napoleoński umysł
Ugryź franchising 2017-10-18 21:18
 Oceń wpis
   

Jeden z bardzo popularnych niegdyś autorów książek około-ekonomicznych powiedział, że to nie produkt jest najważniejszy, tylko system biznesu. A co gdy z tym drugim mamy problem?

Franchising lub po polsku franczyza, to sposób na prowadzenie biznesu wywodzący się jeszcze z XX wieku. Nie wiem, jak to wygląda globalnie, ale wydaje mi się, że największym franczyzodawcą jest na dzień dzisiejszy sieć restauracji McDonalds. I na tym przykładzie najlepiej można omówić fenomen franczyzy. Musisz mieć firmę, która kupuje od franczyzodawcy licencję na określoną lokalizację. Ja mieszkam w mieście do 100.000, więc jest tu jedna restauracja McDonalds. Myślę, że warunki licencji gwarantują na takim obszarze wyłączność.

Sama licencja gwarantuje przeszkolenie, czy dostarczenie wszystkich niezbędnych elementów wystroju, czy uniformów dla pracowników. Wiąże się to również z prawem do korzystania z marki (w ramach ustaleń umowy). Dość istotne jest dostarczenie produktów lub półproduktów. Jeśli chodzi o sklep w tym systemie, to franczyzodawca pełni rolę jedynego hurtownika. Natomiast w przypadku restauracji, również franczyzodawca dostarcza półprodukty, oraz bardzo dokładnie szkoli pracowników, w jaki sposób je przygotowywać. Co do tego ostatniego, to Ray Kroc, założyciel McDonalds słynął z obsesyjnej standaryzacji. Wymiar, wygląd i smak produktów musiał być dokładnie taki sam na całym świecie. To nie podlegało żadnej dyskusji :).

Franczyza jest dobrą drogą, dla kogoś kto marzy o własnym biznesie, ale nie czuje się wielkim wizjonerem, który stworzy własną markę i system biznesu. W takiej sytuacji warto podłączyć się do gotowego systemu i rozwijać coś, co zapoczątkował ktoś inny. Standaryzacja z poprzedniego akapitu jest bardzo ważna i szczególnie było to widać w filmie Founder o Ray Krocu i braciach McDonald. Sam aspekt zostawienia na lodzie braci chciałbym pominąć. Jednak te sceny, w których kolejne restauracje spod logo złotych łuków wprowadzały dodatkowy asortyment, pokazywały, że psuło to markę. Więc jeśli chcesz iść w tego typu biznes, to wiedz, że to nie jest miejsce na wymyślanie prochu. Tutaj trzeba się oprzeć na czyjejś wizji, która została przekształcona w sprawnie działający biznes.

Na chwilę obecną na stronie www.franchising.info.pl jest dostępnych ponad sto systemów franczyzowych i partnerskich. Bardzo popularną metodą rozwoju nowego banku jest wykorzystanie systemu partnerskiego, w którym partner zapewnia placówkę, a bank dostarcza cały background no i najważniejszy produkt: pieniądze. Nie ma się jednak co nastawiać na placówki banku, bo są one bardzo szybko zajmowane przez osoby, które dostrzegą w tym okazję. Jest jednak mnóstwo wartościowych sieci, które mogą się okazać bardzo dochodowymi przedsięwzięciami. I choć to McDonalds jest najbardziej znaną siecią, to jednak jego wymagania są ogromne. Chętnych jednak, jak widać nie brakuje :).

Wracając jeszcze do sfery koncepcyjnej: bardzo polecam franchising osobą, które nie czują się na siłach do stworzenia własnego systemu biznesu i są w stanie zdecydować się na przyłączenie się do istniejącego systemu. To jednak może także ograniczyć. Gdy tworzysz swój biznes, to nie masz żadnych barier terytorialnych. Po prostu działasz gdzie chcesz i jak chcesz. Natomiast franczyza ogranicza Cię geograficznie i jeśli chcesz otworzyć drugi lokal, to musisz kupić drugą licencję. Mimo to uważam, że dla kogoś, kto chce się uczyć biznesu, lub jest w stanie się zadowolić mniejszą skalą działalności jest to bardzo dobry sposób na własny interes. A jeśli tworzysz własny biznes od podstaw, to pomyśl, czy nie warto dodać do niego franczyzę :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Samochód na abonament 2017-10-14 17:02
 Oceń wpis
   

Gruchnęła wieść, że w pewnym miejscu w Stanach Zjednoczonych (Georgia) pojawiła się opcja wykupienia abonament/subskrypcji na korzystanie z Porsche. Płaci się 2-3 tysiące dolarów i można korzystać z porszaków. Nie trzeba mieć nic na własność. A auta można wymieniać dowolną ilość razy. To początek większego trendu, który rozwija się pod hasłem ekonomii współdzielenia.

Plusem naszych czasów jest to, że coraz częściej nie trzeba posiadać, a możemy po prostu wypożyczać. W nas Polakach pokutuje przekonanie, że tylko gdy mamy coś na własność, to jest to ok. Wiele młodych osób z zachodu w ogóle nie myśli, aby kupować mieszkanie na własność. Chcą być wolni i mobilni, bo jeśli praca pojawi się w zupełnie innej części kraju, to bez żalu i większych problemów się przeniosą. Nie analizowałem z czego wynika przekonanie Polaków, że jak mieszkanie/dom to tylko na własność. Prawdopodobnie wynika to z przekonań z poprzedniego systemu, które zostały zaszczepione kolejnemu pokoleniu.

Porsche na abonament daje Ci szanse nie wiązania się umowami leasingowymi czy kredytowymi, aby jeździć jedną z najbardziej prestiżowych marek na świecie. Sama idea bardzo do mnie trafia, bo zahacza właśnie o ekonomię współdzielenia. Daje to nowe możliwości, na przykład znudził nam się kolor samochodu, to możemy go zmienić na inny :). W ludzkiej naturze jest to, że myślimy iż szczęście to to czego nie mamy. Są teorie ekonomiczne, które mówią, że ludzkie potrzeby są nieograniczone. Ja jednak bardziej wierzę w syndrom najedzenia. Ile możesz zjeść naraz obiadów? Iloma samochodami jesteś w stanie jeździć? A ile realnie czasu korzystasz z samochodu?

Ponad dekadę temu jeden ze znanych magazynów ekonomicznych uważał, że po sukcesie iPoda Jobs nie ma tyle mocy, aby ruszyć z własnym telefonem. Świat przekonał się, że jest inaczej. Jednak do dzisiaj pokutuje nieco przekonanie, że chcemy mieć urządzenie na stałe, aby było ono naszą własnością. Ja wychodzę jednak z założenia, o którym mówiono w tamtym numerze magazynu: przyszłość jest w sprzedaży usług powiązanych, a urządzenie dostarcza się jakoby gratis. Gdyby model takiego abonamentu, jak wprowadziło Porsche, zastosować w nowościach technologicznych, to można by przede wszystkim robić lepszej jakości urządzenia, w których plastik zastępuje tytan, a samo urządzenie jest co jakiś czas wymieniane, aby użytkownik mógł się cieszyć najwyższą jakością usług dodatkowych, które w tym wypadku stają się głównym produktem. Możemy płacić za filmy, muzykę czy ebooki i aplikacje, a urządzenie jest dodatkiem, który możemy w każdej chwili zmienić. Na przykład gdy wielkość ekranu nam nie odpowiada. Era chmur, w których przechowywane są prywatne dane bardzo to ułatwia :).

Wracając jednak do samych samochodów to kwestia czasu, aż większa ilość producentów będzie udostępniać w ten sposób. Takie kluby były już wcześniej, gdy tworzono grupy fanów motoryzacji z najwyższej półki. Płaci się spory abonament, a w ciągu jednego dnia można mieć dostarczone Lambo lub Ferrari. Z podstaw marketingu wynika, że stopniowo trend ten będzie się wzmacniał. Najpierw tego typu usługa trafia do najbogatszych, a potem robi się z tego masówka. Co prawda założenie spijania śmietanki przy wprowadzaniu produktu na rynek polega na tym, że to jest cały czas ten sam produkt, ale po prostu trafia do kolejnych grup odbiorców. Tutaj może być tak, że za 15 lat w taki właśnie sposób będzie można wypożyczyć auta budżetowe.

Czy Porsche to się opłaci? Jestem przekonany, że bardzo szybko uderzą na kolejne miasta i kraje. To jest model, który będzie się sprawdzał w XXI wieku. A to wszystko za sprawą zmiany mentalności.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W niektórych konstytucjach bogatych państw pojawia się pojęci internetu postrzeganego jako jedno z praw człowieka. Dzisiaj chciałbym przyjrzeć się temu z kilku perspektyw. I o tym będzie ten felieton.

Internet nieodwracalnie zmienił naszą rzeczywistość. Świat, w którym żyjemy rozwija się niesamowicie szybko, dzięki temu, że weszliśmy w Erę Informacyjną. Stała się ona kolejnym etapem rozwoju w ekonomicznym spojrzeniu na świat. Miliardy ludzi zostało zakładnikami technologii. A wszystko to staje się powszechne i oczywiste. Kiedyś ludzie zachwycali się tym, czym jest prąd, jak działa i jakie daje możliwości. Dziś jego istnienie nie podlega dyskusji. Stał się on dla nas niezauważalny. Czy tak będzie z internetem? Mam wrażenie, że w wielu przypadkach już to się stało.

Internet jest tym wynalazkiem, który wprowadził nas w XXI wiek. Dla biznesu stał się on turbodoładowaniem. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale prawdopodobnie nigdy nie było tak łatwo o pieniądze na własny ebiznes. Jeśli masz sensowny pomysł i zespół, to kwestią czasu jest aż znajdziesz pieniądze. Oczywiście jeśli ich szukasz :). Modnym stało się działanie organiczne, w którym rozwijasz i skalujesz stopniowo. Jednak jeśli masz innowacyjny pomysł, to ciężko może być uderzyć na wiele rynków jednocześnie bez wsparcia finansowego. Z drugiej strony coraz powszechniej zauważam w podejściu inwestorów i doradców, że im później pójdziesz po dofinansowanie swojego biznesu tym lepszą dostaniesz wycenę.

Wiem, że pomysły takie jak Snapchat są uważane przez wielu ekspertów, jak zdziesiątkowany los na loterii. Jednak nie do końca się z tym zgodzę, bo wymagało to od twórców mnóstwo pracy i stworzenia profesjonalnego zespołu. I ta ciężka i kreatywna praca może się okazać przepisem na sukces dla dziesiątek kolejnych właścicieli jednorożców. Mam świadomość, że jest to bieg długodystansowy a nie sprint. Jednak czy całe nasze życie nie jest jak taki bieg?

Internet stał się jednym z najbardziej demokratycznych mediów. To dzięki niemu mamy swobodny dostęp do informacji, czy rynków finansowych. Rozwój technologii mobilnych sprawił, że teraz internet może być z nami przez cały czas. Znajdować się na wyciągnięcie ręki w naszej kieszeni. Czy jest to dobre? Widzę czasem sceny, jak w restauracji jest rodzina i gdy czekają na obiad, to wszyscy są zatopieni w swoich smartfonach. Jest to oczywiście ta zła strona rozwoju technologii. Stajemy się po części przez nią zniewoleni. Tylko czekać jak kolejne pokolenie będzie się leczyć na uzależnienie od smartfonów i internetu. Z drugiej jednak strony taka dostępność i wygoda jest wielkim plusem naszych czasów. To nie jest nikotyna, że uzależnienie jest w pełni złe.

Internet postrzegany jako prawo człowieka jest nowym podejściem postępowych państw. Wpisują one takie zapisy w konstytucji. Być może wydaje się to tylko trik marketingowy, ale trzeba przyznać, że prawo ma jednak bardziej złożoną strukturę niż chwyt reklamowy. Wpisując coś takiego do konstytucji oferuje się obywatelom konkretne przywileje. I w świetle tego jest to kierunek, za którym powinny podążyć wszystkie państwa.

Wiem, że ktoś może powiedzieć, że większość stron internetowych ma charakter pornograficzny, że wynaturzenia znajdują tam swój upust. Kiedyś jak interesowałem się psychologią, to często pojawiało się pojęcie filozofii noża: można nim pokroić chleb i dźgnąć kogoś prosto w serce. Nóż jest w pełni dobry, czy w pełni zły? A Internet? Dobry czy zły? W moim odczuciu to tylko narzędzie i to my decydujemy jak chcemy je wykorzystać. Wobec tego dalej będę uważał, że internet jako prawo człowieka to dobry kierunek dla postępu cywilizacji :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

YouTube to nie portal czy firma to jest zjawisko społeczne! Wideo w internecie jest nierozerwalnie związane z tym serwisem. To synonimy. Powstaje coraz więcej agencji, które obsługują tzw. youtuberów. Szaleństwo trwa! Pytanie czy YouTube zje tradycyjne postrzeganie telewizji?

Telewizja budowała swoją pozycję przez kilkadziesiąt lat. Aktualnie TVN i Polsat świętują swoje jubileusze 20 i 25 lat na wizji. Początki bywały różne. Dla przykładu Polsat nadawał przez Holandię i był tworzony w jednym mieszkaniu. Dzisiaj są to spółki warte miliardy. Jednak ich wartość zdecydowanie przyćmiewa YouTube, który istnieje krócej.

Mam świadomość, że ciężko porównywać lokalną telewizję z międzynarodowym serwisem wideo. Trzeba jednak zauważyć, że oba byty stały się dla siebie ogromną konkurencją. Wszystkie liczące się telewizje tworzą serwisy VOD, które działają w zbliżony sposób do YouTube, czyli najpierw reklamy potem oglądanie. Jakiś czas temu pisałem wpis o Netflixie, który konkuruje z tradycyjną telewizją. Dzisiaj myślę, że po części Netflix i Youtube ze sobą konkurują. Oba portale oferują wideo, ale w zupełnie inny sposób. Netflix stawia na content premium, w którym są filmy i seriale. Decyduje się nawet produkować własne rzeczy. Natomiast YouTube oferuje to, co dodadzą internauci. Faktem jednak jest, że wojna na wykorzystanie czasu użytkowników internetu trwa.

YouTube jest zjawiskiem społecznym. Wysnuwając taka tezę należy zwrócić uwagę, że w swojej kategorii YouTube jest absolutnym numerem jeden. Co jakiś czas pojawiają się niszowe projekty, które starają się mu zabrać kawałek tortu. Prawdziwą konkurencją na dzień dzisiejszy jest może tylko Facebook Video. Mark Zuckerberg ma świadomość, że przyszłością internetu jest wideo i chce on zająć jak najlepsze miejsce startowe w walce o serca internetowych widzów. Nie widziałem reklam na wideo z Facebooka, ale to z pewnością tylko kwestia czasu.

YouTube przez wiele, wiele lat przynosił straty. Alphabet (dawniej Google Inc.) zapłacił za niego na początku grube miliony. Dzisiaj jest on oczywiście wart wielokrotnie więcej. Jednak nie wiem czy jego pozycja byłaby tak silna jeśli nie byłby on połączony z ekosystem Google. To z pewnością było i jest turbodoładowanie. Czy YouTube nie będący w rękach Google byłby tak potężny? Wątpię. Warto jednak zauważyć, że ten projekt tak się rozrósł, że Google zdecydowało się zamknąć autorski projekt Google Video. Dzisiaj YouTube jest wart niebotyczne pieniądze i doskonale wpisuje się w ekosystem Google. Już wielokrotnie na tym blogu podkreślałem, że jeden projekt nic nie znaczy, bo liczy się to jaka jest wartość ekosystemu. Google z Androidem sprawiają, że moc YouTube jest dużo, dużo większa.

Warto przyjrzeć się jeszcze jednemu zjawisku. A jest nim prawdziwy wysyp YouTuberów. Portal nie tylko zrewolucjonizował życie przeciętnego Kowalskiego, ale również stworzył zupełnie nowe zawody, o których wcześniej nikt nawet nie pomyślał. Bycie YouTuberem to na chwilę obecną sposób na życie i pieniądze. YouTube dzieli się pieniędzmi z reklam i jest to dobry początek. Prawdziwa kasa pojawia się jednak gdy masz wielu oglądających i przychodzą do Ciebie firmy, które oferują Ci lokowanie produktu, lub tworzenie filmików tematycznych związanych z marką. Nie wiadomo jak to dalej się rozwinie, bo są to dopiero początki tego zawodu. Jednak patrząc na to, że youtuberzy dostają finansowanie od użytkowników, lub występują w reklamach telewizyjnych, to myślę, że jest tu przeogromny potencjał. Czy za jakiś czas pojawią się kolejne zawody, które wygenerował internet? To bardziej niż pewne!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Jest to często analizowany problem, a przyczyn może być wiele. Jak jednak zauważają eksperci jedna jest szczególnie interesująca. Jaka to przyczyna?

Gdy tworzono w Estonii Skypea twórcy mieli świadomość, że tamtejszy rynek jest za mały aby osiągnąć sukces. Skype tylko w Estonii? Sam widzisz Drogi Czytelniku, że jest to bez sensu! Dlatego zdecydowano się na od razu na globalny start. To zaowocowało. Historia Skypea jest rozległa. Dzisiaj należy on do Microsoftu i nie ma nic wspólnego z pierwowzorem w technologii P2P.

Jak to więc jest z tymi polskimi startupami? Polski rynek jest za duży! Można stworzyć firmę, która osiągnie całkiem niezły sukces tylko na rodzimym rynku. I to jest jego ogromna zaleta i wada jednocześnie. Z jednej strony możemy zrobić od zera coś całkiem fajnego, co pokochają Polacy. Firma będzie warta jakąś większą wartość pieniężną . Z drugiej jednak strony: tak się nie zrobi jednorożca! Jeśli chce się mieć firmę wartą miliardy dolarów trzeba po prostu uderzyć na rynek globalny! Innej opcji nie ma. Nawet Allegro uderzało na inne kraje!

Polacy boją się globalnego startu. Większość start-upów ma założenie: najpierw sukces w Polsce, a potem podbój świata. Często na ten podbój świata jest już za późno! Konkurencja nie śpi :). Jeśli mamy założenie, że pierwsze pięć lat działamy w Polsce, a potem uderzamy na wielki rynek globalny, to może być to po prostu niebezpieczna strategia. Może skończyć się tylko na Polsce. Żeby była jasność: w Polsce da się zarobić miliony. Jest coraz więcej startupów, które mają niesamowitą wycenę. Jednak ktoś postawił poprzeczkę wysoko nazywając wielkie firmy jednorożcami. Dzisiaj każdy startup marzy o tym tytule. I to może być naprawdę trudno zrobić w Polsce. Szczerze: ile w Polsce jest firm wartych ponad miliard dolarów? CD Projekt? Allegro? A bez spółek skarbu państwa? A ile jest jednorożców w Stanach?

Oczywiście są firmy, które zaczęły uderzać na globalne rynki. Najczęściej są one jednak w fazie podboju tych rynków. Bardzo fajnymi przykładami są LiveChat i CD Projekt, które coś już na globalnym rynku ugrały. Jestem wielkim fanem tych firm. Pokazują, że Polak potrafi. Jednak historia CD Projektu jest bardzo, bardzo rozległa :). To nie jest tak, że wzięli się oni znikąd! LiveChat to również wiele lat walki. Ale widać opłacało się zawalczyć o globalne rynki. Więc są to dowody na obalenie tezy z tematu tego felietonu :). Da się!

Wracając jednak do sedna: polski rynek jest bardzo duży. To sprawia, że wiele startupów decyduje się najpierw podbić polski rynek, a dopiero później myślą o rynkach globalnych. Ta strategia nie jest taka najgorsza. Może się to okazać dobra droga jeśli nie chcemy inwestora, jeśli chcemy się rozwijać organicznie. Zazwyczaj globalny start wiąże się z potrzebą dużego kapitału. Ja bardzo propsuję spółki, które rozwijają się bez inwestora. Prawda jest taka, że zawsze przyjdzie na to czas. Można to zrobić w dowolnym momencie działalności. A czasem nawet nie trzeba tego robić wcale :).

Mam takie wielkie życzenie: niech w Polsce pojawi się jak najwięcej jednorożców. Niech pojawi się jak najwięcej firm o zasięgu globalnym! Jako Polacy mamy wspaniałą historię. Całe wieki walczyliśmy o swoje! Teraz też zawalczmy na nieco bardziej cywilizowanej wojnie: wojnie o internet :). To wszystko się dopiero zaczyna! Jeszcze możemy stać się jako kraj potężnym potentatem rynku internetowego! I wierzę że tak będzie!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Jako doktorant na Wydziale Zarządzania jestem absolutnie zafascynowany firmą Google. Z naukowego punktu widzenia jest to fenomen naszych czasów. Dzisiaj pragnę poświęcić felieton temu tematowi.

Google zostało założone przez dwóch doktorantów z Uniwersytetu Stanforda. Jest to jedna z najsłynniejszych uczelni w Stanach Zjednoczonych. Jednak to, co jest w niej naprawdę interesujące, to fakt, że stanowi ona serce Doliny Krzemowej. Dolina jest nazywana największym współczesnym klastrem ekonomicznym. Tam obraca się największymi pieniędzmi i tam jest najwięcej firm technologicznych. Tam również znajduje swoją siedzibę Alphabet, czyli spółka-matka Google, która powstała w zeszłym roku.

Google oczami Polaka Przede wszystkim ciągle marzymy, że za dekadę pojawi się polskie Google. Na razie mamy silną fazę na to, aby mieć jak najwięcej jednorożców (czyli firm wycenianych na ponad miliard dolarów), ale Google jest wyceniane na setki takich miliardów! Jako Polak bardzo bym sobie życzył, aby kiedyś pojawiła się tak wielka firma w naszym kraju. Pytanie tylko czy jak na razie nas to trochę nie przerasta? Niby internet jest wszędzie. Niby nie ma żadnych granic. A jednak tych jednorożców jest tak mało, a gdzie tu mówić o polskim Google!

Oczami Polaka Google jest fenomenem. Z jednej strony wyszukiwarka, która ułatwia życie miliardom ludzi, a z drugiej największy system operacyjny na świecie. A do tego mnóstwo powiązanych projektów tak oczywistych jak Gmail, lub tak pożądanych jak Google Drive. Wielokrotnie zachwycałem się w felietonach na tym blogu największym wynalazkiem Google, czyli ekosystemem ekonomicznym. Jeśli ktoś myśli, że to wyszukiwarka lub Android są największym wynalazkiem, to może się mocno mylić. Dopiero gdy te wszystkie elementy połączą się w jedną unikalną całość, to tworzą coś niepowtarzalnego.

Być może patrzę na to w zbyt ekonomiczny sposób, ale ekosystem, to bardzo ważny wynalazek naszych czasów. Google wszystkie swoje produkty i usługi łączy od razu z Androidem i wyszukiwarką. Czy to jest za wiele? Otóż nie! To ma naprawdę wielki sens, bo dzięki temu nasze życie staje się łatwiejsze. Aczkolwiek jest tutaj drugi punkt widzenia, w którym Google wie o nas za dużo. Myślę, że jeszcze więcej wie aktualnie Facebook, ale ilość informacji, które Google ma na nasz temat może być przerażająca. Tylko powiedz mi Drogi Czytelniku Tak szczerze: co takiego jest w przeciętnym Kowalskim, żeby te dane były jakieś interesujące czy potrzebne do inwigilacji? Dzięki tym danym dostajemy lepsze wyniki wyszukiwania i bardziej spersonalizowane oferty.

Google jest potęgą, ale to nie oznacza, że gigantowi wszystko wychodzi. Są dziesiątki projektów, które zrobiono na próbę, a potem je wygaszono. Osobiście bardzo, bardzo tęsknię za Google Wave, bo był to naprawdę interesujący projekt, który został zamknięty :). No ale taki już los projektów, które nie zdobyły dużej popularności. Jednak dzięki tym eksperymentom i przejęciom Google co roku umacnia swoją pozycję. Jest tylko jedna rzecz. Jedna drobna rzecz, która nie daje im spokoju: w każdej chwili może pojawić się projekt, który w ciągu trzech lat wywróci wszystko do góry nogami. Dzisiaj mówi się o Facebooku i Snapchacie. O czym jednak będziemy mówić za 3 lata?

Dzisiaj każdy, nieważne skąd, ale to każdy może zrewolucjonizować internet. Napisałem kilka interesujących felietonów o tytule: Internet się dopiero zaczyna. I taka jest prawda. Może Ci się wydawać, że wszystko już wymyślono i ciężko tu jakoś specjalnie rewolucjonizować. To błąd w myśleniu! Zabawa się dopiero zaczyna. I w tej zabawie trzeba brać na poważnie Google, bo jest to rewolucjonista naszych czasów!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Zdarza się, że aplikacje internetowe reklamują się w telewizji. Dość ciekawie robi się jak telewizja internetowa reklamuje się w tej tradycyjnej. Jednak to, co zrobił Netflix podczas meczu Polska-Dania powinno przejść do kanonu kampanii reklamowych.

Z pewnością słyszałeś o serialu Narkos. Opowiada on historię barona narkotykowego Pablo Escobara. Kolumbijczyk przeszedł do takiego etapu w zbiorowej świadomości, że jego historia jest legendarna. Jednak smaku dodał Netflix robiąc o nim serial. Właśnie na platformie Netflixa pojawił się trzeci sezon tego serialu. Ale to co mnie ujęło to jego reklamowanie w polskiej telewizji.

Gdyby Kartel z Medellín kupił Real Madryt, FC Barcelone, Arsenal Londyn, Juventus Turyn (i wymieniane jest jeszcze więcej klubów) zrobił z nich jedną drużynę i kazał grać w polskiej lidze Dlaczego? Bo kto bogatemu zabroni? Mniej więcej taka była treść reklamy. Była ona przystosowana do konkretnego wydarzenia, czyli meczu piłki nożnej. Takie reklamy ogląda się z przyjemnością zachwycając się ich kunsztem.

Nie wiem czy to normalne, ale jestem wielkim fanem reklam. Oczywiście są reklamy wybitnie irytujące, lub takie, które są powtarzane zbyt często. Tak było w przypadku reklam Media Expert z Eweliną Lisowską. Reklama sama w sobie była niezła, ale została tam przerobiona piosenka i w momencie kiedy firma wykupiła wszystkie możliwe czasy antenowe zaczęło się to robić mocno irytujące. Netflix w tej chwili jest praktycznie jednym z najważniejszych graczy na płaszczyźnie VOD. Oczywiście nic nie gwarantuje mu długotrwałego sukcesu. Musi on o niego cały czas walczyć. Jednak przyglądając się polskim próbą walki z Netflixem wychodzi to tak, że największe telewizje u nas mają swoje platformy, na których główna część contentu jest połączona z reklamami, a nieliczne zawody sportowe lub filmy są dostępne za opłatą. Netflix podchodzi do tego inaczej.

Jestem zdania, że na reklamach zarabia się tylko przy odpowiedniej skali działalności. W tej chwili platformy należące do polskich telewizji, to przede wszystkim miejsca, w których można znaleźć archiwalne materiały, które ukazały się na antenach telewizji. Zdarzają się wypadki, ze coś można obejrzeć na platformie szybciej niż w telewizji, ale za to się zazwyczaj płaci. Netflix postanowił robić content najwyższej jakości, oraz agregować materiały filmowe innych producentów. Ponieważ content jest w HD i często jest dostępny tylko na Netflixie, to firma zdecydowała się na comiesięczny abonament. Sam koncept jest świetny i myślę, że to przyszłość dystrybucji wideo czy audio. Wiem, że na reklamach da się zarobić jak się ma dużą skalę działalności. Jednak mam wrażenie, że coraz bardziej będziemy od tego odchodzić na poczet abonamentów za usługi. Jest to korzystne dla wszystkich, ponieważ firmy mają pieniądze aby produkować świetny content, a ludzie dostają wysoką jakość.

Konkurencją dla Netflixa okazuje się ostatnio Showmax. Z tego co rozumiem jest to polski produkt, który ma bardzo zbliżony model biznesowy do Netflixa. Czy może zagrozić pozycji największego gracza? W Polsce pewnie tak. Tylko pytanie czy jest w stanie się skalować na inne kraje. Ja polskim projektom życzę jak najlepiej. Taki już mój patriotyzm gospodarczy :). Jedno jest pewne: na tym rynku jest ogromny potencjał. I Showmax musi jeszcze sporo poćwiczyć, aby robić tak wypasione reklamy telewizyjne, jak ta Netflixa :). Jednak te, które emitowane są teraz są na bardzo wysokim poziomie. I tak jak lubię często mówić: walka między różnymi graczami doprowadza do polepszenia stanu bycia klienta :). Showmax rzucił rękawicę, więc pewnie zyskamy na tym wszyscy.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Sprzedaż w internecie jest naturalnym następstwem rozwoju naszej cywilizacji. Polska stała się ważną areną wśród krajów europejskich, z którą trzeba coraz bardziej się liczyć. Jest tak naprawdę jeden lider, który wydaje się być na coraz bardziej zagrożonej pozycji. Jak więc widzę e-commerce za pół roku?

Na pewno nie obudzimy się w innym świecie. Krowy dalej będą muczeć i dawać mleko. Przyglądam się pod kątem naukowym modelom biznesowym przedsiębiorstw internetowych. Wirtualny sklep jest jednym z najważniejszych konceptów dzisiejszej rzeczywistości. Pytanie tylko czy Allegro utrzyma swoją pozycję lidera? Ważnym wydarzeniem sprzed kilku miesięcy było podzielenie się Naspersa i sprzedanie Grupy Allegro. Była to zdecydowanie jedna z topowych transakcji ostatnich lat. Swoją drogą dość mocno mnie dziwi kult oczekiwania na jednorożca (firmę wartą ponad miliard dolarów), w momencie kiedy Allegro już taką firmą było. Fakt jest jednak taki, że takie marki jak PayU i OLX zostały u Naspersa, a fundusze inwestycyjne przejęły perłę w koronie, którą jest Grupa Allegro. Czy to sprawi, że pozycja Allegro się bardziej zachwieje? Ciężko w tej chwili wyrokować, bo Allegro to naprawdę potężny gracz.

Mam świadomość, że nie każdy lubi Allegro, chociażby za dość wysokie stawki opłat przy sprzedaży przedmiotu. Nie wiem jednak czy jest to aż tak wygórowana cena w momencie, kiedy musiałbyś założyć sklep internetowy, zainwestować w promocję itd. Co by nie mówić: z Allegro trzeba się liczyć, bo ilość aukcji, które się na nim pojawiają idzie w dziesiątki milionów. Sama koncepcja aukcji wydaje się być nieco nieaktualna, bo 90% ofert przewija się bez opcji licytowania. Są ludzie, którzy mają swoje firmy zarabiające praktycznie tylko sprzedażą na Allegro. Co prawda jest się za mocno uzależnionym od jednego dostawcy, ale jak widać w wielu przypadkach to funkcjonuje. Trzeba pamiętać, że wiele sklepów internetowych było najpierw na Allegro, a potem sprzedawcy zdecydowali się założyć własne witryny.

Bardzo poruszam temat Allegro, ponieważ jest to największy gracz w Polsce w sektorze e-commerce. Jest to również przygotowanie do napisania o dwóch największych konkurentach: Alibaba i Amazon. Alibaba coraz chętniej jest odbierany przez Polaków. Jak widać twórcy z Kraju Środka myślą o nas, bo zdecydowali się wprowadzić polskie płatności w sztandarowym portalu Aliexpress. Ceny są rzeczywiście atrakcyjne, ale cały czas zostaje czas oczekiwania na produkt. Powstają już nawet grupy na Facebooku, w których ludzie opisują jakie produkty zamówili z Alibaby. Nie wiem czy jest to bezpośrednia konkurencja dla Allegro. Czas dostawy wydaje się być istotnym czynnikiem, a tego jak wiadomo się nie przeskoczy. Imponująca jednak jest liczba dostępnych produktów. Chiny stały się fabryką świata. A kolejne kraje muszą się liczyć z takim portalami, jak Alibaba.

Drugi gracz to Amazon. Ostatnio pisałem o jego założycielu. Dzisiaj chciałbym się skupić na podstawowej różnicy między Amazonem i Allegro. Otóż Allegro kompletnie nie tyka towarów. Jasne, otworzyło ostatnio własny sklep, czym wzbudziło zainteresowanie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Ale tak naprawdę cały biznes Allegro polega na prowizjach wpłacanych przez ludzi, którzy wystawiają towar i go wysyłają samodzielnie. Amazon najpierw był księgarnią internetową, teraz bardziej jest sklepem uniwersalnym. Jednak jego największą wartością jest fakt, że tyka się on towaru. Amazon ma magazyny i tysiące ludzi pakują produkty. To jest coś, co może być trudne do pokonania dla Allegro, jeśli Amazon zdecyduje się wejść do Polski. Można odnieść wrażenie, że Allegro stara się na to przygotować. Na świecie eBay nie jest tak duży jak Amazon. Ale w Polsce Allegro ma bardzo istotny wpływ na e-commerce. Teoretycznie dla nas to dobrze gdyby Amazon u nas zagościł, bo wzrośnie konkurencyjność, a na tym wygrywają klienci. Pytanie tylko czy Allegro nie zdecyduje się zrezygnować z aukcji i postawi na własne produkty. Myślę, że byłby to duży błąd, bo na tym polega siła Allegro, której Amazon nie jest w stanie tak szybko odtworzyć na nowym rynku.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Któż z nas nie pamięta czasów, gdy Disco-Polo święciło największe triumfy. Niektórzy byli bardzo młodzi, ale każdy wiedział, że w pewnym momencie zostało ono uznane za obciachowe i zeszło z głównego nurtu. Podobno nawet w muzykę te inwestowała mafia. Co się stało, że zaczyna się ponowna świetność tej muzyki?

Disco-Polo nigdy nie zniknęło. To jest fakt! Po prostu przeszło do defensywy. Jednak dzisiaj wielkimi gwiazdami są wokaliści tacy, jak Marcin Miller (zespół Boys), czy Zenon Martyniuk (zespół Akcent). To prawda, że przez te kilkanaście lat grali na imprezach plenerowych, czy dyskotekach, a w telewizji ich raczej nie było. Dzisiaj jednak telewizja uwielbia discopolowców! Najlepszym dowodem są kolejne festiwale zarówno w publicznych, jak i prywatnych stacjach, oraz dedykowane kanały telewizyjne, w których cały czas jest serwowana ta muzyka. Ale moda na Disco-Polo się dopiero zaczyna!

Drugim zjawiskiem, które można zaobserwować jest druga fala, czyli pojawianie się kolejnych zespołów mniej lub bardziej związanych z tym nurtem muzycznym. Można oczywiście myśleć, że to chwilowa moda i za dwa sezony całkowicie przeminie. To jednak niebezpieczne myślenie, bo ta muzyka nigdy nie przeminęła. Wymienieni wyjadacze są tego najlepszym dowodem. Na dzień dzisiejszy nowe zespoły Disco-Polo zgarniają gigantyczną sławę i całkiem spore pieniądze. Z pewnością ten trend się utrzyma, bo do tej muzyki dorosło kolejne pokolenie Polaków. Każdy kraj ma coś w stylu Disco-Polo. Więc my Polacy nie gęsi i swoją tego typu muzykę mamy :).

Trzecim zjawiskiem, myślę że dość niszowym, jest działalność takich zespołów jak Bracia Figo Fagot. Jest to muzyka wpisująca w nurt Disco-Polo, choć jak przyznają sami twórcy: starają się oni dotrzeć do innej grupy odbiorców. Wydaje się, że dwaj panowie z tego zespołu lubią sobie robić żarty z muzyki. Charakterystyczną cechą tej twórczości jest jej wulgarny wydźwięk i obrażanie wielu grup społecznych. Jak jednak pokazują gościnne występy jest to zespół doceniany w środowisku. Razem z nim śpiewali m.in. Popek Monster i Czesław Mozil.

Kobiety, które są gwiazdami Disco-Polo są nawet zapraszane do rozbieranych sesji w magazynach dla panów. Trzeba jednak pamiętać, że Polski są najpiękniejszymi kobietami na świecie :). Wracając jednak do genezy powrotu mody na Disco-Polo, to ja bym się jej doszukiwał jednak gdzie indziej. Moim zdaniem wielkim inkubatorem tej muzyki stał się YouTube. To tam pojawił się wielki hit zespołu Weekend: Ona tańczy dla mnie. Potem podchwyciły to radia i moda na Disco-Polo wróciła :).

Disco-Polo było przez wiele lat kojarzone z kiczem. Muzyka z keyboardu, niskiej jakości teledyski i zszargana opinia na temat tej muzyki w oczach społeczeństwa. Dzisiaj widać ogromną profesjonalizację tego środowiska. Jakościowo teledyski są na poziomie amerykańskich gwiazd popu :). I te obrazki z pewnością lepiej się ogląda. Jednak sam rdzeń muzyki się nie zmienił: jest ona prosta, łatwa i przyjemna.

Raczej nie ma się co doszukiwać głębokich przekazów w muzyce z nurtu Disco-Polo, bo nie taka jest jej funkcja. Jest to chyba najważniejszy zarzut od osób słuchających tak zwanej ambitnej muzyki. Jednak druga strona medalu jest taka, że nie ma lepszej muzyki na wesela :). I może taka równowaga jest nam potrzebna!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Zachwycający Amazon 2017-08-14 19:13
 Oceń wpis
   

Ponad tydzień temu gruchnęła wieść, że najbogatszym człowiekiem na świecie nie jest Bill Gates, tylko Jeff Bezos. Oczywiście potem nastąpiła giełdowa korekta i Gates wrócił na swoje pierwsze miejsce. Jednak taka informacja mogła pokazać wielu ludziom, że rośnie gigant, z którym trzeba się liczyć. Skoro Jeff Bezos ma 17% akcji Amazonu i jest na drugim miejscu listy najbogatszych, to jest to interesująca firma. Warto więc napisać o niej felieton :).

Jestem wielkim fanem Amazonu. Przeczytałem biografię Jeffa Bezosa, oraz niezliczoną ilość publikacji na ten temat. Dzisiaj Amazon to coś znacznie więcej niż największa księgarnia internetowa na świecie. Amazon to coś więcej niż największy sklep internetowy na świecie! Dzisiaj Amazon jest jednym z największych innowatorów o szerokim spektrum działania. I właśnie te daleko idące działania są imponujące i zachwycają. Czy Amazon przebije Apple i stanie się największą firmą na świecie? (oczywiście z tych firm, które są notowane na giełdzie :).

Amazon zaczynał jako księgarnia internetowa w czasach, gdy wszyscy nie mieli żadnego pojęcia o zakupach w internecie. Bezos już w drugiej połowie lat 90tych doszedł do wniosku, że internet jest wielkim wynalazkiem naszych czasów i trzeba się będzie z nim liczyć. W czasach gdy nie było jeszcze tak wielu technologii internetowych postanowił on stworzyć coś wydawałoby się banalnego i oczywistego: księgarnię. Dlaczego książki i płyty CD były tak oczywistym wyjściem? Jest tak zresztą do dzisiaj, gdy kupujesz książkę lub płytę to nie musisz martwić się o rozmiar, albo czy będzie pasować do Twoich ulubionych butów. Jeśli chodzi o formę to wiesz czego się spodziewasz może Cię zaskoczyć jedynie treść. I tym sposobem: był moment, że to właśnie księgarnie internetowe były najpopularniejszą formą e-handlu. Jak to się jednak stało, że Amazon stał się liderem?

Amazon poszedł na otwartą wojnę cenową. Czasem nawet dopłacał do produktów, aby jego cena była najbardziej atrakcyjna. Jednocześnie postawił na najwyższą jakość obsługi klienta. Jak to można połączyć? Sprytnymi zabiegami, jak wtedy gdy płacisz mniej gdy poczekasz trochę dłużej na przesyłkę, lub jak w przypadku Amazon Prime, gdy za konto premium gwarantuje błyskawiczną wysyłkę. Kwestię sklepu internetowego Amazon ma obcykaną dzisiaj naprawdę dobrze. Dzisiaj tak naprawdę może mu już chyba tylko zagrozić Grupa Alibaba, która jest prowadzona przez Jacka Ma. Towary z Chin są coraz wyższej jakości i do tego w dużo niższej cenie. Jedyny problem to czas dostawy. Tutaj Amazon cały czas będzie górował, ale tego przez najbliższe dziesięć lat raczej się nie przeskoczy. Chociaż rozwiązaniem może być to co wymyślił Wish, aby najpopularniejsze produkty trzymać w magazynie w Stanach lub Europie. Jednak w Chinach są dziesiątki tysięcy produktów!

Warto mówić o pozostałych obszarach działalności takich jak Amazon Web Service i ekosystem ebooków Kindle. AWS stał się bardzo ważną chmurą internetową, na której swoje serwisy przechowują najwięksi tego świata. Mam nieco do czynienia z tym rozwiązaniem w ramach pracy zawodowej i muszę powiedzieć, że jest to naprawdę rozwiązanie wysokiej jakości. Płaci się tylko za zużyte moce obliczeniowe i w każdej chwili nasz portal może się przeskalować i być dostępny dla jeszcze większej ilości użytkowników. Wszystko w ramach potrzeb. Myślę, że w tej chwili AWS oraz Azure Microsoftu, to dwie wielkie marki rozwiązań chmurowych. I będzie o nich głośno w tym światku :).

Natomiast jeśli chodzi o Kindle, to jest on dla książek elektronicznych tym, czym iPod był dla muzyki. Wychodzi jednak na to, że iPod utorował miejsce dla iPhonea, a sama muzyka coraz popularniejsza staje się w wydaniu streamingowym niż w formacie mp3. Natomiast Kindle od Amazonu jest czymś, co może jeszcze mocno zamieszać. Przede wszystkim jest to przygotowane specjalnie pod czytanie ebooków. Jest to elektroniczny papier, który zużywa energię elektryczną tylko w momencie ładowania się nowej strony. Dzięki takiemu rozwiązaniu na baterii można działać intensywnie nawet 2 tygodnie. Jest to w świecie ebooków tak wielka rewolucja, jak w świecie telefonów pierwszy iPhone. Czytanie e-książek jest po prostu wygodniejsze i nie męczy oczy tak, jak w przypadku smartfonów. Bezosowi bardzo zależało na tym wynalazku i w końcu dopiął swego!

Amazon to z każdym rokiem coraz więcej produktów. Jak na razie nie udało się podbić rynków smartfonów z rozwiązaniem bazującym na Androidzie, ale myślę, że Jeffowi Bezosowi również zależy na tym obszarze i docelowo postara się go mocno zaatakować. Amazon to także wiele doniesień medialnych w stylu dostarczanie paczek przez drony. To bardziej marketing niż realne rozwiązania. Przynajmniej na razie. Ja jestem mocno zafascynowany tą firmą, bo wiem, że będzie ona miała wpływ jak będzie wyglądał i jak będzie się zmieniał dzisiejszy świat!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi