napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Dzisiaj nieco naukowo. Pierwsza cześć mojego eseju. x

W przeciągu zaledwie dekady Android stał się największym systemem operacyjnym na świecie. W chwili obecnej zdetronizował nawet Windowsa, który przez lata był na tej pozycji i nikt nie był w stanie mu zagrozić. Warto zaznaczyć, że jednym z największych celów pod koniec życia było dla Steve'a Jobsa przeznaczenie wszystkich środków, jakimi dysponowało Apple w celu zniszczenia Androida. Jobs uważał, że Brin i Page zdradzili go, ponieważ przez wiele lat traktowali go jako mentora, uważał, ze podział jest jasny: Apple produkuje urządzenia typu smartfon czy odtwarzacz muzyki, a Google zajmuje się internetem. Wokół Androida urosły już wielkie legendy, które z pewnością będą rewidowane przez następne lata. Faktem jest jednak, że Google udało się stworzyć jedno z największych konsorcjów przemysłowych we współczesnej historii gospodarczej świata. Można byłoby to jedynie porównać z ideą trustów stworzoną przez Rockefellera, którą ostatecznie zdelegalizowano.

Google podeszło do sprawy zupełnie inaczej niż Apple. Wspomniany już Jobs dość mocno zwracał uwagę na coś takiego, jak doświadczenie całościowe. Miał to przekonanie już za czasów wprowadzania pierwszych Macintoshy. Uważał on, że to, co najbardziej się liczy, to odczucia końcowego użytkownika, który nie zwraca uwagi na to co konkretnie nie działa tylko obarcza winą producenta. Jest to wprost przeciwna filozofia, którą zastosował IBM wprowadzając standard PC. I tak po wielu latach Google postanowiło, że będzie tylko i wyłącznie dostarczycielem systemu operacyjnego, a swoje zyski będzie czerpać z reklam i prowizji od aplikacji w sklepie. Warto jednak zauważyć, że wielką wartością dla Google w tym kontekście jest poszerzanie świadomości głównej marki.

Jeszcze w 2016 roku pojawiła się informacja, że do systemu operacyjnego Android należy większość rynku. Wraz z jego sukcesem triumfy święcą producenci aplikacji, czy producenci urządzeń. Na drugim miejscu jest iOS od Apple, który jest dostarczany tylko i wyłącznie z urządzeniami tej firmy. A na trzecim miejscu z kilkuprocentowym udziałem znalazł się Windows na urządzenia mobilne. Był moment, w którym rodził się rynek smartfonów. To wynalazek, który wprowadziło Apple. Wtedy właśnie Google bardzo poważnie śledziło swojego głównego konkurenta i postanowiło rzucić mu wyzwanie. Sposób w jaki rozprowadzany jest ten system jest mocno dyskusyjny. Tak naprawdę każdy producent sprzętu może zastosować ten system operacyjny u siebie. To oznacza, że na Androidzie pojawiają się zarówno telefony i tablety luksusowe, jak i dla klasy średniej czy najbiedniejszych. Szczególnie widać to w przypadku chińskich producentów, którzy swoimi produktami najpierw podbili Państwo Środka, a teraz decydują się na podbój kolejnych rynków. Dla przykładu Xiaomi postanowiło zdobywać rynek polski.

Jednym z nowoczesnych założeń marketingu jest to, że za marketing w firmie odpowiada niemal każdy pracownik. Jest to podobne założenie do tego, którym operował Jobs odnośnie doświadczenia całościowego. Klienta nie interesuje to, który element marketingu źle zadziałał w jego odczuciu źle zadziałała cała firma. Google to doskonale wie i mimo swoich ograniczeń decyduje się na to, aby zatrudniać najlepszych i współpracować z najlepszymi. Jak powiedział praktyk marketingu Maciej Tesławski: "dziś wszystkim wydaje się, że marketing jest łatwy i każdy może go robić, ale wcale tak nie jest". Można odnieść wrażenie, że Google to przede wszystkim sukces marketingowy. Mimo, ze jego produkty są potrzebne i użyteczne, to jednak to pozycjonowanie, które jest stosowane w umysłach klientów jest bezcenne. Widać to również w tym, że w rok 2016 Google zdetronizowało Apple w konkursie na najcenniejszą markę.

Wielkim źródłem przewagi konkurencyjnej Google są jego patenty. To właśnie one pozwoliły na stworzenie systemu opartego na ideologii open source, nad którym jednocześnie ma się władzę. Bardzo ważnym momentem w historii firmy było przejęcie producenta między innymi telefonów komórkowych Motorola. Gdy cały świat przyglądał się tej transakcji, to eksperci mówili wprost, że z pewnością chodzi tu o bogate portfolio patentowe, które bardzo się przyda do kontynuacji prac nad Androidem. Współczesna ekonomia wychodzi z założenia, że najcenniejszymi kapitałami firmy są: kapitał ludzki, oraz własność intelektualna. Z pewnością ten drugi jest dużo bardziej trwały, ponieważ migracja między zakładami pracy jest na porządku dziennym.

Charakterystycznym elementem takiego rynku jest to, że więksi gracze pokonują mniejszych i mamy do czynienia z czasem dość brutalną walką konkurencyjną. Dobrymi przykładami są firmy Nokia oraz BlackBerry. Pod wpływem walki konkurencyjne wywołanej przez Androida obie te firmy musiały zrezygnować z własnego systemu operacyjnego. I tak ostatecznie w 2017 roku obie wydają swoje najnowsze produkty z systemem operacyjnym Android. Warto jednak zauważyć, że dzisiejsza walka na rynku systemów operacyjnych dla urządzeń mobilnych rozgrywa się między trzema graczami: Google, Microsoft i Apple. Eksperci są bardzo ciekawi jak dalej potoczą się losy systemu operacyjnego Windows, ponieważ w tej chwili ma on zaledwie kilkuprocentowy udział w rynku. Warto jednak zaznaczyć, że nowy CEO firmy ma bardzo klarowną wizję rozwoju i największym wynalazkiem za czasów jego panowania jest stworzenie jednego systemu operacyjnego, który będzie działał na wszystkich urządzeniach, na jakich swoje systemy adresuje Microsoft. Apple cały czas tworzy produkty całościowe i nie zdecydowało się udostępnić swojego systemu operacyjnego innym producentom. W długofalowej strategii konkurencyjnej może się to okazać bardzo ważny ruch. Z drugiej strony może on być gwoździem do trumny.

Cechą charakterystyczną każdej konkurencji jest sprzeczność interesów konkurentów. Dzisiaj jasnym stało się, że jednolity system operacyjny, do którego każdy ma swobodny dostęp jest bardzo ważnym osiągnięciem ery informacyjnej. Microsoft oprócz tego, że chce oferować producentom swój system operacyjny, to postanowił również tworzyć własne urządzenia, jak chociażby Lumia (efekt przejęcia części Nokii). Nie da się pogodzić interesów Apple, Google i Microsoftu, więc będą one musiały ze sobą walczyć. W tej chwili na wygranej pozycji jest Android. Choć do dzisiaj nikt nie wie czy można przeliczyć ile właściwie korporacja Alphabet (właściciel Google) zarobiła na tym systemie operacyjnym. W przypadku tego rynku mamy do czynienia z konkurencją monopolistyczną, która charakteryzuje się tym, że istnieje kilku producentów systemu operacyjnego, którzy produkują podobny produkt. Jednak produkt różnią się od siebie. Można odnieść wrażenie, że w przypadku Androida konkurowanie odbywa się w ramach marki produktu. Widać jak Google silnie buduje swoje marki. Być może marka Alphabet jest w tej chwili najmniej znaną marką z jej portfolio, ale to kwestia czasu, jak również i ona będzie wyceniana na miliardy dolarów. Swoją drogą jest to bardzo ciekawe zagranie taktyczne, ponieważ Google otwiera się na nowe rynki, których tak naprawdę jeszcze nie znamy. Wiele osób słyszało pewnie o tajnych laboratoriach Google, takich jak Google X, ale tak naprawdę nikt do końca nie wie co jest tam projektowane.

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj nieco bardziej naukowy tekst :).

We współczesnej praktyce biznesowej spotykane są dwa zasadnicze podejścia do strategii konkurencji. Chan Kim i Mauborgne nazwali je w egzotyczny sposób jako czerwony i błękitny ocean. W przypadku firm internetowych oba podejścia mają swe konkretne zastosowania. Z jednej strony są firmy, które kopiują czyjeś rozwiązania, a z drugiej strony są firmy, które wytwarzają innowacje, która po pewnym czasie są w stanie zmienić rzeczywistość społeczno-gospodarczą.

Strategia błękitnego oceanu stała się modna wraz z rozwojem technologii informatycznych. Oczywiście podejście to można było dostrzec już wcześniej, ale to usystematyzowanie i ułożenie w jasne ramy sprawiło, że koncepcja trafiła do mas. Książka Chan Kim i Mauborgne została sprzedana w 3,5 milionach egzemplarzy, co jak na książkę o takiej tematyce jest niezwykle dobrym wynikiem. Z pewnością wielką przewagę tej koncepcji buduje jej prosta. Każdy potrafi zrozumieć, że błękitny ocean to taki, w którym firma nie przejmuje się konkurencją i tworzy coś zupełnie nowego. Jeśli to coś będzie wyjątkowo dobre, to również i konkurencja się znajdzie. To tylko kwestia czasu. Jak pokazują przykłady z polskiej rzeczywistości: nie trzeba być pierwszym, aby zrobić najlepszy produkt w danej kategorii. Doskonałym przykładem jest Brand 24 S.A. Michał Sadowski, prezes tej firmy często w wywiadach powtarza, że nie byli nawet dziesiątą firmą, która zajmowała się monitorowanie internetu dla biznesu. Jednak wykonanie sprawiło, że to właśnie oni zostali i dzisiaj podbijają kolejne zagraniczne rynki. Czy wobec tego błękitny ocean się tu nie sprawdził? Zależy jak na to spojrzeć, ponieważ sama koncepcja i jakiekolwiek wykonanie to za mało aby stwierdzić, że projekt odniesie sukces. Jak przyznają właściciele wielu firm internetowych, to egzekucja jest najważniejsza. I w tym kontekście dopiero gdy zbuduje się gotowy produkt działający z konkretnymi klientami można mówić o wpłynięciu na błękitny ocean. Oczywiście autor tego eseju nie śmie twierdzić, że pomysł nie jest ważny w tworzeniu firmy. Jednak to dopiero połączenie pomysłu i wykonania potrafi dać oczekiwane rezultaty.

Wobec przedstawionych faktów warto podkreślić, że o błękitnym oceanie można mówić dopiero gdy produkt zostanie dobrze przygotowany i jest gotowy do skalowania. Były redaktor naczelny polskiego wydania magazynu Forbes, Kazimierz Krupa, zauważył w jednym ze swoich artykułów, że wielkim innowatorem był twórca kebaba w bułce. Jego zdaniem większym niż Steve Jobs. Ciężko stwierdzić jak duży jest biznes twórcy kebaba dzisiaj, ale faktem jest, że skopiowano go na całym świecie. Gdyby miał chociaż 1% z przychodów wszystkich tych lokali gastronomicznych, to mógłby być on równie bogaty jak Bill Gates. Pytanie tylko czy gdyby dokonał ochrony patentowej tego typu potrawy czy lokalu, to byłaby ona nadal tak popularna. Koncepcja została dopracowana przez tysiące restauratorów i dzisiaj gdyby ktoś chciał wejść w tę część biznesu gastronomicznego, to byłby to ewidentnie czerwony ocean.

Firmy internetowe to dzisiaj jedna z najbardziej docenianych części gospodarki. Pragną w nie inwestować zarówno inwestorzy prywatni, jak i instytucjonalni. Również rządy poszczególnych krajów patrzą pozytywnie na tego typu przedsiębiorstwa. Wielką wartością, którą można przedstawić inwestorowi jest innowacyjność przedsięwzięcia. Tutaj mile widziane są wszelkie elementy związane z ochroną prawną. I to właśnie patenty wpływają pozytywnie na możliwość wejścia, wykorzystując strategię błękitnego oceanu. Patent jednak nie jest gwarantem sukcesu. Tak, jak już tu napisano: oprócz samego pomysłu/koncepcji bardzo ważne jest wykonanie. Bez niego nie ma szans na całościowy sukces.

W miarę rozwoju internetu, oraz dojrzewania światowego społeczeństwa ery cyfrowej, widać fazy, które mają wpływ na kształtowanie się kolejnych wielkich przedsiębiorstw wirtualnych. W czasach niezwykle odległych Google było jedną z kilku wyszukiwarek internetowych, które przeszukiwały globalną sieć w celu znalezienia jak najdokładniejszych wyników. To właśnie była jedna z faz, o których mowa. Ludzie dojrzeli do koncepcji wyszukiwania informacji. Kolejnym epokowym wynalazkiem było pojawienie się iTunes przy wsparciu iPoda. Społeczeństwo dojrzało do kupowania muzyki w internecie, zamiast kopiowania jej w nielegalny sposób. Oczywiście aktualnie ta faza jest rewidowana przez takie przedsiębiorstwa jak Spotify czy Tindal, które zajmują się streamingiem muzyki. Zamiast kupować muzykę można kupić abonament i mieć dostęp do ogromnej biblioteki. Jednym z kolejnych milowych kroków był momenet, w którym ludzie dojrzeli do komunikowania się przez internet. Pokłosiem tego jest powstanie Twittera, Facebooka, czy wszelkich komunikatorów. To wiązało się z jeszcze jednym dość istotnym elementem: ograniczeniem anonimowości w sieci.

W miarę tego jak powstają kolejne kroki milowe internetu, tak rodzą się razem z nimi firmy, które trafiają w definicję błękitnego oceanu. A zaraz za nimi pojawiają się imitatorzy, którzy tworzą kolejne czerwone oceany. W świecie nowych technologii pojawia się coraz więcej innowacji. Trend ten będzie się z pewnością utrzymywał. Patenty obok kapitału ludzkiego stają się największą wartością firmy. Są one dużo bardziej trwałe ze względu na powszechną migrację pracowniczą. Wraz ze wzrostem ilości patentów można dostrzec stopniowe przejmowanie mniejszych firm przez gigantów branży. Jest to swego rodzaju transfuzja innowacji, która ma ogromny wpływ na nabieranie nowego wiatru w żagle przez wielkie przedsiębiorstwa. Każdego tygodnia poczytne czasopisma rozpisują się na temat takich przejęć. Ktoś odkrył błękitny ocean i został przejęty przez giganta. Czy to oznacza, że małe firmy nie mogą samodzielnie funkcjonować? Każda wielka firma była kiedyś mała. Ta transfuzja innowacji odbywa się dlatego, że giganci są świadomi, iż w każdej chwili może się pojawić firma, która zagrozi ich pozycji. Lepiej przejąć taką firmę, niż próbować robić konkurencję dla jej błękitnego oceanu.

Firmy internetowe to idealne środowisko dla strategii błękitnego oceanu. Jest niezliczona ilość miejsc, w których można odnaleźć niezagospodarowaną niszę. Autor eseju życzy sobie, aby w internecie pojawiało się jak najwięcej błękitnych oceanów, bo to w ostatecznym rozrachunku jest bardzo dobre dla klienta końcowego, czyli internauty.

 
 Oceń wpis
   

SEO jest uważane za jeden z najważniejszych elementów marketingu w internecie. Przez wiele lat było to kombinowanie, aby to wyszukiwarka widziała dobrze stronę. Dzisiaj jesteśmy u progu nowej ery. Ery tak odkrywczej, że aż strach: Google kocha świeże treści!

SEO jest dzielone na jasna i ciemną ścieżkę. Zupełnie jak z mocą w Gwiezdnych Wojnach! Stąd moja fascynacja Content Marketingiem, który wychodzi dalece poza SEO. Czy w takim razie tytuł tego felietonu się sprawdza? Oczywiście! Zabawne jest tylko, że to wszystko zaczęło się dziać dzięki działaniom Google. Wiem, że wiele osób bardzo konkretnie traktowało ten temat już wiele lat temu. Algorytmy wyszukiwawcze zaczęły jednak sprawdzać jakość treści publikowanych na stronach. Jak to robią? Z pewnością tego nigdy do końca się nie dowiemy. Jednak aktualnie Content Marketing jest na propsie :).

Content Marketing to nie tylko tworzenie wysokiej jakości, świeżej treści, która będzie dobrze widziana przez wyszukiwarki. To jest oczywiście bardzo miłe i użyteczne, ale tu chodzi o coś więcej. Podstawą działań marketingowych jest komunikacja. Więc patrząc na to głębiej wróciliśmy do korzeni. Kiedyś współpracowałem jako copywriter. Napisałem nawet książkę na ten temat. Było to jednak w zakresie tworzenia ofert sprzedażowych. Dzisiaj copywriting ma nowy wymiar. Często można spotkać się z zawodem SEO Copywritera, który tworzy unikalne wysokiej jakości treści, które sprawią, że strona będzie wysoko w wyszukiwarkach. Może to prowadzić do wypaczeń, w których treści są tworzone tylko po to.

Komunikacja marketingowa, to jednak coś znacznie głębszego. Nie liczy się tylko pozycja. Liczą się bardziej wartości niematerialne, które buduje się wokół marki. Ogólnie pojęcie marki robi się coraz bardziej sprecyzowane. Ale czym właściwie jest marka? I jaki związek ma z nią Content Marketing? Marka to już nie tylko znak graficzny i nazwa. To wszystkie te emocje, które są w ludziach, gdy myślą o tej marce. To inny poziom pozycjonowania, czyli pozycjonowanie w umysłach klientów. A Content Marketing pozwala w budowaniu tych emocji. Tego nie rozumie wiele osób zajmujących się pozycjonowaniem. Content jest czymś znacznie bardziej ważnym niż tylko tworzenie unikalnych treści, które zbudują silną pozycję w wyszukiwarce.

Dobrze stworzony brand, to podstawa dzisiejszej firmy. Nie chodzi już tylko o wyniki sprzedażowe. Dzisiaj firma to coś znacznie więcej. I w ten trend wpisuje się wszystko zaczynając od społecznej odpowiedzialności biznesu. Tutaj doskonale sprawdza się Content Marketing, bo z klientem trzeba się komunikować. Myślę, że w skład Content Marketingu możemy spokojnie włożyć to, co dzieje się po stronie social mediów. Podstawowa kwestia jest taka, że już dawno marki nie prowadzą komunikacji jednostronnej. Dzisiaj mamy do czynienia z dialogiem. I Facebook czy Twitter coraz bardziej idą w tę stronę.

Widać jak trend Content Marketingu się rozbudowuje. Ale wiesz co jest najważniejsze? Na końcu zyskujemy na tym my klienci. I w ostatecznym rozrachunku tylko to się liczy Przerażać może jedynie ilość treści, których przybywa w internecie. Ciężko mi sobie w ogóle wyobrazić ile by zajęło przeczytanie tego, co w 2016 roku pojawiło się w internecie. To są tak ogromne ilości danych, że dzisiaj mało kto jest w stanie to sobie wyobrazić. Ciężko mówić, że jest to następstwo Content Marketingu, bo on jest jedynie jedną ze składowych. Myślę, że znacznie większy wpływ mają na to media, oraz pisanie postów na portalach takich, jak FB czy Twiiter.

Twórz content wysokie jakości, bo to się opłaci!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Każdy kto choć trochę zanurzył się w internetowym świecie słyszał o Yahoo! Nazwa portalu wywodzi się od okrzyku radości. Powstał w 1994 roku, czyli za czasów, których kolejne pokolenia internautów mogą nie pamiętać. Jak poznawałem internetową rzeczywistość, to zawsze pojawiały się trzy wielkie brandy: Yahoo!, Amazon i eBay. Potem oczywiście doszedł Google, ale to już dalsza historia. Amazon i eBay mają się doskonale. Szczególnie ten pierwszy. Jest wyceniany na kilkaset miliardów dolarów! Natomiast Yahoo! radziło sobie ostatnio nieco gorzej. To może się zmienić, ponieważ zostało przejęte przez ogromną sieć komórkową z USA Verizon.

Yahoo! To protoplasta Wirtualnej Polski i Onetu. To właśnie na podstawie amerykańskiego katalogu stron inspiracje mieli twórcy dwóch polskich gigantów. Trudno mówić o kompletny kopiowaniu, ponieważ początki to nie było coś spektakularnego. A później to się rozgrywało trochę, jak z konwencją wiadomości telewizyjnych niby wszyscy kopiują amerykańskie wzorce, ale jednak one również często są zaczerpnięte od innych. Dzisiaj sytuacja jest zgoła odmienna od wspomnianej pierwszej dekady lat 90tych. Przede wszystkim internet jest dostępny niemal dla każdego. Tam gdzie go jeszcze nie ma sięgnie niebawem z pewnością nonprofitowa formuła balonów czy dronów. Powstały już tysiące firm internetowych na całym świecie. Oczywiście większość z nich upadła. Yahoo jednak cały czas jest na rynku. Według danych dostępnych za ostatnie miesiące: odwiedza ten portal miliard użytkowników! Dla Verizona była to wartość nie do pogardzenia.

Jest jedna kwestia, którą warto w tym momencie dodać: Verizon kupił kilka miesięcy temu także AOL największego dostawcę internetu w USA. W związku z tym z pewnością będzie musiał czekać na zatwierdzenie kolejnego przejęcia przez amerykański urząd antymonopolowy. Fakt jest jednak taki, że na naszych oczach powstaje gigantyczna grupa, która będzie obsługiwać najbardziej rozwinięty kraj, pod kątem internetu, na świecie. Mając takie aktywa można zawalczyć o pozycję lidera związanego z internetem. Czy Verizon dobrze to wykorzysta? Z pewnością nie robi tego wszystkiego tylko po to, aby mieć ciekawy portfel marek. Myślę, że jest to znacznie większy plan, którego po kawałku będziemy poznawać przez kolejne lata!

Bardzo ciekawa wydaje się kwestia udziałów Yahoo w chińskim portalu Alibaba. Z tego, co zrozumiałem z doniesień prasowych: Verizon nie kupił tej części aktywów Yahoo! Myślę, że wartość tych akcji będzie stopniowo wzrastać, ponieważ na dzień dzisiejszy Alibaba jest dużo większą spółką niż samo Yahoo! Z pewnością znajdzie się chętny na te aktywa. A może odkupi je sam Jack Ma prezes Alibaba? Na miejscu Verizona nie rezygnowałbym z zakupu tych aktywów, ponieważ będą one coraz cenniejsze. Nie wiem tylko czy tak potężnej spółce potrzebne są aktywa inwestycyjne. Warto zauważyć, że przejęcie Yahoo! zapowiada się jako część większego planu. Pewnie głównie z tej perspektywy postrzegano ten krok.

Z doniesień prasowych można się dowiedzieć, że to koniec niezależności Yahoo. Pytanie tylko czy ma to jakieś większe znaczenie dla amerykańskich użytkowników. Możliwe, że Verizon pójdzie drogą, którą w Polsce podąża Zygmunt Solorz-Żak: zaczął on od telewizji, a dzisiaj jest właścicielem sieci komórkowej, oraz największą platformę cyfrową. Jego pomysł na pakiet SmartDom okazał się wielkim hitem. Jak wiele można osiągnąć na rynku amerykańskim gdy ma się sięć komórkową, portal internetowy i dostawce internetu? Moim zdaniem możliwości są nieograniczone!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Polski jednorożec 2016-04-21 19:43
 Oceń wpis
   

Polska jest krajem, w którym narodził się przemysł naftowy. Dzięki Ignacemu Łukasiewiczowi surowiec ten stał się niezwykle ważny. I choć dzisiaj wynalazca ten jest bardziej zapamiętany jako twórca lampy naftowej, to jednak geneza branży naftowej znajduje się w jego działaniach. Jak głoszą legendy: tacy ludzie jak Rockefeller przybywali do Polski aby jak najwięcej dowiedzieć się o tym rodzącym się przemyśle. Nie wiadomo czy Łukasiewicz miał pojęcie jak wielkie rzeczy zaczną się dziać gdy ta branża przeniesie się w XX wiek. Czym jest jednorożec? To firma, której wartość rynkowa przekroczyła miliard dolarów. Tak jak jakiś czas temu branża naftowa była miejscem gdzie powstawały największe fortuny, tak dzisiaj zaczyna podobnie być z internetem.

Łukasiewicz jest przykładem tego, jak ktoś podłapał polski pomysł i stał się niesamowicie bogaty. Naukowcy zachwycają się faktem, że Polak wymyślił wycieraczki samochodowe. Myślę, że na tej samej zasadzie ekonomiści powinni zachwycać się, że Polak stworzył jedną z najpotężniejszych branż w historii ludzkości. I mimo, że początkowo ropa naftowa służyła jedynie do lamp, to jednak w krótkim czasie okazała się paliwem dla pojazdów mechanicznych czy latających. Ropa naftowa stała się krwią współczesnej gospodarki, od której uzależniony jest każdy nawet najmniejszy jej element. Czy tym samym będzie internet? Czy internet staje się krwią gospodarki?

Może nie chciałbym iść w dalekie myśli o tym czym stanie się internet, ale jedno jest pewne: staje się on niczym prąd. I nie chodzi tu tylko o to, że za jakiś czas internet ma być dostarczany do domów przez gniazdka elektryczne. Chodzi bardziej o to, że prąd jest rzeczą oczywistą. Nie zastanawiamy się nad nim. Nie myślimy o tym, że fajnie iż mamy prąd. On po prostu w naszym życiu jest i jest to oczywista oczywistość. Internet stopniowo przenika do wszystkich dziedzin naszego życia. Kolejne urządzenia sprawiają, że internet jest w naszych kieszeniach, na naszych rękach, czy innych lokalizacjach, które nas otaczają. W miarę rozwoju technologii będzie się on pojawiał w branży motoryzacyjnej, czy zwykłym AGD. Jest to droga, którą dążymy. My, czyli świat jako całość.

Co jednak z polskim jednorożcem? Myślę, że on się pojawi. A właściwie: one się pojawią. Jak zauważył jeden znaczący inwestor na polskim rynku VC: z Polską jest taki problem, że nasz rynek jest za duży i możemy najpierw działać tylko w Polsce. Nie musimy od razu uderzać na świat. Gdy patrzymy na kraje bałtyckie takie jak Estonia, gdzie narodził się Skype, to rynek ten był za mały aby się tylko na nim skupić. Z jednej strony jest to wada, ale z drugiej można to wykorzystać jako atut. W pewnym szalonym podejściu można dojść do wniosku, że Polska to świetny poligon testowy. Jeśli uda się stworzyć coś fajnego, co zaangażuje Polaków, to dlaczego by nie uderzyć z tym na świat? Jest to często oczywiście pobożne życzenie, ale Polacy są w stanie zrobić coś więcej niż tylko skopiować amerykańskie pomysły. Wielokrotnie zachwycałem się Fotka.pl, która w swoim podejściu jest jedyna w swoim rodzaju. Jak przyznaje sam Rafał Agnieszczak: jest ona pozycjonowana na coś w stylu dyskoteki, gdzie poznaje się ludzi. Natomiast Facebook to spotykanie ludzi, których już znasz z reala.

Czy Fotka miałaby potencjał stać się polskim jednorożcem? Już dziś wyceniana jest na grube miliony, ale brakuje działania w kierunku podboju świata. Być może Rafał Agnieszczak i jego zespół szukają jakiegoś nowego pomysłu, dzięki któremu ten świat zdobędą. Ja trzymam mocno kciuki! Brakuje nam, Polakom, globalnych sukcesów. Jesteśmy dobrzy na swoim rynku. Potrafimy tworzyć ciekawe pomysły (nawet jeśli podstawa jest stricte skopiowana ze świata), ale brakuje nam walki o światowe rynki. Chyba jednak jest trochę prawdy w tym, że nasz rynek jest za duży.

Polska ma najlepszych programistów na świecie. Polscy naukowcy to najtęższe umysły naszych czasów. Mamy jednak problemy z komercjalizacją. Jest pewien beton na linii nauka biznes. I w tej kwestii jest jeszcze sporo do zrobienia. Myślę, że takich wynalazków jak grafen (o ogromnym potencjale komercyjnym) będzie coraz więcej i naukowcy będą mogli zarabiać gigantyczne pieniądze. Są dwie drogi, które widzę dla polskich jednorożców: nauka i aplikacje internetowe. Jeśli chodzi o tę pierwszą to gdy uda nam się zacieśnić współpracę między biznesem a naukowcami, to myślę, że czeka nas w tym kontekście wiele jednorożców. Niestety nie jest to szybka droga. Z jednej strony beton do zniszczenia, a z drugiej same projekty naukowe (badania itd.) muszą trwać. Drugą drogą są aplikacje, które nie wymagają wielkich funduszy i lat badań. Może się skrzyknąć kilku studentów i wymyślić coś ciekawego. Tak naprawdę pomysły już w Polsce są i to coraz lepsze. Zostaje jednak kwestia egzekucji, czyli jak najlepszego wykonania tych pomysłów i doprowadzenia do korzystnej monetyzacji.

Bardzo wierzę w to, że za jakiś czas na polskiej polanie biznesu będzie się pasło całe stado jednorożców. Jest to naprawdę możliwe! Wystarczy większe skupienie na egzekucji. Polacy są pomysłowi i stać ich na więcej niż kopiowanie amerykańskich pomysłów. Udowodnijmy to!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

O ile z rozmaitymi modami bywa różnie, o tyle te tytułową w stu procentach popieram. Wiadomo moda przemija, ale styl pozostaje wieczny. Czy tyczy się to tylko ubrań? Myślę, że nie! Tak, jak kiedyś modne były tłuste hamburgery z fast-foodów, czy dość obciachowe, w dzisiejszym mniemaniu, ubrania, tak teraz można stwierdzić że sytuacja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Jak to właściwie wygląda?

Co jakiś czas w popularnych magazynach biznesowych pojawia się zaprezentowanie zjawiska rozwoju rynku, który ja bardzo ogólnie nazwałem zdrowym stylem życia. Czym jest owy rynek zdrowego stylu życia? Siłownie, kluby fitness, oraz wszystkie inne okołosportowe usługi, to pierwszy przykład z brzegu. Zamiast siedzieć w domu przed telewizorem jedząc chipsy Polacy coraz częściej wybierają się do takich miejsc. I to bardzo dobrze o nich świadczy! Moda na kanapowca jakby przemijała, a rodzi się w jej miejsce moda na bycie osobą aktywną fizycznie.

Z drugiej strony bardzo rozwija się rynek produktów, które kupujemy. Szczególnie spożywczych i suplementów diety. Co do samej diety również się przykładamy. Jest ona dużo bardziej wartościowa i przemyślana. Sama zmiana chleba, który jemy może mieć dla naszego zdrowia ogromny wpływ. A takich sztuczek jest znacznie więcej! Wszelkich zasad zdrowego żywienia jest dość sporo. Chociaż w gruncie rzeczy każdy z nas w miarę dokładnie wie, co warto jeść, a co powinno się omijać.

Sport i dieta to dwa elementy, które dotknęły nie tylko osób odchudzających się. Tak, jak ostatnio był tłusty czwartek i wiele osób zajadało się pączkami, tak na co dzień wiele z tych osób żyje według bardziej określonych reguł. Wiadomo, że najważniejszym elementem tego wszystkiego może być dłuższe życie. Zdrowe serce, czy inne organy jednak aż tak mocno nie przemawiają do osób, które idą na opisaną w tym felietonie ścieżkę. Co tak naprawdę przemawia? Oczywiście chudnięcie lub rzeźbienie ciała. Choć można odczuć, że Polacy po prostu zaczynają lubić zdrowy tryb życia. Wiele osób nie robi tego dla konkretnych efektów tylko po to aby dobrze się czuć. A oto z pewnością powinno chodzić najbardziej! Nie można dać się zwariować z idealną wagą, czy super wyrzeźbieniem ciała! Jak przyznaje większość diet: i tak będziesz oszukiwać. Ważne aby nie robić tego w nadmiarze.

Gdzie w tym wszystkim biznes? Opisani przeze mnie ludzie (zarówno kobiety, jak i mężczyźni) są idealną grupą konsumentów. Na swoje nowe nawyki są w stanie wydawać ciężkie pieniądze. I choć niektóre rzeczy wydają się być umownie zdrowe (mam na przykład wątpliwość co do napojów przypominających colę, ale mówiących nam, że dają witaminy), to jednak dobre nawyki już się tworzą i mogą z nami zostać na długo. A razem z tym trendem pojawia się cały rynek usług, które do tej pory nie musiały być tak pożądane.

Mam z tym do czynienia również na Facebooku w postaci chociażby trenerek personalnych, które zakładają swoje Fanpage i promują zdrowy styl życia. A razem z nim promują swoje usługi i produkty. Dwa najgłośniejsze przykłady to oczywiście Ewa Chodakowska i Anna Lewandowska. Ta druga wydaje się być bardziej restrykcyjna. Dopóki jednak to wszystko służy dobrym rzeczą, to ja się pod tym podpisuję obiema rękami. A że wzrośnie również sprzedaż książek lub warsztatów? W niczym mi to nie przeszkadza!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Lidl jest jednym z największych dyskontów na świecie. Króluje on także w naszym kraju. Czym się wyróżnia na tle konkurencji? Doskonałym marketingiem! I tak stoimy przed kolejną akcją promocyjną. Czy Lidl pobije wszystkie rekordy?

2 miliony nakładu... Mniej więcej tyle ile łącznie sprzedano wszystkich części Harryego Pottera w Polsce! Dokładnie tyle ma wynieść najnowsze wydawnictwo Lidla, które zostało napisane przez Dorotę Wellman i Karola Okrasę. Jak przystało oczywiście na tradycje Lidla: będzie to książka z przepisami. Czy zapowiada się niekwestionowany hit?

Ludzie od marketingu niemieckiego dyskontu, to bardzo wytrawni gracze. Aby napędzić sprzedaż przed świętami wymyślili świetny sposób na promocję. I tak za każde zakupy powyżej pięćdziesięciu złotych klienci otrzymają naklejkę. Gdy zbierze się 6 naklejek to otrzymuje się książkę z przepisami. Jak nakazuje policzyć szybka matematyka: dwa miliony książek mogą nakręcić przychody na poziomie 600 milionów złotych! Ta niebagatelna suma z pewnością doskonale będzie wyglądać w bilansie dyskontu.

Pomysł nie jest nowy, ponieważ Lidl robi tak już od kilku lat. I jak dotąd doskonale się to sprawdzało. Nowy jest natomiast nakład! Jak zauważają eksperci: średni nakład w Polsce to 4.000 egzemplarzy. Dość skromnie! Tutaj mówimy o 2 milionach! Oczywiście zmienia się sposób dystrybucji. Myślę, że gdyby książka była dostępna w tradycyjnych sposobach dystrybucji, to nigdy w takim nakładzie by się nie sprzedała. Tutaj jest tak naprawdę nośnikiem reklamy dość ciekawie zorganizowanego systemu punktowego.

Słyszałem już o programie lojalnościowym, którego jedyną nagrodą był certyfikat, że wzięło się udział w zasadzeniu drzewa. Lidl idzie trochę w innym kierunku. Nie formalizuje on sposobu dołączenia do swego rodzaju klubu. Jest to takie działanie celowe. Celem jest zebranie określonej liczby odznak, aby otrzymać nagrodę. Sama nagroda nie jest kolejnym czajnikiem za 10.000 punktów. Tutaj mamy coś, co buduje świadomość marki, oraz jest samo w sobie nośnikiem reklamy. Z pewnością spece od marketingu z Lidla już doskonale wiedzą, że do takiej książki zagląda się dość często, a dobre wrażenia i odczucia są odtwarzane ciągle na nowo. Być może Lidl powinien iść w program lojalnościowy jednak jak pokazują badania nie jest to aż takie skuteczne, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.

Wiadomo, że wśród dyskontów w Polsce rządzi Biedronka. Ma ona największą ilość sklepów, oraz jest wyceniana nawet na 26 miliardów złotych. W swojej kategorii jest najlepsza! Można jednak odnieść wrażenie, że Lidl idzie w nieco bardziej dystyngowaną grupę klientów ze swoim komunikatem marketingowym. Jakie są reklamy Biedronki każdy wie, ale ponieważ ten koncept działa, to nie ma co tutaj za bardzo komentować. Natomiast Lidl jest jakby bardziej premium. I wygląda na to, że za konsekwentną komunikację marketingową teraz będzie zbierał plony.

Osobiście bardzo lubię komunikację marketingową Lidla i jej styl. Wszystko jest robione jakoby z klasą i perfekcją. Czy to się opłaca? Lidl urósł do rangi jednego z liderów na rynku dyskontów. I choć mało osób wie jak właściwie teraz wygląda jego założyciel, to jednak każdy wie jak wygląda Lidl. Każdy również choć raz widział styl reklam jakie są nam serwowane w mediach. To może się podobać, lub nie, ale widać, że ludzie za tym idą. Za jakiś czas przekonamy się czy 2 miliony książek znalazło swoich odbiorców :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

I choć sam zaczynałem od Windowsa 98, to jednak Windows 95 był tym, który nadał znamiona wielkości firmie Microsoft. Po kilkunastu latach wciąż nie ustawały zarzuty, że Microsoft stał się monopolistą. A sam Bill Gates (jeden z twórców firmy) stał się najbogatszym człowiekiem na świecie. Samo przedsiębiorstwo było w pewnym momencie wyceniane na 613 miliardów dolarów! Czy Windows 95 był aż tak istotny na tej drodze?

I chociaż współczesnemu Microsoftowi można zarzucić to, że nieco przespał erę mobile, to jednak przed dwudziestoma laty był on prawdziwym informatycznym królem! Dzięki połączeniu MS- Dos z Windowsem można było osiągnąć doświadczanie przyjaznego systemu. Sam patent na myszkę czy okienka, Bill Gates zawdzięcza firmie Xerox. Pierwszym człowiekiem, który skopiował jej pomysły był ś.p. Steve Jobs, który wprowadził nową generację domowych komputerów z graficznym interfejsem. Jak przyznawał sam Bill Gates nie można było powiedzieć, że okradł on z pomysłów Apple. Tak, jak zarzucał mu Jobs. Gates użył porównania o wspólnym sąsiedzie, któremu Jobs zabrał telewizor, a Gates wieżę stereo. Jednak pierwsze innowacje okienkowe i myszkowe zawdzięczamy firmie Xerox.

Kiedyś już pisałem o tak zwanych systemach otwartych i zamkniętych. Apple jest przykładem systemu zamkniętego, ponieważ produkuje system operacyjny, oprogramowanie i sprzęt. Natomiast Bill Gates od początku pragnął wbić się w format IBM PC, w którym niemal każdy element układanki jest od innego producenta. To klasyczny system otwarty. Jobs krótko przed śmiercią przyznał, że system otwarty czasem się sprawdza. Problemem jest tak zwane doświadczenie całościowe. Czyli to w jaki sposób ostateczny użytkownik doświadcza emocji korzystając z produktu jako całości. Windows nigdy nie będzie miał wpływu na doświadczenia całościowe. Co ciekawe nawet Apple nie ma już pełnej kontroli. Za sprawą App Store, któremu Jobs na początku był przeciwny.

Windows to kawał historii informatyki. Ten z wersją 95 był tak naprawdę ciszą przed burzą. To Windows 98 stał się jednym z największych hitów. Pamiętam dowcip na temat Billa Gatesa, który mówił, że miliony ludzi go okradają, a on i tak jest najbogatszy na świecie. Dzisiaj jest to lepiej obmyślone chociażby dzięki licencji OEM, która może być udostępniana tylko z zakupionym sprzętem. Ciężko powiedzieć jak historia potoczy się dalej, bo swój żywot niedawno rozpoczął Windows 10.

Standard IBM PC i rozprzestrzenienie się z prędkością światła Windowsa sprawiło, że komputery stały się naprawdę osobiste. Często w ramach przedmiotów z marketingu mówi się o misji i wizji. Bill Gates nie chciał zarobić miliarda dolarów i być cool. Krążą legendy, że jego celem było to, aby w każdym domu był komputer. I to jest prawdziwy, wielki i motywujący cel!

Dzisiaj komputery są coraz mniejsze i mieszczą się w ręce, a nawet na nadgarstku. To jest jednak efektem tego, czego dokonał Microsoft. Sprawił, że komputer stał się osobisty. I mimo że Microsoftowi wiele się zarzuca (zaczynając od praktyk monopolistycznych), to naprawdę nie można go ignorować. Przez lata zbudował on swoją pozycję, która sprawia, że jest jedną z najbardziej liczących się firm na świecie. I mimo że jest teraz tańszy od Apple, to jednak pamiętajmy, że ekipa z Redmond nie wypowiedziała ostatniego słowa! Nowy CEO, nowy wymiar Windowsa, urządzenia mobilne, czy konsole do gier. To wszystko sprawi, że będzie głośno o wielkim Microsofcie.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
8 lat wielkiego iPhonea! 2015-07-06 23:12
 Oceń wpis
   

Kilka dni temu stuknęła ósma rocznica urządzenia, które przewróciło świat do góry nogami. Jak sam Steve Jobs przyznał w dniu premier, to urządzenie, które łączy w sobie trzy inne: telefon, odtwarzacz muzyki i przeglądarkę internetu. Postanowiłem napisać felieton o tym, jak wymyślono koło na nowo.

8 lat temu ludzie z Apple zaczęli sobie świetnie zdawać sprawę z tego, że ich cudowne dziecko iPod otrzyma nową konkurencję. Tą konkurencją będą telefony komórkowe. Aby nie dać się zwieść rzeczywistości Apple postanowiło stworzyć swoją wersję. I tak powstały pracę nad telefonem, który będzie następną generacją tego, co oferuje iPod. Mało osób zdaję sobie sprawę, że ludzie Stevea Jobsa prowadzili dwa równoległe projekty w tym temacie.

Pierwszy projekt szedł po niewielkiej linii oporu. Miał on być po prostu udoskonalonym iPodem. Nawet przyciski układające się wkoło miały się na nim znaleźć. Gdzieś w laboratoriach Apple pracowano nad tym, co dzisiaj nazywamy tabletem. I tu zrodziła się alternatywna idee stworzenia telefonu: aparat dotykowy. I choć wcześniej spotykano się już z takimi interfejsami chociażby w palmtopach, to jednak nikt na dużą skalę nie stworzył urządzenia, które obsługiwano palcami. Gdy zestawiono ze sobą oba pomysł na nowej generacji telefon, to zdecydowanie wygrał ten dotykowy.

Proces produkcji nie był błahostką, Jak przyznają świadkowie: Jobs w ostatniej chwili wycofał z produkcji urządzenie, bo nie było tym czego oczekiwał. I tak poświęcono mu kolejne kilka miesięcy. Jednak w końcu postawił na swoim i po tym czasie okazało się, że Apple stworzyło legendę.

Trzeba przyznać, że od początku iPhone był czymś z segmentu premium. Nigdy nawet nie starał się być dostępnym dla wszystkich. Aczkolwiek ilość sprzedanych egzemplarzy świadczy o tym, że masy pokochały ten telefon dla wyższych sfer. Jakby nie patrzeć ponad 720 milionów iPhonów znalazło swoich odbiorców na całym świecie.

Gdy czytałem biografię Jobsa, to doszedłem do wniosku, że był to wizjoner, który patrzył dużo dalej niż na zysk firmy. Być może dlatego teraz po jego śmierci firma jest warta ponad 700 miliardów dolarów. Jego wizjonerstwo objawiało się między innymi tym, ze chciał on, żeby dzieciak z dowolnej części świata był w stanie obsłużyć iPhona, patrząc przede wszystkim na ikonki.

Dzisiaj mamy już szóstą generację tego słynnego urządzenia. Nowością okazało się wprowadzenie wersji iPhone 6 Plus. Tak jak poprzednie telefony były smartfonami, tak tutaj mamy do czynienia jakoby z nowym typem urządzenia nazwanym phabletem. Jest to rozwiązanie pośrednie między smartfonem i tabletem. Znając giganta z Cupertino z pewnością odniesie on wielki sukces.

W dzisiejszym świecie brakuje odwagi, która kierowała Jobsem, gdy wprowadzał na rynek pierwszą generację iPhonea. Każdemu twórcy, który chcę zawojować świat swoim produktem z całego serca życzę, aby nauczył się myśleć inaczej i miał tę odwagę. To wizjonerzy pchają nasz świat do przodu. To oni sprawiają, że życie staje się łatwiejsze. iPhone był rewolucją w chwili premiery. Dzisiaj smartfony to standard! Jednak świat zmienia się cały czas! Dlatego my również go zmieniajmy!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 

Słynna sprzedaż Whatsappa za 18 miliardów dolarów nieco przypamina transakcję sprzedania Filmastera. Kwota, o której się mówi to milion euro. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo! Ale widać analogię do wspomnianego komunikatora twórcy Filmaster otrzymali również akcje Samba TV. A dotychczasowy CEO zajął stanowisko Head of European Operations w Samba TV.

Specjaliści mówią, że historia Filmstera jest niemal tak burzliwa, jak historia polskiego internetu. Portal powstał w 2009 roku jako serwis do rekomendacji filmów. Z czasem przeistoczył się w aplikacje w modelu Software as a Service (Oprogramowanie jako usługa), która oferuje swój produkt zewnętrznym serwisom. To oczywiście zmieniło model biznesowy, co jak widać wyszło Filmasterowi na dobre.

Mając tak fajny projekt zawsze ma się ten dylemat: czy jest sens go sprzedawać. Tutaj wielki autorytetem może być Rafał Agnieszczak (twórca Fotki czy Świstaka). On stwierdza, że skoro ma firmę, która przynosi mu kilka milionów rocznie to po co ją sprzedawać? Na giełdę nie chce wchodzić, bo jak twierdzi nie lubi się spowiadać. Oczywiście rozważa taką opcję, ale w takim wypadku byłby ktoś inny za sterami. To samo tyczy się brania kredytów. Jeśli firma świetnie funkcjonuje, to nie ma sensu ją zarzynać kapitałem obcym. Oczywiście taki kapitał ma swoje plus, jak chociażby tarcza podatkowa. Jednak jeśli firma sobie świetnie radzi ma atrakcyjne przychody i dochody, to trudno nie zgodzić się z Agnieszczakiem.

Właściciele Filmastera zdecydowali jednak inaczej. Na swoją działalność otrzymali wcześniej pieniądze z dotacji i od dwóch inwestorów. Więc jak można zobaczyć jest to firma z doświadczeniem przy etapach finansowania. Z jednej strony dotacja unijna, z drugiej prywatny inwestor. Musi to być również wielki dzień dla inwestora, gdy może ona spożytkować zainwestowane pieniądze. I nawet jeśli nie otrzymano miliona euro, to i tak pewnie są to niemałe pieniądze.

Ważna informacja, choć niesprecyzowana, dotyczy otrzymania przez twórców nie tylko gotówki, ale również akcji Samba TV. To oznacza, że Borys Musielak z wielką przyjemnością obejmie lukratywne stanowisko. A rozwój jego projektu będzie oznaczał rozwój całej grupy. Jest to coraz częściej spotykane rozwiązanie na rynku przejęć. W bardzo podobny sposób postępuje Facebook. Tak było chociażby z wymienianym przeze mnie Whatsappem. Myślę, że jest to bardzo skuteczne i sensowne rozwiązanie. Dlatego dalszy udział twórców projektu w jego rozwoju ma sens. A wzrost wartości całej grupy wpływa na wycenę otrzymanych akcji.

Borys Musielak jest również znany z założenia Reaktora. Jest to biuro co-workingowe w Warszawie, które zasłynęło z organizacji ciekawych imprez (jak na przykład Open Reaktor). Z pewnością teraz zrobi się o nim głośno. Otrzyma świetnie stanowisko w międzynarodowej firmie. Dzięki swoim udziałom będzie zmotywowany do rozwoju tego, czym będzie się zajmował.

Kolejny sukces Polaków! Nieczęsto zdarza się, że zagraniczny koncern kupuje całą polską firmę. No może jedynie z ostatnich wydarzeń można wspomnieć o zakupieniu TVN. Jest to jednak zupełnie inna skala działalności - w grę wchodziła giełda i ogromne pieniądze. Mimo różnicy w skali - Filmaster imponuje nam niemal, jak TVN. Życzę dalszych sukcesów!

Pozdrawiam!

Paweł F.Kowalski

 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi