napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Ostatnie kilka dni to parę bardzo ciekawych informacji dotyczących środowiska start-up'owego w naszym kraju. Chciałbym im się nieco przyjrzeć i temu będzie poświęcony ten felieton.

AIP Seed Capital, to fundusz typu Venture Capital, który został założony przez twórców Fundacji Polska Przedsiębiorcza. Ich najbardziej znanym dzieckiem są Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości. Jest to rewelacyjne rozwiązanie, dla tych, którzy chcą zacząć przygodę z biznesem. AIP pozwala mieć firmę na próbę, bez płacenia ZUSu. W zamian za 250 zł otrzymuje się osobowość prawną fundacji (czyli de facto możliwość prowadzenia firmy), konsultacje prawne, oraz załatwienie 20 dokumentów księgowych misięcznie. Rozwiązanie bardzo dobre, dla tych którzy startują! Warto jednak zauważyć też minusy: nie można mieć abonamentu na komórkę, czy każdą umowę musi zatwierdzić dyrektor oddziału. Choć to ostatnie może się akurat okazać często plusem.

Wracając jednak do AIP Seed Capital. Jest to fundusz, który inwestuje w firmę 100.000 zł w zamian za 15% udziałów. Zainwestowano tak już w kilkadziesiąt firm! Często pochodzą one ze środowiska start-up'ów AIP, które opisałem przed chwilą. Tak, jak każdy dobry fundusz inwestycyjny AIP Seed Capital (będący funduszem zalążkowym) chce w końcu wyjść z inwestycji i cieszyć się zyskiem. W przypadku jednego z projektów udało się to z wielki sukcesem! Chodzi tutaj o portal Qpony.pl, który jest innowacyjną platformą dla kuponów rabatowych. Wkład AIP Sedd Capital pomnożył się dziesięciokrotnie! To oznacza, że fundusz w niedługim czasie zarobił 900.000 złotych! Życzę więcej takich sukcesów Polsce Przedsiębiorczej.

Drugą, równie ważną, informacją ze świata polskich start-up'ów jest to, co przytrafiło się portalowi Travelist.pl. Jest to portal, który pozwala na rezerwację hoteli w wakacje. Jak widać potencjał projektu dostrzegł sam Google Ventures (czyli fundusz inwestycyjny należący do giganta z Doliny Krzemowej). Kwota jak na polskie warunki jest niebagatelna. Mówimy tu o 60 milionach dolarów! Zostanie ona przeznaczona między innymi na podbój rynków azjatyckich. Google Ventures to jeden z najbardziej prestiżowych funduszy inwestycyjnych na świecie. Z jego finansowania skorzystał między innymi kontrowersyjny Uber. Jak ten potencjał wykorzysta Travelist.pl ? Przekonamy się z pewnością niebawem. Jest to ogromna szansa dla polskiego projektu i będę mocno trzymał kciuki, aby rozrósł się on do skali światowego giganta.

Innym ciekawym wydarzeniem w świecie start-up'ów okazało się sfinansowanie przez miasto stołeczne Warszawa akceleratora biznesu Waw.ac. Co prawda kwota wsparcia nie jest już taka ogromna, jak w przedstawionych przeze mnie przykładach powyżej. Dotyczy ona 100.000 złotych, czyli jak na możliwości miasta niewiele. Jest to jednak najprawdopodobniej pierwsza działalność tego typu ze strony dużego miasta w Polsce. A jeśli nie pierwsza, to z pewnością pierwsza tak nagłośniona. 6 fundacji startowało w konkursie, który wygrała Fundacja Rozwoju Innowacji Med INN. Ma ona przygotować warunki dla działania start-up'ów w stolicy, czyli między innymi możliwość konsultacji swojego projektu z mentorami.

Dzieje się na naszym podwórku! I bardzo dobrze, bo to w ostateczności powoduje wzrost innowacji i przedsiębiorczości, co w konsekwencji ma wpływ nawet na ilość miejsc pracy. Warto brać przykład z tego, co zrobiła Japonia po II wojnie światowej. Praktycznie pozbawiono ją armii, co spowodowało, ze nie mogła zostać potęgą militarną. Nie przeszkodziło jej to jednak zostać potęgą wśród światowych innowatorów, co pozwala mieć trwały wpływ na współzawodnictwo gospodarcze. Wiele start-up'ów to bardzo innowacyjne przedsięwzięcia, które mogą wpłynąć na pozycję Polski na arenie międzynarodowej. No a na rozwoju przedsiębiorczości za tym idący możemy tylko zyskać!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Smutną wiadomość przekazała jedna ze spółek Jana Kulczyka. W wyniku powikłań pooperacyjnych zmarł najbogatszy Polak. Jest to przykry dzień dla polskiego biznesu. Kulczyk od wielu lat był na szczycie list Wprost i Forbes. Najczęściej na pierwszym miejscu. Jego majątek na dzień dzisiejszy jest wyceniany między 14 a 16 miliardów złotych.

Jan Kulczyk był jedną z twarzy polskiego kapitalizmu. Wraz z rozwojem wolnej Polski on mnożył swój majątek. Jedną z najlepszych transakcji w historii Polski była wymiana Kompanii Piwowarskiej na akcje jednego z największych producentów piwa: SABMiller. Są one perłą w koronie w majątku pozostawionym przez Kulczyka. I z pewnością wraz z rozwojem firmy ich wartość będzie jeszcze bardziej rosnąć.

65 lat (bo tylu dożył Kulczyk), to nie jest jak na dzisiejsze czasy jakiś niesamowity wyniki. Do tego moje pokolenie ma żyć jeszcze dłużej. Można więc rzec, że Kulczyk zmarł przedwcześnie. Jak zauważył jeden komentator: nie doczekał się emerytury według nowego systemu ZUS. Kulczyk studiował na dawnej Akademii Ekonomicznej w Poznaniu (jest to moja uczelnia), oraz prawo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Udało mu się obronić tytuł doktora prawa w PAN. Trzeba przyznać, że był on dobrze wykształcony, aby zająć się biznesem.

I chociaż nie jest tajemnicą, że pierwszy milion dolarów Jan Kulczyk otrzymał od ojca, to jednak to co zrobił z tymi pieniędzmi sprawiło, że przeszedł on do polskiej historii gospodarczej. To dobrze, że udało mu się przygotować następcę. Jego syn, Sebastian Kulczyk od półtora roku zarządza najważniejszą ze spółek w rodzinie Kulczyków. Dzięki temu Jan Kulczyk mógł odejść ze spokojem. Choć wygląda, że była to nagła śmierć, ponieważ jak przyznają źródła prasowe miał on już plany aby prowadzić dzisiaj spotkanie biznesowe. O szczegółach pewnie dowiemy się z mediów za jakiś czas.

Tak, jak przyznałem: Jan Kulczyk jest jedną z twarzy polskiego kapitalizmu. Świadczy o tym również to, że współtworzył Polską Radę Biznesu, której kilkukrotnie był prezesem. Warto również zauważyć, że był on mecenasem sztuki i sportu. Otrzymał za to Krzyż Oficerski Odrodzenia Polski z rąk Prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego. Jako twarz polskiego kapitalizmu okazałam się najaktywniejszym inwestorem na arenie międzynarodowej wśród. Brał udział między innymi w wydobyciu surowców w Afryce.

Jest to oczywiście smutny dzień dla polskiego biznesu. Kluczyka można nazwać wybitnym biznesmenem ery wolnej Polski. Udało mu się zgromadzić największy kapitał wśród Polaków mieszkających w kraju. Mi osobiście brakuje w tym życiorysie zainwestowania w jakąś spółkę internetową, która po paru latach przyniosła miliardowe zyski. Ale o takie inwestycje w Polsce trudno. Kulczyk był tradycjonalistą. Wierzył w handel czy surowce. I to mu się chwali.

Majątek po Janie Kulczyku z pewnością trafi do jego dzieci. Możemy się spodziewać, że jego syn Sebastian będzie dalej zarządzał spółkami należącymi do rodziny. Życzę mu, aby dalej kontynuował dzieło ojca! Stoi on przed wielkim wyzwaniem. Poprzeczka została ustawiona naprawdę wysoko. Jednak z takim genami możemy się wiele spodziewać!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Jeden z twórców JakDojade.pl i NaviExpert może być dumny ze swoich dzieci. Dzieci Andrzeja Jaszkiewicza tworzą przy jego pomocy aplikację na smartfony agregującą gazetki promocyjne. Z pewnością duma go rozpiera! A trzeba przyznać, że sam pomysł nie jest jakiś superskomplikowany. Aż dziw bierze, że nikt go wcześniej nie zrobił. To jednak przypadło w udziale Piotrowi i Katarzynie Jaszkiewicz. Prostota jest szczytem wyrafinowania!

Piotr jako uczeń klasy maturalnej postanowił napisać aplikację na smartfony. Wybór padł na agregator gazetek promocyjnych. Marketingiem w tym projekcie zajęła się siostra Katarzyna. A wszystko namaścił ich ojciec Andrzej, który współtworzył projekty: JakDojade.pl czy NaviExpert. Jak przyznają dzieci: bez przedsiębiorczego taty pewnie by nie ruszyli. Świetnie jednak wykorzystali prezent, który dało im życie i tym sposobem możemy podziwiać Blix!

Wielokrotnie na tym blogu zachwycałem się pomysłami prostymi. To właśnie one mają największy potencjał, aby mieć wielki sukces. Przede wszystkim powodem tego jest to, że łatwo je zrozumieć. Jednak za prostymi pomysłami stoi prawdziwy ogrom pracy. Tak, aby były one także proste w obsłudze! Dla przykładu platforma DropBox, która jest wirtualnym dyskiem jest pomysłem oczywistym i banalnym. Przechowywanie swoich danych w internecie. Jej obsługa jest oczywista i intuicyjna. Jednak, aby taka była potrzeba ogromu pracy nie tylko technologicznej, ale również koncepcyjnej.

Blix nie jest czymś skomplikowanym. Sam pomysł jest bardzo prosty. Jednak wykonanie jest fantastyczne! Nic dziwnego, że w mijającym tygodniu zaczęli się nim zachwycać dziennikarze. I myślę, że ten rodzaj promocji bardzo się tej aplikacji przyda. Do tego trzeba bardzo pochwalić poznańskie podejście do biznesu. Jak wiadomo poznaniacy są bardzo oszczędni, z czego wynika, że twórcy aplikacje zarabiają na siebie niemal od początku. Oczywiście nie stworzyli oni płatnej wersji. Źródłem zysku jest reklama w bezpłatnej aplikacji.

Co ciekawe za większością pobrań aplikacji są odpowiedzialne kobiety. Jak widać to właśnie panie są demonami zakupów. Dzięki agregacji gazetek można w łatwy sposób zobaczyć jakie promocje szykują interesujące nas dyskonty czy sklepy odzieżowe. Dzięki zaawansowanym opcją wyszukiwania możemy znaleźć dokładnie to o co nam chodzi np. same buty w wybranych sklepach. Aż dziw bierze, że nikt wcześniej nie wpadł jeszcze na to, aby stworzyć taką aplikację!

Jestem przekonany, że jeszcze usłyszymy o rodzinie Jaszkiewicz. Widać, że wszyscy mają w sobie coś na kształt genu przedsiębiorczości. To piękna sytuacja, w której rodzeństwo tworzy coś razem i może liczyć na wsparcie swojego ojca. Oby jak najwięcej takich przypadków! Warto podkreślić, że projekty, które tworzył Andrzej Jaszkiewicz wpisały się na stałe w krajobraz naszej sceny start-upowej. Czy Blix je przebije? Będzie to z pewnością duże wyzwanie!

Wiadomo, że część ludzi mówi, że można liczyć tylko na rodzinę, a inni, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. W przypadku rodziny Jaszkiewicz mamy do czynienia z tym pierwszym przypadkiem. I taka synergiczna, rodzinna współpraca jeszcze dużo nam pokaże! Życzę samych sukcesów!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Tomek Tomczyk, czyli bloger znany wcześniej jako Kominek dziś noszący pseudonim Jason Hunt, ruszył właśnie z pre-orderem swojego najnowszego dziecka, czyli THORN. Można mieć wrażenie, że jego działania w sprawie promocji są jak pokazywanie u kobiety z klasą. Potrafi on tak wszystko ukryć, aby wzbudzić apetyt.

Co tak naprawdę wiadomo o nowej książce? Ano niewiele. Wiadomo, że będzie trudno ją zaszufladkować. Wiadomo, że nie jest ona bardzo gruba (300 stron). Wiadomo również, że jeśli okaże się sukcesem, to będą kolejne części. Choć znając Tomczyka: pewnie już nad nimi pracuje.

Jason Hunt to legenda polskiej blogosfery. Przez wiele lat pracował na swoją markę jako Kominek. Słynął z tego, że kreował trendy. Jego następny krok, czyli rebranding Kominka na Jasona Hunta odbił się szerokim echem w całym polski internecie. Tomczyk to marketingowy człowiek renesansu. Wielu specjalistów z tej dziedziny z zazdrością patrzy na jego kolejne ruchy. Jest to osoba, która ma jasną wizję i dąży do jej realizacji.

Jego nowa książka THORN jest graficznym arcydziełem. Nie chodzi mi tylko o okładkę, bo ta również jest na wysokim poziomie. Chodzi raczej o sposób prezentacji treści w środku książki. Są trzy rodzaje akapitów. A same akapity są ułożone jakby w migawki, które opisują konkretne zagadnienie. Jak przyznaje sam Jason: jest to zgodne ze sposobem w jaki internauta przegląda teraz internet. Trafiają się szybkie zajawki i małe ilości informacji. Rozwiązanie to może okazać się prawdziwą rewolucją, od której inspirację będą czerpać inny autorzy.

Kolejną rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę jest sposób sprzedaży. Nie chodzi tutaj tylko o to, że w pre-orderze książkę dostanie się taniej razem z autografem autora. Bardziej istotne jest dla mnie zastosowanie modelu selfpublishingu. Okazuje się, że Hunt sam wydaje i sprzedaje książkę za pośrednictwem swojej strony. W jednym z wywiadów przyznał się, że na swojej poprzedniej książce w kwartał zarobił w ten sposób więcej niż w tradycyjnym wydawnictwie przez rok. Przyznał także, że musi sprzedać przynajmniej 3.000 egzemplarzy, aby zacząć zarabiać. To pokazuje jak Jason profesjonalnie podchodzi do sprawy!

Inną rzeczą godną uwagi, którą powinny inspirować się inne wydawnictwa, jest to, że razem z książką papierową gratis dostaje się ebooka. To ciekawy krok. Poza zredagowaniem i oprawieniem do wersji elektronicznej (czyli opłaca się to raz) nie płaci się za każdy następny egzemplarz. Jak przyznaje Tomczyk: inne wydawnictwa nie decydują się na taki krok ze względu na to, iż nie zarobią na ebooku. Ostatnio trafiłem na tekst jednego z psychologów, który mówił, że ebooki powinny być tanie, aby kupować je hurtowo. Mała szansa, że ktoś przeczyta je wszystkie, ale dzięki urządzeniom takim jak tablety każdy miałby grupę książek, które w pewnym momencie mogą go zainteresować.

Jestem bardzo ciekawy jakie jeszcze sztuczki marketingowe szykuje Tomczyk. Jest to człowiek, po którym można się spodziewać wszystkiego! Najbardziej fascynuje mnie temat międzynarodowej ekspansji. I choć Hunt wie, że nie będzie to łatwym zadaniem, to jednak stawia przed sobą cel: wydać książkę również po angielsku. A dlaczego nie miałby stać się międzynarodowym autorem, który podbija zagraniczne rynki? To jest możliwe! I tego z całego serca życzę!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Ten felieton nie będzie dotyczył posiadaczy smartfonów, oraz tych, który taki zakup dopiero rozważają. Tutaj będzie chodziło bardziej o producentów. Jak widać powstaje powoli pospolite ruszenie, które polega na tym, że każdy liczący producent chce mieć własnego smartfona. Nie chodzi tu tylko o lokalnych graczy, którzy dopiero budują swoją markę. Brandy, które były znane z czegoś innego dzisiaj stają się producentami smartfonów.

Moda na własnego smartfona opętała producentów marek, które są w kłopocie i nie produkują własnych rzeczy. Marka jednak została i warto byłoby jakoś ją wykorzystać. Dwa przykłady z brzegu to Commodore i Polaroid. Słynny producent C64 i Amigi został przejęty przez inwestorów, którzy nadal widzą ogromny potencjał w tej marce. I chociaż Amiga przegrała z PC, to dzisiaj możemy się doczekać drugiego starcia na rynku smartfonów. Raczej nie wróży się aby smartfon Commodore z Androidem na pokładzie okazał się jakimś ogromnym hitem rynkowy. Jest jednak szansa na to, że zdobędzie pewną część rynku i przywróci to świetność marce. Wśród sentymentalnych komputerowców marka ta ma bardzo ważnie miejsce w sercach. Jeśli możliwościami technicznymi nie będzie bardzo odstawać od możliwości liderów rynku, to dlaczego nie miałaby odnieść pewnej skali sukcesu!

Jeśli chodzi o Polaroida, to jeszcze za dużo nie wiadomo na ten temat. Pewnie będzie to coś pokroju smartfonu od Commodore, czyli smartfon z Androidem. W takich chwilach buduje się potęga Google, którego Android staje się systemem wszechstronnym. Polaroid to bardzo silna marka, która była świetnie kojarzona przez lata. I chociaż system szybkiego wydobywania zdjęć ze specjalnych aparatów upadł, gdy narodziła się era cyfrowej fotografii, to jednak miłość do marki w sercach użytkowników pozostała. W dziedzinie strategii marketingowej takie poszerzanie oferty można najtrafniej nazwać dywersyfikacją. Aczkolwiek nie wiem czy taki podział ma zastosowanie do firm, które nie mają już swojego produktu i próbują przenieść markę na inny produkt.

Innym trendem są mali gracze, chociażby z Polski, którzy próbują zagarnąć dla siebie część rynku. Manta, Prestigio, GoClever, czy Kruger&Matz, to przykłady polskich firm, które produkują własne smartfony i tablety. Istnieją one albo wiele lat na innych rynkach, albo są świeżymi graczami. I chociaż w wywiadzie dla jednego z poczytnych portali prezes jeden z firm przyznał, że stworzenie smartfona od podstaw w Chinach, to koszt przynajmniej półtora miliona dolarów, to jednak polscy producenci radzą sobie na tym rynku. Pytanie na ile produkt jest ich, a na ile jest to chińska myśl techniczna kopiująca amerykańskich inżynierów. Niemniej jednak wierzę głęboko, że za jakiś czas powstanie stworzony od zera smartfon przez polską firmę.

Następnym trendem w świecie smartfonów są naprawdę duzi gracze, którzy postanowili zdywersyfikować ofertę. Tutaj zdecydowanie bardziej pasuje marketingowe pojęcie dywersyfikacji. Najlepszym przykładem jest Amazon. Firma ta przez dłuższy czas tworzyła czytnik ebooków Kindle. Jednak jak uważają eksperci: takie czytniki zostaną w końcu zjedzone przez tablety. Amazon nie ma zamiaru się tylko temu przyglądać i już doczekaliśmy się Amazon Fire Phone. Jak na razie nie okazał się on zbyt wielkim sukcesem. Mówi się o tym, ze jest on nieco za drogi. Oczywiście ma specjalnie dostosowanego pod siebie Androida. Ja jednak wierzę, że Amazon jest firmą z takimi tradycjami, że jeszcze zawojuje ten rynek. Ma on ogromny potencjał!

Celowo nie przywoływałem w tym felietonie największych graczy takich, jak Samsung, czy Apple. Chciałem poświęcić nieco miejsca trendom, które się kształtują w ostatnim czasie. Tak naprawdę dzisiaj każdy ma szansę stworzyć coś wielkiego i zawojować rynek! Z wymienionych przeze mnie projektów najbardziej wierzę w Amazon Fire Phone!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Pamiętam czasy, w których próbowano mi wmówić, że Adobe Flash jest przyszłością internetu. Według osób, o których mówię, to właśnie w nim miały powstawać najciekawsze strony. Widziały w tej technologii niemal nieograniczone możliwości. Dzisiaj już wiadomo: technologia umiera. Zrezygnował z niej YouTube, Facebook, a ostatnio zaczął blokować Firefox.

Jakoś nigdy specjalnie nie ciągnęło mnie do tej technologii. Przez moment była ona dość ważnym rozwiązaniem chociażby dla reklam. Dzisiaj jeszcze sporo firm z niej korzysta, ale jej dni są policzone. Podstawowym problemem z tą wtyczką jest bezpieczeństwo. Podobno zawiera ona tyle dziur, co dobry ser szwajcarski :). Ostatnio od jednej grupy hakerskiej wypłynęły informacje jak dzięki dziurą w tej technologii można praktycznie... przejąć władzę nad czyimś komputerem. Myślę, że to sprawiło, iż Firefox jako ostatnia licząca się przeglądarka internetowa, zdecydował się zablokować wtyczkę.

Uśmiercanie Flasha rozpoczął tak naprawdę Steve Jobs. To on już w 2010 roku sprawił, że iPhone nie obsługiwał tej wtyczki. Dzisiaj możemy uważać, że chodziło mu o bezpieczeństwo. Prawda jest jednak trochę głębsza. Jak pisał biograf Jobsa, nie mógł on wybaczyć Adobe, że nie chciała robić programów wyłącznie na Macintosha. Chodzi tutaj o czasy gdy Jobs jeszcze nie odszedł z firmy, a sam Mac dopiero startował. Jakie nie byłby powody, to właśnie temu człowiekowi zawdzięczamy stopniową marginalizację technologii Adobe Flash.

Flash był złotym dzieckiem firmy Macromedia. Do czasu aż wykupiło go Adobe. Firma ta chciała połączyć to wszystko w jeden pakiet oprogramowania łączący się między innymi z ich hitowym Photoshopem. To niemalże się udało. Plany pokrzyżowało tylko podejście twórców największych urządzeń i przeglądarek! I tak pakiet Adobe staje się nieco mniej wartościowy! Czy to absolutny koniec Flasha? Na to się zapowiada.

Moim zdaniem błędem było podejście, w którym całe strony są robione we Flashu. Z jednej strony zajmowały one sporo pamięci i miejsca (nie były lekkie), a z drugiej strony kompletnie nie dały się pozycjonować. W czasach gdy podstawowym źródłem ruchu dla witryn internetowych są wyszukiwarki był to kardynalny błąd. Po za tym jakoś mi się kompletnie nie podobała idea tworzenia całej strony we Flashu. Być może w przypadku gier, czy jakiś konkretnych aplikacji multimedialnych miało to sens. Jednak dla zwykłej witryny był to strzał jak kulą w płot.

Na dzień dzisiejszy podstawą internetu staje się HTML5. Wprowadził on niemałą rewolucję w środowisku internetowym. Stary Html nie miał tak dużych możliwości. Natomiast piątka dała szansę zaistnieć multimediom. YouTube i Facebook już z tego korzystają. Zapowiada się, że definitywnie portale te odrzuciły wtyczkę Adobe. Co jednak nie zmienia faktu, że duża część internetu, w tym polskiego, nadal korzysta z niej. Choć z pewnością jest to kwestia czasu.

Co pozostaje Adobe? Porzucić Flasha i skupić się na tak dobrych produktach jak Photoshop! Myślę, że Adobe w ten sposób jest w stanie sobie odbić tę stratę. Pozostaje rzecz: umiera król (Flash), niech żyje król (HTML5)! Nie ma już możliwości, aby Flash odbił się od dna. Choć nie wiadomo jak za parę lat będzie wyglądało dalej umieszczanie multimediów na stronach internetowych, to jednak aktualnie HTML5 może liczyć na największą popularność.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Pisałem już na tym blogu o Grupie Alibaba, za której sterami stoi chińczyk Jack Ma. Grupa ta przeprowadziła niedawno jedno z największych IPO Wall Street. Towary, które są za jej pośrednictwem sprzedawane w rok, to trzykrotność tego, co sprzedaje Amazon. W liczbach rzeczywistych jest to ponad 240 miliardów dolarów. Można więc rzec, że jest to największy gracz w sektorze e-commerce na świecie. Dzisiaj wygląda na to, że zagrozi naszemu rodzimemu Allegro.

Aliexpress, bo tak nazywa się główne zagrożenie, przypomina nieco nasz polskie Allegro, czy amerykańskiego eBay. Ogłaszają się na nim handlowcy głównie z Chin, którzy zdecydowali się sprzedawać swoje towary na sztuki lub w małej ilości hurtowej. Ostatnio zaczęła kusić także darmowa wysyłka. Jest jednak jeden mankament, którego nie da się przeskoczyć i tu Allegro zawsze będzie w lepszej sytuacji czas dostawy. Jednak jeśli przymknie oko na te pewne niedoskonałości, to możemy trafić do świata super ofert z absurdalnie niską ceną!

Jak wynika ze statystyk Megapanelu: już 2,4 miliona Polaków korzysta z portalu Aliexpress. Na Allegro jest 13 lub 14 milionów zarejestrowanych kont, z których wiele jest bardzo rzadko używanych. To pokazuje jak wielką popularność zyskują Chińczycy. Warto dodać, że rok temu liczba ta była o połowę mniejsza. Atrakcyjność tego typu ofert będzie rosnąć. Weźmy pod uwagę, że świat jest globalną wioską, która z roku na rok będzie stosunkowo coraz mniejsza. Jeśli poprawią się dodatkowo sposoby dostawy, to Alibaba będzie mogła bez żadnych skrupułów konkurować z Amazonem, nie wspominając nawet Allegro.

Mimo wszystko Allegro ma dość mocną pozycję w naszej zbiorowej świadomości. To marka, która swą wielkość budowała latami. Z drugiej strony Alibaba to globalny gracz, który działa bez sentymentów. Jeśli ktoś będzie chciał mieć coś szybko, to z pewnością wybierze Allegro. Jeśli natomiast termin dostawy nie gra aż tak znaczącej roli, to wtedy wybierze Alibabę. Jak widać miliony Polaków już dostrzegły atrakcyjność tej oferty!

Głośno o Aliexpresss w Polsce zrobiło się przed paroma dniami, ponieważ portal dopuścił płatność za pomocą Przelewy24. To zdecydowanie ułatwi zakupy i sprawi, że platforma stanie się przystępna dla dużo większej ilości kupujących z Polski. Myślę, że taki ruch ze strony chińskiego giganta sprawi, że w ciągu roku ilość Polaków decydujących się na zakup chińskich przedmiotów powiększy się przynajmniej o milion! A wtedy platforma ta będzie bardzo solidnym zagrożeniem dla Allegro.

Tak, jak u nas Aliexpress jest zagrożeniem dla Allegro, tak cała Alibaba może w konsekwencji stać się ogromnym zagrożeniem dla eBaya i Amazona. A to są już naprawdę wysokie progi! Tak, jak napisałem na początku tego felietonu: Alibaba pośredniczy w sprzedaniu towarów za 3-krotnie większą wartość niż Amazon! To, że Jack Ma inwestuje również w smartfony może być kolejnym krokiem milowym w rozwoju całej platformy.

Alibaba wstrząśnie światowym e-commerce! To jest bardziej niż pewne. Dzisiaj zaczyna zagrażać Allegro, a co dalej? Amazon? Google? Apple? Chiński gracz jest tym, z którym naprawdę trzeba się liczyć. I chociaż jego właściciel mówi, że pieniądze nie dają szczęścia i był szczęśliwszy jak pracował jako nauczyciel, to jednak zarządzanie tak wielkim projektem musi być strasznie kręcące! Dla nas konsumentów najlepiej, aby ten gigant rósł! Bo my na tym wygramy większym wyborem.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Co z tym Google? 2015-07-16 13:56
 Oceń wpis
   

 

Świat stanął na głowie. Firmy internetowe w mniej niż dekadę dochodzą do miliardowych wycen. Kiedyś trzeba było liczyć się z wieloletnią walką i podbijaniem kolejnych rynków. Dzisiaj dobrze wykonany pomysł w fantastycznym zespole ma szanse zawojować świat. Takim rozwiązaniem z pewnością była wyszukiwarka internetowa. Ten felieton chciałbym poświęcić jednej z najbardziej wizjonerskich firm świata Google!

Dwóch doktorantów Stanforda (uczelni umiejscowionej w samym sercu Doliny Krzemowej), miało wizję i umiejętności, aby stworzyć od nowa produkt, który miał zrewolucjonizować podejście do internetu. Oczywiście to nie jest tak, że nie było wcześniej żadnych innych wyszukiwarek. Jednak algorytm który wymyślili Page i Brin miał zmienić wszystko.

W działaniach Google widać, żelazną konsekwencję. Można oczywiście zarzucić, że wszystko kręci się wokół jednej marki, czy jednego produkty. Jednak nie okłamujmy się to jest firma warta ponad 400 miliardów dolarów. Taki wyniki świadczy, że tak podjęte działania mają sens. Odzwierciedlają to wyniki finansowe. Można byłoby zarzucić Google wycofanie się z Chin z powodu cenzury. Być może wielu powie, że lepiej zgodzić się na cenzurę i mieć wpływ na rynek 1,2 miliarda potencjalnych i wielu aktualnych użytkowników. Z drugiej strony jednak trzeba mieć jaja, żeby postawić się władzą Chin. Nie zmienia to faktu, że takie podejście miało ogromny wpływ wizerunkowy w ramach działania w krajach zachodnich. A to wszystko przez zasadę Nie czyń zła.

Ogarnąć wszystkie biznesy Google wydaje się być niemożliwością. Tym bardziej, że co kilka tygodni powstają nowe. Ostatnio gigant z Mountain View wszedł w branżę domeniarską. Może nie zarobi na tym ogromnych pieniędzy, ale chodzi tutaj bardziej o coś innego. Dzięki takim działaniom jeszcze bardziej uzależnia się użytkownika od ekosystemy, który stworzono. No właśnie tu dochodzi do pewnej świętości ekosystem.

Ekosystem Google jeden z najdoskonalszych wynalazków w historii ludzkości. Oczywiście pojawią się tutaj głosy sprzeciwu, że Google wie o nas za dużo i może to brzydko wykorzystać. To jednak nie utrudnia mi zachwycania się tym, co stworzono. Dzisiejsza rzeczywistość jest inna niż jeszcze to, do czego byliśmy przyzwyczajeni jakiś czas temu. Dzisiaj nie walczy się na konkretne produkty! Dzisiaj walczy się na ekosystemy. Jak najprościej wyjaśnić czym jest ekosystem. To wiele elementów składowych, które między sobą oddziałują. Najprostszymi przykładami może być połączenie smartfona i aplikacji w sklepie takim, jak App Store czy Google Play. Teoretycznie mogłyby one funkcjonować osobno. Jednak tak naprawdę wartość buduje ich wzajemne połączenie!

Podobno Steve Jobs w końcówce swojego życia chciał przeznaczyć wszystkie dostępne środki, aby zniszczyć Androida. Nie mógł przetrawić tego, że Brin i Page weszli na jego poletko. I konkurują z Apple. Na dzień dzisiejszy sprzedaż iPhonea stanowi 70% przychodów giganta z Cupertino. Jobs, jak zresztą nie pierwszy raz, miał nosa co będzie stanowić dla jego firmy zagrożeniem. Android zagarnia rynek, który chciał przywłaszczyć sobie Jobs. Według ostatnich danych jest więcej telefonów z Androidem, niż iPhoneów. Być może trzeba było zrobić wszystko, aby nie dać Androidowi urosnąć. Dzisiaj jest decydującym rozgrywającym.

Najgorzej wyszedł na tym wszystkim Microsoft. Stał się on jakby zawodnikiem z drugiej ligi. Wszystko może zmienić wejście nowego Windowsa 10. Za kilka dni przekonamy się, czy skórka jest warta wyprawki. Jednak na dzień dzisiejszy rynek smartfonów należy do Androida i iOS. Czy to się zmieni? Tego nie można powiedzieć na 100%! Z pewnością zyskamy na tym my, użytkownicy.

Google zdominowało nasz świat. Przenika do kolejnych dziedzin naszego życia. Ostatnio zaczęto działać w kwestii finansów jako MyWallet. Z drugiej strony sukcesem nie okazała się odpowiedź na Facebooka Google+. Oczywiście nie warto przekreślać tego portalu z społecznościowego, ponieważ wszystko może się jeszcze zmienić! Sam Facebook również nie był pierwszym portalem tego typu. Można tutaj wspomnieć chociażby o MySpace. Dzisiaj to Facebook rozdaje karty. Jednak zagrażają mu bardziej młodzieżowe aplikacje, takie jak chociażby Snapchat. Podobno chciał go przejąć zarówno FB, jak i Google. Spiegel z ekipą nie zdecydowali się i dzisiaj są wyceniani na 10 miliardów dolarów, a każdy z nich jest dolarowym miliarderem. Takie rozwiązania mogą wpływać w dłuższym czasie na pozycję Google, ale czy ktoś jest w stanie zrobić konkurencje dla wyszukiwarki?

Pamiętam czasy, gdy Bill Gates mówił w wywiadzie dla magazynu Forbes, że Google to tylko wyszukiwarka. Tylko jeden produkt. Dzisiaj jego firma musi walczyć z gigantem z Mountain View na wielu polach. Bing cały czas stara się odrobić straty do wyszukiwarki Google. Jednak z mojej perspektywy większe zamieszanie może spowodować inny gracz. Po aferze, którą rozpoczął Edward Snowden, w związku z PRISM, coraz większą popularnością cieszy się wyszukiwarka DuckDuckGo, która kompletnie nie zbiera danych o użytkownikach. O tym jak bardzo Google widzi w niej swojego konkurenta może świadczyć fakt, że wykupiło domenę Duck.com, która przenosi na stronę główną Googleowej wyszukiwarki. Czy użytkownicy kupią ideę anonimowego wyszukiwania? A może prywatność to już przeszłość?

Więc co z tym Google? Ano ma się dobrze! Wręcz wyśmienicie! Nikt tak naprawdę nie wie nad czym pracuje się w tajnych laboratoriach. Mówiono już o autonomicznych samochodach, czy komputerach kwantowych. Nie wiadomo jak rozwinie się projekt okularów Google Glass. Jedno jest pewne firma ta jeszcze nie raz nas zaskoczy.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 

Dzisiaj polski internet obiegła wiadomość, że największy w Polsce dostawca domen i serwerów został przejęty przez niemieckiego giganta. Home został kupiony przez United Internet (właściciela 1&1). Kwota transakcji jest niebagatelna!

150 milionów euro, czyli około 640 milionów złotych. Może się zakręcić w głowie. Wiadomość dostarczył Puls Biznesu, więc jest ona wiarygodna. Co prawda jakiś czas temu pisałem tutaj, że Naspers chce sprzedać Allegro, co okazało się błędem Reutersa, ale wiadomość o sprzedaży Home jest z pewnością wiarygodna. Tym bardziej, że podano nawet kwotę transakcji. I tak kolejna polska firma trafia w obce ręce. Co to dla niej oznacza?

W naszej lokalnej skali Home jest naprawdę dużym graczem. 150.000 serwerów, oraz 1,2 miliona utrzymywanych domen. Pogłoski o sprzedaży pojawiły się już w marcu tego roku. Podobno wyceniano firmę na połowę tego, co dostała od 1&1. Jest to więc wielki sukces negocjacyjny Polaków. Jak powszechnie wiadomo firma jest warta tyle, ile ktoś chce za nią zapłacić. Widać 1&1 bardzo zależy na zdobyciu polskiego rynku.

1&1 pojawiło się w Polsce kilka lat temu. Głośna była pierwsza promocja, w której teoretycznie dostawało się serwer za darmo na dwa lata. Były jednak problemy z regulaminem, który był bardzo rygorystyczny. Od tego czasu warto wspomnieć również o promowaniu przez tę firmę swojego autorskiego kreatora stron internetowych 1&1 My Website. Reklamy pojawiły się nie tylko w prasie biznesowej, ale również w telewizji. Po zakończeniu tych kampanii jakoś mało było słychać na temat tej firmy. Jak wiadomo jest ona gigantem na rynku niemieckim. Gdy byłem w Niemczech, to znajomi mieli tę firmę jako dostawcę internetu. Podbój Polski jednak się tak bardzo nie udał. Przyszedł więc pomysł na przejęcie konkurencji.

Home ma zostać samodzielną marką. Nie wiadomo jak klienci zareagowaliby na rebranding szczecińskiej firmy. Jednak udziały w rynku 1&1 wzrosną teraz diametralnie! Z pewnością będzie ona największym graczem na tym rynku. Widać Niemcy doskonale sobie radzą na swoim rodzimym rynku. Wyłożenie 150 milionów euro, to w moim odczuciu niezły wyczyn. Pamiętam jeszcze jak kilka miesięcy temu dyrektor z Home mówił o tym, że firma chce znaleźć inwestora, który pomoże jej rosnąć. Po części słowa się spełniły. Czy 1&1 sprawi, że Home będzie jeszcze większy?

Problemem w tym wypadku może być zagraniczna ekspansja, do której przymierzał się Home. Takie podejście do sprawy sprawi, że będzie on działał tylko na polskim rynku. No bo jaki interes miałoby 1&1, aby promować polską markę na świecie? Oni muszą się zająć promocją swojej głównej marki! Jedyna możliwość to wykorzystanie technologii, którą wypracował Home do ekspansji zagranicznej. Z pewnością odbywałoby się to pod główną marką.

W tym miejscu należy pogratulować dotychczasowym właścicielom Home. Odnieśli oni ogromny sukces! Co prawda przedsiębiorstwo działa niemal od początków polskiego internetu, ale zbudować taką firmę to wielki wyczyn. Szkoda, że nie udało im się wyruszyć na zagraniczną ekspansję. Wtedy przedsiębiorstwo mogłoby być jeszcze cenniejsze. Jednak jak na polskie warunki dokonali oni wielkich rzeczy! Nie wiadomo jakie będą dalsze losy marki Home. Najprawdopodobniej większość klientów nawet nie zauważy zmiany właściciela. Marka ta wrosła w polski biznes internetowy. Jedno czego można się spodziewać to jakiś super promocji, które zaserwuje nam nowy właściciel. Choć z promocjami z Home jest naprawdę bardzo dobrze!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
8 lat wielkiego iPhonea! 2015-07-06 23:12
 Oceń wpis
   

Kilka dni temu stuknęła ósma rocznica urządzenia, które przewróciło świat do góry nogami. Jak sam Steve Jobs przyznał w dniu premier, to urządzenie, które łączy w sobie trzy inne: telefon, odtwarzacz muzyki i przeglądarkę internetu. Postanowiłem napisać felieton o tym, jak wymyślono koło na nowo.

8 lat temu ludzie z Apple zaczęli sobie świetnie zdawać sprawę z tego, że ich cudowne dziecko iPod otrzyma nową konkurencję. Tą konkurencją będą telefony komórkowe. Aby nie dać się zwieść rzeczywistości Apple postanowiło stworzyć swoją wersję. I tak powstały pracę nad telefonem, który będzie następną generacją tego, co oferuje iPod. Mało osób zdaję sobie sprawę, że ludzie Stevea Jobsa prowadzili dwa równoległe projekty w tym temacie.

Pierwszy projekt szedł po niewielkiej linii oporu. Miał on być po prostu udoskonalonym iPodem. Nawet przyciski układające się wkoło miały się na nim znaleźć. Gdzieś w laboratoriach Apple pracowano nad tym, co dzisiaj nazywamy tabletem. I tu zrodziła się alternatywna idee stworzenia telefonu: aparat dotykowy. I choć wcześniej spotykano się już z takimi interfejsami chociażby w palmtopach, to jednak nikt na dużą skalę nie stworzył urządzenia, które obsługiwano palcami. Gdy zestawiono ze sobą oba pomysł na nowej generacji telefon, to zdecydowanie wygrał ten dotykowy.

Proces produkcji nie był błahostką, Jak przyznają świadkowie: Jobs w ostatniej chwili wycofał z produkcji urządzenie, bo nie było tym czego oczekiwał. I tak poświęcono mu kolejne kilka miesięcy. Jednak w końcu postawił na swoim i po tym czasie okazało się, że Apple stworzyło legendę.

Trzeba przyznać, że od początku iPhone był czymś z segmentu premium. Nigdy nawet nie starał się być dostępnym dla wszystkich. Aczkolwiek ilość sprzedanych egzemplarzy świadczy o tym, że masy pokochały ten telefon dla wyższych sfer. Jakby nie patrzeć ponad 720 milionów iPhonów znalazło swoich odbiorców na całym świecie.

Gdy czytałem biografię Jobsa, to doszedłem do wniosku, że był to wizjoner, który patrzył dużo dalej niż na zysk firmy. Być może dlatego teraz po jego śmierci firma jest warta ponad 700 miliardów dolarów. Jego wizjonerstwo objawiało się między innymi tym, ze chciał on, żeby dzieciak z dowolnej części świata był w stanie obsłużyć iPhona, patrząc przede wszystkim na ikonki.

Dzisiaj mamy już szóstą generację tego słynnego urządzenia. Nowością okazało się wprowadzenie wersji iPhone 6 Plus. Tak jak poprzednie telefony były smartfonami, tak tutaj mamy do czynienia jakoby z nowym typem urządzenia nazwanym phabletem. Jest to rozwiązanie pośrednie między smartfonem i tabletem. Znając giganta z Cupertino z pewnością odniesie on wielki sukces.

W dzisiejszym świecie brakuje odwagi, która kierowała Jobsem, gdy wprowadzał na rynek pierwszą generację iPhonea. Każdemu twórcy, który chcę zawojować świat swoim produktem z całego serca życzę, aby nauczył się myśleć inaczej i miał tę odwagę. To wizjonerzy pchają nasz świat do przodu. To oni sprawiają, że życie staje się łatwiejsze. iPhone był rewolucją w chwili premiery. Dzisiaj smartfony to standard! Jednak świat zmienia się cały czas! Dlatego my również go zmieniajmy!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi