napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

 

Temat niezwykle trudny, a jednocześnie niezwykle interesujący Jeff Bezos i jego firma Amazon. Człowiek z listy najbogatszych ludzi świata, który charakteryzuje się wielką wizją i obsesyjnie skupia się na kliencie. Takiego tematu podjął się Brad Stone, autor książki: Jeff Bezos i era Amazona. Czy da się w jednej książce opisać jednego z największych wizjonerów naszych czasów? Czy na pięciuset stronach da się zawrzeć jego pomysły, którymi zaskakuje cały świat od dwóch dekad?

W książce znajduje się sporo wątków biograficznych dotyczących życia Bezosa. Na ogół trzeba przyznać, że miał on szczęśliwe życie. Po skończeniu studiów dostał do świetnej pracy na Wall Street. I wtedy pojawił się internet. Razem ze swoim ówczesnym szefem rozważali wiele pomysłów jak wykorzystać potencjał, który daje globalna sieć. Większość ludzi łapałoby się wtedy za głowę, ponieważ była to pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych XX wieku! Jednym z częstych pomysłów, który się pojawiał, to sklep uniwersalny. W końcu Bezos postanowił zaryzykować i postawił wszystko na jedną kartę. A karta ta nazywa się dzisiaj Amazon.com

Firma zaczynała dość skromnie w garażu na stołach zrobionych z drzwi. Jednak wraz z jej rozwojem rozwijał się internet. Amazon przez długie lata pracował nad dopracowaniem każdego elementu ostatecznego zadowolenia klienta. Bo satysfakcja konsumentów była najwyższą wartością dla Bezosa i jego zespołu. Często przejawia się w książce sentencja, o tym jak prezes stwierdza, że nie skupia się ona na tym co się dzieje na giełdzie, bo zawsze będą hossy i bessy. Jego punktem najwyższego zainteresowania jest klient. Tylko wtedy można spokojnie przeć przed siebie nie obawiając się koniunktury, ani konkurencji.

Amazon zaczynał od sprzedawania książek. Był to towar, który jest oczywisty. Klient wiedział co dostanie i właśnie to otrzymywał. Z czasem jednak Bezos chciał ziścić w coraz większym stopniu wizję internetowego sklepu uniwersalnego. I tak każdego kolejnego roku dochodziły nowe kategorie produktów w tym zabawki, czy biżuteria. Jednak rewolucja miała przyjść ze strony elektroniki!

Przełomowym produktem okazał się Kindle. Z założenia miał on być tym dla e-booków, czym iPod i iTunes dla muzyki. W dużym stopniu się to udało. Choć jak podkreślają eksperci: rynek e-booków nie rośnie tak szybko, jak by oczekiwał tego Bezos. Jednak jest to z pewnością powiew świeżości, który zrewolucjonizuje cały świat. Walka o ten produkt była również walką z wydawcami. Jak pokazuje upływ czasu: Amazon stał się wielkim graczem również w tej dziedzinie.

Dużo miejsca w książce poświęcono najbardziej tajemniczemu przedsięwzięciu Bezosa: Blue Origin. Na razie wiemy tylko, że tak jak Branson i Musk, prezes Amazona chce eksplorować kosmos. Jest to z pewnością przedsięwzięcie zapatrzone w przyszłość. Wszyscy mamy świadomość, że jesteśmy zaledwie na początku zdobywania kosmosu. Bezos już od dzieciństwa o tym marzył i swoje marzenia powoli ziszcza.

Książka jest dla mnie bardzo ważnym tytułem przeczytanym w tym roku. Pozwoliła mi zobaczyć kulisy powstania i działania jednej z największych firm technologicznych w dziejach. Tym bardziej jest ona interesująca w świetle powstających w Polsce magazynów Amazona, oraz planach otworzenia polskiej wersji sklepu. Myślę, ze każdy kogo interesuje e-biznes, albo chcę zobaczyć jak od zera można stworzyć wielką korporację powinien przeczytać tę książkę. Innym również poleca, ponieważ jest świetnie napisana i wciąga!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 

Za nieco ponad tydzień ruszy nowa usługa giganta z Cupertino Apple Music. Będzie to serwis streamingowy, który będzie udostępniał muzykę na takiej samej zasadzie, jak popularne ostatnimi czasy Spotify. Trzeba przyznać, że Apple długo kazało nam czekać na jego odpowiedź na rozwój tego kanału dystrybucji muzyki. Czy ma szansę stać się liderem rynku?

Przy tworzeniu swojego pierwszego ważnego urządzenia, które nie jest komputerem, czyli iPoda firma stworzyła nową jakość dystrybucji muzyki. Nagle zamiast kupować całe albumy użytkownicy mogli sobie wybrać konkretne utwory. W dzisiejszym świecie często jest tak, że gwiazdy muzyki mają jeden hit, a reszta materiału jest po to, żeby mieć co grać na koncertach. To rozwiązywało ten problem. Jednak była jeszcze inna kwestia ludzie naprawdę pragnęli kupować legalne pliki mp3. Od kiedy pojawił się Napster, który wprowadził sporą rewolucję na rynku muzyki, sporym problemem było właśnie to aby mieć legalne pliki muzyczne. Apple znalazło konkretny problem i dało rozwiązanie!

iPod był produktem genialnym. Stał się jednym z najpopularniejszych urządzeń elektronicznych na świecie. Wszystko stawało się dużo prostsze. Jeśli chciało się mieć swoją muzykę tam, gdzie tylko miało się na to ochotę, to właśnie to urządzenie na to pozwalało. Osobiście widzę wielką szansę dla Apple, na sukces Apple Music, w wykorzystaniu jego urządzeń: iPoda i słuchawek Beats. Mają one potencjał dać olbrzymią wartość dodaną dla tej usługi. To, czym zachwycałem się już wielokrotnie Apple to naczynia połączone. To nie jest jeden typ urządzenia tylko cały wielki ekosystem. Wszystko, co zostaje dodawane do tego ekosystemu podnosi wartość całości!

Steve Jobs był wielkim koneserem muzyki. Miał całe wielkie kolekcje Beatelsów czy Boba Dylana. Nie wiemy tak naprawdę jaki był jego stosunek do streamingu muzyki. Z jednej strony mógł uważać, że to wypaczenie idei, którą stworzył. Z drugiej strony możliwe, że uważał to za następny krok w historii dystrybucji muzyki. Dzisiaj wiemy jednak, że Apple zdecydowało się w końcu na ten krok. Jest on o tyle znaczący, że jesienią mają się pojawić także wersje na Windowsa i Androida. Na razie niewiele wiadomo o odsłuchu przez przeglądarkę internetową.

Czy Apple przespało dobry czas na wejście na rynek streamingu? Można odnieść wrażenie, że rzeczywiście zajęło im to sporo czasu. Najgorsze jest jednak to, co zauważył jeden z ekspertów branżowych: Nie wprowadzają nic innowacyjnego. To bardzo solidny argument, bo był to znak rozpoznawczy Nadgryzionego Jabłka! Aczkolwiek tak, jak podkreśliłem już ja: największy potencjał Apple jest w efekcie synergii, czyli łączenia wielu urządzeń w jeden wielki ekosystem. Te kilkaset milionów iPhoneów to cały czas ogromny potencjał. Są również miliony iPadów czy iPodów. A co dopiero może dać połączenie takiego serwisu z Apple Watch! Na przykład wykorzystywać tę usługę w trakcie biegania.

Można zauważyć ostatnio trend nowego nazewnictwa w produktach Apple. Nie wiem na czym polega to zagranie, ale pewnie jest przemyślane. Już nie ma iCzegoś pojawiło się Apple Coś. Gdy krążyły plotki o Apple Watchu najczęściej pojawiała się spekulacyjna nazwa iWatch. Być może jest to krok w stronę tradycji. W końcu pierwszy wielki sukces Apple nazywał się Apple II.

Nie wiadomo czy nowa usługa streamingowa odniesie tak wielki sukces, jak iTunes. Na chwilę obecną jest to zagadka. Z pewnością znajdą się miliony użytkowników. W końcu Apple ma bazę 800 milionów kart kredytowych! Jednak jeśli doszukiwać się przewagi konkurencyjnej, której nie widzą eksperci, to ja widzę ją we włączeniu nowej usługi do niepowtarzalnego systemu aplikacji i urządzeń!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Jak napisała dzisiaj Wirtualna Polska: Pierwsze komórki w Polsce kosztowały 20 milionów złotych i ważyły 4 kilogramy. Portal zaprezentował kilka pierwszy w Polsce telefonów, które dzisiaj nawet trudno byłoby nazwać komórkami. Często oprócz samego aparatu miały one przenośną baterię wielkości walizki! Tytuł dzisiejszego felietonu jest dość przewrotny, ponieważ nie da się w jednym tekście wspomnieć o wszystkim co związane z telefonami komórkowymi w naszym kraju. To temat na bardzo grubą książkę!

Rozwój telefonii komórkowej w Polsce jest nierozerwalnie związany z rozwojem polskich operatorów. To właśnie dzięki ich działaniom mamy w Polsce świetnie rozbudowaną infrastrukturę. Wszelkie maszty i inne technologie, które przez lata budowano tworzą z naszego kraju bardzo rozwinięte państwo. Początki były oczywiście trudne, ponieważ wszystko było nowe. Ciekawostką, o której napisała Wirtualna Polska jest to, że na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy raczkował Centertel, przez działanie hiperinflacji firma postanowiła swoje ceny za połączenia, oraz za sam aparat wyceniać w stabilnych dolarach. Takie były efekty transformacji ustrojowej.

Pierwsze telefony komórkowe słusznie były nazywane cegłami. Połączenia były drogie, a infrastruktura mizerna. Gdyby dzisiejszy gimnazjalista przeniósł się do tamtych czasów, to złapałby się za głowę! Były to czasy, w których pierwszych klientów zdobywała Nokia i Motorola, Dzisiaj obie firmy zostały sprzedane innym graczom (oczywiście w przypadku Nokii chodzi tylko o dział telefonów komórkowych). Można z nostalgią wspominać moment, gdy udziały w rynku sprzedaży telefonów komórkowych były tak ogromne w przypadku Nokii!

Pamiętam słowa znajomego moich rodziców, który gdy byłem małym kajtkiem, mówił: Zobaczycie jeszcze telefony komórkowe będą tańsze niż chleb. Było to dla mnie nieco niewyobrażalne. Jednak okazał się on dobry prorokiem i już w XXI wieku standardem stało się sprzedawanie telefonów komórkowych za złotówkę. Sam model takiej sprzedaży wydaje się w swej prostocie genialny. Większość ludzi ptak czy psiak będzie płacić rachunek. Zamiast bezcelowego płacenia można zaoferować coś w rodzaju sprzedaży ratalnej, która pozwala oferować telefony za jedną złotówkę! Model ten z pewnością zostanie wykorzystany do innych urządzeń (jak dzisiaj zaczyna być tak z laptopami i tabletami). Już dawno wielcy wydawcy pokroju Disneya mówili, że chcą zarabiać na treściach a nie na urządzeniach.

Nokia przespała moment, w którym pojawiły się smartfony. I tak z absolutnego lidera stała się słabszym graczem. Również Microsoft nieco przespał pojawienie się potęgi telefonów komórkowych. W ówczesnych czasach można jedynie z łezką w oku wspomnieć jego palmtopy/PDA/Pocket PC (palmtop powinien być stosowany przede wszystkim w urządzeniach z PalmOS), które miały moduł GSM. Powstał na nie nawet specjalny system operacyjny. Jednak palmtopy z Windowsem na pokładzie (ani żadne inne) nie odniosły wielkiego sukcesu komercyjnego. Jedną z przyczyn takiego obrotu sprawy może być, to że były one uważane za sprzęt dla profesjonalistów, a smartfony były przedstawione jak urządzenia dla masowego odbiorcy.

Zanim jednak nastała era smartfonów bardzo dużą furorę robiły tradycyjne telefony komórkowe. Zawsze była uproszczona klawiatura, oraz czasami klapka. Swoją drogą bardzo ciekawym wynalazkiem była aktywna klapka, która w momencie jej otwarcia odbierała rozmowę telefoniczną. Z tego, co pamiętam, to właśnie Motorola zrobiła to jako pierwsza. Bardzo ważnym elementem rozwoju świadomości czym są telefony komórkowe byłby filmy. W szczególności te amerykańskie. Jakoś się przyjęło w polskich kinach i telewizjach, że emitowane są filmy amerykańskie oraz polskie. Ze świecą szukać kina europejskiego, a co dopiero azjatyckiego! Jednak weźmy na przykład takiego Matrixa. Gdy bohaterowie wchodzili w wirtualny świat to korzystali z telefonów.. Nokii :). Z pewnością każdy chciał mieć wtedy słynną Nokię nazywaną pieszczotliwie bananem.

Telefony komórkowe zawładnęły wtedy masową wyobraźnią Polaków. Było coraz więcej osób, które posiadały tego typu urządzenie. I w dodatku posiadali je coraz młodsi. Pamiętasz jeszcze drogi czytelniku te czasy gdy rozmowa kosztowała ponad 2 złote za minutę, sms 50 groszy i nie było sekundowego naliczania? To właśnie ograniczona wojna telekomów sprawiła, że oferta stała się dużo bardziej atrakcyjna. Dlaczego ograniczona? Bo nie dałoby rady wprowadzić tych wszystkich ofert i taryf w czasach, o których tu piszę. Koszty tworzenia infrastruktury, oraz ilość użytkowników były sporym ograniczeniem! Oczywiście mogę się mylić i być może takie naliczanie sekundowe mogło być dostępne już dawno!

Telefony komórkowe stały się w naszym życiu standardem. Mają je babcie, oraz ich wnuczki. Operatorzy prześcigają się w ofertach. Standardowo są dostępne trzy warianty: Na kartę, Na abonament, oraz Mix. Nie będę tu się rozwodził czym jest każdy z nich, bo wie to nawet przedszkolak. Jednak takie możliwości pokazują jak bardzo rynek telefonów komórkowych poszedł do przodu. Pojawiło się także mnóstwo nowych operatorów komórkowych. Mocnym wejściem było wejście Playa. Trzeba przyznać, ze firma ta poszła na otwartą wojnę z pozostałymi operatorami. Oczywiście mogłoby się wydawać sporym problemem to, że nie miała ona własnej infrastruktury. Jak widać można dogadać się z tymi, którzy ją mają.

Po Play pojawiło się sporo innych (głównie wirtualnych) operatorów. Często nawet ludzie nie uświadamiali sobie, że takie chociażby Nju Mobile należy do Orange. Ja jednak cały czas czekam na kontratak operatora Virgin Mobile. Jest to firma należąca do miliardera z Wysp Brytyjskich Richarda Bransona. Ma w niej udziały Łukasz Wejchert, a ostatnio przystąpiła do niej Grażyna Piotrowska-Oliwa (była prezes PGNiG). Liczę na to, że Branson ze swoją ekipą namiesza na rynku. Nie wiem czy będzie to taka skala jak zrobił to Play. Jednak po tym ekscentrycznym miliarderze można się spodziewać wszystkiego!

Prawdziwą rewolucją na rynku światowym (w Polsce nieco mniej) było wprowadzenie smartfona od Apple. iPhone pozmieniał układ panujący w znanym nam świecie. Stał się on tak pożądany, że Jobs ze swoja ekipą postanowili żądać prowizji od rozmów przeprowadzanych na tym telefonie. W Polsce jednak bardziej odczuliśmy wejście Androida. Pewnie może to wynikać z faktu, że telefony z Androidem są najczęściej tańsze niż iPhone'y. Apropo pojawienia się smartfonów - genialne okazało się to, że nareszcie było tylko kilka liczących się systemów operacyjnych. Dzięki temu można było poruszyć strumień nowych aplikacji. Wcześniej problemem było to, że systemów operacyjnych było zbyt wiele. Niemal każdy producent dostarczał swój własny. A to właśnie napływ tysięcy aplikacji pokazał prawdziwą moc telefonów komórkowych.

Warto w tym felietonie wspomnieć również o polskim akcencie, który rośnie w siłę! Chodzi oczywiście o rodzimych producentów smartfonów i tabletów. Niektórzy nie zdają sobie nawet sprawy, że Kruger&Matz to polska marka! Innymi przykładami są Manta i Prestigio. Również producenci MyPhone'a są z Polski! Na razie jeszcze nie osiągnęli takiej skali, jak Samsung, czy Sony. Jednak jest w nich ogromny potencjał! Bardzo wierzę w polskich producentów. Skoro w mroźnej Finlandii mogła powstać Nokia, która przez lata byłą potęgą, to i w Polsce może powstać globalny gracz! Oby tylko nie skończył tak, jak Nokia.

Tak, jak napisałem na początku: Tytuł jest trochę przewrotny, bo nie da się opisać historii tej branży w jednym artykule. To dobry temat na książkę, a może nawet na pracę dyplomową. Przedstawiłem kilka swoich spojrzeń na różne kwestie. Myślę, że ta branża jest niesamowicie przyszłościowa i będzie miała wpływ na coraz więcej elementów naszego życia!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 

Słynna sprzedaż Whatsappa za 18 miliardów dolarów nieco przypamina transakcję sprzedania Filmastera. Kwota, o której się mówi to milion euro. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo! Ale widać analogię do wspomnianego komunikatora twórcy Filmaster otrzymali również akcje Samba TV. A dotychczasowy CEO zajął stanowisko Head of European Operations w Samba TV.

Specjaliści mówią, że historia Filmstera jest niemal tak burzliwa, jak historia polskiego internetu. Portal powstał w 2009 roku jako serwis do rekomendacji filmów. Z czasem przeistoczył się w aplikacje w modelu Software as a Service (Oprogramowanie jako usługa), która oferuje swój produkt zewnętrznym serwisom. To oczywiście zmieniło model biznesowy, co jak widać wyszło Filmasterowi na dobre.

Mając tak fajny projekt zawsze ma się ten dylemat: czy jest sens go sprzedawać. Tutaj wielki autorytetem może być Rafał Agnieszczak (twórca Fotki czy Świstaka). On stwierdza, że skoro ma firmę, która przynosi mu kilka milionów rocznie to po co ją sprzedawać? Na giełdę nie chce wchodzić, bo jak twierdzi nie lubi się spowiadać. Oczywiście rozważa taką opcję, ale w takim wypadku byłby ktoś inny za sterami. To samo tyczy się brania kredytów. Jeśli firma świetnie funkcjonuje, to nie ma sensu ją zarzynać kapitałem obcym. Oczywiście taki kapitał ma swoje plus, jak chociażby tarcza podatkowa. Jednak jeśli firma sobie świetnie radzi ma atrakcyjne przychody i dochody, to trudno nie zgodzić się z Agnieszczakiem.

Właściciele Filmastera zdecydowali jednak inaczej. Na swoją działalność otrzymali wcześniej pieniądze z dotacji i od dwóch inwestorów. Więc jak można zobaczyć jest to firma z doświadczeniem przy etapach finansowania. Z jednej strony dotacja unijna, z drugiej prywatny inwestor. Musi to być również wielki dzień dla inwestora, gdy może ona spożytkować zainwestowane pieniądze. I nawet jeśli nie otrzymano miliona euro, to i tak pewnie są to niemałe pieniądze.

Ważna informacja, choć niesprecyzowana, dotyczy otrzymania przez twórców nie tylko gotówki, ale również akcji Samba TV. To oznacza, że Borys Musielak z wielką przyjemnością obejmie lukratywne stanowisko. A rozwój jego projektu będzie oznaczał rozwój całej grupy. Jest to coraz częściej spotykane rozwiązanie na rynku przejęć. W bardzo podobny sposób postępuje Facebook. Tak było chociażby z wymienianym przeze mnie Whatsappem. Myślę, że jest to bardzo skuteczne i sensowne rozwiązanie. Dlatego dalszy udział twórców projektu w jego rozwoju ma sens. A wzrost wartości całej grupy wpływa na wycenę otrzymanych akcji.

Borys Musielak jest również znany z założenia Reaktora. Jest to biuro co-workingowe w Warszawie, które zasłynęło z organizacji ciekawych imprez (jak na przykład Open Reaktor). Z pewnością teraz zrobi się o nim głośno. Otrzyma świetnie stanowisko w międzynarodowej firmie. Dzięki swoim udziałom będzie zmotywowany do rozwoju tego, czym będzie się zajmował.

Kolejny sukces Polaków! Nieczęsto zdarza się, że zagraniczny koncern kupuje całą polską firmę. No może jedynie z ostatnich wydarzeń można wspomnieć o zakupieniu TVN. Jest to jednak zupełnie inna skala działalności - w grę wchodziła giełda i ogromne pieniądze. Mimo różnicy w skali - Filmaster imponuje nam niemal, jak TVN. Życzę dalszych sukcesów!

Pozdrawiam!

Paweł F.Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Na temat crowdfundingu napisałem już dość dużo. Ciągle jednak trafiają się kampanie, które potrafią mnie zadziwić. Takim projektem jest HidrateMe. Tak, jak w wypadku lodówki z USB (i wszystkim, co powinno w lodówce być), tak Hidrate nie jest przełomem technologicznym. Pokazuje jednak, że genialny pomysł może być genialnie prosty!

Idea wydaje się oczywista. Dziwne, że jeszcze nikt na to nie wpadł! Projektem, który zatrząśnie Kickstarterem jest... inteligentna butelka. Łączy się ona z aplikacją na smartfona, która ma wszystkie potrzebne dane na nasz temat. Stwierdza ile wody powinniśmy wypić. Jest to dostosowane do każdej osoby indywidualnie. Nie ma oczywiście połączenia z naszym ciałem, które dawałoby aplikacji dość konkretne sygnały. Jednak takie dane jak waga, wzrost, czy wiek dostarczają aplikacji mnóstwo potrzebnej wiedzy, która odpowiedni przetworzona i łącząca się z butelką sprawi, że może ona oszacować ile wody powinniśmy wypić!

Pomysł jest genialnie prosty. Wykonać go nie jest aż tak trudno. A jednak sukces na Kickstarterze jest murowany. Minęło dopiero kilka dni, a już uzbierano 600% zakładanej kwoty, czyli 266 tysięcy dolarów! Niech się schowają wszyscy Ci, którzy uważają, że jedynymi liczącymi się projektami są to z dziedziny Hi-Tech. Można stworzyć coś prostego i odnieść ogromny sukces. Tak było z wymienianą już przeze mnie wielokrotnie lodówką z USB.

Innowacja to niekoniecznie stworzenie koła na nowo. Innowacja to niekoniecznie wielkie granty i zatrudnieni naukowcy. Innowacją może być zrobienie czegoś oczywistego w nieoczekiwany sposób. Jedną z ważniejszy rad Pawła Fornalskiego, prezesa IAI S.A., było to, aby nie kisić się w własnym sosie wyjść do ludzi, chociażby na przysłowiowe piwo, a pomysł się zrodzi. Najgorzej jak uważamy, że pomysł jest wszystkim. Tutaj mnóstwo racji ma Michał Sadowski, prezes Brand24, który uważa, że to nie bycie pierwszym z danym pomysłem jest najważniejsze liczy się egzekucja, czyli wykonanie. Doprowadzenie projektu do końca i stopniowe udoskonalanie go. Sadowski sam przyznaje, że jego pomysł na monitorowanie internetu nie był nawet 10, który istniał na rynku. Dzisiaj wielu jego konkurentów już nie ma, a Brand ma się coraz lepiej.

Tak naprawdę opisywany projekt pokazuje siłę finansowania społecznościowego. Można wymyślić coś. Nadać temu określone ramy. A pieniądze na to pochodzą głównie od przyszłych klientów. Oczywiście trzeba uwzględnić, że wspomniane 260 tysięcy dolarów nie trafią w pełni do kieszeni właściciela projektu. Nie mówię tu o prowizji dla Kickstartera. Chodzi bardziej o koszty tego, co obiecało się internautom. Mimo wszystko jest to niezwykle atrakcyjna forma dla młodych przedsiębiorców. Krótka historia crowdfundingu pokazuje, że firmy, które zbierają w ten sposób pieniądze nie tylko wygrywają kasę. One także zyskują rozgłos! A kto wie czy to tak naprawdę nie jest najważniejsze dla przyszłości takiego projektu

Warto przyglądać się tej kampanii, bo czuję, że będzie to kolejny hit Kickstartera. Skoro tak szybko udało się uzbierać 600% zakładanego planu, to kto wie gdzie tutaj znajduje się sufit! Trzymam kciuki za powodzenie projektu. I kolejny raz podkreślam: prostota to potęga! Można oczywiście wymyślać proch jednak najczęściej wiąże się to z ogromną barierą wejścia. Crowdfunding znacznie ułatwił finansowanie prostych projektów. I chwała mu za to!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Potęga globalnej sieci 2015-06-07 23:03
 Oceń wpis
   

Dzisiaj przyszedł czas na felieton nieco techniczno-filozoficzny. Pragnę zastanowić się nad istotą globalnej sieci. Jak bardzo Internet zmienił nasze życie? Co sprawia, że praktycznie stał się on najważniejszym medium i jest duże prawdopodobieństwo, że pochłonie on wszystkie inne media? Na te i wiele innych kwestii postaram się jak najbardziej subiektywnie odpowiedzieć.

Początki Internetu sięgają zimnej wojny. Idea była dość prosta: stworzyć zdecentralizowaną sieć, która nie ma nad sobą głównego komputer. Ponieważ trwało to w czasach, gdy zagrożenie było ogromne, to zniszczenie przez wroga centralnego komputera mogłoby kompletnie sparaliżować całą sieć. Tak powstał ARPAnet poprzednik Internetu. Amerykańscy wojskowi z pewnością nie zdawali sobie sprawy jak epokowy jest to wynalazek.

Eksperci mówią, że Internet staje się podobny do prądu. Jak można porównać Internet do prądu? Czy chodzi o to, że już za jakiś czas ma on płynąć razem z prądem w gniazdkach? Otóż nie! Chodzi tutaj bardziej o nasze podejście. To, że Internet jest - staje się dla nas oczywiste. Tak, jak prąd! On po prostu jest. Nie zastanawiamy się nad istnieniem prąd. To oczywiste. I tak Internet wkracza w nasze życia ogarniając jego kolejne dziedziny. Bardzo modne stało się używanie słowa, które opisuje coś realnego i dodanie do niego na początku e. Na przykład: e-mail, e-book, czy e-sklep. To stało się naturalne! I dotyka coraz więcej stref.

W tym momencie warto powiedzieć o potencjale jaki daje Internet. Czy jest on w ogóle do zmierzenia? Jedno jest pewne większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy jak wielkie daje on możliwości. Sam pewnie jeszcze nie jestem w stanie tego ogarnąć swoim umysłem! To jeden z tych wynalazków po którego wynalezieniu zmienia się wszystko! Zmieniły się media, oraz ich dostępność. Zmienił się sposób dokonywania zakupów. Jedna z najważniejszych potrzeb ludzkich, czyli komunikacja również się zmieniła. Ma to również swoje złe strony, bo kiedyś częściej się spotykaliśmy ze znajomymi, aby dowiedzieć się o nowościach. Dzisiaj wystarczy Facebook.

Nowego wymiaru nabrał teraz również biznes. Dzisiaj nazywany już e-businessem. Większość młodych miliarderów na listach najbogatszych, to właśnie Ci, którzy stworzyli własny e-biznes. Najlepszy przykład, a przynajmniej najświeższy, to twórcy Snapchata, którzy są dzięki sukcesowi tej aplikacji miliarderami. Opisywany przeze mnie ostatnio Amazon był pionierem e-biznesu. Co ciekawe twórca największego sklepu internetowego zainwestował prywatne środki w Google inne giganta z Doliny Krzemowej. Nawet największa firma świata ma swoje internetowe odnogi, jak iTunes czy App Store.

Wszyscy mają świadomość, że Internet odegra ogromną rolę w historii ludzkości. Jest to kamień milowy, którego nasza cywilizacja oczekiwała. Dzisiejszy szał na smartfony nie miałby miejsca, gdyby nie popularyzacja Internet. Co ciekawe w jednym z krajów skandynawskich uznano, że Internet jest prawem człowieka.

Jak daleko potoczy się ta historia? Tego tak naprawdę nie wiemy. Jedno jest pewne Internet jeszcze ostro namiesza w życiu miliardów ludzi. Na chwilę obecną najważniejszym zadaniem wydaje się być umożliwienie dostępności do niego dla tej połowy ludzkości, która jeszcze tego nie ma. W związku z tym powstaje mnóstwo inicjatyw, które mają to ułatwić.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Za rok mamy Amazona? 2015-06-05 20:40
 Oceń wpis
   

Amazon jest jedną z największych firm internetowych na świecie. Przetrwał on bańkę internetową w 2000 roku. Na dzień dzisiejszy ma on już magazyny w Polsce, z których obsługuje klientów głównie z Niemiec. Jak ujawniła Rzeczpospolita właśnie rozgląda się za wybudowaniem następnego magazynu, który ma służyć do obsługiwania zamówień z naszego kraju. Czy największy detalista internetowy świata podbije polski rynek?

Historia Amazona to w początkowej fazie skupienie się przede wszystkim na księgarni. Toczono nawet proces z innym detalistą, który uważał, że Amazon bezprawnie nadał sobie w logo tytuł: największej księgarni świata. Te czasy dawno minęły, a sam Amazon stał się największym sklepem uniwersalnym na świecie. Wielkim marzenie Jeffa Bezosa, twórcy sklepu, było to, aby każdy mógł tam znaleźć niemalże wszystko. I tak widzimy, jak wizja jednego człowieka nabrała realnych kształtów i dzisiaj istnieje coś naprawdę wielkiego.

Wielki szacunek dla Bezosa należy się za fakt, że jest on niezwykle konsekwentną osobą, która cały czas (od 20 lat!) dąży w tym samym kierunku. Aby ułatwiać życie klientów i aby byli oni w pełni zadowoleni. I tutaj coś, czego nie spotyka się u wszystkich firm internetowych: od początku skupiono się na KLIENCIE. Jeśli miałbyś, Drogi Czytelniku, czegokolwiek nauczyć się z tego felietonu, to wiedz, że nie jest ważna Twoja wycena, czy zyski, nie jest istotne ilu masz inwestorów i ile szmalu wyłożyli na Twój biznes. Jak to powiedział jeden z teoretyków marketingu: Jeśli nie myślisz przez cały czas o kliencie, to znaczy, że w ogóle nie myślisz. Amazon jest dowodem na ucieleśnienie tej teorii. To właśnie dlatego firma przeżywa bez większych szwanków zmienność giełdy. Inwestorzy raz inwestują jak oszalali w Twoje akcje, a następnie mogą przerzucić wszystko w bezpieczne obszary typu złoto. Ale klienci zostaną i to oni są Twoim złotem!

Jeśli chodzi o polskie sklepy to różnie z nimi bywa z nastawieniem się w 100% na klienta. I tutaj Amazon może wygrać. Jest to z pewnością zagrożenie dla wszystkich liczących się sklepów internetowych (oprócz tych specjalistycznych). Czy będzie to lepsze rozwiązanie, że przesiądziemy się na Amazona? Światowe standardy z pewnością zostaną zachowane. Powiedzmy sobie szczerze. Cokolwiek mówić o tej firmie, to nie da się oszukiwać ludzi przez 20 lat! Korporacja ta przetrwała już chyba wszystko (łącznie z kryzysem 2008)! Nie da się w takiej sytuacji robić biznesu, na którym klienci tracą. Nie przetrwali by dwóch dekad! I jeśli polskie sklepy mają zacząć konkurować jakością obsługi klienta, to ja to kupuję :).

Jestem ciekawy jak rozwinie się sektor urządzeń elektronicznych Amazona. W końcu to własny czytnik ebooków, oraz smartfon. To oczywiście ogromny potencjał jeśli chodzi o rozbudowaną bazę ebooków, czy innych mediów. Trzymam kciuki, że te projekty będą bardzo dobrze zaadaptowane dla Polski.

Jako fan klubów lojalnościowych z przyjemnością zobaczyłbym jak wygląda Amazon Prime, który jest hitem na zachodzie. Amazon to wiele pomysłów i wszystko skupione jest pod jedną marką. Z pewnością namiesza on na polskim rynku. Ratunkiem dla pozostałych sklepów jest jeszcze lepsza obsługa klienta, lub specjalizacja.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Gwiazda biznesu 2015-06-02 22:19
 Oceń wpis
   

Pisałem już kiedyś felieton o tym jak polskie gwiazdy dochodzą do czegoś tworząc własne biznesy. W porównaniu do zagranicznych gwiazd różnica polega przede wszystkim na rozmachu. Dzisiaj gruchnęła wieść, że Jessica Alba, znana aktorka, w przeciągu kilku lat stworzyła firmę, która jest wyceniana na miliard dolarów. Sama zainteresowana ma w niej około 20%, więc jej majątek można wycenić na 200 milionów dolarów. Na czym dorobiła się Alba? Czy trzeba być gwiazdą aby się dorobić?

Kilka lat temu będąc w ciąży ze swoim pierwszym dzieckiem postanowiła się dobrze do roli mamy przygotować. W tym celu poznała produkty, które są ekologiczne i zdrowe dla dzieci. Jak napisano w amerykańskim Forbesie sama poprzez między innymi astmę musiała przechodzić co roku zapalenie płuc. Alba, po głębszej analizie, stwierdziła, że nawet jeśli przyjazne dzieciom produkty są dostępne to i tak są mało estetyczne. Stąd prosty wniosek: jest to nisza, którą warto zagospodarować.

Alba jako mama miała spore pole do popisu. Ponieważ chciała do sprawy podejść profesjonalnie, to zaczęła stawać się powoli ekspertem w tej dziedzinie. Nie inaczej było ze słynnym producentem muzycznym Dr Dre. Na swojej pasji muzycznej postanowił zarobić. Nie wystarczyło mu robienie tak zwanych bitów za pieniądze. Chciał zrobić coś naprawdę duże. Z rozmachem. I tak zrodziła się idea słuchawek Beats by Dr Dre. I chociaż wiele osób mówi, że cała potęga tego produktu opiera się na designie i marce, to jednak trzeba przyznać jest to ogromny sukces. I to na tyle wielki, że wszystko zakończyło się sprzedażą marki największej firmie świata za kilka miliardów. Nic więc dziwnego, że w kategorii najcenniejszych celebrytów w tym roku, to właśnie Dr Dre jest numerem jeden.

Biznes jest, według psychologów, ucywilizowaną wojną. Oczywiście zdarzają się takie sytuacje jak szpiegostwo przemysłowe. Jednak tutaj nikt nie ginie od kul. Tak naprawdę ciężko jest powiedzieć ile w tej ucywilizowanej wojnie znajduje się nisz. I to takich, których nikt jeszcze nie odkrył. Jak pokazują historie dużych biznesów nie ten kto był pierwszy z pomysłem najczęściej wygrywa. Często to wykonanie jest najważniejsze. Oczywiście są takie sektory, jak aukcje internetowe, gdy pierwszy zgarnia wszystko. Jednak większości wypadków nie wygrywa ten, który był pierwszy tylko ten, który najlepiej wykonał swoje zadanie. I tak wydaje się być z Albą.

Alba dostrzegła niszę, która była już zagospodarowana. Jednak zabrakło jej polotu. Głównym źródłem utrzymania aktorki i jej wspólników są ekologiczne pieluchy. Czy takiego produktu nie było wcześniej na rynku? Oczywiście, że był! Tylko jego designerska strona nie wyglądała najlepiej. Jak już chwyciło się jedno to można walczyć o następne enklawy rynku. I tak Alba wraz ze wspólnikami ma już kilkadziesiąt produktów. Połączenie piękna i biznesowej smykałki!

Tak naprawdę nieważne kim się jest. Skąd się pochodzi i co się robiło wcześniej. Liczy się tak naprawdę tylko to jak wielkie mamy marzenia i co jesteśmy wstanie zrobić by je zrealizować. I o tą realizację zazwyczaj rozbija się mnóstwo pomysłów. Niektórzy biznesmeni mówią, że pomysł jest wart złotówkę plus VAT. Inni mówią, że to połowa sukcesu. Jednak bez realizacji i ciężkiej pracy nic nie osiągniemy. Pablo Picasso powiedział, że talent to 1%, a 99% to ciężka praca.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi