napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

 Czego może nauczyć multimilioner, przez którego wielokrotnie zmieniano ustawy podatkowe? A czego miliarder, który jako pierwszy Polak wprowadził firmę na giełdę technologiczną NASDAQ w USA? To wszystko zależy od tego jakie się ma nastawienie. Mnie interesowały ich strategie i przekonania.

 

Pierwszego dnia swe fascynujące idea, oraz opowieści o przeżyciach serwował pan Krzysztof Habich. W pełni zasłużenie dostał on swego czasu tytuł „pierwszego księgowego Rzeczpospolitej”. To, co naprawdę warto wynieść z seminarium z kimś tak doświadczonym to kilka prostych przekonań:

 

  1. Zawsze można coś zdziałać, choćby nie wiadomo jak bardzo przekonywali Cię że się nic nie da zrobić. Pan Krzysztof specjalnie studiował 10 lat, żeby z jednej strony nie iść do wojska, a z drugiej do obowiązkowej pracy. W tym czasie miał jednak zakład jako prywaciarz. W tamtych czasach można było mieć jedynie coś takiego pod warunkiem, że się miało tytuł mistrza, w którymś zawodzie.

  2. „Muszę być mistrzem świata w rachunkowości, bo to od tego zależy wynik przedsiębiorstwa”. Pan Krzysztof trafił przypadkiem na książkę o rachunkowości, w której było napisane, że wynik zależy od przyjętej metody. Od tego czasu bardzo pilnie studiował tę wiedzę. Kupił książki do technikum, na studia. Potem bardzo sprytnie to wykorzystywał. Zażartował nawet, że na początku roku mógł powiedzieć, co zmienią w prawie podatkowym, bo wiedział, które luki wykorzysta. Wiedza to potęga i naprawdę warto uczyć się w takich dziedzinach jak rachunkowość czy prawo. Oczywiście nie tylko! W biznesie ery informacyjnej wiedza specjalistyczna to potęga w każdej dziedzinie. Dlatego rozwijaj się i bądź coraz lepszy.

  3. Człowiek tańczy tak jak orkiestra zagra. Musimy dostosowywać się do warunków i maksymalnie wykorzystywać ich dziury.

 

Pan Krzysztof to człowiek, który autentycznie wytwarzał okazje, zamiast mówić, że nic nie da się zrobić. Jestem dla niego pełen uznania. Polecam zapoznać się z jego biografią czy książkami. Ja sam mam zamiar do nich sięgnąć.

 

Drugiego dnia, my uczestnicy szkolenia, z pełnym skupieniem słuchaliśmy pana Tadeusza „Tada” Witkowicza. Jest to człowiek, któremu udało się wyemigrować do Kanady z Polski. Czytałem jego autobiografię pt. „Od nędzy do pieniędzy” i stwierdzam, że to jedna z najlepszych książek w moim życiu. Pan Tadeusz dał w niej wiele lekcji jak prowadzić biznes. Choć rady wydają się banalne (jak np. zanim wejdziesz z kimś w biznes - spotkaj się z nim i jego żoną, aby ustalić kto rządzi w związku), to swym życiem pan Tadeusz pokazuje jak mogą się te rady okazać cenne. Ważne, że już na początku seminarium powiedział nam, że w jego wypadku to zadziałało, ale nie uważa się za jakąś alfę i omegę. Pan Tadeusz dorobił się na firmach technologicznych. Osiągały one sukces, a następnie je sprzedawał. Jeśli chcesz wiedzieć jak najwięcej na ten temat odsyłam do książki.

 

Jeśli chodzi o strategie, które wyniosłem z tego dnia seminarium to między innymi:

 

  1. W startupie, po okresie maksymalnej euforii, następuje dolina rozpaczy, aż w końcu kompletna zapaść i jeśli z tego się wyjdzie, to firma wyjdzie na swoje. Może nawet właściciele staną się milionerami. Jest do tego wykres, który przedstawił założyciel Paypala. Przyszedł on pewnego razu do firmy i okazało się, że został sam na placu boju. To właśnie był moment zapaści.

  2. To bez znaczenia jaki się ma pomysł i tak droga do sukcesu jest bardzo trudna. Wiara, że sam pomysł załatwi wszystko to wiara taka, jak w totolotka. Pan Tad pracował po 12 godzin dziennie przez pierwsze 5 lat. Mówił wprost, że przez pierwsze 3 lata nie ma wakacji. I tutaj taka ciekawostka od przyjaciela pana Tada: na 100-200 biznesplanów jeden jest sfinansowany. Z pięciu sfinansowanych jedna firma odnosi milionowy sukces, dwie wychodzą na swoje, a dwie bankrutują.

  3. Pan Tad zwrócił uwagę na to, że w biznesie ważne są trzy rzeczy: 1. Pomysł 2. Produkcja 3. Sprzedaż. Z wyjątkową szczerością powiedział, że ta ostatnia jest często lekceważona. On natomiast zawsze zatrudniał sprzedawcę (dzielił się z nim udziałami) od początku. Ten człowiek sprzedawał zanim w ogóle jeszcze powstał produkt.

  4. W biznesie niespodzianki dobre i złe są równie złe. Trzeba być przygotowanym do tego co się robi. Tutaj pan Tad opowiadał anegdotę o Jacku Walshu długoletnim prezesie General Electric, który był tak przygotowany na spotkania z managerami działów, że wiedział wszystko, czytał wszystko i radził się swoich doradców. Jedyne czego mogli się bać managerowie to to, że Jack wyłapie ich nieprofesjonalizm i o to spyta.

  5. Jedna z najgenialniejszych strategii tego dnia: 20% udziałów przeznaczać dla pracowników. Dawać opcje na akcje np. akcja po 25 centów i mogą je wykorzystać po 4 latach (jak odejdą w tym czasie - tracą). I gdy firma będzie już dużo warta i każda akcja będzie dużo cenniejsza niż 25 centów to pracownik może sprzedać swoje akcje i często u pana Tada bywało tak, że taki ktoś stawał się milionerem. Co to daje? Zupełnie inne zaangażowanie w pracę w firmie. Pomyśl sam jak wielka to może być korzyść.

  6. I na deser podstawa działania pana Tada w biznesie: Planowanie → Wykonanie → Pomiar → Korekta → Planowanie … I tak w kółko. To jego strategia jak zarządzać biznesem. Wydaje się proste, ale właśnie w prostocie jest geniusz. Jeśli jest się konsekwentnym, to osiągnie się takie rezultaty na jakich nam zależało na początku

 

Dwa dni, które spędziłem w warszawie uważam za bardzo udane. Tak jak powiedział Kamil Cebulski, jeden z twórców tego przedsięwzięcia „takich ludzi nie spotka się na ulicy”.

 

Pozdrawiam!

Paweł Kowalski

 
Strategia Androida 2010-06-28 19:20
 Oceń wpis
   

 

Witam w artykule z nowo rozpoczętej serii „w krainie Wujka Google”. Jest to mój pierwszy wpis z konkretną treścią mam nadzieję, że Ci się on spodoba Drogi Czytelniku. Zapraszam do czytania.

O CZYM MOWA?

Android to system operacyjny do urządzeń mobilnych. Jest on oparty na systemie operacyjnym Linux (tym dobrze znanym dziele Linusa z Pingwinkiem w logo). Nie będę mówił tu wiele o jego stronie technologicznej, bo jest to przede wszystkim serwis strategiczny. Android zafascynował mnie z punktu widzenia strategicznego. Moim zdaniem jest to prawdziwy majstersztyk. Zacznijmy od kluczowych faktów z „życia Androida”

KALENDARIUM ANDROIDA

        • W 2005 roku Google kupuje Android Inc.

  • Wiele wybitnych mózgów pracuje nad systemem operacyjnym do urządzeń mobilnych. Wtedy jeszcze niewiele wiadomo na temat tego całego zamieszania, które zrobiło Google kupując tą małą firmę. W każdym razie zaczyna być ono podejrzewane o chęć stworzenia własnych urządzeń.

  • Jesienią 2007 Google składa wnioski o sporo patentów związanych z tym projektem, m.in.: przekaźnik radiowy, obrazkowa, kontekstowa reklama, aplikacje do urządzeń mobilnych. Nasilają się plotki, że firma z Mountain View pracuje nad tzw. gPhonem.

  • Dzisiejsze ogłoszenie jest ważniejsze niż jakikolwiek pojedynczy ‘Google Phone’, o którym prasa spekulowała przez ostatnie kilka tygodni. Naszą wizją jest wyposażenie w tę potężną platformę tysięcy różnych modeli telefonów. Eric Smhidt. I tak 5 listopada 2007 powstaje konsorcjum Open Handset Alliance. Jego członkami są między innymi Google, HTC, Motorolla, Intel, T-Mobile. Oficjalnie jego celem jest tworzenie otwartych standardów dla telefonii komórkowej. Zaprezentowano Androida i zaprzeczono pracom nad gPhonem.

  • Środowisko reaguje albo neutralnie, albo lekceważąco na ruch Google i jego partnerów.

  • Po tym jak pojawia się pierwsza wersja Android SDK w listopadzie 2007 roku Google ogłasza konkurs na aplikację dla tego systemu. Wpłynęło prawie 1800 aplikacji. Łącznie do wzięcia było 10 milionów dolarów.

  • Pierwszy telefon z Androidem, który pojawia się na rynku to HTC Dream. W Polsce wprowadzony przez Erę pod nazwą „Era G1”. Jest to początek 2009 roku.

  • Stopniowo pojawiają się kolejne telefony, a Android jest rozbudowywany do wersji 2.0

Wystarczy tego kalendarium. Powinieneś Drogi Czytelniku mieć już pewne pojęcie na temat tego systemu operacyjnego. Być może już zaczynasz się domyślać co mnie tak mocno zafascynowało w strategii Google. Jednak po kolei.

OCZAMI SZAREGO OBSERWATORA

Dla zwykłego obserwatora, który nie interesuje się za bardzo nowymi technologiami. Sprawami typu kto pisze programy i na co je pisze, oraz kto składa wnioski o pateny i co właściwie patentuje. Można by rzec dla przeciętnego Kowalskiego (zbieżność z moim nazwiskiem przypadkowa :)). Tak naprawdę można mieć wrażenie, że Google wydało własne telefony, ma własne fabryki i rozszerzyło swoją działalność do takiego segmentu rynku jakim zajmuje się np. Nokia. Szczególnie zwodniczy jest manewr Ery w Polsce, gdzie dowiadujemy się, że telefon nazywa się na dobrą sprawę „g1”, g jak Google.

Jednak ja przeprowadziłem szerokie obserwacje. I to, co jest naprawdę ciekawe, i pewnie poświęcę temu jeszcze niejeden artykuł, to fakt, że Google to firma internetowa. Wydaje się dosyć oczywiste. A jednak – co to znaczy? Google nie produkuje w normalnym tego słowa znaczeniu. Nie robi nic namacalnego, czyli czegoś co można dotknąć. Google jest internetowe. Tworzy aplikacje. Robi oprogramowanie. Nie szuka producentów telefonów w Chinach. Ono rozegrało to lepiej.

SZACH I…. KONSORCJUM

W kalendarium pisałem o konsorcjum Open Handset Alliance. Ponad 30 firm zebrało się na realizację chytrego planu Google. Po co właściwie być firmą, która nie ma doświadczenia na rynku urządzeń mobilnych? Po co przecierać nowe szlaki? Po co właściwie robić wszystko samemu?

Już pierwotni ludzie wiedzieli, że aby zdobyć mięso z tak wielkiego zwierzęcia jakim jest mamut trzeba działać w grupie. W dzisiejszych czasach firmy, to złe określenie, nazwijmy twory o których mówię korporacjami. W dzisiejszych czasach są one ogromne. Można myślę, że wystarczy jedna korporacja taka jak Microsoft, która może zgarniać wielki udział w rynku niemal w każdym obszarze na jaki się porwie. A jednak Microsoft, żeby odnieść sukces z Xboxem 360, musiał najpierw odnieść porażkę z pierwszym Xboxem. Google zrozumiało te słowa:

W dzisiejszych czasach nie może istnieć
firma, która działa na wszystkich rynkach Philip Kotler

To samobójstwo! Wielu próbowało wejść w urządzenia mobilne i poległo. A czy nie lepiej skupić się na tym w czym naprawdę jesteśmy świetni? A do reszty znaleźć partnerów, zajmujących się tym, w czym oni są naprawdę świetni?

Sojusz, które zawiązało Google z partnerami można podzielić na cztery części. 1. Operatorzy komórkowi – będą mieć pieniądze z reklam, które dostarczy firma z Mountain View. 2. Producenci telefonów – jeśli Android zdobędzie popularność to będą mogli sprzedawać więcej swoich produktów. 3. Producenci elektroniki – budują sobie duży rynek zbytu na ich rozwiązania techniczne. 4. Oprogramowanie – to bardzo chłonna dziedzina. Chodzi o to, że samo urządzenie mobilne bez programów niewiele znaczy. Stworzono specjalny Android Market gdzie można kupować programy. Świetnym rozwiązaniem było również zrobienie konkursu z łączną pulą 10.000.000$, gdzie wzięło udział prawie 1.800 aplikacji. Mnie jeśli chodzi o sekcję oprogramowania najbardziej zadziwiło, że do konsorcjum należy eBay. To też świetny ruch strategiczny z jego strony. Jak mówił pewien chiński generał „trzeba umieć dzielić się łupem”. Pełna lista członków konsorcjum znajduje się pod tym adresem: http://www.openhandsetalliance.com/oha_members.html

MAJSTERSZTYK „OTWARTEGO KODU”

Nie będę oceniał tego co za chwilę opiszę pod kątem bycia fanem rozwiązań open source (czyli o otwartym kodzie źródłowym). Ja oceniam przede wszystkim pod kątem strategicznym, bo jestem strategiem.

Google zdobywa mnóstwo patentów związanych z Androidem. Dlaczego? Przecież to system o otwartym kodzie źródłowym (napisany w końcu na podstawie jądra Linuxa). I tutaj tkwi haczyk. Moim zdaniem Google zdobywa te patenty aby zachować złotą proporcję władzy. Co to takiego? To takie nowe pojęcie stworzone przed chwilą przeze mnie. Myślę ze jakieś 90% Androida to otwarty kod. Natomiast 10%, które daję władzę i pozwala trzymać ten system operacyjny w ryzach, to kod „zamknięty”, a jego zamknięcie wynika z opatentowania go.

Google jest za to strasznie krytykowane w środowiskach open source. Dla przeciętnego Kowalskiego jest to kompletnie bez znaczenia. Moim zdaniem dobrze się dzieję tak, jak się dzieję. Można popatrzeć na system operacyjny Linux, który ma wiele dystrybucji i gdy chce się zrezygnować z Windowsa, to nawet dobrzy informatycy nie wiedzą, którą właściwie wybrać. Najbardziej sensownym rozwiązaniem wydaje się Red Hat, ze względu na to, że jak się kupi wersję pudełkową to można liczyć na pomoc techniczną. Tworząc patenty Google ma władzę nad tym, aby Android rozwijał się w jednym kierunku. Być może zabija to trochę kreatywność twórców, ale nie spowoduje to tego, że będzie istniało kilkanaście równoległych wersji androida. Natomiast faktem jest, że ta władza nie służy tylko temu. Ktoś mógłby wyciąć wszystko na czym Google zarabia w tym systemie operacyjnym i nagle okazałoby się, że tyle wysiłku poszło tylko ku chwale ludzkości i nie będzie miało odzwierciedlenia w wynikach finansowych. To coś w stylu wtyczek do gadu-gadu czy tlena, które blokują reklamy. Tylko że to, co zrobiłby ten ktoś byłoby legalne, bo kod mógłby zmieniać do woli zgodnie z postanowieniami licencji.

NA ZAKUPY DO MARKETU ANDROIDA…

Wzorując się na Apple i jego strategii dotyczącej iPhone’a ludzie z Google stworzyli Android Market. Można tam dostać gry i programy, które są dostępne na tą platformę. Bogata baza oprogramowania była tutaj od początku ze względu na ogłoszony przez Google konkurs, o którym wspominałem wcześniej. Są co prawda narzekania na ten system operacyjny, że nie trzyma się ustalonych standardów, sceptycy mówią, że nie warto się w niego angażować. Jednak pamiętajmy kto stoi za tym potężnym przedsięwzięciem. To już nie tylko Google to całe konsorcjum firm. I to najpotężniejszych firm, które mają wiele do powiedzenia w przemyśle technologii mobilnych. Ciekawostką jest to że zarówno Apple jak i Google mają podobną politykę swoich marketów dotyczącą tzw. aplikacji dla dorosłych. Nazwałbym ją AntyPorno. Nie umieszcza się tego typu aplikacji w oficjalnym sklepie. Ale jak branża pornograficzna mogłaby się nie pojawić w tak dochodowym medium? Więc już stworzono równoległą platformę, podobną do Android Market, poświęconą tylko i wyłącznie aplikacją dla dorosłych.

TELEFONY „BY GOOGLE”

Tak, jak mówiłem wcześniej Google nie tworzy własnych telefonów. Ono pobiera opłatę licencyjną za to, że na tyle telefonu będzie będzie jego logo z podpisem by Google. Bardzo sprytne. Tylko HTC Hero nie ma czegoś takiego ze względu na daleko idące zmiany wprowadzone w wersji Androida dla tego telefonu. Oto pierwsze telefony, które powstały na tym szatańskim patencie:
HTC Dream / G1 / Era G1
HTC Dream

Pierwszy historyczny telefon z Androidem na pokładzie. W Polsce wydany przez Erę na początku 2009 roku. To był wielki krok na drodze budowania nowej potęgi.

HTC Magic
HTC Magic

HTC Hero
HTC Hero
Samsung Galaxy
Samsung Galaxy

INNE URZĄDZENIA

Archos 5
Archos 5
To ciekawe, ale przez wielu internatów ten model tabletu jest uważany za sporą konkurencję dla iPoda, a według niektórych nawet go miażdży ze względu na to, że ma niesamowitej rozdzielczości wyświetlacz. A funkcjonalność jest wszechpotężna. Android będzie się ukazywał na coraz bardziej zmyślnych urządzeniach jak netbooki, telewizory, czy konsole do gier.

I gdy Bóg zobaczył, że to co stworzył jest dobre powiedział niech stanie się…” Android 2.0 :)

Google cały czas pracuje nad swoim systemem operacyjnym. Staje się on jego oczkiem w głowie. Wiadomo urządzeń mobilnych będzie więcej niż komputerów. Będąc królem tego rynku firma z Mountain View maksymalnie umocni swoją pozycję na przyszłość. Pamiętam dosyć stary wywiad z Billem Gates bodajże z Forbes’a. Powiedział on „Oni mają tylko wyszukiwarkę”. Lekceważył tym samym pozostałe produkty, których z dnia na dzień przybywało. Dzisiaj Google jest bliskie zarabiania sporych pieniędzy na swoim słynnym już Google Maps (również na reklamie, ale też na funkcjach GPS, które daje się zastosować w Androidzie). Wszystko jest skierowane ku temu, aby zarabiać na reklamie kontekstowej. I to bardzo słuszna linia strategii. Bo ta reklama świetnie się sprawdza ze względu na to, że się nie narzuca. Pamiętam jak oglądałem na Discovery Science film z cyklu „Prawdziwa historia internetu” o podtytule: Wojna wyszukiwarek. To niesamowite i trudno to sobie wyobrazić, ale Google kiedyś nie miało tych swoich słynnych reklam kontekstowych (jeszcze nie wpadło na nie, i to dosłownie wpadło bo sami tego nie wymyślili, tylko skopiowali) i firma nie zarabiała na niczym a koszty rosły. Mam szacunek dla Sergieja Brina i Larry’ego Page’a za to, że nie poszli tą drogą, co wszyscy i nie zdecydowali się na reklamę bannerowom. No ale tyle historii.

ZAPATRYWANIA W PRZYSZŁOŚĆ

Eksperci ze Strategy Analitycs prognozują, że w ciągu roku popularność Androida wzrośnie o 900%, co za tym idzie łącznie sprzeda się 8 mln urządzeń z tym system operacyjnym. Co ciekawe wyżej wymieniona firma przewiduje że Android stanie się w 2-3 lata liderem wśród systemów operacyjnych przeznaczonych na urządzenia mobilne. To ciekawe, że już teraz ma on drugie miejsce po systemie Apple. Niejasna jest strategia Google co do powstania Androida dla netbooków i notebooków, ponieważ w chwili gdy pojawiła się przeglądarka internetowa Google Chrome (która obecnie plasuje się zaraz po Firefoxie) wyruszyła w świat informacja, że Google pracuje nad własnym systemem operacyjnym o tej samej nazwie. Nie wiadomo więc czy nastąpi w wypadku o którym mówiłem połączenie, coś na kształt fuzji tych projektów, czy oba będą żyły własnym życiem. Moim zdaniem byłoby to trochę głupie rozwiązanie, ale z drugiej strony może on wpłynąć pozytywnie na wartość marki Google Chrome, która już dziś wiele znaczy, ale co by się stało gdyby pod tą marką krył się cały system operacyjny. Z Dziennika Internautów dowiedziałem się, że podobno trwają pracę nad Google Phone. Autor artykułu zauważył fakt, że jeśli taki telefon powstanie to Google byłoby pierwszą firmą, która dostarcza urządzenie, system i usługi. Dla mnie jest to ciekawa sprawa, choć głęboko wierzę w to, co pisałem wcześniej, że Google to przede wszystkim firma internetowa. Jednak kiedyś czytałem w Business Weak że Steve Jobs nie ma mocy produkcyjnej żeby stworzyć własny telefon, a parę lat później po sukcesie iPoda świat zwariował na punkcie iPhone’a.

PODSUMOWANIE

Parę lat temu pewnie wszyscy pukaliby się w głowę, gdyby ktoś niczym wróżbita przewidywał ruch Google. A dzisiaj stanęliśmy przed faktem dokonanym. Oczywiście nie można się ślepo zachwycać tym dziełem i nie dostrzegać jego wad. Chociażby jest to nieco źle rozplanowany sposób działania Android Market. Ale jak to mówimy u nas w Polsce: Nie od razu Kraków zbudowano. Więc spokojnie, Google na pewno się postara, aby deweloperom było jak najlepiej. Dajmy im trochę czasu. Już dziś w markecie jest 16.000 aplikacji, z czego wiele darmowych. A już teraz możemy czekać na pierwszego netbooka z androidem na pokładzie za 250$ sztuka :) .

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

P.S. Zainteresowałem Cię tematem Androida? W takim razie polecam Ci stronę www.android.com.pl , naprawdę rzetelne źródło informacji :) .

 

 

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi