napoleoński umysł
Bańka spekulacyjna 2.0? 2015-03-31 22:52
 Oceń wpis
   

 Minęło już 15 lat od chwili pęknięcia bańki spekulacyjnej tzw. Dotcomów. Mówiąc w skrócie: mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem, że gdy tylko coś stawało się internetowe, to wycena tego niebotycznie rosła. Bańki spekulacyjne mają to do siebie, że dają na sobie zarobić nielicznym. Większość domorosłych spekulantów zostaje z akcjami upadłych firm. Akcje są praktycznie nic nie warte. Czy czeka nas kolejna wielka bańka spekulacyjna związana z Internetem?

Jak świat światem, od momentu gdy istnieją giełdy papierów wartościowych, to pojawiają się spekulanci. Windują oni wyceny firm z jakiejś dziedziny, co najczęściej wiąże za sobą wzrost zainteresowania giełdą w ogóle. Bańka Dotcomów była dość gorzką pigułką do przełknięcia. Nagle idee pokroju to jest nowa ekonomia, można było roztrzaskać w drobny mak. Nigdy nie istniało coś takiego jak nowa ekonomia w biznesie. Nieważne jak bardzo chcielibyśmy, żeby firmy internetowe rządziły się swoimi (jakimiś magicznymi) zasadami. Każda firma, aby być atrakcyjna dla inwestora musi zarabiać. Na podstawie tego stosuje się często metodę mnożnikową. Czyli zysk przed opodatkowaniem mnoży się przynajmniej razy 10. Oczywiście gdy w grę wchodzi spekulacja, to ten mnożnik może być znacznie większy.

W aktualnej sytuacji weźmy dla przykładu Apple Inc. Jest to najdroższa firma na świecie wyceniana na 710 miliardów dolarów. Myślisz, Drogi Czytelniku, że wynika to z zastosowania mnożnika kilkudziesięciokrotnego? Mogę Cię zaskoczyć. To raptem 16,5 razy!  Patrząc na innych gigantów, jak na przykład Google i Microsoft, to jest to odpowiednio 27 i 16,4. Zaskakuje Facebook, ponieważ jest to ponad 70 razy. Mimo wszystko nie są to wyniki wzięte z sufitu. Te firmy zarabiają i przynoszą konkretne korzyści. Mają również produkty, które mają swoich konkretnych odbiorców. A sam wzrost rozwoju technicznego (w tym dostępności Internetu) jest niebotyczne większy niż wczasach bańki dotcomów.

Widać, że nie trafi się już sytuacja, w której firma nie zarabia, ma bezsensowny produkt, ale to że działa w Internecie wystarczy, aby wycena była niebotyczna. Dzisiaj trzeba robić produkty, które mają sens. Kolejna kopia portali społecznościowych ma marne szanse na giełdzie jeśli się czymś nie wyróżnia. Z drugiej strony bariera wejścia do branży internetowej jest bardzo niska. A jeśli chodzi o możliwości? Sky is the limit :). Dzisiaj może zaistnieć każdy. Wystarczą jakieś umiejętności programowania, zacięcie marketingowe i trochę pieniędzy na serwer i domenę. Oczywiście można się łączyć w zespoły. Można znaleźć inwestora, który wyłoży kasę na przygotowanie produktu. Sam pomysł to za mało. Jak widać po funduszach oni szukają przede wszystkim ludzi. Można mieć nawet najlepszy pomysł, ale źle wykonany przegra z kiepskim pomysłem z wymarzonym teamem.

Bańka spekulacyjna może się wydarzyć. Wszystko zależy oczywiście od spekulantów, którzy mogą dodatkowo podkręcić zainteresowanie przedsiębiorstwami internetowymi. Jednak widać, że wszystko, co się dzieje w tej branży jest dużo bardziej przemyślane. Przede wszystkim: ma to sens z ekonomicznego punktu widzenia. Swoją drogą: ciekawe co byłoby gdyby Apple było wyceniane takim samym mnożnikiem jak Facebook.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 W Polskiej historii gospodarczej, po upadku ustroju komunistycznego jest kilka przykładów, które są godne podziwu. Zdecydowanie zalicza się do nich historia Dariusza Miłka, zwanego także królem butów. Miłek pokazuje jak w polskich realiach stworzyć biznes o światowych aspiracjach, oraz jak zdywersyfikować swoją działalność. A wszystko robi w niezwykłym stylu!

Dariusz Miłek zaczynał jako sportowiec. Trenował kolarstwo. Miłość do tego sportu trwa do dziś. Jak sam przyznaje gdy jest ciepło, to co drugi dzień przejeżdża przynajmniej 70 kilometrów. Wynika z tego również to, że w ramach działań sponsoringowych wydaje 0,5 procent przychodów swojej grupy na zespół kolarski CCC Polsat Polkowice. Aby skupić się na nim zrezygnował z sponsorowania koszykówki. Miłość do kolarstwa przeradza się dzisiaj w działania sponsorskie. A Miłek mierzy tak wysoko, jak tylko można. Chce grać w pierwszej kolarskiej lidze.

Gdy tylko przywrócono w Polsce gospodarkę wolnorynkową Dariusz Miłek zrezygnował z kolarstwa na rzecz handlu. Zaczynał od sprzedaży obwoźnej z samochodu. Z czasem dorobił się łóżka polowego. To przykład na to, że da się w Polsce zacząć od zera i stworzyć coś wielkiego. Kolejnym krokiem Miłka było wykupywanie zawartości upadających fabryk obuwia. To dało mu opcje działania na kilka lat. Z czasem jednak pomysł ten przestał mieć sens, bo nie było już od kogo kupować. Stąd pojawił się inny własna produkcja obuwia.

Na początek sklepy nazywały się Cena Czyni Cuda. Taka nazwa bardzo konkretne pozycjonowała to przedsięwzięcie. Często mówiono, ze nie dostanie się tam dobrych jakościowo produktów, ale cena będzie kusząca. Sam Dariusz Miłek przyznaje, że dzisiaj Grupa ma spory problem z mentalnością Polaków. Często zdarza się, że reklamują oni na przykład buty, ponieważ skończyła się pora roku, na którą są one przygotowane - i chcą oni dostać nową parę. Stąd często w Internecie pojawiają się niepochlebne opinie na temat tej firmy. Myślę jednak, że tacy ludzie mają większy problem sami ze sobą.

Gdy firma zaczęła rosnąć to przemianowano jej nazwę na CCC. To pozwoliło na globalną ekspansję. Robi ona ogromne wrażenie. Sam Miłek chwali się, że nie ma drugiej polskiej firmy obuwniczej, która weszłaby na przykład na rynek austriacki. Oczywiście na drodze do sukcesu pojawiły się również wpadki. Miłek próbował zrobić mniejszo formatowe rozwiązania przy sprzedaży butów, jak Quazi. Jednak, gdy tylko w galerii handlowej pojawiało się CCC, to zyskowność z metra kwadratowego w mniejszych formatach maksymalnie spadał. Miliarder przyznaje, że to pokazało mu, że warto się skupić na jednym i osiągnąć w tym maksymalny sukces.

Miłek zaczął zarabiać ogromne pieniądze, dzięki swojemu biznesowi. To sprawiło, że tak jak większość miliarderów, postanowił zdywersyfikować swoją działalność. Postawił na nieruchomości, a konkretnie galerie handlowe. Jak wykazują badacze z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu w książce Modele Biznesowe w Handlu Detaliczny, pod redakcją profesor Sławińskiej inwestycja w galerie handlowe jest o wiele bardziej zyskowna niż trzymanie pieniędzy na lokacie. Stąd z pewnością zainteresowanie tego typu inwestycją wśród biznesmenów.

Miło patrzeć, jak Polak rośnie w siłę i decyduje się na coraz szerszą międzynarodową ekspansję. Ja ze swojej strony życzę Panu Dariuszowi jak największych sukcesów! Myślę, że ma on spokojnie potencjał, aby być najbogatszym Polakiem!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Kickstarter jaki jest każdy widzi. Są wyśrubowana oczekiwania wobec zbierających pieniądze w zbiórce społecznościowej. Jednym z najgorszych ograniczników jest to, że firma musi być zarejestrowana w Stanach Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii. Jednak gdy już się uda spełnić jego wszystkie wymagania, to może okazać się, że przy odrobinie szczęścia może nam się udać. Oczywiście są jeszcze inne serwisy tego typu. Jak na przykład Indiegogo. Większość największych zbiórek w historii tych portali miała miejsce właśnie na Kickstarterze. Stąd pewnie taka jego popularność.

Woolet to polskie projekt, który swą prostotą zadziwia, jak prosty pomysł na lodówke z USB i innymi gadżetami. Lodówka zebrała najwięcej, a wartość zbiórki poszła w miliony dolarów. Portfel z Bluetooth ma już 250.000 dolarów. A nie jest powiedziane, że będzie to jego ostatnie słowo. Pomysł o tyle prosty co genialny. Widać jak na Kickstarterze wygrywają nie superinnowacyjne produkty, które trzeba długo opisywać. Wygrywają projekty, które można opisać w dwóch zdaniach. Takie rzeczy są bardzo lubiane przez media na całym świecie. Najpopularniejsi zbieracze wprost przyznają, że serwisy crowdfundingowe to nie tylko szansa na pieniądze, ale również na rozgłos.

Wróćmy do samej idei. Czym jest zbiórka społecznościowa i co kieruje autorami projektów aby się na nią zdecydować. Zamiast starać się o inwestora, czy kredyt - właściciele projektów biznesowych lub artystycznych decydują się ogłosić, że każdy, kto chce może pomóc im się sfinansować. Pamiętam, jak czytałem książkę noblisty Samuelsona, to bardzo lubił on określenie: dolarowe głosy. W tym wypadku to właśnie prywatni ludzie mają największą władzę. Oni decydują komu powierzyć swoje oszczędności. Pewną rewolucją w takim podejściu jest to, co dostaje się w zamian. Przy bardzo małych wpłatach ma się jedynie uczucie, że się pomogło. Jednak przy konkretnych wpłatach dostaje się coś wartościowego. Najczęściej najlepszą nagrodą jest sam produkt, który jest dopiero przygotowywany. Autorzy ustalają, że jeśli zbiorą pieniądze, to mają określony czas na to, aby dostarczyć swój produkt dla fundatorów. I tutaj widzę lekkie schody. Bardzo szumnie ogłasza się ile pieniędzy zebrano na portalach crowdfundingowych. Jednak nikt nie bierze pod uwagę kosztów jakie to za sobą niesie. Wyprodukowanie pierwszej serii produktów, które trafią do darczyńców, to spory koszt. Dodatkowo dochodzi oczywiście koszt wysyłki, co czasem może bardzo zadziwić, gdy trzeba wysłać do jakiegoś egzotycznego miejsca. Tego nikt nie uwzględnia a przecież ma to ogromny wpływ na to ile faktycznie uzyskało się na zbiórce.

W naszych czasach co pewien okres pojawiają się kolejne ciekawe idee. Wszelkie rzeczy związane z ekonomią współdzielenia mogą wywołać rewolucję w światowej gospodarce. Tak samo jest dla biznesów (szczególnie internetowych i technologicznych) z crowdfundingiem.  Jest to pewna alternatywa dla finansowania biznesu. Oczywiście trzeba uwzględnić to, co opisałem w poprzednim akapicie. Jednak jeśli już zdecydujesz się na taką opcję to najlepiej zrobić to na Kickstarterze. Wynika to z popularności tej platformy. Widać, że naprawdę sporo projektów uzyskało tak finansowanie.

Jeśli chodzi o sam projekt Polaków, bo o nim mało napisałem, to portfela zawiera Bluetooth 4.0, który łączy się z dedykowaną aplikacją na iOS lub Androida. Jeśli portfel będzie daleko od właściciela (od 3 do 25 metrów), to pojawi się specjalny sygnał dźwiękowy przypominający szczekanie. Patent niezwykle prosty. A o tym, jak bardzo się podoba może świadczyć zebrane 250.000 dolarów! Gratuluję!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Dzisiejszy felieton chciałbym poświęcić firmie, która wnosi konkretną wartość do globalnej gospodarki. Jednym z elementów jest pęd ku innowacyjności. Apple można nienawidzić, lub kochać. Jedno jest natomiast pewne tej firmy nie można ignorować. Jak ma się Apple na początku 2015 roku, kilka lat po śmierci wielkiego innowatora - Stevea Jobsa? Czy Apple Watch wyznaczy nowy kierunek w dziedzinie elektroniki użytkowej?

Stała się rzecz niebywała: tylko na rynku pojawił się pierwszy phablet od Apple i już firma jest droższa niż jakakolwiek inna w historii. iPhone 6 Plus, bo o nim mowa, ma w sobie to, co najlepsze w smartfonach i tabletach. Oczywiście w tym wypadku było to podążanie za konkurencją. Samsung już dawno stworzył wielkie telefony. Nawet dodał do nich, tak znienawidzony przez Jobsa, rysik. Sam Tim Cook wydaje się nie wierzyć, że pojawienie się takiego produktu tak znacząco mogło wpłynąć na gigantyczną wycenę akcji. Co dopiero może się stać jak Apple Watch się rozkręci!

Możliwości są zasadniczo dwie: albo chwyci albo nie chwyci. Jak na razie wydaje się, że będzie to kolejny hit. Czy na miarę smartfona? Może być trudno. Jednak to redaktor naczelny Spiersweb Przemysław Pająk uświadomił mnie jak wielkie możliwości ma to urządzenie. Zaczynając od mega pomocy w treningach, kończąc na bezpośrednich płatnościach prosto z zegarka. Tak naprawdę nikt nie wie jak zachowają się konsumenci. Eksperci zauważają, że problem Apple Watchem jest taki, że nie jest on jeszcze urządzeniem must have. Raczej zalicza się on do kategorii nice to have. Oczywiście sytuacja może się błyskawicznie odwrócić. Skoro dało radę przekonać ludzi do przesiadki ze zwykłym komórek na smartfony, to z pewnością da się ich przekonać do noszenia elektronicznego zegarka. Innym problemem Apple Watch jest to, że ma być on silnie połączony z innymi urządzeniami giganta z Cupertino. Najprawdopodobniej jeśli nie będzie się miało iPhonea to może być problem.

Idea Post PC, w której ludzie masowo przesiadają się z komputerów na tablety wydaje się coraz bardziej odległa. O ile smartfon jest w domyśle niezbędny do życia, to o tyle tablet to raczej fajny gadżet. Jobs miał wizję, w której tablety są częściej wybierane niż pecety. Jak na razie wizja się nie sprawdza i sprzedaż tabletów maleje. Dodatkowo gwóźdź do trumny wbija iPhone 6 Plus, który jest klasyfikowany jako phablet. Nagle posiadanie tabletu ma coraz mniejszy sens. Jak to mówiono dawniej: umiera król niech żyje król. Czy Plus pogrąży tablety? Tego nie można przewidzieć. Jednak idea posiadania takiego sprzętu robi się coraz mniej sensowna. Sam mam tablet z Androidem i stwierdzam, że gdybym miał phablet to mój tablet miałby mniejszy sens w posiadaniu go.

Apple to firma, która stworzyła raptem kilka produktów. Jednak doskonale wykorzystała swe nisze. Według niektórych danych gigant jest największym sprzedawcą komputerów osobistych na świecie. Jak wiadomo komputery klasy IBM PC pochodzą od różnych producentów. Zadziałało tutaj definitywnie symbiotyczne połączenie. Dzięki elektronice użytkowej (rozpoczętej od iPoda) wzrosła także liczba chętnych na komputery Apple. Posiadanie Maca stało się supermodne. I to nie tylko wśród hipsterów!

Jedno jest pewne: lepiej, żeby to Apple było najdroższą firmą na świecie niż jakiś bank. Apple wnosi konkretną wartość dla rynku, a nie wymyśla nowych instrumentów pochodnych. O firmie cały czas jest głośno. Konkurencja próbuje jej dorównać. Mimo to Apple jest warte więcej niż Google i Facebook razem.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Aplikacja wyceniana na 17 miliardów dolarów, w którą zainwestowało nawet Google znalazła się w bezprecedensowej sytuacji. Sąd pierwszej instancji zabronił działania najważniejszej usługi - UberPOP. Protest do sądu został oczywiście złożony przez niemieckich taksówkarzy. Stwierdzili oni, że kierowcy Ubera mogą stanowić niebezpieczeństwo dla pasażerów. Choć z pewnością stanowią też niebezpieczeństwo dla portfeli samych taksówkarzy :).

Portal działa od jakiegoś czasu w Polsce, o czym zdążyłem już napisać na blogu. Najczęściej jest on chwalony przez pasażerów. Wpływa na to atrakcyjna cena i innowacyjne podejście do transportu. No i oczywiście sama aplikacja. Patrząc na wycenę projektu: jest to strzał w dziesiątkę. W 4 lata dojść do 17 miliardów to nie lada wyczyn. A sam właściciel znalazł się na liście najmłodszych miliarderów magazynu Forbes. Oczywiście nie może być tak, aby wszystkim taka sytuacja odpowiadała. Rzadko kiedy gdy rodzi się nowy projekt, to jest on tak innowacyjny, że nikomu on nie zagraża. Nawet pojawienie się Facebooka sprawiło, że  upadł MySpace. Rynki są ze sobą połączone. W teorii ekonomii najlepiej wyjaśnia to bycie dobrem substytucyjnym. Uber jest substytutem transportu taksówkarskiego. Gdy Uber odnosi sukcesy, to zagraża on taksówkarzom z miast, w których działa.

UberPOP jest to rdzeń Ubera. Chodzi o to, żeby agregować dostępnych kierowców współpracujących z firmą. Dzięki najnowszym technologiom mobilnym możemy się na przykład dowiedzieć:  gdzie znajduje się najbliższy nas wolny kierowca. Również system płatności odbywa się za pośrednictwem mobilnej aplikacji. Wszelkie sposoby na ocenianie kierowców przez pasażerów są świetnie zintegrowane. Jednak niemieccy taksówkarze uznali, że Uber nawet nie sprawdza swoich współpracujących kierowców. Nie mają oni żadnej licencji, ani innych elementów przewidzianych przez niemieckie prawo. Oznacza to więc, że w ostatecznym rozrachunku stanowią oni zagrożenie dla potencjalnych pasażerów. Co innego niemieccy taksówkarze. Skoro mogą oni być przysłowiowymi taxi driverami, to już coś oznacza. Niesie za sobą konkretne wartości. Czy system ocen kierowców naprawdę nie wystarczy? Kilka niepochlebnych opinii i już nikt z tym gościem nie pojedzie! Może się nawet zdarzyć, że system ten będzie bardziej użyteczny dla pasażera niż przynależność do taksówkarskiej społeczności.

Jest to ważne wydarzenie. Mimo, że wyrok orzekł sąd pierwszej instancji i Uber może się od niego odwołać, to jest to precedens, który może rzutować na całą korporację. Z pewnością będzie to zielone światło dla taksówkarzy z innych krajów. Skoro niemiecki sąd orzeka w taki sposób, to również sądy z innych krajów mogą dojść do takich wniosków w toku postępowania sądowego. Z pewnością Uber będzie się odwoływał od tego wyroku. Jednak jeśli nie uda mu się wygrać w wyższej instancji, to może również stracić na wycenie. Skoro robi coś nielegalnego w którymś kraju, to może się to okazać nielegalne w pozostałych krajach.

Jeśli chodzi o Polskę, to jakoś specjalnie bym się nie obawiał o Ubera. Należy pamiętać o dość wzniosłym momencie w polskiej legislacji, którym był pakiet deregulacji zawodowych Gowina. To bardzo ułatwiło zostanie taksówkarzem. Więc bycie kierowcą Ubera dużo w tej kwestii nie zmienia. Swoją drogą to ciekawe, jak prawo nie nadąża za rozwojem Internetu.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Przez lata swojego istnienia domeny internetowe stały się bardzo ważnym elementem naszej rzeczywistości. Zastanawiam się czy bez nich potrafilibyśmy jeszcze właściwie funkcjonować. Warto zauważyć również, że domena to wartość niematerialna. Można na niej zarobić miliony. Ile jest w Polsce domen? A ile na świecie? Czy warto inwestować w domeny? Dlaczego tak trudno znaleźć dobrą domenę dla swojej firmy?

Szukanie wolnej domeny o rozszerzeniu .com to prawdziwa katorga. Z czego to wynika? Chyba przede wszystkim z pomysłowości ludzi. Wszystko, co dobrze brzmiało zostało już praktycznie zajęte. Proste nazwy generyczne są poza zasięgiem. No chyba, że ktoś jest mocno przekonany o sukcesie swojego pomysłu i dysponuje sporą gotówką. Wtedy może spróbować odkupić domenę od jej właściciela. Zazwyczaj wiąże się to z ogromnym wydatkiem. Choć nie tak ogromnym, jak się większości osób wydaje. Rekordowa domena Porno.com została sprzedana za 9 milionów dolarów. Nie są to kwoty sięgające setek milionów dolarów, ale trzeba przyznać, że nie są to również małe kwoty. Chociaż prezes Nazwa.pl Piotr Nowak podkreśla, że w Polsce nie działa to na taką skalę. Tak dla przykładu domena Energetyka.pl poszła za 17 tysięcy złotych.

Jakby nie patrzeć domena może być ogromnym aktywem i wartością dla firmy lub osoby prywatnej. Z drugiej strony: każdą domenę trzeba wypromować. Czasami nawet głupia, dobrze wypromowana domena, może odnieść ogromny sukces. To powinno być coś, co zapada w pamięć. Micheal Dell, jeden z najbogatszych ludzi świata, podkreśla, że wartością dla witryny nie jest to ile osób ją odwiedziło tylko ile osób na nią powróciło. Domena może zdecydowanie ułatwić sprawę. Tylko tak, jak mówię na to nie ma reguły. Nazwy generyczne przegrywają w ogólnym rozrachunku z nazwami własnymi. Wychodzi na to, że takie Allegro.pl jest lepiej widziane, niż Aukcje.pl. Z czego to wynika? Możliwe, ze z ludzkiej mentalności. Gdy jeszcze nie było wyszukiwarek trzeba było kombinować. Wtedy wygrywały domeny pokroju ksiegarania.pl. Jednak w momencie pojawienia się tak popularnych wyszukiwarek zaczęły wygrywać nazwy własne. Choć do dzisiaj Google lepiej patrzy na domeny, które zawierają w nazwie szukane słowo.

W Polsce jest 2,5 miliona domen. Na świecie 286 milionów! To są ogromne liczby. Z pewnością będą one coraz bardziej wzrastać. Handel domenami stanie się bardzo intratnym zajęciem. No i co najgorsze trudno będzie znaleźć dobrą domenę dla nowego przedsięwzięcia. Ciekawym zjawiskiem są ostatnie działania światowych agencji domenowych, które tworzą nowe domeny pierwszego rzędu. Jak na przykład .sport, czy .hotel. Może się okazać, że zdobędą one sporą popularność. Jednak mam wrażenie, że nigdy nie dorównają one tak pożądanej domenie .com.

Droga domeno internetowa! W dniu Twojego jubileuszu życzę Ci jak największej popularności. Co za tym idzie życzę, abyś była jak najtańsza, bo to będzie miało ogromny wpływ na Twoją popularność. Jestem przekonany, że jeszcze przez dziesiątki lat będziesz obiektem pożądania milionów. A użytkownikom domen życzę, jak najlepszych wolnych adresów.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Dzisiejszy wpis na blogu chciałbym poświęcić fascynującemu człowiekowi, jakim bez wątpienia jest Rafał Brzoska. Tak, jak już wspomniałem wcześniej:  magazyn Forbes opublikował listę najbogatszych. W tej konwencji trwam od kilku wpisów. Jest to oczywiście temat rzeka, którym naprawdę warto się zainteresować. Największe inspiracje można czerpać od tych, którym się udało!

Giełdowa spółka Integer.pl jest bardzo dobrze wyceniana przez rynek. I choć w ciągu ostatniego roku jej wartość spadła, to jednak jest to dość stabilna firma i to kwestia czasu, aż znowu będzie górka w notowaniach. Najważniejszym projektem Integera jest oczywiście InPost. Jest to projekt wokół którego wyrastają legendy. Brzoska to tak naprawdę pierwszy człowiek w Polsce, który złamał monopol Poczty Polskiej. Mimo, ze ustawodawca dał Poczcie wyłączność na najlżejsze przesyłki, to InPost zaczął dodawać specjalne kawałki metalu, które podwyższały wagę ich przesyłek. Przypomina to nieco niuanse z komunistycznej rzeczywistości. Zamiast sprzedawać krawaty sprzedawano zwis męski itd. Jak widać w kwestiach prawnych jeszcze tak dużo się w Polsce nie zmieniło i nadal trzeba szukać metod, aby zgodnie z prawem radzić sobie z nieuczciwą konkurencją. Gdy InPost wygrał przetarg na dostarczanie pism z sądów zawrzało. Nagle pojawiła się wielka panika po stronie Poczty Polskiej. Pojawił się zarzuty co do jakości świadczonych usług. A finalnie pojawiły się groźby, że dalsze wygrywanie przetargów przez InPost zaowocuje grupowymi zwolnieniami w Poczcie Polskiej. Rękawica została jednak rzucona i monopol Poczty został złamany. Za co wielkie gratulacje dla Pana Rafała. Nie może być tak, że w gospodarce wolnorynkowej jest monopol tam, gdzie być go nie musi.

Kto wie czy jeszcze bardziej genialnym rozwiązaniem Brzoski nie są słynne Paczkomaty. Kiedyś napisałem felieton na tym blogu na temat bezrobocia technologicznego. Przykładem tego może być sytuacje, w której pani w okienku na poczcie jest zastąpiona urządzeniem takim, jak Paczkomat. Problem polega na tym, że nie ma już gdzie migrować. Kiedyś migrowano z produkcji do usług. Dokąd migrować z usług? Może lepiej zostać programistą? :). Paczkomaty to polski wynalazek, który szumnie podbija świat. Dzięki współpracy z operatorami pocztowymi  wynalazek Brzoski pojawia się w kolejnych krajach. Jest to bez wątpienia powód do dumy! Myślę, że to kwestia kilku lat, jak Brzoska podwoi swój majątek i będzie miliarderem. Ja życzę mu, aby w ciągu 10 lat został dolarowym miliarderem. A może uda mu się to zrobić znacznie szybciej?

Z pewnością Rafał Brzoska to polski wizjoner. Jego wynalazek nie zawiera jakiś innowacji, które by powalały na kolana (choć z pewnością będzie on rozwijany). Jednak gdy połączy się jedność miejsca i akcji, to wyjdzie, że jest to bardzo ciekawe rozwiązanie. Myślę, że jest szansa pojawić się na prawie wszystkich kontynentach. A rozwój światowego e-commerce będzie tylko miał pozytywny wpływ na rozwój konceptu.

Często piszę na tym blogu, że chciałbym, aby Polak był na samym szczycie listy najbogatszych Forbesa i żeby polska firma była wysoko w światowych rankingach. Tak jak Szwedzi mają Ikeę, tak my być może niedługo z dumą będziemy mogli mówić o sukcesach Brzoski. Udowodnił on już, że jest graczem światowym. Polska mu nie wystarcza! Życzę Rafałowi Brzosce jak najszybszego zostania dolarowym miliarderem!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Jak pewnie zauważyłeś Drogi Czytelniku jestem wielkim  fanem magazynu Forbes. Ten prestiżowy tytuł, jak co roku w marcu opublikował listę 100 najbogatszych Polaków. Jak widać wymagania są coraz większe. Aby teraz znaleźć się chociażby na końcu stawki trzeba dysponować majątkiem sięgającym ponad 200 milionów złotych! Czy to dużo, czy mało? Myślę, że nadal dużo. Stopniowo z pewnością wymagana wartość będzie się zwiększać. Polacy są niezwykle przedsiębiorczym narodem! I z tego możemy być dumni. Ten wpis chciałbym zadedykować numerowi dwa na liście Frobesa, czyli Zygmuntowi Solorzowi-Żakowi. A jest o czym pisać!

Zaczynał, jak wielu Polaków, od pracy w NRD. Zaczął sprowadzać Wartburgi. W końcu dostał koncesję i udało mu się ruszyć z pierwszą, polską, komercyjną stacją telewizyjną. Polsat na początku był przeznaczony dla niewymagającej publiczności. Sam Solorz uważa się za człowieka z ludu. To, co jemu się spodoba spodoba się z pewnością szaremu Kowalskiemu. Przypomina to trochę scenę z najnowszego filmu Disco-Polo, gdzie świetny Tomasz Kot gra menadżera wytwórni Daniela Polaka. Daniel mówi: nazywam się Polak, a to co się Polakowi spodoba, to się wszystkim Polakom spodoba. Swoją drogą ciekawe jak wielką inspiracją dla tej postaci był właśnie Zygmunt Solorz. Jak pewnie świetnie pamiętasz na początku stacja była kojarzona przede wszystkim z wymienionym przeze mnie disco polo i innymi produkcjami niezbyt wysokich lotów.

Drugim wielki projektem, po własnym kanale telewizyjnym, była platforma Cyfrowy Polsat. Gdy Solorz to robił - eksperci pukali się po głowie. Dzisiaj jest liderem rynku! To pokazuje jak wielki z niego gracz i wizjoner. Przewidział, że taka platforma cyfrowa to przyszłość telewizji oraz Internetu. Dzięki swoim działaniom stał się graczem numer jeden. Jak dotąd nc+ cały czas goni lidera. Ważnym zagraniem Solarza było inwestowanie w infrastrukturę internetową. Zaczął skupować spółki, które mają coś wspólnego z superszybkim LTE. Dzisiaj oferuje usługę takiego Internetu zarówno przez Plusa, jak i Cyfrowy Polsat. No i oczywiście jest liderem rynku!

Pewnie każdy z nas pamięta słynne Paszporty Polsatu. Było to wydarzenie bezprecedensowe. O skali porównywalnej do Totalizatora Sportowego. Dzisiaj marketingowcy Solorza sięgają do korzeni i oferują bardzo ciekawy Paszport Korzyści. Jest to dość zaawansowany klub lojalnościowy bezpośrednio związany z pakietem SmartDom. Oczywiście do programu przystąpiło znacznie więcej podmiotów, jak sklepy spożywcze, czy stacje paliw. Myślę, że będzie jeszcze o tym głośno!

Ponieważ Solorzowi-Żakowi udało się stworzyć całkiem pokaźny pakiet usług, to postanowił je połączyć koszyki dóbr. Wiadomo, że wszystkim się bardziej opłaci, jak u jednej firmy będzie się mieć: komórkę, Internet, telewizję, bank czy płacić za prąd lub wywozić śmieci. Tak narodziła się słynny zestaw usług SmartDom, które reklamuje duet  Brodzik-Wilczak. Wszystko jest świetnie wykonane. Ze smakiem i elegancją! Można właściwie mówić tu o efekcie synergii, na którym korzystają obie strony.

Jestem ciekaw czym zaskoczy nas Zygmunt Solorz-Żak w 2015 roku. Choć z pewnością jego głównym zmartwieniem jest spłacanie rat za kredyt na Plusa, to jednak jest to człowiek, który zaskoczyć potrafi. Gdyby działał globalnie, to byłby w pierwszej 20 najbogatszych ludzi świata! Jednak to on osobiście pokazuje, że nasz polski rynek wcale nie jest taki mały i da się tu dużo ugrać! Panie Zygmuncie, wszystkiego dobrego na biznesowej drodze!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Jak co roku najbardziej prestiżowy magazyn na świecie Forbes, publikuje listy najbogatszych. To, że Bill Gates jest numerem jeden raczej nikogo nie zaskoczy. Jednak w pierwszej dwudziestce jest tylko jeden 30 latek. Jest to oczywiście Mark Zuckerberg, słynny twórca Facebooka. Jego majątek znacznie wzrósł do ponad 33 miliardów dolarów. Są to pieniądze, których raczej nigdy w życiu nie wyda. Przynajmniej na swoje potrzeby. Bo jak wiadomo działalność charytatywna może być kasochłonna.

O Zucku krążą legendy. Najgłośniej zrobiło się oczywiście po bardzo fajnym filmie Davida Finchera The Social Network. Jest to fabularyzowana biografia bezwzględnego Marka. Wszystko toczy się wokół spotkań ugodowych, w których biorą udział ludzie uważający, że Zuckerberg ich nieco oszukał kradnąc pomysł, czy oszukując na udziały. Historia okraszona jest wątkami biograficznymi. Wszystko jest opowiedziane w doskonały sposób. Nie okłamujmy się: robi to jeden z najwybitniejszych reżyserów. Oczywiście można się spodziewać, że historyjka jest trochę dohojlłudozywana, aby to świetnie wyglądało w obrazku. Jednak rzuca to nienajlepsze światło na Zuckerberga. Chociaż gdy czytałem wywiad z jego siostrą, która również pracuje w FB, to mówiła, że bardzo mu się podobał ten film i puszczał go swoim pracownikom. Oczywiście cała sytuacja przysporzyła tylko fanów Facebookowi w formie nowych użytkowników.

Liczba użytkowników przekroczyła miliard. Czyli najprawdopodobniej 1/7 naszej populacji przynajmniej raz zalogowała się na ten portal społeczności owy. To dziwne, że tak dobrze się on wybił. W końcu przed jego startem były już portale społecznościowe. Przykładem może być MySpace, który kupił magnat medialny Rupert Murdoch. Kupił i wtopił. Jednak to Facebook przyciągnął największe audytorium. Jego wielki pochód trwa nadal. Jest tylko jeden poważny problem młodzi ludzie zaczynają z niego uciekać. No bo czy taki młody człowiek chciałby być na portalu społecznościowym, na którym jego znajomymi są jego rodzice? I tutaj pojawia się usługa Snpachat, która już teraz jest wyceniana na 10 miliardów dolarów. Jej twórcy znaleźli się na liście dolarowych miliarderów Forbesa. Snapchat jest bardziej młodzieżowy i bardziej anonimowy. Choć tak naprawdę nie ma jeszcze do końca pomysłów na monetyzację, to widać, że inwestorzy bardzo wierzą w ten projekt. Podobno za kilka miliardów dolarów chcieli go przejąć Google oraz Facebook. Chłopaki nie sprzedali i dzisiaj każdy z nich jest miliarderem.

Młodzi miliarderzy to ciekawe zjawisko. Myślę, że będzie się ono nasilać. To Internet sprawia, że dzisiaj jest dużo łatwiej zbić fortunę. Z jednej strony firma może działać na jednym rynku, a z drugiej za chwilę być globalnym graczem. Nawet nie musi mieć biura w kolejnych krajach, w których działa. Drugim aspektem wpływającym na to wszystko jest fakt, że jest wyjątkowa łatwość w zdobywaniu finansowania na swoje projekty. Są setki funduszy oraz osób prywatnych. I w projekty internetowe inwestują oni bardzo chętnie. Mają świadomość, że pewnie wypali jeden na dziesięć. Jednak niech ten jeden to będzie drugi Facebook, to już wyjdą na swoje!

Dzisiaj jest łatwiej stać się w młodym wieku miliarderem. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Trzeba było ciężko pracować przez długie lata. Często dziesięciolecia. Dzisiaj jednym dobrze wykonanym pomysłem można zwojować świat. Czy ktoś przegoni Zuckerberga i będzie miał koło 30stki ponad 33 miliardy? To kwestia paru lat jak się przekonamy! A ja życzę sobie, żeby na liście najmłodszych i najstarszych pojawili się Polacy. Nie tyko Internetowi!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi