napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Serwis Business Insider opublikował listę 9 firm, których dodatkowe benefity dla pracowników są najbardziej lubiane. Oczywiście nikogo nie zaskoczy, że głównie są to firmy amerykańskie. Nie powinno nikogo zaskoczyć również to, że na tej liście znajduje się Google :). Ja chciałbym się zastanowić się czy takie benefity dla pracowników przestały być dodatkowym bonusem, a stały się niezbędnym elementem świadczeń pozapłacowych.

W naszym kraju ostatnio popularne stały się karty, które uprawniają do uprawiania różnych sportów po godzinach pracy. Może to być zarówno basen, siłownia, jak i uczestnictwo w zajęciach ze sztuk walki. Takie karty są honorowane przez niemal wszystkie liczące się ośrodki sportu. Firma wykupuje co miesiąc abonamenty dla swoich pracowników i mogą oni korzystać z tych udogodniej za pomocą karty z chipem. Rozwiązanie bardzo wygodne. Pytanie tylko czy w dzisiejszych czasach, gdy tak trudno znaleźć specjalistów takie rozwiązanie jest w stanie jeszcze kogoś zaskoczyć?

W życiu jest tak, że jak coś się powtarza to trafia to do naszej strefy komfortu. Pojawia się w nas postawa roszczeniowa i uważamy, że to nam się należy. I o ile taki bonus w formie karty z chipem przez kilka miesięcy może nas zaskakiwać i sprawiać, że staniemy się jeszcze bardziej docenieni, to w dłuższej perspektywie będziemy uważać, że to nam się należy jak psu zupa. Standardem w wielu miejscach pracy jest to, że daje się służbową komórkę i laptopa. Zdarzają się sytuacje, gdy bardzo ważnym elementem jest dojazd do klienta (jak na przykład u przedstawiciela handlowego), wtedy często pracownik otrzymuje służbowy samochód. Jednak czy to są elementy, które są dla nas wielkim bonusem?

Warto przyjrzeć się co oferują firmy z listy Business Insidera. Może to być na przykład darmowy posiłek w pracy czy miesięczne wakacje ze zwrotem kosztów podróży. Mogą to być darmowa apteka, w której można kupić też kosmetyki, a z drugiej strony linie lotnicze oferują darmowe przeloty dla swoich pracowników (tutaj możemy mieć analogię z legitymacjami dla kolejarzy i ich rodzin w polskim PKP). Google oprócz posiłków oferuje kręgielnie, boisko do kosza czy siłownię. Jednak na liście benefitów są też rzeczy takie jak przedszkola dla dzieci, czy nawet pomoc w zorganizowaniu adopcji (Mattel).

Lista udogodnień, które oferują najwięksi gracze jest imponująca. Faktem jest, że muszą się oni starać, aby ich najlepsi pracownicy nie przeszli do konkurencji. To byłoby działanie bardzo niepożądane. Żyjemy w czasach, gdy firmę, w której się pracuje zmienia się średnio co kilka lat. Najlepsi specjaliści to prawdziwe skarby i najważniejszy kapitał firm w erze informacyjnej. Bardzo ważne jest to, żeby myśleć o swoich pracownikach i ich doceniać. Czasem nie musi być nawet jakiś wielkich benefitów. Często wystarczy docenienie.

Benefity powinny być miłym dodatkiem do podstawowej pensji. To sposób na to, aby okazać pracownikom, że docenia się ich starania. Im bardziej oryginalne benefity tym większa szansa trafienia do mediów. Początki tego typu rozwiązań sięgają pewnie bardzo daleko (choć kiedyś pracownicy nie byli za dobrze traktowani). Ja z pewnością pamiętam przykład firmy Heinz (robiącej między innym ketchup). Furorę zrobiło to, że pracownice firmy, których ręce były narażone na podrażnienia, otrzymywały od korporacji darmowy manicure. Warto dbać o swoich pracowników, bo oni są najlepszą wizytówką przedsiębiorstwa!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Ostatnimi dniami gruchnęła wieść, że jednym z największych hitów portalu finansowania społecznościowego Kickstarter okazała się turystyczna lodówka! Autorzy projektu planowali pozyskać finansowanie rzędu 50.000 dolarów. Jakże wielkie musiało być ich zaskoczenie, gdy kwota sięgnęła 7 milionów!

W XIX wieku, bodajże w Wielkiej Brytanii lub Francji, pojawił się urzędnik, który wnosił o zamknięcie ówczesnego urzędu patentowego, ponieważ jak twierdził wszystko już wymyślono. Jakże musiałby być zdziwiony gdyby zajrzał z zaświatów do naszych czasów i zobaczyłby ten ogrom wynalazków. Praktycznie każdego tygodnia pojawia się kilka ciekawych wynalazków! A ile z nich jeszcze nie ogłoszono światu! Wobec tego ogromu pomysłów trafia nam się turystyczna lodówka, która zdobywa jeden z największych portali finansowania społecznościowego. Co w niej urzekło internautów?

Z moich oględzin wynika, że lodówka nie zawiera ani jednego rewolucyjnego wynalazku. Nie ma jakiś nowych technologii mrożenia, czy lewitowania nad ziemią. A jednak okazała się hitem! Może dlatego, że pomysł jest w swej prostocie genialny i bardzo przemyślany! Chociażby zamiast montować jeden port USB w widocznym miejscu, to zainstalowano dwa. Taka opcja dla zakochanych nie-egoistów . Zastosowanie ledów, półeczka na telefon, otwieracz do piwa, kółka, które pojadą w trudnych warunkach, wyposażenie audio, blender. Myślę, że po tak udanym starcie lodóweczka ta doskonale wbije się na rynku w niszę, w której chce działać.

Coolest, bo tak nazywa się ten projekt, zdobył miejsce na podium pod względem największych zbiórek na Kickstarterze. A zostało jeszcze ponad 30 dni! Kto wie może dobiją do ponad 10 baniek. Jak widać nie trzeba tworzyć kosmicznej technologii rodem z NASA, aby zdobyć serca potencjalnych klientów. I to może okazać się inspiracja także dla Ciebie! Nie trzeba myśleć nad tym jak stworzyć coś superinnowacyjnego. Wystarczy stworzyć coś użytecznego i o pięknym designie. To chyba dużo ważniejsze cechy. Aczkolwiek gdy coś jest innowacyjne, to działa to na plus. Jednak nie jest to kwestia decydująca, co widać po sukcesie Coolest.

Ciekawe kiedy na polskich platformach crowdfundingowych zrobi się głośno o prostych, nieinnowacyjnych projektach, które zdobędą serca potencjalnych klientów. Polacy również mają mnóstwo pomysłów. Czasem jeden pomysł może zrewolucjonizować jakąś branże. Przykładem niech będzie polski wynalazek wycieraczki samochodowe! Lodówka Coolest jest najlepszym studium, że można stworzyć coś, co łączy inne technologie i ma piękny design. I wcale nie musi być to coś, co ma kosmiczne innowacje. Nasz świat stoi na takim poziomie rozwoju, że innowacją może być sam pomysł na wykorzystanie istniejących technologii.

Drogi Czytelniku! Nie przejmuj się opiniami innych. Wierz w swoją siłę i moc! Ty także możesz stworzyć coś, co okaże się wielkim hitem sprzedażowym! Naprawdę nie musisz wymyślać prochu. Żyjemy w czasach, gdy technologia jest na wysokim poziomie i trzeba wymyślać jej nowe zastosowanie. Przykładem może być chociażby wymieniona w tym tekście lodówka.

Takie sytuacje pokazują, że wcale nie tak dużo trzeba aby osiągnąć sukces. Oczywiście nie wiadomo czy gdy lodówka trafi do sklepów, to również będzie takim hitem sprzedażowym. Choć po popularności na Kickstarterze można wnosić, że również na półkach sklepowych będzie się dobrze sprzedawać. Niech ten przykład będzie dla Ciebie inspiracją!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Niepełnosprawna siła 2014-07-25 12:31
 Oceń wpis
   

Na temat pracy osób niepełnosprawnych napisano już wiele. Wciąż jednak jest to temat niedoceniany. Myślę, że warto się mu przyjrzeć. Osoba niepełnosprawna jest często jeszcze bardziej zmotywowanym pracownikiem niż ten bez jakiejś dysfunkcji. Myślę, że jest to ważny argument w rozważaniach nad zatrudnieniem takich osób.

W Polsce głównym organem zajmującym się pracą niepełnosprawnych jest Państwo Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Każda firma, która zatrudnia ponad 20 pracowników, a nie zatrudnia żadnego niepełnosprawnego płaci na ten fundusz całkiem spore pieniądze. PFRON ma więc spore środki na działanie. Jak się okazuję na dofinansowanie do wynagrodzeń fundusz przeznaczył w zeszłym roku... 3 miliardy złotych.

Procent refundowania wynagrodzenia zależy od stopnia niepełnosprawności. W Polsce mamy 3 rodzaje niepełnosprawności: stopień lekki, umiarkowany, oraz znaczny. Im wyższy stopień tym większa kwota dofinansowania. Może być to jednak maksymalnie 75% całego wynagrodzenia. Myślę, że jest to bardzo zachęcająca opcja dla pracodawców. Oprócz tego jest możliwość uzyskania dofinansowania na stworzenie stanowiska pracy dla osoby niepełnosprawnej. Jest to nawet 50.000 zł. Jednym z warunków jest to, aby takie MIEJSCE PRACY było utrzymane przez 5 lat. Oznacza to, że przez 5 lat nie musi tam pracować ta KONKRETNA osoba, która zatrudniliśmy. Po prostu ma być utrzymane miejsce pracy. Z drugiej strony są inne ograniczenia, jak na przykład to, że przedsiębiorstwo działa rok na rynku, oraz przynajmniej od roku zatrudnia osobę pełnosprawną.

Wracając jednak do refundacji wynagrodzeń, która sprawia, że możemy zatrudniać pracowników za pół darmo. Doszło do wypaczenia! Głównym beneficjentem tego funduszu są firmy sprzątająco-ochroniarskie. A jak powszechnie wiadomo - chociażby taka osoba jeżdżąca na wózku inwalidzkim już się nie zatrudni w takiej firmie. To sprawia, że do takich firm trafiają głównie ludzie, których niepełnosprawność na to pozwala. I na pewno nie jest to ich szczyt marzeń jeśli chodzi o zatrudnienie. Wypaczenie polega na tym, że system zamiast pomagać tym niepełnosprawnym, którzy naprawdę tej pomocy potrzebują, to pomaga tym, którzy bez tej pomocy by sobie poradzili. No i oczywiście napełnia kieszenie firmą, które zrobiły sobie z tego niezły biznes.

Jeśli jesteś przedsiębiorcą i zastanawiasz się nad zatrudnieniem osoby niepełnosprawnej, to musisz wiedzieć to, co już napisałem są to osoby niezwykle zmotywowane do pracy. Jest ich bardzo dużo i nie dostają one należytego szacunku. Często przedsiębiorcy bardzo się boją zatrudniać osoby z dysfunkcją. Chodzi o postawię roszczeniową takich osób. Jednak nie jest to reguła. Większość niepełnosprawnych, to naprawdę fajni ludzie, którzy mogą wiele zaoferować Twojej firmie. Myślę, że już na rozmowie kwalifikacyjnej przekonasz się czy taka osoba jest w kręgu Twojego zainteresowania.

Podsumowując: Warto zatrudniać osoby niepełnosprawne! Jest coś takiego jak społeczna odpowiedzialność biznesu. Więc dzięki takim działaniom firma realizuje się i w tej dziedzinie. Również wizerunkowo można wiele zyskać. A ta refundacja wynagrodzenia nie powinna być decydująca, ale traktowana jako bardzo miły bonus. Dobra księgowa doskonale poradzi sobie z rozliczeniem tego typu działań w firmie. Liczę na to, że osoby które zdecydowały się na wspomagane zatrudnienie znajdą dużo lepszą pracę niż ochrona lub sprzątanie. Do tego jednak muszą dojrzeć przedsiębiorcy!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Nowe oblicze bezrobocia 2014-07-24 18:09
 Oceń wpis
   

Bardzo ciekawy raport przedstawił thinktank Bruegela. Dowiadujemy się z niego, że za dwadzieścia lat ponad połowa pracy, którą wykonuje się dzisiaj zostanie przeniesiona w kierunku mechanizacji. Zamiast zatrudniać ludzi korporacje zdecydują się na roboty. A niezwykle szybki rozwój technologii sprawia, że kolejne stanowiska pracy są zagrożone.

Zjawisko, które opisuje wymieniony think-tank ma w ekonomii dwa określenia: bezrobocie technologiczne, lub bezrobocie strukturalne. Podstawową przyczyną tego rodzaju bezrobocia jest rozwój technologii. Nagle okazuje się, że praca ludzi nie jest potrzebna, ponieważ mogą zastąpić ich maszyny. Świetny żart na temat tego zrobił Tim Burton, reżyser filmu Charlie i fabryka czekolady. Ojciec głównego bohatera był specjalistą od nakręcania nakrętek na pastę do zębów. W chwili gdy zakupiono do tego maszynę, to on stracił pracę. Jednak pod koniec filmu tę pracę odzyskał już jako serwisant maszyny.

Coraz bardziej widać jak na przykład usługi pocztowe się mechanizują. Przykładem niech będzie największy gracz na rynku prywatnych usług pocztowych InPost. Rafał Brzoska bardzo dobrze działał, aby wprowadzić nowoczesny produkt do masowego działania. A są nim oczywiście paczkomaty, które zdobywają nie tylko Polskę. Zastanówmy się dokładnie: co się stanie w momencie gdy ekspansja paczkomatów urośnie do niebotycznych rozmiarów? Ano oczywiście pracę w dużym stopniu stracą urzędnicy pocztowi. I to jest przykład na to, jak technologia pozbawia pracy ludzi.

Skoro w ciągu najbliższych 20 lat ponad 50% pracy w większości krajów przejmą maszyny, to warto zastanowić się nad swoim stanowiskiem pracy. Jeśli praca jest nieskomplikowana i mechaniczna, powtarzana bez przerwy - tak, jak praca na produkcji, to można być pewnym, że takie stanowisko pracy nie przetrwa. Jest to oczywiste. Problem rodzi się wtedy, gdy stanowiska pracy, które wydają się bardzo podatne na czynnik ludzki, mają szansę zostać zastąpione przez maszyny. Ostatnio widziałem pracę nad programem komputerowym, który ma w ponad 70% zastąpić pracę dziennikarzy. Oczywiście nie chodzi tu o jakieś głębokie felietony rozpatrujące jakiś problem. Jednak takie tworzenie newsów spokojnie ten program może zastąpić.

Problem bezrobocia strukturalnego polega przede wszystkim na tym, że ludzie nie mają już gdzie migrować. Co to oznacza? W czasach rewolucji przemysłowej większość ludzi pracowała na produkcji. Potem, gdy nastąpiła mechanizacja przemysłu ludzie migrowali do usług. Co się jednak stanie dzisiaj, gdy trzeba będzie migrować z usługo do...? No właśnie dokąd? Jeśli zautomatyzujemy usługi, to nie będzie pracy dla ludzi, którzy w nich pracowali!

Jest to z pewnością wyzwanie naszych czasów. Nie wierzę w to, że nagle wszyscy staną się inżynierami, programistami, czy felietonistami. Chociaż być może rynek to na nich wymusi. Mówi się, że ekspert to osoba, która popełniła wszystkie możliwe błędy w wąskiej dziedzinie. Dzisiaj trzeba być specjalistą! Z upływem lat ten trend będzie się nasilał. Myślę, że w tym właśnie cała nadzieja w byciu ekspertem. Mówią, że nie ma ludzi niezastąpionych. No ale można być kimś, kogo bardzo trudno zastąpić, lub nawet nie opłaca się szukać zastępstwa.

Technologia rozwija się każdego dnia. Świat stanął w obliczu najszybszego rozwoju w historii nowożytnej cywilizacji. Będzie to z pewnością miało konsekwencje w podaży pracy. Najlepszą odpowiedzią, którą możesz wobec tego zrobić, to bezustannie się uczyć i rozwijać!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Systemowa nowa droga 2014-07-23 14:36
 Oceń wpis
   

Prezes Microsoftu powiedział to wreszcie! Zamiast tworzyć trzy oddzielne systemy dla Xboxa, telefonów i komputerów powstanie jeden system, który będzie kompatybilny na te wszystkie urządzenia. To spora rewolucja w branży i coś wprost nie do pomyślenia dla Apple. Kto ma rację? Które rozwiązanie będzie skuteczniejsze?

Każdy system operacyjny stoi aplikacjami. Od kiedy stworzono pierwszą wersję App Store'a, to zrewolucjonizował się całkowicie sposób dystrybucji aplikacji do końcowego użytkownika. Google szybko odpowiedziało swoim Google Play (który notabene ma od paru dni nowy wygląd, warto sprawdzić). Microsoft miał w tej kwestii problem, ponieważ tworzył trzy różne systemy operacyjne. To sprawiało, że żaden z nich nie urósł w siłę do poziomu Androida lub iOS'a. Teraz programiści będą mogli tworzyć aplikacje, które trafiają zarówno na platformy dotykowe, jak i bezdotykowe.

Satya Nadella powiedział: Usprawnimy kolejną wersję Windowsa i z trzech systemów operacyjnych stworzymy jeden pasujący do wszystkich rozmiarów ekranu. Myślę, że jest to właściwa droga rozwoju dla giganta z Redmond. Jest jest jeszcze jedna kwestia, na którą warto zwrócić uwagę: do tej pory nad trzema systemami operacyjnymi pracowały trzy różne zespoły. Dzięki połączeniu, jakie się dokona, będzie tylko jeden zespół. Wszystkie siły, cały potencjał jednej z największych film w historii, skupi się na jednym konkretnym systemie operacyjnym. I jest to bardzo ważna informacja!

Przede wszystkim zyskają na tym użytkownicy, którzy nie będą musieli uczyć się każdego z systemów operacyjnych na nowo. Wystarczy nauczyć się raz! Z drugiej strony Ci sami użytkownicy zyskają dostęp do znacznie większej ilości aplikacji. I co za tym idzie zyskają programiści, ponieważ wreszcie zacznie się naprawdę opłacać tworzyć aplikacje na tę platformę. Połączenie trzech systemów w jeden jest również korzystne dla samego Microsoftu będzie mógł on skupić swoje wszystkie siły i działania na zagrożeniu pozycji swoich konkurentów za pomocą rewolucyjnego systemu operacyjnego.

Po takich decyzjach widać jak Satya Nadella ewidentnie kończy epokę Billa Gatesa w Microsofcie. Nadchodzi nowe! Jednak nie ma się co tego nowego bać. Świat się zmienia. Jakiś czas temu pisałem wpis, że gdy weźmie się wszystkie systemy operacyjne jakie są obecnie używane, to Microsoft ma 14% udziałów. W tej pozycji nie jest Goliatem jest Dawidem. Jak widać Nadella dozuje napięcie. Na początek przedstawił takie spojrzenie, a za jakiś czas ogłosił oficjalnie, że będzie jeden system operacyjny!

Takie rozwiązanie podobno nie jest dobre dla Apple. Tam wyraźnie widać podział na systemy operacyjne dotykowe i bezdotykowe. Jak to się jednak ma do Google? Z jednej strony są telefony z Androidem, które zdobywają megapopularność. Z drugiej strony coraz bardziej rosną w siłę tak zwane chromebooki z Chrome OS na pokładzie. Kto wie czy po ruchu MS, Google nie zdecyduje się na stworzenie wersji Androida na komputery. Chociaż można mieć wrażenie, że chromebooki mają jasno określone funkcje (czyli internetowy system operacyjny zintegrowany z podstawowymi narzędziami Google) i nich będzie się trzymać gigant z Mountain View.

Microsoft ma szansę po raz kolejny namieszać w świecie nowych technologii. Połączenie trzech platform w jedną jest korzystne dla wszystkich (no może poza konkurencją :). Trzeba tylko trochę poczekać jak będzie wyglądało wykonanie tego szalonego planu. Czekam z niecierpliwością!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W analogowych czasach o popularności piosenki świadczyło to ile razy jest grana w stacjach radiowych. Jeśli hit był dość łatwy do zapamiętania to zaczął grać w głowie radiosłuchaczy. Zaczęli go nucić, czy podśpiewywać. Radia miały ogromną władzę pod tym względem. Na dzień dzisiejszy jeszcze trochę tej władzy zostało. Drugim organem władzy stały się stacje telewizyjne. Nie wiem jak było za czasów, gdy w polskiej telewizji było tylko kilka kanałów, ale dzisiaj jest już sporo stacji muzycznych. Inna sprawa, że wiele z nich zdecydowało się na emisję durnych programów dla nastolatków.

Są takie piosenki, których nie grają radia, a pomimo to są niezwykle popularne! Jak to możliwe? Analogowe czasy się skończyły. W dzisiejszych, cyfrowych czasach najważniejszym medium popularności piosenki staje się googlowy YouTube. Jest on bezlitosny! Jeśli ludzie nie będą czuli piosenki i nie będą jej odtwarzać, to będzie to miało wpływ na ilość wyświetleń, która jest pokazywana za każdym razem, gdy ładujemy teledysk. Największe gwiazdy chcą być na YouTubie i promować swoją muzykę.

Na YouTube'a trafiają zarówno największe hity artystów, jak i te najnowsze. Często te terminy się łączą ze sobą :). Radio i telewizja może stać się stymulatorem liczby wyświetleń na googlowym portalu. Jednak są sytuacje, gdy radia nie grają jakiejś piosenki, a mimo to jest ona hitem na YouTubie. Stąd mój jasny wniosek w dzisiejszych czasach (cyfrowych) wyznacznikiem popularności piosenki jest ilość wyświetleń na portalu YouTube.

YouTube może się okazać bezlitosny dla radiowych pupili. Często dość dobre piosenki, które grają radia nie mają wielkiej ilości wyświetleń. Wygląda jednak na to, że największym zwycięzcą tego zjawiska może okazać się Vevo.com. Z pewnością już zauważyłeś Drogi Czytelniku, że nazwy kanałów na YouTube często nazywają się NazwaArtystyVEVO. To fascynujące jak ktoś dostrzegł potencjalny biznes w katalogowaniu i dodawaniu zarówno starych, jak i nowych utworów artystów przeróżnej maści. I są to zarówno artyści z Polski, jak i największe gwiazdy amerykańskie. Także ktoś bardzo się przyłożył i zdobył spore zaufanie wytwórni.

YouTube namiesza w branży muzycznej. To co widzimy obecnie to dopiero początek! A przecież ten portal to nie tylko muzyka. To również vlogi, a nawet pełne filmy, które można legalnie oglądać (głośna sprawa dwóch polskich wytwórni, które udostępniły kilkadziesiąt klasyków). Ten serwis jest naprawdę dobrze pomyślany i wróżę mu świetlaną przyszłość! Być może, gdy Google go kupowało za grube miliony dolarów mogło się wydawać, że przepłacają. Jednak wideo w sieci to kolejny krok milowy, który świadczy o tym, że to medium niezwykle się rozwija. W sieci wszystko ma swój czas. Tak jak przyszedł czas na portale społecznościowe i pozbawienie się anonimowość tak nastał czas na wideo w sieci. Teraz największe stacje telewizyjne migrują w kierunku internetu, co oznacza, że to dopiero początek.

Kończąc ten wpis pragnę wrócić do głównego tematu. Definitywnie skończyły się czasy analogowe, gdy nadawcy mówią nam czego mamy słuchać. To daje nam wolność wyboru. Oczywiście, przynajmniej na razie, wszystkie radia nie upadną. One nadal mają swoje miejsce w naszym życiu. Chociażby jadąc samochodem radio jest cudowne. Trudno stwierdzić jak rozwinie się rynek video online. Na razie zapowiada się, że będzie to coś niesamowitego. Dzisiaj każdy ma szansę przebić się ze swoją twórczością na YouTubie. Nie wiem czy wiesz Drogi Czytelniku, ale tak zaczynał Justin Bieber! Jest w tym potencjał!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj pragnę opisać rewolucję w transporcie. Aplikacje mobilne wkraczają do coraz to nowszych dziedzin życia. Jeśli robisz aplikację dla Polski, to musisz na początek stworzyć ją na Androida. O pozostałych systemach też warto pamiętać. Jak połączyć mobile z transportem?

Jedną z pierwszych myśli może być zamawianie taksówek. I jest to myśl słuszna. Na Polskim rynku działają już prężnie dwaj gracze iTaxi i myTaxi. Jeden z nich jest wspierany przez byłego prezesa Onetu Łukasza Wejcherta. Drugi zaś to filia niemieckiej firmy. I mimo że w samej Warszawie jest 10.000 taksówkarzy, to najlepsza z aplikacji ma na dzień dzisiejszy 500 zrzeszonych kierowców w tym mieście. Powoli firmy działają też w innych miastach. Choć na razie są to dopiero pierwsze podrygi. Co ciekawe: jeśli kierowca taksówki należy do korporacji, to może mu ona zabronić współudział w takim projekcie. Chociaż niektóre korporacje patrzą na to przychylnym okiem. Cieszą się, że ich kierowcy mogą mieć dodatkowe źródło przychodów.

Jak to zazwyczaj jest w mobile pojawiają się nowe możliwości. Za pomocą jednej z aplikacji można zobaczyć oceny kierowców przez poprzednich pasażerów. Z kolei druga daje możliwość dokładnego wyboru parametrów takich jak np. wielkość samochodu. Są to opcje, których nie są w stanie dać korporacje taksówkowe. Takich opcji z pewnością będzie przybywać. Jednak nie wolno tutaj przesadzić, żeby taka aplikacja nie wyglądała, jak źle przystrojona choinka. Prosto i z klasą!

Jeśli zamawianie taksówek przez aplikacje mobilne wydaje Ci się mało web 2.0, to muszę Cię pocieszyć. Jest alternatywa! Od dłuższego czasu na rynku międzynarodowym rośnie spory gracz. Zainwestowało w niego nawet Google. Uber, bo o nim mowa, to zupełna rewolucja w transporcie za pomocą mobile. Zamiast korzystać z taksówkarzy korzysta się z prywatnych kierowców. Skąd wiemy, że trafimy na dobrego kierowce? Ano mamy dostęp do rankingów stworzonych przez wcześniejszych użytkowników.

Co ciekawe: w niektórych miastach te rozwiązanie uznano za nielegalne! To dość ciekawe, że w czasach rewolucji w mobile próbuje się nas ograniczać. Jednak z drugiej strony nie ma się co dziwić, gdyż miasta muszą dbać o tkankę aglomeracji, jaką bez wątpienia są kierowcy taksówek. To dość naturalne. Chociaż zastanawiający jest fakt, ze w jednym miejscu idea Uber'a jest legalna, a w drugim jest zdelegalizowana. Mam też wrażenie, ze Uber staje się po części właśnie taką korporacją taksówkową na dużą skalę. W Polsce z pewnością trafi on na żyzną glebę. Szczególnie po deregulacji zawodowej ministra Gowina, który wywalczył, że nie trzeba mieć licencji kierowcy taksówki. Oczywiście nie we wszystkich miastach, ale jest to spory sukces. A może odejście od profesjonalizacji i licencjonowania tego zawodu odbije się nam czkawką?

Zamawianie kierowcy przez mobile, to znak naszych czasów. Może się okazać to dużo wygodniejsze i pozwala to również na większą precyzję zamówienia. Jeśli podoba Ci się ta idea, lub idea zamawiania taksówek, to wiedz, że to ogromny rynek! Czołowi gracze zdobywają kilka-kilkanaście miast. A w grze zostają setki, jeśli nie tysiące pozostałych miast! Jest tutaj naprawdę dużą do zrobienia. Może znajdziesz swoją niszę. Nie trzeba walczyć na tym samym froncie, co duzi gracze. Można znaleźć inne miasta. W miarę rozwoju rynku smartfonów i upowszechnieniu się korzystania z aplikacji mobilnych, rynek ten będzie coraz bardziej lukratywny. Myślę, że jest to gra warta świeczki

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 

 
 Oceń wpis
   

Właśnie oglądam Mazurską Noc Kabaretową. Doszedłem do wniosku, że artyści kabaretowi mają niezwykłą żyłkę do interesów. Należy im się z tego powodu szacunek. To jest jeden z tych nielicznych artystów, który nie narzeka na swoje finanse. Interesuję się nieco tym środowiskiem i nie pamiętam sytuacji, w której ktoś głośno powiedział, że za mało zarabia.

Kabaret można w pewnym sensie porównać do teatru, ale z drugiej strony blisko mu do branży muzycznej. Podstawą istnienia dojrzałego kabaretu jest trasa koncertowa. Raz na rok lub dwa lata pojawiają się nowe tytuły tras. Jest to bardzo zbieżne z tym, co robią największe gwiazdy muzyki. Z taką trasą objeżdża się przeróżne miejscowości biorąc kilkadziesiąt złotych od jednego sprzedanego miejsca. Jedna miejscowość to może być naprawdę wiele potencjalnych fanów kabaretu. Z moich obserwacji wynika, że jest to główne źródło dochodu dojrzałych kabaretów.

Nie można jednak zapomnieć o tej, której kabareciarze naprawdę dużo zawdzięczają, czyli telewizji. W polskich realiach różne noce kabaretowe organizuje TVP2. Są jeszcze inne programy. Ostatnio wielkie sukcesy święć Dzięki Bogu już weekend. Ma on bardzo pojemną formułę. W danym tygodniu gospodarzem programu jest inna formacja kabaretowa, która występuje razem z zaprzyjaźnionymi kabaretami. Dzięki temu co weekend ma się nowe skecze. Liczących się kabaretów jest całkiem sporo. Jednak jest dość trudno się przebić nowym kabaretom. Jak już się uda, to telewizja chętnie pokazuje swoich ulubieńców.

Na styku dwóch poprzednich dróg są festiwale, które czasem transmituje telewizja. Są też noce kabaretowe, których nie transmituje telewizja. Chodzi głównie o to, że na jednej imprezie ma się więcej formacji kabaretowych. Z tego powodu cieszą się one jeszcze większą popularnością niż występ jednego kabaretu. Przypomina to nieco festiwal muzyczny. Często trafiają się formy, w których kabarety rywalizują z sobą o laury.

Wracając do tematu telewizji drugą stacją, która działa trochę w tej kwestii jest Polsat. Stacja Zygmunta Solorza, to przede wszystkim kabareton na TOP Trendach. Wcześniej swoje programy na tej antenie miał Piotr Bałtroczyk, jeden z najlepszych stand-uperów i konferansjerów. Sukcesu nie odniósł program Stand-up - Zabij mnie śmiechem. Choć mam wrażenie, że Polsat nieco wycofuje się z kabaretów. Zdarzają się imprezy relacjonowane przez TVP1, jak na przykład kabareton na Festiwalu w Opolu. Trzeba jednak przyznać, że królestwem kabaretów jest TVP2. Chociaż ostatnio pojawił się kanał dodatkowy w ramówce TVP Rozrywka. Jest tam prezentacja materiałów archiwalnych.

A na deser do tego wszystkiego należy dodać płyty z filmami na DVD przedstawiające repertuar kabaretu, który nie jest już grany. Oczywiście nie można zapomnieć także o internecie, w tym YouTubie. Często pojawiające się tam materiały mają ogromną oglądalność. Przykładem kabaretu, który wiele na tym medium zyskał mogą być Paranienormalni, którzy zasłynęli występem Igor Kwiatkowskiego jako tlenioną blondynkę Mariolkę.

Podsumowując te wszystkie kanały można stwierdzić, że dobry kabaret z pewnością nie może narzekać na brak źródeł przychodów. A jak się jest naprawdę znanym kabaretem, to można wystąpić jeszcze w reklamie. Także chodzi tu już o naprawdę duże pieniądze. Kabareciarze naprawdę dużo potrafią zdziałać. I niech im się układa jak najlepiej, większość z nich robi naprawdę dobre show!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Przesiewanie talent-shows 2014-07-18 21:22
 Oceń wpis
   

Ostatnio trafiłem na krótki wywiad z piosenkarką Ewą Farną. Jest ona od ostatniej edycji polskiego X-Factora jego jurorką. Dołączyła do Kuby Wojewódzkiego, oraz piosenkarzy: Czesława Mozila i Tatiany Okupnik. To co zwróciła moją uwagę to fakt, że Farna wprost powiedziała, że mimo iż sama nie zawdzięcza popularności talent-show, to jednak jest to dzisiaj bardzo dobra droga do rozwoju kariery. Trudno się z nią nie zgodzić. Jednak czy taki show telewizyjny gwarantuje karierę?

Na pewno dużo łatwiej jest jeśli talentem jest śpiewanie lub granie na instrumentach. Ewentualnie można też być całym zespołem muzycznym. Wszelkie inne programy z tego nurtu, jak na przykład Mam Talent, są dużo trudniejsze w stworzeniu kariery przeliczalnej na konkretne pieniądze. Kariera muzyczna jest w tym wypadku najłatwiejszą drogą. Istnieje w końcu cały przemysł, który ma wydeptane dokładne ścieżki i procedury. Natomiast gdy ktoś jest mistrzem w jakiejś sztuce, to chyba jedynym miejscem, gdzie mógłby występować z tą umiejętnością byłby teatr lub cyrk. Oczywiście można byłoby robić tak, jak amerykańskie gwiazdy deskorolki, które nagrywają filmy ze swymi ewolucjami. Potem są one rozprowadzane z wielkim sukcesem, tak jak płyty muzyków.

Zadałem ważne pytanie: czy udział w takim show telewizyjnym gwarantuje karierę? Gdyby tak było, to na rynku w ostatnim czasie mielibyśmy setki nowych artystów wywodzących się z talent-showów. Czy tak jest? Ano nie jest! Mamy tutaj do czynienia z ogromnym przesiewem. Prawdziwą karierę robią nieliczni, wybrani artyści.

Kiedyś w magazynie biznesowym spostrzegłem opisaną ciekawą zależność. Najlepiej widać to, gdy skorzystamy z dwóch list artystów występujących na sopockim festiwalu Top Trendy. Z jednej strony mamy tych, którzy sprzedali najwięcej płyt. Z drugiej strony mamy tych, którzy stworzyli hity najczęściej grane w rozgłośniach radiowych. Te listy nie pokrywają się! Taki artysta, który dojdzie daleko w talent-show ma tak naprawdę do wyboru jedną z tych dwóch dróg. Najczęściej wybiera się tworzenie hitowych piosenek.

Albumy, które nie mają radiowych hitów najczęściej lepiej się sprzedają, bo muzycy mają wiernych fanów. Z drugiej strony nie każdy artysta, który dobrze sobie radzi w talent-show musi sobie dobrze poradzić na polskim rynku muzycznym. Tak naprawdę ilość wszystkich tego typu programów jest całkiem spora. A mimo to artyści, którzy się przebiją w talent-show nie muszą się przebić na rynku. Zdarzało się już, że ktoś wygrał a nie odniósł wielkiego sukcesu.

Mimo wszystko myślę, że tego typu programy są bardzo potrzebne. Chociaż najlepiej byłoby jakby jak najwięcej ludzi przychodziło z własnym repertuarem. To tyczy się muzyków, bo dla nich programów jest najwięcej. Jednak te programy, które dotyczą innych grup mogą być świetnym punktem zwrotnym do założenia własnego biznesu. Tak jest na przykład w przypadku tancerzy, czy kucharzy. Tak naprawdę tego typu programy mają więcej zalet niż wad. Będąc zupełnie anonimową osobą można stać się gwiazdą. Chociażby przez jeden sezon.

Weryfikacja rynkowa jest potrzebna. Nawet jeśli jest to show-biznes. A może przede wszystkim tam. Tak naprawdę talent-show może okazać się świetnym początkiem wielkiej kariery. Przykładów rodzi się coraz więcej z każdym sezonem. Być może jeśli nie jest się muzykiem, to może być dużo trudniej się przebić, ale tak jak mówiłem można wtedy założyć własny biznes ze swoją dziedziną związany. A kapitał jaki buduje się pokazując swoje umiejętności na wielomilionowej antenie może naprawdę przydać się w przyszłości. I tym warto zakończyć: popularność można nieźle wykorzystać, byle nie zwlekać zbyt długo.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Na rynku pojawiało się ostatnimi czasy sporo spekulacji na temat przejęć. I nie chodzi tu o kupienie start-upów. Te trzymają się świetnie! Chodzi o dojrzałe firmy z wieloletnimi tradycjami. Fakt faktem w biznesowym świecie nic już nie powinno dziwić po przejęciu Whatsapp przez Facebooka. Po co kupować swoją konkurencję?

To ciekawe, jak plotki na temat potencjalnych przejęć mają bezpośredni wpływ na notowania giełdowe spółek akcyjnych. W ostatnich dniach pojawiły się trzy spekulacje. Pierwszym z nich jest oczywiście złożenie oferty przez magnata medialnego Ruperta Murdocha aby jego Fox przejął TimeWarner. Na rynku mediów byłaby to prawdziwa sensacja. Z pewnością wkroczyliby tutaj do akcji amerykańscy urzędnicy, którzy musieliby stwierdzić, czy taka firma z wchłoniętym konkurentem nie byłaby zbyt duża i nie stanowiłaby do pewnego stopnia monopolu. Wyszło jak zwykle, czyli skończyło się na spekulacjach. Jednak coś musiało być na rzeczy. No chyba, że ktoś jest mistrzem rozsiewania plotek, aby zarobić na akcjach.

Drugim ciekawym przejęciem miałoby być potencjalne połączenie Volkswagena i Fiata. Oczywiście ten pierwszy przejmowałby tego drugiego. Myślę, że wtedy VW byłby naprawdę ogromną firmą, która rozsiewa swoje wpływy po całym świecie. Chodzą od razu z tej okazji plotki, że rodzina władająca Fiatem chce przestać zajmować się normalnymi samochodami, a skupić się na tych luksusowych pokroju Ferrari, które również należy do włoskiego koncernu. Z pewnością dla motoryzacyjnego świata byłaby to kolejna sensacja. Być może byłoby to nawet głośniejsze od przejęcia Volvo przez Chińczyków. Aczkolwiek przejęcia na tym rynku są dość normalną rzeczą. Sam Volkswagen ma w swoim portfolio na przykład Audi, Seata czy Skodę.

Ostatnie przejęcie, na którego temat pojawiły się spekulacje ma już polski akcent. Koncern AB InBev, który ma korzenie belgijsko-brazylijskie, chce przejąć podobno SABMiller. Wielu z moich czytelników zapewne pamięta, jak na udziały, w tym drugim koncernie, Jan Kulczyk wyłożył swoją własność, czyli Kompanie Piwowarską. I tak firma SABMiller stała się właścicielem Kompanii. Kulczyk zadowolił się kilku procentowym udziałem w całej firmie. Gdyby okazało się, że omawiane przejęcie doszłoby do skutku, to firma byłaby spokojnie warta 300 miliardów dolarów. To oznaczałoby spokojnie, że jest to największa firma piwna na świecie. Z drugiej strony znalazłaby się w ścisłej czołówce najdroższych firm świata. Chociaż eksperci wypowiadają się, że takie wchłonięcie nie byłoby dobre dla obu firm.

Można dojść do wniosku, że w ostatnim czasie roi się od plotek o przejęciach. Warto jednak zastanowić się co mają na celu takie przejęcia. Firmy, które chcą przejmować zazwyczaj mają ogromne doświadczenie na rynku i rzesze konsumentów. Może się wydawać, ze takie przejęcie jest szybszym sposobem na zdobycie nowych klientów niż tworzenie nowych marek i projektów. Jednak uważam, że rynki są na tyle chłonne, że spokojnie można by powalczyć z nowymi przedsięwzięciami i zabrać klientów tym, których chce się przejąć. Może być jeszcze jeden atut. Można połączyć potencjały obu spółek i uzyskać efekty, o których wcześniej można było tylko pomarzyć. To tak, jak efekt synergii. Zapowiada się coś takiego w przypadku Microsoftu i Nokii.

Z pewnością co jakiś czas będą pojawiać się kolejne plotki na temat przejęć. Niektóre z nich pewnie rzeczywiście dojdą do skutku. Osobiście myślę, że lepiej tworzyć nowe marki i zdobywać kolejne rynki. Aczkolwiek prezesi firm mogą mieć po prostu nadmiar pieniędzy i chcą w coś zainwestować, aby zwiększyć wartość firmy i zyski.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi