napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Mijające dni przynoszą nam informacje na temat jednej z najbardziej medialnych spółek internetowych. Snap Inc. (dawniej Snapchat) zaczyna wpływać coraz szerzej na naszą codzienność. Oprócz zmiany nazwy spółki (co najprawdopodobniej oznacza podążanie śladami Google w nazywaniu kolejnych projektów) hitową informacją okazują się snapowe okulary, które mają pozwolić na kręcenie 10 sekundowych filmików z perspektywy oczu. Czy to jakiegoś rodzaju rewolucja, czy kolejny fajny gadżet?

Jakby dobrze się przyjrzeć rozwojowi firm stricte internetowych, to widać, że następuje taki moment kiedy internetowość przestaje wystarczać. Tak było w przypadku Google, które stworzyło Nexusa, oraz tak było w przypadku Amazonu, który zdecydowała się na stworzenie Kindle. Snap nie idzie tutaj nową drogą jedynie jego gadżet jest mniej skomplikowany technologicznie. Własny smartfon (uwzględniając stworzenie systemu operacyjnego Android), oraz własny czytnik ebooków być może wyglądają na proste gadżety. W gruncie rzeczy to Spectacles (bo tak nazywają się okulary), to będzie bardziej sukces marketingowy niż technologiczny.

Idea jest dość prosta. W specjalnych okularach przeciwsłonecznych zamontowano kamerki, które służą do nagrywania 10 sekundowych filmików z perspektywy widzenia osoby noszącej. Filmik ten można szybko przesłać na swojego smartfona, a stamtąd już prosta droga do Snapchata. Jak więc widać: nie jest to skomplikowana idea, ale może ona mocno zrewolucjonizować ten rynek. Okulary stały się elementem lifestyleu, a to oznacza, że zakładane 3 warianty tego wynalazku mogą szybko okazać się niewystarczające. Czy widzisz już ten wielki potencjał jaki niesie współpraca z wielkimi markami mody? Aczkolwiek nie wiem czy to dokładnie jest celem producentów. Być może chcą oni pozostać niezależni od innych firm i tylko kwestią czasu okaże się jak kolejni projektanci będą tworzyć specjalnie dla nich!

Tak, jak już napisałem: technicznie nie jest to nic skomplikowanego. Nie ma co porównywać tego z Google Glass, które mimo swojej rewolucyjności przeszły dopiero w drugą fazę testów. Spectacles to produkt adresowany do konkretnej grupy odbiorców. Jest to grupa młodych ludzi, którzy uwielbiają dzielić się informacjami ze swojego życia z całym światem. W takiej niszy jest ogromny potencjał! Z pewnością wielu z nich wydaje pieniądze swoich rodziców, co przychodzi im z łatwością. To jednak kwestia czasu, aż sami zaczną dobrze zarabiać dzięki świetnemu wykształceniu. Czy nadal będą oni wtedy użytkownikami Snapchata? Tutaj trudno coś więcej powiedzieć. Internet ciągle się zmienia. Tworzą się nowe nisze i pojawiają się coraz bardziej zróżnicowane produkty. Mocną przewagą Snapchata zawsze było targetowanie. Kto jest użytkownikiem Facebooka? Każdy! Kto jest użytkownikiem Snapchata? Młodzi ludzie, którzy uciekli z FB, bo nie chcieli być na jednym portalu ze swoimi rodzicami :).

Snap Inc. jeszcze mocno zatrzęsie rynkiem! I to nie tylko tym internetowym! Dwudziestoparoletni miliarderzy mają głowy pełne pomysłów i jeden z najlepszych zespołów w Dolinie Krzemowej. Dzisiaj nie trzeba stworzyć mega innowacji aby podbić rynek. Już pisałem na ten temat felieton: mikroblogi? Video w sieci? Gdzie tu innowacja? Podobnie jest z ideą snapów. Tymczasowość postów jest ciekawa, ale nie jest to taka innowacja jak pierwszy samolot pasażerski. Dzisiaj liczy się konsekwencja i wykonanie. A to Evanowi Spiegelowi i jego kumplom świetnie wychodzi!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

O sukcesach takich firm, jak Amazon, eBay, czy Alibaba słyszymy codziennie. Co je łączy? Ich model biznesowy oparty jest na e-commerce. Ale przecież ta dziedzina biznesów internetowych to nie tylko wielcy miliardowi gracze. To także tysiące małych i średnich firm, które albo coś sprzedają w swoich sklepach internetowych, ale przygotowują narzędzia dla tych pierwszych. Czy można rzec, że branża ta jest skazana na sukces?

Zacznijmy od tych największych: już samo to, że Jeff Bezos, prezes Amazonu jest ciągle w top10 najbogatszych ludzi świata, a oferta publiczna Alibaby był największą tego typu ofertą w historii świadczą o tym, że da się tutaj zarobić ogromne pieniądze. Czy jednak jest jeszcze szansa aby dojść do takiego niebotycznego poziomu? Oczywiście! Należy pamiętać, że wymienione firmy też kiedyś były małe. W jednym z poprzednich wpisów napisałem, że internet się dopiero zaczyna i zdanie to podtrzymuję. Nie należy się przejmować, że są megaduzi gracze wyceniani na miliardy dolarów, bo cała impreza dopiero się zaczyna. Ten kto jest dziś duży kiedyś był mały. Cały czas są ogromne szanse na sukces. Tym bardziej, że internet jest miejscem gdzie naprawdę wszystko może się zdarzyć.

Polityka Amazonu polegała przede wszystkim na wojnie cenowej. W perspektywie czasu prawdziwe pieniądze zaczęli oni zarabiać na produktach wirtualnych, jak ebooki, czy Amazon Web Service. Oczywiście nie można umniejszać roli wysyłania książek czy płyt. Tutaj również są potężne zyski, o których większość firm może marzyć. Jeśli jednak chodzi o marże to są one dużo większe na produktach wirtualnych. Do legendy przeszła historia o Jacku Ma (założycielu Alibaby), który chciał, aby jego produkt rósł bez ograniczeń i dopiero w przyszłości chciał zażądać za niego opłat. Przystopowali go inwestorzy, którzy wymagali zysków. Przypomina to trochę sytuację, gdy Scully powiedział Jobsowi, że podnosi cenę Maca, bo ludzie muszą zapłacić za marketing. To najprawdopodobniej był moment, w którym Maci przegrały z Pcetami. Na szczęści inwestorzy Jacka Ma mieli więcej szczęścia i nie pojawiła się jakaś gigantyczna konkurencja. Pytanie jednak co by się stało gdyby ten wizjoner dopiął swego?

Coraz więcej słyszy się o szalonych pomysłach największych e-commerce'owych firm. A to przesyłki będą dostarczać drony, czy jeżdżące po ziemi roboty, a to pakujących ludzi zastąpią maszyny. I choć wiele z nich to czysty chwyt marketingowy, to jednak widać jak branża ta rozwija się w niewyobrażalnym tempie. Rewolucja mobilna sprawia, że będą pojawiać się kolejne ciekawe pomysły na ehandel. Oczywiście większość z nich upadnie, ale czy nie jest to powtórka z rozrywki z czasów gdy takie projekty jak Amazon czy eBay dopiero powstawały?

 

Przejdźmy może jednak do mniejszych firm, których są tysiące w samej Polsce. Dzisiaj to nie jest coś kosmicznego mieć sklep internetowy. Wiadomo, że jeśli nie ma się kompletnie żadnej wiedzy technicznej, to trzeba komuś to zlecić. No chyba, że zdecydujemy się na platformę sklepową, których już dziś jest sporo do wyboru. Najprawdopodobniej najbardziej znaną platformą jest IAI Shop, której prezesem jest Paweł Fornalski. Wiarygodność dodaje to, iż jest to Spółka Akcyjna notowana na NewConnect. Po co robić wszystko samemu, skoro można skorzystać z gotowych rozwiązań. Oczywiście takich platform jest znacznie więcej i należy dostosować ofertę do swoich potrzeb. Chodzi mi jednak o coś innego: to pokazuje poziom rozwoju e-commerce. Kiedyś to była karkołomna operacja, aby mieć własny sklep. Były gotowe darmowe lub płatne skrypt, ale zostawiały one wiele do życzenia. Gdy jednak standardem stał się model Software as a Service, wszystko nabrało rumieńców.

Wróćmy jednak do samych sklepów. Czy jest szansa, aby stworzyć sklep, który będzie przynosił konkretne pieniądze? Oczywiście! Coraz więcej osób korzystających z internetu kupuje w nim. Wzrosty są nie do odtworzenia w biznesie tradycyjnym. Dzisiaj każdy może założyć swój sklep i odnieść wielki sukces. Wiadomo oczywiście, że ważne jest aby trafić w niszę i dawać pięciogwiazdkową obsługę klienta, bo na walkę cenową mogą sobie pozwolić tylko najwięksi. To obsługa klienta, staje się tym elementem, który ma przeważające znaczenie w kwestii ehandlu. Pamiętam, jak hasłem agencji reklamowej, z którą współpracowałem było: Jakość nic nie kosztuje kosztuje jedynie jej brak. I tak właśnie jest z wymienioną obsługą klienta. Jeśli nie jesteś w stanie dać niższych cen niż konkurencja, to może warto się zastanowić czy nie dać wyższych, a w zamian zapewnić obsługę klienta na najwyższym poziomie. Oczywiście mocno zależy to od specyfiki branży, ale wiara w to, że wygrywają tylko niskie ceny jest dość złudna. Chociaż z drugiej strony na tym przede wszystkim bazował Amazon.

Cały czas mocno utrzymuje się sektor aukcji internetowych. Warto jednak pamiętać, że nigdzie tak jak tu nie sprawdza się zasada, że pierwszy bierze wszystko. Wiadomo eBay próbował wielokrotnie zdetronizować Allegro w Polsce i się nie udało. Jednak na świecie to właśnie eBay wiedzie prym w tej dziedzinie. Czy jest szansa, że ktoś kiedyś zagrozi liderom? Myślę, że taka szansa zawsze istnieje, bo swego czasu to aukcje internetowe były wielką innowacją, a dziś są rzeczą oczywistą. Ten rynek jest tak ogromny, że spokojnie może się tu jeszcze pojawić kilku dużych graczy. Warunek jest jednak taki, że wprowadzą oni jakieś spore innowacje do tego modelu. Do tego stopnia, że na pewnym poziomi ogólności nie będą oni nawet konkurencją dla takiego Allegro. Mam wrażenie, że za10groszy.pl nie jest pomysłem, który mocno może zagrozić pozycji Allegro. Choć oczywiście mogę się mylić :).

Wraz z rozwojem internetu coraz prężniej będzie się rozwijał ehandel. Jestem przekonany, że będzie on motorem napędowym rewolucji mobilnej, czy internetu rzeczy. To kwestia czasu jak kolejni duzi gracze zdecydują się jeszcze mocniej wejść w internet, oraz jak pojawią się kolejne tysiące małych i średnich sklepów. Czy jesteśmy na to gotowi? Statystyki pokazują, że coraz mocniej kochamy kupować w internecie. Jego wygoda i dostępność przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu jest czymś z czym trudno konkurować. Handel w internecie to przyszłość! Pomyśl czy nie byłoby warto w to wejść? :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Lech Kaniuk człowiek symbol, który zrewolucjonizował w Polsce zamawianie jedzenia przez internet. Jego PizzaPortal w przeciągu kilku lat stał się niekwestionowanym liderem, a on sam był w stanie sprzedać go międzynarodowemu koncernowi za 120 milionów złotych! Co planuje teraz gdy ostatecznie odchodzi z PizzaPortal?

Jak podają źródła: 3 lata temu stał się on, obok Łukasza Wejcherta, inwestorem w ciekawym start-up'ie iTaxi. Zasada działania przypomina Ubera, ale zamiast zamawiać prywatnych kierowców, to zamawia się taksówki. Oczywiście wszystko odbywa się za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Pomysł genialny tak, jak Uber wykorzystuje jednak dawno ukształtowane struktury korporacji taksówkowych. I choć mówi się o tym, że oprócz usług przewozu osób ma się również pojawić szybki przewóz przesyłek, to myślę jednak, że to przewóz osób taksówkami będzie rdzeniem tego biznesu.

O iTaxi mówi się coraz więcej w mediach, co oznacza, że aplikacja ta jest interesująca i stanowi realną kontrofensywę dla Ubera. O korporacjach taksówkowych krążą różne opinie. Patrząc jednak głębiej: skąd możemy wiedzieć czy kierowcy firm takich, jak Uber, również nie przypasowaliby do takich opinii. Myślę, że tego nie będziemy rozważać, bo jest to coś, na co nie mamy wpływu. Pozostaje nam wierzyć, że firmy takie jak iTaxi, Uber, czy MyTaxi dbają o jakość swojej usługi na każdym etapie.

Przyszedł czas gdy młody milioner Lech Kaniuk postanowił nie tylko być inwestorem w iTaxi, ale również zdecydował się na funkcję menedżerską. Jak przyznaje CEO iTaxi firma ta przestała być start-upem, a teraz jest prawdziwą firmą. Natomiast sama rola Kaniuka ma obejmować między innymi skalowanie biznesu na kolejne rynki międzynarodowe. I dobrze! Niech Uber czuje oddech Polaków również w innych krajach :). Czy to oznacza, że firma nabierze teraz nowego rozpędu? Zdecydowanie tak! Lech Kaniuk to jeden z tych ludzi w polskim światku ebiznesowym, który charakteryzuje się ogromnym doświadczeniem. Biorąc pod uwagę, że światek ten cały czas raczkuje, to z pewnością inwestorzy widzą ogromny potencjał w iTaxi.

PizzaPortal to jeden z kilku możliwych modeli biznesu internetowego związanego z jedzeniem. Nie można oczywiście zapomnieć o zamawianiu stolika online, które jest drugą najpopularniejszą formą zarabiania w ten sposób. To jednak Kaniuk i jego wspólnicy przecierali szlaki w Polsce przy zamawianiu online. Dzisiaj istnieje konkurencja dla PizzaPortal, ale popularność tego ostatniego jest nie do przecenienia. Jeśli Kaniuk powtórzy ruchy zastosowane w PizzaPortal na iTaxi, to możemy mieć pretendenta w kolejnej dziedzinie. Wszystko pokaże czas.

Tak naprawdę jeśli się nad tym zastanowić, to iTaxi może tylko na tym zyskać. W momencie kiedy firma przekracza pewną masę krytyczną i przestaje być start-up'em, to dobry manager jest na wagę złota. Czy Lech Kaniuk jest w tej roli wart tyle złota ile waży? Patrząc na wycenę jego pierwszej spółki, to może być to zaniżona wycena :). Należy także pamiętać, że drugim znanym inwestorem iTaxi jest Łukasz Wejchert, który oprócz tego, że stał się jednym ze spadkobierców Jana Wejcherta (twórcy TVN), to zasłynął z bycia bardzo dobrym prezesem Onetu. Warto również zauważyć, że zainwestował on również Virgin Mobile w Polsce. Także iTaxi - życzę powodzenia!

Pozdrawiam
Paweł F. Kowalski

 
Play do wzięcia! 2016-09-07 19:34
 Oceń wpis
   

Play stał się drugim graczem na rynku telekomów w Polsce. Jest to imponujące biorąc pod uwagę, że sieć ta jest najmłodsza wśród dużych graczy. Właściciele najprawdopodobniej doszli do wniosku, że jest to łakomy kąsek, na którym można dobrze zarobić. Kwota wyceny, która się pojawia od akcjonariuszy, to... 12 miliardów złotych! Kwota robiąca wrażenie. Co jednak najważniejsze: na telefonii komórkowej da się zarobić i to sowicie!

Chyba każdy ktoś interesuje się nieco bardziej polskim internetem słyszał o wielkiej transakcji na rynku domen sprzed kilku lat. Chodziło oczywiście o domenę play.pl. W zależności od źródeł kwota, którą ustalono z poprzednim właścicielem oscylowała między 2 a 4 miliony złotych. Najprawdopodobniej był to jeden z rekordowych wyników, a może nawet najwyższy w historii rynku domowego w Polsce. Czymże jest jednak te nawet 4 miliony złotych, gdy dzisiaj słyszymy o wycenie spółki na miliardy złotych. Wiadomo jednak, że poprzednia domena playmobile.pl nie była tak atrakcyjna i oczywista, jak play.pl. W takim kontekście obie strony zyskały na tej transakcji.

Głośnym przejęciem na rynku telekomów sprzed kilku lat było kupienie przez Zygmunta Solorza-Żaka firmy Polkomtel, właściciela marki Plus. Również mówiono wtedy o miliardach, bo właściciel Polsatu zdecydował się nawet zadłużyć, aby tej transakcji dokonać. Była to największa transakcja przejęcia przez Polaka. Dzisiaj Plus stał się częścią solidnej grupy marek, a najważniejszą ideą jest tworzenie pakietu usług, które sprzedaj się razem. Gdy stworzymy pakiet SmartDom, w którym jest zarówno telefonia komórkowa, internet LTE, czy telewizja cyfrowa, to kupując to razem możemy uzyskać lepszą cenę. I to jest najważniejszy pomysł nowych właścicieli Plusa. Wydaje się prosty jednak tak, jak pisałem parę felietonów temu to w prostocie jest siła innowacji.

Pozostali operatorzy na polskim rynku również starają się poszerzać pakiet usług dołączając na przykład usługi bankowe. Play jakby trzyma się od tego z daleka skupiając się na swoim CORE działalności. Jak widać wychodzi mu to na dobre, ponieważ dzisiaj jest numerem dwa wśród operatorów komórkowych. I choć nastają czasy, gdy telefonia komórkowa jest zastępowana komunikatorami internetowymi, to jednak cały czas będzie wygrywał ten, kto dostarczy wysokiej jakości internetu do najnowszych urządzeń klasy smartfon. Widzimy, jak silnie zakorzeniło się w nas Polakach kupowanie pakietu usług, do którego są dodawane kolejne urządzenia. A tacy operatorzy, jak Play, doskonale z tego korzystają tworząc kolejne wymyślne pakiety. Dzisiaj już nie tylko sprzedaje się tak telefon komórkowy klasy smartfon, ale również tablety, czy laptopy.

Play jest łakomym kąskiem dla dużego gracza, który będzie w stanie wykorzystać jego potencjał. Oczywiście będziemy mieć do czynienia z walką funduszy, które będą chciały na nim przede wszystkim dobrze zarobić w perspektywie kilku-kilkunastu lat. Ja jednak mam cichą nadzieję, że nastąpi tu efekt kooperacyjny, w którym duży gracz z podobnej branży decyduje się wkroczyć do gry na polski rynek. Aczkolwiek czy nie właśnie tym jest idea wprowadzonych do Polski marek T-Mobile i Orange?

Faktem jest, że w perspektywie najbliższych kilku lat walka o klienta będzie coraz bardziej przenosić się w kierunku internetu mobilnego. Dzwonienie i SMSy oczywiście będą istnieć, bo są one zakorzenione w użytkownikach w Polsce. Mam jednak wrażenie, że to internet największy wynalazek końca XX wieku będzie decydującym elementem walki o klienta. Czy Play dalej będzie sobie tak świetnie radził?

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Czy czeka nas Bańka 2.0? 2016-09-01 19:35
 Oceń wpis
   

Może zacznijmy od tego, co rozumiem przez określenie Bańka 2.0.Czym jest bańka spekulacyjna na giełdach z pewnością wiesz. Wiesz pewnie też czym była słynna Bańka dotcomów z około 2000 roku. Więc pytanie, które powinno się postawić brzmi: Czy czeka nas bańka spekulacyjna generacji web 2.0?

Trudno określić moment, w którym narodziło się web 2.0. To zdecydowanie takie zjawisko, które po cichutko wdarło się do naszej rzeczywistości, a następnie każdy był świadomy, ze ono po prostu jest. Czy to dobre, czy złe? Podoba mi się określenie, że jedyną stałą jest zmiana constans znane z fizyki nie istnieje. Gdyby założyć, że nie ma się co za bardzo przyzwyczajać do większości rzeczy, to można by zwariować. I mimo że w roku 2016 nie mamy latających samochodów w standardzie, to jednak zmiana jest widoczna: powstają samochody elektryczne, oraz autonomiczne. Internet jest akurat miejscem, w którym wszystko bardzo szybko się zmienia. Wydaje się, że mając dobry pomysł i profesjonalne wykonanie można osiągnąć wielki sukces. I tak może być w 9 na 10 przypadków, pod warunkiem dobrego wykonania. Podoba mi się to, co powiedział Michał Sadowski z Brand24, że jego pomysł na biznes był pewnie nawet 10 takim pomysłem, ale to czym wygrał ze wspólnikami jest egzekucja.

Wróćmy jednak do spekulacji. Są one charakterystyczne dla kapitalistycznego rynku. Cykl koniunkturalny ma w swoim założeniu fazę rozkwitu i fazę depresji, które w zależności od przyjętej metodyki zawierają fazy pośrednie. Tutaj warto powiedzieć sobie jedną rzecz: nigdy nie jest tak, że wszyscy tracą. Gdy słyszymy o wielkiej depresji, która miażdży rynki, a FED i inne banki centralne bombardują rynek pustymi pieniędzmi, można odnieść wrażenie, że wszyscy tracą. Transakcja jest jak kij: zawsze ma dwa końce. Jeśli ktoś stracił, to również ktoś zarobił. Pieniądz nie znika z rynku on przenosi się w inne miejsce. Bańka spekulacyjna wydaje się czymś, co można przewidzieć. I tak zazwyczaj jest! Niestety inwestorzy naznaczeni owczym pędem płyną na fali, która jest im dana.

Czym różni się potencjalna bańka 2.0 od bańki dotcomów? Przede wszystkim w 2016 roku biznesy są dużo bardziej przemyślane niż w 2000 roku. U progu XXI wieku model biznesowy był najczęściej taki: generować content i zarabiać na reklamach. Pomijając to, że dzisiaj niektóre reklamy są dużo bardziej uciążliwe niż te w roku 2000, to jednak rynek ten ewidentnie dojrzał. Zmieniła się jeszcze jedna ważna rzecz: infrastruktura internetowa. W roku 2000 internet był nowością i nikt go do końca nie rozumiał (no a szczególnie inwestorzy). Każdy myślał, że wystarczą banery reklamowe na stronach i już pieniądze będą płynąć strumieniami. W roku 2016 (właściwie wraz z rozwojem internetu) mocno spopularyzował się termin modelu biznesowego, czyli w jaki sposób firma czerpie dochody. Coraz popularniejszy okazuje się model abonamentowy, na który zdecydował się nawet Microsoft z Office.

Mimo tego, że zarówno przedsiębiorcy, inwestorzy, jak i sami internauci są mądrzejsi i mają dużo większe rozeznanie, to jednak niektóre wyceny film internetowych powodują zawrót głowy. Whatsapp kupiony za 19 miliardów dolarów, Snapchat wyceniany na 10 miliardów dolarów, Uber największym startupem świata itd. itd. Pamiętajmy, że każda rzecz na tym świecie jest warta tyle, ile ktoś chce za nią zapłacić. Pytanie tylko czy wiara w firmy internetowe będzie trwać nieprzerwanie, czy może kiedyś stopnieje. Na chwile obecną firmy wygrywają wspomnianymi modelami biznesowymi. Bo na koniec dnia liczy się to ile masz pieniędzy w portfelu. Nawet jeśli czeka nas bańka, to nie o takiej skali, jak ta dotcomów. A najwięksi i najcwańsi i tak przetrwają czekając na kolejny bąbel spekulacyjny. Jak przyznał Leszek Czarnecki w jednym z wywiadów: on realnie nie odczuwa, że przez kryzys jego firma jest warta kilkaset milionów mniej. To by miało znaczenie jakby chciał sprzedać firmę. Giełda jest barometrem gospodarki, a nie ostateczną wyrocznią. A może trzeba wierzyć słowom Gordona Gekko granego przez Michela Douglasa, który w filmie Wall Street: Pieniądz nie śpi mówi, że kolejną bańką będą odnawialne źródła energii?

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi