napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Gdy Apple wprowadzało pierwsze iPhoney i iPady, to wychodzili oni z założenia, że tworzą nową erę w dziejach komputeryzacji. Sam Steve Jobs określił ją mianem PostPC. Jak widać dzisiaj komputery w formie którą znamy jako PC jeszcze nie zniknęły! Mimo tego, że i PC i PostPC mają się nieźle i wzajemnie ze sobą egzystują , to dzisiaj stara się nam wmówić, że to dopiero początek. A my nie jesteśmy świadomi jak daleko sięga królicza nora :).

Jestem zafascynowany rozwojem technologii. Każdego roku powstają albo aplikacje, albo urządzenia, które wprowadzają coś nowego. Wielkie firmy tworzą coraz bardziej angażują się w patentowanie kolejnych rozwiązań. Jednocześnie mają świadomość, że w każdej chwili może pojawić się mała firma, która swym wynalazkiem zrewolucjonizuje dzisiejszą technologię. Razem z najnowszymi technologiami walka odbywa się na poziomie finansów. Ty chodzi o setki miliardów dolarów (bo tak wyceniane są największe firmy). Ja jednak radziłbym podejść chłodniej do tych wszystkich nowinek i nie lekceważyć smartfonów, lub urządzeń, które je zastąpią.

Wiem, że założenie, w którym wszyscy przesiadamy się na gogle/okulary, czy tego typu wynalazek jest bardzo kuszące. Pamiętajmy jednak, że rozwijają się kolejne technologie, które są sterowane za pomocą smartfona. Wiem, że takie gogle wirtualnej lub rozszerzonej rzeczywistości, to dla wielu osób czyste SF, ale w gruncie rzeczy: czy jesteśmy gotowi całkowicie się na nie przesiąść? Ja myślę, że nie. Apple z pewnością ma wizję, w której pojawi się urządzenie, które zastąpi iPhonea. Z mojej perspektywy jest to nieco złudne podejście.

Smartfon według Jobsa miał łączyć w sobie trzy inne urządzenia: odtwarzacz muzyki, telefon komórkowy i przeglądarkę stron internetowych. Dzięki zbudowaniu ekosystemów, w których znajdują się setki aplikacji smartfon stał się czymś znacznie więcej. W moim odczuciu wszystkie te okulary/gogle będą przez bardzo długi czas po prostu rozszerzeniem smartfona. Czy tak już zostanie? Trudno dzisiaj zakładać takie rzeczy, bo każdego dnia może pojawić się nowa technologia, która zrewolucjonizuje świat, który znamy. Może nagle się okazać, że to co dzisiaj robi smartfon przeniesiemy na ubrania, samochody a może domy. Możliwości są nieograniczone.

Smartfon jest epokowym wynalazkiem. Tutaj raczej każdy się zgodzi. Tylko dlaczego wszyscy tak bardzo chcą go zastąpić? :) Z pewnością chodzi o dominację rynkową. Jeśli rzeczywiście uda się przekonać ludzi do czegoś po PostPC to ten, kto pierwszy zdobędzie ten rynek może zagrozić pozycji ekosystemu, jaki stworzył wokół siebie Google z Androidem. Ostatnio wolą Stevea Jobsa było wykorzystać wszystkie środki, aby zniszczyć Androida. Dobrze wiedział jak potężną siłę buduje Google. Na rynku, który znamy dziś nikt już raczej nie zagrozi Androidowi. Jednak kto wie co przyniesie przyszłość. Nokia też miała większość rynku telefonów komórkowych i wtedy pojawiło się Apple :).

Osobiście myślę, że odbędzie się to tak, że większość rynku nadal będzie należeć do Androida, a same urządzenia typu gogle czy okulary będą jedynie rozszerzeniem urządzeń klasy PostPC. Może jestem przesadnym pesymistą, ale to wynika z tego, że widzę jak ważnym wynalazkiem jest smartfon. Ciekawe jak bardzo musiałby się zmienić internet, aby było on oglądany za pomocą tego typu urządzeń. W końcu chodzi tu o zupełnie nowy sposób prezentacji treści. Wiem, że jest to dla wszystkich strasznie ekscytujące i może powodować zainteresowanie. Mam jednak wrażenie, że będzie to trochę tak jak z technologią 3d w telewizorach. Wszyscy się nią ekscytowali, a jednak nie stała się standardem.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Festiwale muzyczne stały się sporym zasobem marketingowym. Wiadomo, że największym festiwalem jest Przystanek Woodstock tworzony przez WOŚP. Jednak żadnemu ze sponsorów tego wydarzenia nie udało się przemycić nazwy swojej marki do nazwy własnej festiwalu. Jednak jak widać nie zawsze o to chodzi.

Doskonałym przykładem może być trasa koncertowa stworzona przez browar Żywiec nazwana Męskie Granie. I choć nazwy piwa nie ma w nazwie trasy, to jednak obie te nazwy są wypozycjonowane w umysłach odbiorców jako elementy nierozłączne. Męskie Granie jest trasą koncertową od początku stworzoną przez Żywca. Z pewnością stała się ona niemalże obowiązkowym elementem wakacyjnej mapy Polski. Co trzeba zrobić, aby stworzyć taką markę?

Żywiec od początku stawiał na najlepszych artystów. W tym kontekście nigdy nie szedł na kompromisy. Z pewnością wiele osób pamięta bardzo znany utwór Wszyscy muzycy to wojownicy, który promował pierwszą trasę. Już wtedy zdecydowano się na współpracę z Wojciechem Waglewskim, Maciejem Maleńczukiem, czy Abradabem. I choć sam utwór nie doczekał się teledysku w normalnym tego słowa znaczeniu (istnieje wersja z pokazem zdjęć artystów), to jednak wpisał się on do pewnego kanonu.

Męskie Granie każdego roku tworzy utwór promujący trasę z wysokiej jakości teledyskiem. Zespół, który wykonuje utwór nazwany jest Męsie Granie Orkiestra i dołączają kolejni artyści, którzy wpasowują się w ideę trasy koncertowej. W tym roku są nimi Monika Brodka, Piotr Rogucki i Tomasz Organek. Nazwiska na rockowej scenie bardzo silne. Podobał mi się żart Moniki Brodki na temat jej fryzury. Artystka stwierdziła, że była najmniej męska w towarzystwie i dlatego zdecydowała obciąć się na bardzo krótkiego jeża.

Wniosek nasuwa się jeden: skoro od tylu lat Żywiec trwa w organizowaniu Męskiego Grania, to musi się mu to po prostu opłacać. Mam świadomość, że chodzi tu bardziej o aspekt wizerunkowy. Jednak obie marki są na tyle silne, że sponsor trasy odczuwa to również finansowo. Dla polskiej muzyki u początku XXI wieku Męskie Granie stało się istotnym kamieniem milowym. Wystarczy spojrzeć na nazwiska/pseudonimy występujących muzyków. Jest to praktycznie elita muzyki współczesnej.

Co ciekawe Męskie Granie stara się nie ograniczać do jednego gatunku muzycznego i tak na jednej scenie może się pojawić hip-hopowiec i rockman. Marketingowo jest to prawdziwy majstersztyk. Jestem fanem udanych kampanii promocyjnych, w które wpisuje się sponsoring tytularny. Pytanie tylko czy to, co robi żywiec można nazwać jeszcze sponsoringiem tytularnym. Prawda jest taka, że Żywiec sam sobie te imprezę organizuje, a nazwy marki nie ma w nazwie własnej imprezy. To świadczy tylko o tym, jak dobrze przemyślany jest to koncept.

Warto zauważenia jest tak, że o ile takie imprezy jak Opener czy Orange Warsaw Festival w dużym stopniu liczą na zagranicznych artystów, którzy mają stanowić o jakości imprezy, o tyle Męskie Granie znane jest z angażowania przede wszystkim polskich artystów. To nadaje dodatkowo jakości tej trasie koncertowej, ponieważ marka ma swoją tożsamość i jest kojarzona z konkretnymi wartościami.

Bardzo się cieszę jako odbiorca polskiej muzyki, że jest taka trasa koncertowa, jak Męskie Granie. Warto tutaj zauważyć, że koncert inauguracyjny w Żywcu często jest streamowany przez internet, co oznacza, że twórcy trasy lubią korzystać z nowoczesnych środków przekazu. Życzę Męskiemu Graniu kolejnych lat w świetności! :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Przyglądam się od lat stroną typu Demotywatory czy Kwejk. Ich model działania jest bardzo prosty, a jednocześnie mają one bardzo dużą widownię. Zastanawiam się co byłoby jakby jednak z tych stron wyszła ponad to, co już znamy i stworzyła zupełnie nowy model prowadzenia tego typu przedsięwzięć.

Najbardziej innowacyjny na tej drodze wydawała się Kwejk, który miał nawet przez moment własne radio internetowe. To mogła być prawdziwa rewolucja, ale słuchalność pozostawiała sporo do życzenia. Czy jednak da się wykorzystać markę i miliony użytkowników tak, żeby wykształcić jakiś innowacyjny model biznesowy? Czytałem około dwóch lat temu wywiad z twórcą Kwejka, który mówił, że początkowo chcieli oni robić kolejne marki Kwejk coś tam. Przejechali się jednak na radiu i ich drugim planem było tworzenie nowych marek dla kolejnych projektów. Z tego co widzę pojawiło się kilka projektów, które są tak naprawdę wyspecjalizowaną kopią tego, co daje Kwejk.

Miałem przez moment pomysł, aby samemu zrobić taką stronę. Jednak już na starcie chciałem dodać konta premium, które miały pozwolić mi zarobić z jednej strony, a dać dodatkowe możliwości użytkownikom z drugiej strony. Miałem świadomość, że takie konta nie mogą być drogie, ponieważ jest to specyficzna grupa internautów. Jednak kwota rzędu kilkudziesięciu złotych pomnożona przez tysiące abonentów pozwalałaby mieć efekt skali. Ktoś mi kiedyś tłumaczył, że coś takiego się raczej nie sprawdzi na tego typu stronach. Ten ktoś chyba nie widział JoeMonster, gdzie to po prostu tak działa.

Ostatecznie z mojego projektu zrezygnowałem ze względu na niepoważnych współpracowników. Choć sporo kodu powstało na jego potrzeby. Dzisiaj skupiam się na bardziej prestiżowej branży i pracuję w ciekawszych dla mnie technologiach. O tym jednak napiszę więcej za jakiś czas :). Nadal jednak uważam, że konto premium ma ogromny potencjał w tego typu stronach. Dlaczego? Grupa docelowa być może czasami jest skąpa, ale pamiętajmy, że to również oni płacą żywą gotówką za dodatki w grach i za same licencje do gier. Może trochę generalizuję, bo grup jest z pewnością kilka rodzajów. A są wśród nich także takie, które zarabiają bardzo dobrze i są w stanie zapłacić za dodatkowe opcje lub brak reklam.

JoeMonster jest w tej chwili jedyną stroną tego typu, która pobiera opłaty od użytkowników. Jednak jest ona znacznie bardziej rozbudowana niż takie Demotywatory czy Kwejk. Moim zdaniem Kwejk miałby potencjał, który pozwoliłby stworzyć zupełnie nowy wymiar i model biznesu. Co może być w koncie premium? Tutaj są nieograniczone możliwości, a kończą się one na wyspecjalizowanych aplikacjach, do których dostęp mają płacący użytkownicy. Ja nawet myślałem o programie do map myśli. Inną opcją jest lista zakupów. Tutaj w ogóle świetnie by się to łączyło z aplikacjami mobilnymi. Jest z pewnością potencjał czy tylko ja go widzę? :)

Jest druga kwestia, o której pragnąłbym napomknąć. Cały czas nie rozumiem czemu Kwejk nie wyszedł na świat. Z jednej strony polecałbym mu konta premium a z drugiej ekspansję. W tej chwili widać, że trochę stoi w miejscu i tylko dostosowuje aplikację do zmieniających się czasów. Z tego co pamiętam: sam twórca mówił, że trochę przespał moment na zagraniczną ekspansję. A ja myślę, że ten moment cały czas trwa tylko trzeba wymyślić coś, czego zagraniczne strony nie mają. I tutaj jest dalszy element potencjału, o którym pisałem wcześniej. Kwejku pokaż nam wszystkim :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Z tematem map myśli spotkałem się wiele lat temu. Na początek czytałem o nich w internecie, potem starałem się przeczytać książkę autora tej metody Tonyego Buzana. Było to jednak napisane zbyt skomplikowanie. Przez wiele lat robiłem mapy tak, jak czułem, aż w końcu trafiłem na Mapologię dostępną w Złotych Myślach, autorstwa Katarzyny Szafranowskiej. I tak od tego czasu przez lata coraz chętniej tworzę mapy :).

Aby zrozumieć ideę map myśli trzeba zastanowić się nad sposobem działania mózgu. Przez lata jesteśmy uczeni robienia notatek od lewej do prawej w sposób linearny. Tymczasem mózg działa w sposób nielinearny. Mózg uwielbia przeskakiwać z tematu na temat i mimo, ze staramy się go zmusić aby skupił się na tym, co teraz piszemy na kartce, on lubi krążyć wokół różnych tematów. Od ogółu do szczegółu. I w ten sposób należy notować.

Mapa myśli swą strukturą przypomina drzewo lub pajęczynę. W samym centrum kartki rysujemy figurę geometryczną (prostokąt, owal), w którym umieszczamy tytuł, a następnie rysujemy gałęzie, gdzie w 3 słowach opisujemy dany dział, któremu w tym momencie się poświęcimy. Od tych gałęzi odchodzą kolejne gałęzie, gdzie opisujemy daną rzecz bardziej szczegółowo. Staramy się aby na każdej gałęzi były maksymalnie 3 słowa, napisane drukowanymi literami. Są to tak zwane haki. Nie potrzebujemy opisywać bardzo długo tego, co mamy na myśli. Często wystarczy zamknąć to w 3 słowach, które odwołują się do naszej pamięci.

Bardzo ważnym elementem map myśli są kolory i obrazki. Ja osobiście robię to tak, że całość piszę długopisem, a następnie koloruję każdą gałąź z podgałęziami na dany kolor pisakiem. Rysunki najlepiej robić na pierwszych gałęziach. Nie chodzi tu o prace na poziomie Picassa, ale proste rysunki narysowane w parę sekund. To bardzo, bardzo pomaga, gdy na taką kolorową mapę z rysunkami się patrzy. Rysunki również pełnią rolę haka pamięciowego. Gdy mamy tylko tekst jest trudniej.

Warto pamiętać, że mózg, który mamy między uszami uwielbia kreatywność i zabawę. Doskonale pamiętam, jak w jednej z książek Buzana uczył on tricku z zapamiętywaniem 10 słów. Zamiast wkuwać je na pamięć należało użyć wyobraźni i kreatywności. Jak to zrobić? Za pomocą kredek rysowało się 10 obrazków, które kształtem przypominają daną liczbę. Np. dwa to łabędź, a jeden to ołówek. A potem w wyobraźni, aby zapamiętać 10 słów, należało stworzyć historyjkę/obrazek, jak słowo z listy łączy się z obrazkiem, który narysowaliśmy. Sztuczka była o tyle efektowna, że można było powiedzieć listę od początku do końca, od końca do początku, jak i na wyrywki :). Nasz mózg ma nieograniczone możliwości.

Jeden ze znanych psychologów powiedział, że nasz mózg ma możliwości superkomputera, a my korzystamy z niego jak z kalkulatora. Jeśli chcemy nauczyć się efektywnie notować, to warto zainteresować się mapami myśli. Nie jestem w stanie tutaj opisać tej metody w jednym felietonie na bloga, ale z czystym sercem mogę polecić Mapologię ze Złotych Myśli. Oprócz niej warto zapoznać się z innymi dziełami autorki Mapologii, które znajdzie się na Szybkanauka.pro. Ja osobiście przerobiłem sporo kursów i widzę mocną poprawę. W tej chwili skupiam się na szybkości mojego czytania :). Jestem w szoku jak wiele prostych sztuczek może w znacznym stopniu podnieść szybkość i jakość naszego czytania. Aktualnie moim celem jest jak najszybciej czytać książki techniczne :).

Myślę, że w przyszłości napiszę jeszcze jakiś wpis w tym temacie, ponieważ bardzo wierzę w możliwości ludzkiego mózgu!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Na tym blogu pojawiło się kilka części felietonów z tematem >>Internet się dopiero zaczyna<<. Grzechem byłoby nie wspomnieć, że razem z internetem zaczyna się wielkie inwestowanie w start-upy. O tym będzie ten felieton.

Rynkowi temu przyglądam się od paru ładnych lat. Sam pracuję nad swoim projektem (o którym z pewnością niedługo poinformuję) związanym z internetem. Początki były trudne, bo nikt nie wiedział, o co w tym internecie właściwie chodzić i kupowano kota w worku. Z drugiej strony po krótkim czasie narosła bańka spekulacyjna dotcomów. Pamiętam, jak wystarczyło na polskiej giełdzie zmienić profil działalności i kurs akcji szybował w górę! Inwestorzy myśleli, że reklama w internecie to najważniejsze źródło dochodu, które gwarantuje niewyobrażalne efekty. Jak jednak się okazało: mniej niż 1% internautów kilka w banery reklamowe! Wtedy ktoś mądry wymyślił funkcję brandingową banerów, aby poinformować reklamodawców, że internauci patrzą na banery i buduje się świadomość marki. Jednak ja nie o tym :)

Nastają czasy, w których coraz więcej funduszy i osób prywatnych inwestuje w start-upy. Można odnieść wrażenie, że na rynku jest ogrom pieniędzy. I w pewnym sensie tak jest. Jeśli masz ciekawy projekt i dobry zespół, to z pewnością znajdziesz inwestora, który będzie zainteresowany wyłożeniem na Was konkretnych pieniędzy. Zauważyłem pewien trend, w którym wszyscy są zainteresowani inwestowaniem w start-upy od rządów zaczynając na gwiazdach Hollywood kończąc. Czy to jest dobre? To z pewnością nieco psuje podejście właścicieli projektów, które szukają dofinansowania. Nagle okazuje się, że mogą być oni wybredni :). Z drugiej jednak strony cały ten klimat, w którym są setki możliwości zdobycia kapitału pozwala nam budować Nowy Cyfrowy Świat (nie mylić z Nowym Wspaniałym Światem Huxleya).

Jeśli jesteś właścicielem projektu i razem z przyjaciółmi szukasz dofinansowania, to z pewnością w końcu je dostaniesz. Warto jednak pamiętać, że dla inwestora najważniejszy jest zespół, na który wyłoży swoje pieniądze. Wiadomo, że lepiej zainwestować w świetny zespół, który ma słabszy pomysł na projekt, niż w super projekt, który jest zarządzany przez słaby zespół. Pomysł na projekt i tak ulegnie przekształceniu pod wpływem rad inwestora lub weryfikacji rynkowej. Natomiast jeśli projekt jest zarządzany przez niedoświadczony zespół, to może nic nie dać. Oczywiście nie ma jakiejś złotej reguły, co trzeba zrobić i jakie warunki spełniać, aby odnieść rynkowy sukces. Są jednak pewne zależności, które sprawiają, że szansa na sukces rośnie.

Czy duża ilość pieniędzy dostępnych na rynku jest dobra? Warto spojrzeć na to, co idzie razem z tymi pieniędzmi. Może się okazać, że dobry inwestor może nam dać znacznie więcej niż pieniądze. W końcu pojawiają się akceleratory przedsiębiorczości, których celem jest nauczenia ludzi podejścia do start-upów, a nie inwestowanie wielkich pieniędzy. Idealna sytuacją byłoby najpierw wejście w akcelerator, a potem myślenie o kolejnych rundach dofinansowania.

Polski rynek staje się bardzo atrakcyjny i pojawia się coraz więcej ciekawych projektów. Nie mam nic przeciwko inwestowaniu w nie, ale wyznaję zasadę, że im później starasz się o inwestora tym lepszą wycenę dostaniesz i tym lepiej dla Ciebie. Słabo jest, jak projekt jest tak pomyślany, że bez pieniędzy inwestora nie jest w stanie nic zrobić. Pierwsze momenty projektu powinny być finansowane z własnych pieniędzy lub tych pożyczonych od przyjaciół i rodziny. Naprawdę to nie jest dobra opcja, aby iść od razu do inwestora jeśli ma on dać tylko pieniądze. Zdarzają się oczywiście inwestorzy, którzy dają znacznie więcej, jak wiedzę o branży, czy sieć przydatnych nam kontaktów. Wtedy ma to jakiś sens, ale najlepiej walczyć samemu tak długo jak się da!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Polska według WP 2017-05-29 20:17
 Oceń wpis
   

I choć skrót WP przez programistów jest dość mocno kojarzony z Wordpressem (najpopularniejszym systemem zarządzania treścią napisanym w języku programowania PHP), to w polskim internecie skrót WP kojarzy się jednoznacznie: Wirtualna Polska. Grupa WP stała się niesamowicie silną grupą medialną i widzimy kolejne starania jej właścicieli, aby pozycja była jeszcze bardziej umacniana.

WP to najstarszy polski portal internetowy. Zaczęło się od tego, że spółka Centrum Nowych Technologii stworzyła katalog stron. Potem była inwestycja funduszu należącego do Intela, sprzedanie całości Telekomunikacji Polskiej, aż wreszcie panom z Grupy o2 udało się przejąć całość. Nie chciałbym aż tak bardzo grzebać w historii, bo jest to tematyka bardzo rozbudowana. Dzisiaj ważniejszy jest stan aktualny. Jak pokazują statystyki oglądalności stron internetowych Grupa WP jest cały czas w czołówce.

Przejęcie WP przez o2 było bardzo dużym przedsięwzięciem. Dwie grupy o silnych pozycjach stały się jednością. W dalszej drodze było przejmowanie kolejnych serwisów, jak to gdy przejętego Grupę Money.pl. Jednak samo połączenie o2 i WP jest dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń w polskiej sieci. Wiem, że może budzi to jakieś kontrowersje, ale w gruncie rzeczy mówimy tu o powstaniu kolosa i to nie na glinianych nogach :).

Wirtualna Polska cały czas ściga się o oglądalność z innymi portalami. Nie jestem do końca przekonany czy to chodzi o to by słupki mówiące o wyświetleniach były jak najwyższe. Sama świadomość marki, która buduje jej wartość jest również bardzo ważna. Może i dobrze jest jak portal znajduje się na pierwszym miejscu w rankingu ilości wyświetleń. Ale to, co naprawdę istotne to marka, która się dobrze kojarzy. Marka oparta o solidne wartości. Tworząca wokół siebie tożsamość. Zdecydowanie WP to ma! Pamiętam doskonale serię reklam telewizyjnych >>Dzieje się w Polsce w Wirtualnej Polsce <<. W naszej polskiej skali to było porównywalne z tym co agencje reklamowe zrobiły dla Apple, gdy wprowadzano iPoda :).

Jedno co mnie tylko mocno smuci, to fakt, że portale, o których mówimy w tym felietonie, tak naprawdę nie wychodzą poza Polskę. Sama nazwa Wirtualna Polska jest nieco ograniczająca gdyby chcieć z nią wyjść na świat. To nieważne czy Onet, czy Interia tak naprawdę to cały czas są marki lokalne. Czy nie da się wyjść z tak wielkim przedsięwzięciem poza obręb jednego kraju? Jak pokazują ostatnie wieści ze świata: Yahoo zostało stosunkowo tanio sprzedane. Pamiętam moje początki z internetem, gdy eBay, Yahoo i Amazon były stawiane jako internetowe potęgi. Dzisiaj najlepiej wygląda Amazon, który sprawił, że Jeff Bezos jest w Top 10 najbogatszych ludzi na świecie. Czy koncepcja na portal ogólnotematyczny jest niedostosowana do ery Web 2.0?

W Polsce portale przez cały czas są odwiedzane przez miliony użytkowników. Na świecie jednak ciągle toczy się walka między web 1.0 a web 2.0. Artykuły mają być dostępne bez wychodzenia z Facebooka. Wielkie portale wspierają się swoimi fanpageami i Twitterem. Czy to oznacza, że model, w którym redaktorzy tworzą treści przechodzi ku powolnej rewolucji? Jak to ostatecznie będzie wyglądać? Czy za 10 lat WP będzie przypominać Facebooka? Jest wiele pytań, na które ciężko dziś odpowiedzieć. Warto jednak podkreślić to, co napisałem przed chwilą: WP ma jedną z najsilniejszych marek w polskim internecie! To sprawia, że może sobie pozwolić na tworzenie własnej telewizji mimo że nie ma wsparcia wielkich koncernów medialnych. Po tych wszystkich wywodach dochodzę do wniosku, że jako Polacy możemy być dumni z Wirtualnej Polski :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Śmierć smartfonom 2017-05-23 18:52
 Oceń wpis
   

Żyjemy w czasach niewyobrażalnego rozwoju. To, co dzisiaj ma osoba biedna jest niewyobrażalnie luksusowe względem tego, co miała bogata w średniowieczu. To dzięki technologii. Dzisiaj nie wiemy, jak losy technologii potoczą się dalej. Fakt 50 lat temu uważano, że dzisiaj będziemy mieć latające samochody i będziemy kolonizować Marsa. Czy jednak nie rozwijamy się tak szybko, jak zakładały mądre głowy sprzed pół wieku? Co prawda kosmos ma w sobie jeszcze wiele zagadek, a latające samochody byłyby możliwe, ale koncept po prostu się nie sprawdza. Możemy jednak dostrzec jak bardzo rozwija się internet, a razem z nim technologie mobilne. I w tym poukładanym świecie kilka firm szykuje rewolucję :).

Wspominany codziennie w dziesiątkach artykułów Steve Jobs założył sobie, że tworząc iPhonea i iPada tworzy nowy wymiar technologii. Eksperci (a może i sam Jobs) nazwali to Post-PC. Tablety i smartfony okazały się kompletną rewolucją. Stało się to z pewnością dzięki wielkiemu talentowi sprzedawcy, jaki miał Jobs. Technologie te trafiły jednak na podatny grunt, a był nim ogromny rozwój internetu. Napisałem kilka felietonów na tym blogu, że >> internet się dopiero zaczyna <<. Razem z nim tak naprawdę dopiero zaczynają się technologie mobilne. A w tym wszystkim jesteśmy my: użytkownicy tych technologii. Czy kupimy wszystko, co wymyślą wielkie korporacje z Doliny Krzemowej lub Azji? Jak pokazuje historia: to tak nie działa. To, że jakieś tęgie głowy z wymienionych lokalizacji coś wymyślą, to nie jest jednoznaczne z tym, że okaże się to rynkowym hitem. Każda wielka firma ma w swoim portfolio niezłe wtopy po prostu przestaje w pewnym momencie o nich mówić :).

Nie mam tak naprawdę pewności co jest większym wynalazkiem: internet czy smartfon. Wynika to z tego, że te wynalazki nawzajem siebie wspierają i tworzą kilka efektów sieciowych. Myślę, że ludzie po prostu się przyzwyczaili do smartfonów. Tak, jak jeszcze 10 lat temu w naszych kieszeniach królowała Nokia, która miała większość rynku tak dzisiaj niemal każdy ma już smartfona. Wyjątkiem mogą być jedynie uproszczone telefony, które są adresowane przede wszystkim do seniorów. To jednak nie jest aż tak duży procent rynku. Smartfony są królami naszych kieszeni i torebek! Jednak to już wkrótce może się zmienić

Nieważne czy to Facebook czy Google każdy myśli o wirtualnej lub rozszerzonej rzeczywistości. Każdy widzi to na swój sposób. A to Google Glass, czyli okulary, które dodają elementy do widoku, który widzimy. A to Oculus Rift, który tworzy wirtualną rzeczywistość w specjalnych goglach. Jedno jest faktem: firmy widzą w tym wielki potencjał! I to tak wielki, że chcą zastąpić tymi technologiami poczciwego smartfona :). Czy znajdzie się firma, która będzie umiała to wszystko sprzedać? Wiem, że fajnie jest zakładać, że te technologie wprowadzą nowy wymiar do naszego życia i są one kolejnym krokiem w nieustannej ewolucji. A może to nie jest ewolucja, tylko droga oparta na kolejnych mniejszych lub większych rewolucjach? Ciężko stwierdzić!

Wiem, że większość ekspertów uważa, iż jest to nasza przyszłość i wielkie firmy doprowadzą do tego, że wszyscy będziemy pożądać specjalnych okularów zamiast smartfona. Ja jednak myślę, że takie okulary mogą być najwyżej dodatkiem do smartfona. Oczywiście perspektywa, w której zakładam specjalne okulary i mam widok na 40 calowy telewizor, który w rzeczywistości nie istnieje, jest bardzo kusząca. Ale czy naprawdę tak łatwo będzie przekonać masy, że nie potrzebują one prostokątnego urządzenia w kieszeni, tylko wystarczą okulary?

Mam wrażenie, że tutaj dość ważną warstwą jest warstwa sprzedażowa. Czy znajdzie się nowy Jobs, który sprzeda ludziom ideę Post-Post-PC? :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Pierwszy raz o klubie lojalnościowym z bardziej biznesowego punktu widzenia czytałem wieki temu u Kotlera. Były to czasy, w których trafiłem na jeszcze jedną dość interesującą pozycję Marketing Radykalny. Dziś jest ona bardzo trudno dostępna. Faktem jednak jest, że klub lojalnościowy to nie jest to, co wielu ludziom się wydaje. Jednak dobrze zbudowany klub lojalnościowy buduje legendę marki :).

Harley-Davidson dzisiaj każdy powie, że to legenda. Prawdziwy amerykański sen, który rozprzestrzenił się na cały świat. Właśnie ta firma jest właścicielem jednego z najlepszych klubów lojalnościowych w historii marketingu. Z pewnością ogromne znaczenie ma tutaj drugi człon tego tworu, czyli LOJALNOŚCIOWY. Tak zaangażowanych użytkowników chciałby mieć każdy. Dość ważnym elementem corocznego raportu podsumowującego działalność firmy jest cześć dotycząca tatuowania sobie logotypu przez klientów.

Ile razy słyszałeś już Drogi Czytelniku, że nie sprzedajesz produktów tylko emocje? Harley poszedł jeszcze dalej on sprzedaje styl życia. Tak jak dzisiaj jest moda na tworzenie ekosystemów biznesowych przez firmy związane z technologiami, tak Harley od lat tworzy coś na zupełnie innej płaszczyźnie. Ekosystemy biznesowe starają się zawładnąć nami w fizycznym aspekcie, ale styl życia Harleya zawładną mentalnie tysiącami użytkowników ich motorów. Ten styl życia oparty na ideologi wolności pod tytułem: w weekend ubieram strój, wsiadam na motor i jest tylko droga i ja. Oczywiście oprócz samej pracy Harleya dużą pracę wykonują sami motocykliści. To jednak jest coś, co praktycznie jest nie do zrobienia. Harleyowi jednak się udało :).

Dokonałem pewnej istotnej obserwacji. Zauważyłem, że żaden z technologicznych gigantów nie ma na dobrą sprawę klubu lojalnościowego. Można by za coś takiego uznać Amazon Prime. Jednak sam przyznasz Drogi Czytelniku, że do lojalnego harleyowca jeszcze daleko. Czy to oznacza, że firmy technologiczne nie potrzebują takich klubów? Z pewnością spotkałeś się z programami punktowymi często mylonymi z klubem lojalnościowym. Mam świadomość, że w ogólnym odczuciu wydaje się to dość skuteczna droga na budowanie lojalności wśród klientów. Jednak ostatnimi laty mocno to wszystko osłabło ze względu na gigantyczne progi punktowe, aby dostać jakąś sensowną nagrodę.

Wracając jednak do firm technologicznych. Myślę, że wiele z nich uważa, że samo konto do ich usług załatwia sprawę. Otóż nie! To dopiero początek! Jest jednak spory problem z wprowadzeniem tego typu rozwiązania: target. Jeśli chodzi o Harleya, to sprawa jest jasna kto jest jego idealnym klientem. A kto jest docelowym odbiorcą Google, czy Facebooka? Wszyscy? Więc jak tutaj sprzedać styl życia? :) Nieco łatwiej miałby z pewnością Snapchat, który jest adresowany do bardziej sprecyzowanej grupy klientów. Czy jednak da się zrobić klub lojalnościowy dla wszystkich?

Myślę, że da się zrobić jeden wielki klub, który zawiera sekcje. Jednak aby to zrobić trzeba byłoby mieć w zespole najbardziej tęgie marketingowe głowy :). Tutaj raczej ma się szansę tylko raz, aby to dobrze stworzyć. Zrobić kolejny program punktowy to nie jest wielki problem. Z tego co wiem to Harley nie ma żadnych programów punktowych, a to co się stworzyło wokół tej marki jest niepowtarzalne. Być może to można zrobić tylko do stacjonarnych produktów z duszą, ale jestem przekonany, że kiedyś wielki potentat branży nowych technologii zbuduje swój klub. I przejdzie on do historii!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Co kilka miesięcy pojawia się informacja, która na chwilę elektryzuje światową opinię publiczną. Zazwyczaj jest z nią związany profesor Hawking. Człowiek, o jednej z największych wartości IQ na świecie, a jednocześnie straszny pesymista co do losów ludzkości :).

Czy inteligentne maszyny zawładną światem, który znamy? Czy niebawem skończą się surowce naturalne, albo nastąpi wielki kataklizm i będziemy musieli się wynieść z Ziemi? Teoretycznie jest to wszystko możliwe. Twórcy filmów SF już od dawna przewidują najczarniejsze scenariusze. Czy jednak jest to realne zagrożenie? Z pewnością obecność człowieka na ziemi jest dla niej sporym obciążeniem. Potrafimy sprawić, że wyginą jakieś gatunki zwierząt, czy masowo niszczymy środowisko naturalne. W jednym z bardziej znanych filmów SF Matrix Agent Smith mówi na przesłuchaniu do Morfeusza, że jesteśmy jak wirus, który niszczy wszystko. Może więc jednak stowarzyszenia ekologów mają sporo racji gdy alarmują nas o kolejnych zagrożeniach.

Najboleśniej cenę rozwoju płacą dzisiaj z pewnością wielki chińskie ośrodki przemysłowe. Każdy wie, że chińskie prawo nie jest tak restrykcyjne wobec producentów jak chociażby to europejskie. Stąd właśnie pojawia się smog, a ludzie muszą chodzić w specjalnych maseczkach. Wynika to właśnie ze stosowania przestarzałych technologii, które w Europie czy Stanach są już najczęściej zakazane. Skoro Ziemia jest coraz bardziej zanieczyszczona, to wielcy tego świata coraz wyraźniej patrzą w kosmos

Kosmos jest pełen niewiadomych. Gdyby nasze technologie były rozwinięte chociaż w 10% tak, jak w zaawansowanych filmach gatunku SF, to może patrzenie w gwiazdy i sny o podboju kolejnych galaktyk miałyby większy sens. Na chwilę obecną jesteśmy na starcie. Jest to okres mierzony w dziesiątkach lat. Jak zauważył Krzysztof Gonciarz: nasze czasy to nie są te najbardziej ekscytujące czasy, bo następne pokolenia będą podbijać kosmos! I jest w tym sporo prawdy, chociaż ja mimo wszystko lubię czasy, w których żyjemy, bo są one początkiem czegoś wspaniałego. Albo jak wolą wielcy naukowcy początkiem końca.

Jakoś nie obawiam się inteligentnych maszyn. Jeśli do tej pory sztuczna inteligencja nie jest na poziomie, którego powinniśmy się obawiać, to myślę, że człowiek ma jednak władzę nad jej rozwojem. Chyba, że inteligencja bardzo by się rozwinęła i zadziałałby efekt wirusa komputerowego, w którym odwróciłaby się ona przeciwko nam. Skoro Hawking i Musk stosują listy otwarte do ludzkości ostrzegając nas przed czarnym scenariuszem, to może jednak i ja i setki mnie podobnych jesteśmy zbyt wielkimi optymistami.

W tym tekście jest więcej pytań niż jasnych odpowiedzi. Z pewnością wynika to z niepewności, które rodzą się wokół tej tematyki. Wiem jednak, że to wszystko co mamy dziś może być początkiem wspaniałej drogi. Jest to droga pełna niebezpieczeństw i wyrzeczeń. Nagrodą jednak jest dobro ludzkości. Kiedyś luksusem było mieć gorącą wodę w kranie. Dzisiaj połowa ludzkości już to ma i nie jest to żaden luksus. Jeśli maszyny zaprzęgniemy do pracy, to my sami będziemy mogli pracować poniżej 20 godzin w tygodniu. Oczywiście nie każdemu będzie odpowiadać taka krótka praca, ale gdyby maszyny wykonywały za nas większość pracy, to byłoby to spokojnie możliwe. Oczywiście tak, jak w Terminatorze mógłby nastąpić bunt maszyn i czekałaby nas zagłada. Jednak to naprawdę są jakieś okrutne scenariusze, które mają racje bytu w przypadku kina SF. Więc spokojnie przyszłość należy do nas!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Nintendo to potentat w świecie wirtualnej rozrywki. Konsole tej firmy stanowią ważny element dzisiejszej rzeczywistości. I pomyśleć, że firma zaczynała od kart do gier! No ale w końcu Nokia kiedyś robiła kalosze :).

Ostatnimi czasy dość mocno wałkuję na tym blogu temat ekosystemów biznesowych. Jak można zauważyć: jest to jeden z najważniejszych wynalazków biznesowych na początku XXI wieku. Jak się okazuje najsilniejszą pozycję coraz wyraźniej ma Android. Jest tak naprawdę niewiele firm, które mogą tej pozycji zaszkodzić. Przede wszystkim powinien być to ktoś, kto ma zarówno oprogramowanie, jak i urządzenia. Cały czas w temacie walczą Microsoft oraz Apple. Jednak czarnym koniem może okazać się Facebook. W przypadku tego ostatniego ekosystem już jest trzeba by tylko połączyć to z konkretnymi urządzaniami. Oczywiście są jeszcze takie twory takie, jak Firefox OS (który w pewnym momencie był brany za jedno z największych zagrożeń Google), czy dystrybucja Linuxa Ubuntu. A ja w tym wpisie postanowiłem sobie nieco pofantazjować i pomyśleć: a co by się stało gdyby Nintendo stworzyło własny ekosystem biznesowy tak, żeby konkurować z Google.

Czym jest Nintendo wszyscy wiedzą. Ostatnio zrobiło się z jego powodu ponownie głośno ze względu na nagłą popularność Pokemon GO, oraz konsolę Swift. A gdyby tak rozbudować system operacyjny z konsoli, stworzyć urządzenia, które łączą w sobie przenośne konsole, oraz smartfon i do tego rozegrać to wszystko tak, aby zagrać na nosie konkurencji? Pokemon GO jest aplikacją, która jest dostępna na najważniejsze ekosystemy biznesowe. Jednak własna smartfono-konsola mogłaby dokonać prawdziwej rewolucji.

Jest też drugi scenariusz, w którym Nintendo podłącza się pod ekosystem Androida tak, jak robi to teraz Sony. Pytanie tylko czy jest tam miejsce dla obu producentów konsol? Zamiast tworzyć własne urządzenia można by stworzyć nakładkę na Androida, która sprawia wrażenie, że mamy system operacyjny Nintendo. To rozwiązałoby problem aplikacji na start, ponieważ producent konsol mógłby załączać aplikacji z Google Play. Świetnym rozwiązaniem byłoby tutaj komunikowanie się na linii smartfon i inne urządzenia Nintendo. To wszystko jeśli jeszcze nie jest zrobione, to spokojnie jest do zrobienia.

Mam wrażenie, że trzeba być niewyobrażalnie odważnym, lub niewyobrażalnie głupim, aby rzucić się teraz w wir tworzenia nowego ekosystemu biznesowego, który mógłby konkurować z tymi istniejącymi. Pamiętajmy jednak, że one też musiały mieć swój początek i kiedyś powstać. Pamiętam czasy, w których nie było jednolitych systemów operacyjnych dla telefonów komórkowych. Ten sam producent mógł mieć kilka systemów, które nie były ze sobą kompatybilne. Dzisiaj daje się albo Windowsa albo Androida i nie ma problemów z aplikacjami. Nintendo jednak mogłoby pójść znacznie dalej i stworzyć wrota do wirtualnej rozrywki. Pytanie tylko na ile już to nie jest realizowane :).

Wiem, że fajnie sobie gdybać co mogłoby zrobić Nintendo, ale w gruncie rzeczy trzymam się tego, że raczej tylko szaleni ludzie rzucają się na tworzenie nowego ekosystemu biznesowego. Tak naprawdę jest to jeden z najważniejszych wynalazków naszych czasów. Uważam, że jest jeszcze ważniejszy niż wyszukiwarka czy portal społecznościowy. Być może te rzeczy mają każdego dnia na nas wielki wpływ, ale to ekosystem buduje wartość całości, jak również wpływa na wycenę firmy. Jeśli jesteś na tyle odważny, aby stworzyć własny ekosystem biznesowy i stanąć w szranki z Androidem, to wiedz, że pewnie jest to szansa mniejsza niż wygrać na loterii :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi