napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Ten tajemniczy tytuł nie ma sugerować, że biznes się jakoś dzieli i należy podchodzić do niego na podstawie poszczególnych elementów. Tak naprawdę biznes jest cały czas jeden i to mimo dzielenia go na branże, sektory i segmenty. Widać jednak w ostatnich latach próby powtórzenia sukcesu najsłynniejszego z klastrów: Doliny Krzemowej. Czy takie próby mają sens?

Może zacznijmy od tego czym właściwie jest klaster przemysłowy. Wiem, że ostatnio zrobiło się o tym głośno, ale sam koncept kształtował się przynajmniej od kilkudziesięciu lat. Weźmy za przykład wspomnianą już Dolinę Krzemową. Myślę, że jej wielkość wynika przede wszystkim z naturalnego powstawania. Z jednej strony są tam wielkie uczelnie, jak Stanford, a z drugiej strony sprzyjający klimat geograficzny. Choć z pewnością ta pierwsza rzecz miała większe znaczenie. W końcu wielu znanych studentów wywodzi się stamtąd. Przykładem mogą być założyciele Google, którzy byli doktorantami na Stanfordzie.

Ścisła współpraca świata naukowego, świata biznesu i świata samorządowego jest charakterystyczna dla klastra przemysłowego. Ten ostatni nie jest aż tak mocno zauważalny w Dolinie Krzemowej, ale jest bardzo charakterystyczny dla klastrów powstających w Unii Europejskiej. Widać jak politycy chętnie angażują się w takie inicjatywy. Większość powstałych w ten sposób tworów jest bardzo młodych i ciężko powiedzieć czy taka koncepcja na klaster się sprawdzi. Na chwilę obecną wiadomo, że Dolina Krzemowa jest tylko jedna :).

Sam pomysł na klastry przemysłowe jest bardzo ciekawy. W jednym obszarze gromadzą się organizacje, które działają w tym samym zakresie. I tak w samej Polsce mamy klastry lotnicze, czy turystyczne. Klastry zgromadzone wokół technologii, telekomunikacji, czy multimediów wydają się być oczywiste. Jak jednak powszechnie wiadomo technologia napędza gospodarki świata i przez cały czas będzie popyt na takie rozwiązania. Nie wiem tak naprawdę czy klasterem przemysłowym nie powinno się nazwać czasów z początków Hollywood. Historia uczy nas, że wielcy twórcy, jak bracia Warner uciekli tam przed patentami Edisona. Pewnie nie było tam początkowo współpracy z uczelniami, ale kooperacje między twórcami filmowymi przeszły do historii.

Wszyscy jednak zachwycają się wymienianą w tym felietonie wielokrotnie Doliną Krzemową. To tam gromadzą się największe pieniądze naszych czasów. Jeśli chce się stworzyć wielki projekt technologiczny (na przykład aplikację internetową), to powinno się tam wybrać chociażby po to, aby nauczyć się jak zarządzać firmą, która ma szansę być warta miliardy dolarów. Powstają firmy o bardzo dużych wycenach w innych częściach świata. Nie ma jednak drugiego takiego miejsca na naszym globie, gdzie byłoby ich tak dużo. A wyceny są często astronomiczne! Co jednak zrobić, aby powtórzyć ten sukces?

I to jest właśnie najtrudniejsze pytanie, na które tak naprawdę nikt do końca nie zna odpowiedzi. Na razie mamy falę projektów wspieranych przez polityków w ramach wszelkich projektów unijnych. Czy któryś zakończy się sukcesem na miarę Doliny Krzemowej? Myślę, że nie wierzą w to sami ich twórcy. Bo jest to poprzeczka ustawiona astronomicznie wysoko. Jakby policzyć wartość wszystkich firm z obszaru Doliny Krzemowej, to byłaby ona wyrażana w bilionach dolarów. Samo Apple jest wyceniane na 710 miliardów dolarów amerykańskich! Mam jednak wrażenie, że jeśli komuś w Polsce udałoby się stworzyć klaster, w którym wycena wszystkich firm wynosiłaby kilkanaście miliardów, to byłby to wielki sukces. Jednak to chyba nie o wyceny tu do końca chodzi, tylko o to by lepiej prowadziło się biznes i mógł on się rozwijać w przyjaznych warunkach. I tego wszystkim klastrowiczą życzę!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Jak to mam w zwyczaju postanowiłem spojrzeć na najważniejszego newsa ostatnich dni - z mojej perspektywy. Co da gigantowi z Redmond kupienie tak dużej firmy, jak LinkedIn? To jest najważniejsze pytanie w tej kwestii.

W felietonach na tym blogu wielokrotnie podkreślałem, że dzisiaj nie walczy się na konkretne produkty, a najważniejszym elementem biznesowej układanki jest ekosystem. Tu nie chodzi o to, że  Google ma fajny system operacyjny i to w całości buduje jego wartość. Należy wziąć pod uwagę, że również wyszukiwarka, poczta, czy sklep z aplikacjami budują wartość całej firmy. W dniu dzisiejszym można mówić o 3 istotnych ekosystemach: Apple, Google i oczywiście Microsoftu. Oczywiście ktoś może się oburzyć, że nie wspomniałem o Facebookowym ekosystemie. Należy jednak zauważyć, że ściśle współpracują oni z Microsoftem, stąd uznałbym to za jeden ekosystem chociaż obdzielany na dwie duże firmy.

Android jest aktualnie największym systemem operacyjnym na świecie. O ile w komputerach klasy PC Windows nadal rządzi, to jednak urządzeń klasy Post-PC zaczyna być po prostu więcej. Microsoft chce się wydostać z sytuacji, w której się znalazł. To z pewnością jest jeden z powodów dlaczego przejął dział telefonów komórkowych od Nokii. Drugim ważnym przejęciem był oczywiście Skype. Obie transakcje były wycenianie na grube miliardy. Gdyby jednak je zsumować, to i tak zapłacono łącznie mniej niż teraz za LinkedIn. To musi nam jasno pokazywać jak bardzo Microsoftowi zależało na tej firmie!

Gdzieś pojawiły się głosy, że to największa transakcja przejęcia od kilku lat. W zeszłym roku było głośno o Whatsapp, które przejął Facebook, a dzisiaj Microsoft podbił stawkę. Wróćmy jednak do pytania z pierwszego akapitu tego felietonu: co Microsoft zyska na tej transakcji? Ja jako człowiek patrzący na biznes w szerszej perspektywie mogę stwierdzić, że wygra ekosystem Microsoftu. A przede wszystkim ta jego część związana z działaniami zawodowo-profesjonalnymi. W tej kwestii w moim odczuciu można postrzegać bardzo solidnie pozycję Microsoftu. Wszelkie produkty związane z Officem, czy opcje konferencyjne Skype. Warto też zauważyć, że cały czas podstawowy produkt MS, czyli Windows, zawsze był przygotowywany w wersji Professional.

Ekosystem to najważniejszy element każdej liczącej się firmy. Czasy, w których wygrywało się pojedynczym produktem bezpowrotnie minęły. Microsoft doskonale widzi, że musi on budować wartość swojego ekosystemu. Jak dotąd nie wziął się on za stworzenie własnego portalu społecznościowego, czego efektem jest coraz szersza współpraca z Facebookiem. Czy kupienie LinkedIn ochłodzi te relacje? Ciężko powiedzieć, ponieważ oba portale mimo swojego społecznościowego aspektu, spełniają nieco inne role. Nie wiadomo jednak jak zapatruje się na to zespół Marka Zuckerberga. Jednak własna społecznościówka w wymiarze profesjonalnym może okazać się dla Microsoftu niezwykle cenna!

Gdy Microsoft zintegruje swoje produkty z LinkedInem (tak jak zrobił to chociażby w przypadku Skype'a), to oba byty na tym skorzystają! Należy pamiętać, że biznesowa społecznościówka to również niezwykle wartościowa baza danych. Te informacje mogą się okazać cenne jak złoto! Jak powszechnie wiadomo żyjemy w Erze Informacyjnej, więc to informacja jest najcenniejszym towarem. W momencie kiedy Microsoft zacznie wykorzystywać te terabajty danych, to będzie mógł  odnieść korzyści dla pozostałych elementów firmy. Microsoft zaczyna walkę na nowo!

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Nie wiem czy jest jeszcze ktoś surfujący w polskim internecie, kto nie słyszał o serwisie ZnanyLekarz.pl (jego odpowiednik na świat to DocPlanner). Ostatnie kilka dni to gorący okres w światku internetowych przedsięwzięć, ponieważ wymieniona przeze mnie spółka otrzymała 20 milionów dolarów nowej inwestycji. Jak mówią sami twórcy: większa część udziałów jest nadal w rękach założycieli. Już są pierwsze efekty tej kosmicznej inwestycji portal przejął swoją hiszpańską konkurencję. Dzięki temu stał się jednym z największych w tej kategorii.

Czym właściwie jest ZnanyLekarz? Jest to cudowne dziecko Mariusza Gralewskiego, który swego czasu stworzył bardzo znany w polskiej sieci serwis GoldenLine. Smaku ZnanemuLekarzowi dodaje fakt, że wśród jego inwestorów znajduje się piłkarz Robert Lewandowski. Jak widać: sportowiec ma nosa gdzie inwestować pieniądze, ponieważ portal rośnie bardzo szybko. Idea jest prosta: ułatwić życie lekarzom i pacjentom. Masz dość umawiania wizyt w tradycyjny sposób i chciałbyś przejść do ery web 2.0, gdzie wszystko można załatwić za pomocą kilku kliknięć myszki? ZnanyLekarz to rozwiązanie Twoich problemów!

Wraz za ZnanymLekarze powstało mnóstwo kalek tego portalu. Skoro lekarze mogą umawiać wizyty, to dlaczego nie mieliby tego robić fryzjerzy? Trend ogólnie rzecz ujmując jest słuszny. Ryzykiem może być jedynie pewna masa krytyczna, która jest wymagana do efektywnej działalności. Wcześniej można być za małym, aby ktoś sensownie się nami zainteresował. W takim samym modelu działa na przykład booking.com, który jest światowym liderem rezerwacji hotelowych online. Droga ZnanegoLekarza charakteryzuje się tym, że uderza on w gigantyczny rynek, którym ma niewyobrażalny dla zwykłego człowieka potencjał!

Skoro już teraz jest tak dobrze i ZnanyLekarz otrzymuje dziesiątki milionów na swoją działalność od inwestorów, to co dopiero będzie za 5 lat! Myślę, że portal ten spokojnie ma szansę stać się polskim jednorożcem (spółką wycenianą na przynajmniej miliard dolarów). A takich spółek nam jeszcze brakuje! Czy jest szansa aby to się stało w ciągu najbliższych kilku lat? Ogromna! Spółka rośnie jak na drożdżach. Są pieniądze a rozwój! Nic tylko czekać, aż zostaną ujawnione kolejne gigantyczne wyceny. A może to Mariusz Gralewski i jego ludzie będą na listach najbogatszych Polaków już za kilka lat? A razem z nimi Robert Lewandowski?

Ja temu projektowi mocno kibicuję, ponieważ najzwyczajniej w świecie jest on dobrze pomyślany. Nie ma tu jakiegoś ślepego wierzenia w przychody z reklam. Wiadomo, że przy pewnej skali działalności i to się opłaci. Ale powiedzmy sobie szczerze: prawdziwe pieniądze są wtedy gdy tworzysz produkty i ktoś za niego płaci. ZnanyLekarz ma to doskonale opracowane!

Mam wrażenie, że w miarę upływu lat będzie coraz głośniej o projekcie (i to nie tylko na naszym lokalnym rynku, ale przede wszystkim w skali globalnej). Pomysł jest świetny. Wystarczy tylko wytrwale zdobywać kolejne przyczółki. Choć jak mówią twórcy na razie nie będą oni się brać za kolejne rynki. Jednak nie okłamujmy się: to tylko kwestia czasu! Marka jest już znana w Polsce i stopniowo zdobywa kolejne rynki zagraniczne. Jedyne czego można chcieć to włączenie się do walki o Stany Zjednoczone. Wiadomo, że jest to ogromny rynek, w którym można naprawdę dużo ugrać. Widać jednak, że Gralewski i jego ludzie dozują sobie które rynki będą zdobyte. Może to i dobrze, bo gdy będą walczyć o Stany, to będą mieć naprawdę wyjątkowe doświadczenie! Powodzenia!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Wszyscy, którzy wychowywali się w latach 90tych z pewnością pamiętają konsolę do gier video o pięknej nazwie Pegasus. Czym ona była? Dlaczego była taka tania? Oraz co sprawia, że w wiele z gier zagralibyśmy również dzisiaj?

Pegasus to było czyste piractwo! Fakt może i przez jakiś czas konsola ta znajdywała się w sklepach, ale my użytkownicy pamiętamy ją bardziej z miejskich bazarów. Konsola i kartridże na kocu to był standard do jakiego przywykliśmy. Co jednak sprawiło, że dzisiejsze konsole kupujemy w prestiżowych sklepach z elektroniką, a tamtą kupowaliśmy na bazarze? :). Odpowiedź jest zawarta w początku tego akapitu: to czyste piractwo. Czasy, które właśnie wspominam, to były czasy, w których dopiero regulowana była kwestia praw autorskich. Już wtedy jednym z największym producentów konsol było Nintendo. To samo, które dzisiaj znamy z Gameboya, czy stacjonarnych platform.

Wtedy właśnie powstały dwa genialne wynalazki w zakresie domowej rozrywki: NES i SNES. NES, czyli Nintendo Entertainment System, był w świecie konsol tym, czy Ford T w świecie motoryzacji. Konsola nie charakteryzowała się pięknym designem, ale pojawiały się na nią najlepsze gry. SNES był kolejną generacją NESa z przedrostkiem Super, który miał lepsze parametry techniczne i co za tym idzie: często bardziej rozbudowane gry (a na pewno ładniejsze graficznie). Dzisiejsze pokolenie może pukać się w głowę, gdy my z nostalgią wspominamy gry na NESa i SNESa. Aczkolwiek niemal każdy potrafi się zaangażować w przejście słynnego Super Mario Brosa.

Pegasus był pirackim połączeniem dwóch wymienianych przeze mnie konsol. Ponieważ gry na NESa zajmowały mniej miejsca na kartridżu to cudownym wynalazkiem naszych wschodnich sąsiadów było wgrywanie wielu gier na NESa na jeden nośnik. Gry SNESa zajmowały najczęściej jeden cały kartridż. W czasach rodzącego się polskiego drapieżnego kapitalizmu wielu cudzoziemców sprzedawało ten piracki wynalazek na targowiskach w niemal wszystkich miastach naszego kraju. Czy szło na tym zarobić godziwe pieniądze? Prawda jest taka, że większość z nich łączyła te sprzedaż również z innymi artykułami. Jednak w podsumowaniu należy wziąć pod uwagę, że skoro tak wiele osób sprzedawało tę piracką konsolę i gry, to musiało się to opłacać.

Czego nie mają dzisiejsze konsole, a co miał Pegasus? Na dobry początek warto wspomnieć o ulotności efektów naszej pracy. Zapisywanie stanu gry pojawiło się dopiero w konsolach nowszej generacji takich ja PlayStation i Nintendo 64. Tutaj grało się tak długo, jak miało się życia. Potem należało grać od nowa. Mimo, że dzisiejszych graczy brak tej opcji może mocno zirytować, to wtedy ta efemeryczność dodawała piękna rozgrywce. Drugą kwestią jest grafika to fascynujące jak kilka kolorowych pikseli potrafiło pobudzić naszą wyobraźnię. Dzisiaj wszystko jest podane na tacy. Wszelkie trójwymiarowe opcje sprawiają, że już nic nie musimy sobie wyobrażać. To samo tyczy się dźwięku. W najnowszych konsolach są gry z bajeczną ścieżką dźwiękową a na Pegasusie mieliśmy do czynienia z efektami dźwiękowymi na poziomie pierwszych dzwonków w komórkach.

Czy to, że wiele osób tęskni za tamtymi czasami jest spowodowane zakończeniem etapu dzieciństwa, czy może ten Pegasus coś w sobie miał? Myślę, że jedno i drugie. Nie znaliśmy trójwymiarowych gier takich, jak mamy dzisiaj. Te kilka pikseli i archaiczna ścieżka dźwiękowa potrafiły nam dać coś niezapomnianego. Należy jednak podkreślić, iż wiele gier z tamtych czasów miało coś, czego nie ma wiele gier dzisiaj: ultragrywalność! Pamiętaj drogi czytelniku, że poza efektami audio i video jest jeszcze coś dużo ważniejszego, czyli grywalność!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi