napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Może nikogo już nie dziwi, że Bill Gates jest na listach miliarderów na pierwszej pozycji, ale zaskoczyć może, że według najnowszych notowań Bloomberga jego majątek przekroczył 90 miliardów(!) dolarów. Kwota niebagatelna, ale eksperci już przewidują dzień, w którym majątek przekroczy 100 miliardów. Również uważam, że to kwestia czasu.

W czasach, których żyjemy dochodzi do ciekawego zjawiska. Powiedział o nim nawet sam Bill Gates: różnicę robi pierwszy milion dolarów, a potem to ten sam hamburger. Oczywiście fajnie byłoby znaleźć się na liście dolarowych miliarderów, ale na pewnym poziomie te kolejne miliony czy miliardy mają małe przełożenie na jakość naszego życia. Choć jak żartują ludzie starsi: nie ma takich pieniędzy zarabianych przez mężczyzna, których nie mogłaby wydać jego żona. Tylko jest jedna dość istotna kwestia: jeśli do majątku dochodzi się stopniowo samemu, to umie się rozporządzać takimi pieniędzmi. Bardzo często słyszy się o ludziach, którzy wygrali większą kwotę na loterii. Zazwyczaj jest tak, że po 5 latach nie mają żadnych pieniędzy, a jeszcze dodatkowo są w długach. Nie byli oni przygotowani na te pieniądze i takie są tego efekty.

Bill Gates do swojego majątku dochodził latami. Z perspektywy czasu można odnieść wrażenie, że dzisiaj jest łatwiej dla firm technologicznych. Mark Zuckerberg z Facebooka dość szybko został miliarderem, dzięki swojej aplikacji. To samo tyczy się młodziutkiego Evana Spiegela ze Snapchata, który dzisiaj jest jednym z najmłodszych miliarderów. Można sobie gdybać co byłoby gdyby Steve Jobs nie sprzedał swoich udziałów w Apple gdy odchodził z niego w latach 90tych. Fakt jest jednak taki, że dzisiaj to Bill Gates jest na szczycie listy Bloomberga. Należy mu się za to wielki szacunek, ponieważ dochodził on do tego ciężką pracą. Fakt: można dzisiaj dojść do miliardów szybciej (jak wspomniany Zuckerberg, który jest na 5 miejscu), ale prawdziwą konkurencją dla Gatesa twórcy aplikacji internetowych będą dopiero za kilka lat. Ciekawe jest to, że Microsoft nie jest obecnie największą firmą technologiczną, jak również to, że kilkanaście lat temu Gates sprzedał dość pokaźny pakiet udziałów i zainwestował w inne firmy. Eksperci mówią, że miało to ogromny wpływa na jego dzisiejszy stan majątku.

Godny zauważenia jest fakt, że Gates (razem z Buffetem) jest inicjatorem akcji polegającej na promowaniu wśród miliarderów deklaracji przekazania większości swojego majątku na cele dobroczynne. Stworzona przez państwo Gates fundacja już dzisiaj jest dotowana ogromnymi kwotami, które są przeznaczane np. na walkę z groźnymi chorobami w Afryce. Jest to ta dobra strona bycia niebotycznie bogatym, w której można zrobić coś dobrego dla świata. Gates i Buffet przekonali dość dużą ilość najbogatszych ludzi tego świata. Tylko czekać, aż jakiś Polak w podobny sposób się zadeklaruje!

Z dzisiejszej perspektywy można dojść do wniosku, że internet sprawił, że dużo łatwiej jest zostać miliarderem. Oczywiście lista dolarowych miliarderów wynosi lekko ponad 1.000 osób, co w porównaniu z tymi miliardami mieszkańców Ziemi wypada słabo. Zależnie od statystyk mówi się, że 90% światowego majątku znajduje się u 10% ludzi. Miały to unaoczni ruchy społeczne protestujące pod Wall Street. Bogaci ludzie również widzą ten problem. Tak jednak jest stworzony kapitalizm. Porównując go jednak z komunizmem, to nie wypada tak tragicznie. Pieniądze nie są najważniejszym wyznacznikiem tego jakim się jest człowiekiem. Bill Gates czy Mark Zuckerberg mają tak samo, jak każdy, 24 godziny dziennie. To czas jest najwyższą wartością!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Miliard w rozumie 2016-08-22 19:40
 Oceń wpis
   

Mijają bezpowrotnie czasy telewizji, w której należało się wykazać nie lada wiedzą. Kolejne sezony w popularnych stacjach telewizyjnych są coraz bardziej nastawione na stricte rozrywkę, niż rozrywkę opartą na wiedzy. Jaka czeka nas przyszłość telewizji?

Uwielbiam program Jeden z dziesięciu, który jest od lat taki sam. Prowadzący Tadeusz Sznuk jest uważany za największą osobowość telewizyjną. Jeden z dziesięciu jest tym programem, w którym naprawdę trzeba mieć wielką wiedzę, aby wygrać. Do dziś fascynujący jest fakt, że nagrody za wygranie odcinka lub wielkiego finału nie są wcale wysokie, jak na warunki telewizyjne. Mimo to przyciąga on dziesiątki osób, które chcą sprawdzić swoją wiedzę i wziąć udział w rywalizacji. Nie da się ukryć, że wiele zależy od szczęścia, czyli na jakie pytanie się trafi. Znajdują się jednak osoby sprawiające wrażenie, że znają odpowiedź na każde pytanie. Jestem pod wielkim wrażeniem takich osób.

Innym przykładem turnieju wiedzowego jest Postaw na Milion, prowadzony przez Łukasza Nowickiego. Tutaj wydaj się również potrzebna duża wiedza, ale zdecydowanie można tu bardziej polegać na szczęściu i kalkulacji. Zasada jest taka, że ma się milion złotych, który można rozłożyć na kilka odpowiedzi. Pozostaną tylko te pieniądze, które były położone na prawidłowej odpowiedzi. Ostatnie pytanie zazwyczaj jest dla grających po prostu szczęśliwym trafem, ponieważ są to pytania, w których jedynie można strzelać zamiast wykazać się wiedzą. Czy ktoś ma pojęcie czy na przykład Księga Hioba jest dłuższa od Księgi Wyjścia? Niemniej jednak program jest prowadzony w bardzo przyjemny sposób, a trzeba przyznać, że powstała nawet gra planszowa oparta na nim. Jestem szczęśliwym posiadaczem tej gry i muszę przyznać, że oddaje ona klimat programy. Z pewnością jest to gra dla większej ilości graczy, ponieważ potrzebny jest prowadzący i przynajmniej dwuosobowy zespół.

Poza tymi dwoma programami nie widzę wielkich hitów, które by przyciągały tłumy i były oparte na wiedzy uczestników. Kiedyś było ich mnóstwo zaczynając od tvnowskich Milionerów, czy polsatowej Awantury o Kasę. To, że ludzie chcą coraz mniej takich programów powoduje, że po prostu jest ich mniej. Pamiętajmy, że telewizja podąża za oczekiwaniami swoich odbiorców. Dziś królują przede wszystkim programy paradokumentalne, które przedstawiają prawdziwe historie wymyślonych bohaterów. Przeraża mnie to, że coś takiego wygrywa z dobrymi programami wiedzowymi. Fakt można to obejrzeć z trzy razy, ale potem historie zlewają się w jedną bezbarwną całość. I nie ma co tu zarzucać konkretnej stacji, ponieważ wszystkie liczące się stacje mają coś takiego w swojej ofercie.

Nauczyciele przez całą szkołę podstawową wpajali nam, że wiedza będzie zawsze w cenie. Dzisiaj nie widać tego w telewizji. Oczywiście ktoś, kto cały czas się rozwija i staje się ekspertem w swojej dziedzinie będzie zarabiał dobre pieniądze i nie będzie musiał się martwić o stanowisko. Mam wrażenie, że programy wiedzowe rozwijały w nas szare komórki i ciekawość świata. Nie widzę tego w paradokumentach i telenowelach. No ale wiadomo: jeśli coś lepiej się sprzedaje, to będzie puszczane w pierwszej kolejności. Jest to przykry fakt, ale trudno z nim polemizować.

Mimo wszystko życzę wszystkim jak najwięcej programów opartych na wiedzy w telewizji! Ta ciekawość świata i uruchamianie szarych komórek są bezcenne.

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W dobie internetu można dojść do wniosku, że jest coraz mniej wielkich innowatorów, którzy przewracają nasze życie do góry nogami. W historii ludzkości mamy do czynienia z krokami milowymi innowacyjności. Kolej, telefon, samochód to wszystko przełomowe wynalazki, które zmieniły nasze życie. Są one bardzo złożone i ich twórcy musieli mieć naturę wynalazcy, aby stworzyć coś tak wielkiego od podstaw. Wszystko zmieniło się gdy pojawił się internet.

Internet sam w sobie jest takim przełomowym wynalazkiem, jak samochód czy prąd. Jednak kolejne jego elementy to nie są rzeczy jakoś mocno odkrywcze. Weźmy taki mikrobloging czy video w internecie. Gdy myślimy o tych dwóch wynalazkach, to od razu pojawia nam się na myśli Twitter i YouTube. Czy to są epokowe wynalazki, na które trudno wpaść? Oczywiście, że nie! I wpadło na nie jednocześnie wiele osób. To wykonanie i skalowanie biznesu sprawiło, że dzisiaj to te dwa portale są liderami w swoich kategoriach.

Problem rodzi się odnośnie Facebooka. 10 lat temu to nie było to, co mam dzisiaj. Portal był dość prosty i przeznaczony dla studentów kilku amerykańskich uczelni. Te historię pewnie doskonale znasz z filmu The Social Network. Problem rodzi się jednak teraz gdy Facebook zaczyna poszerzać zakres swojej działalności. Nagle chce również dostarczać contentu filmowego na własnych serwerach, czy na dobrą sprawę zastąpić Twittera. Nie wspominając już nawet o tym, ze nie wiadomo jak potoczy się jego dział związany z zakupami online, czy kwestia artykułów od największych wydawców dostępnych bezpośrednio przez portal giganta. Czy Facebook zawładnie naszym internetowym życiem?

YouTube został przejęty przez Google wiele lat temu. Portal rozwijał się tak szybko, że gigant zdecydował się zamknąć swoją stronę Google Video. Większość ludzi pukała się w głowę na wieść o miliardowej transakcji. Dzisiaj, jak wiadomo inwestycja była bardzo opłacalna, a Android sprawił, że YouTube jest najpopularniejszym portalem z Video w internecie. Czy Facebook może mu zagrozić? Myślę, że istnieje takie ryzyko, ponieważ FB znacząco się rozrasta i stara się wchłonąć kolejne segmenty internetowej rzeczywistości. Mam jednak wrażenie, że marka YouTube jest na tyle silna, że będzie ona na pierwszym miejscu podium jeszcze przez długie lata.

Wracając do tematu felietonu: dziś nie trzeba wymyślić prochu, aby odnieść wielki sukces. Trzeba trafić w odpowiedni czas i wykończyć produkt na 100%. Idea Snapchata również jest bardzo prosta i nie był on kilka lat temu tym, czym jest dzisiaj. A mimo to zabiera on młodszych internautów Facebookowi. Wielkość FB może się z czasem okazać jego problemem. Kto wie czy za kilka lat nie zacznie produkować tabletów czy smartfonów. Nie zrobi czegoś w rodzaju Spotify czy Netflix. Wydaje się, że ma on jasną wizję produktu. Nie wiemy jak daleko ta wizja sięga. I nie wiemy czy za 5 lat nie za bardzo się ona rozjedzie. W polskiej rzeczywistości właśnie to zgubiło NK i GG chcieli za bardzo kopiować amerykańskie wzorce zamiast skupić się na tym, czym w rzeczywistości są. Do dzisiaj uważam ze idea nawiązania kontaktu z ludźmi z podstawówki po iluś latach jest w swej prostocie genialna. Niestety z czasem wizja się rozmyła.

NK to kolejny przykład prostego pomysłu, który odniósł gigantyczny sukces. Oczywiście nie neguję, że najtęższe mózgi naszych czasów pracują dzisiaj dla firm z sektora kosmicznego, czy biotechnologii. Ci ludzie będą zmieniać świat! Jednak proste pomysły jak video w internecie, czy mikrobloging mogą się nie wydawać aż tak wielkimi wynalazkami, ale w gruncie rzeczy takimi właśnie są. Każdego dnia mają one wpływ na miliardy ludzi! Nie trzeba odkrywać Ameryki na nowo dobry czas i dobre wykonanie, ot co.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Sky is the limit! 2016-08-06 15:50
 Oceń wpis
   

Dzisiejszy felieton pragnę napisać w nieco bardziej motywacyjnej stylizacji. Miałem nieco do czynienia ze szkoleniami motywacyjnymi kosztującymi nierzadko sporo pieniędzy, więc wiem z czym to się je. Będę jednak starał się napisać nieco bardziej treściwie niż populistycznie, ponieważ jak wiadomo konkrety przemawiają do ludzi. A nawet jeśli będą od tego odstępstwa to przecież każdemu doza motywacji się przyda :). Zaczynamy!

W świecie pędzącym z niesamowitą prędkością można odnieść wrażenie, że coś nam ucieka. Wiele osób ma wrażenie, że są ciągle w tym samym miejscu, a życie przelatuje im między palcami. Takim osobą najczęściej brakuje wielkiego celu, dla którego chce się wstać rano z łóżka i cały dzień walczyć o to aby być bliżej. Drugą opcją jest to, że wiele ludzi odnalazło już ten wielki cel jednak skupia się tylko i wyłącznie na tym, co będzie jak go osiągnie. Tacy ludzie zakładają, że jeśli osiągną to, co sobie zakładali, to wtedy dopiero staną się szczęśliwymi ludźmi. I tutaj rodzi się błąd myślenia. Często autorzy książek motywacyjnych mówią, że jeśli jesteś nieszczęśliwy gdy nie masz pieniędzy, to więcej pieniędzy uczyni Cię jeszcze bardziej nieszczęśliwym. Wszystko, co mamy to chwila obecna, bo przeszłości już nie ma, a przyszłość jeszcze nie nastąpiła. Jak to śpiewa zespół Dżem: chwila, która trwa może być najlepszą z Twoich chwil. I niech tak będzie!

W miarę tego jak zapoznaję się ze światową popkulturą, to odnoszę wrażenie, że twórcy starają się przemycić głębsze wartości. Doskonałym przykładem są słowa Jacka Sparrowa z jednej z części Piratów z Karaibów: liczy się podróż, a nie cel. Jeśli wstajesz rano i masz przeświadczenie, że musisz coś zrobić a tego nienawidzisz, to coś jest nie tak. Często ludziom wydaje się w takim momencie, że jest pewien etap, w którym ma się już wolne od przymusy i nieszczęścia, i wtedy dopiero zaczyna się żyć pełnią szczęścia. To tak nie działa! Ilu znasz ludzi, którzy są szczęśliwi mając proste zajęcie? To oni powinni stać się Twoimi nauczycielami, a nie kolejny autor motywacyjny, który sam nie wierzy w to, co pisze. Wszystko, co mamy to chwila obecna. I jakkolwiek duchowo by to nie brzmiało, to jednak jeśli nie jesteś szczęśliwy w tej chwili, to czemu miałoby się to zmienić za 5 lat?

Jeśli bierzemy się za założenie wielkiego celu, to należy pamiętać, że każda tysiąc milowa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Są setki metafor, które mają zachęcić ludzi do działania. Niektórzy stosują jakieś wymyślne techniki, które mają sprawić, że będzie nam się chciało. Prawda jest taka, że znam tylko jedną skuteczną metodę motywacyjną, a brzmi ona: rusz tyłek! Możesz sobie zakładać jakieś cudowne techniki, ale tak naprawdę w dłuższej perspektywie liczy się jedno: na sukces trzeba zapracować. To są lata nauki i ciężkiej pracy. Możesz być rozżalony i uważać, że innym coś spada z nieba, ale w gruncie rzeczy to nic nie da. A pamiętaj: gadanie jest tanie! Nie szukaj magicznych słówek, cudownych afirmacji, czy cholera wie czego rusz tyłek. Każda tysiąc milowa podróż zaczyna się od małego kroku i tu nie ma wielkiej filozofii. Oczywiście ktoś może przywołać historyjkę w stylu: Ktoś spytał mędrca: od czego mam zacząć? Jaki pierwszy krok postawić? A mędrzec spytał: a jaki jest Twój cel? Odpowiedź: jeszcze nie wiem. A mędrzec: więc to wszystko jedno dokąd pójdziesz. One są wzniosłe i znaczące, ale wszyscy mamy jedną podróż, która trwa określony czas: jest nią nasze życie. Nieważne czy jesteś Bill Gatesem, czy menelem spod monopolowego: i tak masz 24 godziny dziennie. Czas jest ograniczoną wartością dla każdego w taki sam sposób.

Czas dochodzimy do momentu, w którym można jasno stwierdzić, co jest największą wartością w życiu. Wiele osób uważa, że zmarnowało mnóstwo czasu. Pamiętaj jednak, że to kim jesteś dzisiaj jest sumą tego, co się wydarzyło w przeszłości. Każda najdrobniejsza rzecz, którą zrobiłeś ma jakiś swój wpływ na to kim jesteś i gdzie teraz się znajdujesz. Jeśli masz swój wielki pomysł, który będziesz realizował przez najbliższe kilka lat, to zawdzięczasz go temu co zrobiłeś i kim się stałeś. Jeśli takiego projektu nie masz, ale jesteś na etapie, że chcesz go mieć i właśnie go wymyślasz, to wiedz, że to wszystko co robiłeś dotychczas miało sens. Nigdy nie mów, że zmarnowałeś czas. Czasem nawet banalne rzeczy uczą nas więcej niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

Jeśli miałbym komuś radzić zakładanie wielkich celów i realizacje ich, to chyba najlepszym sposobem jest ustalić wielki cel, który sam w sobie jest naszą motywacją i rozpisać go na małe kroki. Nie musisz mieć od razu wszystkich kroków! Najważniejszy jest początek, bo kiedyś trzeba w końcu zacząć. A jak już się zacznie to sam się zdziwisz jak wielkie kroki robisz. Oczywiście musisz przygotować się na upadki. Tu znowu motywacyjna sentencja, że nie liczy się ile razy upadasz, ale jak szybko wstajesz. Każdy popełnia błędy i to leży w naszej naturze. Sukces jest złym nauczycielem. Pomyśl sobie co byłoby gdyby małe dziecko stwierdziło, że nie będzie się dłużej uczyć, bo już tyle razy się przewróciło i coś mu to nie wychodzi. Szalone? Ta analogia odnosi się do wszystkiego. Upadasz wstajesz i idziesz dalej. Przypomina mi się scena z Króla Lwa gdy Rafiki uderzył Simbę kijem w głowę, a Simba powiedział: oła ale za co? Rafiki: nie ma znaczenia to już przeszłość, Simba: ale boli nadal. Rafiki: O tak przeszłość często boli.

Jeśli masz wielki cel, dzięki któremu czujesz, że żyjesz, pragniesz rano wstać z łóżka i walczyć o swoje marzenia, to na pewno jesteś też szczęśliwym człowiekiem. To zaskakujące, że najszczęśliwsi ludzi, to Ci którzy ciężko pracują. Możesz przyglądać się życiu i spoglądać, jak ucieka Ci między palcami. Prawdziwa magia rodzi się wtedy, jak skupisz się na jednym wielkim celu i będziesz nim oddychał. Będziesz go czuł wszystkimi zmysłami. Gdy dostosujesz swoje życie dla czegoś takiego i stopniowo każdego dnia będziesz bliżej celu, to będziesz szczęśliwym człowiekiem. To nie cel się liczy tylko podróż, ale nawet najlepszy wiatr Ci nie pomoże jeśli nie wiesz dokąd płyniesz.

Znajdź swój cel, rusz tyłek i zacznij być szczęśliwy w tej chwili! :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi