napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Ostatnio stworzyłem wpis o tym jak można stworzyć własny sklep internetowy. Mam nadzieję, że będzie on sporą inspiracją, dla tych, którzy się zastanawiają nad taką możliwością. Dzisiaj chciałbym napisać moje spojrzenie na temat dużych graczy, ponieważ dla takiego małego sklepu, mogą się oni okazać zagrożeniem. Pod tym kątem interesuje mnie przede wszystkim Polska, ale nie da się nie powiedzieć o tych największych graczach.

Najważniejszym graczem na polskim rynku jest cały czas Allegro. Mimo zmiany właściciela w dalszym ciągu to tu odbywa się większość internetowego handlu. Jak jednak pokazuje przykład Amazona i eBaya, to nie aukcje internetowe są najważniejszym elementem e-handlu. Prawda jest taka, że o eBayu już tak dużo się dziś nie mówi (choć nadal jest dużym graczem), natomiast Amazon jest na ustach wszystkich. Z pewnością ma na to wpływ ogromna wycena giełdowa, która sprawiła, że Jeff Bezos wyprzedził Billa Gatesa na liście najbogatszych ludzi świata. Aukcje internetowe dalej będą istotne, bo trafiają do tych, którzy z jakiś powodów nie chcą otwierać jeszcze sklepów internetowych, lub traktują to jako solidną odnogę swojego biznesu w kanałach sprzedaży. Dzisiaj 90% aukcji na Allegro to aukcje z opcją kup teraz. To zabija nieco ideę aukcji internetowych, która przyświecała tego typu serwisom na początku.

Dzisiaj dużo się mówi o tym, że Amazon wejdzie do Polski. Obawiam się, że nie jest to jego kluczowy cel na najbliższe miesiące. Polska jest dla niego jednym z wielu rynków, które będą miłym dodatkiem. Jednak perłą w koronie cały czas jest oddział na Stany Zjednoczone. Amazon z pewnością będzie zdobywał kolejne rynki, bo jest to naturalne następstwo. Widać jednak, jak coraz bardziej staje się on spółką nie tylko handlu detalicznego, a również firmą technologiczną. Doskonałym przykładem są tutaj własne urządzenia z Kindle w nazwie, czy chmura dla stron internetowych i aplikacji Amazon Web Services (AWS). Rdzeniem jednak nadal jest handel.

Grzechem, gdy mówi się o Amazonie, byłoby nie wspomnieć o jego największym chińskim konkurencie, czyli Grupie Alibaba. Jack Ma, jeden z najbogatszych Chińczyków - miał konkretny plan, który nieco wyhamowali inwestorzy. Dzisiaj jednak Alibaba to ogromna firma, która stanowi wyzwanie dla wszystkich w branży. Początkowo wydawało się, że jest to platforma dla sprzedawców z eBaya, którzy ściągają niewielkie ilości produktów z Chin, a następnie sprzedają je z zyskiem. Z pewnością jest to nadal pomysł na biznes wielu małych przedsiębiorców. I mają oni cały czas jedną kolosalną przewagę: czas dostawy. Jednak jeśli komuś czas dostawy nie straszny, a bardziej liczy się atrakcyjna cena, to pojawiła się opcja Aliexpress, która zajmuje się handlem detalicznym. W tym momencie jedyną istotną przewagą Allegro jest fakt, że sprzedawcy znajdują się w Polsce i klient dostaje polską gwarancję.

Zachwycając się największymi graczami horyzontalnymi, warto powiedzieć też o tych wertykalnych. Jak się okazuje wielką nadzieją dla twórców sklepów internetowych jest specjalizacja, jak w tradycyjnym handlu. Nie trzeba mieć wszystkiego jak Amazon. Można stać się ekspertem w określonej dziedzinie i dostarczać wyszukany towar w swojej niszy. Takie sklepy jak eobuwie.pl, czy oponeo.pl są związane z konkretnymi tematami i mają przychody przeliczane na miliony złotych. Nie starają się konkurować z Allegro. Oni znaleźli temat, w którym mogą być najlepsi i to po prostu ma sens.

Także wracając jeszcze do felietonu o zakładaniu sklepu: warto znaleźć dziedzinę, w której się odnajdujemy i będziemy mogli tak po prostu po ludzku doradzić. Towar taki jak u nas znajdziemy pewnie u któregoś z dużych graczy. Jednak pięciogwiazdkowa, wyspecjalizowana obsługa klienta może być tylko u nas!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 

Jak pokazuje nam czas: najbogatszy człowiek na świecie jest królem tej branży. Czy warto się tym zainteresować? Czy jest w tym przyszłość? Jakie trzeba spełnić predyspozycje, aby dobrze to robić?

Handel internetowy jest teraz modną dziedziną. Z jednej strony powstaje coraz więcej sklepów, które nie zawsze prezentują sobą najwyższą jakość. A z drugiej strony cała otoczka, usługi towarzyszące również wzrastają w siłę. Odpowiadając na pytania z pierwszego akapitu: warto się zainteresować e-commerce, bo to branża, która będzie coraz mocniej rosnąć. Chodzi tutaj o miliardy. A żeby to dobrze robić trzeba być tak naprawdę kreatywnym i wytrwałym. Trzeba wziąć także pod uwagę, że to zazwyczaj jest po prostu ciężka praca fizyczna, którą trzeba wykonać wokół towaru i jego wysyłki.

Od czego zacząć? No przede wszystkim od branży, w której chcielibyśmy działać. Jakie produkty chcielibyśmy sprzedawać. Należy pamiętać, że najlepsza branża to ta, na której się znamy. Ludzie będą pisać lub dzwonić, a my powinniśmy mieć pojęcie na temat tego, o co oni pytają. Gdy już mamy branżę, to warto pomyśleć o marce, którą wokół tego wszystkiego stworzymy. Marka to kilka elementów: nazwa + logo + domena + slogan. Na tym etapie najważniejsza jest domena. Jest to nasz adres w wirtualnej pajęczynie. Eksperci mówią, że jesteśmy o jeden klik od naszej konkurencji. I to jest prawda, bo nie musimy wykupić lokalizacji na 5tej Alei w Nowym Jorku. Wystarczy dobra domena. Możemy mieć super pomysł na nazwę, ale problemem może okazać się właśnie domena :).

Kilka wpisów temu pisałem dość obszernie o rynku domen. Raczej odradzałbym kupowanie domeny od kogoś. To zawsze dodatkowe koszta i dużo czasu, aby dopiąć wszystko na ostatni guzik. Dzisiaj można wejść na strony typu nazwa.pl, home.pl, domeny.pl i w ciągu kilku sekund sprawdzić czy domena, która nas interesuje jest dostępna. Na pewno bardzo trudno będzie znaleźć interesującą nas domenę .pl. No chyba, że nasza nazwa będzie jakimś neologizmem, na który nikt wcześniej nie wpadł. Jeśli domena .pl jest zajęta to warto popatrzeć na propozycje rejestratora, który na początku dodaje eNazwa, iNazwa, lub na końcu nazwa24. Warto również pomyśleć o nowych domenach. Jakiś czas temu pojawiło się wiele domen najwyższego rzędu i zamiast nazwa.pl możemy mieć na przykłąd www.nazwa.pizza lub www.nazwa.red . W wypadku gdy rejestrujemy takie domeny warto zarejestrować również www.nazwared.pl tak gdyby komuś się pokręciło przy wpisywaniu. Ogólnie to domena internetowa powinna być łatwa do przekazania przez telefon laikowi. To dobry test dla domeny.

Kolejny krok to oprogramowanie. Od razu warto powiedzieć, że w dzisiejszych czasach nie warto pisać oprogramowania od zera. Może gdy Jeff Bezos startował, to warto było to robić, bo nie było kompletnie nic. Dzisiaj jest tyle gotowych rozwiązań, że nie ma sensu wymyślać prochu. To może się udać jedynie w przypadku, gdy wymyślamy coś konkretnie innowacyjnego, czego nigdzie indziej nie ma. Z moich doświadczeń wynika, że warto zainwestować w platformę sklepową. Za pomocą kreatorów stworzymy dla siebie cały sklep. Szczególnie warto się zainteresować IAI, Redcart, lub Shoplo. Te dwie pierwsze mają dość dobrze zrobione na Polskę moduły dropshippingowe. A co to jest? Dropshipping to nowe rozwiązanie dla handlu elektronicznego. Idea jest taka, że nie mamy towaru u siebie tylko znajduje się on w hurtowni. My przyjmujemy zamówienie, przekazujemy je do hurtowni, a ona wysyła. Na początku to może okazać się cenne gdy nie mamy jeszcze tak dużego kapitału, aby inwestować w towar.

Drugą opcją są darmowe rozwiązania. Może wydawać się, że są one dużo łatwiejsze, ale to tylko pozorne. Trzeba opłacić serwer, bo na darmowym tego nie zrobimy. I trzeba mieć wiedzę, aby je zainstalować. Co oznacza najczęściej, ze musimy wziąć jakiegoś programistę, albo nawet całą firmę programistyczną. Wszelkie integracje, rozbudowy, dodatkowe elementy wiążą się z płaceniem za to. Nie chcę totalnie do tego zniechęcać, bo może się to czasem okazać lepsze rozwiązanie wtedy gdy chcemy bardzo rozbudować sklep według własnych pomysłów. Swój wybór oprogramowania każdy powinien dokonać sam. Z mojej perspektywy najlepiej użyć platformy sklepowej. Nie mam jednak monopolu na uniwersalne rozwiązania :).

Ważnym elementem naszej drogi jest profesjonalny design. Moim zawodem wykonywanym jest programista. I mimo że widzę potęgę kodu, to mam świadomość, że ludzie kupują oczami. Możesz mieć najlepsze oprogramowanie, ale jeśli Twoja strona jest brzydka i nieprofesjonalna, to ludzie nie kupią. Żebyśmy się zrozumieli: to nie chodzi o to, że masz mieć najpiękniejszą na świecie grafikę, ale ma ona być w oczach ludzi profesjonalna. Jeśli podchodzisz do tematu poważnie, to grafika powinna być profesjonalna. Mam jednak wrażenie, że logo firmy jest jeszcze ważniejsze niż cały layout. Chodzi mi o coś co eksperci nazywają znakiem towarowym. Możesz na początek skorzystać z gotowego szablonu, ale logo (znak towarowy) powinien być profesjonalny i oryginalny. Gdy już wszystko będzie działać, to zadaj sobie pytanie czy sam kupiłbyś w takim sklepie :).

Kolejny element to wypełnienie treścią. To również jest bardzo ważne. Dwa elementy łączące temat to tekst i zdjęcie. Co do zdjęć, to znowu wracamy do określenia, że ludzie kupują oczami. Jeden obraz daje więcej niż tysiąc słów. Warto robić profesjonalne zdjęcia. Druga kwestia to tekst. Kiedyś napisałem książkę Zjedz Konkurencję, która opisuje jak można pisać profesjonalne teksty. W tej dziedzinie utonąłem parę lat temu. Zdjęcie i dobry tekst może sprawić, że więcej osób kupi. To jest powód dlaczego warto się tym zainteresować. Jest też druga ważna kwestia, co do tekstu: jeśli mamy autorski tekst, to Google dużo lepiej na nas patrzy :). A to oznacza więcej wejść na stronę za pośrednictwem wyszukiwarki.

Gdy jesteśmy już w temacie wyszukiwarek, to warto powiedzieć o promocji. Na tym etapie działalności warto zainteresować się trzema z nich: SEO, SEM i Social Media. SEO (Search Engine Optimization) to takie przygotowanie strony, aby lubiły ją wyszukiwarki. Tutaj szczególnie warto polecić kursy Lexy (https://www.lexy.com.pl/blog/pakiet-certyfikowanych-kursow-seo) . Jest to droga, którą i tak wszyscy będziemy musieli iść. Dobre pozycjonowanie to podstawa dochodowego ebiznesu. SEM (Search Engine Marketing), to szybsza droga. Zamiast dostosowywać stronę kupujemy kampanie w produktach Google takich jak AdSense. Myślę, że dobrym pakietem na start może być https://learndigital.withgoogle.com/internetowerewolucje kurs od Google, który uczy marketingu internetowego :). Social Media to wszystkie kanały typu Facebook, Instagram, czy Twitter. Możemy założyć tam profile i zbierać lajki, followersów, czy udostępnienia. Drugą opcją jest nie zbieranie lajków, tylko promowanie bezpośrednio strony. Jest sporo kursów jak do tego podejść. Z mojej perspektywy najlepiej skorzystać z tych z www.infolia.pl .

Gdy dobrze przygotujemy i wypromujemy naszą stronę, to zostaje proza internetowego życia :). Kupuje się kolejny towar, odpowiada na pytania klientów. Tutaj warto powiedzieć o obsłudze klienta. Zdecydowanie powinieneś się skupić na pięciogwiazdkowej obsłudze klienta. To sprawi, że klienci wrócą i dadzą znać innym. Warto więc skorzystać z takich rozwiązań jak LiveChat, w którym to dostajemy narzędzie do odpowiadania na pytania klientów. Mamy narzędzie, które pozwala nam od razu odpowiadać na pytania klientów. Zostaje wtedy już tylko kwestia znajomości branży i jakość komunikacji. Aby komunikować się z klientami warto skorzystać także z tzw. Email Marketingu. Zbieramy na naszej stronie mejle od zainteresowanych i co jakiś czas wysyłamy do nich email. Kwestia jest taka, że e-mail działa dużo lepiej niż wszystkie inne wymienione sposoby marketingu. Zdobywamy go raz i potem już możemy pisać :). Jeden ze znanych marketerów powiedział, że baza e-maili to złoto internetu. Oczywiście trzeba przygotować politykę prywatności, aby nie wyjść na spamera.

Myślę, że ta dawka informacji to dobry start do własnego sklepu internetowego :). Powtórzę się, ale najbogatszy człowiek na świecie jest właścicielem sklepu internetowego :). On też kiedyś musiał podjąć decyzję, aby rozpocząć tę działalność. A jak wynika z jego biografii zrezygnował on z bardzo dochodowej pracy finansisty :).

Powodzenia!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Festiwale muzyczne stały się sporym zasobem marketingowym. Wiadomo, że największym festiwalem jest Przystanek Woodstock tworzony przez WOŚP. Jednak żadnemu ze sponsorów tego wydarzenia nie udało się przemycić nazwy swojej marki do nazwy własnej festiwalu. Jednak jak widać nie zawsze o to chodzi.

Doskonałym przykładem może być trasa koncertowa stworzona przez browar Żywiec nazwana Męskie Granie. I choć nazwy piwa nie ma w nazwie trasy, to jednak obie te nazwy są wypozycjonowane w umysłach odbiorców jako elementy nierozłączne. Męskie Granie jest trasą koncertową od początku stworzoną przez Żywca. Z pewnością stała się ona niemalże obowiązkowym elementem wakacyjnej mapy Polski. Co trzeba zrobić, aby stworzyć taką markę?

Żywiec od początku stawiał na najlepszych artystów. W tym kontekście nigdy nie szedł na kompromisy. Z pewnością wiele osób pamięta bardzo znany utwór Wszyscy muzycy to wojownicy, który promował pierwszą trasę. Już wtedy zdecydowano się na współpracę z Wojciechem Waglewskim, Maciejem Maleńczukiem, czy Abradabem. I choć sam utwór nie doczekał się teledysku w normalnym tego słowa znaczeniu (istnieje wersja z pokazem zdjęć artystów), to jednak wpisał się on do pewnego kanonu.

Męskie Granie każdego roku tworzy utwór promujący trasę z wysokiej jakości teledyskiem. Zespół, który wykonuje utwór nazwany jest Męsie Granie Orkiestra i dołączają kolejni artyści, którzy wpasowują się w ideę trasy koncertowej. W tym roku są nimi Monika Brodka, Piotr Rogucki i Tomasz Organek. Nazwiska na rockowej scenie bardzo silne. Podobał mi się żart Moniki Brodki na temat jej fryzury. Artystka stwierdziła, że była najmniej męska w towarzystwie i dlatego zdecydowała obciąć się na bardzo krótkiego jeża.

Wniosek nasuwa się jeden: skoro od tylu lat Żywiec trwa w organizowaniu Męskiego Grania, to musi się mu to po prostu opłacać. Mam świadomość, że chodzi tu bardziej o aspekt wizerunkowy. Jednak obie marki są na tyle silne, że sponsor trasy odczuwa to również finansowo. Dla polskiej muzyki u początku XXI wieku Męskie Granie stało się istotnym kamieniem milowym. Wystarczy spojrzeć na nazwiska/pseudonimy występujących muzyków. Jest to praktycznie elita muzyki współczesnej.

Co ciekawe Męskie Granie stara się nie ograniczać do jednego gatunku muzycznego i tak na jednej scenie może się pojawić hip-hopowiec i rockman. Marketingowo jest to prawdziwy majstersztyk. Jestem fanem udanych kampanii promocyjnych, w które wpisuje się sponsoring tytularny. Pytanie tylko czy to, co robi żywiec można nazwać jeszcze sponsoringiem tytularnym. Prawda jest taka, że Żywiec sam sobie te imprezę organizuje, a nazwy marki nie ma w nazwie własnej imprezy. To świadczy tylko o tym, jak dobrze przemyślany jest to koncept.

Warto zauważenia jest tak, że o ile takie imprezy jak Opener czy Orange Warsaw Festival w dużym stopniu liczą na zagranicznych artystów, którzy mają stanowić o jakości imprezy, o tyle Męskie Granie znane jest z angażowania przede wszystkim polskich artystów. To nadaje dodatkowo jakości tej trasie koncertowej, ponieważ marka ma swoją tożsamość i jest kojarzona z konkretnymi wartościami.

Bardzo się cieszę jako odbiorca polskiej muzyki, że jest taka trasa koncertowa, jak Męskie Granie. Warto tutaj zauważyć, że koncert inauguracyjny w Żywcu często jest streamowany przez internet, co oznacza, że twórcy trasy lubią korzystać z nowoczesnych środków przekazu. Życzę Męskiemu Graniu kolejnych lat w świetności! :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Przyglądam się od lat stroną typu Demotywatory czy Kwejk. Ich model działania jest bardzo prosty, a jednocześnie mają one bardzo dużą widownię. Zastanawiam się co byłoby jakby jednak z tych stron wyszła ponad to, co już znamy i stworzyła zupełnie nowy model prowadzenia tego typu przedsięwzięć.

Najbardziej innowacyjny na tej drodze wydawała się Kwejk, który miał nawet przez moment własne radio internetowe. To mogła być prawdziwa rewolucja, ale słuchalność pozostawiała sporo do życzenia. Czy jednak da się wykorzystać markę i miliony użytkowników tak, żeby wykształcić jakiś innowacyjny model biznesowy? Czytałem około dwóch lat temu wywiad z twórcą Kwejka, który mówił, że początkowo chcieli oni robić kolejne marki Kwejk coś tam. Przejechali się jednak na radiu i ich drugim planem było tworzenie nowych marek dla kolejnych projektów. Z tego co widzę pojawiło się kilka projektów, które są tak naprawdę wyspecjalizowaną kopią tego, co daje Kwejk.

Miałem przez moment pomysł, aby samemu zrobić taką stronę. Jednak już na starcie chciałem dodać konta premium, które miały pozwolić mi zarobić z jednej strony, a dać dodatkowe możliwości użytkownikom z drugiej strony. Miałem świadomość, że takie konta nie mogą być drogie, ponieważ jest to specyficzna grupa internautów. Jednak kwota rzędu kilkudziesięciu złotych pomnożona przez tysiące abonentów pozwalałaby mieć efekt skali. Ktoś mi kiedyś tłumaczył, że coś takiego się raczej nie sprawdzi na tego typu stronach. Ten ktoś chyba nie widział JoeMonster, gdzie to po prostu tak działa.

Ostatecznie z mojego projektu zrezygnowałem ze względu na niepoważnych współpracowników. Choć sporo kodu powstało na jego potrzeby. Dzisiaj skupiam się na bardziej prestiżowej branży i pracuję w ciekawszych dla mnie technologiach. O tym jednak napiszę więcej za jakiś czas :). Nadal jednak uważam, że konto premium ma ogromny potencjał w tego typu stronach. Dlaczego? Grupa docelowa być może czasami jest skąpa, ale pamiętajmy, że to również oni płacą żywą gotówką za dodatki w grach i za same licencje do gier. Może trochę generalizuję, bo grup jest z pewnością kilka rodzajów. A są wśród nich także takie, które zarabiają bardzo dobrze i są w stanie zapłacić za dodatkowe opcje lub brak reklam.

JoeMonster jest w tej chwili jedyną stroną tego typu, która pobiera opłaty od użytkowników. Jednak jest ona znacznie bardziej rozbudowana niż takie Demotywatory czy Kwejk. Moim zdaniem Kwejk miałby potencjał, który pozwoliłby stworzyć zupełnie nowy wymiar i model biznesu. Co może być w koncie premium? Tutaj są nieograniczone możliwości, a kończą się one na wyspecjalizowanych aplikacjach, do których dostęp mają płacący użytkownicy. Ja nawet myślałem o programie do map myśli. Inną opcją jest lista zakupów. Tutaj w ogóle świetnie by się to łączyło z aplikacjami mobilnymi. Jest z pewnością potencjał czy tylko ja go widzę? :)

Jest druga kwestia, o której pragnąłbym napomknąć. Cały czas nie rozumiem czemu Kwejk nie wyszedł na świat. Z jednej strony polecałbym mu konta premium a z drugiej ekspansję. W tej chwili widać, że trochę stoi w miejscu i tylko dostosowuje aplikację do zmieniających się czasów. Z tego co pamiętam: sam twórca mówił, że trochę przespał moment na zagraniczną ekspansję. A ja myślę, że ten moment cały czas trwa tylko trzeba wymyślić coś, czego zagraniczne strony nie mają. I tutaj jest dalszy element potencjału, o którym pisałem wcześniej. Kwejku pokaż nam wszystkim :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Z tematem map myśli spotkałem się wiele lat temu. Na początek czytałem o nich w internecie, potem starałem się przeczytać książkę autora tej metody Tonyego Buzana. Było to jednak napisane zbyt skomplikowanie. Przez wiele lat robiłem mapy tak, jak czułem, aż w końcu trafiłem na Mapologię dostępną w Złotych Myślach, autorstwa Katarzyny Szafranowskiej. I tak od tego czasu przez lata coraz chętniej tworzę mapy :).

Aby zrozumieć ideę map myśli trzeba zastanowić się nad sposobem działania mózgu. Przez lata jesteśmy uczeni robienia notatek od lewej do prawej w sposób linearny. Tymczasem mózg działa w sposób nielinearny. Mózg uwielbia przeskakiwać z tematu na temat i mimo, ze staramy się go zmusić aby skupił się na tym, co teraz piszemy na kartce, on lubi krążyć wokół różnych tematów. Od ogółu do szczegółu. I w ten sposób należy notować.

Mapa myśli swą strukturą przypomina drzewo lub pajęczynę. W samym centrum kartki rysujemy figurę geometryczną (prostokąt, owal), w którym umieszczamy tytuł, a następnie rysujemy gałęzie, gdzie w 3 słowach opisujemy dany dział, któremu w tym momencie się poświęcimy. Od tych gałęzi odchodzą kolejne gałęzie, gdzie opisujemy daną rzecz bardziej szczegółowo. Staramy się aby na każdej gałęzi były maksymalnie 3 słowa, napisane drukowanymi literami. Są to tak zwane haki. Nie potrzebujemy opisywać bardzo długo tego, co mamy na myśli. Często wystarczy zamknąć to w 3 słowach, które odwołują się do naszej pamięci.

Bardzo ważnym elementem map myśli są kolory i obrazki. Ja osobiście robię to tak, że całość piszę długopisem, a następnie koloruję każdą gałąź z podgałęziami na dany kolor pisakiem. Rysunki najlepiej robić na pierwszych gałęziach. Nie chodzi tu o prace na poziomie Picassa, ale proste rysunki narysowane w parę sekund. To bardzo, bardzo pomaga, gdy na taką kolorową mapę z rysunkami się patrzy. Rysunki również pełnią rolę haka pamięciowego. Gdy mamy tylko tekst jest trudniej.

Warto pamiętać, że mózg, który mamy między uszami uwielbia kreatywność i zabawę. Doskonale pamiętam, jak w jednej z książek Buzana uczył on tricku z zapamiętywaniem 10 słów. Zamiast wkuwać je na pamięć należało użyć wyobraźni i kreatywności. Jak to zrobić? Za pomocą kredek rysowało się 10 obrazków, które kształtem przypominają daną liczbę. Np. dwa to łabędź, a jeden to ołówek. A potem w wyobraźni, aby zapamiętać 10 słów, należało stworzyć historyjkę/obrazek, jak słowo z listy łączy się z obrazkiem, który narysowaliśmy. Sztuczka była o tyle efektowna, że można było powiedzieć listę od początku do końca, od końca do początku, jak i na wyrywki :). Nasz mózg ma nieograniczone możliwości.

Jeden ze znanych psychologów powiedział, że nasz mózg ma możliwości superkomputera, a my korzystamy z niego jak z kalkulatora. Jeśli chcemy nauczyć się efektywnie notować, to warto zainteresować się mapami myśli. Nie jestem w stanie tutaj opisać tej metody w jednym felietonie na bloga, ale z czystym sercem mogę polecić Mapologię ze Złotych Myśli. Oprócz niej warto zapoznać się z innymi dziełami autorki Mapologii, które znajdzie się na Szybkanauka.pro. Ja osobiście przerobiłem sporo kursów i widzę mocną poprawę. W tej chwili skupiam się na szybkości mojego czytania :). Jestem w szoku jak wiele prostych sztuczek może w znacznym stopniu podnieść szybkość i jakość naszego czytania. Aktualnie moim celem jest jak najszybciej czytać książki techniczne :).

Myślę, że w przyszłości napiszę jeszcze jakiś wpis w tym temacie, ponieważ bardzo wierzę w możliwości ludzkiego mózgu!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Polska według WP 2017-05-29 20:17
 Oceń wpis
   

I choć skrót WP przez programistów jest dość mocno kojarzony z Wordpressem (najpopularniejszym systemem zarządzania treścią napisanym w języku programowania PHP), to w polskim internecie skrót WP kojarzy się jednoznacznie: Wirtualna Polska. Grupa WP stała się niesamowicie silną grupą medialną i widzimy kolejne starania jej właścicieli, aby pozycja była jeszcze bardziej umacniana.

WP to najstarszy polski portal internetowy. Zaczęło się od tego, że spółka Centrum Nowych Technologii stworzyła katalog stron. Potem była inwestycja funduszu należącego do Intela, sprzedanie całości Telekomunikacji Polskiej, aż wreszcie panom z Grupy o2 udało się przejąć całość. Nie chciałbym aż tak bardzo grzebać w historii, bo jest to tematyka bardzo rozbudowana. Dzisiaj ważniejszy jest stan aktualny. Jak pokazują statystyki oglądalności stron internetowych Grupa WP jest cały czas w czołówce.

Przejęcie WP przez o2 było bardzo dużym przedsięwzięciem. Dwie grupy o silnych pozycjach stały się jednością. W dalszej drodze było przejmowanie kolejnych serwisów, jak to gdy przejętego Grupę Money.pl. Jednak samo połączenie o2 i WP jest dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń w polskiej sieci. Wiem, że może budzi to jakieś kontrowersje, ale w gruncie rzeczy mówimy tu o powstaniu kolosa i to nie na glinianych nogach :).

Wirtualna Polska cały czas ściga się o oglądalność z innymi portalami. Nie jestem do końca przekonany czy to chodzi o to by słupki mówiące o wyświetleniach były jak najwyższe. Sama świadomość marki, która buduje jej wartość jest również bardzo ważna. Może i dobrze jest jak portal znajduje się na pierwszym miejscu w rankingu ilości wyświetleń. Ale to, co naprawdę istotne to marka, która się dobrze kojarzy. Marka oparta o solidne wartości. Tworząca wokół siebie tożsamość. Zdecydowanie WP to ma! Pamiętam doskonale serię reklam telewizyjnych >>Dzieje się w Polsce w Wirtualnej Polsce <<. W naszej polskiej skali to było porównywalne z tym co agencje reklamowe zrobiły dla Apple, gdy wprowadzano iPoda :).

Jedno co mnie tylko mocno smuci, to fakt, że portale, o których mówimy w tym felietonie, tak naprawdę nie wychodzą poza Polskę. Sama nazwa Wirtualna Polska jest nieco ograniczająca gdyby chcieć z nią wyjść na świat. To nieważne czy Onet, czy Interia tak naprawdę to cały czas są marki lokalne. Czy nie da się wyjść z tak wielkim przedsięwzięciem poza obręb jednego kraju? Jak pokazują ostatnie wieści ze świata: Yahoo zostało stosunkowo tanio sprzedane. Pamiętam moje początki z internetem, gdy eBay, Yahoo i Amazon były stawiane jako internetowe potęgi. Dzisiaj najlepiej wygląda Amazon, który sprawił, że Jeff Bezos jest w Top 10 najbogatszych ludzi na świecie. Czy koncepcja na portal ogólnotematyczny jest niedostosowana do ery Web 2.0?

W Polsce portale przez cały czas są odwiedzane przez miliony użytkowników. Na świecie jednak ciągle toczy się walka między web 1.0 a web 2.0. Artykuły mają być dostępne bez wychodzenia z Facebooka. Wielkie portale wspierają się swoimi fanpageami i Twitterem. Czy to oznacza, że model, w którym redaktorzy tworzą treści przechodzi ku powolnej rewolucji? Jak to ostatecznie będzie wyglądać? Czy za 10 lat WP będzie przypominać Facebooka? Jest wiele pytań, na które ciężko dziś odpowiedzieć. Warto jednak podkreślić to, co napisałem przed chwilą: WP ma jedną z najsilniejszych marek w polskim internecie! To sprawia, że może sobie pozwolić na tworzenie własnej telewizji mimo że nie ma wsparcia wielkich koncernów medialnych. Po tych wszystkich wywodach dochodzę do wniosku, że jako Polacy możemy być dumni z Wirtualnej Polski :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Co kilka miesięcy pojawia się informacja, która na chwilę elektryzuje światową opinię publiczną. Zazwyczaj jest z nią związany profesor Hawking. Człowiek, o jednej z największych wartości IQ na świecie, a jednocześnie straszny pesymista co do losów ludzkości :).

Czy inteligentne maszyny zawładną światem, który znamy? Czy niebawem skończą się surowce naturalne, albo nastąpi wielki kataklizm i będziemy musieli się wynieść z Ziemi? Teoretycznie jest to wszystko możliwe. Twórcy filmów SF już od dawna przewidują najczarniejsze scenariusze. Czy jednak jest to realne zagrożenie? Z pewnością obecność człowieka na ziemi jest dla niej sporym obciążeniem. Potrafimy sprawić, że wyginą jakieś gatunki zwierząt, czy masowo niszczymy środowisko naturalne. W jednym z bardziej znanych filmów SF Matrix Agent Smith mówi na przesłuchaniu do Morfeusza, że jesteśmy jak wirus, który niszczy wszystko. Może więc jednak stowarzyszenia ekologów mają sporo racji gdy alarmują nas o kolejnych zagrożeniach.

Najboleśniej cenę rozwoju płacą dzisiaj z pewnością wielki chińskie ośrodki przemysłowe. Każdy wie, że chińskie prawo nie jest tak restrykcyjne wobec producentów jak chociażby to europejskie. Stąd właśnie pojawia się smog, a ludzie muszą chodzić w specjalnych maseczkach. Wynika to właśnie ze stosowania przestarzałych technologii, które w Europie czy Stanach są już najczęściej zakazane. Skoro Ziemia jest coraz bardziej zanieczyszczona, to wielcy tego świata coraz wyraźniej patrzą w kosmos

Kosmos jest pełen niewiadomych. Gdyby nasze technologie były rozwinięte chociaż w 10% tak, jak w zaawansowanych filmach gatunku SF, to może patrzenie w gwiazdy i sny o podboju kolejnych galaktyk miałyby większy sens. Na chwilę obecną jesteśmy na starcie. Jest to okres mierzony w dziesiątkach lat. Jak zauważył Krzysztof Gonciarz: nasze czasy to nie są te najbardziej ekscytujące czasy, bo następne pokolenia będą podbijać kosmos! I jest w tym sporo prawdy, chociaż ja mimo wszystko lubię czasy, w których żyjemy, bo są one początkiem czegoś wspaniałego. Albo jak wolą wielcy naukowcy początkiem końca.

Jakoś nie obawiam się inteligentnych maszyn. Jeśli do tej pory sztuczna inteligencja nie jest na poziomie, którego powinniśmy się obawiać, to myślę, że człowiek ma jednak władzę nad jej rozwojem. Chyba, że inteligencja bardzo by się rozwinęła i zadziałałby efekt wirusa komputerowego, w którym odwróciłaby się ona przeciwko nam. Skoro Hawking i Musk stosują listy otwarte do ludzkości ostrzegając nas przed czarnym scenariuszem, to może jednak i ja i setki mnie podobnych jesteśmy zbyt wielkimi optymistami.

W tym tekście jest więcej pytań niż jasnych odpowiedzi. Z pewnością wynika to z niepewności, które rodzą się wokół tej tematyki. Wiem jednak, że to wszystko co mamy dziś może być początkiem wspaniałej drogi. Jest to droga pełna niebezpieczeństw i wyrzeczeń. Nagrodą jednak jest dobro ludzkości. Kiedyś luksusem było mieć gorącą wodę w kranie. Dzisiaj połowa ludzkości już to ma i nie jest to żaden luksus. Jeśli maszyny zaprzęgniemy do pracy, to my sami będziemy mogli pracować poniżej 20 godzin w tygodniu. Oczywiście nie każdemu będzie odpowiadać taka krótka praca, ale gdyby maszyny wykonywały za nas większość pracy, to byłoby to spokojnie możliwe. Oczywiście tak, jak w Terminatorze mógłby nastąpić bunt maszyn i czekałaby nas zagłada. Jednak to naprawdę są jakieś okrutne scenariusze, które mają racje bytu w przypadku kina SF. Więc spokojnie przyszłość należy do nas!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Telewizja się zmienia… 2017-04-26 21:28
 Oceń wpis
   

Przyglądam się rynkowi telewizyjnemu od wielu lat. Do pewnego momentu wszystko wydawało się być oczywiste, a karty dawno rozdane. Istniała silna Telewizja Publiczna i dwa ważne koncerny medialne: Polsat i TVN. Z czasem zaczęło przybywać polskojęzycznych kanałów. Jak zauważył Maciej Orłoś w tej chwili na rynku jest ponad 300 kanałów polskojęzycznych. Największe koncerny tworzą kolejne kanały tematyczne, a Telewizja Publiczna cały czas jest dotowana z abonamentu. Czy jednak to wszystko się za chwilę nie zmieni? :)

Wszystkiemu winny jest internet i wzrost jego znaczenia. Tradycyjne media takie jak radio, prasa i telewizja nagle zaczynają być coraz bardziej skonsolidowane. Wszystkim się wydawało, że będzie się to odbywać bardzo powoli, ale widać jak internet zjada tradycyjne media! Wiem, że to może zdanie nieco na wyrost, ale nieuchronnie ku temu to dąży. Nagle internet ma odpowiedniki wszystkich tradycyjnych mediów, a walka o uwagę odbiorców tak naprawdę dopiero się zaczyna.

Skupmy się jednak na telewizji. Koncepcja efemeryczności, w której film jest emitowany o określonej godzinie - zaczyna znikać. W jej miejsce wchodzą aplikacje takie jak Player.pl, iPla czy HBO Go. Mamy wszystko dostępne o dowolnej godzinie, dowolnego dnia. Czy to jest dobre? Z pewnością wymaga to jeszcze większej walki o widza. Fakt to interesujące gdy nie muszę czekać żeby konkretnego dnia o konkretnej godzinie obejrzeć odcinek mojego ulubionego serialu. Z drugiej jednak strony miało to swoją zaletę w postaci motywacji: muszę obejrzeć to teraz, albo coś stracę. Myślę, że tutaj bardziej mogą się wypowiadać psycholodzy.

Druga kwestia jest tak, że wielkie telewizje musiały stworzyć swoje wirtualne aplikacje, co nie uchroniło ich przed nowymi konkurentami. Najlepszym przykładem jest Netflix. Pierwszym światowym hitem Netflixa był serial House of Cards. Tytuł z pewnością słyszeli wszyscy. Okazało się, że można nakręcić cały sezon serialu i wrzucić go w jednym momencie do internetu. Użytkownicy bardzo ochoczo przyjęli taką propozycję dostarczania contentu. Co ważne: Netflix nie utrzymuje się z reklam firma ta pobiera abonament, w którym użytkownicy płacą za miesięczny dostęp do filmów i seriali.

Kolejną kwestią, dość istotną, jest piractwo. Jak grzyby po deszczu powstają serwisy, w których można w nielegalny sposób obejrzeć filmy i seriale. Doszło nawet do takiego paradoksu, w którym piraci żądają zapłacenia sobie za usługi premium. A usługi premium to oczywiście dostęp do nielegalnych filmów, do których nie może wejść zwykły użytkownik. Dość głośną sprawą jest cały czas reklamowanie się przez poważne firmy na tego typu portalach. Budzi to oburzenie branży filmowej i telewizyjnej. Z pewnością jednak wpływa to na oblicze telewizji w XXI wieku.

Telewizja musi podlegać ciągłej zmianie. Formaty są kopiowane lub kupowane są licencje. Koszt reklamy telewizyjnej ciągle rośnie, a ilość płatnych kanałów się powiększa. Telewizja Publiczna jest cały czas wspierana abonamentem, co pozwala jej na przykład nie przerywać filmów reklamami. U progu XXI wieku to nie będzie trwać wiecznie. Telewizja będzie coraz bardziej zależna od internetu. Wiem, że dla niektórych gigantów branży jest to trudne do przełknięcia, ale internet nie wpływa tylko na media. Internet wpływa na wszystko.

Zostaje więc jeszcze jedna kwestia: wideo w internecie. Telewizja musi konkurować o uwagę młodszych widzów z Youtuberami! Czy wielkim mediom się to podoba, czy nie nagle muszą one konkurować z domorosłymi produkcjami, które stopniowo się profesjonalizują. Ale gdy część branży sprofesjonalizuje, to pojawią się nowe młode wilki głodne sukcesu. Powstają specjalne agencje, które zrzeszają Youtuberów. W świetle tego Telewizja ma coraz trudniejsze życie. No ale cóż zrobić taki już jest ten początek XXI wieku :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Wiele osób mówi o polskich youtuberach, ale na nich świat się nie kończy. Co jeszcze można zrobić? Na przykład rysować komiksy lub generować zmyślone newsy. I jak to często bywa: samorodne talenty dostrzegają wielkie koncerny i biorą je pod swoje skrzydła.

Z komiksami jest dzisiaj tak, że nawet nie trzeba mieć wielkiego talentu rysowniczego aby je tworzyć. To jest dość ciekawe, ale ważniejsze staje się trafienie w odpowiednią tematykę, charakterystyczne poczucie humoru, oraz konsekwencja. Dwa takie komiksy, których jestem wielkim fanem to: Andrzej Rysuje i Zuch Próbuje Rysować. Co je łączy? Chyba tylko to, że są komiksami. Andrzej stara się stworzyć kreskę satyryczną, która pokazuje w zabawny sposób sytuację w Polsce. Jest to stricte polityczny komiks, który często powstaje pod wpływem najpopularniejszych newsów. Talent Andrzeja zauważyła Wyborcza i publikuje jego kreski w swoim portalu. Rysunki może nie są jakimiś dziełami sztuki, ale myślę, że takie właśnie mają być.

Zuch z kolei to grafik z zawodu, który uciekł z korporacji i jest teraz freelancerem. Jednym z dzieł jego autorstwa był skład najnowszej książki Jasona Hunta. Jakiś czas temu Zuch zdecydował się połączyć wszystkie swoje działalności w ramach jednej strony. Wcześniej osobno była strona z komiksami, blog, oraz strona jego studia graficznego. Czy był to dobry ruch, to przekonamy się pewnie niebawem. Warto jednak zauważyć, że Zuch jest w swoich działalnościach niezwykle spójną osobą i one po prostu do siebie pasują! Jeśli chodzi o same komiksy, to jest to zupełnie inna tematyka niż u Andrzej Rysuje. Zuch skupił się na obśmiewaniu życia w korporacji. Choć sam nie jest już jej częścią, to z pewnością ma spore doświadczenie z przeszłości. Jego komiksy są przekazywane oczami grafika w korporacji.

Komiks to bardzo ciekawa forma wyrazu artystyczno-satyrycznego. Już wieki temu zdobyła ona codzienne gazety i tygodniki w Stanach. Tak powstał Garfield czy Dilbert. Czy dzisiaj internet jest bardziej wyrazistym nośnikiem takiej informacji? Myślę, że również można trafić do szerokiego audytorium. Kiedyś gazety codzienne były jednym z najważniejszych źródeł informacji. Były kupowane w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Telewizja nieco rozleniwiła konsumentów i sprzedaż troszeczkę spadła. Jednak ciężko było w telewizji zaprezentować komiksy. I tutaj wkroczył internet. Codzienne newsy bardzo chętnie oglądamy w internecie. A gdzieś pomiędzy tym przewijają się krótkie komiksy, które stanowią dla nas inteligentną rozrywkę. A co jeśli same newsy są zmyślone?

To kolejna bardzo ciekawa droga działalności internetowej. Pewnie słyszałeś o AszDziennik. Myślę, że slogan mówi wszystko: najlepsze zmyślone newsy w kraju. Poziom jaki prezentuje autor tej strony potrafi kompletnie rozbroić czytelnika. W momencie kiedy dzisiejsza rzeczywistość polityczno-gospodarcza jest przepełniona różnymi dziwactwami ktoś postanowił sobie z tego pożartować i dorzucić do pieca. Asz Dziennik został przejęty przez Grupę Na Temat, co świadczy o wysokiej jakości satyry. Po co bombardować internautów prawdziwymi newsami, skoro na podstawie tych prawdziwych można stworzyć kompletnie absurdalne? Czasem tylko to, co dzieje się w kraju i na świecie jest tak absurdalne, że można pomyśleć że to news z Asz Dziennik:).

Myślę, że jest sporo takich gwiazd polskiego internetu, których nie wszyscy są świadomi. Ja wymieniłem te trzy, które bardzo do mnie przemawiają. Jak widać nie trzeba być youtuberem, aby mieć wielkie audytorium :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj przygotuj się na górnolotne przemyślenia, które dotyczą podstawowego pytania, z którym się spotkamy: Czy w biznesie chodzi tylko o pieniądze? Czy przyświecają nam jeszcze jakieś większe idee, czy może to pieniądze są głównym motorem działania każdego biznesu.

Można cytować w kółko bogatych ludzi, którzy uważają, że pieniądze szczęścia nie dają. No ale pamiętajmy, że jednak jakoś lepiej płakać w Ferrari :). W moim odczuciu najlepiej ujął to najbogatszy człowiek na świecie, czy Bill Gates: różnicę robi pierwszy milion dolarów. Potem to ten sam hamburger. Naprawdę myślę, że ten człowiek wie co mówi. Na kanwie ekonomii można knuć teorie przesycenia. Ile jesteś w stanie zjeść obiadów? Jeśli więcej niż dwa, to naprawdę jest coś z Tobą nie tak :). Przychodzi moment, w którym każdy normalny człowiek nasyci się tym co ma i więcej do szczęścia nie jest mu potrzebne. Dlaczego więc bogaci są tacy bogaci i ciągle stają się bogatsi?

Milion dolarów robi różnicę. Pytanie tylko co motywuje później. I tutaj dochodzimy do części górnolotnej tego artykułu. Bogaci robią to, bo mają wyższe cele! Chcą zmieniać świat. Jakkolwiek duperelowato i małostkowo by to nie brzmiało, to jednak jest w tym głębia. Wiem, że wiele osób powie, że Facebook i Google chcą dostarczać internet do krajów trzeciego świata po to, aby ludzie tam mieszkający korzystali z ich usług. Niech ludzie mówią co chcą, ale na koniec dnia liczy się to, że jakość życia tych ludzi bardzo się poprawi i będą oni mieli w końcu swobodny dostęp do internetu, największego wynalazku XXI wieku. Wiele firm dochodzi do momentu, w którym pieniądze nie stanowią już wyzwania. Pomnikowy przykład Apple, które stało się największą firmą na świecie. Szczerze? Wolę aby firmy technologiczne, które wprowadzają innowacje do naszego życia, były na szczycie, niż żeby kolejne banki zajmowały te miejsca. Sztuką jest stworzyć produkt, który realnie zmienia czyjeś życie, a nie opakować kolejne kredyty w instrumenty finansowe tak, że nikt już nie będzie świadomy o co chodzi w tej grze.

Wiem, że co miliarder to jakiś górnolotny cytat na temat tego, że pieniądze nie dają szczęścia. One są potrzebne do życia, bo trzeba coś jeść i gdzieś mieszkać. Takie są prawa kapitalizmu. Jednak w pewnym momencie pieniądze się po prostu ma. To trochę tak, jak z angielskimi dżentelmenami: oni nie rozmawiają o pieniądzach oni je po prostu mają :). W momencie kiedy masz firmę wartą wiele milionów przestaje mieć dla Ciebie znaczenie ile dokładnie jest ona warta. Jest to ważne dla ludzi, którzy w Twoją firmę inwestują np. na giełdzie W ich przeliczeniu efektywność i sukces wyraża się w wynikach finansowych. Dlatego bardzo lubię Rafała Brzoskę, twórcę inPostu i Paczkomatów, który ostatnio ma gorszy okres na giełdzie, ale w gruncie rzeczy jest to wizjoner. On sięga tam, gdzie wzrok nie sięga, jak pisał wieszcz. A czy firma jest warta te parę milionów mniej czy więcej dzisiaj? W dłuższej perspektywie to dla wizjonera nie ma znaczenia :).

Pieniądze potrafią podnieść jakość życia. Jednak później to tylko zera na koncie. Nikt nie lubi tonąć w długach, ale różnica w jakości życia gdy masz 50 czy 100 milionów jest niewielka. Wiadomo, że każdy pewnie wolałby mieć te sto milionów, tylko pozostaje wtedy kwestia jak się je zdobyło i to, czy to, co się robi jest tym, co się kocha. Największe biznesy naszych czasów, to biznesy robione z pasji :). Wiele osób popuka się w głowę, ale Zuckerberg czy Gates gdy zaczynali, to nie wiedzieli, jak daleko to będzie sięgać. Nie mieli żadnej gwarancji, że odniosą sukces. Konkurencja była ogromna. A jednak wytrwałością i ciężką pracą, to się udało. Czy dzisiaj możliwy jest taki sukces? Jasne! Świat daje nam niesamowite możliwości i każdy ma szansę wspiąć się na Everest swoich marzeń. I tym górnolotnym akcentem zakończę :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi