istnieje, albo pojawia się zupełnie nowy system operacyjny o nowym zastosowaniu. Częściej ma się do czynienia z tym pierwszym zjawiskiem. Natomiast bardzo ważnym momentem było pojawienie się Android Wear, które zostało adresowane do technologii takich, jak smartwatch. Warto podkreślić, że w przypadku tej serii systemów operacyjnych bardzo istotna jest integracja z poprzednimi urządzaniami takimi, jak smartfon. Tutaj dokładnie widać potęgę ekosystemu, o której już napisano.

Jeśli chodzi o czynniki zewnętrzne to dość dokładnie opisano już sytuację w otoczeniu bliższym podkreślając, ze są tylko trzy liczące się systemy operacyjne, które ze sobą konkurują. Jeśli natomiast odnieść się makrootoczenia, to w dłuższej perspektywie nie ma ono aż tak dużego wpływu. Wiadomo, że wszelkie recesje mogą mieć wpływ na sprzedaż urządzeń typu smartfon czy tablet. Jednak dzieje się tak tylko w krótkiej perspektywie, ponieważ jak pokazał kryzys z 2007 roku: Google wyszło z niego obronną ręką i stało się największym graczem na rynku.

Strategia konkurencyjna Androida widziana oczami klientów może być widziana w bardzo dobry sposób. Klienci są zadowoleni z postępowania producenta Androida. Na koniec dnia najbardziej liczy się to jak platformę postrzegają klienci, ma to bezpośredni wpływ na postrzeganie inwestorów, co powoduje wycenę spółki. Page i Brin starają się przekonać świat, że mają tak dużo pieniędzy, że nie chodzi im już o nie. Nie wiadomo ile w tym prawdy, ale faktem jest, ze wiele ich działań jest postrzeganych jako mało zarobkowe, a bardziej przysłużą się światu. Dobrym przykładem są testowane balony dostarczające internet do krajów trzeciego świata. Z punktu widzenia właścicieli strategia konkurencyjna działa dobrze, ponieważ zarówno wyszukiwarka, jak i system operacyjny są liderami rynku w większości krajów świata. Powszechnie jednak wiadomo, że na złe spojrzenie przez inwestorów miało wpływ zdecydowanie się na wyjście z wyszukiwarką Google z rynku chińskiego ze względu na panującą tam cenzurę i brak wolności słowa. Ostatecznie jednak inwestorzy spojrzeli na to pozytywnie i wykresy wartości znowu pikowały w górę.

Wielkim źródłem przewagi konkurencyjnej Androida jest jego reputacja. Twórcy postawili na nietypowy sposób dystrybucji. Jedynym zgrzytem jest podejście wielu środowisk konserwatywnych mówiące, że Google ma zbyt wiele danych na nasz temat i nie wiadomo do czego te dane zostaną wykorzystane. Z drugiej strony oprócz reputacji warto zauważyć, że Google jest jednym z największych innowatorów naszych czasów. Z czego wynikają strategiczne zasoby Google przejawiające się w najlepszych pracownikach, oraz bogatym portfolio patentowym. Bardzo ważnym zasobem są również same marki, które są bardzo wyraziście pozycjonowane w umysłach aktualnych klientów, oraz tych potencjalnych klientów. Przewaga konkurencyjna Androida opiera się na jakości. Widać jak kolejne edycje flagowego systemu operacyjnego są coraz bardziej dopracowane, a dzięki efektom skali mogą one być dostępne dla setek milionów użytkowników. Jest to dość ciekawa sytuacja, w której produkt wysokiej jakości stał się jednocześnie produktem masowym.

Autor tego eseju upatruje strategię konkurencji zastosowaną w przypadku Androida, jako strategię Lidera, który tworzy przywództwo w zakresie różnicowania. Przewagi konkurencyjne wynikają z lepszej wartości dla klientów. Najsilniejszą przewagą jest postawienie na jakość produktu, o czym już napisano. Warto jednak podkreślić, że z jakości tej wynika również jakość komunikacji, co przekłada się na przewagę informacyjną. Ta część społeczeństwa, który ma stały dostęp do urządzeń mobilnych bez problemu poznałaby Androida i wiedziała jak się nim posługiwać. Tak samo jest jeśli chodzi o wyszukiwarkę Google. W wyniku rywalizacji z innym podmiotami Google buduje satysfakcję i lojalność klientów, co przekłada się na bardzo duże udziały w rynku i rentowność.

Trzymając się zasad formułowania strategii konkurencji warto zauważyć, iż Android nie był pierwszym rozwiązaniem na smartfony. Tego typu urządzenie wymyśliło Apple, a Google stało się raptem imitatorem. To jednak pokazuje, że można zagrozić pozycji nawet tak dużego gracza, stworzyć coś atrakcyjnego i stać się liderem rynku. Google przez cały czas gromadzi siły i środki. Co będzie następnym epokowym wydarzeniem? Być może Android do samochodów, lub ten zastosowany w okularach Google Glass. Przyszłość jest zagadką. Jednak jak to powiedział Warren Buffet: najlepszym sposobem na przewidywanie przyszłości jest tworzenie jej. I Google właśnie to robi.

Jeśli chodzi o możliwość konkurowania, to można ją rozumieć dwojako. Z jednej strony cały czas trwa walka na polu Microsoft, Apple i Google. To będzie walka trwająca przez wiele lat, bo wszystkie te firmy mają zasoby, oraz wolę walki. Z drugiej strony jest konsorcjum, które Google tworzy z największymi firmami naszych czasów. Z jednej strony są producenci, którzy tworzą urządzenia pod ten system. Z drugiej strony są producenci aplikacji i dodatków. A do tego są oczywiście operatorzy komórkowi, którym zależy na dostarczaniu końcowemu klientowi najnowszych i najlepiej dopracowanych urządzeń. Jest to zdecydowanie jeden z największych aliasów strategicznych w historii. Jeśli chodzi o fuzje, to Google jest za duże, aby było zainteresowane fuzją. Gdyby jednak połączyło się z Microsoftem, to byłaby to największa firma na świecie. W tej chwili tytuł ten należy do Apple. Raczej trudno uwierzyć, aby coś takiego mogło nastąpić. Natomiast jeśli chodzi o przejęcia, to dzieje się to każdego kwartału. Google potrzebuje nowych pomysłów i ludzi, więc decyduje się na przejęcia. Jednym z głośniejszych przejęć było kupienie Motoroli.

Strategia konkurencyjna dla systemu operacyjnego Android jest jedną z najlepszych strategii tego typu. Pracują nad nią profesjonaliści, którzy muszą przemyśleć każdą możliwą sytuację. Warto jednak podkreślić, że założenia Google sięgają dużo dalej niż możemy sobie dziś wyobrazić. W grę wchodzą tu inteligentne domy, czy samochody elektryczne. Z pewnością firma ta jeszcze nieraz nas zaskoczy i będzie wprowadzać rewolucje w życiu zwykłych ludzi. Jest to najprawdopodobniej wyznacznik strategi konkurencyjnej, w której nie chodzi tylko o pieniądze i udziały w rynku, ale również o to, żeby ludziom żyło się lepiej. Osobiście autor tego eseju jest za tym, aby to firmy technologiczne zaliczały się do tych największych na świecie, bo to one wprowadzają realną wartość do ludzkiego życia, a nie banki, które tworzą kolejne instrumenty pochodne.

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj nieco naukowo. Pierwsza cześć mojego eseju. x

W przeciągu zaledwie dekady Android stał się największym systemem operacyjnym na świecie. W chwili obecnej zdetronizował nawet Windowsa, który przez lata był na tej pozycji i nikt nie był w stanie mu zagrozić. Warto zaznaczyć, że jednym z największych celów pod koniec życia było dla Steve'a Jobsa przeznaczenie wszystkich środków, jakimi dysponowało Apple w celu zniszczenia Androida. Jobs uważał, że Brin i Page zdradzili go, ponieważ przez wiele lat traktowali go jako mentora, uważał, ze podział jest jasny: Apple produkuje urządzenia typu smartfon czy odtwarzacz muzyki, a Google zajmuje się internetem. Wokół Androida urosły już wielkie legendy, które z pewnością będą rewidowane przez następne lata. Faktem jest jednak, że Google udało się stworzyć jedno z największych konsorcjów przemysłowych we współczesnej historii gospodarczej świata. Można byłoby to jedynie porównać z ideą trustów stworzoną przez Rockefellera, którą ostatecznie zdelegalizowano.

Google podeszło do sprawy zupełnie inaczej niż Apple. Wspomniany już Jobs dość mocno zwracał uwagę na coś takiego, jak doświadczenie całościowe. Miał to przekonanie już za czasów wprowadzania pierwszych Macintoshy. Uważał on, że to, co najbardziej się liczy, to odczucia końcowego użytkownika, który nie zwraca uwagi na to co konkretnie nie działa tylko obarcza winą producenta. Jest to wprost przeciwna filozofia, którą zastosował IBM wprowadzając standard PC. I tak po wielu latach Google postanowiło, że będzie tylko i wyłącznie dostarczycielem systemu operacyjnego, a swoje zyski będzie czerpać z reklam i prowizji od aplikacji w sklepie. Warto jednak zauważyć, że wielką wartością dla Google w tym kontekście jest poszerzanie świadomości głównej marki.

Jeszcze w 2016 roku pojawiła się informacja, że do systemu operacyjnego Android należy większość rynku. Wraz z jego sukcesem triumfy święcą producenci aplikacji, czy producenci urządzeń. Na drugim miejscu jest iOS od Apple, który jest dostarczany tylko i wyłącznie z urządzeniami tej firmy. A na trzecim miejscu z kilkuprocentowym udziałem znalazł się Windows na urządzenia mobilne. Był moment, w którym rodził się rynek smartfonów. To wynalazek, który wprowadziło Apple. Wtedy właśnie Google bardzo poważnie śledziło swojego głównego konkurenta i postanowiło rzucić mu wyzwanie. Sposób w jaki rozprowadzany jest ten system jest mocno dyskusyjny. Tak naprawdę każdy producent sprzętu może zastosować ten system operacyjny u siebie. To oznacza, że na Androidzie pojawiają się zarówno telefony i tablety luksusowe, jak i dla klasy średniej czy najbiedniejszych. Szczególnie widać to w przypadku chińskich producentów, którzy swoimi produktami najpierw podbili Państwo Środka, a teraz decydują się na podbój kolejnych rynków. Dla przykładu Xiaomi postanowiło zdobywać rynek polski.

Jednym z nowoczesnych założeń marketingu jest to, że za marketing w firmie odpowiada niemal każdy pracownik. Jest to podobne założenie do tego, którym operował Jobs odnośnie doświadczenia całościowego. Klienta nie interesuje to, który element marketingu źle zadziałał w jego odczuciu źle zadziałała cała firma. Google to doskonale wie i mimo swoich ograniczeń decyduje się na to, aby zatrudniać najlepszych i współpracować z najlepszymi. Jak powiedział praktyk marketingu Maciej Tesławski: "dziś wszystkim wydaje się, że marketing jest łatwy i każdy może go robić, ale wcale tak nie jest". Można odnieść wrażenie, że Google to przede wszystkim sukces marketingowy. Mimo, ze jego produkty są potrzebne i użyteczne, to jednak to pozycjonowanie, które jest stosowane w umysłach klientów jest bezcenne. Widać to również w tym, że w rok 2016 Google zdetronizowało Apple w konkursie na najcenniejszą markę.

Wielkim źródłem przewagi konkurencyjnej Google są jego patenty. To właśnie one pozwoliły na stworzenie systemu opartego na ideologii open source, nad którym jednocześnie ma się władzę. Bardzo ważnym momentem w historii firmy było przejęcie producenta między innymi telefonów komórkowych Motorola. Gdy cały świat przyglądał się tej transakcji, to eksperci mówili wprost, że z pewnością chodzi tu o bogate portfolio patentowe, które bardzo się przyda do kontynuacji prac nad Androidem. Współczesna ekonomia wychodzi z założenia, że najcenniejszymi kapitałami firmy są: kapitał ludzki, oraz własność intelektualna. Z pewnością ten drugi jest dużo bardziej trwały, ponieważ migracja między zakładami pracy jest na porządku dziennym.

Charakterystycznym elementem takiego rynku jest to, że więksi gracze pokonują mniejszych i mamy do czynienia z czasem dość brutalną walką konkurencyjną. Dobrymi przykładami są firmy Nokia oraz BlackBerry. Pod wpływem walki konkurencyjne wywołanej przez Androida obie te firmy musiały zrezygnować z własnego systemu operacyjnego. I tak ostatecznie w 2017 roku obie wydają swoje najnowsze produkty z systemem operacyjnym Android. Warto jednak zauważyć, że dzisiejsza walka na rynku systemów operacyjnych dla urządzeń mobilnych rozgrywa się między trzema graczami: Google, Microsoft i Apple. Eksperci są bardzo ciekawi jak dalej potoczą się losy systemu operacyjnego Windows, ponieważ w tej chwili ma on zaledwie kilkuprocentowy udział w rynku. Warto jednak zaznaczyć, że nowy CEO firmy ma bardzo klarowną wizję rozwoju i największym wynalazkiem za czasów jego panowania jest stworzenie jednego systemu operacyjnego, który będzie działał na wszystkich urządzeniach, na jakich swoje systemy adresuje Microsoft. Apple cały czas tworzy produkty całościowe i nie zdecydowało się udostępnić swojego systemu operacyjnego innym producentom. W długofalowej strategii konkurencyjnej może się to okazać bardzo ważny ruch. Z drugiej strony może on być gwoździem do trumny.

Cechą charakterystyczną każdej konkurencji jest sprzeczność interesów konkurentów. Dzisiaj jasnym stało się, że jednolity system operacyjny, do którego każdy ma swobodny dostęp jest bardzo ważnym osiągnięciem ery informacyjnej. Microsoft oprócz tego, że chce oferować producentom swój system operacyjny, to postanowił również tworzyć własne urządzenia, jak chociażby Lumia (efekt przejęcia części Nokii). Nie da się pogodzić interesów Apple, Google i Microsoftu, więc będą one musiały ze sobą walczyć. W tej chwili na wygranej pozycji jest Android. Choć do dzisiaj nikt nie wie czy można przeliczyć ile właściwie korporacja Alphabet (właściciel Google) zarobiła na tym systemie operacyjnym. W przypadku tego rynku mamy do czynienia z konkurencją monopolistyczną, która charakteryzuje się tym, że istnieje kilku producentów systemu operacyjnego, którzy produkują podobny produkt. Jednak produkt różnią się od siebie. Można odnieść wrażenie, że w przypadku Androida konkurowanie odbywa się w ramach marki produktu. Widać jak Google silnie buduje swoje marki. Być może marka Alphabet jest w tej chwili najmniej znaną marką z jej portfolio, ale to kwestia czasu, jak również i ona będzie wyceniana na miliardy dolarów. Swoją drogą jest to bardzo ciekawe zagranie taktyczne, ponieważ Google otwiera się na nowe rynki, których tak naprawdę jeszcze nie znamy. Wiele osób słyszało pewnie o tajnych laboratoriach Google, takich jak Google X, ale tak naprawdę nikt do końca nie wie co jest tam projektowane.

 
 Oceń wpis
   

Od wielu miesięcy na łamach tego bloga zachwycam się potęgą ekosystemu ekonomicznego. Dzisiaj mamy przede wszystkim trzy liczące się ekosystemy: Apple, Google i Microsoftu. Największym z nich jest ten należący do Google za sprawą popularności systemu operacyjnego Android. Jak można zdefiniować ekosystem biznesowy? Czy ktoś jest w stanie zagrozić Androidowi, albo chociaż przynajmniej przestać go wspierać? To wszystko w ramach tego felietonu.

Ekosystem biznesowy jest wtedy gdy wiele elementów ze sobą współpracuje. Podstawą ekosystemu należącego do Google jest jego wyszukiwarka. To na niej gigant najwięcej zarabia. Gdy połączy się to z wieloma aplikacjami, system operacyjnym, dziesiątkami producentów smartfonów i tabletów, to ma się jeden wielki system naczyń połączonych. Tak jak kiedyś słynnym było powiedzenie, że sam system operacyjny bez aplikacji nic nie znaczy, tak dzisiaj to pojęcie się poszerzyło do ekosystemu.

Widzę jeden bardzo potężny ekosystem, który jest nieco mniej zauważany i postrzegany w ten sposób. Na dokładkę: współpracuje on z Androidem. O kogo chodzi? Oczywiście o Sony. Japoński gigant jest jednym z największych graczy w świecie elektroniki. Jego najważniejszym produktem jest Playstation, czyli konsola do gier nowej generacji. Dzisiaj powoli konsola do gier staje się czymś niezwykle istotnym. Coraz częściej nie służy ona tylko do gier, ale staje się całym centrum domowej rozrywki. I tutaj Sony upatruje dla siebie wielką szansę. Oczywiście nie można zapominać, że Sony produkuje także smartfony i tablety na Androidzie. Ma własną wytwórnię muzyczną (należącą do grona największych), oraz nieśmiertelną markę Walkman.

Jeśli weźmie się to wszystko pod uwagę, to można dostrzec, że mamy tu do czynienia z prawdziwą potęgą. Sony ma przed sobą ogromne możliwości. Wiadomo, że dziś może nie jest wśród dziesięciu największych firm na świecie, ale tak naprawdę może się to wszystko odmienić. Sony to firma, która istnieję od zawsze, kiedy tylko pamiętam. Jej słynna konsola Playstation (PSX), jest jednym z najdoskonalszych wynalazków początku XXI wieku. Święciła nie tylko triumfy pod względem zachwytu nad technologiami, ale również te czysto ekonomiczne. A dzisiaj Sony to przede wszystkim kolejna generacja Playstation.

Ciężko powiedzieć jak dalej będzie się rozwijał rynek elektroniczny, czy internetowy. Wiem, że wiele osób prorokuje, że Google w swej wycenie pokona w końcu Apple. Ja jednak nie lekceważyłbym Sony. To firma z tradycjami, która istnieje dużo dłużej niż Google. Wiem, że amerykański gigant jest naprawdę potężny i jego kolejne działania sprawiają, że na przykład jego marka jest teraz najcenniejsza na świecie. Wielu postawiłoby na niego w ciemno. Sam jestem tego zdania, bo Android z usługami i aplikacjami zewnętrznymi to potęga. Jednak Google nie ma konsoli, a Sony ją ma.

Moim zdaniem wokół telefonów, telewizorów, marek Walkman oraz Playstation, Sony jest w stanie wybudować taki ekosystem, o jakim nam się nawet nie śniło. Jednak jak dotychczas skupia się on bardziej na pomocy w budowaniu potęgi Androida. Czy sytuacja się odmieni? Na dwoje babka wróżyła. Sony jest po drodze z Androidem. Razem z jego potęgą rośnie potęga Sony, jako jednego z kluczowych producentów urządzeń z tym systemem operacyjnym. Z drugiej strony tutaj jest naprawdę wielki potencjał, o którym inne firmy tylko marzą. Myślę jednak, że opcja, w której Sony pomoże budować potęgę Androida jest bardziej prawdopodobna. I dzięki temu mamy coś niezwykłego: dwa połączone ekosystemy.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj nieco bardziej naukowy tekst :).

We współczesnej praktyce biznesowej spotykane są dwa zasadnicze podejścia do strategii konkurencji. Chan Kim i Mauborgne nazwali je w egzotyczny sposób jako czerwony i błękitny ocean. W przypadku firm internetowych oba podejścia mają swe konkretne zastosowania. Z jednej strony są firmy, które kopiują czyjeś rozwiązania, a z drugiej strony są firmy, które wytwarzają innowacje, która po pewnym czasie są w stanie zmienić rzeczywistość społeczno-gospodarczą.

Strategia błękitnego oceanu stała się modna wraz z rozwojem technologii informatycznych. Oczywiście podejście to można było dostrzec już wcześniej, ale to usystematyzowanie i ułożenie w jasne ramy sprawiło, że koncepcja trafiła do mas. Książka Chan Kim i Mauborgne została sprzedana w 3,5 milionach egzemplarzy, co jak na książkę o takiej tematyce jest niezwykle dobrym wynikiem. Z pewnością wielką przewagę tej koncepcji buduje jej prosta. Każdy potrafi zrozumieć, że błękitny ocean to taki, w którym firma nie przejmuje się konkurencją i tworzy coś zupełnie nowego. Jeśli to coś będzie wyjątkowo dobre, to również i konkurencja się znajdzie. To tylko kwestia czasu. Jak pokazują przykłady z polskiej rzeczywistości: nie trzeba być pierwszym, aby zrobić najlepszy produkt w danej kategorii. Doskonałym przykładem jest Brand 24 S.A. Michał Sadowski, prezes tej firmy często w wywiadach powtarza, że nie byli nawet dziesiątą firmą, która zajmowała się monitorowanie internetu dla biznesu. Jednak wykonanie sprawiło, że to właśnie oni zostali i dzisiaj podbijają kolejne zagraniczne rynki. Czy wobec tego błękitny ocean się tu nie sprawdził? Zależy jak na to spojrzeć, ponieważ sama koncepcja i jakiekolwiek wykonanie to za mało aby stwierdzić, że projekt odniesie sukces. Jak przyznają właściciele wielu firm internetowych, to egzekucja jest najważniejsza. I w tym kontekście dopiero gdy zbuduje się gotowy produkt działający z konkretnymi klientami można mówić o wpłynięciu na błękitny ocean. Oczywiście autor tego eseju nie śmie twierdzić, że pomysł nie jest ważny w tworzeniu firmy. Jednak to dopiero połączenie pomysłu i wykonania potrafi dać oczekiwane rezultaty.

Wobec przedstawionych faktów warto podkreślić, że o błękitnym oceanie można mówić dopiero gdy produkt zostanie dobrze przygotowany i jest gotowy do skalowania. Były redaktor naczelny polskiego wydania magazynu Forbes, Kazimierz Krupa, zauważył w jednym ze swoich artykułów, że wielkim innowatorem był twórca kebaba w bułce. Jego zdaniem większym niż Steve Jobs. Ciężko stwierdzić jak duży jest biznes twórcy kebaba dzisiaj, ale faktem jest, że skopiowano go na całym świecie. Gdyby miał chociaż 1% z przychodów wszystkich tych lokali gastronomicznych, to mógłby być on równie bogaty jak Bill Gates. Pytanie tylko czy gdyby dokonał ochrony patentowej tego typu potrawy czy lokalu, to byłaby ona nadal tak popularna. Koncepcja została dopracowana przez tysiące restauratorów i dzisiaj gdyby ktoś chciał wejść w tę część biznesu gastronomicznego, to byłby to ewidentnie czerwony ocean.

Firmy internetowe to dzisiaj jedna z najbardziej docenianych części gospodarki. Pragną w nie inwestować zarówno inwestorzy prywatni, jak i instytucjonalni. Również rządy poszczególnych krajów patrzą pozytywnie na tego typu przedsiębiorstwa. Wielką wartością, którą można przedstawić inwestorowi jest innowacyjność przedsięwzięcia. Tutaj mile widziane są wszelkie elementy związane z ochroną prawną. I to właśnie patenty wpływają pozytywnie na możliwość wejścia, wykorzystując strategię błękitnego oceanu. Patent jednak nie jest gwarantem sukcesu. Tak, jak już tu napisano: oprócz samego pomysłu/koncepcji bardzo ważne jest wykonanie. Bez niego nie ma szans na całościowy sukces.

W miarę rozwoju internetu, oraz dojrzewania światowego społeczeństwa ery cyfrowej, widać fazy, które mają wpływ na kształtowanie się kolejnych wielkich przedsiębiorstw wirtualnych. W czasach niezwykle odległych Google było jedną z kilku wyszukiwarek internetowych, które przeszukiwały globalną sieć w celu znalezienia jak najdokładniejszych wyników. To właśnie była jedna z faz, o których mowa. Ludzie dojrzeli do koncepcji wyszukiwania informacji. Kolejnym epokowym wynalazkiem było pojawienie się iTunes przy wsparciu iPoda. Społeczeństwo dojrzało do kupowania muzyki w internecie, zamiast kopiowania jej w nielegalny sposób. Oczywiście aktualnie ta faza jest rewidowana przez takie przedsiębiorstwa jak Spotify czy Tindal, które zajmują się streamingiem muzyki. Zamiast kupować muzykę można kupić abonament i mieć dostęp do ogromnej biblioteki. Jednym z kolejnych milowych kroków był momenet, w którym ludzie dojrzeli do komunikowania się przez internet. Pokłosiem tego jest powstanie Twittera, Facebooka, czy wszelkich komunikatorów. To wiązało się z jeszcze jednym dość istotnym elementem: ograniczeniem anonimowości w sieci.

W miarę tego jak powstają kolejne kroki milowe internetu, tak rodzą się razem z nimi firmy, które trafiają w definicję błękitnego oceanu. A zaraz za nimi pojawiają się imitatorzy, którzy tworzą kolejne czerwone oceany. W świecie nowych technologii pojawia się coraz więcej innowacji. Trend ten będzie się z pewnością utrzymywał. Patenty obok kapitału ludzkiego stają się największą wartością firmy. Są one dużo bardziej trwałe ze względu na powszechną migrację pracowniczą. Wraz ze wzrostem ilości patentów można dostrzec stopniowe przejmowanie mniejszych firm przez gigantów branży. Jest to swego rodzaju transfuzja innowacji, która ma ogromny wpływ na nabieranie nowego wiatru w żagle przez wielkie przedsiębiorstwa. Każdego tygodnia poczytne czasopisma rozpisują się na temat takich przejęć. Ktoś odkrył błękitny ocean i został przejęty przez giganta. Czy to oznacza, że małe firmy nie mogą samodzielnie funkcjonować? Każda wielka firma była kiedyś mała. Ta transfuzja innowacji odbywa się dlatego, że giganci są świadomi, iż w każdej chwili może się pojawić firma, która zagrozi ich pozycji. Lepiej przejąć taką firmę, niż próbować robić konkurencję dla jej błękitnego oceanu.

Firmy internetowe to idealne środowisko dla strategii błękitnego oceanu. Jest niezliczona ilość miejsc, w których można odnaleźć niezagospodarowaną niszę. Autor eseju życzy sobie, aby w internecie pojawiało się jak najwięcej błękitnych oceanów, bo to w ostatecznym rozrachunku jest bardzo dobre dla klienta końcowego, czyli internauty.

 
 Oceń wpis
   

Wiele osób mówi o polskich youtuberach, ale na nich świat się nie kończy. Co jeszcze można zrobić? Na przykład rysować komiksy lub generować zmyślone newsy. I jak to często bywa: samorodne talenty dostrzegają wielkie koncerny i biorą je pod swoje skrzydła.

Z komiksami jest dzisiaj tak, że nawet nie trzeba mieć wielkiego talentu rysowniczego aby je tworzyć. To jest dość ciekawe, ale ważniejsze staje się trafienie w odpowiednią tematykę, charakterystyczne poczucie humoru, oraz konsekwencja. Dwa takie komiksy, których jestem wielkim fanem to: Andrzej Rysuje i Zuch Próbuje Rysować. Co je łączy? Chyba tylko to, że są komiksami. Andrzej stara się stworzyć kreskę satyryczną, która pokazuje w zabawny sposób sytuację w Polsce. Jest to stricte polityczny komiks, który często powstaje pod wpływem najpopularniejszych newsów. Talent Andrzeja zauważyła Wyborcza i publikuje jego kreski w swoim portalu. Rysunki może nie są jakimiś dziełami sztuki, ale myślę, że takie właśnie mają być.

Zuch z kolei to grafik z zawodu, który uciekł z korporacji i jest teraz freelancerem. Jednym z dzieł jego autorstwa był skład najnowszej książki Jasona Hunta. Jakiś czas temu Zuch zdecydował się połączyć wszystkie swoje działalności w ramach jednej strony. Wcześniej osobno była strona z komiksami, blog, oraz strona jego studia graficznego. Czy był to dobry ruch, to przekonamy się pewnie niebawem. Warto jednak zauważyć, że Zuch jest w swoich działalnościach niezwykle spójną osobą i one po prostu do siebie pasują! Jeśli chodzi o same komiksy, to jest to zupełnie inna tematyka niż u Andrzej Rysuje. Zuch skupił się na obśmiewaniu życia w korporacji. Choć sam nie jest już jej częścią, to z pewnością ma spore doświadczenie z przeszłości. Jego komiksy są przekazywane oczami grafika w korporacji.

Komiks to bardzo ciekawa forma wyrazu artystyczno-satyrycznego. Już wieki temu zdobyła ona codzienne gazety i tygodniki w Stanach. Tak powstał Garfield czy Dilbert. Czy dzisiaj internet jest bardziej wyrazistym nośnikiem takiej informacji? Myślę, że również można trafić do szerokiego audytorium. Kiedyś gazety codzienne były jednym z najważniejszych źródeł informacji. Były kupowane w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Telewizja nieco rozleniwiła konsumentów i sprzedaż troszeczkę spadła. Jednak ciężko było w telewizji zaprezentować komiksy. I tutaj wkroczył internet. Codzienne newsy bardzo chętnie oglądamy w internecie. A gdzieś pomiędzy tym przewijają się krótkie komiksy, które stanowią dla nas inteligentną rozrywkę. A co jeśli same newsy są zmyślone?

To kolejna bardzo ciekawa droga działalności internetowej. Pewnie słyszałeś o AszDziennik. Myślę, że slogan mówi wszystko: najlepsze zmyślone newsy w kraju. Poziom jaki prezentuje autor tej strony potrafi kompletnie rozbroić czytelnika. W momencie kiedy dzisiejsza rzeczywistość polityczno-gospodarcza jest przepełniona różnymi dziwactwami ktoś postanowił sobie z tego pożartować i dorzucić do pieca. Asz Dziennik został przejęty przez Grupę Na Temat, co świadczy o wysokiej jakości satyry. Po co bombardować internautów prawdziwymi newsami, skoro na podstawie tych prawdziwych można stworzyć kompletnie absurdalne? Czasem tylko to, co dzieje się w kraju i na świecie jest tak absurdalne, że można pomyśleć że to news z Asz Dziennik:).

Myślę, że jest sporo takich gwiazd polskiego internetu, których nie wszyscy są świadomi. Ja wymieniłem te trzy, które bardzo do mnie przemawiają. Jak widać nie trzeba być youtuberem, aby mieć wielkie audytorium :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Prezes jednej z najpotężniejszych korporacji technologicznych lat 70 i 80 wprost wyśmiał takich ludzi, jak Steve Jobs i Bill Gates. Uważał, że nikt nie będzie potrzebował komputerów osobistych, że jest to jakaś mrzonka. Co byłoby gdyby Bill Gates go posłuchał? :)

Komputer osobisty to prawdopodobnie jeden z najważniejszych wynalazków XX wieku. Problem z umiejscowieniem go na pierwszym miejscu polega na tym, że po prostu tamten wiek był pełen wielkich wynalazków. Jest co prawda wynalazek, który uważam za jeszcze ważniejszy, ale do jego zaistnienia na szeroką skalę były potrzebne komputery klasy PC. Oczywiście chodzi o internet.

Komputer osobisty ma tak naprawdę wiele pochodnych, które dziś możemy postrzegać w laptopach, smartfonach czy tabletach. Czy ktoś jeszcze pamięta złote czasy skrzynek z dołączaną klawiaturą, myszą i monitorem z kineskopem. W polskich realiach takie urządzenie było synonimem luksusu. Jednak czy ktoś jeszcze kojarzy, że istniały dwa podejścia do tego typu urządzeń?

Z jednej strony był Microsoft, a z drugiej Apple. Microsoft zakładał, że tworzy tylko i wyłącznie system operacyjny, który będzie adresowany do standardu IBM PC. Każdy element komputera mógł być tak naprawdę stworzony przez inną firmę, a następne składało się to wszystko w całość. Rozwiązanie genialne w swej prostocie, ponieważ trudno, aby jedna firma doskonale zrobiła wszystko. Należy jednak pamiętać o ś.p. Stevie Jobsie, który miał fioła na punkcie doświadczenia całościowego. I miał on dużo racji. Trudno, aby składak mógł konkurować z komputerem, którego każdy element jest stworzony tak, aby współgrał z innymi. Jobs uważał, że zarówno oprogramowanie i sprzęt mają tworzyć jedność i powinna je składać w całość jedna firma.

Zasadniczo doczekaliśmy się podejścia Jobs przy okazji tworzenia laptopów. Myślę, że w tej chwili każdy większy producent stara się, aby podzespoły ze sobą świetnie współpracowały i dobrze działały na systemie operacyjnym, na który sprzęt jest przeznaczony. Ja do dziś wychodzę z założenia, że tak naprawdę nie jest istotne jakie podzespoły są w laptopie, ale liczy się przede wszystkim to, kto go składał. Nie chcę tutaj robić kryptoreklamy jakimś producentom, ale były w historii komputeryzacji takie laptopy, które powalały jakością jak na swe czasy, a nie musiały być wcale złożone na najlepszych podzespołach.

Wróćmy jednak do zapotrzebowania na komputery osobiste. Jobs przegrał z Gatesem w momencie, gdy prezes Apple ściągnięty z Pepsi zdecydował, że ludzie muszą zapłacić za marketing pierwszego Macintosha. Co byłoby gdyby wtedy cena była bardziej atrakcyjna? Trudno wyrokować czy Apple wygrałoby z Windowsem. Jednak na pewno jego pozycja byłaby dużo lepsza. Jobs odgryzł się dopiero przy iPhonie, który sprawił, że iOS stał się jednym z najważniejszych systemów operacyjnych, a dodatkowo wzmocnił pozycję komputerów osobistych i laptopów od Apple. Windowsa jednak trudno było dogonić. Udało się to dopiero Androidowi, który w tej chwili jest najpopularniejszym systemem operacyjnym na świecie.

Historie z pierwszych lat istnienia komputerów osobistych stały się legendą. Czy przyjdzie czas gdy tak samo będzie z tym co dzieje się dzisiaj? Komputery podłożył podwaliny pod jeden z najpotężniejszych przemysłów naszych czasów. I przede wszystkim jest to przemysł, który ma ogromny wpływ na jakość naszego życia. Dobrze, że Gates i Jobs nie słuchali mądrych głów :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Transfuzja w biznesie 2017-01-26 19:40
 Oceń wpis
   

Każdy z nas wie na czym polega transfuzja krwi i jak wielu osobom uratowała ona życie. Krew jest dla nas jednym z najcenniejszych darów, jakie jeden człowiek może podarować drugiemu. Czym więc jest transfuzja w biznesie?

Jeden z moich ulubionych filmów, to Don Juan De Marco z genialnym duetem Depp i Brando. To była jedna z ostatnich ról słynnego Ojca Chrzestnego, a dla Deppa była to jedna z pierwszych ważnych ról. Mimo, że film nie zdobył takiej sławy na jaką zasługiwał, to jednak był on genialny i ponadczasowy. Wszystko dzieje się w szpitalu psychiatrycznym, w którym pacjentem jest Don Juan De Marco (w tej roli Depp). Ma on bardzo konstruktywny sposób widzenia rzeczywistości, ponieważ potrafi na wszystko spojrzeć w jasnych barwach i nieco tę rzeczywistość podkolorować. Więc gdy trafia do psychiatryka po próbie samobójczej, gdzie jego doktorem staje się Brando, to przedstawia mu on fascynującą historię swojego życia pełną jasnych barw i miłości. Nie chciałbym zdradzać za wiele, ponieważ czasem można obejrzeć ten film w telewizji. Jednak to jak Don Juan wpływa na doktora granego przez Brando, to swego rodzaju mentalna transfuzja. Obezwładnia on go konstruktywnym sposobem widzenia rzeczywistości, a sama postać grana przez Brando odżywa i jego życie staje się szczęśliwsze. W pewnym momencie nawet Don Juan mówi do doktora: potrzebujesz mnie do transfuzji. I w ten romantyczny sposób chciałbym przejść do transfuzji w biznesie :).

Transfuzja w biznesie jest tym, co może dać przejęcie jednej firmy przez drugą. Każda wielka firma była kiedyś mała. Nie ma czegoś takiego, że coś trwa wiecznie i jest dane na zawsze. Dlatego właśnie wielkie firmy boją się tych małych garażowych firemek, które za 10 lat mogą być jeszcze większe od dzisiejszych liderów. Ostatnio widziałem obrazek, który pokazywał jak Yahoo! miało kilka szans na kupienie Google. Nie byli zainteresowani. Dzisiaj Google jest warte sto razy więcej niż Yahoo, a przypominam że chodzi tu o setki miliardów dolarów! Takie firmy, jak Facebook, Google, czy Microsoft potrafią doskonale wykorzystać swoją pozycję i możliwości finansowe. Facebook kupił Whatsappa i Instagrama. Microsoft kupił Linkedin. Tych przykładów są dziesiątki!

Czasem są to miliardowe transakcje, a czasem przejmuje się coś, co nie ma jeszcze wielkiej wartości rynkowej, ale ma ogromny potencjał w oczach kupującego. Technologia i lista klientów to dwa najważniejsze powody dlaczego wielkie firmy przejmują mniejsze. Nie mówię tutaj o fuzjach gigantów, które służą przede wszystkim temu, aby stać się rynkowym liderem. Mi chodzi jednak bardziej o sytuacje, w których duże firmy mają tylko jeden wybór: ucieczka do przodu. Dzisiejszy świat pędzi. Czy się nam podoba czy nie: to, co działało wczoraj nie musi działać dziś, a tym bardziej jutro. Eksperci widzą potencjał w różnych trendach i technologiach, ale czy ktoś jest na tyle odważny, aby prognozować jak będzie wyglądać świat za 20 lat? No może Elon Musk :).

Jak świat światem tak nie pozbędziemy się zjawiska transfuzji w biznesie. Jednak czy jest ono takie złe? Często właściciele firm, które zostają przejęte dostają nie tylko gotówkę, ale również udziały firmy kupującej i nadal pracują oni w tych projektach. Dzisiaj aby walczyć w tej cywilizowanej wojnie zwanej biznesem trzeba umieć zawiązywać sojusze strategiczne. Robią to nawet najwięksi dla przykładu Facebook i Microsoft, czy konsorcjum wokół Androida. Myślę, że to może się okazać dobre, ponieważ obie firmy na tym mogą zyskać. Oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że tak będzie, ale dla przykładu wartość Instagrama po przejęciu przez Facebooka wzrosłą kilkudziesięciokrotnie. A również chodzi tutaj o miliardy dolarów :). Wiem, że w idealnym świecie mogłoby być tak, ze jak wielka firma chce zawalczyć o jakiś obszar, to rozpoczyna swój projekt z tym związany. Często tak jest, ale wiele razy dużo lepiej jest kupić konkurencję.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi