napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Jak widać Apple jest dalej w formie. Sprzedaż jego flagowego produktu podskoczyła o 46%. Oznacza to jednocześnie, że całkowite przychody w ostatnim kwartale fiskalnym Apple wyniosły 74,6 miliarda dolarów. Natomiast zysk za ten kwartał wynosi rekordowe 18 miliardów dolarów.  Definitywnie sprzedaż winduje iPhone, ponieważ sprzedaż iPadów spadła o 18%. Warto także wspomnieć o komputerach Mac, których sprzedaż wzrosła o 14%. Co jednak te wszystkie dane oznaczają?

Widać, że Tim Cook radzi sobie na stołku prezesa największej korporacji świata. Nie osiągnięto żadnego szklanego sufitu, którym tak grożono. Ostatnimi czasy gruchnęła wieść, że Apple chce bardziej zintensyfikować swoje działania na rynku chińskim. Jest to ogromny potencjał. Mimo, że ceny produktów Apple będą dla wielu Chińczyków zaporowe, to wśród prawie dwóch miliardów obywateli z pewnością znajdą się potencjalni posiadacze iPhonea, iPada, lub Maca. To ciekawe jak liderzy wielkich korporacji zwracają się ku Państwu Środka. Jakiś czas temu zrobiło się głośno o tym, że Mark Zuckerberg zaczął się nawet uczyć mandaryńskiego i podstaw chińskiej ekonomii. Widać jak kraj ten mimo cenzury i panującego komunizmu, bogaci się i mieszka w nim coraz więcej bogatych ludzi. Potencjalnych konsumentów amerykańskich korporacji. Nagle Chiny mogą być kimś więcej niż tylko podwykonawcą dla największych firm. Widać to też po tym, że coraz więcej chińskich firm osiąga miliardowe przychody.

Wracając do Apple. Nikt tak naprawdę nie wie co się stanie w momencie gdy na rynek trafi Apple Watch. Scenariusze są przynajmniej dwa (a) przejdzie bez echa tak jak chociażby Apple TV, (b) wywoła ogromny entuzjazm i wielką falę kupujących sprawiając, że smartwatch stanie się nowym ulubionym gadżetem milionów ludzi. Jak na razie w branży tej nie ma szału. Wielcy gracze już do niej weszli. I najprawdopodobniej czekają na ruch Apple. Na moment, w którym nastąpi przełom. Widać jak analitycy prognozują, że smartwatch będzie hitem tego roku. Pożyjemy, zobaczymy. Jedno jest pewne nieważne czy Apple Watch będzie wielkim sukcesem czy wielką porażką: będzie o nim głośno.

To co zawdzięczamy spuściźnie po Jobsie to idea współpracy wszystkich urządzeń. To było wielkie marzenie Jobsa, który widział, że właśnie to może być wyróżnikiem firmy z Cupertino. Największą korporacją, która postarała się to skopiować był oczywiście Google ze swoim Androidem. Apple ma jednak większą władzę nad doznaniami całościowymi użytkownika. Nadzoruje większą część tworzenia produktu. Google zdecydowało się na konsorcjum, które dało duże możliwości jego partnerom i zabrało tę władzę Google. Definitywnie współpraca między urządzeniami może być zauważona właśnie w wypadku Apple Watcha. Co by się stało gdyby Apple weszło na poletka Sony i zaczęło produkować telewizory lub konsole do gier? Z pewnością byłyby to doskonale współpracujące ze sobą urządzenia. A iPhone mógłby być elementem centralnym tego układu.

Cokolwiek zrobi Apple to będzie o tym głośno. Ta firma zapracowała sobie na taką pozycję. To, co może cieszyć, to fakt, że mimo trochę powolnie, ale konkretnie wchodzi w kolejne etapy rozwoju rynków, na których się znajduje. iPhone jest oklepany? Zróbmy większą wersję! Ludzie i tak oszaleją. I jak widać to się sprawdza. Czy sprawdzi się również w przypadku Apple Watch? Tego nie wiem, ale zdecydowanie ten produkt może ruszyć cały nowy rynek.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Na tym blogu co jakiś czas piszę o Microsofcie. Po prostu - z punktu widzenia strategicznego, nie da się tej firmy pominąć. Jeszcze przez długie lata będzie wielka i wszyscy będą musieli się z nią liczyć! Jednak to, co aktualnie planuje zrobić Microsoft, to coś, co sprawi, że ludzie będą wybierać giganta z Redmond nie tylko dlatego, że nie ma innego wyjścia, ale dlatego, że to rozwiązanie im się podoba i naprawdę tego chcą. Oto jesteśmy coraz bliżej wystartowania czegoś, co będzie kolejnym przełomem. Na specjalnej konferencji zaprezentowano Windowsa 10!

Na pewno zastanawia Cię, Drogi Czytelniku, co się stało z 9. Ostatnia wersja, jaką znamy nosi numer 8.1. A tutaj nagle pojawia się dziesiątka. Może chodzi o strzał w dziesiątkę? :) Jest w tym trochę prawdy, ponieważ Microsoft chce podkreślić, że nadchodzi coś nowego. Stąd pomysł, aby najnowszą wersję ich flagowego produktu oznaczyć numerem dziesięć. Dziewiątki po prostu nie będzie.

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy na platformach, które serwują newsy, to fakt, że Windows 10 ma być darmowy. Oczywiście nie dla każdego i z pewnymi ograniczeniami. Idea jest taka, że jeśli posiadasz Windows 7, lub wyżej, to możesz sobie ściągnąć w ciągu roku od premiery najnowszą dziesiątkę. Gdzie w tym biznes? Microsoft idzie coraz bardziej w to, co robi Google i Apple. Chce zarabiać na usługach dodatkowych. Widać gigantowi z Redmond po dokładnych obliczeniach wyszło, że i tak na tym interesie zarobi. Nie jest to z pewnością działalność charytatywna :).

Kolejną kwestią, która rzuca się w oczy z agencji informacyjnych i portali technologicznych, to fakt, że nie będzie już podziału na wiele systemów operacyjnych przeznaczonych na różne platformy. To oznacza oczywiście, że zniknie Windows Phone. Zamiast niego będzie jeden system operacyjny, który będzie doskonale działał na wszystkich platformach. Nie ważne czy chcesz działać na pececie, hybrydzie czy smartfonie system będzie jeden. To jest to, o czym już pisałem na blogu: Microsoft spojrzał na rynek systemów operacyjnych jako całość. Z obliczeń analityków giganta z Redmond wyszło, że na rynku Pecetów ma on 90% udziałów. Jednak jeśli wziąć pod uwagę calutki rynek z wszystkimi urządzeniami, to jednak jest to 14%. Ma na to oczywiście wpływ ogromny rozwój urządzeń mobilnych, które Microsoft nieco przespał. Każdy wie, że jeden z pierwszych tabletów zaprojektował Microsoft. Jednak przez lata firmował on swój system Windows Mobile na palmtopy/pocket PC/PDA. Te urządzenia nigdy nie miały być masowe, jak iPad. Definitywnie były to urządzenia profesjonalne. Fanów tego typu rozwiązań przeraża wzrost ważności tabletów. Stały się one uniwersalne i często są wykorzystywane do tego, do czego wykorzystywano palmtopy. Steve Jobs nienawidził idei rysika, która pojawiała się nieustannie w takich urządzeniach. Sam po powrocie do Apple zniszczył podobny projekt Newton. I tak zawdzięczamy mu popularność tabletów. Microsoft był wielkim graczem na rynku palmtopów. Przez co przespał pojawienie się smartfonów i tabletów. I teraz ma szansę odrobić straty!

MS zaprezentował jeszcze coś, co rozpala namiętności HoloLens. Widać jak wirtualna rzeczywistość staje się dla nas coraz bliższa. Od gogli Facebooka - Oculus Rift urządzenie giganta z Redmond różni się przede wszystkim przezroczystością. To oznacza, że na rzeczywiste obrazy nakładają się hologramy! Oczywiście to wszystko, to pieśń przyszłości. Nie wiadomo kiedy to trafi do sprzedaży. Jednak Internet zawrzał na temat tego rozwiązania. Warto zauważyć, że nie ma być one częścią innego urządzenia, jak pecet czy laptop. Samo sobie ma być sterem, żeglarzem, okrętem. Czyli to pokazuje jak szerokie spektrum zastosowania będzie miał Windows 10.

Microsoft jest graczem, z którym trzeba się liczyć. Gdyby przyjrzeć się jego rynką, to tak naprawdę można go spotkać wszędzie. Najważniejsze są systemy operacyjne, które teraz opisuję. Jednak prawdziwą rewolucją może okazać się wprowadzenie Windows 10 do Xboxa czy telefonów Lumia. Widać jak Apple i Google rosną w siłę. Ale rynek pecetów i laptopów nadal należy do Microsofotu! Ważne jest podejście, w którym jego produkty znowu mają stać się cool. I jestem przekonany, że tak się może stać. Jedyny problem, z którym naprawdę solidnie musi się zmierzyć gigant z Redmond, to sprawa ilości aplikacji w odpowiednikach App Store. Czy to, że będzie jeden system operacyjny dla wszystkich platform sprawi, że tych aplikacji będzie naprawdę dużo? Myślę, że jest na to duża szansa. Jedyne, co można życzyć prezesowi Satya Nadella, to żeby Windows był bardziej cool :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Szeroko pojęty mainstream technologiczny niemal przekreślił innowacyjny projekt Google. Mówiono, że firma chce zrezygnować ze swoich Glassów, które były powiewem przyszłości. I to takiej przyszłości, która być może jeszcze długo nie będzie dostępna dla przeciętnego  zjadacza chleba. Jak widać po najnowszych doniesieniach plany nadal są i są one dalekosiężne. W ramach Google X (najbardziej innowacyjnym laboratorium giganta) wydzielono grupę specjalnie zajmującą się Glassami. Będą oni działać samodzielnie. Czy to oznacza, że już niebawem nowy wymiar technologicznej rzeczywistości będzie w zasięgu ręki dla każdego?

Pierwszym ważnym krokiem giganta z Doliny Krzemowej jest wycofanie wersji Glassów dla normalnych użytkowników. Można było je nabyć w specjalnym testowym programie. Oczywiście deweloperzy, którzy przygotowują aplikacje na te urządzenie dalej będą mogli je nabyć. Ten krok można jednak odebrać dwojako. Z jednej strony można mieć wrażenie, że Google wycofuje się z pomysłu, który rozbudził masową wyobraźnie. Z drugiej strony jest kwestia tworzenie specjalnego dywizjonu firmy, który będzie zajmował się tylko tym. Z tego faktu wynika, że nie jest to ostatnie słowo w tym temacie. Co przyniesie przyszłość? To tak naprawdę jest niespodzianką. Jednak możliwości takiego urządzenia są przeogromne. Mi bardzo zaimponowało, że jeden deweloper przygotował technologię, dzięki której łatwiej się mierzy i strzela z pistoletów. Jak daleko może sięgać zastosowanie takich okularów? Tutaj najprawdopodobniej Sky is the limit.

Google pokazuje się jako wielki gracz, który ma jeszcze wiele do powiedzenia na rynku nowych technologii. Pomimo wielu spektakularnych klęsk jeszcze długo ta firma będzie tą, która rozpala masową wyobraźnie. I choć większość jej dochodów pochodzi z reklam kontekstowych, to jednak trzeba przyznać, że ucieczka do przodu robi wrażenie. Google chce robić wszystko, aby być pionierem w swojej branży. A to przekłada się na ogromną wartość firmy. W Dolinie Krzemowej jest na szczycie. Wielkim krokiem milowym w rozwoju firmy było powołanie do życia Androida. Dzięki sojuszom strategicznym stworzono konsorcjum na miarę naszych czasów. Czy te wszystkie pakty o współpracy zaowocują również w przypadku Glassów? Jeśli dojdzie do komercjalizacji produkt, to możemy być pewni, że to wszystko przyniesie efekty! Będzie to świetnie się sprawdzać zarówno przy dystrybucji urządzenia, jak i tworzenia aplikacji na nie. Bo jak powszechnie wiadomo najlepsze urządzenie z doskonałym systemem operacyjnym, nie wybroni się jeśli nie ma na nie aplikacji!

Osobiście uważam, że Google chce jak najszybciej zdywersyfikować swoje źródła dochodu. Stąd pojawiają się kolejne projekty, które w niedalekiej przyszłości mają szansę przedefiniować to czym firma się zajmuje. Google bez wyszukiwarki byłoby tylko kolejną firmą z doliny krzemowej. Dzięki wyszukiwarce (która była trampoliną) dzisiaj jest na ustach wszystkich. Jednak dociera w końcu do włodarzy giganta, że nie można w dojrzałej firmie skupić całego przychodu na jednym źródle. Stąd podstawowa przyczyna pojawiania się Google Glass czy autonomicznych samochodów. Mimo, że twórcy korporacji kierują się zasadą Nie czyń zła, to jednak podstawą ich działania są pieniądze. Wiadomo, że rynek reklamy będzie coraz bardziej rósł. Jednak również konkurencja na nim będzie rosła w siłę. I tutaj nadzieją może być Glass, który jest uosobieniem futurystycznego marzenia pisarzy SF. Jeśli tylko nie zawiodą deweloperzy z aplikacjami, to będzie to prawdziwy hit! Jestem o tym przekonany. Ciekawe co jeszcze ukrywa przed nami Google :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Czy to koniec SMSów? 2015-01-18 23:03
 Oceń wpis
   

Z elektronicznego wydania tygodnika Polityka możemy dowiedzieć się, że kupiony przez Facebooka Whatsapp przekazuje codziennie 30 miliardów wiadomości! Jest to wynik lepszy od ilości wysyłanych smsów na całym świecie. Aplikacja przy 700 milionach aktywnych użytkowników osiąga takie rewelacyjne wyniki. A przecież są jeszcze inne tego typu aplikacje, jak chociażby osławiony ostatnio Snapchat. Czy przyszłość należy do takich aplikacji a poczciwe smsy trafią do lamusa?

Redaktor Polityki słusznie zauważa, że aktualnie w Polsce dostaje się takie pakiety smsów w ofertach operatorów, że aplikacje tego typu nie powinny nikogo zachwycać. Jednak są dwa fakty, które przemawiają na ich korzyść. Po pierwsze: jeśli chce się wysłać smsa z zagranicy, to już się nieźle płaci. Natomiast w aplikacjach płaci się jedynie za transfer. Druga sprawa: wysyłanie zdjęć nadal jest drogie nawet w krajowych pakietach! Tutaj aplikacje mobilne do wysyłania wiadomości stają się naprawdę atrakcyjne.

Można dojść do wniosku, że Mark Zuckerberg potrafi inwestować pieniądze. Ostatnio zrobiło się głośno o tym, że Instagram, którego kupiono za dość sporą sumę miliarda dolarów dzisiaj jest wyceniany nawet na 35 miliardów. Rekordową transakcja minionego roku było przejęcie wymienionego przeze mnie Whatsappa. 19 miliardów w gotówce i akcjach robiło wrażenie. Najprawdopodobniej będzie to równie udana inwestycja włodarzy Facebooka. Nie wiadomo jeszcze co wyjdzie z gogli Oculus Rift. Na efekty trzeba poczekać. Naturalnym krokiem powinna być próba przejęcia Snapchata, który wydaje się dość podobny w podstawowej funkcjonalności do Whatsapp. Można mieć tylko wrażenie, że uderza w nieco inna grupę odbiorców. Czy Facebook przejmie Snapchata? Raczej w to wątpię! Ostatnia inwestycja wywindowała jego cenę na 10 miliardów dolarów. Czy FB stać na takie inwestycje? Pewnie tak. Czy jednak właściciele Snapchata by na to przystali? Tutaj wątpię. Ich największą wartością jest usuwanie wiadomości po 10 sekundach.

Wracając jednak do pytania postawionego w temacie: myślę, że to naturalna kolej rzeczy, iż będziemy używać coraz mniej smsów, a coraz więcej aplikacji mobilnych. Moim osobistym zdaniem: kluczowym momentem w rozwoju technologii systemów operacyjnych dla urządzeń mobilnych było stworzenie App Store, które potem skopiowano jako Google Play. I choć ówczesny prezes Steve Jobs nie chciał się na to zgodzić. Chciał mieć pełną władzę nad odczuciami, które daje aplikacja. Gdy się w końcu zgodził, to był to kluczowy moment. To zmieniło sytuację, w której każdy twórca smartfonu przygotowuje osobny system operacyjny i aplikacje są tylko na ten jeden system. Apple wprowadziło standardy, a Google i jego partnerzy sprytnie to skopiowali. Dzisiaj są tak naprawdę tylko 3 liczące się platformy: iOS, Android i Windows Phone. W momencie, gdy można stworzyć aplikację, która trafi do milionów i będzie do niej łatwy dostęp, to pojawia się miejsce na aplikacje takie, jak Snapchat i Whatsapp. Wszystko musiało się standaryzować. I tak jedna decyzja sprawiła, że cała branża poszła do przodu.

SMS to przeżytek. Będziemy go wykorzystywać coraz mniej. Głównie w sytuacjach gdy nie będziemy mieli specjalnie innego wyjścia. A tych również będzie coraz mniej. Internet robi się coraz bardziej dostępny. Era smartfonów się rozwija w najlepsze. SMS nie jest nam już tak niezbędny, jak kiedyś. Mamy alternatywę, która nie ogranicza nas do 160 znaków na jedną wiadomość

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Dawno temu opisywałem relację ze szkolenia z Tadem Witkowiczem, amerykańskim miliarderem polskiego pochodzenia. Napisał on doskonalą książkę biograficzną Od nędzy do pieniędzy. Być może tytuł nie jest do końca trafiony - jednak książka jest niesamowita! Dla każdego, kto planuje założyć biznes: powinno się przeczytać ją trzy razy i dokładnie przemyśleć. Największym przesłaniem książki jest to, że tworzenie firmy opiera się na trzech filarach: 1. Pomyśle, 2. Produkcji i 3. Sprzedaży. O ile dwa pierwsze wychodzą firmą całkiem nieźle, o tyle ostatnie najczęściej leży!

Możesz mieć najlepsze pomysły jak zrobić coś zupełnie nowego, lub podejść w innowacyjny sposób do tego, co już jest. Możesz mieć doskonale dopracowaną produkcję. Niemal każdy jej etap może działać idealnie. Jednak jeśli Twoja firma nie sprzedaje, to w końcu popłyniesz! Jeśli chodzi o Tada Witkowicza, to pierwsze firmy tworzył on przed rozpowszechnieniem się Internetu. Dlatego sprzedaż wyglądała w sposób tradycyjny. Inwestor bardzo dokładnie podkreślał jak ważną rolę w każdej jego firmie odgrywał sprzedawca. Najczęściej zaczynał on swoją pracę jeszcze zanim w ogóle dokończono produkcję. Czasem nawet pół roku wcześniej! Powinno się mieć w teamie wyjątkowego sprzedawcę, który pociągnie sprzedaż naszego cudownego produktu.

Tak, jak za czasów pierwszych firm Witkowicza królował przede wszystkim telemarketing i spotkania osobiste. Tak dzisiaj doszedł jeszcze Internet, a wraz z nim cała gama nowych rozwiązań. Zaczynając od pozycjonowania i Search Engine Marketing (SEM) w Google, a kończąc na najnowszym kanale, czyli Social Mediach. Warto podkreślić, że ryzykownym jest skupianie się tylko na jednym kanale promocji. Tutaj warto mówić o dywersyfikacji ryzyka. Zamiast stać się jedynie najlepiej wypozycjonowaną stroną w Google, warto mieć też inne kanały. Bo co jeśli Google przyczepi się do naszych metod pozycjonowania i spadniemy znacząco w wynikach wyszukiwania?

Jakiś czas temu czytałem artykuł, w którym wypowiadali się eksperci Idea Banku. Definitywnie ta instytucja pozycjonuj się w umysłach klientów jako najbardziej pro biznesowa. Specjaliści zajmujący się młodym biznesem podkreślili jak ważną rolę ich zdaniem odgrywa telemarketing. Jest on często lekceważony i zapomniany. A jednak może on przynosić naprawdę wielkie efekty! Sprzedawanie przez telefon jest sztuką, którą warto posiąść. Można wykonać mnóstwo telefonów każdego dnia. Jedynym utrudnieniem dla przyszłych telemarketerów mogą być zmiany w prawie, z którymi mamy do czynienia od nowego roku.

Tad Witkowicz, to przykład miliardera, który wyróżniał się pracowitością. Jak sam przyznaje pracował po 12 godzin dziennie. Z tego wynika, że był on naprawdę zmotywowany do działania. Nie okłamujmy się jednak jest to cecha charakterystyczna ludzi sukcesu! Co prawda Witkowicza nie ma na liście dolarowych miliarderów, ale często pojawia się na liście najbogatszych Polaków za granicami Polski. I tak doświadczony człowiek, który w biznesie osiągnął praktycznie wszystko,  mówi wprost: SKUP SIĘ NA SPRZEDAŻY!

Najlepsze firmy padają dlatego, że skupiają się na produkcie. Jak często spotykasz się z sytuacją wśród start-upów, gdzie twórcy mówią: na razie tworzymy produkt, na monetyzacji skupimy się później. Trzeba sprzedawać. Zdobywać klientów. Mieć dopływ żywej gotówki! Wtedy można odnieść sukces.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Co dalej z Allegro? 2015-01-14 19:57
 Oceń wpis
   

Z wiarygodnego źródła, jakim jest agencja Reuters, pojawiła się informacja, że Grupa Allegro jest szykowana do sprzedaży. W dziedzinie e-commerce jest to największy gracz w Polsce. Obejmuje nie tylko serwis aukcyjny, ale również wiele innych portali, które kręcą się głownie wokół e-handlu.  Czy Allegro zostanie sprzedane? A jeśli tak, to za jaką cenę?

Przez najbliższy czas może być to jeden z hitowych newsów. Wielkie Allegro na sprzedaż? Kto chciałby sprzedawać tak świetnie prosperującą firmę? Wiadomo, że oczywiście pojawiły się plotki, że Naspers nie jest zadowolone z wyników finansowych. Stąd pomysł o sprzedaży całej Grupy. Nie wiem ile w tym prawdy. Tego pewnie się nie dowiemy.

Allegro to grupa, która działa od 1999 roku. Jak na polski Internet, to jest to prawdziwy dinozaur. Jak dotąd przetrzymał wszystkie kryzysy łącznie z bańką dotcomów. W roku 2007 grupę kupił południowoafrykański Naspers. W krótkim odstępie czasu stał się on również właścicielem Gadu-Gadu, największego jak dotąd komunikatora internetowego w polskiej sieci. Oba podmioty jakoś nie specjalnie ze sobą współpracowały. Żyły jakby własnym życiem. A właściciel był przecież jeden! Jaką cenę uzyskano za Grupę Allegro w 2007 roku? Było to rekordowe 1,44 miliarda dolarów! Być może do wycen takich gigantów jak Google, czy Facebook było wtedy jeszcze daleko, ale pamiętajmy, ze Allegro nie działa na całym globie. Jednak Grupa doskonale się rozwija i trafia ze swoimi serwisami do naszych sąsiadów, jak Estonia, czy Rosja. Choć powszechnie wiadomo, że to Polska jest jej najbardziej dochodowym przyczółkiem.

Nie rozumiem dlaczego nie połączono potencjałów GG i Allegro. Mogłoby z tego powstać coś, co zagrozi w Polsce pozycji Facebooka. W zamian za to Grupa Allegro doskonale się rozwija i uruchamia kolejne serwisy, a GG jakby nieco przystopowało i próbuje utrzymać swój zasięg. I to zasięg, który kradnie mu Facebook. Użytkownicy migrują z GG do Messengera FB. Portal stał się największym zagrożeniem dla sensu istnienia Gadu-Gadu. Model numerów, jako identyfikatora wydaje się już nieco przestarzały. Facebook pozwala skontaktować się niemal z każdym!

Naspers może zdecydować się na sprzedaż Grupy Allegro, która wydaje się już projektem nieco dojrzałym. Co prawda co jakiś czas grupa rusza z czymś nowym, lub kupuje jakiś projekt, który ma dodać jej wigoru. Porażką okazały się zakupy grupowe pod marką Citeam. Wygląda jednak na to, że ten model w Polce został po prostu za bardzo wyeksploatowany. Z tego powodu jest miejsce dla Groupona i jeszcze paru podmiotów. W szczytowym momencie było ponad 20 tego typu portali. Świetnie sprawdza się natomiast model Ceneo. Ostatnio nawet widziałem bardzo udane reklamy telewizyjne. I tutaj rodzi się coś, co może mieć ogromny wpływ na decyzję Napsers możliwe, że Allegro powoli dotyka szklanego sufitu. Co robić z nim dalej? W Polsce portal osiągnął chyba wszystko, co można tylko było. Cały czas Grupa znajduje się w Megapanelu i jest tam naprawdę wysoko! Jedynym ratunkiem dla rozwoju Allegro mógłby być jakiś rewolucyjny pomysł związany z e-commerce, który można wdrożyć w serwisach. Swoją drogą zawsze mnie zastanawiało czy lepszą drogą jest robić osobne marki do kolejnych produktów tak, jak robi to Allegro. Czy raczej lepiej robić coś w stylu Google Coś-tam. Z wyników wartości firm wychodzi jednak, że to Google lepiej wybrało. Chociaż nie wiadomo też co by się działo gdyby Allegro było globalnym graczem. Ludzie z tej firmy mają ogrom pomysłów. Myślę, że mogliby wtedy przebić eBaya.

 Największym problemem z tego typu portalami jest tak zwany efekt pustej knajpy. Dopiero od pewnego momentu serwis staje się dla użytkowników wartościowy i można w nim znaleźć to, czego się szuka.  To dlatego w Polsce rządzi niepodzielne Allegro. Ten, kto pojawił się pierwszy, ten zgarnia wszystko. Oczywiście Allegro to nie był innowacyjny pomysł. Powszechnie wiadomo, że eBay był wcześniej. Jednak amerykańskiemu gigantowi nie udało się podbić naszego rynku, bo tutaj już rządziło Allegro. Również Świstak.pl Rafała Agnieszczaka nie mógł pokonać efektu pustej knajpy.

Można mieć wrażenie, że poszczególne serwisy Allegro za mało ze sobą współpracują. To już kwestia wybrania odpowiedniej strategii biznesowej. Czy sytuacja by się zmieniła gdyby właścicielem Grupy stało się WP lub Onet? To głównie te dwa portale są wymieniane jako potencjalni kupcy Allegro. Takie przejęcie mogłoby sprawić, że któryś z portali mógłby wzmocnić swoją pozycję w Megapanelu. Onet przejmując ostatnio NK już wzmocnił. Co by mogło się dopiero stać w momencie gdy stałby się właścicielem Allegro. Ja tutaj jednak widzę coś jeszcze. Są to mega możliwości, jakie wiążą się z połączeniem dwóch tak potężnych Grup. Jeśli udałoby się scalić ze sobą oba podmioty, to wartość całej grupy mogłaby ogromnie wzrosnąć. Osobiście jestem za tym, aby to Grupa WP przejęła Grupę Allegro. Jestem wielkim fanem tria Sierota-Brański-Świderski. Fascynowało mnie gdy jeszcze jako Grupa o2 łączyli się z Wirtualną Polską tworząc jedną wielką Grupę WP. Ich ostatnie przejęcie Money.pl również dodało prestiżu. Do tego jedno trzeba im przyznać, zauważyła to Ola Sitarska oni potrafią doskonale przekierować ruch. I to może być największa siła po przejęciu Grupy Allegro. Pytanie tylko czy Onet lub WP będą dysponować funduszami na przejęcie tak dużego gracza. Zawsze można wspomóc się funduszami!

Być może to całe przejęcie to plotka. Ja jednak myślę, że Onet lub WP mogłoby naprawdę wiele na nim zyskać.  Takie połączenie Portalu razem z serwisami Allegro to niemal nieograniczone możliwości. Może uda się stworzyć synergię taką, jakiej nie udało się przez tyle lat zrobić na linii Allegro-GG.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Serwis BiQdata.pl zdecydował się zaprezentować bardzo oryginalny ranking. Trzeba przyznać, że twórcy tego portalu odwalili kawał dobrej roboty! Zestawili ze sobą ostatnie 10 lat, w których dane portale były najpopularniejsze.. Zrobili nie tylko zestawienie dla danego roku, ale również napisali ile dokładnie użytkowników miała dana strona w tym roku, czy zbudowali ścieżki, które pokazują jak zmieniała się popularność danego portalu.

Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat zwycięzca może być tylko jeden! Jest nim oczywiście Google. I mimo, że w 2004 roku było ono na 3 miejscu po TVN (wtedy Onet) i Orange (Wtedy WP). W 2005 było na drugim miejscu. Tak od 2006 roku stało się liderem, którego jeszcze nikomu nie udało się zdetronizować. W mijającym roku 2014 (mimo, że dane dotyczą października) Google miał 20,5 miliona unikalnych użytkowników! Więc wychodzi, że niemal każdy polski internauta korzystał z serwisów tworzonych przez giganta z Mountain View! A jak doskonale wiemy jest to już coś więcej niż tylko wyszukiwarka! Chociaż to ona generuje najwięcej ruchu na całym świecie i chyba już do końca stanie się najważniejszym produktem tej firmy. Popularnością cieszy się także system poczty elektronicznej Gmail. Również portal społecznościowy Google+ zdobywa coraz większą popularność. Choć może się wydawać, że zagrożeniem dla potentata jest coraz dalej idąca współpraca Facebooka i Microsoftu.

A co z Facebookiem? Jest to młodsza firma niż lider rankingu.W rankingach polskich pojawił się on dopiero w 2010 roku.. Wtedy brylowała Nasza-Klasa. Jednak był to jak widać okres przejściowy. Mimo, że Facebook w 2010 był na 9 miejscu z 9,6 miliona użytkowników, to jednak w kolejnych latach uderzył już do czołówki. By szybko stać się wiceliderem rankingu. I tak na październik 2014 był na drugim miejscu z wynikiem prawie 17 milionów użytkowników. Facebook może jeszcze przez dłuższy czas znajdować się na szczycie rankingu, ponieważ jest on bardzo dobrze przemyślany. A jego współpraca z Microsoftem sprawia, że z tym graczem naprawdę trzeba się liczyć.

Kilka lat temu na zakupy po polskich hitach internetu wybrał się Naspers. Fundusz kupił już Allegro oraz GG. Są to dwa naprawdę duże przedsięwzięcia. W 2013 roku dało mu to pozycję wicelidera wraz z 16 milionami użytkowników. Udało się wyprzedzić Facebooka, ale Google było poza zasięgiem.Niestety dla Naspers do działania wziął się właściciel Onetu (Ringier Axel Springrer Polska). Znalazł się on na 3 miejscu, czego konsekwencją jest z pewnością przejęcie NK. Naspers jednak długo będzie dużym graczem na polskim rynku. Bardzo ważnym krokiem dla grupy był rebranding Tablica.pl na OLX. Udało się to całkiem nieźle! A OLX jest przecież marką międzynarodową.

Ważnym krokiem dla wyników panelu jest przejęcie przez Innova Capital i Grupę o2 - portalu Wirtualna Polska. Zdecydowanie jest to przejęcie roku! Warto zauważyć, że w 2014 byli oni na 4 miejscu, ale tak naprawdę nie uwzględniono przejęcia Grupy Money.pl. To mogłoby dać jeszcze lepszy wynik. Powstanie jednej wielkiej Grupy WP jest znaczącym krokiem dla branży.. Cieszy to,  że polscy gracze również mogą cieszyć się wielkim zasięgiem. I choć są poza podium, to jednak wartości są ujmujące: 14,6 milionów unikalnych użytkowników!

Może smucić, że najczęściej w rankingach wygrywają nie polscy gracze - tylko światowe koncerny. Tak naprawdę w 2014 roku Grupa WP, Murator i Agora reprezentują polski kapitał. Gorzej jest chyba w branży banków. Tam większość graczy, to gracze zagraniczni. W takich chwilach cieszy na przykład to, że mamy Leszka Czarneckiego, który udowadnia, że da się robić polski bank na najwyższych standardach!

Oczywiście taka sytuacja na polskim rynku internetowym wynika w dużej mierze z tego, że co jakiś czas pojawiają się na nim nowe przejęcia. Wiele międzynarodowych koncernów chce mieć w Polsce swoje przyczółki, które pozwolą im budować pozycję w tym regionie. Zobaczymy co się wydarzy w kwestii TVN, który najprawdopodobniej zostanie sprzedany międzynarodowemu koncernowi. Jednak polski kapitał nie musi być gwarantem najwyższej jakości. Zagraniczne koncerny stawiają poprzeczkę naprawdę wysoko! I tak wygrywamy na tym my - konsumenci ich portali. Aczkolwiek trochę żal, że Polacy sprzedają swoje projekty. Brakuje nam wielkiego, międzynarodowego sukcesu. Większość dużych graczy w naszym kraju to po prostu kopie innych zagranicznych projektów. Tak jest na przykład z Gadu-Gadu, który jest kopią ICQ. Ostatnio często mówi się, że brakuje nam polskiego Skypea. W jednym z artykułów podałem jako przykład Nokię, która już nie jest liderem w swojej branży. Co łączy obie te firmy? Przejął je Microsoft!

Ja bym życzył sobie takiego polskiego Microsoftu, polskiego Google, czy polskiego Apple. Chodzi mi o wielki międzynarodowy projekt, który znają wszyscy i wszyscy się z nim liczą. Nie musimy tylko kopiować cudzych pomysłów! Pokażmy, że stać nas na wielkie innowacje i wielkie sukcesy! I choć na kalce zagranicznego pomysłu da się zarobić, to jednak nie stanie się światowym graczem. Zauważył to Paweł Fornalski (prezes platformy sklepowej IAI S.A.), który w wywiadzie z Rafałem Angieszczakiem powiedział, że NaszaKlasa to nie jest projekt, z którym można zdecydować się na międzynarodową ekspansję, a jego IAI-Shop już czymś takim jest. Widać to po tym, że po giełdowym debiucie zdobywa on kolejne rynki. Może to właśnie IAI będzie polskim Google dla e-commerce? To byłoby naprawdę coś wielkiego! My, Polacy jesteśmy głodni wielkich, międzynarodowych sukcesów. A przecież to Ignacy Łukasiewicz uczył Rockefellera!

Wracając do rankingu. Myślę, że pokazuje on, że poza Google i FB wygrywają w Polsce przede wszystkim grupy medialne. A w ich skład wchodzą duże portale. Prawdziwym cudem nadchodzącego roku może być połączenie WP i o2 feat. Money. I bardzo dobrze bo jestem wielkim fanem tria z o2 już od wielu lat! Myślę, że 2015 to będzie ich rok!

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

P.S. Link do zestawienia http://biqdata.pl/kto-rzadzil-polskim-internetem-przez-ostatnie-10-lat

 
 Oceń wpis
   

Ten kto miał do czynienia z szeroko pojętą blogosferą z pewnością trafił na Tomka Tomczyka. Co można powiedzieć o tym człowieku? Z pewnością w swojej dziedzinie jest to postać bezkompromisowa i kreująca trendy. I tak dzieje się po raz kolejny! Tomek zdecydował się na rebranding. I jest to działanie najwyższej klasy.

Kominek (bo taki pseudonim miał dotychczas Tomek) pokazał, że wie o co w tych całych internetach chodzi. Co w trawie piszczy. Zebrał największych specjalistów w swoich dziedzinach i definitywnie pokazał, że to on kreuje trendy. To zupełnie tak, jak powiedział prezes Sony, w momencie gdy wprowadzano pierwszego Walkmana. Wybranie do współpracy takich graczy jak Midea (gdzie prezesem jest inny bloger Paweł Tkaczyk), czy ekomercyjnie, pokazują, że są to działania przemyślanie. A do tego wszystko robione jest z taktem i smakiem.

I tutaj trafiamy w sedno sprawy. Tomek stara się zerwać z wizerunkiem Kominka, który właśnie z taktem i smakiem miał czasem problemy. Jak mówi stare polskie porzekadło: tylko świnia nie zmienia poglądów. Nie wiem na ile zmienił się Tomczyk jako człowiek, ale jego styl i prezencja krystalizują się od jakiegoś czasu. Jest on z jednym z najbardziej wpływowych i topowych blogerów. Widać, że nadeszła pora na nowy początek. To świetnie, że odbywa się to w aurze tysięcy postanowień noworocznych.

Kominek przestał być Kominkiem. To pewne i nieodwołalne! Zdecydował się na nowe alter-ego. Jason Hunt, bo tak nazywał się bohater pierwszej książki Tomczyka. Na pierwszą myśl skojarzyłem to nazwisko z Mission: Imposible. Google podpowiada mi, że pierwsza część trafiła na ekrany w 1996 roku. Nie wiadomo jak dawno Tomczyk napisał swoją książkę. Choć najpewniej zbieżność jest przypadkowa.

Na pierwszy rzut oka widać, że trend, który zastosował Tomczyk w poprzednim sezonie (czyli rozbicie swojej działalności na dwa blogi), został zastąpiony zupełnie nowym trendem. Stworzenia silnej marki, która może być eksploatowana na wiele kierunków. I tak już dzisiaj możemy zobaczyć jak Tomczyk, jako pierwszy w polskim internecie, zdecydował się na samodzielną sprzedaż swoich książek. Rozgłosu nadaje się temu, że Tomek wykupił prawa do swojej pierwszej książki i oferuje ją w Jason Hunt Books. Już dawno blogerzy zauważyli, że oprócz dochodów z reklam czy lokowania produktu, bardzo dużym źródłem dochodu mogą stać się własne wytwory. Myślę, że Hunt przygotowuje bardzo solidną markę, z której będzie czerpać dochody na wielu frontach. Zaczyna od książek. Co potem? Może audiobooki? Tego na chwilę obecną nie wiemy, bo utrzymywana jest aura tajemniczości, która temu całemu rebrandingowi dodaje dodatkowo smaku.

Tomczyk dokonuje swojego rebrandingu, tak jak dobrze potrafi się ubrać zmysłowa kobieta. Potrafi tak zakryć i dać nutkę tajemniczości, że po prostu rozbudza emocje i chęć na więcej. Jak dalej się to rozrośnie? Jestem przekonany, że Tomek ma jeszcze wiele ciekawych kart do odkrycia. Już pokazał, że zna się na branży internetowej. Pokazał, że jest bezkompromisowy i wyrazisty. Czy ludzie kupią złagodzoną wersję tego blogera? Myślę, że to może dać mu wiele nowych czytelników. Zarówno bloga, jak i jego książek.

Tomek Tomczyk nie tylko powiela, co gdzieś sobie podpatrzył. To on wyznacza trendy w polskiej blogosferze. Świadczy o tym chociażby ilość jego lajków na Facebooku. Jak potoczy się dalej to wszystko? Tego nie wiem, ale z pewnością jest to początek wspaniałej powieści!

Powodzenia!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Jak wiele może zdziałać świetnie napisany tekst oferty? To pozostaje poza obszarem wszelkich oczekiwań jego autorów. Ostatni przykład nienawiści do szpilek związanych z oświadczynami stał się prawdziwym hitem internetów :). Co sprawia, że tekst nabiera takiej mocy? Z pewnością niesamowita gra emocji. No ale może zacznijmy od początku.

Użytkowniczka Allegro postanowiła wystawić szpilki, które zostały przez nią znienawidzone do granicz możliwości. Sama ma kłopoty z kręgosłupem i bardzo rzadko zakłada tego typu obuwie. Jednak miała się wydarzyć niesamowita chwila, w której jej luby miał się oświadczyć. Jak się jednak dowiedziała ów pan namiętnie zdradzał ją ze swoją byłą! Historia może jak wiele innych. Ale jej finał jest bardzo nietypowy. Właścicielka felernych szpilek postanowiła wystawić znienawidzone buty na portal aukcyjny. Jako dodatek do swojej oferty zdecydowała się napisać z rozbrajającą szczerością dlaczego odda je choćby za 20 złotych. Styl pisania jest niesamowity. I mimo że są tam ocenzurowane wulgaryzmy, to jednak nadje to smaku ofercie. Naukowcy mówią, że wulgaryzmy łagodzą ból fizyczny. Być może tej pani zadziałało to również na ból psychiczny i niesmak pozostały po niedoszłym narzeczonym. Niektóre słowa, jak na przykład 'łogier' mogą stać się masowym słownictwem polskiego internetu :).

O sprawie zrobiło się głośno, dzięki Facebookowi. Rozbrajająca szczerość, granie na emocjach i niesamowity styl pisowni wymienionej pani sprawił, że jej aukcją zainteresowało się multum ludzi. Wielu z nich udostępniało link na swojej tablicy. Za tym trendem poszły portale rozrywkowe. Ale nie tylko! Wiadomość o aukcji (co prawda już zakończonej) pojawiła się również na takich portalach jak Wirtualna Polska. Zrobił się z tego totalny hit internetu! Jeśli obraca się w kręgach rozrywkowych znajomych, czy ma się dodane najpopularniejsze portale na Facebooku, to nie ma siły, aby na to w końcu nie trafić. Przez przypadek autorka aukcji zastosowała jedną z najważniejszych zasad pozycjonowania. Chodzi o content marketing.

Algorytm Google, który indeksuje strony w jego wyszukiwarce jest z roku na rok coraz bardziej wymagający. Jednym z ostatnich trendów jest dostarczanie jak najlepszej jakości treści na swoje strony. To może sprawić, że będziemy dużo wyżej w wyszukiwarce. Najważniejszą cechą takiego tekstu nie musi być koniecznie to, aby było w 100% poprawne stylistycznie. Oczywiście istotne jest stosowanie odpowiednich słów kluczowych. Najbardziej istotna jest jednak jego unikatowość. I w ten sposób nieco na wartości straciło przekopiowanie tekstu z popularnej strony w celu wypełnienia naszej witryny treścią. Im bardziej unikatowy i niespotykany tekst tym większy jest nasz potencjał w oczach algorytmu Google. Warto się temu przyjrzeć, ponieważ będzie to jeden z najważniejszych trendów optymalizacji stron we właśnie zaczętym roku 2015.

Choć trzeba przyznać, że autorka aukcji nabiła ruch przede wszystkim Allegro. To właśnie ono zyska w rankingach Google (choć i tak jest już naprawdę wysoko). Jednak również autorka emocjonalnego tekstu, który zrobił piorunujące wrażenie, na tym zyskała. Parę swoich szpilek sprzedała za prawie 6.000 zł. Niech ktoś jeszcze powie, ze historie nie sprzedają! Tutaj aż się ciśnie na myśl inny hicior sprzedażowy Allegro. Być może nie miał on takiej oglądalności, jak szpilki, ale również dzięki historii było o nim głośno i wylicytowano wysoką cenę. Chodzi mi o samochód nazwany potulnie 'Jaszczomb'. Wielkim fanem tej aukcji był serwis Joemonster.org

Sam widzisz Drogi Czytelniku jak wiele może sprawić dobrze napisany tekst. W tym przypadku było to wręcz nie do przewidzenia. Dziedzina, która zajmuje się pisaniem skutecznych tekstów to Copywriting. Napisałem na ten temat książkę. Serdecznie Ci ją polecam, jeśli Cię to zainteresowało. Znajdziesz ją tutaj.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Z pewnością pragnęliby tego producenci elektroniki użytkowej. Jednak czy te urządzenia mają potencjał stać się hitem sprzedażowym, o którym będzie się mówiło przez cały 2015 rok? Coś jest na rzeczy skoro niebawem do gry wkracza Apple! I to może być sposób na upowszechnienie się tego typu urządzeń w świadomości klientów.

Może w gwoli ścisłości wyjaśnijmy sobie czym są smartwatche. Najprościej można je nazwać inteligentnymi zegarkami. Urządzenia tego typu były już marzeniem wielu pisarzy SF. Dzisiaj ich wizja staje się realnym wydarzeniem. Po inteligentnych telefonach i tabletach przyszedł czas zrewolucjonizować dziedzinę jaką są naręczne zegarki. Już od dawna zamierzono się zabrać za tę działkę. Jednak to co przede wszystkim przez lata wymyślono to różne wariacje zegarka z kalkulatorem. Jak widać po dzisiejszych czasach ten pomysł się nie przyjął. Czy znasz Drogi Czytelniku kogoś, kto ma zegarek z kalkulatorem? Czy taki sam los czeka smartwatche? Tego nie można być pewnym. Do tej gry wchodzą najwięksi gracze elektroniki użytkowej. Mają tak naprawdę wspólny cel wmówić nam, że potrzebujemy tych zegarków.

Już kilka razy, pisząc artykuły na ten blog, zwracałem uwagę, że Apple doszło do punktu, w którym musi pokazać coś nowego. Za czasów Steve'a Jobsa rytuałem było to, że co 3 lata prezentuje się coś zupełnie nowego. Tak było z iPhonem i iPadem. Jak doskonale wiemy te urządzenia zrewolucjonizowały swoją kategorię. Praktycznie zdefiniowały ją na nowo. I choć wiadomo, że iPhone miał być tylko preludium do iPada, to jednak on okazuje się największym hitem sprzedażowym koncernu z Cupertino. Firma ta jest uważana za jedną z najbardziej innowacyjnych firm świata. Z tego powodu wynika, że wymaga się od niej więcej. To oznacza, że rynek domagał się od Apple powiewu świeżości. Nie utrzymano trzyletniego cyklu. Rynek w końcu się doczekał. Tak narodził się Apple Watch, którego zobaczymy w akcji już niebawem.

Inni producenci elektroniki użytkowej działali już wcześniej. Na rozmaitych konferencjach pokazywano przeróżne pomysły. Oprócz czystych inteligentnych zegarków pokazywano również opaski, które służą do uprawiania sportów. Do tego można dołączyć sporo firm z całego świata, które nie są tak duże, ale również maja pomysły na tego typu gadżet. Wiele z nich już startowało na serwisach zbiórek społecznościowych takich, jak Kickstarter. Cieszy, że znalazły się wśród nich także firmy z Polski. To wszystko tworzy obraz tego rynku, na który za chwilę wkroczy Apple Watch. Jak na razie jest na nim bez szału. Ludzie nie czują jeszcze tak wielkiego zapotrzebowania na tego typu produkty. Tak, jak chcieliby producenci.

Patrząc na to z drugiej strony: czy takie smartwatche mogą właściwie konkurować z prawdziwym szwajcarskim zegarkiem? Jego klasyczność i staranność wykonania całkowicie przebija to, co mogą nam zaoferować producenci elektroniki. Oczywiście również cena bardzo się różni. Stworzenie nowej klasy urządzeń może przede wszystkim zaszkodzić producentom tańszych zegarków. Takich jak chociażby Casio czy Swatch. Chociaż mam nieodparte wrażenie, ze cały ten pęd ku stworzeniu nowej klasy urządzeń w wielkiej mierze rozbija się o nasze portfele. Ludzie nasycili się komputerami, laptopami, smartfonami, tabletami. Teraz trzeba znaleźć nowy sposób na sięgnięcie do naszych portfeli. Czy chodzi tu o coś więcej? Sam smartwatch nie wygląda na niebywałą innowację. To taki smartfon spakowany do niewielkich rozmiarów, aby zmieścić go na ręcę. Ja widzę jedno doskonałe zastosowanie do uprawiania z sportów. I tak dowiemy się ile przebiegliśmy i w jakim czasie. Era wielkich innowacji jest dopiero przed nami. Smartdomy czy Smartsamochody to nasza przyszłość. No a w dalej podbój kosmosu :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi