napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Każdy kto choć trochę zanurzył się w internetowym świecie słyszał o Yahoo! Nazwa portalu wywodzi się od okrzyku radości. Powstał w 1994 roku, czyli za czasów, których kolejne pokolenia internautów mogą nie pamiętać. Jak poznawałem internetową rzeczywistość, to zawsze pojawiały się trzy wielkie brandy: Yahoo!, Amazon i eBay. Potem oczywiście doszedł Google, ale to już dalsza historia. Amazon i eBay mają się doskonale. Szczególnie ten pierwszy. Jest wyceniany na kilkaset miliardów dolarów! Natomiast Yahoo! radziło sobie ostatnio nieco gorzej. To może się zmienić, ponieważ zostało przejęte przez ogromną sieć komórkową z USA Verizon.

Yahoo! To protoplasta Wirtualnej Polski i Onetu. To właśnie na podstawie amerykańskiego katalogu stron inspiracje mieli twórcy dwóch polskich gigantów. Trudno mówić o kompletny kopiowaniu, ponieważ początki to nie było coś spektakularnego. A później to się rozgrywało trochę, jak z konwencją wiadomości telewizyjnych niby wszyscy kopiują amerykańskie wzorce, ale jednak one również często są zaczerpnięte od innych. Dzisiaj sytuacja jest zgoła odmienna od wspomnianej pierwszej dekady lat 90tych. Przede wszystkim internet jest dostępny niemal dla każdego. Tam gdzie go jeszcze nie ma sięgnie niebawem z pewnością nonprofitowa formuła balonów czy dronów. Powstały już tysiące firm internetowych na całym świecie. Oczywiście większość z nich upadła. Yahoo jednak cały czas jest na rynku. Według danych dostępnych za ostatnie miesiące: odwiedza ten portal miliard użytkowników! Dla Verizona była to wartość nie do pogardzenia.

Jest jedna kwestia, którą warto w tym momencie dodać: Verizon kupił kilka miesięcy temu także AOL największego dostawcę internetu w USA. W związku z tym z pewnością będzie musiał czekać na zatwierdzenie kolejnego przejęcia przez amerykański urząd antymonopolowy. Fakt jest jednak taki, że na naszych oczach powstaje gigantyczna grupa, która będzie obsługiwać najbardziej rozwinięty kraj, pod kątem internetu, na świecie. Mając takie aktywa można zawalczyć o pozycję lidera związanego z internetem. Czy Verizon dobrze to wykorzysta? Z pewnością nie robi tego wszystkiego tylko po to, aby mieć ciekawy portfel marek. Myślę, że jest to znacznie większy plan, którego po kawałku będziemy poznawać przez kolejne lata!

Bardzo ciekawa wydaje się kwestia udziałów Yahoo w chińskim portalu Alibaba. Z tego, co zrozumiałem z doniesień prasowych: Verizon nie kupił tej części aktywów Yahoo! Myślę, że wartość tych akcji będzie stopniowo wzrastać, ponieważ na dzień dzisiejszy Alibaba jest dużo większą spółką niż samo Yahoo! Z pewnością znajdzie się chętny na te aktywa. A może odkupi je sam Jack Ma prezes Alibaba? Na miejscu Verizona nie rezygnowałbym z zakupu tych aktywów, ponieważ będą one coraz cenniejsze. Nie wiem tylko czy tak potężnej spółce potrzebne są aktywa inwestycyjne. Warto zauważyć, że przejęcie Yahoo! zapowiada się jako część większego planu. Pewnie głównie z tej perspektywy postrzegano ten krok.

Z doniesień prasowych można się dowiedzieć, że to koniec niezależności Yahoo. Pytanie tylko czy ma to jakieś większe znaczenie dla amerykańskich użytkowników. Możliwe, że Verizon pójdzie drogą, którą w Polsce podąża Zygmunt Solorz-Żak: zaczął on od telewizji, a dzisiaj jest właścicielem sieci komórkowej, oraz największą platformę cyfrową. Jego pomysł na pakiet SmartDom okazał się wielkim hitem. Jak wiele można osiągnąć na rynku amerykańskim gdy ma się sięć komórkową, portal internetowy i dostawce internetu? Moim zdaniem możliwości są nieograniczone!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Nokia – reaktywacja! 2016-07-24 19:23
 Oceń wpis
   

Myśląc o Nokii większość z nas wspomina tę firmę z sentymentem, a może nawet nostalgią. Bazując na tym jedna z największych potęg telekomunikacyjnych w historii chce wrócić do gry. To fascynujące, że był moment, w którym Nokia miała większość udziałów w rynku telefonów komórkowych. Było to do takiego stopnia zakorzenione, jak zakorzeniły się w języku codziennym adidasy, czy jeep. Był czas, że Nokia i telefon komórkowy to było niemal to samo. Ale wtedy pojawił się Jobs i wywrócił wszystko do góry nogami.

Czy Nokia jest jeszcze w stanie odbudować swą potęgę? Oczywiście! Będzie to piekielnie trudne i wymagające, ale w tej branży nic nie jest dane raz na zawsze. Skoro Nokia została zdetronizowana przez Apple i Androidowe Konsorcjum, to ona sama może zrobić dokładnie to samo. Różnica jest jednak taka, że stanie się częścią konsorcjum Google. Tą drogą idą najwięksi, jak i malutcy gracze. Google jest uważane za wielkiego innowatora, który pozwala w ramach jednego ekosystemu działać setką firm. Tak, jak podkreślałem już wielokrotnie w felietonach na tym blogu: dzisiaj walczy się ekosystemem, a nie konkretnym produktem.

Microsoft jest jedną z tych firm, która przespała mobilną rewolucję. Co prawda dziś jego system mobilny jest na podium, ale nie jest to powód do dumy. Windows jest często pomijany przez twórców aplikacji. Na start musi być koniecznie aplikacja na Androida i iOS. Windows jest mile widziany, ale nie jest to system bez obecności, w którym świat się zawali. Znajdując się w takiej sytuacji Microsoft postanowił wyprzedzić fakty i kupił od Nokii jej dział mobilny. Oznaczało to niestety, że do końca 2015 roku Nokia nie mogła tworzyć urządzeń pod tą marką. Czas ten minął i Nokia wraca do gry. Najpierw pojawił się tablet N1, a teraz zapowiadane są dwa nieco bardziej luksusowe smartfony od Finów. Czy to będzie wielki powrót?

Wszyscy wiedzą doskonale jaką potęgą była Nokia. To była jedna z tych firm, którą znał niemal każdy. Czy to nie wydaje się nieco szalone, że z ponad 50% udziałów w rynku telefonów, spadła do kilku procent sprzed paru lat? Jak to właściwie możliwe? Podobnie jak Microsoft Nokia przespała moment mobilnej rewolucji. Kiedy wszyscy produkowali już własne smartfony, to Nokia uparcie tworzyła nieco bardziej tradycyjne telefony, do których Finowie nas przyzwyczaili. Założenie iPhonea było dość proste: połączyć 3 urządzenia w jedną całość. Telefon komórkowy, odtwarzacz muzyki i przeglądarkę stron internetowych. W tym samym czasie Nokia forsowała dalej MMSy, które jak wiemy nie okazały się zbyt wielkim sukcesem. Do boju z Jobsem stanęli właściciele Google tworząc Androida. Wtedy Nokia zaczynała się coraz mniej liczyć na tym rynku. A to z tego prostego powodu, że rynek ten został przedefiniowany. Trochę przypomina mi to scenę z jednego z filmów z Clooneyem i Pitem z serii Ocean, w którym jeden z informatyków mówi do nich: Macie klasę, ale gracie analogowo w cyfrowym świecie. Trudno to odnieść bezpośrednio do słów analogowy i cyfrowy, ponieważ Nokia jest firmą telekomunikacyjną, ale założenie jest podobne: Nokia przespała mobilną rewolucję.

Odwiecznym problemem Nokii był system operacyjny. Najpierw były to dedykowane systemy operacyjne, które zmieniały się ciągle. Było tak do czasu aż pojawił się Symbian. Właściwie to Symbian już sobie istniał, a Nokia dalej decydowała się na dedykowane systemy. Problem z nimi polega na ciągłym braku aplikacji pisanych specjalnie na nie. Nikt właściwie nie wie dlaczego Nokia porzuciła Symbiana na rzecz współpracy z Microsoftem. Symbian miał ogromne możliwości i potrzebował wsparcia tak dużego gracza. Wtedy wszystko się rozstrzygało i Nokia razem z Symbianem mogła wygrać walkę z Apple i Androidem. Dzisiaj Nokia decyduje się na Androida, co oznacza, że Symbian praktycznie umarł. A szkoda, bo był to bardzo ciekawy system operacyjny do telefonów komórkowych.

Należy pamiętać, że Nokia to jeden z tych brandów, które wspomina się z przyjemnością. I na tym mogą bazować Finowie gdy włączą się do walki na ogromnym rynku smartfonów. Trudno uwierzyć w to, aby ponownie mieli ponad 50% udziałów. Jednak tak jak mówią trenerzy piłkarscy: dopóki piłka w grze wszystko możliwe.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Pokemony opanują świat! 2016-07-15 19:07
 Oceń wpis
   

Z czasów dzieciństwa doskonale pamiętam pierwszy szał na Pokemony. Większość dzieciaków oglądało wtedy serial animowany firmowany przez sympatycznego elektrycznego pokemona Pikachu. Wiele osób grało również w gry wydane na GameBoya, które pozwalały przeżywać taką samą przygodę jak Ash (główny bohater serialu) i jego przyjaciele. Byłem wtedy zafascynowany tym fenomenem. Jeśli chodzi o Polskę to serial ten był bodajże najpopularniejszym serialem w japońskim stylu anime (wcześniej szał stworzyły Dragon Ball oraz Czarodziejka z Księżyca). Dzisiaj stoimy przed faktem ponownego narodzenia się zjawiska Pokemonów!

Wszystko dzieje się za sprawą aplikacji na smartfony, która szturmem zdobywa rynek. Jest dostępna dopiero w kilku krajach, ale statystyki mówią, że ma ją zainstalowaną 5% użytkowników smartfonów w tych krajach. Dla tych, którzy nie mają pojęcia o co chodzi z Pokemon Go pragnę dodać, że jest to wykorzystanie rzeczywistości rozszerzonej w celu łapania stworków. Dzięki możliwością nowoczesnych telefonów takich, jak Geolokalizacja, możliwe stało się stworzenie gry, która wymaga od użytkownika wyruszenia w podróż, aby móc pozyskać większą przyjemność. Brzmi szalenie? Zasada jest prosta: mamy aktualną mapkę przypominającą nawigację, która pokazuje nam gdzie znajdują się pokemonowe obiekty. W momencie kiedy trafimy na pokemona, to możemy zobaczyć jak jego obraz nakłada się na to, co pokazuje nam kamerka w telefonie. To ciekawe jak wirtualna rzeczywistość zaczyna być integrowana ze światem realnym.

Definitywnie jest to inne podejście od tego, które prezentują producenci gogli takich, jak Oculus Rift. Tam użytkownik jest całkowicie wchłonięty przez wirtualny świat i staje się jego częścią. Nie wiem do końca jak będzie działał wynalazek Microsoftu, który jest w fazie testów. Na realny świat mają się nakładać elementy wirtualne. Również są to gogle, ale działają nieco inaczej niż Oculus i mu podobne. Należy jednak pamiętać, że jest to dodatkowy wydatek. Trzeba te gogle kupić i często trzeba mieć dobry komputer, aby móc w pełni z nich korzystać. Do pokemonów wystarczy średniej klasy smartfon, który już większość z nas ma.

Moim zdaniem ponowna reaktywacja pokemonowego szaleństwa nabierze zupełnie innego wymiaru. Wcześniej pokemonami zafascynowani byli młodsi ludzie, którzy traktowali to jak bajkę po szkolę. Użytkownicy Gamboya również zaliczali się do tej młodszej grupy odbiorców. Dzisiaj powoli dochodzimy do momentu gdy tą grą będą zafascynowani zarówno Ci którzy pamiętają serial z dzieciństwa, jak i dzisiejsza młodzież. Do tego wydaje mi się, że fenomen sięga tak daleko, że zafascynują się nim również Ci, którzy z pokemonami mieli niewiele wspólnego (z racji chociażby wieku).

Model biznesowy przedsięwzięcia jest jeszcze lekką zagadką. Na pewno można kupować tutaj specjalną walutę, która pozwoli na ułatwienie życia w świecie pokemonów. Wirtualna waluta kosztuje realne pieniądze. Mogą ją wykorzystać zarówno trenerzy pokemonów, jak i rodzi się coraz więcej okazji dla lokalnych biznesów, które będą chciały, aby gracze przybywali do ich lokalizacji i przy okazji dokonywali zakupów. Na razie jest jeszcze sporo znaków zapytania w jaki sposób to będzie działać, ale to kwestia czasu, aż Pokemon Company wypracuje bardzo konkretne zasady. Pokemony wymagają ruszenia się z domu, co w całej historii komputeryzacji jest nie lada gratką :).

Zaledwie dwa dni po premierze Pokemon Go w kilku krajach wystarczyło, aby wartość Nintendo (firma ma 1/3 akcji w Pokemon Company) wzrosła o kilkadziesiąt procent do 7,5 miliarda dolarów! A to się dopiero zaczyna! I to nie będzie chwilowa moda, bo pokemony mają bardzo rozbudowaną fabułę i dynamikę gry. Pokemony były hitem przez wiele lat, a dzisiaj będą zbierać prawdziwe żniwa. Jedno jest pewne: pojawi się teraz mnóstwo kopii tego pomysłu!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Coraz więcej mówi się o technologii druku 3D i myślę, że jest to zasłużony rozgłos. Jakby nie patrzeć tworzą się kolejne możliwości, których dotychczas sobie nie uświadamialiśmy. To, co jednak najbardziej zadziwia, to jak to wszystko działa. Można zaprojektować niemal dowolny kształt na komputerze a następnie sprawić, że nabierze on rzeczywistych kształtów. Nie trzeba nic rzeźbić ani wytwarzać wystarczy model na komputerze.

W każdym tygodniu czytamy coś lub słyszymy na temat druku 3d. Jedną z najciekawszych inicjatyw non profit, o jakiej słyszałem kilka miesięcy temu to było wydrukowanie brakującego elementu dzioba pingwina z zoo. Pomysł wydaje się na równi szalony i genialny. Technologia komputerowa stoi już na tak wysokim poziomie, że taki zabieg stał się możliwy! Fascynujące. Informacja sprzed paru dni także jest imponująca i o znacznie większej skali. Pochodzi z Półwyspu Arabskiego i mówi, że za pomocą druku 3d są wykonywane elementy, które są potrzebne do budowy stadionów na Mundial. A to się tak naprawdę dopiero zaczyna!

To, co napawa mnie dumą to fakt, że polskie firmy angażują się w tę technologię i mamy już na rynku drukarki przez nie wyprodukowane. Z jedną z nich umowę podpisał między innymi Dell. Tutaj cały czas sytuacja jest otwarta. Jeszcze wszystko można ugrać! Niestety mamy do czynienia z efektem nowej technologii obecnie drukarki są bardzo drogie. Jak uczy nas historia: technologia z czasem powszednieje i zaczynają z niej korzystać rzesze klientów, których po prostu na nią stać. Tak będzie i tutaj. Może górnolotnym stwierdzeniem byłoby powiedzenie, że tak jak dzisiaj w niemal każdym domu jest tradycyjna drukarka, tak za pewien czas w każdym domu będzie drukarka 3d. Aczkolwiek myślę, że będziemy mieć do czynienia z podobną skalą popularyzacji technologii.

Druk 3D to nie tylko cudowne i wzniosłe strony. To jest trochę jak nóż: można nim pokroić chleb i wbić go komuś w nogę. Rodzi się spory problem w tej czarniejszej stronie internetu. W zasięgu ręki okazuje się być wydrukowanie sobie pistoletu, do którego będzie można włożyć normalne naboje! Trudno mi sobie właściwie wyobrazić jak można by to nadzorować. Skoro w internecie pojawiają się filmiki z egzekucji, to również mogą się tam pojawić modele pistoletów. I to jest ta gorsza strona druku 3d.

Mimo ciemnej strony wróżę tej technologii świetlaną przyszłość. Jest to zdecydowanie duch naszych czasów, który będzie przenikał przez kolejne branże. Oczywiście zwykli ludzie z utęsknieniem czekają, aż koszt jednostkowy drukarki 3d znacząco zmaleje. I możemy być pewni, ze to nastąpi. Pewnie dopiero w następnej dekadzie, ale i tak to bardzo optymistyczny wariant :). Oprócz cen drukarek z pewnością wzrośnie także ich wydajność oraz jakość wydruku. Ten produkt ma już komercyjne przełożenie, ale nadal jest rozwijany. Ma to ogromny potencjał i tak jak napisałem wcześniej: karty nie są jeszcze rozdane. Walka na tym rynku dopiero się zaczyna.

I w tym wszystkim napawa nadzieją zaangażowanie polskich firm, które mają potencjał stać się głównymi graczami. Choć pewnie trudno będzie przetrwać w takiej walce. Porównywalna będzie ona do takich walka jak ta o komputery osobiste między Windowsem a Macintoshem, czy ta, którą oglądamy teraz o urządzenia mobilne między Apple a Google. Tak to jest technologia na taką miarę. Aż dziw bierze, że giganci technologiczni jeszcze się tym nie zajęli na większą skalę. Życze dużo powodzenia polskim firmą! I szczerze kibicuję tej technologii jako całości! :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Korzystając z okazji, że nasza reprezentacja w piłce nożnej tak fantastycznie grała z Portugalią w dniu wczorajszym postanowiłem się przyjrzeć temu wszystkiemu pod kątem tematyki tego bloga. Niniejszy felieton będzie się obracał zarówno wokół biznesowej strony piłki nożnej, jak i przeżyć kibica gdy jego reprezentacja gra historyczny mecz.

Pamiętam bardzo ciekawy artykuł w pewnym biznesowym czasopiśmie, w którym jasno podkreślono, że są dziedziny sportu, na których się zarabia i takie, na których przychody są dużo mniejsze. Zdecydowanie piłkarze to ta grupa zawodowa, która zarabia ogromne pieniądze. Jak to zwykle w życiu bywa ma tu zastosowanie zasada Pareto. Mówi ona, że 80% wyników należy do 20% populacji. I tak można wywnioskować, że 10% piłkarzy zarabia 90% pieniędzy z tego sportu. Nie jest to jakieś nadnaturalne. Po prostu tak jest.

Pamiętam mądre słowa o bokserach, że najlepsi bokserzy walczą wiele amatorskich i półprofesjonalnych walk po to, aby pewnego dnia pojawić się na Madison Square Garden w walce o mistrzowski pas i z możliwością zarobienia ogromnych pieniędzy. Z piłkarzami jest podobnie: przez lata grają po to, aby pewnego dnia kupiła ich drużyna z ligi angielskiej, niemieckiej, czy hiszpańskiej. Polska liga nie jest ligą, w której grają najdrożsi piłkarze. Choć jak wiadomo to często w niej zaczynają wielkie gwiazdy tego sportu, zaczynając od osławionego Roberta Lewandowskiego.

Są dwa punkty widzenia na granie w reprezentacji. Pierwszy, bardziej wzniosły, to reprezentowanie swojej Ojczyzny. Jakże pięknym byłby świat gdyby walka między krajami odbywała się tylko na boiskach. Jak wiemy dzisiejszy świat nie może obyć się bez konfliktów zbrojnych. Może jednak nasze dzieci doczekają czasów, w których frontami będzie tylko boisko, czy prowadzenie własnej firmy. Nasz świat robi się coraz bardziej ucywilizowany, choć jak uczy historia: cywilizacją ciężko żyć bez konfliktów zbrojnych. Drugi punkt widzenia to oczywiście pokazanie swoich umiejętności dla chwały i sławy, co oczywiście przekłada się na pieniądze. Mecze finałowe w Mistrzostwach Europy, czy Świata oglądają miliony. Daje to konkretne przełożenie na kontrakty reklamowe. Z drugiej strony mecze te oglądają osoby zajmujące się transferami piłkarzy. Dobre pokazanie się może oznaczać przejście do znaczącej drużyny i lepsze warunki kontraktu.

Oczywiście takie mistrzostwa to ogromne pieniądze dla federacji je organizującej. Nie liczyłbym raczej na ogromne dochody z biletów, ale wszelkie reklamy to pokaźne źródło dochodów. Są sponsorzy, którzy budują na tym wartość marki. Jest tak zarówno z Ligą Mistrzów, jak i wszelkimi mistrzostwami. Tak, jak zauważyłem: mecze te oglądają miliony. Nie wiem z czego wpływy są większe: z reklam sponsorów, czy opłat licencyjnych wnoszonych przez stacje telewizyjne. Cały szał mistrzostw to świetny biznes i trzeba mieć tego świadomość.

Jedyne, co jest smutne w karierze sportowca to, to że ona się po prostu kiedyś kończy. Dlatego pieniądze, które się zarabia powinno się dobrze inwestować. Dobrymi przykładami pod tym kątem są Marcin Gortat i Robert Lewandowski. Obaj panowie bardzo zmyślnie inwestują pieniądze, które zarabiają. Jak w wywiadzie przyznał Gortat: ma on odpowiednio zdywersyfikowany portfel inwestycji. Natomiast Lewandowski zasłynął z inwestycji w ZnanegoLekarza. Trzeba przyznać, że zdarzają się wypadki, w których sportowcy wydają więcej niż zarobili. Dobrym przykładem jest tutaj Mike Tyson. Jednak widać trend, w którym sportowcy są coraz bardziej świadomi w inwestowaniu.

A wracając do wczorajszego meczu, to pewnie wielu naszych piłkarzy na nim skorzysta. Na nim i na całych tych Mistrzostwach. Robert Lewandowski ma już wyrobioną markę w światku piłkarskim, ale dla młodziutkiego Bartosza Kapustki może się to okazać bardzo opłacalne wydarzenie. Tak od strony kibica chciałbym dodać, że to było wielkie święto, ponieważ rzuty karne, które zadecydowały o wyniku są tak naprawdę loterią. Dlatego są one ostatecznością gdy już kompletnie nie wiadomo kto wygrał mecz. Kolejna dogrywka po prostu byłaby nie do wytrzymania dla piłkarzy. Trzeba przyznać, iż taki mecz to ogromny wysiłek fizyczny. My, zwykli śmiertelnicy, pewnie nie zdajemy sobie sprawy jak wielki! Gratuluję Panowie! Odczarowaliście ten sport w naszym kraju!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi