napoleoński umysł
Telewizja się zmienia… 2017-04-26 21:28
 Oceń wpis
   

Przyglądam się rynkowi telewizyjnemu od wielu lat. Do pewnego momentu wszystko wydawało się być oczywiste, a karty dawno rozdane. Istniała silna Telewizja Publiczna i dwa ważne koncerny medialne: Polsat i TVN. Z czasem zaczęło przybywać polskojęzycznych kanałów. Jak zauważył Maciej Orłoś w tej chwili na rynku jest ponad 300 kanałów polskojęzycznych. Największe koncerny tworzą kolejne kanały tematyczne, a Telewizja Publiczna cały czas jest dotowana z abonamentu. Czy jednak to wszystko się za chwilę nie zmieni? :)

Wszystkiemu winny jest internet i wzrost jego znaczenia. Tradycyjne media takie jak radio, prasa i telewizja nagle zaczynają być coraz bardziej skonsolidowane. Wszystkim się wydawało, że będzie się to odbywać bardzo powoli, ale widać jak internet zjada tradycyjne media! Wiem, że to może zdanie nieco na wyrost, ale nieuchronnie ku temu to dąży. Nagle internet ma odpowiedniki wszystkich tradycyjnych mediów, a walka o uwagę odbiorców tak naprawdę dopiero się zaczyna.

Skupmy się jednak na telewizji. Koncepcja efemeryczności, w której film jest emitowany o określonej godzinie - zaczyna znikać. W jej miejsce wchodzą aplikacje takie jak Player.pl, iPla czy HBO Go. Mamy wszystko dostępne o dowolnej godzinie, dowolnego dnia. Czy to jest dobre? Z pewnością wymaga to jeszcze większej walki o widza. Fakt to interesujące gdy nie muszę czekać żeby konkretnego dnia o konkretnej godzinie obejrzeć odcinek mojego ulubionego serialu. Z drugiej jednak strony miało to swoją zaletę w postaci motywacji: muszę obejrzeć to teraz, albo coś stracę. Myślę, że tutaj bardziej mogą się wypowiadać psycholodzy.

Druga kwestia jest tak, że wielkie telewizje musiały stworzyć swoje wirtualne aplikacje, co nie uchroniło ich przed nowymi konkurentami. Najlepszym przykładem jest Netflix. Pierwszym światowym hitem Netflixa był serial House of Cards. Tytuł z pewnością słyszeli wszyscy. Okazało się, że można nakręcić cały sezon serialu i wrzucić go w jednym momencie do internetu. Użytkownicy bardzo ochoczo przyjęli taką propozycję dostarczania contentu. Co ważne: Netflix nie utrzymuje się z reklam firma ta pobiera abonament, w którym użytkownicy płacą za miesięczny dostęp do filmów i seriali.

Kolejną kwestią, dość istotną, jest piractwo. Jak grzyby po deszczu powstają serwisy, w których można w nielegalny sposób obejrzeć filmy i seriale. Doszło nawet do takiego paradoksu, w którym piraci żądają zapłacenia sobie za usługi premium. A usługi premium to oczywiście dostęp do nielegalnych filmów, do których nie może wejść zwykły użytkownik. Dość głośną sprawą jest cały czas reklamowanie się przez poważne firmy na tego typu portalach. Budzi to oburzenie branży filmowej i telewizyjnej. Z pewnością jednak wpływa to na oblicze telewizji w XXI wieku.

Telewizja musi podlegać ciągłej zmianie. Formaty są kopiowane lub kupowane są licencje. Koszt reklamy telewizyjnej ciągle rośnie, a ilość płatnych kanałów się powiększa. Telewizja Publiczna jest cały czas wspierana abonamentem, co pozwala jej na przykład nie przerywać filmów reklamami. U progu XXI wieku to nie będzie trwać wiecznie. Telewizja będzie coraz bardziej zależna od internetu. Wiem, że dla niektórych gigantów branży jest to trudne do przełknięcia, ale internet nie wpływa tylko na media. Internet wpływa na wszystko.

Zostaje więc jeszcze jedna kwestia: wideo w internecie. Telewizja musi konkurować o uwagę młodszych widzów z Youtuberami! Czy wielkim mediom się to podoba, czy nie nagle muszą one konkurować z domorosłymi produkcjami, które stopniowo się profesjonalizują. Ale gdy część branży sprofesjonalizuje, to pojawią się nowe młode wilki głodne sukcesu. Powstają specjalne agencje, które zrzeszają Youtuberów. W świetle tego Telewizja ma coraz trudniejsze życie. No ale cóż zrobić taki już jest ten początek XXI wieku :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Czy pamiętasz jeszcze Pokemon Go? To nie koniec! To dopiero początek tego, co czeka nas w najbliższych latach. A ja mam wrażenie, że to może podzielić losy telewizorów 3d.

Mark Zuckerberg zaprezentował najnowsze pomysły Facebooka, które opierają się przede wszystkim na wspomnianej rzeczywistości rozszerzonej. Możemy sobie założyć okulary i widzieć 50 calowy telewizor gdy wcale go tam fizycznie nie ma. To wszystko jest fajnym bajerem i powoduje wrzenie wśród analityków. Ja mam jednak wrażenie, że może się skończyć na bajerze. Gra Pokemon Go była hitem, ponieważ trafiła na odpowiedni czas i była dobrze wykonana. Dzisiaj jednak nie gra już w nią tak dużo osób. Jak każda chwilowa moda doczekała się ona prozy życia. Oczywiście mówienie, że nikt w to już nie gra jest grubą przesadą, ale o frekwencji z pierwszych tygodni można pomarzyć.

Dzisiaj Zuckerberg przedstawia wizję uśmiercenia smartfonu i zastąpienia ich następną generacją technologicznych gadżetów. Mam wrażenie, że to taka ucieczka do przodu, ponieważ Zuck cały czas nie ma swojego systemu operacyjnego. A potencjalnie mógłby mieć. Facebook od lat tworzy wokół swoich projektów ogromny ekosystem. Można jednak odnieść wrażenie, że dąży on od ścisłej współpracy z Microsoftem. Czy współpraca obu tych firm się zakończy? Jest takie ryzyko, ponieważ masa krytyczna sięga ogromnych wartości. Przychodzi taki moment w życiu giganta, że chce się działać na własną rękę. Czy Facebook jest na to gotowy?

Jakby na to nie patrzeć to Apple ogłosiło erę urządzeń PostPC. I choć ludzie nie zrezygnowali całkiem z laptopów i komputerów osobistych, to jednak urządzenia takie jak smartfon, phablet czy tablet zrobiły sporą rewolucję w znanym nam świecie. Nagle okazało się, że do świata, w którym karty są rozdane i największym systemem operacyjnym na świecie jest Windows, wkroczyło Google ze swoją ideą otwartego systemu Android i to ta firma jest w posiadaniu największego OS na świecie. W ekonomii nic nie dzieje się dwa razy tak samo, ale historia się powtarza. Google zdetronizowało Windowsa, więc czy Facebook zdetronizuje Google?

Facebook swoją konferencją wypowiedział wojnę wszystkim wielkim firmą technologicznym tego świata. Pamiętajmy jednak, że ma on w portfolio marek projekty, z których korzysta półtora miliarda ludzi. Tak naprawdę dzisiaj chyba brakuje tam tylko Snapchata. Wydaje się on jednak poza zasięgiem. Twórcy sami chcą tworzyć wielką firmę, a nie stać się częścią czegoś większego. Czy wobec tego jest sens tworzyć system operacyjny, który będzie wykorzystywał rozszerzoną rzeczywistość? Ależ oczywiście! Facebook jest w takiej sytuacji, że to praktycznie jedyne jego wyjście. Choć trzeba przyznać, że mógłby on też stworzyć swój system operacyjny jak Android. Tylko kto kogo by wtedy gonił. Google Glass przez cały czas są wielką zagadką, a Facebook ma konkretne plany przynajmniej na 5 lat. Więc walka idzie tutaj o ogromne stawki.

Wiem, że wszyscy zachwycają się rzeczywistością rozszerzoną. Wiem, że jest to bardzo chodliwy temat. Ja jednak mam wrażenie, że może z tym być dokładnie tak samo jak z telewizorami 3d. Te produkty trafiły do sklepów. Pewnym firmom bardzo zależało, aby ten produkt się sprzedał. Próbowano stworzyć wokół tego ekosystem, w którym najnowsze filmy są przygotowywane w bajeranckim 3d. A jak wyszło w praktyce? To ma sens tylko w przypadku kin. Tam widzowie są gotowi przez półtorej godziny nosić okulary. Do domu się to po prostu nie sprawdza. Może jestem złym prorokiem i nie mam racji. Może wszystkie podejścia do gogli, okularów czy innych glassów się sprawdzą i ludzie to kupią. W chwili obecnej wycofanie Google Glass i brak sukcesu HoloLens świadczy dla mnie o tym, że jeszcze długa droga przed tymi technologiami do komercyjnego sukcesu.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Uber nie ma w Europie dobrej passy. Kolejne zrzeszenia taksówkarzy podejmują z nim walkę, a sądy często nakładają ogromne kary i dokonują zakazów na większość jego usług. Tak było w Danii, tak teraz jest we Włoszech. Czy taksówkarze aż tak bardzo boją się Ubera?

Wygląda na to, że większość krajów Europy ma spore regulacje prawne dotyczące transportu osób. I choć tak, jak w Polsce doczekaliśmy deregulacji zawodowej, to nie jest to reguła dla wszystkich krajów Unii Europejskiej. Regulacje te były lobbowane przez całe lata i trudno, żeby dzisiaj Ci, którzy czerpią z nich korzyści łatwo z nich zrezygnowali. Uber od początku wychodził korporacjom taksówkowym naprzeciw. Był on dla nich niewygodny, bo uważali go za nieuczciwą konkurencję. I choć zasady wolnego rynku mówią, że im większa konkurencja tym bardziej zyskuje klient, to jednak z drugiej strony nieregulowane usługi transportowe mogą mieć z tego samego powodu niską jakość. Oczywiście nie chce zarzucać Uberowi niskiej jakości, czy chwalić pod niebosy korporacje taksówkowe. Włosi jednak nie zgodzili się z takim rodzajem konkurowania i w ciągu dwóch lat udało im się zablokować Ubera.

Wiele osób zachwyca się Uberem. Jego innowacyjnością czy wyceną. Tworzy on nowe podejście do tak oczywistego tematu, jakim jest transport osób fizycznych samochodami osobowymi. Uber wpisuje się w nowe trendy jakie dają aplikacje mobilne i same smartofny. Za pomocą kilku kliknięć można zamówić sobie transport w dziesiątkach dużych miast. W samej Polsce konkurencyjni dla Ubera starają się być twórcy aplikacji, które korzystają z gotowych struktur korporacji taksówkarskich. Mowa oczywiście o MyTaxi i iTaxi. Jest to jeszcze jedno podejście do tego tematu. I aplikacje te mają ogromny potencjał. Skoro Uber może być wart dziesiątki miliardów dolarów, to czemu sukcesu nie miałyby odnieść takie aplikacje? Co ciekawe mogą one się świetnie odnaleźć w krajach, w których Uber otrzymał zakaz działalności.

Wracając jednak do sytuacji wprost z włoskiego sądu: może i to nie jest najbardziej eleganckie wyjście, ale z pewnością jest najbardziej skuteczne. Zakazywanie wolnej konkurencji jest nieco niebezpieczne, ale regulacje prawne, które Uber łamał swoją działalnością mogą mieć spory wpływ na jakość usług odczuwalnych dla końcowego klienta. Taksówkarze aby zareagować na wymuszone niższe ceny musieliby zdecydowanie obniżyć jakość. I to myślą z pewnością kierował się sąd. Istotne było również potraktowanie Ubera jako nieuczciwej konkurencji. To coś jak ceny dumpingowe w hipermarketach: przez jakiś czas ceny są tak niskie aby wykończyć konkurencję.

Czy za tym wyrokiem pójdą inne kraje? Nie ma oczywiście w prawie czegoś takiego jak międzynarodowe precedensy, ale już sama Unia Europejska mogłaby bardzo utrudnić życie Uberowi. Inne kraje z pewnością również będą rozpatrywały podobne pozwy. Mówimy tu o ogromnym kawałku światowej gospodarki, z którego dziesiątki tysięcy osób czerpią dochody. Nikt nie pozbędzie się swojego kawałka tortu na rzecz Ubera. Przez co Ci ludzie będą walczyć o delegalizację jego usług. Jak widać po Danii i Włoszech jest to całkiem możliwe.

Co dalej z Uberem? Nie zdziwię się jeśli za pół roku usłyszymy o udanej apelacji we włoskim sądzie. Z pewnością jest to możliwe choć bardzo trudne do zrobienia. Uber będzie walczył w sądach tak, jak do tej pory walczył na ulicach. Z pewnością będzie miał setki wrogów, którzy po prostu nie chcą aby ta firma zagarniała tak dużą część rynku. Będziemy mieć do czynienia z jedną największych wojen biznesowych, jakie widział ekonomiczny świat :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Warto zauważyć, że zaraz po II wojnie światowej japońskie produkty stały się synonimem tandety tak, jak dzisiaj mówi się o produktach z innych krajów azjatyckich. Japonia nie miała wyboru: albo musiała stać się potęgą technologiczną, albo skończyłaby marnie.

W historii Japonii eksperci upatrują wielką inspirację dla Chin. Państwo Środka przez lata było znane z taniej siły roboczej i w oczach ludzi stało się miejscem gdzie powstaje ponad połowa produkcji świata. Kraje pierwszego świata bardzo polubiły zaopatrywanie się u Chińczyków. Jak będzie wyglądać przyszłość?

Z pewnością Chiny są krajem, któremu zależy na zmianie wizerunku tak, jak kiedyś zrobili to Japończycy. Nagle okazuje się, że Chińczycy są w stanie produkować rzeczy najwyższej jakości. Istotne jest jednak jeszcze coś: powstają chińscy producenci, którzy tworzą pod własną marką. I Ci producenci coraz poważniej patrzą w kierunku krajów zachodnich. Podobnie może być z Hindusami, którzy już mają kilka znanych marek. Ciekawym zjawiskiem jest kupowanie zachodnich firm przez te ze wschodu. Tak było chociażby z Volvo.

I choć krążą żarty o produktach z Dalekiego Wschodu, to trzeba pamiętać, że o Japonii mówiono podobnie. Dzisiaj Japonia jest jedną z najprężniej rozwijających się gospodarek. Ekonomiści często mówią, że chińska gospodarka niedługo prześcignie amerykańską i będzie numerem jeden. Z pewnością jest to możliwe. Wtedy okaże się, że jakość życia szarych obywateli również się podwyższy. Problemem będzie natomiast to, że ceny chińskich produktów wzrosną. I tutaj rodzi się pomysł polityków i ekonomistów nazwany reindustrializacją.

Jednym z postulatów obecnego prezydenta USA była walka z pasem rdzy. Czym jest ten pas? Począwszy od Detroit wiele fabryk stoi nieużywanych, czyli po prostu urządzenia rdzewieją. Założeniem polityków jest przywrócenie fabryk w rozwiniętych i rozwijających się krajach. W chwili obecnej jakieś 90% gospodarki stanowią usługi. Przekłada się to na ilość osób zatrudnionych w branży produkcyjnej w krajach pierwszego świata. Cała produkcja idzie praktycznie do takich krajów, jak Chiny, Indie czy Bangladesz. Zadaniem, które sobie założył Trump jest przywrócenie części produkcji na Stany. Z pewnością pójdą za tym kraje Unii Europejskiej. Czy jest to dobre? Jak lubią mawiać inwestorzy: dywersyfikuj i nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka. Skupienie się na usługach i przerzucenie produkcji na Daleki Wschód może być ryzykowne.

Jest jednak druga strona medalu: dzisiaj poddamy się reindustrializacji, a za 15 lat większość tych prac zastąpią maszyny i znowu będziemy mieć problem. Świetnie byłoby gdyby wydarzył się scenariusz, który zakładał Keynes, że maszyny przejmą naszą pracę, a my będziemy pracować 15 godzin tygodniowo. Pytanie tylko czy nie powstanie nowa wersja ruchu oburzonych, którzy stwierdzą, że na tych maszynach zarabiają właściciele maszyn, a nie zwykli obywatele.

Chiny z pewnością skupią się na podwyższeniu jakości swoich produktów. Jednak pytanie czy teraz są naprawdę takie złe? Wiadomo, że przyjęły się truizmy w stylu chińszczyzny, ale w Chinach produkują wszyscy również Ci, których produkty są bardzo drogie i uważane za takie z najwyższej jakości. Więc w gruncie rzeczy chodzi bardziej o marketing niż o stan faktyczny. Dużo jest jeszcze do zrobienia jeśli chodzi o drugi aspekt: własne marki produktowe chińczyków. Najbardziej nie mogę się doczekać, jak zaczną one masowo podbijać rynek amerykański.

Wniosek jest taki, że tandeta to obiegowa opinia na temat chińskich wyrobów. Chińczycy z pewnością mogą jeszcze wiele osiągnąć stosując własne marki, a takie platformy jak Alibaba z pewnością sprawią, że proces ten jeszcze bardziej przyśpieszy!

Pozdrawiam

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi