napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Czy jest ktoś, kto nie słyszał o wielkich sukcesach Ubera, Airbnb, czy BlaBlaCar? Co łączy te wszystkie firmy? Ich wspólnym mianownikiem jest tak zwana ekonomia współdzielenia (ang. sharing economy). Dotarliśmy do czasów, gdy nie musimy mieć czegoś na własność, aby z tego korzystać. Możemy dzielić się swoimi dobrami z innymi ludźmi, którzy stają się współużytkownikami. To nowa era w kierunku ekonomicznych rozważań!

Eksperci mają zasadniczo problem czy Ubera można zaliczyć do nurtu ekonomii współdzielenia. Koncepcja działania tej firmy ledwo się pod to łapie. Oczywiście nie przeszkadza mu to być największym start-upem na świecie, a jego właścicielowi być jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Większa idea ekonomii współdzielenia jest zawarta w drugim słynnym, miliardowym pomyśle: Airbnb. Jego współtwórcy również są dzisiaj dolarowymi miliarderami, a wartość ich firmy przerosła wartość wielu liczących się sieci hoteli. Co do samej definicji ekonomii współdzielenia można prowadzić szerokie dyskusje. Faktem jest jednak, że jest to pomysł na XXI wiek!

Uber, czy BlaBlaCar nie ukrywają, że widzą ogromny potencjał w autonomicznych samochodach. Dzięki braku kierowcy w samochodzie Uber mógłby znacząco obniżyć koszty transportu. Wygląda jednak na to, że w takim wypadku musiałby się stać nie tylko pośrednikiem między kierowcami, a klientami, ale również właścicielem floty autonomicznych samochodów. Oczywiście istnieje możliwość, że dalej będzie działał podobnie, a autonomiczne samochody będą własnością tych, których dzisiaj można nazwać kierowcami Ubera.

W kierunku sharing economy idzie również Amazon. Jakiś czas temu pisałem na tym blogu felieton na temat Amazon Flex, czyli usługi, która ma zastąpić kurierów prywatnymi kierowcami. Amazon ma stawkę godzinową i tak, jak w przypadku Ubera można mieć problem z zaliczeniem tej usługi do nurtu ekonomii współdzielenia. Można jednak odnieść wrażenie, że nurt ten staje się dość pojemny i spokojnie będzie mógł pomieścić w sobie pomysły takich potentatów jak Uber, czy Amazon.

Bez wątpienia do ekonomii współdzielenia można zaliczyć BlaBlaCar, który stopniowo podbija kolejne kraje i przejmuje konkurentów. Idea, w której koszty przejazdu samochodem osobowym są dzielone przez nieznanych sobie wcześniej pasażerów, przyjęła się również w Polsce. Wydawało się, że podstawowym warunkiem dla rozwoju idei sharing economy jest zaufanie społeczne. Z tym jak powszechnie wiadomo u Polaków słabo. Wbrew wszystkiemu - nurt ten się rozwija i Polacy nie mają większych problemów z zaakceptowaniem jego zasad.

Powstaje coraz więcej projektów, które niosą za sobą zasady tego nowego nurtu ekonomii. W samej Polsce co kilka miesięcy możemy usłyszeć o kilku ciekawych przedsięwzięciach zahaczających o tą ideę. Ciężko je wszystkie wymienić. Wiele z nich pewnie nie przetrwa próby czasu, ale jest szansa, że mnóstwo tych projektów będzie budowało nową internetową Polskę opartą na zaufaniu.

Ekonomi współdzielenia jest nurtem przyszłości. I tak jak finansowanie społecznościowe będzie przenikać do kolejnych dziedzin życia. Takie rzeczy, jak nieruchomości, czy samochody to rzeczy oczywiste. Czym jednak są w stanie nas zaskoczyć inni twórcy takich projektów?

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Aktualnym właścicielem komunikatora Gadu-Gadu jest spółka Naspers. Ta sama, która jest właścicielem Grupy Allegro w Polsce, oraz ponad setki serwisów spod marki OLX na świecie. Spółka GG Network została postawiona w stan likwidacji. Nie oznacza to oczywiście, że słynne żółte słoneczko przestanie istnieć. Jako potencjalni kupcy są typowani najwięksi z branży portalowej, jak Grupa WP, Agora, Onet czy Interia. Jak to wszystko dalej się potoczy?

Jakiś czas temu pojawiły się plotki na temat rzekomej sprzedaży Grupy Allegro przez Naspers. Jak widać jest to na tyle dochodowa spółka, że Reuters trafił kulą w płot. Dzisiaj jednak faktem stało się to, że GG Network zostało postawione w stan likwidacji. I jak przyznaje sam jego prezes: spółka jest przygotowywana do sprzedaży. Czy nowy nabywca wykorzysta potencjał, jaki daje ten kawał legendy polskiego internetu? A może z GG naprawdę trudno coś jeszcze wycisnąć w erze Skype i Facebooka (która notabene ze sobą współpracują)?

Gadu-Gadu, stworzone przez programistę Łukasza Foltyna, było jednym z cudownych dzieci polskiego internetu. Projekt ten na początku był przede wszystkim kopią innego znanego komunikatora, który wtedy święcił triumfy na świecie: ICQ. System, w którym każdy użytkownik otrzymuje swój własny unikalny numer wydawał się bardzo ciekawy. Jednak żaden z dużych graczy z niego nie korzystał (no może poza odpowiednikiem komunikatora ICQ na rynek chiński). W Skype mamy nicki, a w Facebooku możemy znaleźć kogoś bezpośrednio po nazwisku. Do pewnego momentu numery GG były innowacją, ale nie przetrwały próby czasu.

Gadu-Gadu stopniowo się rozrastało. Próbowało iść w stronę serwisu społecznościowego, czy mikroblogowego. Jak jednak zauważył jeden z poczytnych polskich blogerów: kopiowano skutki, a nie procesy. I tak powstała osławiona wersja GG 7, która budziła oburzenie użytkowników. GG nigdy nie było serwisem społecznościowym z prawdziwego zdarzenia. Wydaje się, że nie miało prawa być! Tak naprawdę każdy utożsamiał Gadu-Gadu z komunikatorem internetowym. I tę świadomość tego, czym jest GG w pewnym momencie straciło...

Jakoś Skype nigdy nie starał się być serwisem społecznościowym. Zawsze jego tożsamość była jasna. Dzięki skojarzeniu z rozmowami w sieci Peer2Peer ówcześni właściciele Skypea mogli łatwo połączyć go telefonią VoiP. Oczywiście Gadu-Gadu też próbowało tej drogi. Dzisiaj Skype zarabia na tym miliony a telefonia GG nie istnieje. O co chodzi z tym Gadu-Gadu? Co poszło nie tak? Czy nie byłoby lepiej, gdyby te wszystkie zapędy w kierunku multifunkcjonalności opatrywać w zupełnie nowe marki niezwiązane z podstawową GG?

Gadu-Gadu utraciło swą tożsamość. I tego faktu nie da się ominąć. Zamiast być po prostu najlepszym komunikatorem do szybkiej komunikacji, jak dzisiaj Whatsapp, to starano się zrobić... no właśnie co? Czym miało być Gadu-Gadu według tej strategii? Istniało ono już wtedy, gdy internet w Polsce się zaczynał. Dlaczego jednak Whatsapp został sprzedany za kilkanaście miliardów dolarów, a Gadu-Gadu jest dzisiaj w stanie likwidacji i szuka jak najszybciej kupca? Przecież dzięki swojej mocy mógł być to globalny komunikator! I to zanim w ogóle wymyślono Facebooka, czy choćby Whatsappa!

Tym bardziej rozczarowuje postawa Naspers, które jest koncernem globalnym. Rozczarowuje to, że Grupa Allegro nie znalazła pomysłu, jak wykorzystać największy polski komunikator, który mógł współpracować z największą platformą aukcyjną w kraju nad Wisłą. Wiem, wiem eBay próbował to ze Skypem i nie wyszło. Jednak w Polsce mogło się udać! Myślę, że Naspers kupując GG i Allegro miał konkretne plany co do tych dwóch gigantów. Istnieje jednak nadzieje, że najgłośniej typowana Grupa WP doda nowe życie największemu komunikatorowi internetowemu. Również Onet mógłby tutaj naprawdę dużo zdziałać. Szczególnie że już od ładnych kilku miesięcy jest właścicielem NK.pl.

 

Bierze trochę smutek w sytuacji, gdy GG ma jeszcze 2 miliony użytkowników i może okazać się projektem przynajmniej tak wielkim, jak było wcześniej. Może być problem z dogonieniem Facebooka. On odstawił wszystkich wliczając w to NK. Mamy w Polsce jednak grupy medialne, czy portale, które w naszym kraju są wielkie. Niech ktoś zacznie wreszcie łączyć potencjały! Takiego potencjału nie wykorzystało Allegro. Czy któryś z portali to zrobi?

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Virgin na podbój Polski! 2015-10-14 21:44
 Oceń wpis
   

Richard Branson, ekscentryczny miliarder z Wysp Brytyjskich i właściciel grup firm z Virgin w nazwie, upatrzył sobie Polskę jako cel dla swojej działalności w ramach wirtualnego operatora komórkowego Virgin Mobile. Czy uda mu się wreszcie zwojować rynek? Czy nie jest tak, że ten rynek tylko na niego czeka?

O Virgin Mobile jest co jakiś czas głośno w mediach biznesowych. Zainwestował w niego Łukasz Wejchert, syn zmarłego współtwórcy potęgi TVN. Ostatnio nawet do władz spółki trafiła Grażyna Piotrowska-Oliwa, która wcześniej była prezesem PGNiG S.A. Z punktu widzenia biznesowego ten biznes nie może się nie udać! Operator zgromadził świetny team, ma atrakcyjną ofertę i marka utożsamia konkretne wartości. Coś jednak nie styka i sukces nie jest tak ogromny, jak być powinien.

Operator wprowadza właśnie nową taryfę #freemium, która daje użytkownikom za kompletne darmo: 300 mb transferu internetu, 30 minut i 30 smsów. W momencie kiedy pakiet się wyczerpie, to można aktywować elementy taryfy #półdarmo i nadal jest bardzo atrakcyjnie. Jak przyznają ludzie z Virgin Mobile: oferta jest adresowana przede wszystkim do nowych użytkowników. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby dotychczasowi użytkownicy również z niej korzystali. Czy rewolucyjna oferta sprawi, że klienci zaczną walić drzwiami i oknami?

Virgin Mobile to największy operator wirtualny w Polsce. Wirtualny to znaczy, że korzysta z infrastruktury innych sieci. Do pewnego momentu na naszym rynku ofert telefonii komórkowej panował tripol: Orange, T-Mobile i Plus. Oczywiście używam nazw firm, które funkcjonują dzisiaj. O ile wiele osób pamięta jeszcze Erę, to nie jestem tego tak pewny w stosunku do Idei. Operatorzy Ci przez lata budowali infrastrukturę i zdobywali rynki kolejnych konsumentów. Aż pewnego pojawił się P4 ze swoim Playem. I wtedy pomału zaczęło robić się ciasno na tym rynku. Stopniowo zaczęli pojawiać się operatorzy wirtualni, którzy często tak szybko jak się pojawili tak szybko znikali z rynku. Aż wreszcie pojawił się Virgin Mobile.

Media biznesowe podkreślają ważną rzecz: jest nieco cicho na temat Virgin Mobile. To bardzo nie w stylu Bransona, który jest mistrzem PRu. Czy to oznacza ciszę przed burzą? Na to liczę! Walka na oferty operatorów komórkowych jest z punktu widzenia klienta walką o wielkim sensie. Gdy operatorzy zaczynają walczyć między sobą na oferty, to ostatecznie niemal zawsze wygrywa klient. Czy ktoś jeszcze pamięta, jak nie było naliczania sekundowego, a za jedną minutę płaciło się ponad 3 złote? Ludzie nie chcą o tym pamiętać. Jakoby wyparli to ze swojej świadomości, a to jednak miało ogromny wpływ na rozwój tego rynku. Gdy Heyah weszło jako pierwsza z sekundowym naliczaniem, to ludzie woleli zadzwonić niż wysyłać sms.

Tak, jak napisałem: uważam, że to co teraz się dzieje jest ciszą przed burzą. To nie w stylu Bransona, aby o jego biznesie było cicho! Do tej pory czegoś brakowało. Może chodzi o działania marketingowe? No bo jeśli reklamy Virgin Mobile pojawiałyby się tak często, jak reklamy innych operatorów, to może i skuteczność byłaby większa. Znając sir Richarda Bransona możemy się spodziewać wszystkiego!

Nowa oferta Virgin Mobile może wywołać marketing szeptany, o który z pewnością chodzi jego właścicielom. A gdy to wszystko się nakręci i przekroczy się pewną masę, to jest szansa na zawalczenie o miano piątego wielkiego operatora w kraju. Virgin do boju!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Pamiętam czasy, w których zdarzało mi się oglądać MTV. Wtedy raper Xzbit prowadził bardzo ciekawy program Pimp My Ride Odpicuj mi brykę. Doskonale pamiętam, jak na koniec gdy Xzbit przekazywał kluczyki do odrestaurowanego samochodu - dodawał Blackberry! Bardzo ciekawe były jęki podniecenia młodych ludzi, gdy go dostawali. To oczywiście była pełnia szczęścia. Super samochód i super telefon gratis. Co się zmieniło od tamtego czasu?

Zmienił się przede wszystkim wolumen sprzedaży. Kiedyś sprzedawano setki tysięcy tych smartfonów dziś wynik 8 tysięcy sztuk nikogo nie zadowala. Jak obliczono, aby biznes był opłacalny powinno się sprzedać 5 milionów sztuk. Wydaje się sporo, ale to i tak skromna wartość względem iPhoneów. Stąd pojawił się pomysł, aby firma ta skończyła produkować smartfony całkowicie, a skupiła się na oprogramowaniu! Czy to znak pewnej epoki?

Blackberry było potęgą. To był jeden z tych telefonów, na którego widok szalały tłumy. Dzięki swojej wygodnej klawiaturze sprawiał, że pisanie smsów było przyjemnością. A dzisiaj dowiadujemy się, że być może w ogóle przestanie istnieć! Czy nie pomogło zaplanowane przeniesienie się na Androida? No właśnie: Android to pewnie on jest największym winowajcą tej sytuacji.

Google to firma, która rewolucjonizuje świat. Zaczęła od zmiany sposobu wyszukiwania czegoś w internecie. Aktualnie jest w posiadaniu najpopularniejszego systemu operacyjnego do telefonów na świecie. Blackberry nieco przespało pojawienie się Androida. I była to bolesna lekcja dla tej firmy. Android stał się panem i władcą. Natomiast smartfon od Blackberry ledwo zipie. No bo czym jest te 8 tysięcy sprzedanych telefonów? To jakaś kpina!

Trudno właściwie zrozumieć jak do tego wszystkiego doszło. W pewnym momencie po prostu pojawił się Android i układ świata stał się androidocentryczny. I to do tego stopnia, że jakiś czas temu dowiedzieliśmy się, że nawet Blacberry wyda telefon z Androidem! Nie uchybiając oczywiście nic Androidowi, ponieważ jest to bardzo dobry system operacyjny, trzeba jednak stwierdzić, że Blackberry jest jakby przy stoliku do pokera. Jest takie stare powiedzenie, że jeśli po pół godziny grania w pokera nie wiesz kto jest kantowany, to znaczy, że ty nim jesteś. Blackberry straciło pojęcie o rynku, co zaowocowało 8 tysiącami sprzedanych telefonów!

Czy ta legenda ma jeszcze szanse się odtworzyć i napisać nowy rozdział swojej historii? Zawsze jest szansa! Ostatnio paru gości kupiło prawa do marki Commadore i stworzyło smartfon z Androidem właśnie pod tym brandem. A historia Apple? Przecież tam było już naprawdę ciężka, aż Jobs wrócił do gry i doprowadził do tego, że ta firma stała się najcenniejszą na świecie! Co poszło nie tak w przypadku Blackberry? Przypomina to nieco podejście Microsoftu do urządzeń mobilnych.

Microsoft przespał erę urządzeń mobilnych. I choć jego Windows dla komórek jest trzecim największym systemem operacyjnym, to jednak nie jest to powód do chwały. W tej dziedzinie mamy praktycznie duopol: Apple i Google! Ale Microsoft nie powiedział ostatniego słowa. I to jest właśnie piękne w tej całej grze! Zawsze jest szansa. Nie wiadomo czy za kilka lat nie pojawi się kolejna firma, która zrewolucjonizuje rynek. Każdy gigant kiedyś był mały. Zarówno Google, jak i Apple zaczynały od garażu. Blackberry cały czas ma szanse stać się wielkim graczem. A właściwie wrócić do gry. Szefostwo powinno się bardziej zastanowić jak tego dokonać, a nie rozważać wycofanie z rynku smartfonów. Blackberry to legenda! Więc głęboko wierzę, ze ta legenda odżyje na nowo.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

O tym człowieku można pisać opasłe książki. Na dzień dzisiejszy jego majątek jest szacowany na 10 miliardów dolarów. Moim zdaniem to dopiero początek fantastycznej przygody w wzbogacanie się. Jednak czy Elon Musk coś sobie robi z tego, że powiedzmy za 10 lat, może być najbogatszym człowiekiem na tej planecie?

Przybył do Stanów Zjednoczonych z RPA. Do legendy przeszły historie o tym, jak wielokrotnie próbował dostać się do firmy Netscape. Dzisiaj tej firmy praktycznie już nie ma, a to on święci wielki triumfy! Pierwszy poważny projekt to oczywiście Paypal, którego Musk założył z przyjaciółmi. Skończyło się to tak, że za 1,5 miliarda dolarów kupił go eBay. Dzisiaj jest to jeden z najważniejszych portfeli internetowych.

Wielką miłością Muska okazała się motoryzacja, oraz wszelkie alternatywne źródła energii. Czy można go nazwać ekologiem? Tego nie wiem, ale z pewnością robi on dla dobra świata więcej niż większość ekologów. Nazwa firmy podchodzi od wielkiego wynalazcy Nicolasa Tesli. Idea wydaje się prosta: dać światu pierwszy liczący się w pełni elektryczny samochód. Oczywiście wykonanie nie było tak proste. Sam Musk przyznaje, że to wszystko rozkręci się dopiero jak powstanie infrastruktura dla tego rodzaju aut. Tym bardziej budujące dla niego muszą być takie wiadomości, jak ta, że Orlen w Polsce postanowił rozbudować kilka stacji i dać możliwość ładowania baterii samochodów elektrycznych.

Infrastruktura.. to coś znacznie trudniejszego do wybudowania, niż stworzenie samochodu elektrycznego. Gdy powstanie infrastruktura to zacznie się sprzedawać znaczniej więcej elektrycznych aut. Jednak aby powstała infrastruktura musi... być znacznie więcej elektrycznych aut! Widać, że Muskowi nie chodzi tak bardzo o pieniądze, jak o zmianę świata. Po stworzeniu jednego z pierwszych modeli Tesli udostępnił informacje w jaki sposób jest on zbudowany, aby więcej firm mogło tworzyć samochody elektryczne. W tym wszystkim może być jednak chytry plan. Jak powszechnie wiadomo: Tesla ma sprzedawać podzespoły, związane z elektrycznością w aucie, innym producentom!

Tesla to firma, na której Musk zarabia najwięcej. Aczkolwiek cały czas brakuje infrastruktury, aby zmaksymalizował sprzedaż. Są jednak inne rozwiązania, nad którymi pracuje ten geniusz. Są to na przykład Space X i Hyperloop. Pierwszy z wymienionych projektów jest związany z branżą kosmiczną. Już teraz wygrał przetarg NASA na zaopatrywanie stacji kosmicznej. Musk jednak nie ukrywa, że jednym z jego najważniejszych celów jest... kolonizacja Marsa! Jeśli chodzi o Hyperloop to dotyczy ono ziemskich rozwiązań, ale o kosmicznym zastosowaniu. Będzie to coś w rodzaju gondoli, która zasuwa z jednego punktu do drugiego z niewyobrażalną prędkością 1200 km/h! Najlepsze jest to, że ma być ona darmowa, ponieważ wyprodukowana energia w czasie jej działania ma być sprzedawana elektrownią. I to będzie sposób na utrzymanie tego urządzenia.

Oczywiście są to projekty szczytne i niezwykle ważne. Jednak pod kątem finansowym myślę, że największy sukces odniesie Tesla Motors. Gdy pojawi się cała infrastruktura dla samochodów elektrycznych, to możemy się spodziewać skokowych przyrostów ilości sprzedanych aut. Już dzisiaj Tesla została wyprzedzona przez jednego z japońskich producentów. To pokazuje jaka jest rola pioniera! To jednak dopiero początek wyścigu po pieniądze klientów. Z dyrektyw Unii Europejskiej wynika, że celem jest aby jakieś 10% aut za kilka lat było na Starym Kontynencie autami elektrycznymi.

Czy Tesla Motors zawładnie umysłami milionów? Mam wrażenie, że Musk już tego dokonał. W mediach pojawia się bardzo wiele informacji dotyczących jego projektów. Być może przez wiele osób jest on postrzegany jako szalony wizjoner. Jedno jest jednak pewne: nie można go ignorować! Już nie! Bo ten wizjoner jest w stanie sprawić, że świat się zmieni. Jesteśmy u progu motoryzacyjnego przeskoku. A im dłużej się on rozpoczyna, to można odnieść wrażenie, ze nie chodzi tylko o motoryzację. O czym świadczy jeden z kolejnych projektów Muska, czyli baterie elektryczne dla domów. I choć na razie eksperci pukają się po głowach i uważają, że nie jest to na tyle wydajne, aby się opłacało, to jednak Musk również i w to wierzy!

Wielkim marzeniem każdego wizjonera jest przyglądanie się za życia swojemu dziełu w rozkwicie. Rewolucja energetyczna dopiero się zaczyna! A wszelkie ruchy na rzecz walki z globalnym ociepleniem, nadają jej mocy. Ropa naftowa na dzień dzisiejszy jest krwią gospodarki. Czarne złoto, jak mawiają inwestorzy, decyduje niemal o wszystkich dziedzinach naszego życia. Można odnieść wrażenie, że jeszcze trochę potrwa zanim sposób napędzania samochodów się zmieni. Ta rewolucja się jednak zaczęła, a tacy ludzie, jak Elon Musk będą nadawać jej tempa!

Tytuł tego felietonu jest dość przewrotny. Jednak rozwój projektów Muska może szybko sprawić, że stanie się on najbogatszym człowiekiem na świecie. Na razie ma on 8krotnie mniejszy majątek niż najbogatszy człowiek na ziemi. Jednak Tesla Motors to bomba z opóźnionym zapłonem, która przygotowuje się do mody na auta elektryczne. Jak już ona wybuchnie, to wtedy należy sprawdzić ile wart jest majątek Muska. Ten człowiek, który jest połączeniem Stevea Jobsa i Henryego Forda będzie moim zdaniem najbogatszym na ziemi za kilka lat. Tylko czy Musk będzie sobie coś z tego robił? :)

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Uber, aplikacja która kojarzy kierowców z użytkownikami, jest znienawidzona przez taksówkarzy. Ostatnio nawet doczekaliśmy się protestu w Warszawie przeciwko tej aplikacji! Uber jest kojarzony z kruczkami prawnymi. Często mówi się, że jego kierowcy nie mają działalności gospodarczej i nie płacą podatków. Z drugiej strony sami kierowcy w różnych krajach żądają statusu pracownika. Mimo wszystko pomysł jest na tyle genialny, że postanowił go przystosować do swoich potrzeb Amazon. Czy za jakiś czas doczekamy się wielkiego strajku firm kurierskich? :)

Amazon Flex, bo tak nazywa się nowa usługa, jest rozwiązaniem w swej naturze bardzo podobnym do Ubera. Jak widać ekonomia współdzielenia przypadła Jeffowi Bezosowi do gustu. Jego firma postanowiła dać możliwość dostarczania przesyłek zwykłym kierowcom. Wymagania? Własny samochód i telefon z Androidem! Na razie program startuje w Seattle.

Amazon odgrażał się, że wykorzysta drony do dostarczania przesyłek. Podobno już są opracowywane roboty, które zastąpią ludzi przy pakowaniu przesyłek. A tu nagle taki tradycyjny sposób dostarczania przesyłek! Oczywiście wygrają na tym klienci. Dzięki zastosowaniu takiego rozwiązania dostaną oni paczki dużo szybciej. Czy to oznacza, że Amazon całkowicie zrezygnuje z firm kurierskich? To jest wątpliwe, ponieważ jak wiadomo ludzie mieszkają w rozmaitych miejscowościach i wsiach. Tam jednak lepiej sprawdzi się kurier.

Co do wynagrodzenia dla posiadacza samochodu dostarczającego przesyłki dla Amazon, to może on się spodziewać od 18 do 25 dolarów na godzinę. Jest to inne podejście niż stosuje Uber. Największy start-up świata jest pośrednikiem między klientem, a kierowcą. Z tego co się dowiedziałem kierowca otrzymuje około 80% kwoty jaką zapłaci klient. Reszta jest prowizją dla Ubera. Amazon chce płaci za godzinę. Jest to spora różnica w stosunku do idealistycznych założeń ekonomii współdzielenia. Czy aby na pewno Amazon z Flexem łapie się pod tę kategorię? Trzeba zacząć od tego, że jest ona dość pojemna. Są tacy, którzy uważają, że nawet Uber nie łapie się do kategorii ekonomii współdzielenia. Jest to kwestia dyskusyjna.

Jeff Bezos jest wizjonerem. Przeczytałem jego biografię i poprzedniego zdania jestem pewien! To człowiek, który każdego dnia myśli, jak udoskonalić procesy działające w jego cudownym dziecku: Amazonie. Skoro firma zdecydowała się na coś takiego, jak Flex, to oznacza, że Bezos po raz kolejny dał upust swojej obsesji ulepszania procesu. Najważniejszą zaletą tego rozwiązania jest to, że klienci będą mogli otrzymać produkty tego samego dnia, gdy go zamówili.

W Polsce wizjonerem na miarę Jeffa Bezosa jest Rafał Brzoska i jego Integer.pl. Postanowił on pójść mocno w logistykę i zrewolucjonizował polski rynek za pomocą Paczkomatów. Aktualnie zdobywa inwestycje i uderza na kolejne rynki. Kto wie może za kilka lat jednym tchem będziemy wymieniać Brzoskę obok Bezosa. Z pewnością tym, czym Amazon jest dla Stanów Zjednoczonych Amazon (jeśli chodzi o ważność), tym Paczkomaty są dla Polski!

Wracając jednak do konkretnego projektu, który opisuje ten artykuł: Amazon Flex udoskonali handel detaliczny. Z pewnością trzeba być naprawdę dużym graczem, aby pozwolić sobie na takie rozwiązanie. Wiadomo, że Amazon będzie chciał, aby kierowcy działali na własny rachunek. Ma to też swoje plusy. Gigant twierdzi, że kierowca będzie sam mógł normować swój czas pracy. Raz będzie mógł pracować 2 godziny,a raz 12. To już jego wybór! Czy ten model się sprawdzi? Mocno trzymam kciuki, ponieważ wygrywają na tym klienci.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi