napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Z tematem map myśli spotkałem się wiele lat temu. Na początek czytałem o nich w internecie, potem starałem się przeczytać książkę autora tej metody Tonyego Buzana. Było to jednak napisane zbyt skomplikowanie. Przez wiele lat robiłem mapy tak, jak czułem, aż w końcu trafiłem na Mapologię dostępną w Złotych Myślach, autorstwa Katarzyny Szafranowskiej. I tak od tego czasu przez lata coraz chętniej tworzę mapy :).

Aby zrozumieć ideę map myśli trzeba zastanowić się nad sposobem działania mózgu. Przez lata jesteśmy uczeni robienia notatek od lewej do prawej w sposób linearny. Tymczasem mózg działa w sposób nielinearny. Mózg uwielbia przeskakiwać z tematu na temat i mimo, ze staramy się go zmusić aby skupił się na tym, co teraz piszemy na kartce, on lubi krążyć wokół różnych tematów. Od ogółu do szczegółu. I w ten sposób należy notować.

Mapa myśli swą strukturą przypomina drzewo lub pajęczynę. W samym centrum kartki rysujemy figurę geometryczną (prostokąt, owal), w którym umieszczamy tytuł, a następnie rysujemy gałęzie, gdzie w 3 słowach opisujemy dany dział, któremu w tym momencie się poświęcimy. Od tych gałęzi odchodzą kolejne gałęzie, gdzie opisujemy daną rzecz bardziej szczegółowo. Staramy się aby na każdej gałęzi były maksymalnie 3 słowa, napisane drukowanymi literami. Są to tak zwane haki. Nie potrzebujemy opisywać bardzo długo tego, co mamy na myśli. Często wystarczy zamknąć to w 3 słowach, które odwołują się do naszej pamięci.

Bardzo ważnym elementem map myśli są kolory i obrazki. Ja osobiście robię to tak, że całość piszę długopisem, a następnie koloruję każdą gałąź z podgałęziami na dany kolor pisakiem. Rysunki najlepiej robić na pierwszych gałęziach. Nie chodzi tu o prace na poziomie Picassa, ale proste rysunki narysowane w parę sekund. To bardzo, bardzo pomaga, gdy na taką kolorową mapę z rysunkami się patrzy. Rysunki również pełnią rolę haka pamięciowego. Gdy mamy tylko tekst jest trudniej.

Warto pamiętać, że mózg, który mamy między uszami uwielbia kreatywność i zabawę. Doskonale pamiętam, jak w jednej z książek Buzana uczył on tricku z zapamiętywaniem 10 słów. Zamiast wkuwać je na pamięć należało użyć wyobraźni i kreatywności. Jak to zrobić? Za pomocą kredek rysowało się 10 obrazków, które kształtem przypominają daną liczbę. Np. dwa to łabędź, a jeden to ołówek. A potem w wyobraźni, aby zapamiętać 10 słów, należało stworzyć historyjkę/obrazek, jak słowo z listy łączy się z obrazkiem, który narysowaliśmy. Sztuczka była o tyle efektowna, że można było powiedzieć listę od początku do końca, od końca do początku, jak i na wyrywki :). Nasz mózg ma nieograniczone możliwości.

Jeden ze znanych psychologów powiedział, że nasz mózg ma możliwości superkomputera, a my korzystamy z niego jak z kalkulatora. Jeśli chcemy nauczyć się efektywnie notować, to warto zainteresować się mapami myśli. Nie jestem w stanie tutaj opisać tej metody w jednym felietonie na bloga, ale z czystym sercem mogę polecić Mapologię ze Złotych Myśli. Oprócz niej warto zapoznać się z innymi dziełami autorki Mapologii, które znajdzie się na Szybkanauka.pro. Ja osobiście przerobiłem sporo kursów i widzę mocną poprawę. W tej chwili skupiam się na szybkości mojego czytania :). Jestem w szoku jak wiele prostych sztuczek może w znacznym stopniu podnieść szybkość i jakość naszego czytania. Aktualnie moim celem jest jak najszybciej czytać książki techniczne :).

Myślę, że w przyszłości napiszę jeszcze jakiś wpis w tym temacie, ponieważ bardzo wierzę w możliwości ludzkiego mózgu!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Na tym blogu pojawiło się kilka części felietonów z tematem >>Internet się dopiero zaczyna<<. Grzechem byłoby nie wspomnieć, że razem z internetem zaczyna się wielkie inwestowanie w start-upy. O tym będzie ten felieton.

Rynkowi temu przyglądam się od paru ładnych lat. Sam pracuję nad swoim projektem (o którym z pewnością niedługo poinformuję) związanym z internetem. Początki były trudne, bo nikt nie wiedział, o co w tym internecie właściwie chodzić i kupowano kota w worku. Z drugiej strony po krótkim czasie narosła bańka spekulacyjna dotcomów. Pamiętam, jak wystarczyło na polskiej giełdzie zmienić profil działalności i kurs akcji szybował w górę! Inwestorzy myśleli, że reklama w internecie to najważniejsze źródło dochodu, które gwarantuje niewyobrażalne efekty. Jak jednak się okazało: mniej niż 1% internautów kilka w banery reklamowe! Wtedy ktoś mądry wymyślił funkcję brandingową banerów, aby poinformować reklamodawców, że internauci patrzą na banery i buduje się świadomość marki. Jednak ja nie o tym :)

Nastają czasy, w których coraz więcej funduszy i osób prywatnych inwestuje w start-upy. Można odnieść wrażenie, że na rynku jest ogrom pieniędzy. I w pewnym sensie tak jest. Jeśli masz ciekawy projekt i dobry zespół, to z pewnością znajdziesz inwestora, który będzie zainteresowany wyłożeniem na Was konkretnych pieniędzy. Zauważyłem pewien trend, w którym wszyscy są zainteresowani inwestowaniem w start-upy od rządów zaczynając na gwiazdach Hollywood kończąc. Czy to jest dobre? To z pewnością nieco psuje podejście właścicieli projektów, które szukają dofinansowania. Nagle okazuje się, że mogą być oni wybredni :). Z drugiej jednak strony cały ten klimat, w którym są setki możliwości zdobycia kapitału pozwala nam budować Nowy Cyfrowy Świat (nie mylić z Nowym Wspaniałym Światem Huxleya).

Jeśli jesteś właścicielem projektu i razem z przyjaciółmi szukasz dofinansowania, to z pewnością w końcu je dostaniesz. Warto jednak pamiętać, że dla inwestora najważniejszy jest zespół, na który wyłoży swoje pieniądze. Wiadomo, że lepiej zainwestować w świetny zespół, który ma słabszy pomysł na projekt, niż w super projekt, który jest zarządzany przez słaby zespół. Pomysł na projekt i tak ulegnie przekształceniu pod wpływem rad inwestora lub weryfikacji rynkowej. Natomiast jeśli projekt jest zarządzany przez niedoświadczony zespół, to może nic nie dać. Oczywiście nie ma jakiejś złotej reguły, co trzeba zrobić i jakie warunki spełniać, aby odnieść rynkowy sukces. Są jednak pewne zależności, które sprawiają, że szansa na sukces rośnie.

Czy duża ilość pieniędzy dostępnych na rynku jest dobra? Warto spojrzeć na to, co idzie razem z tymi pieniędzmi. Może się okazać, że dobry inwestor może nam dać znacznie więcej niż pieniądze. W końcu pojawiają się akceleratory przedsiębiorczości, których celem jest nauczenia ludzi podejścia do start-upów, a nie inwestowanie wielkich pieniędzy. Idealna sytuacją byłoby najpierw wejście w akcelerator, a potem myślenie o kolejnych rundach dofinansowania.

Polski rynek staje się bardzo atrakcyjny i pojawia się coraz więcej ciekawych projektów. Nie mam nic przeciwko inwestowaniu w nie, ale wyznaję zasadę, że im później starasz się o inwestora tym lepszą wycenę dostaniesz i tym lepiej dla Ciebie. Słabo jest, jak projekt jest tak pomyślany, że bez pieniędzy inwestora nie jest w stanie nic zrobić. Pierwsze momenty projektu powinny być finansowane z własnych pieniędzy lub tych pożyczonych od przyjaciół i rodziny. Naprawdę to nie jest dobra opcja, aby iść od razu do inwestora jeśli ma on dać tylko pieniądze. Zdarzają się oczywiście inwestorzy, którzy dają znacznie więcej, jak wiedzę o branży, czy sieć przydatnych nam kontaktów. Wtedy ma to jakiś sens, ale najlepiej walczyć samemu tak długo jak się da!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi