napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Jest to często analizowany problem, a przyczyn może być wiele. Jak jednak zauważają eksperci jedna jest szczególnie interesująca. Jaka to przyczyna?

Gdy tworzono w Estonii Skypea twórcy mieli świadomość, że tamtejszy rynek jest za mały aby osiągnąć sukces. Skype tylko w Estonii? Sam widzisz Drogi Czytelniku, że jest to bez sensu! Dlatego zdecydowano się na od razu na globalny start. To zaowocowało. Historia Skypea jest rozległa. Dzisiaj należy on do Microsoftu i nie ma nic wspólnego z pierwowzorem w technologii P2P.

Jak to więc jest z tymi polskimi startupami? Polski rynek jest za duży! Można stworzyć firmę, która osiągnie całkiem niezły sukces tylko na rodzimym rynku. I to jest jego ogromna zaleta i wada jednocześnie. Z jednej strony możemy zrobić od zera coś całkiem fajnego, co pokochają Polacy. Firma będzie warta jakąś większą wartość pieniężną . Z drugiej jednak strony: tak się nie zrobi jednorożca! Jeśli chce się mieć firmę wartą miliardy dolarów trzeba po prostu uderzyć na rynek globalny! Innej opcji nie ma. Nawet Allegro uderzało na inne kraje!

Polacy boją się globalnego startu. Większość start-upów ma założenie: najpierw sukces w Polsce, a potem podbój świata. Często na ten podbój świata jest już za późno! Konkurencja nie śpi :). Jeśli mamy założenie, że pierwsze pięć lat działamy w Polsce, a potem uderzamy na wielki rynek globalny, to może być to po prostu niebezpieczna strategia. Może skończyć się tylko na Polsce. Żeby była jasność: w Polsce da się zarobić miliony. Jest coraz więcej startupów, które mają niesamowitą wycenę. Jednak ktoś postawił poprzeczkę wysoko nazywając wielkie firmy jednorożcami. Dzisiaj każdy startup marzy o tym tytule. I to może być naprawdę trudno zrobić w Polsce. Szczerze: ile w Polsce jest firm wartych ponad miliard dolarów? CD Projekt? Allegro? A bez spółek skarbu państwa? A ile jest jednorożców w Stanach?

Oczywiście są firmy, które zaczęły uderzać na globalne rynki. Najczęściej są one jednak w fazie podboju tych rynków. Bardzo fajnymi przykładami są LiveChat i CD Projekt, które coś już na globalnym rynku ugrały. Jestem wielkim fanem tych firm. Pokazują, że Polak potrafi. Jednak historia CD Projektu jest bardzo, bardzo rozległa :). To nie jest tak, że wzięli się oni znikąd! LiveChat to również wiele lat walki. Ale widać opłacało się zawalczyć o globalne rynki. Więc są to dowody na obalenie tezy z tematu tego felietonu :). Da się!

Wracając jednak do sedna: polski rynek jest bardzo duży. To sprawia, że wiele startupów decyduje się najpierw podbić polski rynek, a dopiero później myślą o rynkach globalnych. Ta strategia nie jest taka najgorsza. Może się to okazać dobra droga jeśli nie chcemy inwestora, jeśli chcemy się rozwijać organicznie. Zazwyczaj globalny start wiąże się z potrzebą dużego kapitału. Ja bardzo propsuję spółki, które rozwijają się bez inwestora. Prawda jest taka, że zawsze przyjdzie na to czas. Można to zrobić w dowolnym momencie działalności. A czasem nawet nie trzeba tego robić wcale :).

Mam takie wielkie życzenie: niech w Polsce pojawi się jak najwięcej jednorożców. Niech pojawi się jak najwięcej firm o zasięgu globalnym! Jako Polacy mamy wspaniałą historię. Całe wieki walczyliśmy o swoje! Teraz też zawalczmy na nieco bardziej cywilizowanej wojnie: wojnie o internet :). To wszystko się dopiero zaczyna! Jeszcze możemy stać się jako kraj potężnym potentatem rynku internetowego! I wierzę że tak będzie!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Jako doktorant na Wydziale Zarządzania jestem absolutnie zafascynowany firmą Google. Z naukowego punktu widzenia jest to fenomen naszych czasów. Dzisiaj pragnę poświęcić felieton temu tematowi.

Google zostało założone przez dwóch doktorantów z Uniwersytetu Stanforda. Jest to jedna z najsłynniejszych uczelni w Stanach Zjednoczonych. Jednak to, co jest w niej naprawdę interesujące, to fakt, że stanowi ona serce Doliny Krzemowej. Dolina jest nazywana największym współczesnym klastrem ekonomicznym. Tam obraca się największymi pieniędzmi i tam jest najwięcej firm technologicznych. Tam również znajduje swoją siedzibę Alphabet, czyli spółka-matka Google, która powstała w zeszłym roku.

Google oczami Polaka Przede wszystkim ciągle marzymy, że za dekadę pojawi się polskie Google. Na razie mamy silną fazę na to, aby mieć jak najwięcej jednorożców (czyli firm wycenianych na ponad miliard dolarów), ale Google jest wyceniane na setki takich miliardów! Jako Polak bardzo bym sobie życzył, aby kiedyś pojawiła się tak wielka firma w naszym kraju. Pytanie tylko czy jak na razie nas to trochę nie przerasta? Niby internet jest wszędzie. Niby nie ma żadnych granic. A jednak tych jednorożców jest tak mało, a gdzie tu mówić o polskim Google!

Oczami Polaka Google jest fenomenem. Z jednej strony wyszukiwarka, która ułatwia życie miliardom ludzi, a z drugiej największy system operacyjny na świecie. A do tego mnóstwo powiązanych projektów tak oczywistych jak Gmail, lub tak pożądanych jak Google Drive. Wielokrotnie zachwycałem się w felietonach na tym blogu największym wynalazkiem Google, czyli ekosystemem ekonomicznym. Jeśli ktoś myśli, że to wyszukiwarka lub Android są największym wynalazkiem, to może się mocno mylić. Dopiero gdy te wszystkie elementy połączą się w jedną unikalną całość, to tworzą coś niepowtarzalnego.

Być może patrzę na to w zbyt ekonomiczny sposób, ale ekosystem, to bardzo ważny wynalazek naszych czasów. Google wszystkie swoje produkty i usługi łączy od razu z Androidem i wyszukiwarką. Czy to jest za wiele? Otóż nie! To ma naprawdę wielki sens, bo dzięki temu nasze życie staje się łatwiejsze. Aczkolwiek jest tutaj drugi punkt widzenia, w którym Google wie o nas za dużo. Myślę, że jeszcze więcej wie aktualnie Facebook, ale ilość informacji, które Google ma na nasz temat może być przerażająca. Tylko powiedz mi Drogi Czytelniku Tak szczerze: co takiego jest w przeciętnym Kowalskim, żeby te dane były jakieś interesujące czy potrzebne do inwigilacji? Dzięki tym danym dostajemy lepsze wyniki wyszukiwania i bardziej spersonalizowane oferty.

Google jest potęgą, ale to nie oznacza, że gigantowi wszystko wychodzi. Są dziesiątki projektów, które zrobiono na próbę, a potem je wygaszono. Osobiście bardzo, bardzo tęsknię za Google Wave, bo był to naprawdę interesujący projekt, który został zamknięty :). No ale taki już los projektów, które nie zdobyły dużej popularności. Jednak dzięki tym eksperymentom i przejęciom Google co roku umacnia swoją pozycję. Jest tylko jedna rzecz. Jedna drobna rzecz, która nie daje im spokoju: w każdej chwili może pojawić się projekt, który w ciągu trzech lat wywróci wszystko do góry nogami. Dzisiaj mówi się o Facebooku i Snapchacie. O czym jednak będziemy mówić za 3 lata?

Dzisiaj każdy, nieważne skąd, ale to każdy może zrewolucjonizować internet. Napisałem kilka interesujących felietonów o tytule: Internet się dopiero zaczyna. I taka jest prawda. Może Ci się wydawać, że wszystko już wymyślono i ciężko tu jakoś specjalnie rewolucjonizować. To błąd w myśleniu! Zabawa się dopiero zaczyna. I w tej zabawie trzeba brać na poważnie Google, bo jest to rewolucjonista naszych czasów!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Zdarza się, że aplikacje internetowe reklamują się w telewizji. Dość ciekawie robi się jak telewizja internetowa reklamuje się w tej tradycyjnej. Jednak to, co zrobił Netflix podczas meczu Polska-Dania powinno przejść do kanonu kampanii reklamowych.

Z pewnością słyszałeś o serialu Narkos. Opowiada on historię barona narkotykowego Pablo Escobara. Kolumbijczyk przeszedł do takiego etapu w zbiorowej świadomości, że jego historia jest legendarna. Jednak smaku dodał Netflix robiąc o nim serial. Właśnie na platformie Netflixa pojawił się trzeci sezon tego serialu. Ale to co mnie ujęło to jego reklamowanie w polskiej telewizji.

Gdyby Kartel z Medellín kupił Real Madryt, FC Barcelone, Arsenal Londyn, Juventus Turyn (i wymieniane jest jeszcze więcej klubów) zrobił z nich jedną drużynę i kazał grać w polskiej lidze Dlaczego? Bo kto bogatemu zabroni? Mniej więcej taka była treść reklamy. Była ona przystosowana do konkretnego wydarzenia, czyli meczu piłki nożnej. Takie reklamy ogląda się z przyjemnością zachwycając się ich kunsztem.

Nie wiem czy to normalne, ale jestem wielkim fanem reklam. Oczywiście są reklamy wybitnie irytujące, lub takie, które są powtarzane zbyt często. Tak było w przypadku reklam Media Expert z Eweliną Lisowską. Reklama sama w sobie była niezła, ale została tam przerobiona piosenka i w momencie kiedy firma wykupiła wszystkie możliwe czasy antenowe zaczęło się to robić mocno irytujące. Netflix w tej chwili jest praktycznie jednym z najważniejszych graczy na płaszczyźnie VOD. Oczywiście nic nie gwarantuje mu długotrwałego sukcesu. Musi on o niego cały czas walczyć. Jednak przyglądając się polskim próbą walki z Netflixem wychodzi to tak, że największe telewizje u nas mają swoje platformy, na których główna część contentu jest połączona z reklamami, a nieliczne zawody sportowe lub filmy są dostępne za opłatą. Netflix podchodzi do tego inaczej.

Jestem zdania, że na reklamach zarabia się tylko przy odpowiedniej skali działalności. W tej chwili platformy należące do polskich telewizji, to przede wszystkim miejsca, w których można znaleźć archiwalne materiały, które ukazały się na antenach telewizji. Zdarzają się wypadki, ze coś można obejrzeć na platformie szybciej niż w telewizji, ale za to się zazwyczaj płaci. Netflix postanowił robić content najwyższej jakości, oraz agregować materiały filmowe innych producentów. Ponieważ content jest w HD i często jest dostępny tylko na Netflixie, to firma zdecydowała się na comiesięczny abonament. Sam koncept jest świetny i myślę, że to przyszłość dystrybucji wideo czy audio. Wiem, że na reklamach da się zarobić jak się ma dużą skalę działalności. Jednak mam wrażenie, że coraz bardziej będziemy od tego odchodzić na poczet abonamentów za usługi. Jest to korzystne dla wszystkich, ponieważ firmy mają pieniądze aby produkować świetny content, a ludzie dostają wysoką jakość.

Konkurencją dla Netflixa okazuje się ostatnio Showmax. Z tego co rozumiem jest to polski produkt, który ma bardzo zbliżony model biznesowy do Netflixa. Czy może zagrozić pozycji największego gracza? W Polsce pewnie tak. Tylko pytanie czy jest w stanie się skalować na inne kraje. Ja polskim projektom życzę jak najlepiej. Taki już mój patriotyzm gospodarczy :). Jedno jest pewne: na tym rynku jest ogromny potencjał. I Showmax musi jeszcze sporo poćwiczyć, aby robić tak wypasione reklamy telewizyjne, jak ta Netflixa :). Jednak te, które emitowane są teraz są na bardzo wysokim poziomie. I tak jak lubię często mówić: walka między różnymi graczami doprowadza do polepszenia stanu bycia klienta :). Showmax rzucił rękawicę, więc pewnie zyskamy na tym wszyscy.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Sprzedaż w internecie jest naturalnym następstwem rozwoju naszej cywilizacji. Polska stała się ważną areną wśród krajów europejskich, z którą trzeba coraz bardziej się liczyć. Jest tak naprawdę jeden lider, który wydaje się być na coraz bardziej zagrożonej pozycji. Jak więc widzę e-commerce za pół roku?

Na pewno nie obudzimy się w innym świecie. Krowy dalej będą muczeć i dawać mleko. Przyglądam się pod kątem naukowym modelom biznesowym przedsiębiorstw internetowych. Wirtualny sklep jest jednym z najważniejszych konceptów dzisiejszej rzeczywistości. Pytanie tylko czy Allegro utrzyma swoją pozycję lidera? Ważnym wydarzeniem sprzed kilku miesięcy było podzielenie się Naspersa i sprzedanie Grupy Allegro. Była to zdecydowanie jedna z topowych transakcji ostatnich lat. Swoją drogą dość mocno mnie dziwi kult oczekiwania na jednorożca (firmę wartą ponad miliard dolarów), w momencie kiedy Allegro już taką firmą było. Fakt jest jednak taki, że takie marki jak PayU i OLX zostały u Naspersa, a fundusze inwestycyjne przejęły perłę w koronie, którą jest Grupa Allegro. Czy to sprawi, że pozycja Allegro się bardziej zachwieje? Ciężko w tej chwili wyrokować, bo Allegro to naprawdę potężny gracz.

Mam świadomość, że nie każdy lubi Allegro, chociażby za dość wysokie stawki opłat przy sprzedaży przedmiotu. Nie wiem jednak czy jest to aż tak wygórowana cena w momencie, kiedy musiałbyś założyć sklep internetowy, zainwestować w promocję itd. Co by nie mówić: z Allegro trzeba się liczyć, bo ilość aukcji, które się na nim pojawiają idzie w dziesiątki milionów. Sama koncepcja aukcji wydaje się być nieco nieaktualna, bo 90% ofert przewija się bez opcji licytowania. Są ludzie, którzy mają swoje firmy zarabiające praktycznie tylko sprzedażą na Allegro. Co prawda jest się za mocno uzależnionym od jednego dostawcy, ale jak widać w wielu przypadkach to funkcjonuje. Trzeba pamiętać, że wiele sklepów internetowych było najpierw na Allegro, a potem sprzedawcy zdecydowali się założyć własne witryny.

Bardzo poruszam temat Allegro, ponieważ jest to największy gracz w Polsce w sektorze e-commerce. Jest to również przygotowanie do napisania o dwóch największych konkurentach: Alibaba i Amazon. Alibaba coraz chętniej jest odbierany przez Polaków. Jak widać twórcy z Kraju Środka myślą o nas, bo zdecydowali się wprowadzić polskie płatności w sztandarowym portalu Aliexpress. Ceny są rzeczywiście atrakcyjne, ale cały czas zostaje czas oczekiwania na produkt. Powstają już nawet grupy na Facebooku, w których ludzie opisują jakie produkty zamówili z Alibaby. Nie wiem czy jest to bezpośrednia konkurencja dla Allegro. Czas dostawy wydaje się być istotnym czynnikiem, a tego jak wiadomo się nie przeskoczy. Imponująca jednak jest liczba dostępnych produktów. Chiny stały się fabryką świata. A kolejne kraje muszą się liczyć z takim portalami, jak Alibaba.

Drugi gracz to Amazon. Ostatnio pisałem o jego założycielu. Dzisiaj chciałbym się skupić na podstawowej różnicy między Amazonem i Allegro. Otóż Allegro kompletnie nie tyka towarów. Jasne, otworzyło ostatnio własny sklep, czym wzbudziło zainteresowanie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Ale tak naprawdę cały biznes Allegro polega na prowizjach wpłacanych przez ludzi, którzy wystawiają towar i go wysyłają samodzielnie. Amazon najpierw był księgarnią internetową, teraz bardziej jest sklepem uniwersalnym. Jednak jego największą wartością jest fakt, że tyka się on towaru. Amazon ma magazyny i tysiące ludzi pakują produkty. To jest coś, co może być trudne do pokonania dla Allegro, jeśli Amazon zdecyduje się wejść do Polski. Można odnieść wrażenie, że Allegro stara się na to przygotować. Na świecie eBay nie jest tak duży jak Amazon. Ale w Polsce Allegro ma bardzo istotny wpływ na e-commerce. Teoretycznie dla nas to dobrze gdyby Amazon u nas zagościł, bo wzrośnie konkurencyjność, a na tym wygrywają klienci. Pytanie tylko czy Allegro nie zdecyduje się zrezygnować z aukcji i postawi na własne produkty. Myślę, że byłby to duży błąd, bo na tym polega siła Allegro, której Amazon nie jest w stanie tak szybko odtworzyć na nowym rynku.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Któż z nas nie pamięta czasów, gdy Disco-Polo święciło największe triumfy. Niektórzy byli bardzo młodzi, ale każdy wiedział, że w pewnym momencie zostało ono uznane za obciachowe i zeszło z głównego nurtu. Podobno nawet w muzykę te inwestowała mafia. Co się stało, że zaczyna się ponowna świetność tej muzyki?

Disco-Polo nigdy nie zniknęło. To jest fakt! Po prostu przeszło do defensywy. Jednak dzisiaj wielkimi gwiazdami są wokaliści tacy, jak Marcin Miller (zespół Boys), czy Zenon Martyniuk (zespół Akcent). To prawda, że przez te kilkanaście lat grali na imprezach plenerowych, czy dyskotekach, a w telewizji ich raczej nie było. Dzisiaj jednak telewizja uwielbia discopolowców! Najlepszym dowodem są kolejne festiwale zarówno w publicznych, jak i prywatnych stacjach, oraz dedykowane kanały telewizyjne, w których cały czas jest serwowana ta muzyka. Ale moda na Disco-Polo się dopiero zaczyna!

Drugim zjawiskiem, które można zaobserwować jest druga fala, czyli pojawianie się kolejnych zespołów mniej lub bardziej związanych z tym nurtem muzycznym. Można oczywiście myśleć, że to chwilowa moda i za dwa sezony całkowicie przeminie. To jednak niebezpieczne myślenie, bo ta muzyka nigdy nie przeminęła. Wymienieni wyjadacze są tego najlepszym dowodem. Na dzień dzisiejszy nowe zespoły Disco-Polo zgarniają gigantyczną sławę i całkiem spore pieniądze. Z pewnością ten trend się utrzyma, bo do tej muzyki dorosło kolejne pokolenie Polaków. Każdy kraj ma coś w stylu Disco-Polo. Więc my Polacy nie gęsi i swoją tego typu muzykę mamy :).

Trzecim zjawiskiem, myślę że dość niszowym, jest działalność takich zespołów jak Bracia Figo Fagot. Jest to muzyka wpisująca w nurt Disco-Polo, choć jak przyznają sami twórcy: starają się oni dotrzeć do innej grupy odbiorców. Wydaje się, że dwaj panowie z tego zespołu lubią sobie robić żarty z muzyki. Charakterystyczną cechą tej twórczości jest jej wulgarny wydźwięk i obrażanie wielu grup społecznych. Jak jednak pokazują gościnne występy jest to zespół doceniany w środowisku. Razem z nim śpiewali m.in. Popek Monster i Czesław Mozil.

Kobiety, które są gwiazdami Disco-Polo są nawet zapraszane do rozbieranych sesji w magazynach dla panów. Trzeba jednak pamiętać, że Polski są najpiękniejszymi kobietami na świecie :). Wracając jednak do genezy powrotu mody na Disco-Polo, to ja bym się jej doszukiwał jednak gdzie indziej. Moim zdaniem wielkim inkubatorem tej muzyki stał się YouTube. To tam pojawił się wielki hit zespołu Weekend: Ona tańczy dla mnie. Potem podchwyciły to radia i moda na Disco-Polo wróciła :).

Disco-Polo było przez wiele lat kojarzone z kiczem. Muzyka z keyboardu, niskiej jakości teledyski i zszargana opinia na temat tej muzyki w oczach społeczeństwa. Dzisiaj widać ogromną profesjonalizację tego środowiska. Jakościowo teledyski są na poziomie amerykańskich gwiazd popu :). I te obrazki z pewnością lepiej się ogląda. Jednak sam rdzeń muzyki się nie zmienił: jest ona prosta, łatwa i przyjemna.

Raczej nie ma się co doszukiwać głębokich przekazów w muzyce z nurtu Disco-Polo, bo nie taka jest jej funkcja. Jest to chyba najważniejszy zarzut od osób słuchających tak zwanej ambitnej muzyki. Jednak druga strona medalu jest taka, że nie ma lepszej muzyki na wesela :). I może taka równowaga jest nam potrzebna!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Zachwycający Amazon 2017-08-14 19:13
 Oceń wpis
   

Ponad tydzień temu gruchnęła wieść, że najbogatszym człowiekiem na świecie nie jest Bill Gates, tylko Jeff Bezos. Oczywiście potem nastąpiła giełdowa korekta i Gates wrócił na swoje pierwsze miejsce. Jednak taka informacja mogła pokazać wielu ludziom, że rośnie gigant, z którym trzeba się liczyć. Skoro Jeff Bezos ma 17% akcji Amazonu i jest na drugim miejscu listy najbogatszych, to jest to interesująca firma. Warto więc napisać o niej felieton :).

Jestem wielkim fanem Amazonu. Przeczytałem biografię Jeffa Bezosa, oraz niezliczoną ilość publikacji na ten temat. Dzisiaj Amazon to coś znacznie więcej niż największa księgarnia internetowa na świecie. Amazon to coś więcej niż największy sklep internetowy na świecie! Dzisiaj Amazon jest jednym z największych innowatorów o szerokim spektrum działania. I właśnie te daleko idące działania są imponujące i zachwycają. Czy Amazon przebije Apple i stanie się największą firmą na świecie? (oczywiście z tych firm, które są notowane na giełdzie :).

Amazon zaczynał jako księgarnia internetowa w czasach, gdy wszyscy nie mieli żadnego pojęcia o zakupach w internecie. Bezos już w drugiej połowie lat 90tych doszedł do wniosku, że internet jest wielkim wynalazkiem naszych czasów i trzeba się będzie z nim liczyć. W czasach gdy nie było jeszcze tak wielu technologii internetowych postanowił on stworzyć coś wydawałoby się banalnego i oczywistego: księgarnię. Dlaczego książki i płyty CD były tak oczywistym wyjściem? Jest tak zresztą do dzisiaj, gdy kupujesz książkę lub płytę to nie musisz martwić się o rozmiar, albo czy będzie pasować do Twoich ulubionych butów. Jeśli chodzi o formę to wiesz czego się spodziewasz może Cię zaskoczyć jedynie treść. I tym sposobem: był moment, że to właśnie księgarnie internetowe były najpopularniejszą formą e-handlu. Jak to się jednak stało, że Amazon stał się liderem?

Amazon poszedł na otwartą wojnę cenową. Czasem nawet dopłacał do produktów, aby jego cena była najbardziej atrakcyjna. Jednocześnie postawił na najwyższą jakość obsługi klienta. Jak to można połączyć? Sprytnymi zabiegami, jak wtedy gdy płacisz mniej gdy poczekasz trochę dłużej na przesyłkę, lub jak w przypadku Amazon Prime, gdy za konto premium gwarantuje błyskawiczną wysyłkę. Kwestię sklepu internetowego Amazon ma obcykaną dzisiaj naprawdę dobrze. Dzisiaj tak naprawdę może mu już chyba tylko zagrozić Grupa Alibaba, która jest prowadzona przez Jacka Ma. Towary z Chin są coraz wyższej jakości i do tego w dużo niższej cenie. Jedyny problem to czas dostawy. Tutaj Amazon cały czas będzie górował, ale tego przez najbliższe dziesięć lat raczej się nie przeskoczy. Chociaż rozwiązaniem może być to co wymyślił Wish, aby najpopularniejsze produkty trzymać w magazynie w Stanach lub Europie. Jednak w Chinach są dziesiątki tysięcy produktów!

Warto mówić o pozostałych obszarach działalności takich jak Amazon Web Service i ekosystem ebooków Kindle. AWS stał się bardzo ważną chmurą internetową, na której swoje serwisy przechowują najwięksi tego świata. Mam nieco do czynienia z tym rozwiązaniem w ramach pracy zawodowej i muszę powiedzieć, że jest to naprawdę rozwiązanie wysokiej jakości. Płaci się tylko za zużyte moce obliczeniowe i w każdej chwili nasz portal może się przeskalować i być dostępny dla jeszcze większej ilości użytkowników. Wszystko w ramach potrzeb. Myślę, że w tej chwili AWS oraz Azure Microsoftu, to dwie wielkie marki rozwiązań chmurowych. I będzie o nich głośno w tym światku :).

Natomiast jeśli chodzi o Kindle, to jest on dla książek elektronicznych tym, czym iPod był dla muzyki. Wychodzi jednak na to, że iPod utorował miejsce dla iPhonea, a sama muzyka coraz popularniejsza staje się w wydaniu streamingowym niż w formacie mp3. Natomiast Kindle od Amazonu jest czymś, co może jeszcze mocno zamieszać. Przede wszystkim jest to przygotowane specjalnie pod czytanie ebooków. Jest to elektroniczny papier, który zużywa energię elektryczną tylko w momencie ładowania się nowej strony. Dzięki takiemu rozwiązaniu na baterii można działać intensywnie nawet 2 tygodnie. Jest to w świecie ebooków tak wielka rewolucja, jak w świecie telefonów pierwszy iPhone. Czytanie e-książek jest po prostu wygodniejsze i nie męczy oczy tak, jak w przypadku smartfonów. Bezosowi bardzo zależało na tym wynalazku i w końcu dopiął swego!

Amazon to z każdym rokiem coraz więcej produktów. Jak na razie nie udało się podbić rynków smartfonów z rozwiązaniem bazującym na Androidzie, ale myślę, że Jeffowi Bezosowi również zależy na tym obszarze i docelowo postara się go mocno zaatakować. Amazon to także wiele doniesień medialnych w stylu dostarczanie paczek przez drony. To bardziej marketing niż realne rozwiązania. Przynajmniej na razie. Ja jestem mocno zafascynowany tą firmą, bo wiem, że będzie ona miała wpływ jak będzie wyglądał i jak będzie się zmieniał dzisiejszy świat!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W pierwszej chwili chciałem dać temu felietonowi tytuł w stylu: człowiek legenda, lub miliarder jakim chciałbyś być. Jest jednak coś, czego każda firma może zazdrościć Bransonowi po stokroć. Jest to wykorzystywanie jednej marki wielokrotnie!

Będąc jeszcze bardzo młodym założył pierwszą firmę z Virgin w nazwie. Jak sam przyznaje nazwa wynikała tego, że on i jego wspólnicy byli dziewicami w biznesie. Nazwa trzeba przyznać dość przewrotna, ale nie miała tak wulgarnego wydźwięku. I co najważniejsze: Branson odkrył ją kilkadziesiąt lat wcześniej niż polska wokalistka Dorota Rabczewska :).

Pierwszym liczącym się przedsięwzięciem Bransona było Virgin Records. To były czasy, gdy na muzyce szło zarobić ogromne pieniądze. Dzisiaj bardzo popularna jest reklama internetowa z raperem Sokołem, który przyznaje, że ciuchy, które robiła jego firma miały być początkowo dodatkiem do muzyki. Jak się okazało, to muzyka stała się narzędziem promocyjnym dla marki Prosto. W czasach, o których jednak mówimy na muzyce szło zarobić miliony. Praktycznie nie istniało piractwo. U szczytu popularności Branson sprzedał Virgin Records za około miliard dolarów. Wtedy kwota wręcz niewyobrażalna :).

To jednak nie koniec Virgin. Ja poznałem postać Richarda Bransona czytając o marketingowych wywrotowcach w książce, którą dziś trudno znaleźć na rynku. Wtedy poświęcono cały jeden rozdział marce Virgin Airlines. Jest to o tyle ciekawe, gdyż Branson postanowił stworzyć coś zupełnie innego niż było to znane dotychczas. Linie lotnicze, które walczą nie tylko ceną, ale przede wszystkim wysoką jakością. Gdy staje się w szranki z British Airways, to trzeba być albo bardzo odważnym, albo szalonym. A może i jedno i drugie? :).

Turbodoładowaniem dla biznesów Bransona okazało się Virgin Galaxy. Branson to szalony wizjoner, który potrafi jednocześnie mieć głowę w chmurach, jak i twardo stąpać po ziemi. Jest to mieszanka wybuchowa! I tak powstaje jedna z pierwszych firm, która oferuje załogowe loty w kosmos. I nie jest to pomysł tylko marketingowy. Ludzie Bransona obliczyli ile jest na świecie osób, które mogą i chciałyby zapłacić ciężkie pieniądze za lot w kosmos. Ma to kompletny model biznesowy i przemyślaną strategię. Ja jednak uważam, że to dzisiaj bardzo silny element marketingowy Bransona. No bo jeśli wszyscy mówią o Virgin Galaxy, to coraz więcej osób ma świadomość marki Virgin, która jest w dziesiątkach innych produktów i usług.

Jak to jednak jest, że ma to wszystko sens i się klei? W czasach kiedy taka Coca-Cola stara się na każdy kolejny napój mieć inną nazwę, bardzo trudno sprawić, że jedna marka będzie mogła być rozwadniana w nieskończoność. Jak to się udało Richardowi Bransonowi? Odpowiedź jest prosta: skupienie się na określonej grupie docelowej. Tak jak przyglądam się od paru lat koncepcji Bransona, tak widzę, że on bardzo dba, aby wszystkie produkty z Virgin w nazwie były adresowane do konkretnej grupy docelowej. Bo wtedy po prostu poszerza się zakres usług, ale grupa zostaje ta sama.

Branson to nie tylko niekończące się pasmo sukcesów. To także kilka sromotnych porażek, jak na przykład Virgin Cola. Myślę jednak, że jest to naturalna kolej rzeczy, w której niektóre kwestie nie wychodzą. Liczy się, aby być silnym, wytrzymać to i cisnąć dalej :). Jest jeszcze dużo do zrobienia chociażby w Polsce w temacie Virgin Mobile. Ja jestem wielkim fanem tej marki i myślę, że może ona nas mocno zaskoczyć.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Android stał się największym systemem operacyjnym na świecie. Przebił on nawet pozycję Windowsa, który wielokrotnie był uważany za monopolistę. Oczywiście wynika to również z popularności urządzeń mobilnych, które stały się nieodłącznym elementem naszego codziennego życia. Czy ktoś jest w stanie mu jeszcze w ogóle zagrozić?

Gdy myślę o Androidzie, to pojawiają mi się w głowie słowa szach-mat! Aliasy strategiczne, które zawiązało Google, to prawdziwe mistrzostwo. Zarówno to z kim, oraz w jaki sposób. Jednym z moich pierwszych wpisów na tego bloga był wpis o konsorcjum Androida. Chodziło o to, że Google dobrało sobie świetnych partnerów: sieci komórkowe, producentów sprzętu i oprogramowania i rzuciło wyzwanie Apple. System operacyjny był na licencji open source, jednak jego sprytnym ogranicznikiem było stosowanie patentów.

Minęło jakieś 5 lat od tego wpisu, a to wszystko urosło do takich rozmiarów, że po prostu w głowie nam się to nie mieści :). Dzisiaj telefony z Androidem, to większość telefonów w ogóle. Czy ktoś pamięta jeszcze jaką potęgą była Nokia? Czy ktoś pamiętam, że Apple było pretendentem do pierwszego miejsca na podium? W chwili obecnej zwycięzcą jest Android. Może nam się to podobać lub nie. Wszystko ma swoje wady i zalety. Wadą jest oczywiście to, że jesteśmy w rękach konsorcjum Google i nikt tak naprawdę nie wie jak daleko to sięga. Z drugiej strony ujednolicenie systemu operacyjnego spowodowało wysyp aplikacji mobilnych. Dzisiaj wszyscy robią aplikacje na Androida! Z Apple też się wszyscy liczą. Mały udział w rynku ma Windows na urządzenia mobilne i aplikacje na niego dostosowują raczej dojrzałe firmy.

Mówiłem już wielokrotnie, że z biografii Jobsa dowiedziałem się, że chciał on pod koniec życia przeznaczyć wszystkie dostępne środki Apple, aby zniszczyć Androida. To był wielki wizjoner i umiał realnie oszacować zagrożenie, które przyszykowało mu Google. Jego następcy nie starczyło już być może odwagi, aby tak zdecydowanie uderzyć w konkurencję. Sama koncepcja iPhonea jako ujednoliconego telefonu premium, o którym wszyscy marzą jest naprawdę spoko! On zawsze będzie bardziej prestiżowy niż konkurenci z Androidem. Pytanie tylko czy ludzie chcą jeszcze płacić premię za bycie cool :).

Android stał się ogólnodostępny gdyż jest on tani. Gdy producenci mają się zdecydować na Windowsa, to trochę przerasta ich to, że za każdą licencję trzeba płacić niemałe pieniądze. Pamiętajmy jednak, że jest to jeszcze większa walka niż za czasów walki Gatesa i Jobsa na linii: Macintosh vs standard IBM PC. Jakby nie patrzeć: może się wydawać, że walka w urządzeniach mobilnych jest zakończona. Jest podium na którym jest Android, Apple i Microsoft. Jednak różnica między 1 a 3 miejscem jest za duża!

Jestem wielkim fanem nowego podejścia Microsoftu, w którym tworzą oni jeden najważniejszy produkt: Windows 10. Ma on być systemem uniwersalnym, który tylko dostosowuje rozdzielczość do urządzenia. Koncept genialny. Szczególnie w świetle tego, że Microsoftowi po prostu namnożyło się tych systemów. Może mój zachwyt jest przesadny, bo jak na razie nie widać z tego, aż tak dużych efektów. Jednak sam koncept jest świetny i jeśli ktoś ma zagrozić Androidowi to właśnie Microsoft! Apple jest tak naprawdę systemem zamkniętym, w którym założeniem jest samodzielne tworzenie i integrowanie urządzeń i oprogramowania. Na początku Jobs nie chciał się nawet zgodzić na App Store! To nie jest wcale takie złe podejście, bo ma się wpływ na doświadczenie całościowe. To jest trochę, jak ze sklepem. Jeśli zawali kasjer, to nie mamy pretensji do tego konkretnego kasjera w naszych oczach nawalił cały sklep!

Oczywiście żyjemy w tak pięknych czasach, że może pojawić się zupełnie nowy system operacyjny, który rozwali to co zbudował Android. Ale to będzie naprawdę trudne! Mimo wszystko wszystkim tego życzę. A tak po prostu dla większej konkurencyjności :) Bo wtedy wygrywamy my klienci!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Gdy Apple wprowadzało pierwsze iPhoney i iPady, to wychodzili oni z założenia, że tworzą nową erę w dziejach komputeryzacji. Sam Steve Jobs określił ją mianem PostPC. Jak widać dzisiaj komputery w formie którą znamy jako PC jeszcze nie zniknęły! Mimo tego, że i PC i PostPC mają się nieźle i wzajemnie ze sobą egzystują , to dzisiaj stara się nam wmówić, że to dopiero początek. A my nie jesteśmy świadomi jak daleko sięga królicza nora :).

Jestem zafascynowany rozwojem technologii. Każdego roku powstają albo aplikacje, albo urządzenia, które wprowadzają coś nowego. Wielkie firmy tworzą coraz bardziej angażują się w patentowanie kolejnych rozwiązań. Jednocześnie mają świadomość, że w każdej chwili może pojawić się mała firma, która swym wynalazkiem zrewolucjonizuje dzisiejszą technologię. Razem z najnowszymi technologiami walka odbywa się na poziomie finansów. Ty chodzi o setki miliardów dolarów (bo tak wyceniane są największe firmy). Ja jednak radziłbym podejść chłodniej do tych wszystkich nowinek i nie lekceważyć smartfonów, lub urządzeń, które je zastąpią.

Wiem, że założenie, w którym wszyscy przesiadamy się na gogle/okulary, czy tego typu wynalazek jest bardzo kuszące. Pamiętajmy jednak, że rozwijają się kolejne technologie, które są sterowane za pomocą smartfona. Wiem, że takie gogle wirtualnej lub rozszerzonej rzeczywistości, to dla wielu osób czyste SF, ale w gruncie rzeczy: czy jesteśmy gotowi całkowicie się na nie przesiąść? Ja myślę, że nie. Apple z pewnością ma wizję, w której pojawi się urządzenie, które zastąpi iPhonea. Z mojej perspektywy jest to nieco złudne podejście.

Smartfon według Jobsa miał łączyć w sobie trzy inne urządzenia: odtwarzacz muzyki, telefon komórkowy i przeglądarkę stron internetowych. Dzięki zbudowaniu ekosystemów, w których znajdują się setki aplikacji smartfon stał się czymś znacznie więcej. W moim odczuciu wszystkie te okulary/gogle będą przez bardzo długi czas po prostu rozszerzeniem smartfona. Czy tak już zostanie? Trudno dzisiaj zakładać takie rzeczy, bo każdego dnia może pojawić się nowa technologia, która zrewolucjonizuje świat, który znamy. Może nagle się okazać, że to co dzisiaj robi smartfon przeniesiemy na ubrania, samochody a może domy. Możliwości są nieograniczone.

Smartfon jest epokowym wynalazkiem. Tutaj raczej każdy się zgodzi. Tylko dlaczego wszyscy tak bardzo chcą go zastąpić? :) Z pewnością chodzi o dominację rynkową. Jeśli rzeczywiście uda się przekonać ludzi do czegoś po PostPC to ten, kto pierwszy zdobędzie ten rynek może zagrozić pozycji ekosystemu, jaki stworzył wokół siebie Google z Androidem. Ostatnio wolą Stevea Jobsa było wykorzystać wszystkie środki, aby zniszczyć Androida. Dobrze wiedział jak potężną siłę buduje Google. Na rynku, który znamy dziś nikt już raczej nie zagrozi Androidowi. Jednak kto wie co przyniesie przyszłość. Nokia też miała większość rynku telefonów komórkowych i wtedy pojawiło się Apple :).

Osobiście myślę, że odbędzie się to tak, że większość rynku nadal będzie należeć do Androida, a same urządzenia typu gogle czy okulary będą jedynie rozszerzeniem urządzeń klasy PostPC. Może jestem przesadnym pesymistą, ale to wynika z tego, że widzę jak ważnym wynalazkiem jest smartfon. Ciekawe jak bardzo musiałby się zmienić internet, aby było on oglądany za pomocą tego typu urządzeń. W końcu chodzi tu o zupełnie nowy sposób prezentacji treści. Wiem, że jest to dla wszystkich strasznie ekscytujące i może powodować zainteresowanie. Mam jednak wrażenie, że będzie to trochę tak jak z technologią 3d w telewizorach. Wszyscy się nią ekscytowali, a jednak nie stała się standardem.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Festiwale muzyczne stały się sporym zasobem marketingowym. Wiadomo, że największym festiwalem jest Przystanek Woodstock tworzony przez WOŚP. Jednak żadnemu ze sponsorów tego wydarzenia nie udało się przemycić nazwy swojej marki do nazwy własnej festiwalu. Jednak jak widać nie zawsze o to chodzi.

Doskonałym przykładem może być trasa koncertowa stworzona przez browar Żywiec nazwana Męskie Granie. I choć nazwy piwa nie ma w nazwie trasy, to jednak obie te nazwy są wypozycjonowane w umysłach odbiorców jako elementy nierozłączne. Męskie Granie jest trasą koncertową od początku stworzoną przez Żywca. Z pewnością stała się ona niemalże obowiązkowym elementem wakacyjnej mapy Polski. Co trzeba zrobić, aby stworzyć taką markę?

Żywiec od początku stawiał na najlepszych artystów. W tym kontekście nigdy nie szedł na kompromisy. Z pewnością wiele osób pamięta bardzo znany utwór Wszyscy muzycy to wojownicy, który promował pierwszą trasę. Już wtedy zdecydowano się na współpracę z Wojciechem Waglewskim, Maciejem Maleńczukiem, czy Abradabem. I choć sam utwór nie doczekał się teledysku w normalnym tego słowa znaczeniu (istnieje wersja z pokazem zdjęć artystów), to jednak wpisał się on do pewnego kanonu.

Męskie Granie każdego roku tworzy utwór promujący trasę z wysokiej jakości teledyskiem. Zespół, który wykonuje utwór nazwany jest Męsie Granie Orkiestra i dołączają kolejni artyści, którzy wpasowują się w ideę trasy koncertowej. W tym roku są nimi Monika Brodka, Piotr Rogucki i Tomasz Organek. Nazwiska na rockowej scenie bardzo silne. Podobał mi się żart Moniki Brodki na temat jej fryzury. Artystka stwierdziła, że była najmniej męska w towarzystwie i dlatego zdecydowała obciąć się na bardzo krótkiego jeża.

Wniosek nasuwa się jeden: skoro od tylu lat Żywiec trwa w organizowaniu Męskiego Grania, to musi się mu to po prostu opłacać. Mam świadomość, że chodzi tu bardziej o aspekt wizerunkowy. Jednak obie marki są na tyle silne, że sponsor trasy odczuwa to również finansowo. Dla polskiej muzyki u początku XXI wieku Męskie Granie stało się istotnym kamieniem milowym. Wystarczy spojrzeć na nazwiska/pseudonimy występujących muzyków. Jest to praktycznie elita muzyki współczesnej.

Co ciekawe Męskie Granie stara się nie ograniczać do jednego gatunku muzycznego i tak na jednej scenie może się pojawić hip-hopowiec i rockman. Marketingowo jest to prawdziwy majstersztyk. Jestem fanem udanych kampanii promocyjnych, w które wpisuje się sponsoring tytularny. Pytanie tylko czy to, co robi żywiec można nazwać jeszcze sponsoringiem tytularnym. Prawda jest taka, że Żywiec sam sobie te imprezę organizuje, a nazwy marki nie ma w nazwie własnej imprezy. To świadczy tylko o tym, jak dobrze przemyślany jest to koncept.

Warto zauważenia jest tak, że o ile takie imprezy jak Opener czy Orange Warsaw Festival w dużym stopniu liczą na zagranicznych artystów, którzy mają stanowić o jakości imprezy, o tyle Męskie Granie znane jest z angażowania przede wszystkim polskich artystów. To nadaje dodatkowo jakości tej trasie koncertowej, ponieważ marka ma swoją tożsamość i jest kojarzona z konkretnymi wartościami.

Bardzo się cieszę jako odbiorca polskiej muzyki, że jest taka trasa koncertowa, jak Męskie Granie. Warto tutaj zauważyć, że koncert inauguracyjny w Żywcu często jest streamowany przez internet, co oznacza, że twórcy trasy lubią korzystać z nowoczesnych środków przekazu. Życzę Męskiemu Graniu kolejnych lat w świetności! :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi