napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

 Dosłownie przed kilkoma dniami wypłynął na niezmierzone wody polskiego Internetu serwis Tokeo.pl. Ewidentnie widać, że nasza część globalnej pajęczyny zaczyna się profesjonalizować. Serwis, któremu poświęcony będzie ten felieton, jest na to najlepszym przykładem. Twórcy chcą w jednym miejscu zgromadzić ogromną grupę ekspertów z wielu dziedzin. Takie działania sprawiają, że Internet staje się łatwiejszy! :).

Bycie ekspertem w Internecie stało się jazzy. Nagle niemal każdy przy odpowiednim zaangażowaniu może przypiąć sobie taką łatkę. W takich sytuacjach często cytuje się jakąś mądrą głowę, która rzekła, że: ekspert to ktoś, kto popełnił wszystkie możliwe błędy w bardzo wąskiej dziedzinie. Skoro ktoś popełnił tyle błędów i teraz już wie, jak zrobić coś dobrze, to jego umiejętności z pewnością będą w cenie. Nie wiem czy każdy internetowy ekspert spełnia wymogi tej definicji. Ponad rok temu znany copywriter Jakub Woźniak napisał na swoim blogu, że ekspertem można stać się bardzo szybko. Wystarczy zaangażowanie. Takie podejście wywołuje wiele komentarzy. Z pewnością nie jest zbyt przychylnie odbierane przez tych, którzy do bycia ekspertem dochodzili latami.

Z tego co widać na wstępie: Tokeo.pl stawia na specjalistów, którzy długo dochodzili do swojej wiedzy i umiejętności. Wynikiem tego postanowiono stworzyć statut konta eksperckiego, które został zweryfikowane. Co prawda niewiadomo jak do końca weryfikuje się ekspertów za pomocą rozmowy telefonicznej, która jest jedną z opcji, ale z pewnością taka weryfikacja jest potrzebna. Takie działania budują wiarygodność tej usługi. Ale na czym dokładnie ona polega?

Podstawą działania portalu jest wideoczat. Eksperci wyznaczają swoją stawkę za minutę przeprowadzanej konsultacji. Natomiast użytkownicy, którzy mają opłacone konta, decydują się na wybór eksperta, z którego pomocy chcą skorzystać. Naliczone minuty będą przetworzone na honorarium w złotówkach, które po uszczupleniu prowizją trafi na konto tego, kto udzielał nam konsultacji. Są również pakiety na przykład półgodzinne. Wszystko zależy tutaj od indywidualnych potrzeb.

Jak przyznają sami twórcy stworzenie serwisu to nie był tak duży koszt. Większość z miliona złotych, które pozyskali od inwestora, chcą przeznaczyć na marketing i działania sprzedażowe. W świetle tego, co pisałem już wielokrotnie na tym blogu: sprzedaż jest podstawą każdego biznesu. To na niej trzeba się skupić. Imponujące w przypadku Tokeo jest to, że od samego startu ma ono sporo ekspertów i to w różnych dziedzinach! Zapowiada się niezwykle dochodowy biznes!

Wiedza ekspercka zawsze była w cenie. Jednak dzisiaj, gdy żyjemy w Erze Informacyjnej, gdy nasze gospodarki nazywa się Gospodarkami Opartymi o Wiedzę, gdy wiedza i informacja stała się najdroższym aktywem taki portal jest strzałem w dziesiątkę. Oczywiście gdy będziemy potrzebować zaawansowanych odpowiedzi na trudne pytania, to do ekspertów uderzymy osobiście. Jednak gdy chcemy uzyskać konkretną i szybką odpowiedź na trapiące nas pytanie, takie platformy jak Tokeo są idealnym rozwiązaniem. Ostatnimi czasy był trend aby tworzyć wirtualne kursy. Teraz dostęp do wiedzy idzie jeszcze dalej! Życzę ogromnego sukcesu twórcom!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Gigant z Cupertino jest ostatnio bardzo otwarty na nowe idee. I chociaż czasem widzi je naprawdę późno (jak w przypadku Apple Watcha), to mimo wszystko wdraża je naprawdę dobrze. Zamknięcie, o którym pragnę napisać w tym tekście dotyczy systemu. System zamknięty i otwarty. To, co poróżniło w postrzeganiu technologii Billa Gatesa i Stevea Jobsa. Kto ostatecznie wygrał?

Zacznijmy może od tego, co zdaniem ekspertów oznacza system zamknięty. Doskonałym przykładem były przez cały czas Macintoshe. Jeden producent dostarczał: sprzęt, system operacyjny i oprogramowanie. Według Stevea Jobsa miało to jedną ogromną wartość: miało się wpływ na całościowe doznania użytkownika. W przypadku systemu otwartego było to niemal niemożliwe. I chociaż gdy mówimy o systemie otwartym, to pierwsze co, to ma się na myśli Linuxa. W tym kontekście chodzi jednak o system, którego każdy element dostarcza inny producent. Taki, jakim był od początku Microsoft Windows.

Jobs miał obsesję na temat całościowych doznań użytkownika. Bardzo długo upierał się, aby nie robić App Store, gdyż to spowoduje, że Apple utraci tę kontrolę. Ostatecznie przegrał swoją krucjatę i musiał nieco zmienić światopogląd. Jednak z pewnością to jemu zawdzięczamy zatwierdzanie aplikacji dostępnych w sklepach Apple i Google. Dzięki temu można utrzymać w pewnym stopniu doświadczenia całościowe, które były tak ważne dla Jobsa.

Bill Gates od początku popłynął z nurtem standardu IBM PC. Był to pierwszy system otwarty na tak wielką skalę. Mimo, że szefowie IBM przewidywali, że popyt na komputery osobiste wyniesie maksymalnie 10 sztuk, to jednak musieli dostosować się do nowopowstałego runku. Oczywiście to, czym stał się komputer osobisty zawdzięczamy Apple. To słynny Apple II wprowadził standardy, które następnie były powielane. IBM widząc co się święci postanowiło zawalczyć o rynek w nietypowy sposób tworząc system otwarty. Kto inny dostarczał poszczególne elementy systemu: sprzęt, system operacyjny i oprogramowanie. Wtedy właśnie zaczęła się rodzić potęga Windowsa.

Słynną dla historii komputerów okazała się riposta Billa Gatesa. Steve Jobs zarzucił mu, że tworząc Windowsa ukradł mnóstwo pomysłów jego nowemu komputerowi: Macintoshowi. Wtedy Gates zauważył, że to tak jakby oboje mieli jednego sąsiada i razem go okradli. Chodziło oczywiście o laboratorium Xerox, które to wymyśliło takie rzeczy, jak myszka, czy okienka. Jobs niemal do końca życia twierdził, że Gates go oszukał. Wiązało się z tym to, że uważał system otwarty za zło wcielone. Ostatecznie pod koniec życia przyznał, że ma on rację bytu w niektórych wypadkach.

Potęga systemu zamkniętego ujawniła się w momencie, gdy Apple zaczęło tworzyć kolejne urządzenia. Oczywistym stało się, że jeśli ktoś ma iPhonea, to z pewnością chętniej kupi Maca. A to wiązało się z tym, że wszystkie urządzenia od Apple doskonale ze sobą współpracują. W moim odczuciu jest to zdecydowanie największa innowacja, jaką niesie ze sobą system zamknięty. Jego potęga przejawia się we współgraniu wszystkich urządzeń. To spowodowało, że Apple ma ze sobą olbrzymią wartość w momencie gdy wprowadza nowe urządzenie. Tak było z Apple Watchem. Można tylko cierpliwie czekać, jak pojawią się następne urządzenia, które mają już azjatyccy konkurenci, jak telewizory, czy kina domowe. Pisałem tutaj także felieton na temat przypuszczeń prac nad iCarem. Tu z pewnością byłby popis do integracji urządzeń między sobą.

Microsoft jednak nie śpi! Mimo, że to Apple stało się największą firmą na świecie, to Microsoft również ma ogromną wycenę. Tutaj pojawia się ciekawostka: skoro wartość Apple jest dziś prawie 10 krotnością majątku Bill Gatesa, to czemu Steve Jobs nigdy nie był najbogatszym człowiekiem na naszej planecie? To proste: w momencie kłótni z zarządem Jobs odszedł i sprzedał wszystkie swoje akcje Apple. Zainwestował w NeXT, oraz Pixar. Potem gdy wrócił w glorii i chwale do Apple pakiet jego udziałów wynosił raptem kilka procent. Nie był to człowiek, któremu specjalnie to przeszkadzało. Jak sam przyznał: nie chciał być najbogatszym człowiekiem na cmentarzu.

Wracając do Microsoftu: nie można tak naprawdę na dzień dzisiejszy przewidzieć jakie będą jego dalsze ruchy. Z jednej strony będzie jeden Windows 10 na wszystkie platformy. Z drugiej strony szykuje się kompiler aplikacji z iOS i Androida. A na dodatek pojawiają się hasła, że istnieje możliwość zmiany modelu biznesu. Mówi się, że Microsoft ma przejść na system abonamentowy. Inną kwestią jest fakt, że MS przejął dział telefonów komórkowych od Nokii i już pozbył się tej marki z logotypów. Wprowadził nową markę Microsoft Lumia. I tutaj uderza nieco bardziej w system zamknięty. Dostarcza zarówno sprzęt, jak i system operacyjny. Oczywiście często się tak zdarza, że historia zatacza koło.

A co na to wszystko Google? Stworzyło system operacyjny oparty na opensourceowym Linuxie. Jobs bardzo długo miał im to za złe. Uważał, ze Page i Brin złamali niepisaną umowę, że Apple robi sprzęt, a Google aplikacje internetowe. Trzeba jednak przyznać, że poszczególne aplikacje Google tak zaczęły się rozwijać, że logicznym następstwem było stworzenie systemu operacyjnego. Google, dzięki zawartym sojuszom szybko stało się ogromny graczem na tym rynku. Windows Phone może właściwie na razie tylko pomarzyć o takiej pozycji.

Można mieć wrażenie, że Microsoft nieco przespał swój moment. W chwili gdy rodziła się branża smartfonów  on jakby jej nie zauważył. I pomyśleć, że to takie firmy jak Nokia czy Microsoft jako pierwsze tworzyły to, co Jobs tak doskonale sprzedał. Widać brakowało takiego globalnego sprzedawcy, który porwie za sobą klientów.

W dzisiejszych czasach nadal najbardziej zamkniętym systemem jest Apple. Microsoft robi jakby nawrót w kierunku systemu zamkniętego, aczkolwiek jego system operacyjny będzie mógł być dostępny na urządzeniach potencjalnych konkurentów. Najbardziej otwarty wydaje się być Android. Google broni się patentami i umowami licencyjnymi, ale ponieważ jest to Linux w innych szatach, to mogą być takie sytuacje, jak z Nokią, że pod Androida podłączono aplikacje Microsoftu.

Jakkolwiek by nie patrzeć na tą branżę: jej przyszłość wydaje się bardzo ciekawa. Natomiast w jednym Jobsowi trzeba przyznać rację: całościowe doznania użytkownika są najważniejsze. Dlatego tak wielką popularnością cieszy się Apple. Jest ono zbudowane na solidnych fundamentach. I choć może się wydawać, że nieco przysnęło po śmierci Jobsa, to kto wie co szykuje w swoich laboratoriach!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 CDProjekt, twórca gry Wiedźmin 3: Dziki Gon, jest porównywany nawet z RocktStar Games twórcą GTA. Eksperci mówią jednogłośnie: Ta gra to aktualnie nasz najlepszy towar eksportowy. Sami twórcy nie mówią dokładnie ile pieniędzy przeznaczyli na stworzenie tego tytułu, ale chodzą informację, że na samą promocję poszło 35 milionów dolarów. Jest to w polskiej rzeczywistości sytuacja bezprecedensowa. Z tego, co wiem nigdy jeszcze nie wydano tak dużo na grę!

W momencie premiery nowego Wiedźmina wystrzeliły indeksy giełdowe. Nagle okazało się, że firma, która ma dwustu pracowników może być wyceniana wyżej niż Jastrzębska Spółka Giełdowa. Pokusiły bym się o stwierdzenie, że gdyby CDProjekt miał więcej tak topowych gier, to może i znalazłby się w WIG20. Pozytywna reakcja inwestorów giełdowych jest oczywiście uzasadniona. W końcu szykuje się światowy hit.

Wiedźmin na początek zrodził się w głowie Andrzeja Sapkowskiego, który szturmem zdobywał księgarnie. Dzisiaj można zobaczyć drugą młodość jego dzieł, które oczywiście cieszą się większą popularnością dzięki grom. Następnie o Wiedźmina upomniała się telewizja i kino. Powstał film, oraz serial telewizyjny. Mimo dobrej obsady: Michał Żebrowski, czy Grażyna Wolszczak produkcje te nie odniosły wielkiego sukcesu. Historia była jednak na tyle fascynująca dla twórców z CDProjektu, że postanowili oni w 2007 roku wydać pierwszą część gry o Wiedźminie.

Reszta jest już historią. Gra okazała się ogromnym sukcesem komercyjnym. Z jeszcze większym nakładem stworzono drugą część. A w dniu dzisiejszym mamy Wiedźmina 3. Gra na starcie trafiła na PC, PlayStation 4, oraz Xbox One, czyli wszystkie liczące się platformy. Z obserwacji ekspertów wynika, że taka gra najlepiej zarobi na konsolach. W przypadku gier na PC mamy do czynienia z ogromnym piractwem. W przypadku konsol nie jest to takie łatwe.

Patrząc na wymieniony Rockstar Games można wycisnąć naprawdę dużo na jednym świetnym pomyśle. GTA pojawiło się w tylu odsłonach, że mogłoby się wydawać, że temat jest wyeksploatowany. Nic bardziej mylnego! Jak będzie z Wiedźminem? Czy twórcy planują już kolejną część sagi? O tym się teraz nie mówi. Teraz nadszedł czas odnoszenia triumfów w związku z kolejnym wielkim tytułem CDProjekt!

Często na tym blogu życzę sobie, aby polska firma odniosła globalny sukces porównywalny z Apple, Microsoftem, czy Google. Te firmy są warte setki miliardów dolarów. CD Projekt może i jest jeszcze daleko od takich wycen. Na chwilę obecną jest wyceniany na ponad 2 miliardy złotych. Jednak jego wycena już robi wrażenie! Myślę, że jeśli uda mu się dobrze sprzedać Wiedźmina na świecie, oraz przygotuje kolejne fascynujące gry, to wycena znacznie wzrośnie. Faktem jest, ze branża gier jest dość trudna. Nie ma nigdy gwarancji, że coś chwyci. O tyle imponujące jest to, że CDProjekt pojawia się już z trzecią popularną grą. Życzę jak najwięcej sprzedaży!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Padł właśnie rekord w polskim finansowaniu społcznośćiowy (crowdfundingu). Michał Wawrzyniak, właściciel Mental Way, zdobył ponad 300.000 złotych na swoją akcję Hejtoholik Hejtbusters. Nie jest to pomysł na biznes w tradycyjnym ujęciu. Michał nie zebrał pieniędzy na nowego smartwatcha - tylko na wielką trasę szkoleniową. Jest to bardzo unikalna koncepcja i nie wiem czy miała już miejsce w światowy crowdfundingu.

Michał Wawrzyniak jest aktualnie jednym z bardziej rozchwytywanych trenerów rozwoju osobistego, czy zmiany personalnej. Przez lata budował swoją pozycję na tym rynku. Jest to z pewnością rozwojowa nisza. Wiele osób nie zdaje sobie dzisiaj sprawy, jak wiele spraw można łatwo rozwiązać. Wraz z rozwojem coachingu, rozwoju osobistego, czy ich pochodnych, coraz więcej ludzi będzie się zagłębiało w te tematy. A Wawrzyniak jest już gotowy, aby pomóc im w ulepszaniu życia.

Mówiąc o Michale Wawrzyniaku trzeba powiedzieć jeszcze o dwóch rzeczach: o jego zespole, oraz o społeczności, którą wokół siebie buduje. Zespół Wawrzyniaka to świetnie zgrana ekipa, którą on sam z dumą prezentuje na swoich stronach. Po wykonaniu szkoleń online widać, jak każdy element jest doskonale przemyślany i dopracowany. To naprawdę robi wrażenie! Jeśli inni trenerzy mają czegoś zazdrościć Michałowi, to właśnie tak zgranego zespołu! Natomiast mówiąc o społeczności wokół Mental Way - można śmiało mówić, o tym jak doskonale wykorzystuje się tu potencjał Facebooka. Ponad 24 tysiące fanów, 800+ opinii. A tak, jak napisałem na początku: środowisko to stopniowo się rozrasta.

Wróćmy jednak do Hejtoholika. Wawrzyniak jest nazywany w środowisku crowdfundingowym mecenasem. To on pomagał platformą Wspieram.to i PolakPotrafi. Swoją wiedzę i doświadczenie doskonale wykorzystał przy własnej zbiórce. 300.000 złotych jest rekordem polskiego internetu. Możliwe, że będziemy mieli do czynienia z jeszcze większą ilością zebranych pieniędzy, ponieważ do końca akcji pozostało 18 dni. To co rzuca się w oczy, to fakt, że zespół Wawrzyniaka jest od początku przygotowany na tak wielki sukces. Na stronie promującej kampanię są zapisane progi, które mówią co się wydarzy jeśli zbierze się daną kwotę. Na samym szczycie jest napisane co się stanie gdy zebrane zostanie 500.000 zł.

Imponująca jest nie tylko ilość zaplanowanych do zebrania pieniędzy. Doskonale prezentują się nagrody w zamian za pieniądze. Jeśli chcesz przeprowadzić kampanię crowdfundingową, to zdecydowanie na tej opisywanej w tym artykule powinieneś się wzorować! Jest ona stworzona z rozmachem, a jednocześnie każdy element jest przemyślany. Z pewnością ma na to wpływ fakt, że Michał Wawrzyniak nie działa sam. Ma doskonały zespół, o którym już pisałem.

W tym miejscu chciałbym bardzo zachęcić Cię Drogi Czytelniku, abyś zapoznał się z oficjalną stroną kampanii. Nawet jeśli jej nie wesprzesz, to jednak jest to doskonały materiał do nauki. Fakt, że udało się uzbierać w polskich warunkach 300.000 złotych pokazuje, że się da. I niech zamkną usta wszyscy Ci, którzy twierdzą inaczej. Przyszłość crowdfundingu może być świetlana również w Polsce. I życzyłbym sobie jak najwięcej tak udanych kampanii. Link do akcji: tutaj

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 W dniu dzisiejszy gruchnęła wieść, że nadchodzący Windows 10 będzie ostatnim Windowsem, któremu numer nada Microsoft. Może to jedynie oznaczać, że MS planuje zmienić model biznesowy. Zamiast tworzyć gotowy produkt, którego nowa wersja wychodzi co kilka lat pojawi się aktualizowany na bieżąco kombajn. Czy takie rozwiązanie odniesie sukces?

Przede wszystkim rodzi się pytanie: jak będzie wyglądała kwestia płatności. Skoro jest to ostatni Windows, któremu nadano numer, a potem będzie on na bieżąco aktualizowany, to należałoby się spodziewać albo wysokiej ceny, albo modelu abonenckiego. Osobiście uważam, że Microsoft na pewno nie pójdzie drugą wysokiej opłaty wstępnej. Byłoby to niewygodne dla tej firmy z jeszcze jednego powodu: aktualizacje od Windowsa 7 wzwyż mają być darmowe! A jeśli firma zdecyduje się na model abonencki, to pewnie udostępni pierwszy rok za darmo, a potem będzie korzystać ze sprzedaży pakietów.

Co by nie mówić o Microsofcie, to trzeba przyznać, że rozwija się on w bardzo ciekawy sposób. Ostatnio głośno było o tym, że stworzy on specjalny generator, który pozwoli autorom aplikacji na Androida i iOSa szybko przekonwertować je na Windowsa 10. Jest to rozwiązanie w swej prostocie genialne. Z drugiej strony niemałą lawinę komentarzy wywołała decyzja stworzenia jednego systemu operacyjnego dla wszystkich platform. Można się spodziewać, że Microsoft jeszcze nieraz nas zaskoczy!

Czy model abonencki jest tym czego oczekują użytkownicy? Patrząc na sukces Officea 365 można powiedzieć, że TAK! Nie każdego stać na wielką jednorazową opłatę. Przy płatności rocznej wygląda to korzystniej. Z drugiej strony ma się cały czas najnowszą wersję systemu. Nie trzeba się obawiać, że pewnego dnia przestaną się ukazywać aktualizacje. Nagle dostajemy do ręki doskonałe narzędzie, które przez cały czas jest najnowszą możliwą wersją. To bardzo silny argument za takim modelem!

Myślę, że w dobie gigantycznego rozwoju Internetu nie ucieknie się od modelu abonenckiego. Jest on tak naprawdę wygodny dla wszystkich. Użytkownicy nie muszą się decydować na drogą aplikację, a dzięki, wydającej się być niższej, cenie więcej ludzi kupi. Oznacza to również korzyść dla firmy, która na model ten się zdecydowała. Z jednej strony widać, że w przypadku aplikacji internetowych cały czas mamy do czynienia z reklamą. Jednak bardzo trudno jest zbudować silny produkt zarabiający jedynie na reklamie. Wiąże się to przede wszystkim z potrzebą wielkiego zasięgu. W miarę rozwoju Internetu będą w nim rządzić płatne aplikacje. Internauci jakoby powoli się do tego przyzwyczajają. Płatność aplikacji pozwala na wyższą jakoś produktu i lepszą obsługę pojedynczego klienta.

Wracając jednak do Windowa jest to system, którego znaczenie maleje. Wraz z upływem czasu trzeba dostosowywać się do sytuacji rynkowej. Teraz ważnym krokiem dla Microsoftu może się okazać właśnie przeformatowanie modelu biznesowego. Na komputerach Windows jeszcze długo będzie rządził. Jest szansa, że więcej osób kupi oryginalna wersję i będą oni stanowić źródło przychodu przez długie lata. W tym kontekście ma to ogromny sens! A to jak zadziała Microsoft będzie miało przełożenie na całą branżę!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Wniosek po filmie Disco-Polo może być tylko jeden: To jeszcze nie koniec! O muzyce tej napisano już chyba wszystko. Od wielkiego wychwalania, po ogłoszenie rychłej śmierci. Faktem jest jednak, że w latach dziewięćdziesiątych właśnie ta muzyka królowała wszędzie. Na koncerty chodziły tysiące ludzi, a kasety/płyty sprzedawały się w milionowych nakładach. Powtórzę: To jeszcze nie koniec!

Pamiętam słowa dziennikarza muzycznego Michała Figurskiego, który chwalił się, że nabrał znajomego z zagranicy na discopolowe teledyski. Powiedział mu, że to co jest emitowane w programie Disco Relax (czy jemu podobnym), to filmy kręcone przez ludzi w domach i wysyłane do telewizji. Świadczy to o tym jakie zdanie na temat tej muzyki miał ów dziennikarz. Mimo tego to właśnie Disco-Polo królowało wszędzie. Jak przyznaje Zygmunt Solorz-Żak, właściciel Polsatu, emitował on to, czego domagał się lud. Stąd przez wiele lat Polsat pokutował złą opinią na temat jakości programów. Kojarzony był z telenowelami i właśnie disco-polo. Jednak to Solorzowi ten nurt muzyczny tak wiele zawdzięcza. Głośno jest również o tym, że artyści byli sponsorowani przez mafię. To mogła być bardzo ciekawa forma inwestycji.

Wszystko doskonale istniało. Występowało wielu artystów. Potrafili się oni podzielić tym ogromny tortem. Aż wreszcie Disco-Polo niemal całkowicie zniknęło z massmediów. Podobnie jest dzisiaj z hip-hopem. Był moment, w którym stacje grały go bardzo namiętnie, aż zniknął on z eteru. Banicja disco-polo trwała dość długo. Tak naprawdę niewiadomo co było jej przyczyną. Może się wydawać, że to gusta masowego odbiorcy się zmieniły. Stał się on bardziej wymagający. Disco-Polo wydawało się mocno obciachowe.

Z tym wszystkim można by się zgodzić, gdyby sytuacja ta trwała. Jednak mamy do czynienia z prawdziwym renesansem tej muzyki. Z pewnością wielki wpływ miał na to hit zespołu Weekend Ona tańczy dla mnie. Grano go wszędzie. I to mogło otworzyć drogę do wspomnianego odrodzenia. I ponownie mamy do czynienia z ogromną ilością wykonawców, którzy jeżdżą po całej Polsce i chętnie występują. Impreza plenerowa niemal na pewno nie może się odbyć bez gwiazdy disco-polo. Sprzedaż płyt zastąpiono ilością wyświetleń teledysków na YouTube. Tym sposobem mamy podobne zjawisko, jak w latach dziewięćdziesiątych wszyscy znają największe hity topowych wykonawców.

Pojawiły się nawet stacje muzyczne, które specjalizują się w tej muzyce. O tym, żeby na otwartej antenie Polsatu pojawił się Disco Relax można zapomnieć. Jednak całodobowa telewizja, która skupia się na tym nurcie może być jeszcze bardziej skuteczna do promocji artystów. Oni z pewnością doskonale to wiedzą i dobrze żyją z władzami tych stacji. Co ciekawe pojawiają się nie tylko najnowsze hity. Często można odsłuchać nazwijmy to klasyki.

Wydawać by się mogło, że byt tej muzyki będzie dogorywał na weselach. Nic bardziej mylnego! W najbliższym czasie możemy się doczekać kolejnych gwiazd, które podbiją polską estradę. A Ci, którzy są już teraz trzymają się bardzo mocno. Najważniejsze w tej muzyce (jak w wielu innych nurtach) jest to, aby mieć hit. Piosenkę, za którą pójdą fani.

Czy ktoś jeszcze pamięta, ze hit disco-polo promował kampanię prezydencką Aleksandra Kwaśniewskiego? Że występowali w tym nurcie Bohdan Smoleń, czy Krzysztof Krawczyk? Dzisiaj disco-polo narodziło się na nowo. Sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Crowdfunding, czyli po polsku finansowanie społecznościowe, to zdecydowanie jedno z wiodących rozwiązań ostatniego roku, jeśli nie ostatnich kilku lat. Jak bardzo jeszcze nas zaskoczy? Czy spotkamy się z superinnowacyjnymi projektami? Czy młode firmy zrezygnują z funduszy i aniołów biznesu? A może będzie to pierwszy etap finansowania?

Termin wydaje się nowy i świeży. Sprawia to, że jest to gorący temat dla mediów (nie tylko biznesowych). Czym właściwie jest finansowanie społecznościowe? W miarę tego, jak rozwija się rynek można zauważyć, że tak naprawdę mamy do czynienia z różnymi odmianami crowdfundingu. Ten, który zna już wiele osób, czyli pieniądze w zamian za nagrody. Oraz ten, który jeszcze nie zdobył wielkiej popularności, czyli udziałowy. O tym pierwszym, nazwijmy go normalnym, napisano już setki artykułów na całym świecie. Idea wydaje się prosta. Zamiast iść do jednego dużego inwestora organizuje się kampanię, w której zwykli ludzie zrzucają się na ufundowanie projektu. Aby chcieli wyłożyć swoje pieniądze trzeba ich zachęcić. Najpopularniejszym rozwiązaniem jest to by od pewnej kwoty dawać produkt, który ma zostać stworzony przez twórcę. Innym rozwiązaniem jest na przykład umieszczenie nazwiska w galerii chwały, czyli podstronie serwisu. Idea jest prosta: trzeba zaskoczyć internautów swoim pomysłem i sięgnąć do ich portfeli.

W zamian za wpłacone pieniądze trzeba przygotować prezenty dla internautów. Wiele osób uważa, że jak ktoś zebrał 100.000 dolarów na platformie, to jest to jego czysty zysk. W rzeczywistości trzeba uwzględnić koszty wyprodukowania, oraz wysyłki. Łatwiej wydaje się być z crowdfundingiem udziałowym. Tutaj zamiast prezentu dostaje się udziały. Dla twórcy ta forma ma pewną bardzo atrakcyjną właściwość średnio jeden użytkownik daje więcej pieniędzy. Jednak wchodząc w to głębiej można się zastanowić czy to aby nie wypacza idei crowdfundingu. Oczywiście jeśli chce się oddać 5% udziałów, to będzie to atrakcyjniejsza propozycja niż inwestor. Jednak często inwestor może się okazać atrakcyjniejszą propozycją, jeśli chce się oddać powyżej 25%.

Crowdfunding udziałowy to tak naprawdę nowość. Czy zdobędzie taką popularność jak normalny Crowdfunding? W naszym kraju może się on okazać atrakcyjną perspektywą. Osobiście myślę, że normalny Crowdfunding jest lepszym rozwiązaniem. Widać to również w ilości przeprowadzonych kampanii. Tych z normalną formułą finansowania społecznościowego jest o wiele więcej!

Dwa największe portale dla tradycyjnego crowdfundingu, to Kickstarter i Indiegogo. Każdego tygodnia pojawiają się na nich nowe oferty. To, co odnosi wielki sukces to niekoniecznie super zaawansowane rozwiązania. Często do ludzi przemawia prostota! Bodajże największym sukcesem w historii Kickstartera była przenośna lodówka. Pisałem o niej na tym blogu. Byłem kompletnie zszokowany! Robiąc coś, co ładnie wygląda i ma kilka nietypowych funkcji można zdobyć serca tysięcy fundatorów. Lodówka była czymś banalnym, ale kampania przeprowadzona wokół niej już taka banalna nie była. I tutaj zmierzamy do tego, co oprócz pieniędzy daje serwis crowdfundingowy. Czasem może się to okazać cenniejsze niż zdobyte pieniądze. Chodzi oczywiście o rozgłos.

Rozgłos dla nowopowstałego projektu jest czymś niesamowicie potrzebnym. W momencie kiedy kampania crowdfundingowa chwyci bardzo chętnie piszą o niej media z całego świata. Do autorów projektu odzywają się kolejny dziennikarze. Ostatnio na jednym z serwisów e-biznosywch pojawił się przewrotny artykuł pt. Życie po Kickstaterze istnieje. Jak widać można przekuć to, co się zdobyło na konkretną realizację. I z miesiąca na miesiąc widać jak coraz lepiej radzą sobie z tym Polacy.

Ostatnim hitem zbiórek był Woolet. Pomysł nie był bardzo innowacyjny. Jednak, jak przyznają sami autorzy, to jego wykonanie miało świadczyć o potencjale. Pomysł wykonany między innymi przez twórcę innego hitu Sher.ly jest portfelem dla mężczyzn. Dzięki zawarciu w portfelu odpowiedniego czujnika i połączeniu go z aplikacją na smartfona otrzymuje się genialnie proste urządzenie. W momencie kiedy smartfon oddala się od portfela na kilkanaście metrów, to zaczyna on wydawać charakterystyczny dźwięk. Na Kickstarterze Woolet zebrał milion złotych. To pokazuje, że Polacy potrafią mieć rozmach! Być może do lodówki z USB jeszcze daleko, ale z pewnością będzie to produkt, który trafi do tysięcy użytkowników. I to nie tylko tych, którzy go ufundowali!

Przykładem ostatnich dni jest Swimmo specjalne urządzenie, które pełni funkcję smartwatcha dla pływaków. Na dzień dzisiejszy zebrano 102.000 dolarów. Cel został osiągnięty, a to jeszcze nie koniec! Design jest przepiękny, a i sam pomysł robi wrażenie. Polskie projekty próbują także sił na polskich platformach. Najpopularniejszymi są PolakPotrafi i Wspieram.to. Ostatnio napisałem felieton na temat Shuttout, czyli społecznościowych konkursy fotograficznych. Polskie platformy nie mają takiego rozmachu, jak te zagraniczne. Jednak udało już się stworzyć kilka ciekawych akcji, jak na przykład reaktywacja magazynu Secret Service.

Ten sposób na finansowanie projektów będzie zdobywał coraz większą popularność. Wielu Polaków nie jest jeszcze uświadomionych o takiej idei. Na zachodnich serwisach widać większą popularność. Czy to będzie oznaczać, że twórcy zrezygnują z finansowania inwestorów tradycyjnych? Widać tendencję, w której autorzy projektów traktują Crowdfunding jako etap na drodze do finansowania swoich przedsięwzięć. Często jest tak, że najpierw zorganizowano zbiórkę, a potem postarano się o drugą rundę finansowania już od tradycyjnych inwestorów.

To, że pojawiła się nowa możliwość finansowania, to świetna perspektywa dla młodych projektów. To, że powstają takie idee jak Crowdfunding udziałowy, to dowód na to, że tak naprawdę jeszcze trudno nam sobie wyobrazić jak wielki potencjał ma tego typu rozwiązanie. Finansowanie społecznościowe potrzebowało Internetu, aby ostatecznie rozwinąć skrzydła. Oby jak najwięcej ciekawych projektów było tak finansowanych! To dobre dla świata :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Wczoraj miało miejsce fenomenalne wydarzenie. 30.000 osób zgromadziło się na Inea Stadionie w Poznaniu. Już sama nazwa tego eventu bardzo dużo nam mówi na jego temat: Życie bez ograniczeń. Było to wydarzenie na iście światowym poziomie. Nad jego przygotowanie pracowało tysiąc osób. A wszystko to było jak jeden niekończący się festiwal motywacji. Padło wiele wielkich słów i z pewnością wiele osób będzie maksymalnie zmotywowanych. To będzie dla nich jeden z tych cudownych dni w życiu. A może dla wielu osób będzie to wielki początek? O tym Drogi Czytelniku z pewnością jeszcze nieraz przeczytasz w internecie. Odbije się to echem. 30 kwietnia 2015 wielki człowiek, gigant, który pokazuje, ze mimo braku kończyn można żyć pełnią życia Nick Vujicic odwiedził Polskę po raz pierwszy. Jednak jak sam przyznał nie jest to jego ostatnia wizyta.

Mamy w Polsce firmę, z której naprawdę możemy być dumni! Jest nią Milewski & Partnerzy. Poznałem ich założycieli i jestem pewien jednego są to ludzie, którzy mogą przenosić góry. No i jak widać przenieśli kolejną. Swoimi działaniami Barbara Wrzosek i Łukasz Milewski, wraz ze świetnym zespołem - stworzyli niespotykane wydarzenie w skali świata! Nie chodzi tylko o ilość uczestniczących w nim osób. Trzeba przyznać, że całe wykonanie, organizacja - stały na światowym poziomie. Tak naprawdę nie dostrzegłem większych błędów organizacyjnych. Jakiś szczególnych wpadek. Jest to z pewnością wynikiem tego, że wszystko było doskonale przemyślane. Jak przyznają organizatorzy nad tym wydarzeniem pracowało tysiąc osób! Samo to świadczy o rozmachu eventu. A to wszystko dzięki temu, że kilka lat temu firma Milewski & Partnerzy nawiązała współpracę ze światowym gigantem ze świata szkoleń Success Resource. To ludzie, którzy mają u siebie najlepszych mówców na świecie.

Mimo iż gwiazdą eventu był Nick Vujicic, to zadbano o to, żeby cały dzień przebiegał w pozytywnej dawce motywacji. Zgromadzono sporą grupę mówców, którzy występowali na scenie przed całym audytorium. Wszystko zaczęło się punktualnie o 10. Na scenie pojawili się Łukasz Milewski oraz aktor Piotr Szwedes. Pełnili oni przez całą imprezę rolę konferansjerów. Ciężko tu powiedzieć o wszystkich wystąpieniach, które miały miejsce. To był cały dzień przepełniony najlepszymi prelegentami. Od gwiazd zagranicznych takich jak Les Brown, po nasze polskie gwiazdy, jak Łukasz Jakóbiak (20m2 Łukasza talk show internetowy), czy Jakub B. Bączek (trener mentalny siatkarzy, który może pochwalić się złotym medalem Mistrzostw Świata). Ja w szczególności czekałem na Łukasza Milewskiego (właściciela Milewski & Partnerzy), ponieważ miałem okazję go poznać i wiem, że potrafi on poruszyć do głębi serca! I tym razem się nie zawiodłem. Jego osobiste wystąpienie bardzo trafiło do zgromadzonych ludzi.

Pojawiło się wiele bardzo ważnych myśli, które na mnie podziałały. Przytoczę kilka z nich. Richard Tan (Success Resource) powiedział na otwarcie tego wydarzenia, że wcale nie musisz wiedzieć wszystkiego, żeby zacząć robić, to co chcesz robić. Wiele osób spala się na tym, że chce wiedzieć wszystko w danej dziedzinie aby zacząć działać. To spory błąd! Najlepszy czas na działanie jest teraz. Można odkładać w nieskończoność, ale właśnie ta chwila jest najlepsza. Bo tylko ją mamy. Jak to mówią buddyści: przyszłość jest tajemnicą, przeszłość jest tatuażem, ale wszystko co mamy jest tu i teraz. Na oczekiwanym przeze mnie występie Łukasza Milewskiego dowiedziałem się między innymi, że to czas jest najważniejszą walutą w naszym życiu. Zwrócił na to uwagę między innymi Bill Gates, który stwierdził, że możemy zarabiać nieograniczone ilości pieniędzy, ale każdy z nas ma tylko 24 godziny w ciągu dnia. Łukasz zwrócił również uwagę na to, że w naszym życiu wszystko jest po coś. Podał to na swoim przykładzie, gdzie był kilka razy w trudnej sytuacji, ale to wszystko zaprowadziło go tu, gdzie jest teraz.

Bardzo ważną przemową było wystąpienie Lesa Browna. Tak naprawdę na cytat byłby dobry cały jego występ! Jeśli miałbym wybrać najważniejszą myśl z tego wykładu, to byłoby: Większość ludzi odnosi porażkę, bo celują zbyt nisko i trafiają! To fascynujące jak wiele osób mierzy nisko. A przecież podstawą wielkiego sukcesu są - wielkie marzenia. To one są nawozem, budulcem. Bez tego ciężko jest działać! Ja osobiście bardzo lubię cytat: celuj w księżyc, nawet jeśli nie trafisz, to i tak będziesz wśród gwiazd.

Bardzo przemówił do mnie występ Łukasza Jakóbiaka. To jeden z tych ludzi, który pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. Na dzień dzisiejszy prowadzi on jeden z najpopularniejszych programów na YouTube. Bez ceregieli zaprasza on do siebie największe gwiazdy. A wszystko dzieje się w jego kawalerce, gdzie kręci telefonami komórkowymi! Serdecznie polecam Ci, Drogi Czytelniku jego program 20m2 Łukasza. Jakóbiak pokazał, że jeśli się czegoś naprawdę chce, to można to zrobić! Przykładem jest jego spotkanie z Lady Gagą, o które bardzo długo walczył. Bardzo ciekawą koncepcją, który przedstawił Łukasz Jakóbiak jest pamiętnik przyszłości. Zachęca on, aby pisać pamiętniki, które pisane są z perspektywy tego, że udało nam się coś osiągnąć. Jak wtedy się czujemy, co się dzieje w naszym życiu? Koncepcja naprawdę warta uwagi!

Warto również wspomnieć o dwóch osobach, które wystąpiły na tej scenie: Magdalena Malicka i Jakub B. Bączek. Jakby wartościować ich występy, to pierwszy był na smutno, a drugi na wesoło. Zupełnie się od siebie różniły, ale oba miały wielką wartość motywacyjną i życiową. Najlepszym tytułem dla występu Magdaleny Malickiej, w mojej opinii, byłby: W pogoni za szczęściem. Przedstawiła ona historię swojego życia. Jakie czekały ją przeciwności. Co musiała zrobić, aby być w końcu szczęśliwa. Był nawet moment, w którym ważyła 120 kilogramów. Dzisiaj tryska seksapilem! Była prezesem wydawnictw, a mimo to nie była szczęśliwa. Dzisiaj emanuje szczęściem. Warto jej posłuchać. Jeśli będziesz miał Drogi Czytelniku ku temu okazję, to serdecznie polecam! Drugim prelegentem, do którego chciałbym nawiązać był Jakub B. Bączek, trener mentalny polskich siatkarzy. Człowiek z niesamowitym poczuciem humoru. Na sam początek powiedział żart, że najlepszym blokującym Mistrzostw Świata w siatkówce był Polsat :). Jakub pokazał jak zmotywował siatkarzy, aby stali na wygranej pozycji, gdy ogłoszono, ze ich grupa ćwierćfinałowa to GRUPA ŚMIERCI. Pokazał jak ważne są nawyki i reakcje ludzkie. Na pewno jest to ktoś, kogo warto słuchać. Pokazuje on również, ze można realizować swoje marzenia. Chciał być w kadrze jako siatkarz nie udało się. Ale został ich trenerem mentalnym i przyczynił się do wielkiego sukcesu.

Nie sposób choćby przytoczyć najważniejszej myśli każdego prelegenta. Było ich naprawdę dużo! A każdy miał wiele mądrych słów do wypowiedzenia. A ukoronowaniem tego dnia był występ Nicka Vujicica. Nick to mówca jedyny w swoim rodzaju. Ciężko robić notatki z jego wystąpień, bo trafiają one bardziej do serca niż do mózgu. To człowiek, który pokazuje, że życie jest piękne! I robi to w maksymalnie wzruszający sposób. Wydawałoby się, że skoro nie ma on ani rąk, ani nóg, to powinien on chodzić załamany każdego dnia i niezbyt się z tego życia cieszyć. Jest wprost przeciwnie! Nick czerpie z życia pełnymi garściami. Gra w golfa, surfuje, skończył dwa fakultety! To człowiek, od którego płynie magia i radość życia!

Nick opowiadał wszystkim zgromadzonym swoją historię. Oczywiście nie da się opowiedzieć wszystkiego w dwie godziny. Nawet jego książka, którą serdecznie polecam, nie zawiera wszystkiego. Nick to prawdziwa skarbnica wiedzy. A lwia część tej wiedzy dotyczy cieszenia się z życia. Zawsze i wszędzie! Mnie osobiście powaliła opowieść na temat tego jak został mówcą motywacyjnym. Doradził mu to woźny. Potem trafił do klubu dyskusyjnego. Aż porwał się na dzwonienie do szkół. Jak sam przyznaje zadzwonił do ponad 50 szkół zanim usłyszał TAK. Jego pierwszy występ za pieniądze to było około 10 osób i czas 5 minut. A wszystko to, co zarobił musiał oddać bratu, który zawiózł go na miejsce. Szkoła była oddalona o 2,5 godziny drogi. Jednak potem zaczęły dzwonić inne szkoły i zapraszać go na kolejne wydarzenia. Dzisiaj jak sam przyznaje ma 35.000 zaproszeń na cały świat. Co tydzień dostaje około stu kolejnych zaproszeń. Był już w ponad 50 krajach. W Polsce był po raz pierwszy, ale już zadeklarował się, że nie ostatni!

Nick jest to ktoś, od kogo warto czerpać inspirację. Mimo swoich ograniczeń założył rodzinę. Ma piękną żonę, syna i drugiego syna w drodze. Płynie z niego radość życia. Jak sam przyznaje, jeśli miałby zostać policjantem, to gdyby złapał przestępcę musiałby on sam sobie założyć kajdanki :). Wiadomo, że są rzeczy, których Nick nie może zrobić, ale On pokazuje, że wcale nie ma ich aż tak dużo! Jak dla mnie surfowanie przełamało wszystkie granice! No i trzeba mu przyznać, że ma on fantastyczne poczucie humoru. Gdy dzieci go pytają dlaczego nie ma kończyn, to on mówi, że to przez papierosy :). Opowiadał nam numer, jak przebrał się za kapitana samolotu, wsiadł do maszyny i wmawiał ludziom, że to on usiądzie za sterami! Prawdziwy gigant życia!

To był wspaniały dzień. Dla takich chwil warto żyć! Dużo śmiechu i ogromna dawka motywacji. Na wystąpieniach już pojawiło się we mnie kilka ciekawych inspiracji. Jestem przekonany, że z nich skorzystam! To wydarzenie, to również dowód na przekraczanie granic. Jak widać da się zorganizować wielką imprezę w naszym kraju, na którą przybędzie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Da się sprawić, że będą oni się doskonale bawili i dostaną ogromną dawkę motywacji. A na zakończenie chciałbym zacytować ulubioną sentencję Łukasz Milewskiego, która w dużej mierze opowiada o nim: Niesamowity moment kiedy odkrywasz, że magia w przekraczaniu granic polega na ryzykowaniu wszystkiego dla marzenia, w które nie wierzy nikt oprócz Ciebie Vince Lombardi.

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

P.S. Zapomniałem wspomnieć o fantastycznym działaniu Fundacji Yes or Yes, założonej przez Milewski & Partnerzy. Wybrano trzy marzenia, które postanowiono sfinansować. Akcja była bardzo ciekawa, ponieważ trzeba było nakręcić filmik, w którym mówi się o marzeniu kogoś bliskiego. Dwa marzenia dotyczyły protez, a jedno baśni. To fantastyczny wynik Fundacji, która działa od dwóch miesięcy! Trzymam kciuki za dalszy rozwój!

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi