napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Jest zjawisko, o którym bardzo dużo się mówi, ale mało kto ma pomysł jak podejść do rozwiązania tej kwestii. Chodzi oczywiście o postęp technologiczny, który sprawia, że wiele zawodów staje się niepotrzebnych. Temu tematowi zostanie poświęcony ten felieton.

Nawet nie wiem czy jest to problem bardziej społeczny, socjologiczny, ekonomiczny, czy technologiczny. Wydaję mi się, że dotyka on wszystkiego po trochu. Najlepiej przytoczyć tutaj przykład z boskiego filmu Tima Burtona Charlie i fabryka czekolady. Ojciec głównego bohatera całe życie pracował w fabryce past do zębów i nakręcał nakrętkę od pasty do zębów na tubkę. W momencie kiedy pojawiła się maszyna, która to robi szybciej i wydajniej, to jego praca stała się bez sensu. Na szczęście po krótkiej pracy maszyny okazało się, że potrzebny jest do niej serwisant i to była jego nowa praca.

Maszyny, komputery, sztuczna inteligencja być może są zagrożeniem dla rynku pracy i sprawią, że w ciągu 20-25 lat ponad 50% zawodów stanie się niepotrzebnych, ale pamiętajmy, że działają one w służbie człowiekowi i dzięki nim życie ma być łatwiejsze i przyjemniejsze. Pewien ekonomista powiedział kiedyś, że standard życia osoby ubogiej w naszych czasach jest o niebo lepszy niż standard życia króla w średniowieczu. Postęp medycyny, technologii i edukacji robi ogromne wrażenie. Teraz czeka nas kolejny krok, w którym maszyny wprowadzą rewolucję w naszym życiu.

Bezrobocie technologiczne lub strukturalne, jak często nazywane jest to zjawisko, wynika z tego, że w erze agrarnej całość ludzkich działań skupiała się wokół rolnictwa. W erze industrialnej wszystko opierało się na produkcji i fabrykach. Około ery informacyjnej ludzie zaczęli się przenosić do usług. Jak mówią eksperci w rozwiniętych krajach usługi stanowią ponad 90% gospodarki. Problem rodzi się teraz gdy usługi zaczynają być powoli zastępowane przez technologię. Najprostszy przykład to pani w okienku pocztowym i paczkomat. W momencie kiedy dojdziemy do wniosku, że paczkomat przynajmniej tak samo dobrze działa, jak wymieniona pani, to jej praca okaże się bez sensu. Problem polega na tym, że nie ma już sektora, do którego można migrować, ponieważ dzieli się on przede wszystkim na: rolnictwo, przemysł i usługi.

Zauważyli to doradcy prezydenta Trumpa i w kampanii wyborczej często był poruszany temat tzw. Pasa Rdzy. Od Detroit w dół znajdują się dziesiątki fabryk, które są niewykorzystywane. Powód jest prozaiczny: produkcję przeniesiono do Chin. Oznacza to oczywiście, że administracja USA chciałaby dokonać reindustrializacji i wykorzystać dostępne zasoby. Pytanie tylko czy nie będzie problemem postęp technologiczny, który sprawi, że te zreindustralizowane obszary, w których tysiące ludzi znajdą pracę będą zastąpione maszynami.

Według niektórych ekonomistów pewnym rozwiązaniem mógłby być dochód podstawowy zapewniony przez państwo. Założenie jest takie, że właściciele środków produkcji i technicznych rozwiązań branży usługowej będą płacić większe podatki, a państwo z tych podatków gwarantować będzie swoim obywatelom pieniądze za to, że są obywatelami tego kraju. Oczywiście pieniądze te nie uczynią z ludzi milionerów, ale z pewnością pozwolą przeżyć w świecie, gdzie ich zawód jest już niepotrzebny. Z moich obserwacji wynika jednak zjawisko nazywane w psychologii postawą roszczeniową. Jest to często spotykane w patologicznych rodzinach, które żyją z zasiłków. Na początku taki zasiłek jest fajnym bonusem od życia, ale potem się on już należy. I w momencie, gdy to się należy, to ciężko może być dyskutować z taką osobą. Nie wiem dokładnie jak zadziałałby w tym wypadku dochód podstawowy. Obawiam się, że choć minimalnie mogłoby mieć miejsce tutaj takie zjawisko.

Nadzieją dla naszego pokolenia jest to, aby nauczyć się jak się uczyć. Często mówi się, że szkoła, którą mamy serwuje nam mnóstwo bezwartościowej wiedzy. Nie da się tego ukryć, ale ma to wszystko jeden bardzo wielki plus: uczymy się uczyć. Jeśli mam być szczery to jest to najważniejsza umiejętność w dzisiejszych czasach. Nawet jeśli nasz aktualny zawód przestanie mieć rację bytu z powodu rozwoju technologicznego, to jesteśmy w stanie nauczyć się czegoś nowego. Z mojego podwórka, to warto powiedzieć o kursach i szkołach programowania. Gdy ja uczyłem się programować, to nie było tak dużo takich instytucji. Dzisiaj nie trzeba iść na studia informatyczne, aby nauczyć się programować. Oczywiście nikt nie zagwarantuje nam, że w ciągu 25-30 lat sztuczna inteligencja rozwinie się tak mocno, że i ten zawód będzie niepotrzebny. Nie liczmy na dochód podstawowy! Nauczmy się uczyć, bo żyjemy w czasach, w których trzeba się uczyć całe życie!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

eSport to najprościej rzecz ujmując stworzenie zawodów sportowych wokół gier komputerowych. Niektórych może to oburzyć: jak można porównywać tradycyjny sport z tym elektronicznym? To jednak dzieje się na naszych oczach i rodzą się zupełnie nowe profesje wśród sportowców.

Pokolenie naszych dziadków miało jasno zdefiniowany pogląd na zawody sportowe. Trzeba było się nabiegać, napocić. Ruch był dla nich oczywistością. Dzisiaj rodzi się nowy zawód: Gracz. Do pewnego momentu wydawało mi się, że to jeszcze pieśń przyszłości. Jednak w zawodach tych chodzi o ogromne pieniądze, a jak powiedział mi znajomy: w jednych z ostatnich zawodów najlepszy gracz turnieju dostał Mercedesa za 300.000 złotych.

Polska może się poszczycić bardzo dobrymi graczami, którzy startują w najważniejszych zawodach. Wszystko rozbija się oczywiście o sponsorów. Jeśli ktoś chce sponsorować graczy lub wydarzenie, to znaczy, że jest to popularne i jeszcze na tym zyska. A tego typu zawody są niezwykle popularne. Z jednej strony jest widownia w miejscu gdzie odbywają się zawody, która na wielkich telebimach ogląda całą rozgrywkę, a z drugiej strony są tysiące ludzi w internecie, którzy oglądają zawody na takich portalach jak Twitch.

Może się wydawać, że to się dopiero zaczyna i może jeszcze nie okażę się tak popularne tak, jak tutaj się zachwycam. Prawda jest jednak taka, że o ile w Polsce stało się to już dość mocno popularne, o tyle na przykład w Korei niektóre gry stały się sportami narodowymi. Są nawet starania o przyjęcie konkretnych gier na poczet dyscyplin olimpijskich. Kiedyś takie starania mogłyby się okazać nie do pomyślenia. Z drugiej jednak strony skoro pojawiają się na Olimpiadzie takie dyscypliny jak dart (rzutki), to czemu gry komputerowe nie miałyby z tych samych praw korzystać? :)

Pragnę odrzucić ideę, że jest to chwilowa moda. To trwa już naprawdę długo i będzie się rozwija. Pamiętam czasy, w których posiadanie komputera w domu było luksusem, lub przynajmniej czymś nie tak oczywistym, jak dzisiaj. Wtedy młodzi ludzi stawali się pokoleniem gier komputerowych. Tego typu aplikacje były wielką fascynacją milionów młodych Polaków. Potem przyszła kolejna generacja dzieciaków, dla których posiadanie komputera było bardziej oczywiste. Pojawiły się w szkołach lekcje informatyki lub technologii informacyjnej. I tak coraz więcej dzieci miało coraz częstszy kontakt z komputerem. I to właśnie te dwie generacje są dzisiaj świetnymi graczami, którzy reprezentują nasz kraj na międzynarodowych zawodach. Dla moich rodziców nie jest to tak oczywiste, bo w ich dzieciństwie komputera po prostu nie było.

Gry komputerowe to już nie jest w oczach rodziców i pedagogów pusta rozrywka, która zabiera tylko czas. Gry te pozwalają się bardzo rozwijać w wielu dziedzinach. Wcześniej nie zwracano na to aż tak dużej uwagi, ale zrobiono badania naukowe, które dla niektórych mogą okazać się zaskakujące. Są gry strategiczne, które pozwalają podejmować wielopoziomowe decyzje. Bardzo ważnym ich elementem jest tak zwany multi-tasking, czyli zarządzanie wieloma zadaniami na raz. Szybkie podejmowanie decyzji i zarządzanie procesami może okazać się niezbędne nie tylko na kierowniczym stanowisku.

Jestem zafascynowany zjawiskiem eSportu. Jestem ciekaw jak rozwój technologii wpłynie na tę dziedzinę. Czy nastąpi totalna rewolucja, której jeszcze nie jesteśmy świadomi? Któż to wie :). Ja szczególnie upodobałem sobie serie gier Tony Hawks Pro Skater, w której z jazdy na deskorolce stworzono rozgrywkę zręcznościową. Robiłem nawet z kolegami oficjalną stronę tej serii gier. No ale to już bardzo odległe czasy. Dzisiaj esportowiec może się okazać bardzo intratnym zawodem. Zupełnie jak youtuber :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Cenne domeny 2017-10-29 17:36
 Oceń wpis
   

Dzisiejszy felieton chciałbym poświęcić tematyce domen internetowych. Mogą one stać się inwestycją i aktywem, na którym można zarobić miliony.

Domena internetowa jest sposobem na rozpoznanie położenia witryny internetowej. Domyślnie kryje się ona pod adresem IP, który byłoby bardzo trudno zapamiętać. Pomysł jest genialny w swej prostocie. Zamiast zapamiętywać ciąg cyfr i kropek, to zapamiętujemy domenę, która najczęściej jest związana z marką firmy.

Problem polega na tym, że najbardziej pożądane domeny, to te z subdomeną najwyższej generacji .com . Tutaj jednak są miliony poszukiwaczy, którzy rejestrują wszystkie domeny, które wydają się im chociaż minimalnie atrakcyjne :). I tak powstał właśnie rynek domen, na którym handluje się tego typu własnością tak, jakby był to niesamowicie cenny produkt. I w rzeczywistości tak jest.

W czasach, gdy internet raczkował, to nie było czegoś takiego jak wyszukiwarki. Wtedy logicznym rozwiązaniem było wpisywać tak zwane domeny generyczne, czyli np. ksiegarnia.pl . Internet dorósł i pojawiły się wyszukiwarki. Mimo to nadal element generyczności jest pożądany, ponieważ jest to jedna z tych rzeczy, która wpływa na pozycję w wynikach wyszukiwania. Jednak najlepsze domeny generyczne są dawno zajęte i nie ma co o nich marzyć. No chyba, żeby pomyśleć o nowych domenach najwyższego rzędu

Jest to ciekawe zjawisko, które jeszcze nie wywołało takiej rewolucji, jak może to zrobić w ciągu kilku lat. Zamiast domeny com możesz na przykład zarejestrować domeny: www.mojadomena.pizza czy www.mojadomena.house . Jest kilkaset takich domen i można w nich spokojnie przebierać. Nie zdobyły one jeszcze takiej popularności, jak zakładali ich twórcy. Trzeba jednak przyznać, że mają one ogromny potencjał. Otworzenie możliwości tworzenia domen najwyższego rzędu, dało także ogromne możliwości największym marką. Można zdobyć domenę najwyższego rzędu np. .adidas . I to jest właściwy kierunek rozwoju internetu :).

Domeny stały się potężną inwestycją, na której da się zarobić. Pytanie tylko czy lepiej trzymać domenę jak najdłużej i czekać aż pojawi się chętny, czy od razu zażądać określonej kwoty i wystawić ją na jedną z giełd domen. Myślę, że wszystko zależy od tego jak bardzo cenna może się okazać domena dla kogoś, kto chce ją kupić. Raczej nie ma co liczyć, że zarejestrujemy domenę znanej firmy i zażądamy od niej milionów. Jest jeszcze kwestia praw autorskich do nazwy i na drodze sądowej taka firma może spokojnie z nami wygrać.

Domeny to aktywa. Może się wydawać, że w elektronicznym świecie trudno o solidne aktywa, ale zasada jest taka, że dana domena może istnieć tylko jeden raz. Co sprawia, że jest to wartość unikalna. Podobnie jest z bitcoinami, które nabierają swojej wartości, dzięki temu, że nie można ich skopiować. Wielkie firmy z Doliny Krzemowej i nie tylko są w stanie wykładać coraz większe pieniądze za domeny typu fb.com , m.me . Nie wiedzą po tak naprawdę ta wartość może się przydać.

Jedno co mnie denerwuje to ilość zarejestrowanych domen com :). Trzeba naprawdę długo się naszukać, aby znaleźć interesującą domenę. Najczęściej będzie to oczywiście nazwa własna, która może jedynie się kojarzyć z tematyką strony. Ale z pewnością jest to wyzwanie dla kreatywności :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Ugryź franchising 2017-10-18 21:18
 Oceń wpis
   

Jeden z bardzo popularnych niegdyś autorów książek około-ekonomicznych powiedział, że to nie produkt jest najważniejszy, tylko system biznesu. A co gdy z tym drugim mamy problem?

Franchising lub po polsku franczyza, to sposób na prowadzenie biznesu wywodzący się jeszcze z XX wieku. Nie wiem, jak to wygląda globalnie, ale wydaje mi się, że największym franczyzodawcą jest na dzień dzisiejszy sieć restauracji McDonalds. I na tym przykładzie najlepiej można omówić fenomen franczyzy. Musisz mieć firmę, która kupuje od franczyzodawcy licencję na określoną lokalizację. Ja mieszkam w mieście do 100.000, więc jest tu jedna restauracja McDonalds. Myślę, że warunki licencji gwarantują na takim obszarze wyłączność.

Sama licencja gwarantuje przeszkolenie, czy dostarczenie wszystkich niezbędnych elementów wystroju, czy uniformów dla pracowników. Wiąże się to również z prawem do korzystania z marki (w ramach ustaleń umowy). Dość istotne jest dostarczenie produktów lub półproduktów. Jeśli chodzi o sklep w tym systemie, to franczyzodawca pełni rolę jedynego hurtownika. Natomiast w przypadku restauracji, również franczyzodawca dostarcza półprodukty, oraz bardzo dokładnie szkoli pracowników, w jaki sposób je przygotowywać. Co do tego ostatniego, to Ray Kroc, założyciel McDonalds słynął z obsesyjnej standaryzacji. Wymiar, wygląd i smak produktów musiał być dokładnie taki sam na całym świecie. To nie podlegało żadnej dyskusji :).

Franczyza jest dobrą drogą, dla kogoś kto marzy o własnym biznesie, ale nie czuje się wielkim wizjonerem, który stworzy własną markę i system biznesu. W takiej sytuacji warto podłączyć się do gotowego systemu i rozwijać coś, co zapoczątkował ktoś inny. Standaryzacja z poprzedniego akapitu jest bardzo ważna i szczególnie było to widać w filmie Founder o Ray Krocu i braciach McDonald. Sam aspekt zostawienia na lodzie braci chciałbym pominąć. Jednak te sceny, w których kolejne restauracje spod logo złotych łuków wprowadzały dodatkowy asortyment, pokazywały, że psuło to markę. Więc jeśli chcesz iść w tego typu biznes, to wiedz, że to nie jest miejsce na wymyślanie prochu. Tutaj trzeba się oprzeć na czyjejś wizji, która została przekształcona w sprawnie działający biznes.

Na chwilę obecną na stronie www.franchising.info.pl jest dostępnych ponad sto systemów franczyzowych i partnerskich. Bardzo popularną metodą rozwoju nowego banku jest wykorzystanie systemu partnerskiego, w którym partner zapewnia placówkę, a bank dostarcza cały background no i najważniejszy produkt: pieniądze. Nie ma się jednak co nastawiać na placówki banku, bo są one bardzo szybko zajmowane przez osoby, które dostrzegą w tym okazję. Jest jednak mnóstwo wartościowych sieci, które mogą się okazać bardzo dochodowymi przedsięwzięciami. I choć to McDonalds jest najbardziej znaną siecią, to jednak jego wymagania są ogromne. Chętnych jednak, jak widać nie brakuje :).

Wracając jeszcze do sfery koncepcyjnej: bardzo polecam franchising osobą, które nie czują się na siłach do stworzenia własnego systemu biznesu i są w stanie zdecydować się na przyłączenie się do istniejącego systemu. To jednak może także ograniczyć. Gdy tworzysz swój biznes, to nie masz żadnych barier terytorialnych. Po prostu działasz gdzie chcesz i jak chcesz. Natomiast franczyza ogranicza Cię geograficznie i jeśli chcesz otworzyć drugi lokal, to musisz kupić drugą licencję. Mimo to uważam, że dla kogoś, kto chce się uczyć biznesu, lub jest w stanie się zadowolić mniejszą skalą działalności jest to bardzo dobry sposób na własny interes. A jeśli tworzysz własny biznes od podstaw, to pomyśl, czy nie warto dodać do niego franczyzę :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Samochód na abonament 2017-10-14 17:02
 Oceń wpis
   

Gruchnęła wieść, że w pewnym miejscu w Stanach Zjednoczonych (Georgia) pojawiła się opcja wykupienia abonament/subskrypcji na korzystanie z Porsche. Płaci się 2-3 tysiące dolarów i można korzystać z porszaków. Nie trzeba mieć nic na własność. A auta można wymieniać dowolną ilość razy. To początek większego trendu, który rozwija się pod hasłem ekonomii współdzielenia.

Plusem naszych czasów jest to, że coraz częściej nie trzeba posiadać, a możemy po prostu wypożyczać. W nas Polakach pokutuje przekonanie, że tylko gdy mamy coś na własność, to jest to ok. Wiele młodych osób z zachodu w ogóle nie myśli, aby kupować mieszkanie na własność. Chcą być wolni i mobilni, bo jeśli praca pojawi się w zupełnie innej części kraju, to bez żalu i większych problemów się przeniosą. Nie analizowałem z czego wynika przekonanie Polaków, że jak mieszkanie/dom to tylko na własność. Prawdopodobnie wynika to z przekonań z poprzedniego systemu, które zostały zaszczepione kolejnemu pokoleniu.

Porsche na abonament daje Ci szanse nie wiązania się umowami leasingowymi czy kredytowymi, aby jeździć jedną z najbardziej prestiżowych marek na świecie. Sama idea bardzo do mnie trafia, bo zahacza właśnie o ekonomię współdzielenia. Daje to nowe możliwości, na przykład znudził nam się kolor samochodu, to możemy go zmienić na inny :). W ludzkiej naturze jest to, że myślimy iż szczęście to to czego nie mamy. Są teorie ekonomiczne, które mówią, że ludzkie potrzeby są nieograniczone. Ja jednak bardziej wierzę w syndrom najedzenia. Ile możesz zjeść naraz obiadów? Iloma samochodami jesteś w stanie jeździć? A ile realnie czasu korzystasz z samochodu?

Ponad dekadę temu jeden ze znanych magazynów ekonomicznych uważał, że po sukcesie iPoda Jobs nie ma tyle mocy, aby ruszyć z własnym telefonem. Świat przekonał się, że jest inaczej. Jednak do dzisiaj pokutuje nieco przekonanie, że chcemy mieć urządzenie na stałe, aby było ono naszą własnością. Ja wychodzę jednak z założenia, o którym mówiono w tamtym numerze magazynu: przyszłość jest w sprzedaży usług powiązanych, a urządzenie dostarcza się jakoby gratis. Gdyby model takiego abonamentu, jak wprowadziło Porsche, zastosować w nowościach technologicznych, to można by przede wszystkim robić lepszej jakości urządzenia, w których plastik zastępuje tytan, a samo urządzenie jest co jakiś czas wymieniane, aby użytkownik mógł się cieszyć najwyższą jakością usług dodatkowych, które w tym wypadku stają się głównym produktem. Możemy płacić za filmy, muzykę czy ebooki i aplikacje, a urządzenie jest dodatkiem, który możemy w każdej chwili zmienić. Na przykład gdy wielkość ekranu nam nie odpowiada. Era chmur, w których przechowywane są prywatne dane bardzo to ułatwia :).

Wracając jednak do samych samochodów to kwestia czasu, aż większa ilość producentów będzie udostępniać w ten sposób. Takie kluby były już wcześniej, gdy tworzono grupy fanów motoryzacji z najwyższej półki. Płaci się spory abonament, a w ciągu jednego dnia można mieć dostarczone Lambo lub Ferrari. Z podstaw marketingu wynika, że stopniowo trend ten będzie się wzmacniał. Najpierw tego typu usługa trafia do najbogatszych, a potem robi się z tego masówka. Co prawda założenie spijania śmietanki przy wprowadzaniu produktu na rynek polega na tym, że to jest cały czas ten sam produkt, ale po prostu trafia do kolejnych grup odbiorców. Tutaj może być tak, że za 15 lat w taki właśnie sposób będzie można wypożyczyć auta budżetowe.

Czy Porsche to się opłaci? Jestem przekonany, że bardzo szybko uderzą na kolejne miasta i kraje. To jest model, który będzie się sprawdzał w XXI wieku. A to wszystko za sprawą zmiany mentalności.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W niektórych konstytucjach bogatych państw pojawia się pojęci internetu postrzeganego jako jedno z praw człowieka. Dzisiaj chciałbym przyjrzeć się temu z kilku perspektyw. I o tym będzie ten felieton.

Internet nieodwracalnie zmienił naszą rzeczywistość. Świat, w którym żyjemy rozwija się niesamowicie szybko, dzięki temu, że weszliśmy w Erę Informacyjną. Stała się ona kolejnym etapem rozwoju w ekonomicznym spojrzeniu na świat. Miliardy ludzi zostało zakładnikami technologii. A wszystko to staje się powszechne i oczywiste. Kiedyś ludzie zachwycali się tym, czym jest prąd, jak działa i jakie daje możliwości. Dziś jego istnienie nie podlega dyskusji. Stał się on dla nas niezauważalny. Czy tak będzie z internetem? Mam wrażenie, że w wielu przypadkach już to się stało.

Internet jest tym wynalazkiem, który wprowadził nas w XXI wiek. Dla biznesu stał się on turbodoładowaniem. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale prawdopodobnie nigdy nie było tak łatwo o pieniądze na własny ebiznes. Jeśli masz sensowny pomysł i zespół, to kwestią czasu jest aż znajdziesz pieniądze. Oczywiście jeśli ich szukasz :). Modnym stało się działanie organiczne, w którym rozwijasz i skalujesz stopniowo. Jednak jeśli masz innowacyjny pomysł, to ciężko może być uderzyć na wiele rynków jednocześnie bez wsparcia finansowego. Z drugiej strony coraz powszechniej zauważam w podejściu inwestorów i doradców, że im później pójdziesz po dofinansowanie swojego biznesu tym lepszą dostaniesz wycenę.

Wiem, że pomysły takie jak Snapchat są uważane przez wielu ekspertów, jak zdziesiątkowany los na loterii. Jednak nie do końca się z tym zgodzę, bo wymagało to od twórców mnóstwo pracy i stworzenia profesjonalnego zespołu. I ta ciężka i kreatywna praca może się okazać przepisem na sukces dla dziesiątek kolejnych właścicieli jednorożców. Mam świadomość, że jest to bieg długodystansowy a nie sprint. Jednak czy całe nasze życie nie jest jak taki bieg?

Internet stał się jednym z najbardziej demokratycznych mediów. To dzięki niemu mamy swobodny dostęp do informacji, czy rynków finansowych. Rozwój technologii mobilnych sprawił, że teraz internet może być z nami przez cały czas. Znajdować się na wyciągnięcie ręki w naszej kieszeni. Czy jest to dobre? Widzę czasem sceny, jak w restauracji jest rodzina i gdy czekają na obiad, to wszyscy są zatopieni w swoich smartfonach. Jest to oczywiście ta zła strona rozwoju technologii. Stajemy się po części przez nią zniewoleni. Tylko czekać jak kolejne pokolenie będzie się leczyć na uzależnienie od smartfonów i internetu. Z drugiej jednak strony taka dostępność i wygoda jest wielkim plusem naszych czasów. To nie jest nikotyna, że uzależnienie jest w pełni złe.

Internet postrzegany jako prawo człowieka jest nowym podejściem postępowych państw. Wpisują one takie zapisy w konstytucji. Być może wydaje się to tylko trik marketingowy, ale trzeba przyznać, że prawo ma jednak bardziej złożoną strukturę niż chwyt reklamowy. Wpisując coś takiego do konstytucji oferuje się obywatelom konkretne przywileje. I w świetle tego jest to kierunek, za którym powinny podążyć wszystkie państwa.

Wiem, że ktoś może powiedzieć, że większość stron internetowych ma charakter pornograficzny, że wynaturzenia znajdują tam swój upust. Kiedyś jak interesowałem się psychologią, to często pojawiało się pojęcie filozofii noża: można nim pokroić chleb i dźgnąć kogoś prosto w serce. Nóż jest w pełni dobry, czy w pełni zły? A Internet? Dobry czy zły? W moim odczuciu to tylko narzędzie i to my decydujemy jak chcemy je wykorzystać. Wobec tego dalej będę uważał, że internet jako prawo człowieka to dobry kierunek dla postępu cywilizacji :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Gdy Apple wprowadzało pierwsze iPhoney i iPady, to wychodzili oni z założenia, że tworzą nową erę w dziejach komputeryzacji. Sam Steve Jobs określił ją mianem PostPC. Jak widać dzisiaj komputery w formie którą znamy jako PC jeszcze nie zniknęły! Mimo tego, że i PC i PostPC mają się nieźle i wzajemnie ze sobą egzystują , to dzisiaj stara się nam wmówić, że to dopiero początek. A my nie jesteśmy świadomi jak daleko sięga królicza nora :).

Jestem zafascynowany rozwojem technologii. Każdego roku powstają albo aplikacje, albo urządzenia, które wprowadzają coś nowego. Wielkie firmy tworzą coraz bardziej angażują się w patentowanie kolejnych rozwiązań. Jednocześnie mają świadomość, że w każdej chwili może pojawić się mała firma, która swym wynalazkiem zrewolucjonizuje dzisiejszą technologię. Razem z najnowszymi technologiami walka odbywa się na poziomie finansów. Ty chodzi o setki miliardów dolarów (bo tak wyceniane są największe firmy). Ja jednak radziłbym podejść chłodniej do tych wszystkich nowinek i nie lekceważyć smartfonów, lub urządzeń, które je zastąpią.

Wiem, że założenie, w którym wszyscy przesiadamy się na gogle/okulary, czy tego typu wynalazek jest bardzo kuszące. Pamiętajmy jednak, że rozwijają się kolejne technologie, które są sterowane za pomocą smartfona. Wiem, że takie gogle wirtualnej lub rozszerzonej rzeczywistości, to dla wielu osób czyste SF, ale w gruncie rzeczy: czy jesteśmy gotowi całkowicie się na nie przesiąść? Ja myślę, że nie. Apple z pewnością ma wizję, w której pojawi się urządzenie, które zastąpi iPhonea. Z mojej perspektywy jest to nieco złudne podejście.

Smartfon według Jobsa miał łączyć w sobie trzy inne urządzenia: odtwarzacz muzyki, telefon komórkowy i przeglądarkę stron internetowych. Dzięki zbudowaniu ekosystemów, w których znajdują się setki aplikacji smartfon stał się czymś znacznie więcej. W moim odczuciu wszystkie te okulary/gogle będą przez bardzo długi czas po prostu rozszerzeniem smartfona. Czy tak już zostanie? Trudno dzisiaj zakładać takie rzeczy, bo każdego dnia może pojawić się nowa technologia, która zrewolucjonizuje świat, który znamy. Może nagle się okazać, że to co dzisiaj robi smartfon przeniesiemy na ubrania, samochody a może domy. Możliwości są nieograniczone.

Smartfon jest epokowym wynalazkiem. Tutaj raczej każdy się zgodzi. Tylko dlaczego wszyscy tak bardzo chcą go zastąpić? :) Z pewnością chodzi o dominację rynkową. Jeśli rzeczywiście uda się przekonać ludzi do czegoś po PostPC to ten, kto pierwszy zdobędzie ten rynek może zagrozić pozycji ekosystemu, jaki stworzył wokół siebie Google z Androidem. Ostatnio wolą Stevea Jobsa było wykorzystać wszystkie środki, aby zniszczyć Androida. Dobrze wiedział jak potężną siłę buduje Google. Na rynku, który znamy dziś nikt już raczej nie zagrozi Androidowi. Jednak kto wie co przyniesie przyszłość. Nokia też miała większość rynku telefonów komórkowych i wtedy pojawiło się Apple :).

Osobiście myślę, że odbędzie się to tak, że większość rynku nadal będzie należeć do Androida, a same urządzenia typu gogle czy okulary będą jedynie rozszerzeniem urządzeń klasy PostPC. Może jestem przesadnym pesymistą, ale to wynika z tego, że widzę jak ważnym wynalazkiem jest smartfon. Ciekawe jak bardzo musiałby się zmienić internet, aby było on oglądany za pomocą tego typu urządzeń. W końcu chodzi tu o zupełnie nowy sposób prezentacji treści. Wiem, że jest to dla wszystkich strasznie ekscytujące i może powodować zainteresowanie. Mam jednak wrażenie, że będzie to trochę tak jak z technologią 3d w telewizorach. Wszyscy się nią ekscytowali, a jednak nie stała się standardem.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Na tym blogu pojawiło się kilka części felietonów z tematem >>Internet się dopiero zaczyna<<. Grzechem byłoby nie wspomnieć, że razem z internetem zaczyna się wielkie inwestowanie w start-upy. O tym będzie ten felieton.

Rynkowi temu przyglądam się od paru ładnych lat. Sam pracuję nad swoim projektem (o którym z pewnością niedługo poinformuję) związanym z internetem. Początki były trudne, bo nikt nie wiedział, o co w tym internecie właściwie chodzić i kupowano kota w worku. Z drugiej strony po krótkim czasie narosła bańka spekulacyjna dotcomów. Pamiętam, jak wystarczyło na polskiej giełdzie zmienić profil działalności i kurs akcji szybował w górę! Inwestorzy myśleli, że reklama w internecie to najważniejsze źródło dochodu, które gwarantuje niewyobrażalne efekty. Jak jednak się okazało: mniej niż 1% internautów kilka w banery reklamowe! Wtedy ktoś mądry wymyślił funkcję brandingową banerów, aby poinformować reklamodawców, że internauci patrzą na banery i buduje się świadomość marki. Jednak ja nie o tym :)

Nastają czasy, w których coraz więcej funduszy i osób prywatnych inwestuje w start-upy. Można odnieść wrażenie, że na rynku jest ogrom pieniędzy. I w pewnym sensie tak jest. Jeśli masz ciekawy projekt i dobry zespół, to z pewnością znajdziesz inwestora, który będzie zainteresowany wyłożeniem na Was konkretnych pieniędzy. Zauważyłem pewien trend, w którym wszyscy są zainteresowani inwestowaniem w start-upy od rządów zaczynając na gwiazdach Hollywood kończąc. Czy to jest dobre? To z pewnością nieco psuje podejście właścicieli projektów, które szukają dofinansowania. Nagle okazuje się, że mogą być oni wybredni :). Z drugiej jednak strony cały ten klimat, w którym są setki możliwości zdobycia kapitału pozwala nam budować Nowy Cyfrowy Świat (nie mylić z Nowym Wspaniałym Światem Huxleya).

Jeśli jesteś właścicielem projektu i razem z przyjaciółmi szukasz dofinansowania, to z pewnością w końcu je dostaniesz. Warto jednak pamiętać, że dla inwestora najważniejszy jest zespół, na który wyłoży swoje pieniądze. Wiadomo, że lepiej zainwestować w świetny zespół, który ma słabszy pomysł na projekt, niż w super projekt, który jest zarządzany przez słaby zespół. Pomysł na projekt i tak ulegnie przekształceniu pod wpływem rad inwestora lub weryfikacji rynkowej. Natomiast jeśli projekt jest zarządzany przez niedoświadczony zespół, to może nic nie dać. Oczywiście nie ma jakiejś złotej reguły, co trzeba zrobić i jakie warunki spełniać, aby odnieść rynkowy sukces. Są jednak pewne zależności, które sprawiają, że szansa na sukces rośnie.

Czy duża ilość pieniędzy dostępnych na rynku jest dobra? Warto spojrzeć na to, co idzie razem z tymi pieniędzmi. Może się okazać, że dobry inwestor może nam dać znacznie więcej niż pieniądze. W końcu pojawiają się akceleratory przedsiębiorczości, których celem jest nauczenia ludzi podejścia do start-upów, a nie inwestowanie wielkich pieniędzy. Idealna sytuacją byłoby najpierw wejście w akcelerator, a potem myślenie o kolejnych rundach dofinansowania.

Polski rynek staje się bardzo atrakcyjny i pojawia się coraz więcej ciekawych projektów. Nie mam nic przeciwko inwestowaniu w nie, ale wyznaję zasadę, że im później starasz się o inwestora tym lepszą wycenę dostaniesz i tym lepiej dla Ciebie. Słabo jest, jak projekt jest tak pomyślany, że bez pieniędzy inwestora nie jest w stanie nic zrobić. Pierwsze momenty projektu powinny być finansowane z własnych pieniędzy lub tych pożyczonych od przyjaciół i rodziny. Naprawdę to nie jest dobra opcja, aby iść od razu do inwestora jeśli ma on dać tylko pieniądze. Zdarzają się oczywiście inwestorzy, którzy dają znacznie więcej, jak wiedzę o branży, czy sieć przydatnych nam kontaktów. Wtedy ma to jakiś sens, ale najlepiej walczyć samemu tak długo jak się da!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Warto zauważyć, że zaraz po II wojnie światowej japońskie produkty stały się synonimem tandety tak, jak dzisiaj mówi się o produktach z innych krajów azjatyckich. Japonia nie miała wyboru: albo musiała stać się potęgą technologiczną, albo skończyłaby marnie.

W historii Japonii eksperci upatrują wielką inspirację dla Chin. Państwo Środka przez lata było znane z taniej siły roboczej i w oczach ludzi stało się miejscem gdzie powstaje ponad połowa produkcji świata. Kraje pierwszego świata bardzo polubiły zaopatrywanie się u Chińczyków. Jak będzie wyglądać przyszłość?

Z pewnością Chiny są krajem, któremu zależy na zmianie wizerunku tak, jak kiedyś zrobili to Japończycy. Nagle okazuje się, że Chińczycy są w stanie produkować rzeczy najwyższej jakości. Istotne jest jednak jeszcze coś: powstają chińscy producenci, którzy tworzą pod własną marką. I Ci producenci coraz poważniej patrzą w kierunku krajów zachodnich. Podobnie może być z Hindusami, którzy już mają kilka znanych marek. Ciekawym zjawiskiem jest kupowanie zachodnich firm przez te ze wschodu. Tak było chociażby z Volvo.

I choć krążą żarty o produktach z Dalekiego Wschodu, to trzeba pamiętać, że o Japonii mówiono podobnie. Dzisiaj Japonia jest jedną z najprężniej rozwijających się gospodarek. Ekonomiści często mówią, że chińska gospodarka niedługo prześcignie amerykańską i będzie numerem jeden. Z pewnością jest to możliwe. Wtedy okaże się, że jakość życia szarych obywateli również się podwyższy. Problemem będzie natomiast to, że ceny chińskich produktów wzrosną. I tutaj rodzi się pomysł polityków i ekonomistów nazwany reindustrializacją.

Jednym z postulatów obecnego prezydenta USA była walka z pasem rdzy. Czym jest ten pas? Począwszy od Detroit wiele fabryk stoi nieużywanych, czyli po prostu urządzenia rdzewieją. Założeniem polityków jest przywrócenie fabryk w rozwiniętych i rozwijających się krajach. W chwili obecnej jakieś 90% gospodarki stanowią usługi. Przekłada się to na ilość osób zatrudnionych w branży produkcyjnej w krajach pierwszego świata. Cała produkcja idzie praktycznie do takich krajów, jak Chiny, Indie czy Bangladesz. Zadaniem, które sobie założył Trump jest przywrócenie części produkcji na Stany. Z pewnością pójdą za tym kraje Unii Europejskiej. Czy jest to dobre? Jak lubią mawiać inwestorzy: dywersyfikuj i nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka. Skupienie się na usługach i przerzucenie produkcji na Daleki Wschód może być ryzykowne.

Jest jednak druga strona medalu: dzisiaj poddamy się reindustrializacji, a za 15 lat większość tych prac zastąpią maszyny i znowu będziemy mieć problem. Świetnie byłoby gdyby wydarzył się scenariusz, który zakładał Keynes, że maszyny przejmą naszą pracę, a my będziemy pracować 15 godzin tygodniowo. Pytanie tylko czy nie powstanie nowa wersja ruchu oburzonych, którzy stwierdzą, że na tych maszynach zarabiają właściciele maszyn, a nie zwykli obywatele.

Chiny z pewnością skupią się na podwyższeniu jakości swoich produktów. Jednak pytanie czy teraz są naprawdę takie złe? Wiadomo, że przyjęły się truizmy w stylu chińszczyzny, ale w Chinach produkują wszyscy również Ci, których produkty są bardzo drogie i uważane za takie z najwyższej jakości. Więc w gruncie rzeczy chodzi bardziej o marketing niż o stan faktyczny. Dużo jest jeszcze do zrobienia jeśli chodzi o drugi aspekt: własne marki produktowe chińczyków. Najbardziej nie mogę się doczekać, jak zaczną one masowo podbijać rynek amerykański.

Wniosek jest taki, że tandeta to obiegowa opinia na temat chińskich wyrobów. Chińczycy z pewnością mogą jeszcze wiele osiągnąć stosując własne marki, a takie platformy jak Alibaba z pewnością sprawią, że proces ten jeszcze bardziej przyśpieszy!

Pozdrawiam

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Prezes jednej z najpotężniejszych korporacji technologicznych lat 70 i 80 wprost wyśmiał takich ludzi, jak Steve Jobs i Bill Gates. Uważał, że nikt nie będzie potrzebował komputerów osobistych, że jest to jakaś mrzonka. Co byłoby gdyby Bill Gates go posłuchał? :)

Komputer osobisty to prawdopodobnie jeden z najważniejszych wynalazków XX wieku. Problem z umiejscowieniem go na pierwszym miejscu polega na tym, że po prostu tamten wiek był pełen wielkich wynalazków. Jest co prawda wynalazek, który uważam za jeszcze ważniejszy, ale do jego zaistnienia na szeroką skalę były potrzebne komputery klasy PC. Oczywiście chodzi o internet.

Komputer osobisty ma tak naprawdę wiele pochodnych, które dziś możemy postrzegać w laptopach, smartfonach czy tabletach. Czy ktoś jeszcze pamięta złote czasy skrzynek z dołączaną klawiaturą, myszą i monitorem z kineskopem. W polskich realiach takie urządzenie było synonimem luksusu. Jednak czy ktoś jeszcze kojarzy, że istniały dwa podejścia do tego typu urządzeń?

Z jednej strony był Microsoft, a z drugiej Apple. Microsoft zakładał, że tworzy tylko i wyłącznie system operacyjny, który będzie adresowany do standardu IBM PC. Każdy element komputera mógł być tak naprawdę stworzony przez inną firmę, a następne składało się to wszystko w całość. Rozwiązanie genialne w swej prostocie, ponieważ trudno, aby jedna firma doskonale zrobiła wszystko. Należy jednak pamiętać o ś.p. Stevie Jobsie, który miał fioła na punkcie doświadczenia całościowego. I miał on dużo racji. Trudno, aby składak mógł konkurować z komputerem, którego każdy element jest stworzony tak, aby współgrał z innymi. Jobs uważał, że zarówno oprogramowanie i sprzęt mają tworzyć jedność i powinna je składać w całość jedna firma.

Zasadniczo doczekaliśmy się podejścia Jobs przy okazji tworzenia laptopów. Myślę, że w tej chwili każdy większy producent stara się, aby podzespoły ze sobą świetnie współpracowały i dobrze działały na systemie operacyjnym, na który sprzęt jest przeznaczony. Ja do dziś wychodzę z założenia, że tak naprawdę nie jest istotne jakie podzespoły są w laptopie, ale liczy się przede wszystkim to, kto go składał. Nie chcę tutaj robić kryptoreklamy jakimś producentom, ale były w historii komputeryzacji takie laptopy, które powalały jakością jak na swe czasy, a nie musiały być wcale złożone na najlepszych podzespołach.

Wróćmy jednak do zapotrzebowania na komputery osobiste. Jobs przegrał z Gatesem w momencie, gdy prezes Apple ściągnięty z Pepsi zdecydował, że ludzie muszą zapłacić za marketing pierwszego Macintosha. Co byłoby gdyby wtedy cena była bardziej atrakcyjna? Trudno wyrokować czy Apple wygrałoby z Windowsem. Jednak na pewno jego pozycja byłaby dużo lepsza. Jobs odgryzł się dopiero przy iPhonie, który sprawił, że iOS stał się jednym z najważniejszych systemów operacyjnych, a dodatkowo wzmocnił pozycję komputerów osobistych i laptopów od Apple. Windowsa jednak trudno było dogonić. Udało się to dopiero Androidowi, który w tej chwili jest najpopularniejszym systemem operacyjnym na świecie.

Historie z pierwszych lat istnienia komputerów osobistych stały się legendą. Czy przyjdzie czas gdy tak samo będzie z tym co dzieje się dzisiaj? Komputery podłożył podwaliny pod jeden z najpotężniejszych przemysłów naszych czasów. I przede wszystkim jest to przemysł, który ma ogromny wpływ na jakość naszego życia. Dobrze, że Gates i Jobs nie słuchali mądrych głów :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 |


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi