napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Nie ma dnia, żeby nie pojawiały się informacje na temat najnowszych urządzeń mobilnych. Czeka nas rewolucja, czy powolna ewolucja? Który sposób na rozwój branży byłby lepszy? Kto teraz się naprawdę liczy i sprzedaje najwięcej swoich urządzeń?

Rewelacja goni rewelacje. Z jednej strony dla Apple był to jeden z najlepszych pierwszych kwartałów w historii sprzedaży iPhonea. Z drugiej strony Samsung go przegonił w tym kwartale w sprzedaży swoich smartfonów. LG przygotowało bardzo ciekawe rozwiązanie wygodnego smartfonu w skórzanej obudowie. Na rynku pojawiło się coś między smartfonem, a tabletem, czyli coraz głośniejszy phablet. Samsung produkuje takie urządzenia już od jakiegoś czasu. Natomiast Apple postanowiło wprowadzić iPhonea 6 Plus na ostatniej konferencji. To może wbić ostatni gwóźdź do trumny tabletom. Kupuje się ich coraz mniej. Z drugiej strony eksperci zauważają, że nie będzie się ich również tak często wymieniać. A jako wisienkę na szczycie tego tortu można dodać chińskich producentów, o których jest coraz głośniej.

Z pewnością ważnym elementem tej branży jest to, że podpisując odpowiednią umowę z Google można na swoim urządzeniu zainstalować najnowszego Androida. System jest oparty na Linuxie, co sprawia, że jest otwarty. Jednak chroni go wiele patentów, które dają władzę Google. Pojawiły się przypadki (jak na przykład Nokia przed przejęciem przez Microsoft), że pozbawiono Androida połączenia z aplikacjami Google. Wynika z tego, że idzie obejść umowę licencyjną z Google. Nie ma się wtedy jednak ani aktualizacji, ani najnowszych aplikacji. To, że system jest dostępny niemal dla każdego wpływa na jego popularność. Dzisiaj jest numerem jeden. Choć jak przyznają eksperci ma problem z aplikacjami w Państwie Środka.

Sukcesy Samsunga i Androida nie zmieniają jednak jednego: To Apple jest najcenniejszą firmą świata. Mnie osobiście to cieszy. Można na nich psioczyć i nienawidzić ich produktów. Jednak nie można ich ignorować! Mnie cieszy to z prostego powodu. Wolę, żeby najcenniejszą firmą świata był ktoś, kto wprowadza realne innowacje dla ludzi, niż ktoś kto produkuje kolejne instrumenty pochodne opakowując je w Bóg wie co. Dzisiaj większość największych firm to banki. Dostarczają one na rynek najbardziej pożądanych produkt: pieniądze. Jednak to Apple jest najcenniejsze.

Gorąco robi się również na rynku smartwatchy. To oczywiście za sprawą Apple. Można mieć wrażenie, że tylko jak ta firma wyprodukuje iCoś, to zaraz kupią to miliony. Na tym blogu pisałem już felietony, w których powątpiewałem czy tego typu urządzenie jest z kategorii must have. Obstawiałem, że będzie raczej z kategorii nice to have. A to wpływa na sprzedawanie tego typu produktu. Dzisiaj można uznać, że Apple kapitalnie weszło w kolejną kategorię produktową. A Apple Watch sprzedaje się lepiej, niż smartwatche z Androidem. Tak naprawdę na chwilę obecną oferta jest uboga, bo produkt dopiero wystartował. To, co jednak zwraca uwagę ekspertów, to fakt, że Apple zrobiło znacznie więcej niż miniaturkę smart fonu.

Imponujące jest również to, że Polskie firmy kombinują w tej branży. Ostatnio głośno jest o Swimmo, który zebrał już prawie 100.000 zł na Kickstarterze. To polski wynalazek, który pełni rolę zegarka dla pływaków. Łączy się on z aplikacją mobilną i pozwala dokładnie nadzorować swój trening. Trzymam kciuki za projekt. Chociaż już nazbierał on tyle ile wynosił pierwotny plan!

Branża smarturządzeń będzie rosła w siłę. Nie możemy być pewni, że będzie ona polegać na ewolucji. W końcu Jobs jednym produktem pokonał największego gracza na rynku ówczesnych telefonów komórkowy. Na razie wydaje się, że czeka nas ewolucja. Raczej nie ma co oczekiwać rewolucji wśród największych firm. Jednak nikt nie powiedział, że za parę lat nie pojawi się ktoś, kto przewróci wszystko do góry nogami.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Mateusz Chłodnicki jest dobrze znany na polskiej scenie internetowej. To on był pomysłodawcą pierwszego dużego wydawnictwa ebooków: Złote Myśli. To on brał udział w tworzeniu ogromnego wirtualnego wydawcy treści elektronicznych: Nexto. Mimo swoich sukcesów nie osiada na laurach. Postanowił zrobić projekt o zasięgu światowym. A że przy okazji jest to spora innowacja w świecie fotografii, to postanowiłem na ten temat napisać felieton. Projekt nazywa się Shuttout.com i pomału zaczyna zdobywać zainteresowanie. Pierwsze zadanie, jakie ustalił sobie Chłodnicki z zespołem to zebranie pieniędzy na przedsięwzięcie na portalu crowdfundingowym PolakPotrafi.pl. Skoro projekt ma mieć światowy zasięg to czemu nie na Kickstarterze? :)

Zacznijmy od tego na czym polega pomysł. Chłodnicki wraz z zespołem dostrzegł niszę. I to może się wydawać całkiem ogromną. Na świecie jest mnóstwo konkursów fotograficznych. Jednak większość z nich ma sporą barierę wejścia. Tak zwani amatorzy w ogóle w nich nie startują, ponieważ nie widzą dla siebie większych szans. I tutaj z rozwiązaniem wychodzi polski start-up. A są nim: społecznościowe konkursy fotograficzne! Na czym polega ta idea? Każdy użytkownik portalu może ogłosić konkurs. Co mu to daje?

Społecznościowe konkursy fotograficzne, to idea, która pozwala organizować konkursy dla wszystkich fotografów. Jak przyznają twórcy: każdy ma przynajmniej jedno takie zdjęcie, które uważa za wyjątkowo udane. Tutaj będzie miał mnóstwo opcji na zaprezentowanie go i wystartowanie w konkursie. A internauci już ocenią czy jest ono najlepsze w danej kategorii. Nagle konkursy fotograficzne mają szansę stać się ogólnodostępne. A to zasługuje na pochwałę!

Jeśli chodzi o finansowanie takich konkursów, to również mamy tu do czynienia z bardzo przemyślaną koncepcją. Każdy uczestnik będzie płacił wpisowe. Ten, kto wygra konkurs otrzyma 50% pieniędzy z wszystkich wpisowych. Ten, kto założył konkurs i go promował otrzyma 10% ze wszystkich wpłat. Nie jest dla mnie do końca jasne jaka część pieniędzy pójdzie dla autorów platformy. Jednak znając Mateusza Chłodnickiego z pewnością pojawi się tutaj program partnerski. Ile będą otrzymywać ewentualni partnerzy? Tego na razie nie wiadomo. Jednak pamiętając nexto i Złote Myśli - trzeba przyznać, że były to ogromne procentowo prowizje!

Shuttout to ma być coś jeszcze więcej. Autorzy, którzy wygrali w konkursach (choć pewnie Ci, którzy byli wysoko też) mają mieć szansę sprzedawania swojego zdjęcia. Ma to być zrobione w fajnej technologii, które drukuje zdjęcia na metalu. Twórcy są zainteresowani taką opcją, aby autorzy zdjęć mogli zobaczyć gdzie wiszą ich zdjęcia (w jakim miejscu na świecie). I tutaj pojawia się szumne hasło stworzenia największej galerii na świecie! Hasło może i szumne, ale trzeba przyznać, że potencjał jest ogromny!

Jest jeszcze trzecia idea. Konta dla Biznesu. Na razie jeszcze dokładnie nie wiadomo jak ma to działać. Widać jednak ogromną szansę na sukces. Wreszcie powstanie narzędzie, które będzie mogło angażować fotografów, oraz zwykłych użytkowników. Będzie można promować swoją markę tworząc taki konkurs. Sama idea społecznościowych konkursów fotograficznych jest w swej prostocie genialna! Z pewnością znajdzie się mnóstwo możliwości wykorzystywania go w mniejszej skali tak, jak Facebooka do promocji firm w internecie.

Nadal zastanawiam się dlaczego twórcy nie spróbowali swoich sił na Kickstarterze lub Indiegogo. Oczywiście jeśli zakończą zbiórkę w Polsce, to mogą w każdej chwili tam wyruszyć. Potencjał jest globalny. Mamy szansę (jako Polacy) na olbrzymi sukces w kwestii mediów społecznościowych. A to co wyjątkowo cieszy to fakt, że finansowanie takiego projektu nie opiera się w 100% na reklamach. Teamie Shuttout! Liczymy na Was :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Rap to nie zabawa już. To nauka! Uczą o nim w szkole plus dają słuchać. tak kilka lat temu rapował słynny twórca hip-hopowy Abradab. Rap wydostał się z podziemi. Dzisiaj jest bardzo liczącym się gatunkiem. I chociaż mass media starają się go unikać, to jednak to właśnie w odtwarzaczach młodych ludzi najczęściej gra  ta muzyka. Jest jego wiele nurtów. Polskie środowisko wykreowało wiele gwiazd. Najpopularniejsi raperzy pozakładali swoje firmy i odcinają kupony od sławy. Czy można zobaczyć tu analogię do social mediów?

Będę starał się tu odwoływać przede wszystkim do Polskiego podwórka, bo te każdy z nas doskonale zna. Jednak faktem jest, że największe firmy internetowe powstają w Dolinie Krzemowej. Kalifornia oprócz ciepłego klimatu ma również atrakcyjne warunki do prowadzenia biznesu. Cofnijmy się parę lat wstecz. Facebook był w Polsce ciekawostką. Na monitorach polskich internautów królowała Nasza-Klasa (przemianowana później na nk.pl miejsce spotkań). To ona tak naprawdę sprawiła, że Polacy doświadczyli social mediów. I mimo, że chodziły żarty pokroju: Czym się różni Polska od Reszty świata tym czym Facebook od Naszej-Klasy. To był bój o miliony użytkowników. W chwilach szczytowych zespół Macieja Popowicza mówił o 13 milionach aktywnych kont. Sukces tego portalu był fascynującym zjawiskiem socjologicznym. Na początek dobrym wabikiem okazała się możliwość nawiązania kontaktu z dawnymi znajomymi. Potem chcieliśmy oglądać zdjęcia kogo się da.

Mimo, że Nasza-Klasa miała jakiś pomysł na siebie. Świadczyło o tym chociażby stworzenie kopii Twittera sledzik.pl. Jednak ostatecznie jakoś się to rozmyło i portal stał się miejscem dla graczy w gry internetowe. Kupił to wszystko Onet i najprawdopodobniej skoczy mu zasięg, o który walczy aktualnie z Grupą Wirtualna Polska (obecnie numer jeden w rankingu MegaPanel). U nas jakoś brakuje takiej pewności siebie. Już kiedyś pisałem artykuł na temat tego, na co zwrócił uwagę Artur Kurasiński: strategie NK i GG polegały na kopiowaniu funkcjonalności, a nie na obserwowaniu procesów. Myślę, że ostatecznie to dlatego portale te przegrały z Facebookiem. Bo to on coraz bardziej przejmuje ich użytkowników.

Jakoś lepiej wychodzi, nam Polakom, bycie usługodawcami w social mediach. Przykładem może być głośne zakończenie transakcji przejęcia Socializera przez Isobar. Łukasz Misiukanis, który miał już doświadczenie biznesowe postanowił rzucić się na głębokie wody branży, której początkowo tylko się przyglądał. Zaryzykował i stworzył coś, jak na Polskę wielkiego. Dzisiaj jest multimilionerem. Ja cały czas wierzę, że to nie jest jeszcze jego  ostatnie słowo w temacie e-biznesu. To wytrawny gracz, po którym można się spodziewać tak naprawdę wszystkiego.

Social Mediami,  zanim stało się to modne, zajmował się Rafał Agnieszczak. Dla wielu (w tym mnie) jest to idol e-biznesowy. Wykreował fotkę.pl wokół prostego konceptu. Ale to co stworzył dodatkowo do dziś robi wrażenie. To tak naprawdę on jako pierwszy wprowadził płatności za konto w polskim Internecie. I chwyciło. Dzisiaj NK stała się serwisem gamingowym, a fotka.pl jest cały czas tym, czym była. Jasna strategia plus sprecyzowana grupa docelowa. To robi wrażenie. Przez Forbesa Agnieszczak jest wyceniany między 40 a 120 milionów złotych. Trochę za mało, żeby być na liście najbogatszych Polaków. Ale tak jak w przypadku Misiukanisa jest to wytrawny gracz i można się po nim wszystkiego spodziewać. Wielka szkoda, że idea i doskonały system biznesowy fotki.pl nie trafił na zagraniczne rynki. Teraz mogłoby już być trudno ze względu na Facebooka.

Nasza- Klasa przegrała z Facebookiem. Fotka to zupełnie inny serwis, który nie rozmył misji swojego działania. Co jednak czeka nas w przyszłości? Czy Facebook utrzyma pozycję lidera? Może zagrozi mu Google Plus? Czy jest się czego bać od nowych graczy? Nie dysponuję szklaną kulą ze 100% sprawdzalnością. Jednak odpływ użytkowników Facebooka będzie narastał. Będę od niego uciekać przede wszystkim młodzi internauci, którym niekoniecznie uśmiecha się, żeby być na jednym portalu z wapniakiami. Z drugiej strony są poszukiwacze nowości. Są oni również wśród Polaków. Wielu z nich działa w branży social mediów i tak naprawdę musi czuwać nad tym, co jest grane w tym świecie. Z pewnością coraz większe znaczenie będzie miał Snapchat. Jego unikalnością jest jego efemeryczność, czyli coś z czym Facebook nie ma szans walczyć. Pytanie tylko, co na to powiedzą rządy. Czy to, że wiadomość znika po maksymalnie 10 sekundach jest im na rękę? Twórcy tej aplikacji są aktualnie najmłodszymi miliarderami Forbesa. To robi wrażenie! Sam Snapchat jest wyceniany na 10 miliardów dolarów. Najprawdopodobniej zainwestuje w niego potentat z Chin Alibaba Jacka Ma. I pomyśleć, że jak wieść gminna niesie: Zuckerberg chciał kupić całość za 3 miliardy dolarów. Gdyby mu się wtedy udało, to zrobiłby świetny interes.

Z naszej perspektywy wynika, że brakuje nam globalnych graczy na rynku Social Media z Polski. Polacy są świetni w tworzeniu agencji reklamowych opartych na największych portalach. Tam świadczą swoje usługi. Jednak próżno szukać polskiego Facebooka, czy polskiego Twittera. Tak naprawdę działamy cały czas lokalnie. Nadzieje budzą twórcy aplikacji internetowych tacy, jak Michał Sadowski (Brand24), czy Paweł Fornalski (IAI S.A ). To są projekty, które mają globalny potencjał. I z pewnością jeszcze nie raz o nich usłyszymy. Jak to powiedział kiedyś ktoś mądry: Celuj w księżyc nawet jeśli nie trafisz, to i tak będziesz wśród gwiazd.

Wracając do porównania social mediów z rapem. To fascynujące jak drogi tych dwóch zjawisk socjologicznych są do siebie podobne. W przypadku rapu zaczęło się od gett w Stanach. W Polsce od chłopaków z blokowisk. Dzisiaj są na ustach wszystkich. Social media to nowe zjawisko zarówno kulturowe, socjologiczne, jak i technologiczne. Jego podstawą jest komunikacja. Kontakt między ludźmi. Początki Internetu to czasy tzw. Web 1.0. Wtedy komunikacja była jednostronna. Web 2.0 to nie tylko design z wielkimi elementami, ale przede wszystkim komunikacja wielostronna. Niemal każdy może zabrać głos i czuć się jak równy z równym z wielkimi graczami.

Istnieje bardzo profesjonalny fanpage na Facebooku nazwany: Kryzsy w Social Mediach wybuchają w weekendy. Tam autorzy pochylili się nad bardzo świeżym tematem konsekwencji tego, że social media mają wymiar komunikacji wielostronnej. Myślę, że jeszcze wiele marek się na tym przejedzie, a wiele wykorzysta to i stanie się wielkim. Tutaj bardzo mogą pomóc specjaliści od social mediów.

To ciekawe jak social media, czy ogólnie cała branża internetowa tworzy mnóstwo nowych zawodów, które były nie do pomyślenia jeszcze z 5 lat temu. To budujące, że największe uczelnie (i to zarówno prywatne i publiczne) tworzą studia (przede wszystkim podyplomowe), które podejmują tę niełatwą tematykę. I tu trzeba powiedzieć wprost social media to szansa dla humanistów. Jeśli ktoś się w tej dziedzinie wyspecjalizuje, to może być spokojny, że dostanie lepszą pracę niż McDonalds.

Niewiadomo jak potoczą się dalej losy social mediów. Ja głęboko liczę na to, że pojawi się polski gracz, który na tym rynku zwojuje świat. Jak na razie widać, że Polacy specjalizują się bardziej w obsłudze biznesów internetowych. Jednak to w masowości są największe pieniądze. I jednocześnie największe ryzyko niepowodzenia.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Chiński smok w natarciu! 2015-04-18 23:47
 Oceń wpis
   

 Chińska gospodarka rośnie do rangi supermocarstwa. Najprawdopodobniej w najbliższym czasie stanie się numerem jeden na świecie. Przeogromna populacja i jeszcze większy potencjał sprawiają, że Chiny są już czymś więcej niż największym outsourcerem świata. Na dzień dzisiejszy jest coraz więcej firm, które produkują własne rzeczy.

W biografii Stevea Jobsa pojawiła się wzmianka o tym, że rozmawiał on z prezydentem Obamą i powiedział wprost, że z wyborem Chin na podwykonawcę nie jest wcale tak, że głównym powodem jest niski koszt produkcji. Głównym powodem jest ilość inżynierów, których można zatrudnić w Chinach. Dla Jobsa i z pewnością wielu tuzów z Doliny Krzemowej, to właśnie było najważniejsze.

Mijają czasy, w których napis Made In China kojarzy się z tandetą lub podróbkami. Dzisiaj większość liczących się firm tam produkuje. To napędza chińską gospodarkę i pozwala Chińczykom kupować obligacje innych krajów w tym Stanów Zjednoczonych. Podwykonawcy z Chin są w stanie wyprodukować niemal wszystko. Jednak prawdziwy potencjał kryje się we własnych markach.

Internet w Chinach jest oczywiście cenzurowany. Wolność słowa to cnota, której nie zaznają obywatele tego państwa. Młodzież z tego kraju pcha się na jakiekolwiek studia, aby nie wylądować na linii produkcyjnej. Jest pewna ciekawostka, o której warto powiedzieć. Najczęściej fabryki w Europie nie budują swoich produktów od A do Z na miejscu. W większości wypadku podzespoły powstają w Chinach, a europejskie fabryki zajmują się wykończeniówką.

Każdy, kto interesuje się biznesem z pewnością słyszał o Alibabie. Portal najbogatszego chińczyka Jacka Ma był jednym z największych IPO na amerykańskiej giełdzie. Co ciekawe Alibaba inwestuje nawet w twórców smartfonów. Może to oznaczać wielkie plany co do rozwoju firmy. Chińskie smartfony również zaczynają powalać swoją jakością i designem. Na dobrą sprawę za jakiś czas będą się one mogły spokojnie ścigać z Japończykami, Koreańczykami, czy Amerykanami. Chińscy producenci telefonów mają olbrzymi potencjał. Jak daleko sięgną ich aspiracje połączone ze świetnym wykonaniem? Tego tak naprawdę nie wie nikt. Na dzień dzisiejszy wydaje się jednak, że będą one bardziej konkurencją maksymalnie dla Samsunga, nie dla Apple. Z pewnością można by stworzyć produkt, który będzie porównywalny z firmą z Cupertino. Wydaje się jednak, że uzyskanie takiej ceny i marży graniczy z cudem.

Również rozwój chińskich miast wydaje się fascynujący. Powstają drapacze chmur. Między miastami powstają koleje przy których Pendolino to dobry żart. Rozwój jednak kosztuje. Największe miasta przypłacają to smogiem. Czytałem o tym, że powstaje on ze względu na to, że wiele chińskich fabryk korzysta ze starych urządzeń ściągniętych z Europy. Na Starym Kontynencie nie spełniają one norm. W Chinach mogą swobodnie działać.

Myślę, że Chiny staną się gospodarką numer 1 na świecie. O ile większość krajów rozwija się długiem, o tyle Chiny finansują się ciężką pracą. Obywatele tego państwa są niezwykle pracowici i oszczędni. Choć najwięcej miliarderów pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, to w przeciągu kilkunastu lat może się to zmienić! Z tych powodów takie państwa, jak Polska wkupują się w łaski Chin.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Zawód: Celebryta 2015-04-14 23:25
 Oceń wpis
   

 W ostatnich latach coraz bardziej widzimy, jak rozpowszechnia się termin celebryta. Jest to oczywiście ktoś, kto bryluje w mediach i odcina kupony od swej sławy. Ale czy to się opłaca? Co celebryta ma wspólnego z biznesmenem?

Ostatnie jeden z poczytnych portali biznesowych opublikował artykuł, w którym pokazuje jak gwiazdy z pierwszych stron gazet spróbowały swych sił w biznesie i sromotnie im się nie udało. Pierwszym przykładem z brzegu jest Cezary Pazura, który zainwestował w dwie produkcje filmowe: Weekend i Sztos 2. Jak wiadomo przeszły one bez echa. Inny przykładem jest Kasia Cichopek, która chciała popłynąć na fali mody na taniec. No i popłynęła. Przykładów jest od groma. Jak widać gwiazdy mają spore parcie na to by wykorzystać gotówkę, którą zdobyły na swoich występach czy rolach. Czy są to duże pieniądze?

Słyszy się wiele o stawkach, jakie biorą gwiazdy za swoje koncerty, role w filmach lub serialach. Im większa gwiazda tym większe stawki. Jednak często może się okazać, że na dłuższą metę tym gwiazdą (szczególnie serialowe) mogłyby nawet same płacić za to, że mogą grać. Dlaczego? Im większy poziom gwiazdorstwa czy celebryctwa tym większe stawki za wystąpienie w reklamach. Co roku magazyn Forbes przepytuje agencje reklamowe o to ile by zapłaciły za udział gwiazdy w reklamie.  Na podstawie tego powstaje ranking za kogo zapłacono by najwięcej. Ostatnio wygrał bodajże Robert Lewandowski. Przekłada się to oczywiście na jego kontrakty reklamowe, których ma on chyba najwięcej ze wszystkich popularnych sportowców. Inni, jak chociażby Justyna Kowalczyk jest wierna jednej marce.

Wracając do Roberta Lewandowskiego to budzi on nadzieje, że młodzi polscy sportowcy są w stanie spożytkować swoje bajońskie fortuny. Swego czasu dość głośno było o tym, że zainwestował on w fundusz inwestycyjny, który ma w swym portfolio między innymi ZnanegoLekarza. Bardzo treściwie wypowiadał się na temat inwestycji Marcin Gortat, nasz jedyny człowiek w NBA. Jak obliczyli specjaliści po zakończeniu kariery sportowej ma on szansę być jednym z najbogatszych Polaków. To bardzo dobrze, ze młodzi sportowcy inwestują. Na pewno wyciągnęli oni lekcję z doświadczeń Mike Tysona, który przepuścił więcej niż zarobił.

Widać jednak ogromną różnicę jakościową między celebrytami z zachodu, a tymi z Polski. Chodzi przede wszystkim o ilość zarabianych pieniędzy. To ciekawe, że w Polsce Forbes robi listę ile by się zapłaciło za udział celebryty w reklamie, a w Stanach robi się dokładną listę ile w danym roku zarobiła gwiazda. Oczywiście w tym roku bezkonkurencyjny był Dr Dre, który sprzedał swoją firmę Beats Appleowi.

Gdy przyglądam się temu rynkowi, to wydaje mi się, ze najbardziej logiczną drogą dla celebrytów, jest zdobycie sławy w swojej dziedzinie. Często zdarza się zasada Madonny: Nieważne co piszą najważniejsze, żeby nie przekręcali nazwiska. Gdy już jest się sławnym, to koniecznie powinno brać udział w reklamach. Jednak może się okazać, że lepiej zawalczyć o konkretny kontrakt i na nim się skupić. Tak zrobili Justyna Kowalczyk i Marek Kondrat dla reklam konkurencyjnych banków. A jako dopełnienie tej drogi można się zdecydować na własny biznes. Oczywiście nie rzucałbym się zaraz na tak popularną restaurację. Lepiej robić coś na czym się zna. Tak zrobiła Kayah zakładając wytwórnię Kayax, albo Zbigniew Hołdys, który założył sklep muzyczny.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Jak wynika z analiz Google (właściciel YouTube) bardzo mało na nim zarabia! Mimo wprowadzenia reklam cały czas zyski są niewielkie. Przychody są ogromne, ale również koszty są niemałe. Czy Google znalazło rozwiązanie tego problemu? Co ma do zaoferowania swoim użytkownikom.

Jak przyznają redaktorzy mediów technologicznych pomysł wydaje się kontrowersyjny. YouTube nie odsłania na razie wszystkich kart. Wiemy, że użytkownicy YT w wersji Premium mają mieć wyłączone reklamy, oraz możliwość oglądania filmów w trybie offline. Pojawia się również opcja dla YouTuberów, którzy będą mogli udostępnić swoje filmy tylko tym, którzy opłacili abonament. Rodzi to nowe możliwości zarobkowe dla coraz popularniejszego zawodu Youtubera.

Jak może nie wszyscy wiedzą YT dzieli się zarobkami z reklam razem z autorami filmów. Oczywiście trzeba spełnić pewne warunki, jak na przykład to, że należy być właścicielem praw autorskich do filmu. Nie są to tak wielkie pieniądze, jak się niektórym wydaje. Nakłada się na to wiele zmiennych. Najgłośniejszy przykład z ostatniego roku to Sylwester Wardęga. Film o psie pająku przysporzył mu sławy, ale nie zarobił tyle ile się wszystkim wydaje. Za swoje 120.000.000(!) wyświetleń otrzymał około 400.000 złotych. W przeliczeniu na jedną osobę nie wychodząc to oszałamiające pieniądze. Jednak trzeba przyznać, że również w kraju nad Wisłą powstał nowy zawód. Jest nim Youtuber! Coraz więcej ludzi zaczyna żyć z tego. Czy zarabiają oni na programie partnerskim YouTubea? Też. Jednak prawdziwe pieniądze są w sponsoringach i lokowaniu produktu. Tak samo jak topowe blogerki modowe dostają ciuchy i kasę za promowanie konkretnej marki tak polscy youtuberzy również świetnie sobie radzą w tej dziedzinie. Rodzi się okazja dodatkowych zarobków. YouTube chce ponad połowę swoich zarobków  przeznaczyć na opłacenie autorów filmów. Oczywiście będzie to zależeć od popularności youtubera, oraz długości przebywania na stronie. Nowe źródło przychodów wydaje się kuszące. Ale czy przyjmie się u nas w kraju? Jednego można być pewnym raczej niewielu youtuberów zdecyduje się na tworzenie filmów na wyłączność dla użytkowników Premium.

Definitywnie zmierzamy ku zmianom. Jakiś czas temu pisałem o Google Contributor, czyli rozwiązaniu, które ma dostarczyć pieniędzy autorom najpopularniejszych stron. Google będzie pobierało miesięczny abonament i będzie dzielić się ze stronami w zamian za to, że te zrezygnują z reklam dla takich użytkowników. YouTube w wersji Premium to kolejny krok w tę stronę. Ogrom aplikacji sprzedawanych w modelu abonamentowym pokazuje, że era darmowego Internetu powoli się kończy. Już nie wystarczy, że płacimy pieniądze dostawcy Internetu. Stopniowo będziemy szli w kierunku, w którym za dostęp do poszczególnych serwisów trzeba będzie płacić. Co ciekawe: w Polsce model ten się coraz bardziej rozwija. Widać jak poczytne tytuły prasowe zaczynają pobierać opłaty za treści zamieszczone na swoich stronach internetowych.

YouTube jest graczem globalnym. Mimo, że jego właścicielem jest Google, to przez długi czas po prostu dokładano do interesu. Model reklamowy jest niewystarczający. Dlatego szuka się innych rozwiązań. Wejście modelu Premium może dać sporą szansę tradycyjnym wydawcą, którzy będą mogli publikować swoje filmy czy seriale i otrzymywać za to pieniądze za korzystanie z oferty przez użytkowników Premium. Ten moment musiał w końcu nastać! Jak śpiewają słynni Bitsy Boys (w składzie: Sadowski i Wnukiewicz z Brand24): Przemyśl model biznesowy! Życie z reklamy? Nie ma mowy!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Przy dzisiejszym przeglądaniu Facebooka trafiłem na genialne nagranie z #123 edycji Aula Polska. Zaprezentował się na nim znany bloger i biznesmen Artur Kurasiński. To, co powiedział na tym nagraniu po prostu mnie urzekło. Jeśli dysponujesz wolnymi 36 minutami, to zapraszam Cię serdecznie do obejrzenia jego wystąpienia: https://www.youtube.com/watch?v=hlDT7IMmgb0 .

Aula Polska to na dzień dzisiejszy największy cykl spotkań na temat ebiznesu.  O jej wielkości niechaj świadczy to, że odbyło się już ponad 120 spotkań w Warszawie, oraz to, że zaczęła ona działalność w innych miastach. Równie istotne może być to, że twórcy tych spotkań uzyskują doskonały partnerów takich, jak Akademia Leona Koźmińskiego w Warszawie, czy Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu. Są to prywatne uczelnie. Jednak są on bardzo wysoko w niezależnych rankingach. To, że Aula może się odbywać w ich salach dodaje prestiżu zarówno Auli, jak i uczelniom.

Natomiast jeśli odnieść się do samej osoby Artura Kurasińskiego, to jest to z pewnością legenda polskiego Internetu. W czasie pompowania bańki internetowej prowadził portal Nuta.pl, który zdobył finansowanie od samego Prokomu Ryszarda Krauzego. Tego samego, który zainwestował swego czasu w Wirtualną Polskę. Bańka pękła, a biznes upadł. To jednak nie zniechęciło Kurasińskiego do dalszych działań. Z czasem zaczął działać w branży e-aptek i e-commerce. Zaczął również prowadzić wpływowego bloga www.ak74.pl . Swoją drogą nazwa jest dość przewrotna. Nawiązuje ona do jego inicjałów, oraz daty urodzenia. Jednak nie da się nie odkryć nawiązania do słynnego karabinu. Kurasiński rósł jako bloger. Zaczął nawet działalność jako vloger. W ramach jednego z internetowych kanałów prowadził świetnie wywiady ze sławami biznesu internetowego w Polsce. Kropkę nad i postawił jednak jakieś półtora roku temu, gdy stworzył narzędzie do analizowania stron internetowych Fokus (www.getfokus.com) . Dzisiaj z dumą reklamuje je gdzie tylko się da. Życzę mu jak najwięcej sukcesów, ponieważ potencjał jest globalny!

Wracając do spotkania z konferencji: Artur Kurasiński zauważył to, co już dość dawno opisywałem na tym blogu. Można mieć najlepszych ludzi, doskonały produkt, ale najważniejsza jest sprzedaż! Bardzo często odnoszę się do słów self-made miliardera polskiego pochodzenia Tadeusza Tada Witkowicza, który dzieli biznes na trzy części: pomysł, produkcja i sprzedaż. Jednak ze wszystkich tych trzech elementów, to właśnie sprzedaż jest najważniejsza. Bardzo zachęcam do przeczytania jego książki Od nędzy do pieniędzy. Tytuł może nie jest najlepszy, ale biografia ta jest doskonale napisana i czyta się ją z przyjemnością. Jak zauważa Witkowicz większość startupów upada, bo nie skupia się na sprzedaży.

Kurasiński zauważył wiele innych rzeczy w ramach swojej prezentacji. Nie chciałbym tutaj spojlerować. Serdecznie zapraszam do obejrzenia jego wystąpienia. Widać, że te 15 lat, które spędził w branży sporo go nauczyły. Można mieć również wrażenie, że jeszcze nieraz zaskoczy całą branżę. Jest to człowiek, który zna się na rzeczy. Warto go słuchać!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi