napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Na tym blogu pojawiło się kilka części felietonów z tematem >>Internet się dopiero zaczyna<<. Grzechem byłoby nie wspomnieć, że razem z internetem zaczyna się wielkie inwestowanie w start-upy. O tym będzie ten felieton.

Rynkowi temu przyglądam się od paru ładnych lat. Sam pracuję nad swoim projektem (o którym z pewnością niedługo poinformuję) związanym z internetem. Początki były trudne, bo nikt nie wiedział, o co w tym internecie właściwie chodzić i kupowano kota w worku. Z drugiej strony po krótkim czasie narosła bańka spekulacyjna dotcomów. Pamiętam, jak wystarczyło na polskiej giełdzie zmienić profil działalności i kurs akcji szybował w górę! Inwestorzy myśleli, że reklama w internecie to najważniejsze źródło dochodu, które gwarantuje niewyobrażalne efekty. Jak jednak się okazało: mniej niż 1% internautów kilka w banery reklamowe! Wtedy ktoś mądry wymyślił funkcję brandingową banerów, aby poinformować reklamodawców, że internauci patrzą na banery i buduje się świadomość marki. Jednak ja nie o tym :)

Nastają czasy, w których coraz więcej funduszy i osób prywatnych inwestuje w start-upy. Można odnieść wrażenie, że na rynku jest ogrom pieniędzy. I w pewnym sensie tak jest. Jeśli masz ciekawy projekt i dobry zespół, to z pewnością znajdziesz inwestora, który będzie zainteresowany wyłożeniem na Was konkretnych pieniędzy. Zauważyłem pewien trend, w którym wszyscy są zainteresowani inwestowaniem w start-upy od rządów zaczynając na gwiazdach Hollywood kończąc. Czy to jest dobre? To z pewnością nieco psuje podejście właścicieli projektów, które szukają dofinansowania. Nagle okazuje się, że mogą być oni wybredni :). Z drugiej jednak strony cały ten klimat, w którym są setki możliwości zdobycia kapitału pozwala nam budować Nowy Cyfrowy Świat (nie mylić z Nowym Wspaniałym Światem Huxleya).

Jeśli jesteś właścicielem projektu i razem z przyjaciółmi szukasz dofinansowania, to z pewnością w końcu je dostaniesz. Warto jednak pamiętać, że dla inwestora najważniejszy jest zespół, na który wyłoży swoje pieniądze. Wiadomo, że lepiej zainwestować w świetny zespół, który ma słabszy pomysł na projekt, niż w super projekt, który jest zarządzany przez słaby zespół. Pomysł na projekt i tak ulegnie przekształceniu pod wpływem rad inwestora lub weryfikacji rynkowej. Natomiast jeśli projekt jest zarządzany przez niedoświadczony zespół, to może nic nie dać. Oczywiście nie ma jakiejś złotej reguły, co trzeba zrobić i jakie warunki spełniać, aby odnieść rynkowy sukces. Są jednak pewne zależności, które sprawiają, że szansa na sukces rośnie.

Czy duża ilość pieniędzy dostępnych na rynku jest dobra? Warto spojrzeć na to, co idzie razem z tymi pieniędzmi. Może się okazać, że dobry inwestor może nam dać znacznie więcej niż pieniądze. W końcu pojawiają się akceleratory przedsiębiorczości, których celem jest nauczenia ludzi podejścia do start-upów, a nie inwestowanie wielkich pieniędzy. Idealna sytuacją byłoby najpierw wejście w akcelerator, a potem myślenie o kolejnych rundach dofinansowania.

Polski rynek staje się bardzo atrakcyjny i pojawia się coraz więcej ciekawych projektów. Nie mam nic przeciwko inwestowaniu w nie, ale wyznaję zasadę, że im później starasz się o inwestora tym lepszą wycenę dostaniesz i tym lepiej dla Ciebie. Słabo jest, jak projekt jest tak pomyślany, że bez pieniędzy inwestora nie jest w stanie nic zrobić. Pierwsze momenty projektu powinny być finansowane z własnych pieniędzy lub tych pożyczonych od przyjaciół i rodziny. Naprawdę to nie jest dobra opcja, aby iść od razu do inwestora jeśli ma on dać tylko pieniądze. Zdarzają się oczywiście inwestorzy, którzy dają znacznie więcej, jak wiedzę o branży, czy sieć przydatnych nam kontaktów. Wtedy ma to jakiś sens, ale najlepiej walczyć samemu tak długo jak się da!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Warto zauważyć, że zaraz po II wojnie światowej japońskie produkty stały się synonimem tandety tak, jak dzisiaj mówi się o produktach z innych krajów azjatyckich. Japonia nie miała wyboru: albo musiała stać się potęgą technologiczną, albo skończyłaby marnie.

W historii Japonii eksperci upatrują wielką inspirację dla Chin. Państwo Środka przez lata było znane z taniej siły roboczej i w oczach ludzi stało się miejscem gdzie powstaje ponad połowa produkcji świata. Kraje pierwszego świata bardzo polubiły zaopatrywanie się u Chińczyków. Jak będzie wyglądać przyszłość?

Z pewnością Chiny są krajem, któremu zależy na zmianie wizerunku tak, jak kiedyś zrobili to Japończycy. Nagle okazuje się, że Chińczycy są w stanie produkować rzeczy najwyższej jakości. Istotne jest jednak jeszcze coś: powstają chińscy producenci, którzy tworzą pod własną marką. I Ci producenci coraz poważniej patrzą w kierunku krajów zachodnich. Podobnie może być z Hindusami, którzy już mają kilka znanych marek. Ciekawym zjawiskiem jest kupowanie zachodnich firm przez te ze wschodu. Tak było chociażby z Volvo.

I choć krążą żarty o produktach z Dalekiego Wschodu, to trzeba pamiętać, że o Japonii mówiono podobnie. Dzisiaj Japonia jest jedną z najprężniej rozwijających się gospodarek. Ekonomiści często mówią, że chińska gospodarka niedługo prześcignie amerykańską i będzie numerem jeden. Z pewnością jest to możliwe. Wtedy okaże się, że jakość życia szarych obywateli również się podwyższy. Problemem będzie natomiast to, że ceny chińskich produktów wzrosną. I tutaj rodzi się pomysł polityków i ekonomistów nazwany reindustrializacją.

Jednym z postulatów obecnego prezydenta USA była walka z pasem rdzy. Czym jest ten pas? Począwszy od Detroit wiele fabryk stoi nieużywanych, czyli po prostu urządzenia rdzewieją. Założeniem polityków jest przywrócenie fabryk w rozwiniętych i rozwijających się krajach. W chwili obecnej jakieś 90% gospodarki stanowią usługi. Przekłada się to na ilość osób zatrudnionych w branży produkcyjnej w krajach pierwszego świata. Cała produkcja idzie praktycznie do takich krajów, jak Chiny, Indie czy Bangladesz. Zadaniem, które sobie założył Trump jest przywrócenie części produkcji na Stany. Z pewnością pójdą za tym kraje Unii Europejskiej. Czy jest to dobre? Jak lubią mawiać inwestorzy: dywersyfikuj i nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka. Skupienie się na usługach i przerzucenie produkcji na Daleki Wschód może być ryzykowne.

Jest jednak druga strona medalu: dzisiaj poddamy się reindustrializacji, a za 15 lat większość tych prac zastąpią maszyny i znowu będziemy mieć problem. Świetnie byłoby gdyby wydarzył się scenariusz, który zakładał Keynes, że maszyny przejmą naszą pracę, a my będziemy pracować 15 godzin tygodniowo. Pytanie tylko czy nie powstanie nowa wersja ruchu oburzonych, którzy stwierdzą, że na tych maszynach zarabiają właściciele maszyn, a nie zwykli obywatele.

Chiny z pewnością skupią się na podwyższeniu jakości swoich produktów. Jednak pytanie czy teraz są naprawdę takie złe? Wiadomo, że przyjęły się truizmy w stylu chińszczyzny, ale w Chinach produkują wszyscy również Ci, których produkty są bardzo drogie i uważane za takie z najwyższej jakości. Więc w gruncie rzeczy chodzi bardziej o marketing niż o stan faktyczny. Dużo jest jeszcze do zrobienia jeśli chodzi o drugi aspekt: własne marki produktowe chińczyków. Najbardziej nie mogę się doczekać, jak zaczną one masowo podbijać rynek amerykański.

Wniosek jest taki, że tandeta to obiegowa opinia na temat chińskich wyrobów. Chińczycy z pewnością mogą jeszcze wiele osiągnąć stosując własne marki, a takie platformy jak Alibaba z pewnością sprawią, że proces ten jeszcze bardziej przyśpieszy!

Pozdrawiam

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Prezes jednej z najpotężniejszych korporacji technologicznych lat 70 i 80 wprost wyśmiał takich ludzi, jak Steve Jobs i Bill Gates. Uważał, że nikt nie będzie potrzebował komputerów osobistych, że jest to jakaś mrzonka. Co byłoby gdyby Bill Gates go posłuchał? :)

Komputer osobisty to prawdopodobnie jeden z najważniejszych wynalazków XX wieku. Problem z umiejscowieniem go na pierwszym miejscu polega na tym, że po prostu tamten wiek był pełen wielkich wynalazków. Jest co prawda wynalazek, który uważam za jeszcze ważniejszy, ale do jego zaistnienia na szeroką skalę były potrzebne komputery klasy PC. Oczywiście chodzi o internet.

Komputer osobisty ma tak naprawdę wiele pochodnych, które dziś możemy postrzegać w laptopach, smartfonach czy tabletach. Czy ktoś jeszcze pamięta złote czasy skrzynek z dołączaną klawiaturą, myszą i monitorem z kineskopem. W polskich realiach takie urządzenie było synonimem luksusu. Jednak czy ktoś jeszcze kojarzy, że istniały dwa podejścia do tego typu urządzeń?

Z jednej strony był Microsoft, a z drugiej Apple. Microsoft zakładał, że tworzy tylko i wyłącznie system operacyjny, który będzie adresowany do standardu IBM PC. Każdy element komputera mógł być tak naprawdę stworzony przez inną firmę, a następne składało się to wszystko w całość. Rozwiązanie genialne w swej prostocie, ponieważ trudno, aby jedna firma doskonale zrobiła wszystko. Należy jednak pamiętać o ś.p. Stevie Jobsie, który miał fioła na punkcie doświadczenia całościowego. I miał on dużo racji. Trudno, aby składak mógł konkurować z komputerem, którego każdy element jest stworzony tak, aby współgrał z innymi. Jobs uważał, że zarówno oprogramowanie i sprzęt mają tworzyć jedność i powinna je składać w całość jedna firma.

Zasadniczo doczekaliśmy się podejścia Jobs przy okazji tworzenia laptopów. Myślę, że w tej chwili każdy większy producent stara się, aby podzespoły ze sobą świetnie współpracowały i dobrze działały na systemie operacyjnym, na który sprzęt jest przeznaczony. Ja do dziś wychodzę z założenia, że tak naprawdę nie jest istotne jakie podzespoły są w laptopie, ale liczy się przede wszystkim to, kto go składał. Nie chcę tutaj robić kryptoreklamy jakimś producentom, ale były w historii komputeryzacji takie laptopy, które powalały jakością jak na swe czasy, a nie musiały być wcale złożone na najlepszych podzespołach.

Wróćmy jednak do zapotrzebowania na komputery osobiste. Jobs przegrał z Gatesem w momencie, gdy prezes Apple ściągnięty z Pepsi zdecydował, że ludzie muszą zapłacić za marketing pierwszego Macintosha. Co byłoby gdyby wtedy cena była bardziej atrakcyjna? Trudno wyrokować czy Apple wygrałoby z Windowsem. Jednak na pewno jego pozycja byłaby dużo lepsza. Jobs odgryzł się dopiero przy iPhonie, który sprawił, że iOS stał się jednym z najważniejszych systemów operacyjnych, a dodatkowo wzmocnił pozycję komputerów osobistych i laptopów od Apple. Windowsa jednak trudno było dogonić. Udało się to dopiero Androidowi, który w tej chwili jest najpopularniejszym systemem operacyjnym na świecie.

Historie z pierwszych lat istnienia komputerów osobistych stały się legendą. Czy przyjdzie czas gdy tak samo będzie z tym co dzieje się dzisiaj? Komputery podłożył podwaliny pod jeden z najpotężniejszych przemysłów naszych czasów. I przede wszystkim jest to przemysł, który ma ogromny wpływ na jakość naszego życia. Dobrze, że Gates i Jobs nie słuchali mądrych głów :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Inspiracją do tego artykułu jest miliardowa fuzja dwóch największych producentów okularów. Czy w świecie opętanym przez nowe technologie da się jeszcze robić biznes analogowy?

Wiem, wiem Micheal Dell powiedział kiedyś, że jak za 5 lat jakaś firma nie będzie w internecie to jej w ogóle nie będzie. Słyszałem to jakieś 10 lat temu... A może dalej? :). Jakoś do teraz połowa firm w Polsce nie ma nawet strony wizytówki i świetnie funkcjonuje. A może to wszystko to pobożne życzenie? Może wcale nie trzeba być na siłę cyfrowym? A jeśli ma już się wielką firmę, to wystarczy prosta strona informacyjna? To wszystko robi się coraz ciekawsze.

Wszystkim się wydaje, że firmy internetowe to takie firmy, które mogą się odznaczyć największą wyceną przedsiębiorstwa. Fakt jest jednak taki, że w wielu krajach nawet producent czegoś fajnego może mieć znacznie większą wartość. I choć w Stanach jest wielu miliarderów, którzy mocno są związany z internetem, to jednak popatrz na polską listę najbogatszych: w przeważającej ilości są to analogowi gracze! To jest mocno zastanawiające. Stany są zawsze nieco do przodu w rozwoju gospodarczym. Jest nawet powiedzenia, że jak Wall Street kichnie, to GPW ma grypę. Czy to oznacza, że również w Polsce za kilkanaście lat na szczycie listy najbogatszych w Polsce będą cyfrowi gracze? Wydaje się to nieuniknione! Jednak tak naprawdę to wcale nie oznacza, że nie da się zrobić wielkiego analogowego biznesu dzisiaj.

Trenerzy motywacyjni mają często powiedzenie, że z prądem płyną tylko zdechłe ryby. Co jednak dzisiaj jest prądem: biznes analogowy czy cyfrowy. To zależy od podejścia i w obu przypadkach można mieć rację. Spójrzmy prawdzie w oczy: są biznesy, w których naprawdę liczy się człowiek i jego umiejętności. Tak jest chociażby z fryzjerem czy kucharzem. Może i za 20 lat będą mogły strzyc maszyny i będzie im to całkiem nieźle wychodziło. Tylko czy kobieta idzie do fryzjera tylko dlatego, żeby obstrzyc się tak jak sobie założyła na początku. Ona potrzebuje porady, ona potrzebuje poczuć się jakby rozmawiała ze swoją przyjaciółką. I tego nie zastąpią maszyny.

Ciągle jest miejsce dla analogowych biznesów a takie koncepty jak franchising rosną w siłę. Myślę, że era cyfrowa nigdy nie zawładnie nami w stu procentach. Zawsze będziemy potrzebować biznesów offline, dające nam wartości, których nigdy nie zaoferują roboty czy internet. Czy podchodzę do tego zbyt idealistycznie? Wiem, że za jakiś czas roboty mogą zastąpić nawet neurochirurgów mam jednak wrażenie, że tu nie chodzi do końca o jakość wykonania, tylko o całą otoczkę, którą dodają kontakty międzyludzkie. A ludzie się po prostu boją androidów z ludzką twarzą!

Wycena fuzji dwóch producentów okularów znacznie przerasta wartość Whatsappa czy Twittera. Należy jednak pamiętać, że do takiej potęgi te firmy dochodziły przez dziesiątki lat. Tymczasem era internetu trwa od niedawna. Warto jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz: w internecie wszystko szybko się zmienia. Wczoraj mogłeś być numerem jeden, a dzisiaj kupuje Cię inna firma, bo nie do końca sobie radzisz. Przykłada Yahoo! świetnie się tu sprawdza. To była firma z wielkiej trójki: eBay, Yahoo i Amazon. Firmy te przetrwały pęknięcie bańki dotcomów. Jednak po kilkunastu latach, Yahoo jest wyceniane na kilka miliardów dolarów i kupuje go inna firma, a Amazon sprawił, że Jeff Bezos jest w pierwszej dziesiątce najbogatszych ludzi świata. Natomiast z biznesami analogowymi jest tak, że buduje się je przez lata i nie tak łatwo stracić zbudowaną pozycję. Nie żebym namawiał specjalnie do biznesów analogowych tych, którzy kochają nowe technologie! Jednak faktem jest, że jeśli czujesz się bardziej w analogowym biznesie, to wcale nie musisz na siłę być internetowy!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 W tym kontekście to właśnie rok, który minął jest zmarłym królem, a ten, który się zaczyna jest nowym królem. 2016 minął dość dynamicznie. A jakie są perspektywy na nowy rok? O tym w tym felietonie.

Myślę, że rok 2016 i 2017 to lata, w których królowało i będzie królować Google. Ten gigant totalnie zapanował telefonami komórkowymi swoim systemem operacyjnym. Android jest zainstalowany na większości dzisiejszych smartfonów. Nic dziwnego, że śp. Steve Jobs chciał podobno wykorzystać wszystkie rezerwy Apple, aby zniszczyć zielonego robota. Czy dzisiaj przewraca się w grobie? Fakt Apple jest nadal największą firmą technologiczną świata, ale to Android jest systemem operacyjnym numer jeden. Przegonił on nawet Windowsa.

Wraz z rozwojem sytuacji na rynkach systemów operacyjnych widać, jak postępuje cyfrowa rewolucja. I choć wiem, że wiele osób wierzy w wirtualne gogle, które albo pozwalają nam się przechadzać po obiektach 3d, albo rozszerzają obraz rzeczywisty. Wiem, że wiele osób w to wierzy i upatruje w tym przyszłość. Ja jednak mam wrażenie, że rola jaką zajął smartfon w naszym życiu jest tak istotna, że coś takiego go nie zastąpi. Nie wiadomo tak naprawdę co dalej z Google Glass, które zrobiło sporo zamieszania w światku technologicznym, a mimo to poszło do dalszej fazy testów. Nie okłamujmy się: jeszcze przez wiele lat takie rzeczy będą fajnymi gadżetami, ale smartfony są bardzo ważne w naszym życiu i to one będą zdobywać coraz silniejszą pozycję.

Mobilna rewolucja wkracza na kolejne etapy. To, co godne zauważenia, to że telefony są coraz większe! Pamiętam ten moment w moim nastoletnim życiu, gdzie wszyscy chcieli mieć jak najmniejsze telefony. Miniaturyzacja szła w najlepsze, gdy w naszych kieszeniach pojawiły się smartfony. Nic dziwnego, że urządzenia takie jak iPhone 6 Plus stają się coraz popularniejsze. Taki phablet potrafi mieć naprawdę szerokie spektrum zastosowań. Nadchodzi chyba jednak granica gdzie smartfony mogą się rozrastać. I to granicą wydaje się być phablet. To jeszcze smartfon, ale już nie tablet.

Rok 2017 będzie rokiem wielkiego przeboju wokół branży mobilnej. A Android będzie umacniał swoją pozycję. Jeśli szukasz dobrego miejsca na długoterminowe inwestowanie swoich pieniędzy, to powinieneś pomyśleć o lokowaniu pieniędzy w Alphabet (dawniej Google), bo ta firma ma tak dobrze pomyślaną strategię, że jej wartość z pewnością wzrośnie. Wielką niewiadomą jest Microsoft. To jak na branżę technologiczną dość wiekowa firma, ale cały czas potrafi zaskoczyć. I choć Windows na smartfony jest na słabej trzeciej pozycji, to jednak walka nie została jeszcze zakończona. Idea jednego Windowsa 10 na wszystkie urządzenia, to naprawdę duża rewolucja. Chodzą też słuchy, że Windows 10 przemianuje się na Windows 365 i będzie sprzedawany w systemie abonamentowym. To również byłaby rewolucja w tym modelu dystrybucji.

Godne zainteresowania są polskie firmy takie, jak CD Projekt, czy Livechat. To są firmy, które doskonale radzą sobie na świecie i mogą liczyć na duże zaufanie inwestorów. Nie wiadomo jak CD Projekt zaprezentuje się ze swoją nową grą, ale jaskółki śpiewają, że to będzie hit. Branża gier komputerowych jest oczywiście nieprzewidywalna, ale CD Projekt przyzwyczaił graczy do produktów najwyższej jakości. W polskich firmach nadzieja! Czekamy na jeszcze większe globalne sukcesy!

Oczywiście synoptycy ekonomiczny cały czas przewidują, że będzie wielki krach i wszystko walnie. Tylko czemu nikt z taką precyzją nie przewidział krachu z 2007 roku? Napompowany kredyty wysokiego ryzyka to była oczywista rzecz powodująca krach. Mam jednak wrażenie, że jest sporo prawdy w powiedzeniu, że: ekonomista to taki ktoś, kto jutro powie Ci dlaczego jego wczorajsze prognozy na dzisiaj się nie sprawdziły. Problemem dzisiejszych gospodarek kapitalistycznych jest to, że są oparte na długu. A jak to pisał hejtowany ostatnio Kiyosaki: Kapitalizm to gra, która polega na tym, kto czyim jest dłużnikiem. Więc w ramach nowego, 2017 roku życzyłbym sobie, żeby państwa i ludzie mniej się zadłużali :). Choć wiem, że pokusa na cudowny kredyt na cudowną rzecz jest taka kusząca :).

Rok 2017 raczej nie będzie jakiś mega rewolucyjny. Doszliśmy do etapu, w którym mamy bardziej do czynienia z ewolucją niż z rewolucją. Czy to dobrze czy źle? Gdy był prezentowany pierwszy iPhone nikt nie miał świadomości jak wielki będzie to wynalazek. Czy dzisiaj gdy są prezentowane google rozszerzające rzeczywistość sytuacja się powtórzy? Myślę, że nie. Rok 2017 zaskoczy nas pewnie jakimiś ciekawymi przejęciami na szczycie. Z pewnością Facebook bardzo chętnie kupi coś jeszcze, co stanie się dzięki niemu jeszcze większym hitem. Ale czy jest na dzień dzisiejszy usługa lup produkt, które w 2017 staną się dla nas tak niezbędne, jak Google czy Facebook? Ciężko powiedzieć, bo tego pewnie nie są świadomi sami twórcy tych rozwiązań. Pewne jest tylko jedno: wszystko jest możliwe! I tym miłym akcentem zakończę.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Podatek od marzeń! 2016-10-25 18:30
 Oceń wpis
   

Czy ktoś w ogóle wierzy w Totalizator Sportowy? Wiem powiesz pewnie, że wielomilionowe wygrane się zdarzają, ale jeśli brać pod uwagę prawdopodobieństwo, to szczerze powiedziawszy ta szansa jak jeden do trzynastu milionów wygląda dość mizernie :). Chciałbym się z Tobą podzielić moim w stu procentach subiektywnym spojrzeniem na wszelkiego rodzaju loterie, w których można wygrać miliony.

Tytuł tego felietonu jest dość mocny i właściwie wyraża wszystko, co mógłbym w tym temacie powiedzieć. Skoro co drugi dorosły Polak grywa w Lotto, a spółka ta ma miliardowe przychody, to zastanawiam się: o co tu właściwie chodzi? Warto podkreślić, że polskie państwo ma monopol na tego typu gry, ponieważ to tak naprawdę czysty zysk bez wielkich nakładów. Są oczywiście kolektury, cały system sieciowy, ale coś takiego średnio rozgarnięty programista mógłby w internetowej wersji napisać w kilka miesięcy. To jest tak naprawdę żyła złota i nie ma się co dziwić państwu polskiemu, że objęło to monopolem.

Co drugi dorosły Polak gra w Lotto, a wygrywają nieliczni. Czy to nie przypomina swą konstrukcją sprytnie zakamuflowanego podatku? Wiem, że te miliardowe zyski sprawiają, że pracę mają tysiące ludzi w kolekturach, że wspierają one polski sport i sztukę, ale jednak mimo wszystko: to jest podatek marzeń. A jakie są te marzenia? Wydaje się, że zależą one od wieku lub pochodzenia. Łączy je najczęściej jedna rzecz: są wybujałe. A to oznacza, że nawet jak już wygrasz te miliony, to szybko je stracisz.

Jest wiele badań naukowych na temat zwycięzców loterii. Wniosek jest najczęściej taki, że w ciągu pięciu lat od wielkiej wygranej są oni kompletnie bez pieniędzy, a do tego pochłaniają ich długi. Z czego to wynika? Ludzie Ci są kompletnie nieprzygotowani na tak wielkie pieniądze. Gdy do swoich pieniędzy dochodzi się małymi krokami i zdobywa się te pierwsze miliony, to zdobywa się coś znacznie cenniejszego niż pieniądze. A jest to mentalność bogatego człowieka. Jest pewna teoria, z którą się zgadzam, a mówi ona, ze jeśli wszystkie pieniądze świata rozdzielić by równo na wszystkich ludzi, to najdalej po roku znowu byłaby dysproporcja w ludzkich majątkach. Jeśli ktoś uważa, że więcej pieniędzy sprawi, że stanie się szczęśliwy, to jest on w dużym błędzie. No bo jeśli w tej chwili jest się nieszczęśliwym, to więcej pieniędzy uczyni nas jeszcze bardziej nieszczęśliwymi.

Mentalność bogatych ludzi wynika z tego, co wyczytałem w książce Sekrety amerykańskich milionerów. Dwóch badaczy przyjrzało się bardzo dokładnie ludziom bogatym i doszli do wniosku, że nie odpowiadają oni stereotypom. Często Ci, którzy mają te cudowne ferrari toną w długach, a prawdziwi milionerzy wolą inwestować w edukację swoich dzieci. Wróćmy jednak do loterii. Wiem, że trend, o którym napisałem nie dotyczy tylko Polski. To działa na całym świecie. Ludzie nie są gotowi na wielkie pieniądze i zaczynają na maksa wydawać. Te kilka milionów, które wygrywają wydają się pieniędzmi, których nie wydadzą. Niestety szybko się okazuje, że te pieniądze się kończą.

I tak źle i tak niedobrze :). Żyjemy w cudownych czasach, w których można stworzyć w kilka lat firmę wartą miliony. To są lata ciężkiej pracy. Jak mówią przedsiębiorcy: właściciel firmy to taki ktoś, kto przez kilka lat żyje tak, jakby nikt nie chciał - po to, aby resztę życia żyć tak, jak wszyscy marzą. Nie wierzcie w totolotki! To jest tylko podatek od marzeń! To są pieniądze, które można lepiej zainwestować. Ze swojej strony życzę Ci, abyś miał takie przychody, jak Totalizator Sportowy! :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Czy czeka nas Bańka 2.0? 2016-09-01 19:35
 Oceń wpis
   

Może zacznijmy od tego, co rozumiem przez określenie Bańka 2.0.Czym jest bańka spekulacyjna na giełdach z pewnością wiesz. Wiesz pewnie też czym była słynna Bańka dotcomów z około 2000 roku. Więc pytanie, które powinno się postawić brzmi: Czy czeka nas bańka spekulacyjna generacji web 2.0?

Trudno określić moment, w którym narodziło się web 2.0. To zdecydowanie takie zjawisko, które po cichutko wdarło się do naszej rzeczywistości, a następnie każdy był świadomy, ze ono po prostu jest. Czy to dobre, czy złe? Podoba mi się określenie, że jedyną stałą jest zmiana constans znane z fizyki nie istnieje. Gdyby założyć, że nie ma się co za bardzo przyzwyczajać do większości rzeczy, to można by zwariować. I mimo że w roku 2016 nie mamy latających samochodów w standardzie, to jednak zmiana jest widoczna: powstają samochody elektryczne, oraz autonomiczne. Internet jest akurat miejscem, w którym wszystko bardzo szybko się zmienia. Wydaje się, że mając dobry pomysł i profesjonalne wykonanie można osiągnąć wielki sukces. I tak może być w 9 na 10 przypadków, pod warunkiem dobrego wykonania. Podoba mi się to, co powiedział Michał Sadowski z Brand24, że jego pomysł na biznes był pewnie nawet 10 takim pomysłem, ale to czym wygrał ze wspólnikami jest egzekucja.

Wróćmy jednak do spekulacji. Są one charakterystyczne dla kapitalistycznego rynku. Cykl koniunkturalny ma w swoim założeniu fazę rozkwitu i fazę depresji, które w zależności od przyjętej metodyki zawierają fazy pośrednie. Tutaj warto powiedzieć sobie jedną rzecz: nigdy nie jest tak, że wszyscy tracą. Gdy słyszymy o wielkiej depresji, która miażdży rynki, a FED i inne banki centralne bombardują rynek pustymi pieniędzmi, można odnieść wrażenie, że wszyscy tracą. Transakcja jest jak kij: zawsze ma dwa końce. Jeśli ktoś stracił, to również ktoś zarobił. Pieniądz nie znika z rynku on przenosi się w inne miejsce. Bańka spekulacyjna wydaje się czymś, co można przewidzieć. I tak zazwyczaj jest! Niestety inwestorzy naznaczeni owczym pędem płyną na fali, która jest im dana.

Czym różni się potencjalna bańka 2.0 od bańki dotcomów? Przede wszystkim w 2016 roku biznesy są dużo bardziej przemyślane niż w 2000 roku. U progu XXI wieku model biznesowy był najczęściej taki: generować content i zarabiać na reklamach. Pomijając to, że dzisiaj niektóre reklamy są dużo bardziej uciążliwe niż te w roku 2000, to jednak rynek ten ewidentnie dojrzał. Zmieniła się jeszcze jedna ważna rzecz: infrastruktura internetowa. W roku 2000 internet był nowością i nikt go do końca nie rozumiał (no a szczególnie inwestorzy). Każdy myślał, że wystarczą banery reklamowe na stronach i już pieniądze będą płynąć strumieniami. W roku 2016 (właściwie wraz z rozwojem internetu) mocno spopularyzował się termin modelu biznesowego, czyli w jaki sposób firma czerpie dochody. Coraz popularniejszy okazuje się model abonamentowy, na który zdecydował się nawet Microsoft z Office.

Mimo tego, że zarówno przedsiębiorcy, inwestorzy, jak i sami internauci są mądrzejsi i mają dużo większe rozeznanie, to jednak niektóre wyceny film internetowych powodują zawrót głowy. Whatsapp kupiony za 19 miliardów dolarów, Snapchat wyceniany na 10 miliardów dolarów, Uber największym startupem świata itd. itd. Pamiętajmy, że każda rzecz na tym świecie jest warta tyle, ile ktoś chce za nią zapłacić. Pytanie tylko czy wiara w firmy internetowe będzie trwać nieprzerwanie, czy może kiedyś stopnieje. Na chwile obecną firmy wygrywają wspomnianymi modelami biznesowymi. Bo na koniec dnia liczy się to ile masz pieniędzy w portfelu. Nawet jeśli czeka nas bańka, to nie o takiej skali, jak ta dotcomów. A najwięksi i najcwańsi i tak przetrwają czekając na kolejny bąbel spekulacyjny. Jak przyznał Leszek Czarnecki w jednym z wywiadów: on realnie nie odczuwa, że przez kryzys jego firma jest warta kilkaset milionów mniej. To by miało znaczenie jakby chciał sprzedać firmę. Giełda jest barometrem gospodarki, a nie ostateczną wyrocznią. A może trzeba wierzyć słowom Gordona Gekko granego przez Michela Douglasa, który w filmie Wall Street: Pieniądz nie śpi mówi, że kolejną bańką będą odnawialne źródła energii?

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W dobie internetu można dojść do wniosku, że jest coraz mniej wielkich innowatorów, którzy przewracają nasze życie do góry nogami. W historii ludzkości mamy do czynienia z krokami milowymi innowacyjności. Kolej, telefon, samochód to wszystko przełomowe wynalazki, które zmieniły nasze życie. Są one bardzo złożone i ich twórcy musieli mieć naturę wynalazcy, aby stworzyć coś tak wielkiego od podstaw. Wszystko zmieniło się gdy pojawił się internet.

Internet sam w sobie jest takim przełomowym wynalazkiem, jak samochód czy prąd. Jednak kolejne jego elementy to nie są rzeczy jakoś mocno odkrywcze. Weźmy taki mikrobloging czy video w internecie. Gdy myślimy o tych dwóch wynalazkach, to od razu pojawia nam się na myśli Twitter i YouTube. Czy to są epokowe wynalazki, na które trudno wpaść? Oczywiście, że nie! I wpadło na nie jednocześnie wiele osób. To wykonanie i skalowanie biznesu sprawiło, że dzisiaj to te dwa portale są liderami w swoich kategoriach.

Problem rodzi się odnośnie Facebooka. 10 lat temu to nie było to, co mam dzisiaj. Portal był dość prosty i przeznaczony dla studentów kilku amerykańskich uczelni. Te historię pewnie doskonale znasz z filmu The Social Network. Problem rodzi się jednak teraz gdy Facebook zaczyna poszerzać zakres swojej działalności. Nagle chce również dostarczać contentu filmowego na własnych serwerach, czy na dobrą sprawę zastąpić Twittera. Nie wspominając już nawet o tym, ze nie wiadomo jak potoczy się jego dział związany z zakupami online, czy kwestia artykułów od największych wydawców dostępnych bezpośrednio przez portal giganta. Czy Facebook zawładnie naszym internetowym życiem?

YouTube został przejęty przez Google wiele lat temu. Portal rozwijał się tak szybko, że gigant zdecydował się zamknąć swoją stronę Google Video. Większość ludzi pukała się w głowę na wieść o miliardowej transakcji. Dzisiaj, jak wiadomo inwestycja była bardzo opłacalna, a Android sprawił, że YouTube jest najpopularniejszym portalem z Video w internecie. Czy Facebook może mu zagrozić? Myślę, że istnieje takie ryzyko, ponieważ FB znacząco się rozrasta i stara się wchłonąć kolejne segmenty internetowej rzeczywistości. Mam jednak wrażenie, że marka YouTube jest na tyle silna, że będzie ona na pierwszym miejscu podium jeszcze przez długie lata.

Wracając do tematu felietonu: dziś nie trzeba wymyślić prochu, aby odnieść wielki sukces. Trzeba trafić w odpowiedni czas i wykończyć produkt na 100%. Idea Snapchata również jest bardzo prosta i nie był on kilka lat temu tym, czym jest dzisiaj. A mimo to zabiera on młodszych internautów Facebookowi. Wielkość FB może się z czasem okazać jego problemem. Kto wie czy za kilka lat nie zacznie produkować tabletów czy smartfonów. Nie zrobi czegoś w rodzaju Spotify czy Netflix. Wydaje się, że ma on jasną wizję produktu. Nie wiemy jak daleko ta wizja sięga. I nie wiemy czy za 5 lat nie za bardzo się ona rozjedzie. W polskiej rzeczywistości właśnie to zgubiło NK i GG chcieli za bardzo kopiować amerykańskie wzorce zamiast skupić się na tym, czym w rzeczywistości są. Do dzisiaj uważam ze idea nawiązania kontaktu z ludźmi z podstawówki po iluś latach jest w swej prostocie genialna. Niestety z czasem wizja się rozmyła.

NK to kolejny przykład prostego pomysłu, który odniósł gigantyczny sukces. Oczywiście nie neguję, że najtęższe mózgi naszych czasów pracują dzisiaj dla firm z sektora kosmicznego, czy biotechnologii. Ci ludzie będą zmieniać świat! Jednak proste pomysły jak video w internecie, czy mikrobloging mogą się nie wydawać aż tak wielkimi wynalazkami, ale w gruncie rzeczy takimi właśnie są. Każdego dnia mają one wpływ na miliardy ludzi! Nie trzeba odkrywać Ameryki na nowo dobry czas i dobre wykonanie, ot co.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Coraz bliżej kosmosu 2016-05-08 16:26
 Oceń wpis
   

Jeden z najczęściej oglądanych polskich youtuberów powiedział, że nasze czasy to nie są jeszcze naprawdę wyjątkowe czasy. Prawdziwą rewelacją zacznie być moment, w którym rozpoczniemy podbijać kosmos. Czy to wydaje się na dzień dzisiejszy możliwe? Jak zapatrują się na to najbogatsi ludzie na świecie? Co przyniesie przyszłość (ta niedaleka i ta całkiem odległa)?

Człowiek patrzy w kierunku nieba już od wieków. Jak zauważył ksiądz-ekonomista-astronom Mikołaj Kopernik: Słońce nie kręci się wokół Ziemi, bo mamy do czynienia z układem heliocentrycznym, w którym jest odwrotnie. Na Średniowiecze była to bardzo odważna teza. Jak powiedział mój historyk z młodszych lat: przed stosem Kopernika uratowało to, że umarł :). Minęło kilkaset lat, a my, ludzie, ciągle patrzymy z marzeniami w niebo. Pierwszym krokiem było dorównanie ptakom i wzbicie się w powietrze. Za jak wielkich szaleńców musiano brać ludzi, którzy pragnęli latać! Dzisiaj dzięki wynalazkowi, jakim jest samolot świat się skurczył. Tak, jak kiedyś trzeba było wsiąść na statek do Ameryki i płynąć długie tygodnie, tak dzisiaj wystarczy kilkanaście godzin!

Pamiętam ciekawostkę, która mówiła, że wpływowy urzędnik w XIX wieku domagał się zamknięcie Urzędu Patentowego, bo jak uważał wszystko już wynaleziono. XX wiek, oraz początek XXI wieku pokazują jak bardzo się mylił. Jakiś czas temu na tym blogu pojawiły się dwa felietony zatytułowane Internet się dopiero zaczyna. Jak odnieść ten tytuł do kosmosu? Z pewnością Kosmos się nawet jeszcze nie zaczął. Jesteśmy w epokowym momencie, w którym najtęższe mózgi na świecie pracują nad tym, aby stworzyć drogę do podboju kosmosu. I choć filmy SF robią furorę od lat, to są to raptem wizje tego, co może się stać. Czy istnieją kosmici? Podobno Albert Einstein powiedział, że najlepszym dowodem na to, że oni istnieją jest fakt, że się z nami nie kontaktują. Są nawet teorie spiskowe, które mówią, że kosmici potajemnie rządzą naszym światem :).

Odchodząc od tematu kosmitów, który pewnie na razie zostanie tylko marzenie twórców filmów SF, myślę, że branża kosmiczna będzie coraz bardziej rosła na znaczeniu. A to będzie wiązało się z rozwojem wysokich technologii. Nie jest oczywiście tajemnicą, że wiele dzisiejszych wynalazków, które mamy na co dzień zawdzięczamy NASA. Ten trend będzie narastał, ponieważ NASA nie ma już monopolu na podbój kosmosu. Coraz więcej krajów się w to angażuje. W tym Chiny. A co na to najbogatsi ludzie na świecie?

Wielu miliarderów zdobyło swoje pieniądze w ziemskich branżach po to, aby aktualnie zapatrywać się w kierunku branży kosmicznej. Mam wrażenie, że w tym wypadku nie chodzi im już tak bardzo o pieniądze, bo je oni już mają. Mają wielkie wizje, które chcą urzeczywistnić. Tacy ludzie, jak Branson, Musk, czy Bezos pokazują, że świat się zmienia. A właściwie to wszechświat się zmienia! Staje się on coraz bardziej dostępny. Oczywiście tak, jak zauważyłem, to dopiero początek drogi, która wiedzie przez setki nieudanych prób. Cel jednak jest dla wszystkich bardzo podobny: podbój kosmosu. Są już nawet produkcje telewizyjne, które szukają ludzi, którzy polecą na Marsa. Ile w tym prawdy, a ile marketingu? Tego tak naprawdę nie zbadałem :).

Czy Kosmos jest dla nas bardziej dostępny niż jeszcze wiek temu? Z pewnością tak. Udało się wylecieć w kosmos, czy stanąć na księżycu. Udało się wylądować sondą na Marsie i zbierać na temat tej planety dane. To jednak dopiero początek! I myślę, ze wszyscy mają co do tego pewność. Czekają nas lata wielkich odkryć! To, coś podobnego do odkrycia Ameryki przez Kolumba. Sami nie wiemy jak daleko sięga królicza nora.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Myśl, którą podjąłem ostatnio jest dość znacząca, więc z tego powodu napisałem kolejny felieton, w którym pochylę się nad nią. Na chwilę obecną (w moim odczuciu) internet jest jednym z największych wynalazków ludzkości. Powstało już wiele ebiznesów, z których wiele upadło. To jednak właśnie z internetem związane są największe fortuny naszych czasów!

Gdyby dobrze się przyjrzeć, to z pewnością Bill Gates nie byłby tak bogaty gdyby nie istniał internet. Z drugiej strony wiele pirackich dystrybucji jego oprogramowania rozprzestrzeniło się właśnie dzięki internetowi. Kiedyś był żart, że Bill Gates, to człowiek, którego wszyscy okradają, a on jest najbogatszy na świecie. Było w tym z pewnością trochę prawdy. Aczkolwiek aktualnie dzięki polityce licencyjnej najważniejsze produkty Microsoftu są rozprzestrzeniane od razu ze sprzętem.

Tak, jak napisałem w poprzednim felietonie: Apple zawdzięcza swój pochód do wielkości właśnie internetowi. IPod byłby tylko fajnym gadżetem bez internetowego iTunes. To właśnie dzięki niemu stał się jednym z największych wynalazków w historii muzyki. Tak samo było w przypadku iPhonea. Chociaż Jobs się sprzeciwiał idei App Store, to jednak iPhone jest taki potężny przez to, że powstają na niego tysiące aplikacji. Sam sprzęt z podstawowym oprogramowaniem może zachwycać, ale to dodatkowe rozszerzające go programy świadczą o jego wielkości.

Dwa akapity temu podjąłem ważną myśl: z internetem są związane największe fortuny naszych czasów. Najlepszym przykładem jest oczywiście Google, który jest wyceniany na ponad 400 miliardów dolarów, a jego twórcy bezustannie są na liście dolarowych miliarderów. Google to kompletnie internetowa firma. Był długi czas, że przedsiębiorstwo to nie robiło niczego, czego można dotknąć. Ich kapitałem było oprogramowanie, oraz związana z nim baza użytkowników. Oczywiście potem wkroczyło przejęcie Android, czy Motoroli.

Innym dobrym przykładem jest Snapchat. Jego ostatnia wycena sięga 10 miliardów dolarów i ciągle rośnie. Chcieli kupić go zarówno przedstawiciele Google, jak i Facebooka. Evan Spiegel z ekipą jednak walczy dalej o swoje marzenia i tworzy ten start-up samodzielnie. Czy uda się wypracować model biznesowy przekładający się na te miliardowe zyski (a nie tylko wyceny) o tym przekonamy się w ciągu najbliższych lat. Model biznesowy jest podstawową bolączką większości biznesów internetowych. Założenie sprzed wielkiej bańki dotcomów w 2000 roku było proste: miliony użytkowników wchodzą na nasze strony, a my zarabiamy na reklamie. Im dalej w las tym ciemniej i coraz rzadziej da się tak zarabiać. Trzeba osiągnąć pewną masę krytyczną. Do tego często brane są pod uwagę profile naszych użytkowników i tak wyświetlenia reklam są wyceniane.

Osobiście bardzo popieram wszelkie usługi premium. Tak naprawdę jeśli dobrze się przyjrzeć biznesom internetowym, to w niemal każdym można wprowadzić płatności. Myślę, że jest wiele portali zarabiających na reklamie, które mogłyby wprowadzić dodatkowe funkcjonalności dla użytkowników, co bardzo dobrze wpłynęłoby zarówno na stan finansów firmy, oraz na przywiązanie użytkowników do platformy. Jakiś czas temu pisałem felieton o portalu Filmweb, który jest świetnym konceptem sprawdzonym od lat. Mi jednak pasuje tam jakieś konto premium dla użytkownika końcowego. Oczywiście sztandarowym przykładem tego podejścia jest Fotka.pl, która kompletnie wymiata jeśli chodzi o ten koncept. Swoją drogą ciekawe, że jeszcze nie ma kogoś, kto całościowo skopiował koncept Fotki i przeniósł na inne rynki. A może sam Rafał Agnieszczak to wreszcie zrobi?

Zauważyłem również pewną prawidłowość: w internecie niemalże nie ma miejsca dla średniaków. Albo jest kompletna petarda i jest wielki sukces, albo biznes ledwo wiąże koniec z końcem i po jakimś czasie znika. Przykładem niech będą Demotywatory czy Kwejk. Są już setki serwisów które są kopią jednego z dwóch wymienionych przeze mnie portali. Ile z nich przetrwa 5 lat? Pewnie nawet tego nie zauważymy, bo jest tych wszystkich serwisów za dużo. Jak już chce się iść w coś takiego to trzeba znaleźć niszę i się wyróżnić. Tutaj bardzo zaimponował mi portal Bezuzyteczna.pl, który wykorzystał koncept, który działał na kilku serwisach, ale działał średnio. Brakowało mocy, która zacznie skalować ten biznes. Twórcy Bezużytecznej byli w odpowiednim miejscu oraz czasie, i zrobili to! Mimo, że koncept wydawał się oczywisty, a same obrazki zbliżone do Demotywatorów. Dzisiaj Bezużyteczna ma 1.9 miliona polubień fanpagea. Co prawda do samej formy serwowania nowych wpisów, to muszę przyznać, że przypomina ona mocno tabloid. Jednak skoro to działa, to może jest to właściwa droga.

Cały czas mam marzenie, że doczekamy się wielkiego międzynarodowego biznesu internetowego z Polski. Microsoft czy Google w polskim wydaniu są możliwe i realne! Internet pozwala szybko i skutecznie stworzyć globalny biznes i nie ma znaczenia kraj, z którego pochodzą twórcy. I choć wiadomo, że Mekką startupowców jest Dolina Krzemowa, to jednak i w polskich miastach są coraz większe możliwości. Pamiętajmy, że to u nas Google wystartuje swój Campus Warsaw, co oznacza, że amerykański gigant dostrzega potencjał w naszym kraju. Wierzę w to, że powstanie u nas prawdziwy internetowy gigant!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi