napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Cel na mijający rok dla najpopularniejszej dystrybucji Linuxa był ambitny: działać w 200 milionach urządzeń! Jak to bywa z ambitnymi celami: nie udało się go zrealizować. Popatrzmy jednak szerzej na tę sprawę: Czy Linux może zagrozić istniejącym systemom operacyjnym i stworzyć naprawdę porządny ekosystem?

Można powiedzieć, że pisząc ten tekst jestem nieco stronniczy, bo sam pracuję na Ubuntu. W moim odczuciu jest to system idealny do pracy. Problem rodzi się gdy potrzebujesz jakiegoś bardziej zaawansowanego oprogramowania, jak chociażby to do obróbki wideo. Wtedy niemal na pewno jesteś skazany na Windowsa. No chyba, że nie szukasz jakiejś egzotycznej aplikacji i wystarczą Ci te najlepsze (czytaj również najdroższe). Wtedy doskonały będzie Mac. Jak w tym wszystkim wygląda stary poczciwy Linux?

Można zażartować, że największy obecnie system operacyjny jest oparty na Linuxie. I nie miniemy się mocno z prawdą, ponieważ Android jest oparty na nim. Co jednak warto zauważyć: w miarę rozwoju tego systemu pojawiło się kilka znaczących dystrybucji. Wydaje się, że dzisiaj najbardziej liczącą z nich jest wspomniany Ubuntu. Nie można jednak na przykład zapomnieć o Red Hat, który jest wersją Linuxa z płatnym supportem. Idea wydaje się trafiona. Z jakiegoś jednak powodu nie cieszy się taką popularnością, jak Windows. Wynika to z pewnością z tego, że ludzie po prostu boją się wiersza poleceń. Fakt: wiersz poleceń jest często najlepszą drogą do zarządzania systemem operacyjnym. Jednak Linux nie ogranicza się do niego! Faktem jest, że robi się w nim tutaj więcej, niż w wymienionym Windowsie.

Co sprawia, że Windows, Android i Apple wygrywają? Oczywiście są to ekosystemy. Nie da się ukryć, że jeśli nie jesteś programistą, to możesz mieć problemy z przesiadką na system operacyjny z pingwinem. Tak, jak już napisałem wcześniej: nie ma wielu odpowiedników potrzebnych aplikacji, lub są one niewystarczające. Jeśli jednak przeglądasz internet i piszesz teksty w Wordzie, to spokojnie możesz się przenieść. Te najważniejsze aplikacje po prostu tu są! W przypadku Ubuntu już na starcie masz pakiet biurowy. I to o całkiem sporych możliwościach.

Kiedyś argumentem przeciwko przesiadce mógł być brak polskiej wersji językowej. Fakt wiele rzeczy dzieje się tutaj nadal po angielsku, bo przeskoczyć to ciężko, ale całkiem duża część systemu (czyli pewnie ta, która będzie Ci potrzebna) jest w pełni spolszczona. Dlaczego więc to Android jest numerem jeden, a Ubuntu nie zrealizowało celu istnienia w 200 milionach urządzeń?

Chyba największą barierą (wydającą się nie do przejścia) jest bariera psychiczna. Linux kojarzy się ewidentnie ze środowiskiem pracy dla profesjonalnych programistów. Myślę, że w miarę tego, jak kolejne aplikacje będą przenosić się do chmury i będą dostępne w przeglądarce internetowej, to wzrośnie szansa, że ludzie przesiądą się na pingwina. Takie twory jak Chrome OS pokazują, że niemal wszystko może się dziać za pośrednictwem przeglądarki internetowej. Jedyna bariera może istnieć dla ciężkich plików, jak filmy wideo, która z czasem coraz bardziej się zniweluje z powodu wzrostu szybkości naszych łącz.

Osobiście życzę wszystkiego najlepszego wszystkim Linuxom. Pracowałem na Mincie i Ubunut. Bardzo ciekawa przygoda. Ubuntu na starcie ma takiego samego Firefoxa, jak ten z Windowsa. Myślę, że idzie znaleźć sposób jak rozpropagować Linuxa. I myślę, że w ciągu najbliższych kilku lat ktoś to wykorzysta!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Wojny patentowe 2015-12-13 17:15
 Oceń wpis
   

Jak napisał Forbes pewne jest, że południowokoreański Samsung zapłaci amerykańskiemu Apple ponad 500 milionów dolarów(!) odszkodowania za naruszenie własności intelektualnej. Wyrok jest mocno bezprecedensowy, ale jednocześnie pokazuje, co jest prawdziwą wartością w dzisiejszym biznesie. Na początku batalii przed sądami była mowa o miliardzie dolarów odszkodowania. Dzięki procesem udało się Samsungowi zmniejszyć odszkodowanie niemal o połowę. Jak przyznaje sam Samsung: jeśli w przyszłości pojawi się wyrok uniewinniający, to będzie się domagał zwrotu wpłaconego odszkodowania.

Jakiś czas temu napisałem w pracy naukowej, że dzisiaj największą wartością firmy są: ludzie oraz patenty. Zauważyłem także, ze ten drugi element jest dużo trwalszy. Z ludźmi w XXI wieku jest taki problem, że potrzebują zmian. Idea, w której idzie się pracować do jednej firmy i doczeka się w niej emerytury jakby umarła. Szczególnie jest to widoczne w Stanach, gdzie migracja pracowników między poszczególnymi firmami jest ogromna. Regułą jest, że co 3-5 lat trzeba zmienić pracodawcę. Jeśli chodzi o dobrych pracowników, to firmy wzajemnie o nich walczą (nierzadko ich po prostu podkupując). Kapitał ludzki (jak często starają się go tak nie nazywać psychologowie) jest podstawową wartością każdej nie tylko technologicznej firmy! A trwalszą wartością dla dzisiejszych korporacji są patenty!

No właśnie... patenty. Stały się one słynne i dostępne dla masowej wyobraźni dzięki amerykańskiemu prawu patentowemu, które rodzi mnóstwo paradoksów. Pojawiła się nawet instytucja trolla patentowego, która mówiąc oględnie polega na patentowaniu oczywistych rozwiązań, z których z pewnością będą korzystać wielkie korporacje. Następnie firma będąc trollem sądzi się z wielkimi graczami, którzy najchętniej idą na ugody, bo wiedzą, że prawo patentowe jest określmy to dziwne. Oczywiście wynaturzenie nie wpływają na to, że idea ta jest kompletnie bez sensu.

Załóżmy, że jestem młodą firmą z małym kapitałem, która wymyśliła rewolucyjne rozwiązanie w jakiejś dziedzinie (niekoniecznie musi być to biotechnologia!). Jeśli wejdę na rynek bez ochrony patentowej, to wielcy gracze po prostu wciągną mnie nosem. Operują oni milionami, jeśli nie miliardami dolarów i bez przerwy muszą być gotowi na to, że świat się zmienia. Chociaż są wizjonerzy, którzy nie akceptują takiego stanu rzeczy. Jak na przykład Elon Musk, który opublikował jak działa Tesla i pozwolił korzystać innym ze swojej pracy. Zaowocowało to tym, że nie jest już numerem jeden w dziedzinie aut napędzanych energią elektryczną. Jednak to, co jest jego ewentualnym potencjałem na przyszłość to produkowanie podzespołów do aut elektrycznych dla innych producentów. Jeśli nie tworzysz produktu takiego jak eBay (gdzie jest zasada: pierwszy zgarnia cały rynek), to potrzebujesz ochrony patentowej, aby móc w ogóle konkurować z największymi graczami. Patent ten jest jedną z największych wartości Twojej firmy.

Oczywiście to, co opisałem powyżej to tylko jeden aspekt tej gry. Drugim aspektem są wojny patentowe na szczycie. Z tym właśnie mamy do czynienia w sytuacji, gdy Apple wygrywa z Samsungiem i dostaje gigantyczne odszkodowanie. Takich wojen w dzisiejszych czasach będzie coraz więcej. Czy będą w nich uczestniczyć Polacy? To dobre pytanie, bo uzyskanie patentu w Polsce jest mocno dziwne. Z założenia nie można opatentować idei. Tak, jak można to zrobić w Stanach. Sam proces patentowy trwa wiele lat. Kiedyś czytałem artykuł, w którym autor zauważył, że w Polsce powstaje tyle patentów, co w bodajże Republice Bananowej. Inną drogą jest zdobycie ochrony patentowej w innym kraju. Wojny patentowe to nasza rzeczywistość i wizja przyszłości. Wszystko jest okej dopóki nie cierpią na tym klienci! A z tym bywa różnie...

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Gdyby nie liczyć 16% udziałów w Alibabie, to wartość koncernu Yahoo! byłaby ujemna podaje Forbes. Yahoo to znak pewnej epoki. Założona w 1994 roku spółka była jedną z najpopularniejszych stron internetowych w historii. Po części nadal nią jest nie przekłada się to jednak na wyniki.

Jakiś czas temu (jeszcze za czasów Stevea Ballmera) Microsoft złożył ofertę kupna całości Yahoo! za niebagatelną kwotę ponad 44 miliardów dolarów. Wtedy władze firmy stwierdziły, że nie jest to w interesie akcjonariuszy, oraz że cena jest zaniżona. Dzisiaj kapitalizacja amerykańskiej firmy wynosi połowę kwoty z tej propozycji. Czy należało sprzedawać póki jeszcze był czas?

Yahoo nie znalazło odpowiedzi jak zareagować na rosnącą potęgę Google. Nie zareagowało na to, że internet wszedł w erę web 2.0. Zamiast szykować frontalny atak sądziło się z Facebookiem co do patentów. Eksperci uważają, że takie firmy są w sytuacji, w której uważają, że nie są w stanie nic nowego wymyślić, a jedyne co mogą zrobić, to kupić rozwiązanie. Czy jednak Yahoo! - jedna z pierwszych internetowych spółek, która przetrwała bańkę dotcomów, nie jest w stanie wymyślić nic odkrywczego?

Z takim twierdzeniem nie sposób się zgodzić gdy patrzy się na przykład na Amazon. Obecnie Jeff Bezos jest bardzo wysoko notowany na liście miliarderów i jego spółka ciągle wymyśla coś nowego. To prawdziwa kuźnia innowacyjności. Z drugiej strony Google przez cały czas udoskonala swoje produkty i wprowadza nowe. Naprawdę da radę tworzyć innowacje nawet w wielkiej firmie. Prawdziwą zagwozdką dla wszystkich okazał się Facebook, na którego próbowało zareagować Google wprowadzając swoją usługę Google Plus. Na razie Facebook na tym polu wygrywa, ale przecież w każdej chwili może pojawić się ktoś, kto wywróci rynek do góry nogami. Nie wiadomo tak naprawdę jak rozwinie się Snapchat, który szturmem zdobywa uznanie młodszej części internetu. A Yahoo to wszystko przespało!

21 lat... tyle minęło od startu giganta. Dzisiaj jego główną wartością są udziały w chińskiej spółce Alibaba. Gdy jeszcze trwały czasy świetności Yahoo postanowiło ono zainwestować w Jacka Ma i jego pomysł. To zaowocowało tym, że do dzisiaj portal ma te udziały. Nie wiem na ile jest to obciążenie dla Alibaby. Z pewnością lepiej dla niego byłoby, aby właścicielem tych udziałów była tak innowacyjna firma jak Google, czy Apple. Trzeba pamiętać, że był czas, kiedy Yahoo uwierzyło w Jacka Ma i zasługuje na te udziały. Gorzej, że są to praktycznie jedyne cenne aktywa spółki.

Szansa rodzi się w tym, żeby jakiś człowiek z wizją przejął spółkę i dał tej marce nowej mocy! Oczywiście pewnie nie da rady zrobić tego sam, ale z udziałem funduszy jest w stanie to zrobić. Jakby oddzielić udziały Alibaby i markę Yahoo, to może cena nie byłaby aż tak wysoka. Przypomina mi to sytuację, która wydarzyła się w Polsce odnoście połączenia Grupy o2 i Grupy WP. Dzisiaj nowo powstały twór nazwany Grupa WP jest największym graczem na rynku portalowym w kraju nad Wisłą! Widać da się!

Do Yahoo! wiele osób ma ogromny sentyment. Co prawda w Polsce nigdy nie mieliśmy tego portalu pełną gębą. Aczkolwiek mam znajomych, którzy korzystają z ich poczty. Raczej marka nie zniknie. Może się jedynie zmienić właściciel. Takie marki nie upadają całkiem. W najgorszym wypadku ktoś kupi markę i stworzy pod jej szyldem klona Facebooka. Szkoda, że Yahoo przespało web 2.0. Możliwe, że dzisiaj konkurowałoby z największymi i nie bało się o swój byt!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi