napoleoński umysł
Śmierć smartfonom 2017-05-23 18:52
 Oceń wpis
   

Żyjemy w czasach niewyobrażalnego rozwoju. To, co dzisiaj ma osoba biedna jest niewyobrażalnie luksusowe względem tego, co miała bogata w średniowieczu. To dzięki technologii. Dzisiaj nie wiemy, jak losy technologii potoczą się dalej. Fakt 50 lat temu uważano, że dzisiaj będziemy mieć latające samochody i będziemy kolonizować Marsa. Czy jednak nie rozwijamy się tak szybko, jak zakładały mądre głowy sprzed pół wieku? Co prawda kosmos ma w sobie jeszcze wiele zagadek, a latające samochody byłyby możliwe, ale koncept po prostu się nie sprawdza. Możemy jednak dostrzec jak bardzo rozwija się internet, a razem z nim technologie mobilne. I w tym poukładanym świecie kilka firm szykuje rewolucję :).

Wspominany codziennie w dziesiątkach artykułów Steve Jobs założył sobie, że tworząc iPhonea i iPada tworzy nowy wymiar technologii. Eksperci (a może i sam Jobs) nazwali to Post-PC. Tablety i smartfony okazały się kompletną rewolucją. Stało się to z pewnością dzięki wielkiemu talentowi sprzedawcy, jaki miał Jobs. Technologie te trafiły jednak na podatny grunt, a był nim ogromny rozwój internetu. Napisałem kilka felietonów na tym blogu, że >> internet się dopiero zaczyna <<. Razem z nim tak naprawdę dopiero zaczynają się technologie mobilne. A w tym wszystkim jesteśmy my: użytkownicy tych technologii. Czy kupimy wszystko, co wymyślą wielkie korporacje z Doliny Krzemowej lub Azji? Jak pokazuje historia: to tak nie działa. To, że jakieś tęgie głowy z wymienionych lokalizacji coś wymyślą, to nie jest jednoznaczne z tym, że okaże się to rynkowym hitem. Każda wielka firma ma w swoim portfolio niezłe wtopy po prostu przestaje w pewnym momencie o nich mówić :).

Nie mam tak naprawdę pewności co jest większym wynalazkiem: internet czy smartfon. Wynika to z tego, że te wynalazki nawzajem siebie wspierają i tworzą kilka efektów sieciowych. Myślę, że ludzie po prostu się przyzwyczaili do smartfonów. Tak, jak jeszcze 10 lat temu w naszych kieszeniach królowała Nokia, która miała większość rynku tak dzisiaj niemal każdy ma już smartfona. Wyjątkiem mogą być jedynie uproszczone telefony, które są adresowane przede wszystkim do seniorów. To jednak nie jest aż tak duży procent rynku. Smartfony są królami naszych kieszeni i torebek! Jednak to już wkrótce może się zmienić

Nieważne czy to Facebook czy Google każdy myśli o wirtualnej lub rozszerzonej rzeczywistości. Każdy widzi to na swój sposób. A to Google Glass, czyli okulary, które dodają elementy do widoku, który widzimy. A to Oculus Rift, który tworzy wirtualną rzeczywistość w specjalnych goglach. Jedno jest faktem: firmy widzą w tym wielki potencjał! I to tak wielki, że chcą zastąpić tymi technologiami poczciwego smartfona :). Czy znajdzie się firma, która będzie umiała to wszystko sprzedać? Wiem, że fajnie jest zakładać, że te technologie wprowadzą nowy wymiar do naszego życia i są one kolejnym krokiem w nieustannej ewolucji. A może to nie jest ewolucja, tylko droga oparta na kolejnych mniejszych lub większych rewolucjach? Ciężko stwierdzić!

Wiem, że większość ekspertów uważa, iż jest to nasza przyszłość i wielkie firmy doprowadzą do tego, że wszyscy będziemy pożądać specjalnych okularów zamiast smartfona. Ja jednak myślę, że takie okulary mogą być najwyżej dodatkiem do smartfona. Oczywiście perspektywa, w której zakładam specjalne okulary i mam widok na 40 calowy telewizor, który w rzeczywistości nie istnieje, jest bardzo kusząca. Ale czy naprawdę tak łatwo będzie przekonać masy, że nie potrzebują one prostokątnego urządzenia w kieszeni, tylko wystarczą okulary?

Mam wrażenie, że tutaj dość ważną warstwą jest warstwa sprzedażowa. Czy znajdzie się nowy Jobs, który sprzeda ludziom ideę Post-Post-PC? :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Pierwszy raz o klubie lojalnościowym z bardziej biznesowego punktu widzenia czytałem wieki temu u Kotlera. Były to czasy, w których trafiłem na jeszcze jedną dość interesującą pozycję Marketing Radykalny. Dziś jest ona bardzo trudno dostępna. Faktem jednak jest, że klub lojalnościowy to nie jest to, co wielu ludziom się wydaje. Jednak dobrze zbudowany klub lojalnościowy buduje legendę marki :).

Harley-Davidson dzisiaj każdy powie, że to legenda. Prawdziwy amerykański sen, który rozprzestrzenił się na cały świat. Właśnie ta firma jest właścicielem jednego z najlepszych klubów lojalnościowych w historii marketingu. Z pewnością ogromne znaczenie ma tutaj drugi człon tego tworu, czyli LOJALNOŚCIOWY. Tak zaangażowanych użytkowników chciałby mieć każdy. Dość ważnym elementem corocznego raportu podsumowującego działalność firmy jest cześć dotycząca tatuowania sobie logotypu przez klientów.

Ile razy słyszałeś już Drogi Czytelniku, że nie sprzedajesz produktów tylko emocje? Harley poszedł jeszcze dalej on sprzedaje styl życia. Tak jak dzisiaj jest moda na tworzenie ekosystemów biznesowych przez firmy związane z technologiami, tak Harley od lat tworzy coś na zupełnie innej płaszczyźnie. Ekosystemy biznesowe starają się zawładnąć nami w fizycznym aspekcie, ale styl życia Harleya zawładną mentalnie tysiącami użytkowników ich motorów. Ten styl życia oparty na ideologi wolności pod tytułem: w weekend ubieram strój, wsiadam na motor i jest tylko droga i ja. Oczywiście oprócz samej pracy Harleya dużą pracę wykonują sami motocykliści. To jednak jest coś, co praktycznie jest nie do zrobienia. Harleyowi jednak się udało :).

Dokonałem pewnej istotnej obserwacji. Zauważyłem, że żaden z technologicznych gigantów nie ma na dobrą sprawę klubu lojalnościowego. Można by za coś takiego uznać Amazon Prime. Jednak sam przyznasz Drogi Czytelniku, że do lojalnego harleyowca jeszcze daleko. Czy to oznacza, że firmy technologiczne nie potrzebują takich klubów? Z pewnością spotkałeś się z programami punktowymi często mylonymi z klubem lojalnościowym. Mam świadomość, że w ogólnym odczuciu wydaje się to dość skuteczna droga na budowanie lojalności wśród klientów. Jednak ostatnimi laty mocno to wszystko osłabło ze względu na gigantyczne progi punktowe, aby dostać jakąś sensowną nagrodę.

Wracając jednak do firm technologicznych. Myślę, że wiele z nich uważa, że samo konto do ich usług załatwia sprawę. Otóż nie! To dopiero początek! Jest jednak spory problem z wprowadzeniem tego typu rozwiązania: target. Jeśli chodzi o Harleya, to sprawa jest jasna kto jest jego idealnym klientem. A kto jest docelowym odbiorcą Google, czy Facebooka? Wszyscy? Więc jak tutaj sprzedać styl życia? :) Nieco łatwiej miałby z pewnością Snapchat, który jest adresowany do bardziej sprecyzowanej grupy klientów. Czy jednak da się zrobić klub lojalnościowy dla wszystkich?

Myślę, że da się zrobić jeden wielki klub, który zawiera sekcje. Jednak aby to zrobić trzeba byłoby mieć w zespole najbardziej tęgie marketingowe głowy :). Tutaj raczej ma się szansę tylko raz, aby to dobrze stworzyć. Zrobić kolejny program punktowy to nie jest wielki problem. Z tego co wiem to Harley nie ma żadnych programów punktowych, a to co się stworzyło wokół tej marki jest niepowtarzalne. Być może to można zrobić tylko do stacjonarnych produktów z duszą, ale jestem przekonany, że kiedyś wielki potentat branży nowych technologii zbuduje swój klub. I przejdzie on do historii!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Nintendo to potentat w świecie wirtualnej rozrywki. Konsole tej firmy stanowią ważny element dzisiejszej rzeczywistości. I pomyśleć, że firma zaczynała od kart do gier! No ale w końcu Nokia kiedyś robiła kalosze :).

Ostatnimi czasy dość mocno wałkuję na tym blogu temat ekosystemów biznesowych. Jak można zauważyć: jest to jeden z najważniejszych wynalazków biznesowych na początku XXI wieku. Jak się okazuje najsilniejszą pozycję coraz wyraźniej ma Android. Jest tak naprawdę niewiele firm, które mogą tej pozycji zaszkodzić. Przede wszystkim powinien być to ktoś, kto ma zarówno oprogramowanie, jak i urządzenia. Cały czas w temacie walczą Microsoft oraz Apple. Jednak czarnym koniem może okazać się Facebook. W przypadku tego ostatniego ekosystem już jest trzeba by tylko połączyć to z konkretnymi urządzaniami. Oczywiście są jeszcze takie twory takie, jak Firefox OS (który w pewnym momencie był brany za jedno z największych zagrożeń Google), czy dystrybucja Linuxa Ubuntu. A ja w tym wpisie postanowiłem sobie nieco pofantazjować i pomyśleć: a co by się stało gdyby Nintendo stworzyło własny ekosystem biznesowy tak, żeby konkurować z Google.

Czym jest Nintendo wszyscy wiedzą. Ostatnio zrobiło się z jego powodu ponownie głośno ze względu na nagłą popularność Pokemon GO, oraz konsolę Swift. A gdyby tak rozbudować system operacyjny z konsoli, stworzyć urządzenia, które łączą w sobie przenośne konsole, oraz smartfon i do tego rozegrać to wszystko tak, aby zagrać na nosie konkurencji? Pokemon GO jest aplikacją, która jest dostępna na najważniejsze ekosystemy biznesowe. Jednak własna smartfono-konsola mogłaby dokonać prawdziwej rewolucji.

Jest też drugi scenariusz, w którym Nintendo podłącza się pod ekosystem Androida tak, jak robi to teraz Sony. Pytanie tylko czy jest tam miejsce dla obu producentów konsol? Zamiast tworzyć własne urządzenia można by stworzyć nakładkę na Androida, która sprawia wrażenie, że mamy system operacyjny Nintendo. To rozwiązałoby problem aplikacji na start, ponieważ producent konsol mógłby załączać aplikacji z Google Play. Świetnym rozwiązaniem byłoby tutaj komunikowanie się na linii smartfon i inne urządzenia Nintendo. To wszystko jeśli jeszcze nie jest zrobione, to spokojnie jest do zrobienia.

Mam wrażenie, że trzeba być niewyobrażalnie odważnym, lub niewyobrażalnie głupim, aby rzucić się teraz w wir tworzenia nowego ekosystemu biznesowego, który mógłby konkurować z tymi istniejącymi. Pamiętajmy jednak, że one też musiały mieć swój początek i kiedyś powstać. Pamiętam czasy, w których nie było jednolitych systemów operacyjnych dla telefonów komórkowych. Ten sam producent mógł mieć kilka systemów, które nie były ze sobą kompatybilne. Dzisiaj daje się albo Windowsa albo Androida i nie ma problemów z aplikacjami. Nintendo jednak mogłoby pójść znacznie dalej i stworzyć wrota do wirtualnej rozrywki. Pytanie tylko na ile już to nie jest realizowane :).

Wiem, że fajnie sobie gdybać co mogłoby zrobić Nintendo, ale w gruncie rzeczy trzymam się tego, że raczej tylko szaleni ludzie rzucają się na tworzenie nowego ekosystemu biznesowego. Tak naprawdę jest to jeden z najważniejszych wynalazków naszych czasów. Uważam, że jest jeszcze ważniejszy niż wyszukiwarka czy portal społecznościowy. Być może te rzeczy mają każdego dnia na nas wielki wpływ, ale to ekosystem buduje wartość całości, jak również wpływa na wycenę firmy. Jeśli jesteś na tyle odważny, aby stworzyć własny ekosystem biznesowy i stanąć w szranki z Androidem, to wiedz, że pewnie jest to szansa mniejsza niż wygrać na loterii :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Czy pamiętasz jeszcze Pokemon Go? To nie koniec! To dopiero początek tego, co czeka nas w najbliższych latach. A ja mam wrażenie, że to może podzielić losy telewizorów 3d.

Mark Zuckerberg zaprezentował najnowsze pomysły Facebooka, które opierają się przede wszystkim na wspomnianej rzeczywistości rozszerzonej. Możemy sobie założyć okulary i widzieć 50 calowy telewizor gdy wcale go tam fizycznie nie ma. To wszystko jest fajnym bajerem i powoduje wrzenie wśród analityków. Ja mam jednak wrażenie, że może się skończyć na bajerze. Gra Pokemon Go była hitem, ponieważ trafiła na odpowiedni czas i była dobrze wykonana. Dzisiaj jednak nie gra już w nią tak dużo osób. Jak każda chwilowa moda doczekała się ona prozy życia. Oczywiście mówienie, że nikt w to już nie gra jest grubą przesadą, ale o frekwencji z pierwszych tygodni można pomarzyć.

Dzisiaj Zuckerberg przedstawia wizję uśmiercenia smartfonu i zastąpienia ich następną generacją technologicznych gadżetów. Mam wrażenie, że to taka ucieczka do przodu, ponieważ Zuck cały czas nie ma swojego systemu operacyjnego. A potencjalnie mógłby mieć. Facebook od lat tworzy wokół swoich projektów ogromny ekosystem. Można jednak odnieść wrażenie, że dąży on od ścisłej współpracy z Microsoftem. Czy współpraca obu tych firm się zakończy? Jest takie ryzyko, ponieważ masa krytyczna sięga ogromnych wartości. Przychodzi taki moment w życiu giganta, że chce się działać na własną rękę. Czy Facebook jest na to gotowy?

Jakby na to nie patrzeć to Apple ogłosiło erę urządzeń PostPC. I choć ludzie nie zrezygnowali całkiem z laptopów i komputerów osobistych, to jednak urządzenia takie jak smartfon, phablet czy tablet zrobiły sporą rewolucję w znanym nam świecie. Nagle okazało się, że do świata, w którym karty są rozdane i największym systemem operacyjnym na świecie jest Windows, wkroczyło Google ze swoją ideą otwartego systemu Android i to ta firma jest w posiadaniu największego OS na świecie. W ekonomii nic nie dzieje się dwa razy tak samo, ale historia się powtarza. Google zdetronizowało Windowsa, więc czy Facebook zdetronizuje Google?

Facebook swoją konferencją wypowiedział wojnę wszystkim wielkim firmą technologicznym tego świata. Pamiętajmy jednak, że ma on w portfolio marek projekty, z których korzysta półtora miliarda ludzi. Tak naprawdę dzisiaj chyba brakuje tam tylko Snapchata. Wydaje się on jednak poza zasięgiem. Twórcy sami chcą tworzyć wielką firmę, a nie stać się częścią czegoś większego. Czy wobec tego jest sens tworzyć system operacyjny, który będzie wykorzystywał rozszerzoną rzeczywistość? Ależ oczywiście! Facebook jest w takiej sytuacji, że to praktycznie jedyne jego wyjście. Choć trzeba przyznać, że mógłby on też stworzyć swój system operacyjny jak Android. Tylko kto kogo by wtedy gonił. Google Glass przez cały czas są wielką zagadką, a Facebook ma konkretne plany przynajmniej na 5 lat. Więc walka idzie tutaj o ogromne stawki.

Wiem, że wszyscy zachwycają się rzeczywistością rozszerzoną. Wiem, że jest to bardzo chodliwy temat. Ja jednak mam wrażenie, że może z tym być dokładnie tak samo jak z telewizorami 3d. Te produkty trafiły do sklepów. Pewnym firmom bardzo zależało, aby ten produkt się sprzedał. Próbowano stworzyć wokół tego ekosystem, w którym najnowsze filmy są przygotowywane w bajeranckim 3d. A jak wyszło w praktyce? To ma sens tylko w przypadku kin. Tam widzowie są gotowi przez półtorej godziny nosić okulary. Do domu się to po prostu nie sprawdza. Może jestem złym prorokiem i nie mam racji. Może wszystkie podejścia do gogli, okularów czy innych glassów się sprawdzą i ludzie to kupią. W chwili obecnej wycofanie Google Glass i brak sukcesu HoloLens świadczy dla mnie o tym, że jeszcze długa droga przed tymi technologiami do komercyjnego sukcesu.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Uber nie ma w Europie dobrej passy. Kolejne zrzeszenia taksówkarzy podejmują z nim walkę, a sądy często nakładają ogromne kary i dokonują zakazów na większość jego usług. Tak było w Danii, tak teraz jest we Włoszech. Czy taksówkarze aż tak bardzo boją się Ubera?

Wygląda na to, że większość krajów Europy ma spore regulacje prawne dotyczące transportu osób. I choć tak, jak w Polsce doczekaliśmy deregulacji zawodowej, to nie jest to reguła dla wszystkich krajów Unii Europejskiej. Regulacje te były lobbowane przez całe lata i trudno, żeby dzisiaj Ci, którzy czerpią z nich korzyści łatwo z nich zrezygnowali. Uber od początku wychodził korporacjom taksówkowym naprzeciw. Był on dla nich niewygodny, bo uważali go za nieuczciwą konkurencję. I choć zasady wolnego rynku mówią, że im większa konkurencja tym bardziej zyskuje klient, to jednak z drugiej strony nieregulowane usługi transportowe mogą mieć z tego samego powodu niską jakość. Oczywiście nie chce zarzucać Uberowi niskiej jakości, czy chwalić pod niebosy korporacje taksówkowe. Włosi jednak nie zgodzili się z takim rodzajem konkurowania i w ciągu dwóch lat udało im się zablokować Ubera.

Wiele osób zachwyca się Uberem. Jego innowacyjnością czy wyceną. Tworzy on nowe podejście do tak oczywistego tematu, jakim jest transport osób fizycznych samochodami osobowymi. Uber wpisuje się w nowe trendy jakie dają aplikacje mobilne i same smartofny. Za pomocą kilku kliknięć można zamówić sobie transport w dziesiątkach dużych miast. W samej Polsce konkurencyjni dla Ubera starają się być twórcy aplikacji, które korzystają z gotowych struktur korporacji taksówkarskich. Mowa oczywiście o MyTaxi i iTaxi. Jest to jeszcze jedno podejście do tego tematu. I aplikacje te mają ogromny potencjał. Skoro Uber może być wart dziesiątki miliardów dolarów, to czemu sukcesu nie miałyby odnieść takie aplikacje? Co ciekawe mogą one się świetnie odnaleźć w krajach, w których Uber otrzymał zakaz działalności.

Wracając jednak do sytuacji wprost z włoskiego sądu: może i to nie jest najbardziej eleganckie wyjście, ale z pewnością jest najbardziej skuteczne. Zakazywanie wolnej konkurencji jest nieco niebezpieczne, ale regulacje prawne, które Uber łamał swoją działalnością mogą mieć spory wpływ na jakość usług odczuwalnych dla końcowego klienta. Taksówkarze aby zareagować na wymuszone niższe ceny musieliby zdecydowanie obniżyć jakość. I to myślą z pewnością kierował się sąd. Istotne było również potraktowanie Ubera jako nieuczciwej konkurencji. To coś jak ceny dumpingowe w hipermarketach: przez jakiś czas ceny są tak niskie aby wykończyć konkurencję.

Czy za tym wyrokiem pójdą inne kraje? Nie ma oczywiście w prawie czegoś takiego jak międzynarodowe precedensy, ale już sama Unia Europejska mogłaby bardzo utrudnić życie Uberowi. Inne kraje z pewnością również będą rozpatrywały podobne pozwy. Mówimy tu o ogromnym kawałku światowej gospodarki, z którego dziesiątki tysięcy osób czerpią dochody. Nikt nie pozbędzie się swojego kawałka tortu na rzecz Ubera. Przez co Ci ludzie będą walczyć o delegalizację jego usług. Jak widać po Danii i Włoszech jest to całkiem możliwe.

Co dalej z Uberem? Nie zdziwię się jeśli za pół roku usłyszymy o udanej apelacji we włoskim sądzie. Z pewnością jest to możliwe choć bardzo trudne do zrobienia. Uber będzie walczył w sądach tak, jak do tej pory walczył na ulicach. Z pewnością będzie miał setki wrogów, którzy po prostu nie chcą aby ta firma zagarniała tak dużą część rynku. Będziemy mieć do czynienia z jedną największych wojen biznesowych, jakie widział ekonomiczny świat :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj druga część naukowego eseju:

Jeśli mówić o instrumentach konkurencji, to doskonale pasuje tu stara dewiza mistrzów reklamy Wyróżnij się, albo zgiń. Działy marketingu Google to jedne z najbardziej twórczych i profesjonalnych działów marketingu we współczesnej rzeczywistości gospodarczej. Rynek charakteryzuje się wysokim stopniem dojrzałości. Jest on oligopolistyczny, ponieważ liczy się na nim tak naprawdę tylko trójka firm. Do czynienia ma się z wysoką elastycznością popytu. Otoczenie konkurencje można postrzegać na kilka sposobów. Z jednej strony komputer PC/Laptop również może być konkurencją dla smartfonu czy tabletu. Z drugiej jednak strony również i na tym rynku Google rozpoczęło walkę z Windows i Mac OS X wprowadzając Chrome OS. Laptopy zawierające ten system operacyjny są popularnie nazywane chromebookami. Nabywcy dość często kierują się kryteriami materialnymi, ponieważ urządzenia z systemem operacyjnym Android są tańsze od urządzeń z konkurencyjnymi systemami operacyjnymi. Jednak w dłuższej perspektywie decydują kryteria niematerialne. Jest ważna rzecz, o której warto powiedzieć dotycząca tego tematu: dzisiaj nie konkuruje się systemem operacyjnym, konkretnymi aplikacjami, czy parametrami urządzenia. Dzisiaj wszystkie elementy związane z taką wielką firmą jak Google, Microsoft czy Apple tworzą tak zwany ekosystem. Taki ekosystem to całościowa wartość tego co oferuje dana firma, oraz jej partnerzy. Ekosystem biznesowy to dość nowe pojęcie, choć gdyby się dobrze przyjrzeć to istniało już ono dużo wcześniej. Dzisiaj jednak najbardziej widać, jak aliasy strategiczne, oraz grupy produktów sprawiają, że rośnie wartość firmy w oczach klientów. Gdy ktoś kupuje telefon Sony, to oczywistym dla niego jest, że będzie on współpracował z systemem operacyjnym Android, że będzie miał dostęp do aplikacji Google i jego partnerów. A dodatkowo Sony stara się tworzyć również własny ekosystem współpracujący z Androidem, który opiera się na markach Walkman i Playstation. Czy ostatecznie Sony zdecyduje, że będzie chciało rozstać się z Androidem i stworzyć zgoła odmienny ekosystem? Trudno to przewidzieć. Wartość jaką daje Android japońskim urządzeniom jest nie do przecenienia i trudno będzie ją odtworzyć.

Do istotnych czynników wewnętrznych dotyczących Androida autor zaliczyłby ciągłe podwyższanie jakości produktu, oraz oferowanie nowych produktów. W pierwszej kwestii na pewno warto zauważyć, że Google stara się dostarczać jak najlepsze i bezawaryjne produkty, które wnoszą konkretną wartość do życia użytkowników. Oczywiście gigant z Mountain View nie ma tak dużego wpływu na to, jak wspomniane już Apple. Jednak jakość produktu stała się obsesją Google. Nowe produkty w świecie systemów operacyjnych pojawiają się w dwóch przypadkach: albo zostaje zaktualizowana wersja systemu operacyjnego, który już istnieje, albo pojawia się zupełnie nowy system operacyjny o nowym zastosowaniu. Częściej ma się do czynienia z tym pierwszym zjawiskiem. Natomiast bardzo ważnym momentem było pojawienie się Android Wear, które zostało adresowane do technologii takich, jak smartwatch. Warto podkreślić, że w przypadku tej serii systemów operacyjnych bardzo istotna jest integracja z poprzednimi urządzaniami takimi, jak smartfon. Tutaj dokładnie widać potęgę ekosystemu, o której już napisano.

Jeśli chodzi o czynniki zewnętrzne to dość dokładnie opisano już sytuację w otoczeniu bliższym podkreślając, ze są tylko trzy liczące się systemy operacyjne, które ze sobą konkurują. Jeśli natomiast odnieść się makrootoczenia, to w dłuższej perspektywie nie ma ono aż tak dużego wpływu. Wiadomo, że wszelkie recesje mogą mieć wpływ na sprzedaż urządzeń typu smartfon czy tablet. Jednak dzieje się tak tylko w krótkiej perspektywie, ponieważ jak pokazał kryzys z 2007 roku: Google wyszło z niego obronną ręką i stało się największym graczem na rynku.

Strategia konkurencyjna Androida widziana oczami klientów może być widziana w bardzo dobry sposób. Klienci są zadowoleni z postępowania producenta Androida. Na koniec dnia najbardziej liczy się to jak platformę postrzegają klienci, ma to bezpośredni wpływ na postrzeganie inwestorów, co powoduje wycenę spółki. Page i Brin starają się przekonać świat, że mają tak dużo pieniędzy, że nie chodzi im już o nie. Nie wiadomo ile w tym prawdy, ale faktem jest, ze wiele ich działań jest postrzeganych jako mało zarobkowe, a bardziej przysłużą się światu. Dobrym przykładem są testowane balony dostarczające internet do krajów trzeciego świata. Z punktu widzenia właścicieli strategia konkurencyjna działa dobrze, ponieważ zarówno wyszukiwarka, jak i system operacyjny są liderami rynku w większości krajów świata. Powszechnie jednak wiadomo, że na złe spojrzenie przez inwestorów miało wpływ zdecydowanie się na wyjście z wyszukiwarką Google z rynku chińskiego ze względu na panującą tam cenzurę i brak wolności słowa. Ostatecznie jednak inwestorzy spojrzeli na to pozytywnie i wykresy wartości znowu pikowały w górę.

Wielkim źródłem przewagi konkurencyjnej Androida jest jego reputacja. Twórcy postawili na nietypowy sposób dystrybucji. Jedynym zgrzytem jest podejście wielu środowisk konserwatywnych mówiące, że Google ma zbyt wiele danych na nasz temat i nie wiadomo do czego te dane zostaną wykorzystane. Z drugiej strony oprócz reputacji warto zauważyć, że Google jest jednym z największych innowatorów naszych czasów. Z czego wynikają strategiczne zasoby Google przejawiające się w najlepszych pracownikach, oraz bogatym portfolio patentowym. Bardzo ważnym zasobem są również same marki, które są bardzo wyraziście pozycjonowane w umysłach aktualnych klientów, oraz tych potencjalnych klientów. Przewaga konkurencyjna Androida opiera się na jakości. Widać jak kolejne edycje flagowego systemu operacyjnego są coraz bardziej dopracowane, a dzięki efektom skali mogą one być dostępne dla setek milionów użytkowników. Jest to dość ciekawa sytuacja, w której produkt wysokiej jakości stał się jednocześnie produktem masowym.

Autor tego eseju upatruje strategię konkurencji zastosowaną w przypadku Androida, jako strategię Lidera, który tworzy przywództwo w zakresie różnicowania. Przewagi konkurencyjne wynikają z lepszej wartości dla klientów. Najsilniejszą przewagą jest postawienie na jakość produktu, o czym już napisano. Warto jednak podkreślić, że z jakości tej wynika również jakość komunikacji, co przekłada się na przewagę informacyjną. Ta część społeczeństwa, który ma stały dostęp do urządzeń mobilnych bez problemu poznałaby Androida i wiedziała jak się nim posługiwać. Tak samo jest jeśli chodzi o wyszukiwarkę Google. W wyniku rywalizacji z innym podmiotami Google buduje satysfakcję i lojalność klientów, co przekłada się na bardzo duże udziały w rynku i rentowność.

Trzymając się zasad formułowania strategii konkurencji warto zauważyć, iż Android nie był pierwszym rozwiązaniem na smartfony. Tego typu urządzenie wymyśliło Apple, a Google stało się raptem imitatorem. To jednak pokazuje, że można zagrozić pozycji nawet tak dużego gracza, stworzyć coś atrakcyjnego i stać się liderem rynku. Google przez cały czas gromadzi siły i środki. Co będzie następnym epokowym wydarzeniem? Być może Android do samochodów, lub ten zastosowany w okularach Google Glass. Przyszłość jest zagadką. Jednak jak to powiedział Warren Buffet: najlepszym sposobem na przewidywanie przyszłości jest tworzenie jej. I Google właśnie to robi.

Jeśli chodzi o możliwość konkurowania, to można ją rozumieć dwojako. Z jednej strony cały czas trwa walka na polu Microsoft, Apple i Google. To będzie walka trwająca przez wiele lat, bo wszystkie te firmy mają zasoby, oraz wolę walki. Z drugiej strony jest konsorcjum, które Google tworzy z największymi firmami naszych czasów. Z jednej strony są producenci, którzy tworzą urządzenia pod ten system. Z drugiej strony są producenci aplikacji i dodatków. A do tego są oczywiście operatorzy komórkowi, którym zależy na dostarczaniu końcowemu klientowi najnowszych i najlepiej dopracowanych urządzeń. Jest to zdecydowanie jeden z największych aliasów strategicznych w historii. Jeśli chodzi o fuzje, to Google jest za duże, aby było zainteresowane fuzją. Gdyby jednak połączyło się z Microsoftem, to byłaby to największa firma na świecie. W tej chwili tytuł ten należy do Apple. Raczej trudno uwierzyć, aby coś takiego mogło nastąpić. Natomiast jeśli chodzi o przejęcia, to dzieje się to każdego kwartału. Google potrzebuje nowych pomysłów i ludzi, więc decyduje się na przejęcia. Jednym z głośniejszych przejęć było kupienie Motoroli.

Strategia konkurencyjna dla systemu operacyjnego Android jest jedną z najlepszych strategii tego typu. Pracują nad nią profesjonaliści, którzy muszą przemyśleć każdą możliwą sytuację. Warto jednak podkreślić, że założenia Google sięgają dużo dalej niż możemy sobie dziś wyobrazić. W grę wchodzą tu inteligentne domy, czy samochody elektryczne. Z pewnością firma ta jeszcze nieraz nas zaskoczy i będzie wprowadzać rewolucje w życiu zwykłych ludzi. Jest to najprawdopodobniej wyznacznik strategi konkurencyjnej, w której nie chodzi tylko o pieniądze i udziały w rynku, ale również o to, żeby ludziom żyło się lepiej. Osobiście autor tego eseju jest za tym, aby to firmy technologiczne zaliczały się do tych największych na świecie, bo to one wprowadzają realną wartość do ludzkiego życia, a nie banki, które tworzą kolejne instrumenty pochodne.

 
 Oceń wpis
   

Od wielu miesięcy na łamach tego bloga zachwycam się potęgą ekosystemu ekonomicznego. Dzisiaj mamy przede wszystkim trzy liczące się ekosystemy: Apple, Google i Microsoftu. Największym z nich jest ten należący do Google za sprawą popularności systemu operacyjnego Android. Jak można zdefiniować ekosystem biznesowy? Czy ktoś jest w stanie zagrozić Androidowi, albo chociaż przynajmniej przestać go wspierać? To wszystko w ramach tego felietonu.

Ekosystem biznesowy jest wtedy gdy wiele elementów ze sobą współpracuje. Podstawą ekosystemu należącego do Google jest jego wyszukiwarka. To na niej gigant najwięcej zarabia. Gdy połączy się to z wieloma aplikacjami, system operacyjnym, dziesiątkami producentów smartfonów i tabletów, to ma się jeden wielki system naczyń połączonych. Tak jak kiedyś słynnym było powiedzenie, że sam system operacyjny bez aplikacji nic nie znaczy, tak dzisiaj to pojęcie się poszerzyło do ekosystemu.

Widzę jeden bardzo potężny ekosystem, który jest nieco mniej zauważany i postrzegany w ten sposób. Na dokładkę: współpracuje on z Androidem. O kogo chodzi? Oczywiście o Sony. Japoński gigant jest jednym z największych graczy w świecie elektroniki. Jego najważniejszym produktem jest Playstation, czyli konsola do gier nowej generacji. Dzisiaj powoli konsola do gier staje się czymś niezwykle istotnym. Coraz częściej nie służy ona tylko do gier, ale staje się całym centrum domowej rozrywki. I tutaj Sony upatruje dla siebie wielką szansę. Oczywiście nie można zapominać, że Sony produkuje także smartfony i tablety na Androidzie. Ma własną wytwórnię muzyczną (należącą do grona największych), oraz nieśmiertelną markę Walkman.

Jeśli weźmie się to wszystko pod uwagę, to można dostrzec, że mamy tu do czynienia z prawdziwą potęgą. Sony ma przed sobą ogromne możliwości. Wiadomo, że dziś może nie jest wśród dziesięciu największych firm na świecie, ale tak naprawdę może się to wszystko odmienić. Sony to firma, która istnieję od zawsze, kiedy tylko pamiętam. Jej słynna konsola Playstation (PSX), jest jednym z najdoskonalszych wynalazków początku XXI wieku. Święciła nie tylko triumfy pod względem zachwytu nad technologiami, ale również te czysto ekonomiczne. A dzisiaj Sony to przede wszystkim kolejna generacja Playstation.

Ciężko powiedzieć jak dalej będzie się rozwijał rynek elektroniczny, czy internetowy. Wiem, że wiele osób prorokuje, że Google w swej wycenie pokona w końcu Apple. Ja jednak nie lekceważyłbym Sony. To firma z tradycjami, która istnieje dużo dłużej niż Google. Wiem, że amerykański gigant jest naprawdę potężny i jego kolejne działania sprawiają, że na przykład jego marka jest teraz najcenniejsza na świecie. Wielu postawiłoby na niego w ciemno. Sam jestem tego zdania, bo Android z usługami i aplikacjami zewnętrznymi to potęga. Jednak Google nie ma konsoli, a Sony ją ma.

Moim zdaniem wokół telefonów, telewizorów, marek Walkman oraz Playstation, Sony jest w stanie wybudować taki ekosystem, o jakim nam się nawet nie śniło. Jednak jak dotychczas skupia się on bardziej na pomocy w budowaniu potęgi Androida. Czy sytuacja się odmieni? Na dwoje babka wróżyła. Sony jest po drodze z Androidem. Razem z jego potęgą rośnie potęga Sony, jako jednego z kluczowych producentów urządzeń z tym systemem operacyjnym. Z drugiej strony tutaj jest naprawdę wielki potencjał, o którym inne firmy tylko marzą. Myślę jednak, że opcja, w której Sony pomoże budować potęgę Androida jest bardziej prawdopodobna. I dzięki temu mamy coś niezwykłego: dwa połączone ekosystemy.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Transfuzja w biznesie 2017-01-26 19:40
 Oceń wpis
   

Każdy z nas wie na czym polega transfuzja krwi i jak wielu osobom uratowała ona życie. Krew jest dla nas jednym z najcenniejszych darów, jakie jeden człowiek może podarować drugiemu. Czym więc jest transfuzja w biznesie?

Jeden z moich ulubionych filmów, to Don Juan De Marco z genialnym duetem Depp i Brando. To była jedna z ostatnich ról słynnego Ojca Chrzestnego, a dla Deppa była to jedna z pierwszych ważnych ról. Mimo, że film nie zdobył takiej sławy na jaką zasługiwał, to jednak był on genialny i ponadczasowy. Wszystko dzieje się w szpitalu psychiatrycznym, w którym pacjentem jest Don Juan De Marco (w tej roli Depp). Ma on bardzo konstruktywny sposób widzenia rzeczywistości, ponieważ potrafi na wszystko spojrzeć w jasnych barwach i nieco tę rzeczywistość podkolorować. Więc gdy trafia do psychiatryka po próbie samobójczej, gdzie jego doktorem staje się Brando, to przedstawia mu on fascynującą historię swojego życia pełną jasnych barw i miłości. Nie chciałbym zdradzać za wiele, ponieważ czasem można obejrzeć ten film w telewizji. Jednak to jak Don Juan wpływa na doktora granego przez Brando, to swego rodzaju mentalna transfuzja. Obezwładnia on go konstruktywnym sposobem widzenia rzeczywistości, a sama postać grana przez Brando odżywa i jego życie staje się szczęśliwsze. W pewnym momencie nawet Don Juan mówi do doktora: potrzebujesz mnie do transfuzji. I w ten romantyczny sposób chciałbym przejść do transfuzji w biznesie :).

Transfuzja w biznesie jest tym, co może dać przejęcie jednej firmy przez drugą. Każda wielka firma była kiedyś mała. Nie ma czegoś takiego, że coś trwa wiecznie i jest dane na zawsze. Dlatego właśnie wielkie firmy boją się tych małych garażowych firemek, które za 10 lat mogą być jeszcze większe od dzisiejszych liderów. Ostatnio widziałem obrazek, który pokazywał jak Yahoo! miało kilka szans na kupienie Google. Nie byli zainteresowani. Dzisiaj Google jest warte sto razy więcej niż Yahoo, a przypominam że chodzi tu o setki miliardów dolarów! Takie firmy, jak Facebook, Google, czy Microsoft potrafią doskonale wykorzystać swoją pozycję i możliwości finansowe. Facebook kupił Whatsappa i Instagrama. Microsoft kupił Linkedin. Tych przykładów są dziesiątki!

Czasem są to miliardowe transakcje, a czasem przejmuje się coś, co nie ma jeszcze wielkiej wartości rynkowej, ale ma ogromny potencjał w oczach kupującego. Technologia i lista klientów to dwa najważniejsze powody dlaczego wielkie firmy przejmują mniejsze. Nie mówię tutaj o fuzjach gigantów, które służą przede wszystkim temu, aby stać się rynkowym liderem. Mi chodzi jednak bardziej o sytuacje, w których duże firmy mają tylko jeden wybór: ucieczka do przodu. Dzisiejszy świat pędzi. Czy się nam podoba czy nie: to, co działało wczoraj nie musi działać dziś, a tym bardziej jutro. Eksperci widzą potencjał w różnych trendach i technologiach, ale czy ktoś jest na tyle odważny, aby prognozować jak będzie wyglądać świat za 20 lat? No może Elon Musk :).

Jak świat światem tak nie pozbędziemy się zjawiska transfuzji w biznesie. Jednak czy jest ono takie złe? Często właściciele firm, które zostają przejęte dostają nie tylko gotówkę, ale również udziały firmy kupującej i nadal pracują oni w tych projektach. Dzisiaj aby walczyć w tej cywilizowanej wojnie zwanej biznesem trzeba umieć zawiązywać sojusze strategiczne. Robią to nawet najwięksi dla przykładu Facebook i Microsoft, czy konsorcjum wokół Androida. Myślę, że to może się okazać dobre, ponieważ obie firmy na tym mogą zyskać. Oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że tak będzie, ale dla przykładu wartość Instagrama po przejęciu przez Facebooka wzrosłą kilkudziesięciokrotnie. A również chodzi tutaj o miliardy dolarów :). Wiem, że w idealnym świecie mogłoby być tak, ze jak wielka firma chce zawalczyć o jakiś obszar, to rozpoczyna swój projekt z tym związany. Często tak jest, ale wiele razy dużo lepiej jest kupić konkurencję.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

HMD Global, czyli firma, która może aktualnie korzystać z marki Nokia postanowiła stworzyć pod tym brandem smartfona. Na początek ogłoszono, ze pojawi się on na rynku chińskim. Nokia 6 ma sprawdzić jak konsumenci zapatrują się na jedną z największych marek w historii telekomunikacji. Czy to początek powrotu do świetności legendarnej marki?

Pierwszym godnym zauważenia faktem jest to, że na nowej Nokii 6 będzie zacumowany Android. To oznacza, że Finowie będą rozbudowywać jeden z największych ekosystemów. Pokusiłbym się być może, że jest on obecnie największy na świecie. Kilka felietonów temu pisałem, że 9 na 10 smartfonów ma Androida. W ostatnim felietonie napisałem, że rok 2017 będzie rokiem Google i Zielonego Robota. A takie decyzje jak ta Nokii tylko skalę zjawiska poszerzają. Android zawładnął rynkiem mobilnym i wkracza w kolejne etapy naszego życia. Android w lodówkach? Android w samochodach? Kwestia czasu!

Wróćmy jednak do Nokii pamiętam te czasy gdy telefony tego producenta były obiektem pożądania. Nie mówię oczywiście o smartfonach. Mogę nawet nie mówić o telefonach z kolorowym wyświetlaczem. Tak, jak pamiętam nazwę mało którego modelu, tak na zawsze zapamięta dwie liczby: 3210 i 3310. Nokie tak sygnowane to były legendy swoich czasów. 3210 okazała się wielkim hitem i pewnym kamieniem milowym w rozwoju telefonii komórkowej. To był pierwszy telefon wielu osób. Jak jednak opisać Nokię 3310? Skala zjawiska była podobna do iPhone. Jedna różnica jaka mi się nasuwa, to fakt, że 3310 była po prostu niezniszczalna :). To był telefon dla każdego!

Wielkim krokiem milowym było ujednolicenie systemów operacyjnych. To był całkiem spory problem, że większość telefonów ma swój własny system operacyjny i nie można standaryzować aplikacji. Wtedy rozpoczął się bój, który Nokia ostatecznie przegrała. Android, iOS i Symbian walka na śmierć i życie, bez jeńców. Symbian był bardzo dobrym system operacyjnym, który mógł zawładnąć masową wyobraźnią. Zdobywał on rynki zanim na dobre pojawił się iPhone, a potem Android. Jednak zabrakło takiego złotego strzału, który spowodowałby, że ten system operacyjny stanie się standardem, jakim dzisiaj jest Android. Dzisiaj Symbian jest zapomnianym system operacyjnym i skoro właściciel marki Nokia zdecydował się zastosować w nowym modelu Androida, to raczej jest to gwóźdź do trumny dla poczciwego Symbiana.

Rynek chiński wydaje się dość atrakcyjny dla producentów smartfonów. Przede wszystkim jest on gigantyczny! I choć nie uzyska się tak dobrych marż, jak na rynkach zachodnich, to jednak efekt skali może to bardzo wydatnie zrekompensować. Jest jednak spory problem: duża konkurencja, w tym wśród chińskich producentów. I choć Nokia 6 na chiński rynek ma być sondą wysłaną w celu weryfikacji potrzeb klientów, to jednak jest to strzał w księżyc. A wiesz jak to mówią: celuj w księżyc nawet jeśli nie trafisz to i tak będziesz wśród gwiazd :).

Nokia cały czas ma szansę zawalczyć o spory kawałek rynku. Ja jednak trochę się smucę z faktu, że producent nie zdecydował się na własny system operacyjny (albo spróbowanie jeszcze raz z Symbianem). To jednak bardziej niż potęgę Nokii buduje potęgę Google. A jak uczy ekonomia: uczciwa i zdrowa konkurencja jest bardzo wskazana w niemal każdej dziedzinie produkcji. No ale tak jak kiedyś marudziliśmy, że nie ma ujednoliconych systemów operacyjnych, które mogłyby mieć te tysiące aplikacji, tak dziś możemy pomarudzić, że jest tak naprawdę tylko kilka liczących się systemów. Z dwojga złego chyba jednak ta druga opcja jest lepsza :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Alibaba to na dzień dzisiejszy jedna z największych chińskich firm. Jest potęgą handlu internetowego. I choć jej twórca często mówił, ze był bardziej szczęśliwy, gdy uczył dzieci angielskiego, to jednak nie można mu odmówić wizji i uporu w dążeniu do celu. Czy świat internetu, który znamy stanie się alibabocentryczny?

Alibaba to przedsiębiorstwo internetowe, które miało najwyższy debiut giełdowy w historii. To jest fakt z tym się nie dyskutuje. Dzisiaj pewnie byłoby jeszcze lepiej wyceniane na starcie, ale chyba nie o to do końca chodzi. To jest tak, że pieniądze tam wpompowane idą na rozwój i zdobywanie kolejnych rynków. Ich biznes jest skalowalny i po prostu zdobywa kolejne przyczółki w krajach Zachodu. Częstą sytuacją jest to, że gdy ktoś coś sprzedaje na eBayu, to ściągnął on to z Chin za pośrednictwem Albiaby. Takie podejście daje pracę tysiącom domorosłych przedsiębiorców w coraz większej ilości krajów. Tak samo jest chociażby z Polską i Allegro. Kolejni ludzie decydują się ściągać towar z Chin, który następnie odsprzedają za pomocą serwisów aukcyjnych. To jednak może się skończyć!

Alibaba stworzyła coś takiego jak Aliexpress portal przypominający serwisy aukcyjne, który sprzedaje od producentów z Chin towary na sztuki. Jeśli tylko jesteś w stanie poczekać chwilę dłużej, to może być to dla Ciebie dobre rozwiązanie. No bo skąd sprzedawcy na Allegro biorą swój towar? Właśnie stamtąd. Ich narzut bierze się z tego, że towar jest już u nich w magazynie, jest on sprawdzony i czasami dokładają do niego gwarancję. Fakt jest jednak taki, że to dalej chiński towar, który trafił do nas za pośrednictwem takich portali, jak Alibaba. Ma się oczywiście do czynienia z różnymi efektami skali dla kupujących sprzedawców. Jeśli zamówi się sporo towaru jednorazowo, to cena za jedną sztukę jest dużo bardziej atrakcyjna.

Wydaje Ci się być może, że to przecież nie wokół sprzedawców na Allegro się wszystko kręci. Do tej pory jednak byli oni w Polsce ważnym kanałem dystrybucji chińszczyzny. To wszystko staje się dla nich teraz trudniejsze, gdyż Aliexpress mocno otwiera się na Polskę. Można już płacić za towary polskim systemem płatności, co jest dla Polaków bardzo wygodne. Będą powstawać kolejne portale działające w ten sposób. Już dzisiaj Polak ma wielki wpływ na jednego z największych konkurentów Aliexpress Wish.com. Sposób działania jest podobny: zamawia się towary prosto z Chin, czeka nieco dłużej niż w tradycyjnym sklepie, ale cena jest znacznie bardziej atrakcyjna. Czy ten model sprzedaży może zrewolucjonizować branżę e-handlu? Właściwie już to zrobił!

Z pewnością sprzedawcy na Allegro czy eBayu drżą przed rozszerzeniem się działalności takich serwisów jak Wish i Aliexpress. Ceny mogą być dużo bardziej atrakcyjne niż na tradycyjnych serwisach aukcyjnych. Cały czas zostaje jednak kwestia oczekiwania na produkt. I tutaj wygrywają tradycyjni sprzedawcy, którzy mają towar u siebie. Rozwiązaniem jest to, co zastosował Wish, czyli magazyny z najpopularniejszymi towarami, które dostarczają je znacznie szybciej. Warto jednak zauważyć, że tych towarów są setki tysięcy rodzajów, więc jest to rozwiązanie raczej tylko na małą skalę. Dzięki takiemu podejściu cały czas jest szansa dla tych małych sprzedawców, którzy specjalizują się w danej dziedzinie i ściągają coś w większej ilości.

Myślę, że portale takie, jak Alibaba już rządzą branża e-commerce. I choćby nie wiem jak to się nie podobało Amazonowi, to są one dla niego zagrożeniem. Z mojej perspektywy jesteśmy skazani na towary z Chin. Dzisiaj Chińczycy stali się głównym producentem świata. Myślę, że to kwestia czasu jak ich produkty przestaną być kojarzone z tandetą, a staną się w naszych oczach tak samo wartościowe. Bo jednak pamiętajmy, że najwięksi producenci także zlecają produkcję Chińczykom.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi