napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Lidl jest jednym z największych dyskontów na świecie. Króluje on także w naszym kraju. Czym się wyróżnia na tle konkurencji? Doskonałym marketingiem! I tak stoimy przed kolejną akcją promocyjną. Czy Lidl pobije wszystkie rekordy?

2 miliony nakładu... Mniej więcej tyle ile łącznie sprzedano wszystkich części Harryego Pottera w Polsce! Dokładnie tyle ma wynieść najnowsze wydawnictwo Lidla, które zostało napisane przez Dorotę Wellman i Karola Okrasę. Jak przystało oczywiście na tradycje Lidla: będzie to książka z przepisami. Czy zapowiada się niekwestionowany hit?

Ludzie od marketingu niemieckiego dyskontu, to bardzo wytrawni gracze. Aby napędzić sprzedaż przed świętami wymyślili świetny sposób na promocję. I tak za każde zakupy powyżej pięćdziesięciu złotych klienci otrzymają naklejkę. Gdy zbierze się 6 naklejek to otrzymuje się książkę z przepisami. Jak nakazuje policzyć szybka matematyka: dwa miliony książek mogą nakręcić przychody na poziomie 600 milionów złotych! Ta niebagatelna suma z pewnością doskonale będzie wyglądać w bilansie dyskontu.

Pomysł nie jest nowy, ponieważ Lidl robi tak już od kilku lat. I jak dotąd doskonale się to sprawdzało. Nowy jest natomiast nakład! Jak zauważają eksperci: średni nakład w Polsce to 4.000 egzemplarzy. Dość skromnie! Tutaj mówimy o 2 milionach! Oczywiście zmienia się sposób dystrybucji. Myślę, że gdyby książka była dostępna w tradycyjnych sposobach dystrybucji, to nigdy w takim nakładzie by się nie sprzedała. Tutaj jest tak naprawdę nośnikiem reklamy dość ciekawie zorganizowanego systemu punktowego.

Słyszałem już o programie lojalnościowym, którego jedyną nagrodą był certyfikat, że wzięło się udział w zasadzeniu drzewa. Lidl idzie trochę w innym kierunku. Nie formalizuje on sposobu dołączenia do swego rodzaju klubu. Jest to takie działanie celowe. Celem jest zebranie określonej liczby odznak, aby otrzymać nagrodę. Sama nagroda nie jest kolejnym czajnikiem za 10.000 punktów. Tutaj mamy coś, co buduje świadomość marki, oraz jest samo w sobie nośnikiem reklamy. Z pewnością spece od marketingu z Lidla już doskonale wiedzą, że do takiej książki zagląda się dość często, a dobre wrażenia i odczucia są odtwarzane ciągle na nowo. Być może Lidl powinien iść w program lojalnościowy jednak jak pokazują badania nie jest to aż takie skuteczne, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.

Wiadomo, że wśród dyskontów w Polsce rządzi Biedronka. Ma ona największą ilość sklepów, oraz jest wyceniana nawet na 26 miliardów złotych. W swojej kategorii jest najlepsza! Można jednak odnieść wrażenie, że Lidl idzie w nieco bardziej dystyngowaną grupę klientów ze swoim komunikatem marketingowym. Jakie są reklamy Biedronki każdy wie, ale ponieważ ten koncept działa, to nie ma co tutaj za bardzo komentować. Natomiast Lidl jest jakby bardziej premium. I wygląda na to, że za konsekwentną komunikację marketingową teraz będzie zbierał plony.

Osobiście bardzo lubię komunikację marketingową Lidla i jej styl. Wszystko jest robione jakoby z klasą i perfekcją. Czy to się opłaca? Lidl urósł do rangi jednego z liderów na rynku dyskontów. I choć mało osób wie jak właściwie teraz wygląda jego założyciel, to jednak każdy wie jak wygląda Lidl. Każdy również choć raz widział styl reklam jakie są nam serwowane w mediach. To może się podobać, lub nie, ale widać, że ludzie za tym idą. Za jakiś czas przekonamy się czy 2 miliony książek znalazło swoich odbiorców :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj gruchnęła wieść, że na liście najbogatszych ludzi świata według Bloomberga na czwartym miejscu jest Jeff Bezos, legendarny twórca Amazona! Czy to szaleństwo, które go cechuje pozwala mu osiągać tak niesamowite wyniki? A może to chłodna kalkulacja i wytrwałe dążenie do przodu?

Czytając biografię Amerykanina można dojść do wniosku, że jest on cudownym dzieckiem Doliny Krzemowej. Ma on jednak pewną cechę, której mogą mu pozazdrościć konkurenci, a jest nią: konsekwencja! Bezos od początku istnienia swojej firmy, gdy tylko porzucił pracę na Wall Street, wiedział, że chce skupić się na kliencie. To był człowiek, który w chwili startu nie był młokosem! Był doskonale wykształcony i miał doświadczenie wśród rekinów finansjery. Jeśli masz wynieść choćby jedną lekcję od Bezosa to mogłaby ona brzmieć tak: Hossy i bessy przychodzą i odchodzą, ale klienci są największym złotem Twoje interesu!

Ostatnio Bezos jest uważany za osobę co najmniej ekscentryczną. Bez ogródek mówi, że chce zastąpić ludzi w magazynach robotami. Natomiast dostarczaniem produktów na małe odległości mają się zająć według jego wizji: drony. Czy to tylko przechwałki i po części czcze gadanie? Znając bezkompromisowość Bezosa można dojść do wniosku, że jest to wizjoner, który sięga dużo dalej niż sięga obecnie percepcja ludzi.

Rozwój technologii jest z jednej strony fascynujący, a z drugiej strony przeraża! Kiedyś oglądałem film dokumentalny, w którym stwierdzono, że za kilkadziesiąt lat (nie kilkaset!) większość prac wykonywanych przez ludzi będą mogły zastąpić maszyny. Takie podejście może przerażać. No bo czym zajmie się ta większość ludzi? Tutaj groteskowo obrazuje to film Charlie i fabryka czekolady Tim Burtona, w którym ojciec głównego bohatera traci pracę w fabryce pasty do zębów. Zajmował się on przykręcaniem nakrętek na pasty i zastąpiła go maszyna. Po krótkim czasie okazuje się, że musiał on zostać serwisantem tej maszyny :). Mimo groteskowości sytuacji zagrożenie jest realne. Już dzisiaj w dobie istnienia Paczkomatów kwestia istnienia pani w okienku, która siedzi za nim od rana do wieczora wydaje się bezsensowna. Tak naprawdę podstawowym ogranicznikiem zastąpienia ludzi przez maszyny (oprócz stopnia zaawansowania technologii) jest koszt nowej technologii. Pionierzy tacy, jak Amazon już dziś testują rozwiązania, które będą wykorzystywać jutro.

Autonomiczne samochody mogą być kolejną cegiełką, która może doprowadzić do rozwoju potencjału Amazona jako jednej z największych firm technologicznych na świecie. Będą one miały również wpływ na inne firmy. Takie, jak chociażby Uber i jego konkurenci. Gdy czyta się biografię Bezosa, to można odnieść wrażenie, że podstawowym założeniem tego genialnego przedsiębiorcy było doprowadzenie do tego, aby jego dziecko było postrzegane jako firma technologiczna, a nie kolejny detalista. Mam wrażenie, że to mu się udało. I nawet nie chodzi o jego krucjatę na rzecz e-booków. Kindle okazał się doskonałym urządzenie, a jego sposób wyświetlania tekstu robi do dzisiaj ogromną furorę. Mam jednak mieszanie uczucia, co do Amazon Phone. Bezos chyba przeszacował ile może za niego wziąć. No i sukcesu nie było. Tu jednak wart uwagi jest fakt współpracy z Google przy wykorzystaniu jego Androida. Nie zdecydowano się na własny system operacyjny. To świadczy o potędze giganta z Mountain View.

Czy przyszłość należy do Amazona? Takie akcje, jak ta niedawna ze stacjonarną księgarnią świadczą o tym, że cytując wieszcza: Bezos i jego zespół sięgają tam gdzie wzrok nie sięga. Ja postać Bezosa bardzo lubię i jestem jego wielkim fanem. Jest to człowiek poukładany i do tego jest wielkim wizjonerem. Jego pomysły sięgają jeszcze dalej niż sam Amazon. Odważnie patrzy on w kierunku kosmosu, aby kiedyś skolonizować Marsa, lub zerknąć jeszcze dalej.

Mówiąc o Bezosie możemy mówić o amerykańskim śnie. Nie jest to jednak buntowniczy, biedny dzieciak, który na przekór wszystkiemu porzuca studia i postanawia założyć firmę. Co prawda z tą garażową wersją firmy jest sporo prawdy, ponieważ pierwsza siedziba mieściła się w garażu. Tutaj jednak jest człowiek, który najpierw się wykształcił. Potem przez pewien czas brał udział w życiu Wall Street, a gdy zobaczył jak wielką szansą jest internet, to postanowił wykorzystać swoją szansę. I jest on coraz bliżej swojej podstawowej wersji pomysłu: internetowego sklepu ze wszystkimi potrzebnymi produktami. Przyjemnie patrzeć jak to wszystko się cudownie rozwija, a Bezos staje się czwartym najbogatszym człowiekiem na świecie. Dlaczego by nie pierwszym? :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Blackberry było długo obiektem pożądania. Pisanie smsów na tym telefonie było prawdziwą przyjemnością. Nic jednak nie stoi w miejscu i tak zaczęły królować Android i Apple. Doszło do tego, że sprzedano tylko 800.000 jeżyn! I to w czasie gdy konkurencja sprzedaje w milionach!

Czy jest jeszcze szansa dla Blackberry? Czy tą szansą jest Android? Otwartość systemu operacyjnego od Google sprawiła, że swego czasu nawet Nokia stworzyła smartfon z tym OS. Oczywiście po wejściu Microsoftu wycofano się z projektu i dzisiaj na Nokiach króluje Windows. Android jest na dzień dzisiejszy najpotężniejszym system operacyjnym na świecie. Nie ujmując nic Apple! Jednak trzeba przyznać, że łącznie sprzedaje się więcej telefonów z zielonym robotem niż z iOS. Rozkłada się to na wielu producentów, ale Google swoje na tym ugrało.

Blackberry rozważało nawet wycofanie się z rynku telefonów komórkowych. Dzisiaj startuje z produktem stworzonym na systemie operacyjnym największego konkurenta. Czy jest to dobre rozwiązanie? Z jednej strony wydaje się, ze Blackberry nie ma innej opcji. Sony, Samsung, czy LG zdecydowały się tworzyć produkty na tej platformie. To może świadczyć jak wielki widzą w niej potencjał, lub jak bardzo są od niej zależne. Bo tak naprawdę dzisiaj nie walczy się już na konkretne produkty! Dzisiaj walczy się na ekosystemy!

Ekosystem to wszystko to, co buduje ostateczną wartość. Nie jest to więc tylko słuchawka z pięknym designem. Aplikacje, które można dostać, czyli możliwości jakie ze sobą niosą. Współpraca ze sobą różnych typów urządzeń. Czy tak powszechnie reklamowana mobilność. Wielkim marzeniem Steve Jobsa było stworzenie najdoskonalszego ekosystemu na świecie. Nagle nie chodziło już o konkretne urządzenie. Chodziło o to jak wszystko ze sobą współgra. I tak doskonale współpracują ze sobą wszystkie urządzenia i aplikacje, które scala ze sobą chmura obliczeniowa. W tym przypadku iCloud. Google nie pozostaje jednak dłużne i również idzie w chmurę. Bo czym innym jest promowanie Google Drive, czy Gmaila.

I na to wszystko przychodzi Blackberry, które przespało rozwój rynku mobilnego jeszcze bardziej niż Microsoft. Firma Billa Gatesa za późno zorientowała się co w trawie piszczy. Dzisiaj jest dopiero trzecim graczem na rynku urządzeń mobilnych. W PCetach nadal królują, ale największym systemem operacyjnym na świecie już nie jest Windows tylko Android. Blackberry widzi szansę w dołączeniu do tego kółeczka. Czy to dobra decyzja pod względem strategicznym?

O ile Microsoft nadal walczy o swój wyższy udział w rynku (a trzeba przyznać, że idea Windowsa 10 jednego na wszystkie urządzenia jest trafiona w dziesiątkę). O tyle można mieć wrażenie, że Blackberry walczy o przetrwanie. Moim zdaniem Blackberry może dużo zyskać na wprowadzeniu Androida (w końcu inni zyskują od lat), ale ideologicznie i strategicznie jest to błąd. Blackberry ze swoimi rozwiązaniami miało szansę walczyć z największymi. Oczywiście na jego system operacyjny nie ma tylu tysięcy aplikacji. Nie wiem również jak wygląda współpraca z innymi urządzeniami, ale nie słyszałem, żeby dorównano Apple. Mam wrażenie, że to koniec pewnej ery. Ery, w której Blackberry jeszcze miało szansę walczyć z największymi tworząc swój własny ekosystem.

A może przesadzam? Może za bardzo wierzę w potęgę i istotę własnego systemu operacyjnego? Jednak taki Samsung bardzo dobrze na tym wszystkim wychodzi. I choć mówiło się, że na przykład do technologii ubieralnych zastosował inny system operacyjny, to jednak nadwornym system był i będzie Android. Blackberry może wygrać natomiast designem i wykonaniem słuchawki. To wychodziło mu dotychczas naprawdę dobrze!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Historia nieżyjącego prezesa Apple jest idealnym materiałem na film. I jak widać powstała właśnie kolejna produkcja na ten temat. Steve Jobs to postać nie tylko barwna, ale również kontrowersyjna. Czy nowa odsłona pokaże świeżą wizję na tego wielkiego człowieka? Czy będzie lepszy od tego z Ashtonem Kutcherem? Z pewnością ma ono jedna silną przewagę.

Co jest tą wielką przewagą? Fakt, że nowy film o Jobsie powstanie na podstawie oficjalniej biografii napisanej przez Waltera Isaacsona! Jeśli ktoś nie czytał to może nie wiedzieć jak dobra jest to informacja. Książka ta jest bardzo gruba, bardzo obszerna i absolutnie nie jest festiwalem uwielbienia Jobsa. Po jej przeczytaniu można odnieść wrażenie, ze pokazuje ona to, jaki on naprawdę był. Bez ubarwień i zakłamania. A jaki był?

Z pewnością napiszę jeszcze wpis po tym jak obejrzę film. Ten pojawi się w kinach po 17 listopada. Myślę, ze podbije on serca nie tylko informatyków, czy biznesmenów. Gdy czytało się książkę Isaacsona, to można było mieć lepsze odczucie zaintrygowania niż przy dobrym kryminale. Jobs był człowiekiem, który zmienił świat. Pamiętam ten moment, gdy pojawiła się informacja o jego śmierci. Wtedy mówiono o tym wszędzie. To może definitywnie świadczyć, że miał on większy wpływ niż tylko w obrębie osób technicznych. Jobs był artystą. Połączył ze sobą dwie niełączone ze sobą dotychczas rzeczy: technologię i sztukę. Była to mieszanka wybuchowa.

O jego stylu życia krążyły legendy. Nie ukrywał tego, że szukał doznań duchowych w Indiach, a gdy wrócił do Stanów to spróbował nawet LSD. Swoją drogą przypomina mi się śmieszny mem, w którym poinformowano nas, że twórca LSD zmarł w wieku 103 lat. Jest to nieodzowny dowód, że LSD zabija :). Ja oczywiście nie jestem propagatorem narkotyków, ale sam Jobs uważał, że to wprowadziło bardzo wiele do jego życia. Kto wie czy dzisiaj mielibyśmy Apple w takiej formie, gdyby nie te narkotyczne przygody. Tak naprawdę każde wydarzenie w naszym życiu do czegoś prowadzi. Steve Jobs nie osiągnąłby tego wszystkiego, co osiągnął gdyby nie przeżył życia w taki sposób.

Jestem ciekaw wątku nieślubnej córki Jobsa, której przez długi czas się wypierał. W końcu jednak przyznał, ze komputer LISA był nazwany tak na jej cześć. Jobs to człowiek, z którym było trudno żyć, a jednocześnie życie to mogło być niezwykle ciekawe. Jak wielokrotnie pisano: miało on binarne, zero-jedynkowe podejście do rzeczywistości. Oznacza to, że albo coś było fantastycznego, albo kompletnie do bani. Nie było w tych historiach odcieni szarości. Jak jednak przyznawali sami współpracownicy taka percepcja nie przeszkadzała mu jednego dnia zbesztać za jakiś pomysł, a kilka dni później przedstawić go jako wyjątkowy, no i.. jego pomysł.

Myślę, ze film ma spore szanse na sukces komercyjny. Wystarczy wspomnieć słynny film Davida Finchera The Social Network, który był wielkim sukcesem kasowym. Możesz mi uwierzyć, Drogi Czytelniku, że historia Jobsa jest równie fascynująca, jak kontrowersyjna historia twórcy Facebooka. Przede wszystkim dotyczy ona większego okresu czasu. Można dostrzec jak Jobs z jednej strony się zmienia na przestrzeni lat, a z drugiej w wielu aspektach zmienić się nie daje.

Mam nadzieję, że Ty również czekasz na ten film. Można mieć wrażenie, że to nieostatni film, który się pojawi na ten temat. Jednak ten ma naprawdę dobrą podstawę scenariusza. Isaacson rozmawiał z dziesiątkami osób, a przy książce pomagał sam Jobs jeszcze pod koniec życia. Już się nie mogę doczekać filmu!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi