napoleoński umysł
Smartfon dla ubogich 2014-02-28 21:20
 Oceń wpis
   

 Witaj!

Ostatnio robi się głośno o rozwiązaniach technologicznych dla biednych krajów. Czy można zrewolucjonizować rynek, który dotyczy kilku miliardów ludzi? Czy uboga wersja tańszych smartofnów zadowoli biedniejszych użytkowników?

Pierwszym takim rozwiązaniem jest opisywany już przeze mnie Firefox OS. Jest już prototyp telefonu, który ma kosztować 25 dolców! To może być prawdziwa rewolucja dla ludzi, których nie stać na iPhone'a. Jednak jak wiadomo produkt Apple musi dużo kosztować, bo jest to masowy luksus. Natomiast telefon z Firefoxem będzie rozwiązaniem, które nie ma z góry wyznaczonej granicy ile musi kosztować. Sekret tak taniego urządzenia tkwi między innymi w tym, że wszystkie podzespoły (w tym 128 MB ramu) pochodzą od jednego producenta. Wtedy z pewnością można walczyć o większe rabaty.

Najtańsze telefony z Androidem kosztują 100 dolarów. Tutaj mamy rozwiązanie, które kosztuje 4 razy mniej! To może być wielki sukces, ponieważ rynek jest gigantyczny. Ci użytkownicy, do których byłby adresowany telefon, na dzień dzisiejszy kupują głównie tak zwane ficzerfony. Są to wszystkie tradycyjne telefony z klawiaturą. Często też z monochromatycznym wyświetlaczem. Na przykład w Afryce jest problem prądu i naładowania urządzenia. Pamiętam, że jednym z rozwiązań tego problemu jest specjalna korbka!

Drugim graczem, który chce walczyć o te rynki jest Nokia. Również opisywałem kwestie Nokii z przerobionym Androidem. To właśnie te produkty mają trafić do biedniejszych użytkowników. Jednak myślę, że będą one ciekawostką również na naszym, wschodzącym rynku. Nokia nie będzie sprzedawać swoich urządzeń tak tanio, jak 25 dolarów. W tym wypadku na tych rynkach Nokia z Androidem może być uznawana jako segment premium. Gdzie w takim wypadku znajdować się będzie iPhone?

Ostatnie rozwiązanie to projekt Ara. Od kilku miesięcy krąży w sieci nagranie telefonu, który składa się z... klocków! Każdy element urządzenia można wybrać samodzielnie i poskładać go w jeden telefon! Projekt przejęło Google, które chce podpiąć go pod kupioną przez siebie Motorole. To olbrzymi potencjał. Jak mówi sam gigant z Mountain View to ma być telefon adresowany do 6 miliardów ludzi, których nie stać na tradycyjne smartfony.

Myślę, że rozwiązanie Google może zdobyć także sporą część wschodzących rynków. Wynika to przede wszystkim z tego, że żywotność telefonów się wydłuży. Zamiast kupować nowy telefon będzie można dokupić jeden z elementów - na przykład procesor. To bardzo rewolucyjne myślenie!

Tak naprawdę na dzień dzisiejszy najbliżej premiery jest Nokia. Smartfon z Firefoxem za 25 dolarów był prezentowany jako prototyp na targach MWC 2014 w Barcelonie. Natomiast jeśli chodzi o projekt Ara to w kwietniu ma się odbyć konferencja dla deweloperów, którzy mogą potencjalnie przygotowywać kolejne elementy układanki. Najważniejsze jednak, że producenci dostrzegli problem biednych krajów, które również chcą mieć smartfony. To może się okazać niesamowicie chłonny rynek. Mowa tu o kilku miliardach potencjalnych klientów!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Witaj!

Dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić branży odzieżowej. Jest to branża z jednymi z największych marż na pojedynczym produkcie. No bo jak inaczej można byłoby zrobić obniżkę o 80%? Jak widać po trendach na liście miliarderów Forbesa da się zarobić na ubraniach! Przykładem może być Amanico Ortega, współzałożyciel Zary. Ja natomiast chciałbym się skupić na polskim gigancie. 12 miliardów złotych! Na tyle jest wyceniana na warszawskim parkiecie firma LPP.

Właściciele firmy od lat znajdują się bardzo wysoko na listach najbogatszych Polaków. Zaczynali od Reserved i odzieży roboczej Promostar. Dzisiaj Reserved jest ich najmocniejszą marką. I robi ona furorę nie tylko w Polsce, ale również za granicami naszego kraju. My Polacy mamy być z czego dumni. Myślę, że to kwestia czasu, aż LPP zacznie konkurować z takimi gigantami jak H&M. Nie jest to odzież z pokazów mody, którą oglądają tylko nadziani ludzie, a i tak mało kto ją kupuje. Jest to produkt masowy. Właśnie na czymś takim da się najwięcej zarobić.

Fabryki, które tworzą ubrania dla LPP znajdują się w Azji. To w ciągu ostatnich kilku dekad stał się bardzo popularny model w branży odzieżowej. Słyszałem nawet, że w chwili gdy ciuchy wyprodukowane w Azji trafiają do docelowego kraju, to wyglądają okropnie i są strasznie pogniecione. Wtedy do dzieła wkraczają maszyny prasujące. Ile w tym prawdy? Tego nie wiem. Źródło wydawało się być wiarygodne. Natomiast odnosząc się jeszcze do szycia w Azji ostatnio była spora afera. W Bangladeszu wybuchła jedna z fabryk. LPP wypierało się jak oby coś tam szyło. Jednak na ich niekorzyść zadziałała fakt, że w gruzach znaleziono metki ich produktów. Co jakiś czas z pewnością będą wybuchać kolejne afery związane z wyzyskiwaniem ludzi w Azji. Tak chociażby było w przypadku podwykonawcy Foxconn, gdzie samobójstwa popełniło kilku pracowników. Wtedy oczami świecić musiało Apple.

Tak, jak napisałem LPP to twórca marki Reserved. Jednak coraz bardziej doganiają ją pozostałe marki: Cropp Town, Mohito, czy przejęty od największego konkurenta House. Pamiętam czasy gdy Cropp Town zaczynał. Stał się on konkurencją dla tak zwanych skateshopów. Jednak w praktyce okazało się, że tworzy on nieco inne ubrania niż firmy specjalizujące się w kulturze hiphopowej, jak Mass czy Clinic. Ci producenci poszli swoją drogą. Pojawiło się mnóstwo konkurencji. Najczęściej to sami raperzy zakładali firmy produkujące odzież. Tworzyli tym samym kolejne źródło dochodu. Jak wiadomo na sprzedaży płyt nie da się już dzisiaj zarobić. Cropp poszedł swoją drogą. I wygrał!

To, co ważne w przypadku tych marek, to fakt, że nie zajmują się one tylko produkcją ubrań i dostarczają je do cudzych sklepów. Każda z marek tworzy dedykowane sklepy. Najczęściej działają one w formie franchisingu. Dzięki takiemu rozwiązaniu praktycznie w każdej galerii handlowej znajdują się sklepy firmowe LPP.

Wycena na GPW robi wrażenie. Ja jednak mocno kibicuje Markowi Piechockiemu, aby podbił jak najwięcej zagranicznych rynków. Wiem, że to musi potrwać. Ale najważniejsze podstawy do działania już są. Z pewnością na początek będzie się to odbywało głównie w Europie. Jednak docelowo LPP na pewno uderzy także na Stany! I myślę, że właśnie im może się to udać.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Witaj!

Dosyć dawno trafiłem na postać twórcy między innymi Fotki. Jest to bardzo ciekawa osoba ze światka polskiego ebiznesu. To jeden z tych, którzy zjedli zęby na biznesie internetowym. Czego można się od niego nauczyć?

Rafał Agnieszczak zaczynał skromnie od kupienia domeny Fotka.pl. Trafił na jeden z amerykańskich serwisów, które polegały na ocenianiu zdjęć. Sam początek Agnieszczaka to bycie pracownikiem w portalu internetowym (bodajże Arena.pl) i studia na SGH w Warszawie. Wtedy przekonał się, że na czymś takim jak portal się szybko nie zarobi.

Jego pomysł był prosty. Na początek nie było żadnych płatnych kont gwiazdy. To był portal, który polegał przede wszystkim na ocenianiu zdjęć. Stopniowo zaczęło się to rozrastać. To taki świetny przykład rozwoju organicznego. Nie wyciągamy od samego początku całej mocy. Stopniowo się rozwijamy zdobywając kolejnych użytkowników. A takie portale jak ten doskonale działają za pomocą poczty pantoflowej. Możliwość oceniania użytkowników sprawia, że wysyłają oni stronę znajomym i zachęcają ich do rejestracji.

Gdy okazało się, że z reklamy ciężko wyżyć - Agnieszczak zdecydował się na wprowadzenie płatnych usług. To był milowy krok w rozwoju Fotki. Dzięki temu nie podzieliła ona losów wielu innych projektów, które musiały zniknąć z rynku. Jest to pierwsza rzecz, której szczerze można się uczyć od Rafała. Wyżycie z reklam jest trudne. Trzeba mieć naprawdę dużą oglądalność jak Nasza-Klasa czy Kwejk, aby się na tym sposobie wzbogacić. Więc jeśli szykujesz projekt internetowy, to weź to pod uwagę.

W momencie gdy Fotka osiągnęła wielki komercyjny sukces, to Agnieszczak skierował swoje działania w kierunku innych projektów. Jednym z nich był Świstak.pl. Jest to platforma aukcji internetowych działająca na takiej samej zasadzie jak Allegro. Oczywiście nie udało się jej przebić do takiego poziomu, jaki prezentuje Allegro. Ale cholera nawet eBay'owi się to w Polsce nie udało! Trzeba przyznać, że działa tu trochę zasada kto pierwszy ten lepszy i zgarnia wszystko. Jednak myślę, że jako projekt walczący z monopolem, Świstak robi wrażenie.

Agnieszczak to także inne projekty, jak Szafa.pl czy Finansowo. Na dzień dzisiejszy nie udało im się powtórzyć sukcesu Fotki. Jednak nie okłamujmy się to naprawdę wysoko postawiona poprzeczka. Taka dywersyfikacja może się okazać długofalowo strzałem w dziesiątkę. Eksperci od biznesu często powtarzają, że lepiej mieć wiele projektów, bo jak jeden upadnie, to nic się nie stanie.

Od kilku lat Rafał działa prężnie pod szyldem fundacji Startup School. Idea jest taka, aby łączyć ludzi w zespoły: marketingowiec + programista. Myślę, że jest to dobre połączenie. Na początku formuła była taka, aby grupować młodych ludzi na czas wakacji i w trakcie ich trwania mieli oni stworzyć swój własny projekt. Oczywiście część udziałów szła dla firmy Agnieszczaka. Natomiast teraz odbywa się to na zasadzie zjazdów weekendowych. Ludzie mogą pracować przez cały czas i są na bieżąco korygowani. Myślę, że taka forma wsparcia twórców startupów jest ciekawą alternatywą na polskim rynku. Choć fakt faktem powstał tam dopiero jeden hit. Stworzony przez księżniczkę startupów Olę Sitarską Animili. Ale statystyki mówią, że to całkiem niezły wyniki. Animili jest grą internetową, która polega na zajmowaniu się zwierzątkiem. Ma bajeczną grafikę!

Z całej tej historii wielkiego sukcesu warto się nauczyć jeszcze kilku rzeczy. Agnieszczak nie chce wchodzić na giełdę, bo nie lubi się spowiadać. Mógłby wziąć pod uwagę taką opcję, jeśli ktoś inny byłby za sterami. Nie bierze kredytów, bo to tylko kłopoty na dłuższą metę. Do tego nie chce sprzedać swojej firmy, bo po co sprzedawać coś, co jest warte kilkadziesiąt milionów i przynosi kilka milionów rocznego zysku. To facet z zasadami. Dymitr Głuszczenko (twórca Kwejka), śmiał się w jednym z wywiadów, że zamiast czytać książki o biznesie, lepiej wbić się na wino do Rafała. Ten gość ma niesamowicie rozległą wiedzę. Jednego czego mi trochę brak, to telewizji internetowej Startup School. Agnieszczak przeprowadzał tam wywiady w naprawdę przyjemnej formie.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Nokia z Androidem? 2014-02-25 23:47
 Oceń wpis
   

 Witaj!

Historia korporacji Nokia pokazuje wyraźnie, że nic nie jest dane raz na zawsze. Finowie byli prawdziwymi królami urządzeń typu telefon komórkowy. Jeszcze ponad dekadę temu większość telefonów miało logo Nokii. Dzisiaj Finowie muszą ostro walczyć o rynek, w którym prym wiodą smartfony.

Tak naprawdę ciężko jest nadążyć za Nokią w kwestii wyboru systemów operacyjnych. Bardzo długo prym wiódł Symbian. Nokia miała w nim udziały. Ostatnimi czasy popadł w lekkie zapomnienie. Finowie zdecydowali się na mariaż z Microsoftem. Windows Phone dla serii Lumia był całkiem ciekawym rozwiązaniem. Ludzi zaciekawiło bardzo tak zwane kafelkowe menu.

Coraz głośniej mówi się, że Microsoft przymierza się do przejęcia Nokii. Stąd może dziwić fakt odejścia w najnowszych smartfonach od Windows Phone. Nokia zainstalowała na nich Androida. Jednak Google z pewnością nie polubi Finów z tego powodu! Wynika to z faktu, że jest to wersja mocno przetworzona względem oryginału. W miejsce usług Google wprowadzono aplikacje Nokii i Microsoftu. Jaki jednak był sens tworzenia nowych aparatów z Androidem? Czy nie lepiej było pozostać na Windows Phone?

Android staje się coraz większym hitem. A jednocześnie główni producenci powoli od niego uciekają. Decydują się nawet na jego największą konkurencję Windows Phone. To droga pełna eksperymentów. Jednak Android ma w sobie coś naprawdę ważnego. Jest to ogromna ilość aplikacji dostępnych na Google Play. Dlatego z pewnością jeszcze przez długi czas Google będzie dużym graczem na rynku systemów operacyjnych.

Android ma jeszcze jedną ważną zaletę jest to system otwarty. Jego podstawa jest oparta na Linux'ie. Jest to bardzo stabilny system. Jednak na dobrą sprawę może go wykorzystać każdy. Również polskie firmy jak Manta i GoClever decydują się na jego instalowanie na swoich urządzeniach.

Nokia staje się coraz mniej ważnym graczem na rynku telefonii komórkowej. Czy uda jej się odbudować pozycję sprzed lat? Z pewnością jest to bardzo trudne. Jeśli nie mówić niewykonalne. Dużo świeżości w tym temacie może wnieść przejęcie przez jedną z najpotężniejszych firm technologicznych świata: Microsoft. To może być wielka zmiana. Jednak czy w takim układzie będzie jeszcze miejsce dla Nokii z Androidem? A może przejęcie wcale nie dojdzie do skutku? O tym przekonamy się w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Myślę, że Nokia testuje rynek. Dlatego zdecydowała się wprowadzić na rynek swój telefon ze zmodyfikowanym Androidem. Może to się nie podobać do końca Microsoftowi, ale z pewnością również jest on ciekawy efektów tego eksperymentu. A Nokia? Ona musi się przygotować na różne warianty. Również na to, że Microsoft jej nie przejmie.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Witaj!

Pierwsze Alcatele z system operacyjnym Firefox OS pojawiły się już kilka miesięcy temu. Z tego, co widać na razie był to lekki falstart. Czy Firefox może stać się realna konkurencją dla Androida, iOS'a, czy Windowsa Phone?

Myślę, że jeśli ktoś może stać się realną konkurencją dla wymienionych platform to właśnie Mozilla. Weźmy pod uwagę, że nie jest to firma. Tak, jak to jest w przypadku innych rozwiązań. Mozilla działa jako fundacja, która utrzymuje się z datków. Nie wiem czy producenci smartfonów płacą coś za wykorzystanie Firefox OS, ale najprawdopodobniej działa to jak Linux, czyli na licencji Open Source.

Mozilla stworzyła silną i wyrazistą markę. Cały czas znajduje się w TOP3 najbardziej popularnych przeglądarek internetowych (obok Google Chrome i Internet Explorer). Dlaczego nie rozszerzyć tego brandu? Dlaczego nie wykorzystać potencjału, który niesie za sobą marka Firefox? Tą drogą musieli pójść przedstawiciele Fundacji Mozilla, decydując się na własny system mobilny dla smartfonów. Co ciekawe jest on wykonany w HTML5.

Warto zauważyć jak wielka rywalizacja następuje na rynku urządzeń mobilnych w zakresie systemów operacyjnych. Jeśli chodzi o komputery klasy PC, to sprawa jest jasna. Króluje Windows. Jednak jeśli chodzi o urządzenia mobilne, to jest to dużo bardziej złożona kwestia. Mamy przede wszystkim Androida i iOS. Goni je dzielnie system operacyjny Microsoftu - Windows Phone. Jednak jest to tak ogromny rynek, że może na nim znaleźć miejsce także Mozilla. Nie wiadomo tak naprawdę co się stanie z Symbianem, w którym Nokia miała udziały i wykorzystywała go we wcześniejszych urządzeniach.

W dobie rozwoju dostępności internetu warto zauważyć, że nie chodzi już tylko o sam system operacyjny. Wszyscy trzej wielcy gracze na rynku: Apple, Google i Microsoft, tworzą specjalne sklepy z wirtualnymi produktami. Bardzo duża część dochodów z systemów operacyjnych na komórki pochodzi właśnie z tego typu sklepów jak: Google Play, czy Appstore. Chodzi o to, że niezależni deweloperzy tworzą aplikacje na te systemy operacyjne i sprawiają tym samym, że są one w oczach użytkowników dużo więcej warte. Tak samo jest w przypadku tradycyjnych komputerów. Co nam po samym Windowsie? To dlaczego wybiera się ten system, to fakt, że są na niego dostępne aplikacje. One decydują w jakiej przegródce zaszufladkuje platformę użytkownik. To może być, przynajmniej na początku, sporym problem Firefox OS. Deweloperzy muszą zaufać Mozilli i zdecydować się tworzyć dla niej aplikacje mobilne.

Tak naprawdę kwestia systemów operacyjnych nie jest jeszcze zamknięta. Możliwe, że Facebook, zamiast tworzyć nakładki na Androida, zdecyduje się na własny system operacyjnych dla urządzeń mobilnych. Z pewnością znalazłby on partnerów sprzętowych, którzy wydaliby tę aplikację na swoje urządzenia. Nie wiadomo na jakie ruchy zdecyduje się Mark Zucerberg. Jednak potencjał istnieje!

Dopóki jednak sytuacja na rynku wygląda tak, że producenci systemów operacyjnych zabiegają o względny producentów sprzętu, to wydarzyć może się wszystko. Firefox OS to ogromny potencjał. Przede wszystkim wynikający z marki, którą użytkuje kilkadziesiąt procent użytkowników zwykłych komputerów. Czy system operacyjny okaże się hitem? A dlaczego miałoby się tak nie stać? Mozilla to bardzo poważny gracz w tej batalii. Thunderbirdem i Firefoxem udowodnili, że potrafią tworzyć prawdziwe hity. W przypadku systemu operacyjnego jest więcej zmiennych: jak ekosystem, gdzie trzeba współpracować z producentami sprzętu i deweloperami aplikacji. Wyzwanie jest wielkie. Alcatel i ZTE już zdecydowały się stworzyć urządzenia z tym systemem operacyjnym. We wczorajszym wpisie o zegarkach od Samsunga, napisałem, że gigant zastosował inny system operacyjny niż Android. Jak więc widać piłka cały czas jest w grze. A to wielka szansa dla Mozilli.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Witaj!

Zaczyna robić się tłoczno na rynku elektronicznych zegarków. Czy tego typu urządzenia będą kolejnym wielkim hitem jak smartfony? Właściwie co nowego względem smartfona i tabletu daje taki sprzęt? Czy nie jest to kolejny gadżet, który tak naprawdę nie jest nam potrzebny?

Samsung czuje się coraz pewniej na rynku elektroniki użytkowej. Ten koreański czebol powoli podbija kolejne rynki. W chwili premiery dwóch nowych elektronicznych zegarków: Gear 2 i Gear 2 Neo, postanowiłem wypowiedzieć się co sądzę o tego typu sprzęcie.

Z pewnością będzie to wielki hit. Nawet jeśli nie jest on nam potrzebny, to producenci już tak go wypromują, że poczujemy super wielką potrzebę posiadania tego gadżetu. Tak jest bardzo często z kolejnymi produktami. Jednak niektóre z nich historia ocenia jako przełomowe, jak chociażby Walkman do Sony. Czy elektroniczny zegarek będzie produktem przełomowym? To ocenią z pewnością historycy. Jednak w gruncie rzeczy posiada on niewiele więcej funkcji niż smartfon. Dziedzina, w której może się on naprawdę przydać, to sport. Co ciekawe Samsung dopiero w drugiej generacji swoich produktów wprowadził takie rzeczy jak pulsomierz. Sam wiem, że bieganie z telefonem nie jest wygodne. Zegarek mógłby się okazać sporym krokiem na przód!

Już pisałem o podejściu Steve Jobsa, który chciał tworzyć ekosystem całościowy. Nie wiadomo tak naprawdę jaki będzie kolejny krok Apple. Cały czas mówi się iWatch'u, ale konkretnych informacji brak. Pewnie przekonamy się jak to wszystko ma działać na następnej konferencji giganta z Cupertino. Należy jednak przyznać, że gdyby Apple wprowadziło wspomnianego iWatch'a, to system całościowy, w którym wszystkie urządzenia współpracują ze sobą byłby sporą przewagą. Wszyscy są ciekawi co zaprezentuje ekipa Tima Cook'a. Jedno jest pewne czas na nową innowację!

Samsung nie czeka na ruch swojego największego rywala. Wprowadza nowe produkty już teraz. Jeden z nich (Gear 2 Neo), jest okrojoną wersją drugiego. Nie posiada aparatu. Szczerze mówiąc nie jestem przekonany czy w takim urządzeniu potrzebny jest aparat. Znajdą się z pewnością tacy fani, którzy będą woleli robić zdjęcia zegarkiem niż telefonem. Procesor 1 Ghz robi wrażenie. To niesamowite jak miniaturyzacja idzie do przodu. Dzisiaj w tak małym urządzeniu można mieć tak szybki procesor!

Na platformach crowdfundinowych (tych bardziej znanych, jak Kickstarter) widać spory trend na to, aby zebrać fundusze na stworzenie urządzeń takich, jak elektroniczny zegarek. Kilku firmom udało się już zebrać pieniądze. Myślę, że takich rozwiązań na tych serwisach będzie przybywać. Jest łatwiej coś takiego wprowadzić do sprzedaży niż smartfon czy tablet. Jest to dość świeży pomysł, dlatego łatwiej się przebić.

Domyślnie takie urządzenie jest idealnym środowiskiem dla zainstalowania Androida. Jest to system otwarty, więc praktycznie może go wykorzystać dowolna firma. Ale Samsung się z tego wycofał! W pierwszej wersji Gear'a, gdy nazywał się on jeszcze Samsung Galaxy Gear był Android. W nowej wersji swojego produktu zdecydował się na Tizen. Jest mi to słabo znany system. Może być to ryzykowny krok. Android ma już dość rozbudowane zaplecze. Jeśli na Tizne również będzie się pojawiać sporo aplikacji, to jest szansa na wielki sukces tej platformy na urządzeniach przenośnych. Na chwilę obecną Android jest lepiej przygotowany. Jednak Samsung z pewnością dobrze to sobie wykalkulował i taki krok ma sens. Jak będzie w praktyce? Przekonamy się niebawem.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 

 
Facebook na zakupach 2014-02-21 16:46
 Oceń wpis
   

 Witaj!

No to się dzieję! Facebook kupił firmę WhatsApp za 19 miliardów dolców. Czy to będzie prawdziwa rewolucja w komunikacji? Czy Facebook Messenger połączy się z aplikacją WhatsApp? Czy Markowi Zuckerbergowi opłaci się ten interes?

WhatsApp to platforma, która gromadzi 450 milionów użytkowników. Większość z nich (jakieś 70%) korzysta z tej aplikacji codziennie. Pierwszy rok korzystania z aplikacji ma być darmowy. Potem użytkownicy mają płacić jakieś śmieszne kwoty rzędu 1$. Jak już policzyli ekonomiści Facebook zapłacił za każdego użytkownika kilkadziesiąt dolarów. Co ciekawe twórcy aplikacji zapierali się jeszcze niedawno, ze nie jest ona przeznaczona na sprzedaż.

WhatsApp to prawdziwy hit internetu i urządzeń mobilnych. W niektórych krajach korzysta z niego 10 razy więcej ludzi niż z wbudowanego w Facebooka komunikatora. Kwota, którą zapłacił Zuckerberg jest astronomiczna. Co ciekawe 12 miliardów dolarów twórcy dostali w akcjach giganta.

Facebook przez całą swoją historię przejął jakieś 50 aplikacji. Większość z nich zakończyła swój żywot i stała się jedynie dodatkiem do portalu FB. Tak się jednak nie stało w przypadku Instagramu. Aplikacja w chwili przejmowania miała już ogromne ilości użytkowników. Dzisiaj portal Zuckerberga i Instagram działają oddzielnie współpracując ze sobą.

Wielokrotnie duże firmy chciały przejąć także Facebooka. Polował na niego nawet Microsoft! Jednak udało mu się zachować niezależność. Początki były trudne, ale jak tylko portal się rozkręcił, to zaczął przejmować inne aplikacje. Dwa przejęcia o których było najgłośniej to: Instagram za 1 miliard dolarów, oraz aktualny hit WhatsApp za 19 miliardów. Jaka będzie przyszłość tych aplikacji? Tak naprawdę nie wiadomo. Jednak zbudowały one wokół siebie ogromne społeczności, więc z pewnością FB ich nie zamknie.

Tak, jak napisałem kwota jest astronomiczna. Prawie wystarczyłaby na przejęcie Twittera. Swoją drogą Facebooku już próbował go przejąć w 2008 roku. Jednak kwota 500 milionów dolarów nie zadowolił twórców i do transakcji nie doszło. Co by się stało gdyby wtedy Twitter został przejęty? Nie wiadomo czy dalej tak prężnie by się rozwijał. Po za tym sposób działania obu aplikacji nieco się różni. Ciężko byłoby je ze sobą połączyć.

Myślę, że 450 milionów użytkowników WhatsApp to ogromny potencjał. Czy ekipa Zuckerberga będzie potrafiła go wykorzystać? O tym przekonamy się w ciągu kilku najbliższych lat. Twórca WhatsApp napisał na swoim blogu, że użytkownicy nie odczują żadnej zmiany w funkcjonowaniu aplikacji. W takim razie po co ją było kupować? Jakaś integracja z Facebookiem na pewno się odbędzie! Pytanie tylko: czy nie ucierpi na tym prostota aplikacji, którą tak kochają użytkownicy.

Weźmy pod uwagę jeszcze jedną rzecz. Ta transakcja może uratować Facebooka pod względem migracji młodych użytkowników. FB robi się coraz mniej modny. Coraz bardziej spowszedniał. Młodzi przestali go lubić i wybierają się w kierunku takich aplikacji jak SnapChat. WhatsApp może uratować FB pod tym względem. No chyba, że Ci użytkownicy stwierdzą, że WhatsApp przez mariaż z Facebookiem również przestał być modny!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Witaj!

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony niezwykle ciekawej tematyce Jest na świecie gość, który zaadaptował platformę lotniczą u wybrzeży Wielkiej Brytanii i ogłosił jej niepodległość! Wymiary tego czegoś to jakieś dwa boiska do piłki nożnej. Ale własne państwo jest? Ano jest!

Sealandia tak nazywa się najmniejsze quasipaństwo na świecie. Dlaczego quasipaństwo? Bo nikt go nie uznał! Kiedyś interesowałem się tematyką niepodległości państwa. W jednej z rozmów dowiedziałem się, że państwo ma szansę być uznane za niezależny kraj w momencie gdy uzna je Szwajcaria. To ciekawe zależności, ale jak uznać coś, co stanowi dwa boiska do piłki nożnej i jest opuszczoną platformą lotniczą?

Okazuje się, że takie niezależne państwo to może być całkiem niezły biznes! Na czym można zarobić? Zaczęło się od pirackiego radia. Z czasem zaczęto sprzedawać paszporty! Książę Micheal twierdził, że dostał się na takim paszporcie bez problemu do Stanów Zjednoczonych! Cholera! A my musimy mieć wizy! O paszportach Sealandii zrobiło się głośno w momencie gdy taki dokumentem posługiwał się zabójca Gianiego Versace, protoplastę domu mody.

Platforma leży u wybrzeży Wysp Brytyjskich. Tylko zrodził się tutaj malutki problem. Gdy kilkadziesiąt lat temu rodzina książęca ogłosiła niepodległość, to teren ten znajdował się poza terytorium wód Wielkiej Brytanii. Jednak platforma lotnicza zaczęła ponownie zaliczać się do terenów brytyjskich, gdy zmienioną trochę prawo i przedłużono obszar morski Wielkiej Brytanii.

Państewko ma wszystko to, co poważne państwo powinno mieć: walutę, paszporty, flagę, godło, hymn, konstytucję. A co! No i proklamowało niepodległość. Dolar sealandzki jest przypięty do kursu dolara amerykańskiego Szał! Nic tylko zaoszczędzić 300 dolców i kupić sobie paszport!

Prawdziwa potęga Sealandii obudziła się w momencie rozwoju internetu satelitarnego. Do rodziny Księcia Micheala szybko zapukały firmy hostingowe. Dogadali się, że umieszczą swoje serwery na platformie i tym sposobem będą ponad prawem każdego ze znanych państw. Ustalono zasady, że nie można umieszczać na serwerach pornografii dziecięcej i tego typu treści. I tak biznes na własnym państwie zakwitł!

Mam nawet taką teorię spiskową dlaczego wszystkie cywilizowane kraje zgadzają się na istnienie takiego państewka. Otóż na serwerach w nim umieszczonych znajduje się oficjalna strona Rządu Tybetu na Uchodźstwie. Myślę, ze ze względu na politykę zagraniczną z Chinami, żadnemu państwu nie zależałoby na tym, aby taką stronę mieć w swoim kraju. To mogłoby się źle skończyć. A tak strona znajduje się w jakimś malutkim, nieuznanym przez nikogo państewku na porzuconej platformie lotniczej! Można mieć święty spokój i przymknąć oczy na to, że nie zawsze są na tamtych serwerach legalne treści. Internet to potęga. Dzięki temu, że jest zdecentralizowany coś takiego nie musi uzyskać niczyjej zgody na zaistnienie.

Krótka historia Sealandii doczekała się nawet zbrojnych przewrotów! Próbowano ukraść państwo. To dopiero czary! A aktualnie znowu robi się o niej głośno, gdyż Książę Micheal wystawił państwo na sprzedaż. Chce 100 milionów dolców. Ale kategorycznie odmówił sprzedania państwa PirateBay, które już chciało zrobić zbiórkę na ten cel!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Witaj!

Dzisiejszy wpis chciałbym dedykować wielkiemu miliarderowi z Wysp Brytyjskich. Ten mistrz PRu i eksploatacji marki jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Można się po nim spodziewać praktycznie wszystkiego!

Branson zaczynał w czasach, gdy szło jeszcze zarobić naprawdę wielkie pieniądze mając wytwórnię muzyczną. Chociaż jak to wieść gminna niesie: jego pierwszym biznesem była plantacja choinek. Niestety interes szlag trafił, bo obgryzły je króliki. Jak mówi inna legenda: w wieku 16nastu lat Branson usłyszał od dyrektora szkoły, do której uczęszczał, że albo zostanie milionerem, albo wyląduje w więzieniu.

Pierwszym poważnym biznesem miliardera z Wielkiej Brytanii była wytwórnia muzyczna Virgin Records. Słowo Virgin oznacza po angielsku dziewicę. Jak wspomina sam założyciel: on i jego kumple byli po prostu dziewicami w biznesie. Stąd przewrotna nazwa. Virgin Records okazała się ogromnym hitem. Nagrywała największych artystów z wysp brytyjskich. W szczytowym momencie Branson ją sprzedał. Tutaj ujawnił się fakt, że nie przywiązuje się on do konkretnych biznesów. Jeśli pojawia się okazja to sprzedaje i atakuje nowy temat.

To na co warto zwrócić uwagę to fakt, że Branson jest absolutnym mistrzem w eksploatacji marki. Na dzień dzisiejszy marka Virgin, to kilkadziesiąt prężnie działających biznesów. Najczęściej uderzają one w tę samą grupę klientów. Patent jest prosty: nazwa firmy składa się z dwóch słów pierwsze to Virgin, a drugie określa czym konkretnie zajmuje się firma na przykład Galaxy.

Ewidentnie widać, że Bransona aktualnie ciągnie w obłoki. Najpierw stworzył najfajniejsze linie lotnicze, które są totalnym zaprzeczeniem tego, jak taka usługa powinna wyglądać. A aktualnie skupia się na tym, aby wypromować podróże w kosmos za pomocą Virgin Galaxy. To może być prawdziwy przełom, bo według statystyk i badań jest spora liczba osób, które są w stanie zapłacić 200.000 dolarów, aby przekonać się na samym sobie jak działa kosmiczny stan nieważkości.

Branson jest mistrzem promocji. Gdy otwierał linie lotnicze, to przebrał się za kapitana samolotu w mundur z lat 30stych. Sama Lady Di nosiła t-shirt z logiem jego firmy. Gdy wprowadzał na rynek napój Virgin Cola, to jeździł po Nowym Jorku czołgiem! Media kochają takich szaleńców! I chętnie piszą i mówią o nich w sowich gazetach i programach. Branson to król PRu. Można się od niego naprawdę dużo nauczyć.

Z drugiej strony Branson to świetny szef. Najczęściej w ogóle nie zagląda w CV czy list motywacyjny. Dla niego najważniejsza jest rozmowa w cztery oczy. Wtedy jest w stanie stwierdzić czy ktoś pasuje do stanowiska, czy powinien poszukać swojej szansy gdzie indziej. Co ciekawe zatrudnia on kilkadziesiąt tysięcy ludzi i każdy z pracowników może napisać do niego e-mail. To bardzo niespotykane i godne podziwu!

Branson to człowiek, który robi wszystko na przekór utartym schematom. Jego historia to nie są same wielkie sukcesy. Odnosi on także spektakularne porażki. Tak, jak wspomniana Virgin Cola. Jednak z pewnością jest wiele rzeczy, których można się od niego nauczyć. Nie jest najbogatszym człowiekiem na ziemi, ale jest na liście dolarowych miliarderów. O takich ludziach powinno się mówić, a nie o kolejnych katastrofach. To znacznie bardziej nastrajałoby nas do walki. Inspirowało i pokazywało, że porażki są nawozem sukcesu. Lekcja z tego wpisu to: Walcz do końca! Branson nigdy się nie poddał!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski 

 
 Oceń wpis
   

 To fascynujące jak proste strony, które mają nieskomplikowany sposób działania przyciągają miliony internatów. To właśnie one mają największe ilości polubień na Facebooku. Oczywiście chodzi mi o strony typu Demotywatory czy Kwejk. Dlaczego te strony są tak popularne?

Zaczęło się od Demotywatorów. Pamiętam jak postawiłem sobie za cel dostać się na stronę główną z własnym demotem. Najpierw się starałem i nic z tego nie wychodziło. Potem stworzyłem kolejny nieco od niechcenia i udało się. Mariusz Składanowski zwany Wielki Demotywatorem, administruje bardzo dobrze swój portal. Dzięki temu nie dostają się tam kolejne demotywatory o niczym sensownym. Choć fakt faktem idea tego jak Polacy rozumieją demotywację nieco ewoluowała do oryginału. No właśnie! Demotywatory to klon amerykańskiej strony. Mimo to stał się prawdziwym hitem. Jest w samej czołówce fanpage'ów na Facebooku. To od nich wszystko się zaczęło. Składanowski, który był znany przede wszystkim z portalu satyrycznego JoeMonster.org, przypadkiem trafił na żyłę złota. Polacy pokochali tę rozrywkową społeczność. Całą sytuację doskonale wykorzystał tworząc kolejne portale tworzone na tej samej zasadzie, ale zawierające różne treści jak na przykład: Student Potrafi, czy Komixxy. Na dzień dzisiejszy jest ich już kilkadziesiąt!

Drugim pionierem społecznościowej rozrywki jest Dymitr Głuszczenko, twórca Kwejka. Ciekawe co by się stało gdyby zamiast tworzyć w Polsce internetowe radio (kwejk.fm), wziął się za tworzenie kopii swojego głównego serwisu w różnych krajach Europy i Świata. Dziś jest już chyba na to za późno. W wywiadzie dla Internet Standard sam przyznawał, że żałuje iż nie podjął się tego. Tygodnik Wprost typuje go jako przyszłego lidera listy stu najbogatszych Polaków. Ciężko powiedzieć na ile wyceniany byłby na dzień dzisiejszy Kwejk, ale są to wartości liczone w milionach. Co ciekawe portal ten ma najbardziej aktywnych użytkowników na Facebooku w całej polskiej sieci.

Napisanie oprogramowania jest bardzo łatwe. Widać to po niezliczonej ilości kopii tych dwóch stron, które wymieniłem. Wiele z tych nowych społeczności wykorzystuje bardzo nieetyczne triki, aby napędzić sobie fanów na Facebooku: trzeba dołączyć do specjalnej aplikacji, która będzie udostępniać obrazki z tej strony na naszej tablicy. Oczywiście trzeba też zostać fanem strony. Więc jeśli pojawi się jakiś gorący materiał, to przybywa sporo fanów tych stron i większości z nich nieświadomie będzie udostępniać materiały. To zagranie poniżej pasa! Często opiera się na naiwności użytkowników Facebooka. Oczywiście dotyczy to dużej części nowych stron, które chcą się w ten sposób wypromować. Liderzy tacy jak Demotywatory, Kwejk czy Bebzol absolutnie uczciwie podchodzą do tego tematu. Dzięki temu są liderami.

Sposób działania jest bardzo prosty: dodaje się obrazki, które trafiają do poczekalni. Administrator wybiera te, które są najlepsze i umieszcza je na stronie głównej. Różnica między Demotywatorami, a resztą stron jest taka, że mają one sztywniejszą formę. Każdy chyba wie jak wygląda demot, więc nie będę się w tej kwestii jakoś mocno rozpisywał. Natomiast Kwejk czy Bebzol mają niemal dowolną formę. Pojawiają się tam nawet filmy na YouTubie.

Unikalni użytkownicy tego typu serwisów idą w miliony. Jest to ogromny potencjał. Czy twórcy stron będą go w stanie naprawdę dobrze zmonetyzować? Myślę, że stać ich na coś znacznie więcej niż życie z reklam. Chociaż z drugiej strony jak miałoby wyglądać takie wyciąganie pieniędzy? Użytkownicy są nauczeni, że wszystko jest darmowe. Myślę, że można byłoby stworzyć dodatkowe funkcje. Z drugiej strony można wykorzystać powierzchnie reklamowe do promocji nowych projektów. Cokolwiek zdecydują się zrobić właściciele tych czołowych projektów będzie na pewno bardzo ciekawe z punktu widzenia biznesowego. Szczególnie kibicuję Bebzolowi, bo najprzyjemniej mi się go ogląda w tablecie.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi