napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Dzisiaj gruchnęła wieść, że na liście najbogatszych ludzi świata według Bloomberga na czwartym miejscu jest Jeff Bezos, legendarny twórca Amazona! Czy to szaleństwo, które go cechuje pozwala mu osiągać tak niesamowite wyniki? A może to chłodna kalkulacja i wytrwałe dążenie do przodu?

Czytając biografię Amerykanina można dojść do wniosku, że jest on cudownym dzieckiem Doliny Krzemowej. Ma on jednak pewną cechę, której mogą mu pozazdrościć konkurenci, a jest nią: konsekwencja! Bezos od początku istnienia swojej firmy, gdy tylko porzucił pracę na Wall Street, wiedział, że chce skupić się na kliencie. To był człowiek, który w chwili startu nie był młokosem! Był doskonale wykształcony i miał doświadczenie wśród rekinów finansjery. Jeśli masz wynieść choćby jedną lekcję od Bezosa to mogłaby ona brzmieć tak: Hossy i bessy przychodzą i odchodzą, ale klienci są największym złotem Twoje interesu!

Ostatnio Bezos jest uważany za osobę co najmniej ekscentryczną. Bez ogródek mówi, że chce zastąpić ludzi w magazynach robotami. Natomiast dostarczaniem produktów na małe odległości mają się zająć według jego wizji: drony. Czy to tylko przechwałki i po części czcze gadanie? Znając bezkompromisowość Bezosa można dojść do wniosku, że jest to wizjoner, który sięga dużo dalej niż sięga obecnie percepcja ludzi.

Rozwój technologii jest z jednej strony fascynujący, a z drugiej strony przeraża! Kiedyś oglądałem film dokumentalny, w którym stwierdzono, że za kilkadziesiąt lat (nie kilkaset!) większość prac wykonywanych przez ludzi będą mogły zastąpić maszyny. Takie podejście może przerażać. No bo czym zajmie się ta większość ludzi? Tutaj groteskowo obrazuje to film Charlie i fabryka czekolady Tim Burtona, w którym ojciec głównego bohatera traci pracę w fabryce pasty do zębów. Zajmował się on przykręcaniem nakrętek na pasty i zastąpiła go maszyna. Po krótkim czasie okazuje się, że musiał on zostać serwisantem tej maszyny :). Mimo groteskowości sytuacji zagrożenie jest realne. Już dzisiaj w dobie istnienia Paczkomatów kwestia istnienia pani w okienku, która siedzi za nim od rana do wieczora wydaje się bezsensowna. Tak naprawdę podstawowym ogranicznikiem zastąpienia ludzi przez maszyny (oprócz stopnia zaawansowania technologii) jest koszt nowej technologii. Pionierzy tacy, jak Amazon już dziś testują rozwiązania, które będą wykorzystywać jutro.

Autonomiczne samochody mogą być kolejną cegiełką, która może doprowadzić do rozwoju potencjału Amazona jako jednej z największych firm technologicznych na świecie. Będą one miały również wpływ na inne firmy. Takie, jak chociażby Uber i jego konkurenci. Gdy czyta się biografię Bezosa, to można odnieść wrażenie, że podstawowym założeniem tego genialnego przedsiębiorcy było doprowadzenie do tego, aby jego dziecko było postrzegane jako firma technologiczna, a nie kolejny detalista. Mam wrażenie, że to mu się udało. I nawet nie chodzi o jego krucjatę na rzecz e-booków. Kindle okazał się doskonałym urządzenie, a jego sposób wyświetlania tekstu robi do dzisiaj ogromną furorę. Mam jednak mieszanie uczucia, co do Amazon Phone. Bezos chyba przeszacował ile może za niego wziąć. No i sukcesu nie było. Tu jednak wart uwagi jest fakt współpracy z Google przy wykorzystaniu jego Androida. Nie zdecydowano się na własny system operacyjny. To świadczy o potędze giganta z Mountain View.

Czy przyszłość należy do Amazona? Takie akcje, jak ta niedawna ze stacjonarną księgarnią świadczą o tym, że cytując wieszcza: Bezos i jego zespół sięgają tam gdzie wzrok nie sięga. Ja postać Bezosa bardzo lubię i jestem jego wielkim fanem. Jest to człowiek poukładany i do tego jest wielkim wizjonerem. Jego pomysły sięgają jeszcze dalej niż sam Amazon. Odważnie patrzy on w kierunku kosmosu, aby kiedyś skolonizować Marsa, lub zerknąć jeszcze dalej.

Mówiąc o Bezosie możemy mówić o amerykańskim śnie. Nie jest to jednak buntowniczy, biedny dzieciak, który na przekór wszystkiemu porzuca studia i postanawia założyć firmę. Co prawda z tą garażową wersją firmy jest sporo prawdy, ponieważ pierwsza siedziba mieściła się w garażu. Tutaj jednak jest człowiek, który najpierw się wykształcił. Potem przez pewien czas brał udział w życiu Wall Street, a gdy zobaczył jak wielką szansą jest internet, to postanowił wykorzystać swoją szansę. I jest on coraz bliżej swojej podstawowej wersji pomysłu: internetowego sklepu ze wszystkimi potrzebnymi produktami. Przyjemnie patrzeć jak to wszystko się cudownie rozwija, a Bezos staje się czwartym najbogatszym człowiekiem na świecie. Dlaczego by nie pierwszym? :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Blackberry było długo obiektem pożądania. Pisanie smsów na tym telefonie było prawdziwą przyjemnością. Nic jednak nie stoi w miejscu i tak zaczęły królować Android i Apple. Doszło do tego, że sprzedano tylko 800.000 jeżyn! I to w czasie gdy konkurencja sprzedaje w milionach!

Czy jest jeszcze szansa dla Blackberry? Czy tą szansą jest Android? Otwartość systemu operacyjnego od Google sprawiła, że swego czasu nawet Nokia stworzyła smartfon z tym OS. Oczywiście po wejściu Microsoftu wycofano się z projektu i dzisiaj na Nokiach króluje Windows. Android jest na dzień dzisiejszy najpotężniejszym system operacyjnym na świecie. Nie ujmując nic Apple! Jednak trzeba przyznać, że łącznie sprzedaje się więcej telefonów z zielonym robotem niż z iOS. Rozkłada się to na wielu producentów, ale Google swoje na tym ugrało.

Blackberry rozważało nawet wycofanie się z rynku telefonów komórkowych. Dzisiaj startuje z produktem stworzonym na systemie operacyjnym największego konkurenta. Czy jest to dobre rozwiązanie? Z jednej strony wydaje się, ze Blackberry nie ma innej opcji. Sony, Samsung, czy LG zdecydowały się tworzyć produkty na tej platformie. To może świadczyć jak wielki widzą w niej potencjał, lub jak bardzo są od niej zależne. Bo tak naprawdę dzisiaj nie walczy się już na konkretne produkty! Dzisiaj walczy się na ekosystemy!

Ekosystem to wszystko to, co buduje ostateczną wartość. Nie jest to więc tylko słuchawka z pięknym designem. Aplikacje, które można dostać, czyli możliwości jakie ze sobą niosą. Współpraca ze sobą różnych typów urządzeń. Czy tak powszechnie reklamowana mobilność. Wielkim marzeniem Steve Jobsa było stworzenie najdoskonalszego ekosystemu na świecie. Nagle nie chodziło już o konkretne urządzenie. Chodziło o to jak wszystko ze sobą współgra. I tak doskonale współpracują ze sobą wszystkie urządzenia i aplikacje, które scala ze sobą chmura obliczeniowa. W tym przypadku iCloud. Google nie pozostaje jednak dłużne i również idzie w chmurę. Bo czym innym jest promowanie Google Drive, czy Gmaila.

I na to wszystko przychodzi Blackberry, które przespało rozwój rynku mobilnego jeszcze bardziej niż Microsoft. Firma Billa Gatesa za późno zorientowała się co w trawie piszczy. Dzisiaj jest dopiero trzecim graczem na rynku urządzeń mobilnych. W PCetach nadal królują, ale największym systemem operacyjnym na świecie już nie jest Windows tylko Android. Blackberry widzi szansę w dołączeniu do tego kółeczka. Czy to dobra decyzja pod względem strategicznym?

O ile Microsoft nadal walczy o swój wyższy udział w rynku (a trzeba przyznać, że idea Windowsa 10 jednego na wszystkie urządzenia jest trafiona w dziesiątkę). O tyle można mieć wrażenie, że Blackberry walczy o przetrwanie. Moim zdaniem Blackberry może dużo zyskać na wprowadzeniu Androida (w końcu inni zyskują od lat), ale ideologicznie i strategicznie jest to błąd. Blackberry ze swoimi rozwiązaniami miało szansę walczyć z największymi. Oczywiście na jego system operacyjny nie ma tylu tysięcy aplikacji. Nie wiem również jak wygląda współpraca z innymi urządzeniami, ale nie słyszałem, żeby dorównano Apple. Mam wrażenie, że to koniec pewnej ery. Ery, w której Blackberry jeszcze miało szansę walczyć z największymi tworząc swój własny ekosystem.

A może przesadzam? Może za bardzo wierzę w potęgę i istotę własnego systemu operacyjnego? Jednak taki Samsung bardzo dobrze na tym wszystkim wychodzi. I choć mówiło się, że na przykład do technologii ubieralnych zastosował inny system operacyjny, to jednak nadwornym system był i będzie Android. Blackberry może wygrać natomiast designem i wykonaniem słuchawki. To wychodziło mu dotychczas naprawdę dobrze!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Historia nieżyjącego prezesa Apple jest idealnym materiałem na film. I jak widać powstała właśnie kolejna produkcja na ten temat. Steve Jobs to postać nie tylko barwna, ale również kontrowersyjna. Czy nowa odsłona pokaże świeżą wizję na tego wielkiego człowieka? Czy będzie lepszy od tego z Ashtonem Kutcherem? Z pewnością ma ono jedna silną przewagę.

Co jest tą wielką przewagą? Fakt, że nowy film o Jobsie powstanie na podstawie oficjalniej biografii napisanej przez Waltera Isaacsona! Jeśli ktoś nie czytał to może nie wiedzieć jak dobra jest to informacja. Książka ta jest bardzo gruba, bardzo obszerna i absolutnie nie jest festiwalem uwielbienia Jobsa. Po jej przeczytaniu można odnieść wrażenie, ze pokazuje ona to, jaki on naprawdę był. Bez ubarwień i zakłamania. A jaki był?

Z pewnością napiszę jeszcze wpis po tym jak obejrzę film. Ten pojawi się w kinach po 17 listopada. Myślę, ze podbije on serca nie tylko informatyków, czy biznesmenów. Gdy czytało się książkę Isaacsona, to można było mieć lepsze odczucie zaintrygowania niż przy dobrym kryminale. Jobs był człowiekiem, który zmienił świat. Pamiętam ten moment, gdy pojawiła się informacja o jego śmierci. Wtedy mówiono o tym wszędzie. To może definitywnie świadczyć, że miał on większy wpływ niż tylko w obrębie osób technicznych. Jobs był artystą. Połączył ze sobą dwie niełączone ze sobą dotychczas rzeczy: technologię i sztukę. Była to mieszanka wybuchowa.

O jego stylu życia krążyły legendy. Nie ukrywał tego, że szukał doznań duchowych w Indiach, a gdy wrócił do Stanów to spróbował nawet LSD. Swoją drogą przypomina mi się śmieszny mem, w którym poinformowano nas, że twórca LSD zmarł w wieku 103 lat. Jest to nieodzowny dowód, że LSD zabija :). Ja oczywiście nie jestem propagatorem narkotyków, ale sam Jobs uważał, że to wprowadziło bardzo wiele do jego życia. Kto wie czy dzisiaj mielibyśmy Apple w takiej formie, gdyby nie te narkotyczne przygody. Tak naprawdę każde wydarzenie w naszym życiu do czegoś prowadzi. Steve Jobs nie osiągnąłby tego wszystkiego, co osiągnął gdyby nie przeżył życia w taki sposób.

Jestem ciekaw wątku nieślubnej córki Jobsa, której przez długi czas się wypierał. W końcu jednak przyznał, ze komputer LISA był nazwany tak na jej cześć. Jobs to człowiek, z którym było trudno żyć, a jednocześnie życie to mogło być niezwykle ciekawe. Jak wielokrotnie pisano: miało on binarne, zero-jedynkowe podejście do rzeczywistości. Oznacza to, że albo coś było fantastycznego, albo kompletnie do bani. Nie było w tych historiach odcieni szarości. Jak jednak przyznawali sami współpracownicy taka percepcja nie przeszkadzała mu jednego dnia zbesztać za jakiś pomysł, a kilka dni później przedstawić go jako wyjątkowy, no i.. jego pomysł.

Myślę, ze film ma spore szanse na sukces komercyjny. Wystarczy wspomnieć słynny film Davida Finchera The Social Network, który był wielkim sukcesem kasowym. Możesz mi uwierzyć, Drogi Czytelniku, że historia Jobsa jest równie fascynująca, jak kontrowersyjna historia twórcy Facebooka. Przede wszystkim dotyczy ona większego okresu czasu. Można dostrzec jak Jobs z jednej strony się zmienia na przestrzeni lat, a z drugiej w wielu aspektach zmienić się nie daje.

Mam nadzieję, że Ty również czekasz na ten film. Można mieć wrażenie, że to nieostatni film, który się pojawi na ten temat. Jednak ten ma naprawdę dobrą podstawę scenariusza. Isaacson rozmawiał z dziesiątkami osób, a przy książce pomagał sam Jobs jeszcze pod koniec życia. Już się nie mogę doczekać filmu!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Czy jest ktoś, kto nie słyszał o wielkich sukcesach Ubera, Airbnb, czy BlaBlaCar? Co łączy te wszystkie firmy? Ich wspólnym mianownikiem jest tak zwana ekonomia współdzielenia (ang. sharing economy). Dotarliśmy do czasów, gdy nie musimy mieć czegoś na własność, aby z tego korzystać. Możemy dzielić się swoimi dobrami z innymi ludźmi, którzy stają się współużytkownikami. To nowa era w kierunku ekonomicznych rozważań!

Eksperci mają zasadniczo problem czy Ubera można zaliczyć do nurtu ekonomii współdzielenia. Koncepcja działania tej firmy ledwo się pod to łapie. Oczywiście nie przeszkadza mu to być największym start-upem na świecie, a jego właścicielowi być jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Większa idea ekonomii współdzielenia jest zawarta w drugim słynnym, miliardowym pomyśle: Airbnb. Jego współtwórcy również są dzisiaj dolarowymi miliarderami, a wartość ich firmy przerosła wartość wielu liczących się sieci hoteli. Co do samej definicji ekonomii współdzielenia można prowadzić szerokie dyskusje. Faktem jest jednak, że jest to pomysł na XXI wiek!

Uber, czy BlaBlaCar nie ukrywają, że widzą ogromny potencjał w autonomicznych samochodach. Dzięki braku kierowcy w samochodzie Uber mógłby znacząco obniżyć koszty transportu. Wygląda jednak na to, że w takim wypadku musiałby się stać nie tylko pośrednikiem między kierowcami, a klientami, ale również właścicielem floty autonomicznych samochodów. Oczywiście istnieje możliwość, że dalej będzie działał podobnie, a autonomiczne samochody będą własnością tych, których dzisiaj można nazwać kierowcami Ubera.

W kierunku sharing economy idzie również Amazon. Jakiś czas temu pisałem na tym blogu felieton na temat Amazon Flex, czyli usługi, która ma zastąpić kurierów prywatnymi kierowcami. Amazon ma stawkę godzinową i tak, jak w przypadku Ubera można mieć problem z zaliczeniem tej usługi do nurtu ekonomii współdzielenia. Można jednak odnieść wrażenie, że nurt ten staje się dość pojemny i spokojnie będzie mógł pomieścić w sobie pomysły takich potentatów jak Uber, czy Amazon.

Bez wątpienia do ekonomii współdzielenia można zaliczyć BlaBlaCar, który stopniowo podbija kolejne kraje i przejmuje konkurentów. Idea, w której koszty przejazdu samochodem osobowym są dzielone przez nieznanych sobie wcześniej pasażerów, przyjęła się również w Polsce. Wydawało się, że podstawowym warunkiem dla rozwoju idei sharing economy jest zaufanie społeczne. Z tym jak powszechnie wiadomo u Polaków słabo. Wbrew wszystkiemu - nurt ten się rozwija i Polacy nie mają większych problemów z zaakceptowaniem jego zasad.

Powstaje coraz więcej projektów, które niosą za sobą zasady tego nowego nurtu ekonomii. W samej Polsce co kilka miesięcy możemy usłyszeć o kilku ciekawych przedsięwzięciach zahaczających o tą ideę. Ciężko je wszystkie wymienić. Wiele z nich pewnie nie przetrwa próby czasu, ale jest szansa, że mnóstwo tych projektów będzie budowało nową internetową Polskę opartą na zaufaniu.

Ekonomi współdzielenia jest nurtem przyszłości. I tak jak finansowanie społecznościowe będzie przenikać do kolejnych dziedzin życia. Takie rzeczy, jak nieruchomości, czy samochody to rzeczy oczywiste. Czym jednak są w stanie nas zaskoczyć inni twórcy takich projektów?

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Aktualnym właścicielem komunikatora Gadu-Gadu jest spółka Naspers. Ta sama, która jest właścicielem Grupy Allegro w Polsce, oraz ponad setki serwisów spod marki OLX na świecie. Spółka GG Network została postawiona w stan likwidacji. Nie oznacza to oczywiście, że słynne żółte słoneczko przestanie istnieć. Jako potencjalni kupcy są typowani najwięksi z branży portalowej, jak Grupa WP, Agora, Onet czy Interia. Jak to wszystko dalej się potoczy?

Jakiś czas temu pojawiły się plotki na temat rzekomej sprzedaży Grupy Allegro przez Naspers. Jak widać jest to na tyle dochodowa spółka, że Reuters trafił kulą w płot. Dzisiaj jednak faktem stało się to, że GG Network zostało postawione w stan likwidacji. I jak przyznaje sam jego prezes: spółka jest przygotowywana do sprzedaży. Czy nowy nabywca wykorzysta potencjał, jaki daje ten kawał legendy polskiego internetu? A może z GG naprawdę trudno coś jeszcze wycisnąć w erze Skype i Facebooka (która notabene ze sobą współpracują)?

Gadu-Gadu, stworzone przez programistę Łukasza Foltyna, było jednym z cudownych dzieci polskiego internetu. Projekt ten na początku był przede wszystkim kopią innego znanego komunikatora, który wtedy święcił triumfy na świecie: ICQ. System, w którym każdy użytkownik otrzymuje swój własny unikalny numer wydawał się bardzo ciekawy. Jednak żaden z dużych graczy z niego nie korzystał (no może poza odpowiednikiem komunikatora ICQ na rynek chiński). W Skype mamy nicki, a w Facebooku możemy znaleźć kogoś bezpośrednio po nazwisku. Do pewnego momentu numery GG były innowacją, ale nie przetrwały próby czasu.

Gadu-Gadu stopniowo się rozrastało. Próbowało iść w stronę serwisu społecznościowego, czy mikroblogowego. Jak jednak zauważył jeden z poczytnych polskich blogerów: kopiowano skutki, a nie procesy. I tak powstała osławiona wersja GG 7, która budziła oburzenie użytkowników. GG nigdy nie było serwisem społecznościowym z prawdziwego zdarzenia. Wydaje się, że nie miało prawa być! Tak naprawdę każdy utożsamiał Gadu-Gadu z komunikatorem internetowym. I tę świadomość tego, czym jest GG w pewnym momencie straciło...

Jakoś Skype nigdy nie starał się być serwisem społecznościowym. Zawsze jego tożsamość była jasna. Dzięki skojarzeniu z rozmowami w sieci Peer2Peer ówcześni właściciele Skypea mogli łatwo połączyć go telefonią VoiP. Oczywiście Gadu-Gadu też próbowało tej drogi. Dzisiaj Skype zarabia na tym miliony a telefonia GG nie istnieje. O co chodzi z tym Gadu-Gadu? Co poszło nie tak? Czy nie byłoby lepiej, gdyby te wszystkie zapędy w kierunku multifunkcjonalności opatrywać w zupełnie nowe marki niezwiązane z podstawową GG?

Gadu-Gadu utraciło swą tożsamość. I tego faktu nie da się ominąć. Zamiast być po prostu najlepszym komunikatorem do szybkiej komunikacji, jak dzisiaj Whatsapp, to starano się zrobić... no właśnie co? Czym miało być Gadu-Gadu według tej strategii? Istniało ono już wtedy, gdy internet w Polsce się zaczynał. Dlaczego jednak Whatsapp został sprzedany za kilkanaście miliardów dolarów, a Gadu-Gadu jest dzisiaj w stanie likwidacji i szuka jak najszybciej kupca? Przecież dzięki swojej mocy mógł być to globalny komunikator! I to zanim w ogóle wymyślono Facebooka, czy choćby Whatsappa!

Tym bardziej rozczarowuje postawa Naspers, które jest koncernem globalnym. Rozczarowuje to, że Grupa Allegro nie znalazła pomysłu, jak wykorzystać największy polski komunikator, który mógł współpracować z największą platformą aukcyjną w kraju nad Wisłą. Wiem, wiem eBay próbował to ze Skypem i nie wyszło. Jednak w Polsce mogło się udać! Myślę, że Naspers kupując GG i Allegro miał konkretne plany co do tych dwóch gigantów. Istnieje jednak nadzieje, że najgłośniej typowana Grupa WP doda nowe życie największemu komunikatorowi internetowemu. Również Onet mógłby tutaj naprawdę dużo zdziałać. Szczególnie że już od ładnych kilku miesięcy jest właścicielem NK.pl.

 

Bierze trochę smutek w sytuacji, gdy GG ma jeszcze 2 miliony użytkowników i może okazać się projektem przynajmniej tak wielkim, jak było wcześniej. Może być problem z dogonieniem Facebooka. On odstawił wszystkich wliczając w to NK. Mamy w Polsce jednak grupy medialne, czy portale, które w naszym kraju są wielkie. Niech ktoś zacznie wreszcie łączyć potencjały! Takiego potencjału nie wykorzystało Allegro. Czy któryś z portali to zrobi?

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Virgin na podbój Polski! 2015-10-14 21:44
 Oceń wpis
   

Richard Branson, ekscentryczny miliarder z Wysp Brytyjskich i właściciel grup firm z Virgin w nazwie, upatrzył sobie Polskę jako cel dla swojej działalności w ramach wirtualnego operatora komórkowego Virgin Mobile. Czy uda mu się wreszcie zwojować rynek? Czy nie jest tak, że ten rynek tylko na niego czeka?

O Virgin Mobile jest co jakiś czas głośno w mediach biznesowych. Zainwestował w niego Łukasz Wejchert, syn zmarłego współtwórcy potęgi TVN. Ostatnio nawet do władz spółki trafiła Grażyna Piotrowska-Oliwa, która wcześniej była prezesem PGNiG S.A. Z punktu widzenia biznesowego ten biznes nie może się nie udać! Operator zgromadził świetny team, ma atrakcyjną ofertę i marka utożsamia konkretne wartości. Coś jednak nie styka i sukces nie jest tak ogromny, jak być powinien.

Operator wprowadza właśnie nową taryfę #freemium, która daje użytkownikom za kompletne darmo: 300 mb transferu internetu, 30 minut i 30 smsów. W momencie kiedy pakiet się wyczerpie, to można aktywować elementy taryfy #półdarmo i nadal jest bardzo atrakcyjnie. Jak przyznają ludzie z Virgin Mobile: oferta jest adresowana przede wszystkim do nowych użytkowników. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby dotychczasowi użytkownicy również z niej korzystali. Czy rewolucyjna oferta sprawi, że klienci zaczną walić drzwiami i oknami?

Virgin Mobile to największy operator wirtualny w Polsce. Wirtualny to znaczy, że korzysta z infrastruktury innych sieci. Do pewnego momentu na naszym rynku ofert telefonii komórkowej panował tripol: Orange, T-Mobile i Plus. Oczywiście używam nazw firm, które funkcjonują dzisiaj. O ile wiele osób pamięta jeszcze Erę, to nie jestem tego tak pewny w stosunku do Idei. Operatorzy Ci przez lata budowali infrastrukturę i zdobywali rynki kolejnych konsumentów. Aż pewnego pojawił się P4 ze swoim Playem. I wtedy pomału zaczęło robić się ciasno na tym rynku. Stopniowo zaczęli pojawiać się operatorzy wirtualni, którzy często tak szybko jak się pojawili tak szybko znikali z rynku. Aż wreszcie pojawił się Virgin Mobile.

Media biznesowe podkreślają ważną rzecz: jest nieco cicho na temat Virgin Mobile. To bardzo nie w stylu Bransona, który jest mistrzem PRu. Czy to oznacza ciszę przed burzą? Na to liczę! Walka na oferty operatorów komórkowych jest z punktu widzenia klienta walką o wielkim sensie. Gdy operatorzy zaczynają walczyć między sobą na oferty, to ostatecznie niemal zawsze wygrywa klient. Czy ktoś jeszcze pamięta, jak nie było naliczania sekundowego, a za jedną minutę płaciło się ponad 3 złote? Ludzie nie chcą o tym pamiętać. Jakoby wyparli to ze swojej świadomości, a to jednak miało ogromny wpływ na rozwój tego rynku. Gdy Heyah weszło jako pierwsza z sekundowym naliczaniem, to ludzie woleli zadzwonić niż wysyłać sms.

Tak, jak napisałem: uważam, że to co teraz się dzieje jest ciszą przed burzą. To nie w stylu Bransona, aby o jego biznesie było cicho! Do tej pory czegoś brakowało. Może chodzi o działania marketingowe? No bo jeśli reklamy Virgin Mobile pojawiałyby się tak często, jak reklamy innych operatorów, to może i skuteczność byłaby większa. Znając sir Richarda Bransona możemy się spodziewać wszystkiego!

Nowa oferta Virgin Mobile może wywołać marketing szeptany, o który z pewnością chodzi jego właścicielom. A gdy to wszystko się nakręci i przekroczy się pewną masę, to jest szansa na zawalczenie o miano piątego wielkiego operatora w kraju. Virgin do boju!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Pamiętam czasy, w których zdarzało mi się oglądać MTV. Wtedy raper Xzbit prowadził bardzo ciekawy program Pimp My Ride Odpicuj mi brykę. Doskonale pamiętam, jak na koniec gdy Xzbit przekazywał kluczyki do odrestaurowanego samochodu - dodawał Blackberry! Bardzo ciekawe były jęki podniecenia młodych ludzi, gdy go dostawali. To oczywiście była pełnia szczęścia. Super samochód i super telefon gratis. Co się zmieniło od tamtego czasu?

Zmienił się przede wszystkim wolumen sprzedaży. Kiedyś sprzedawano setki tysięcy tych smartfonów dziś wynik 8 tysięcy sztuk nikogo nie zadowala. Jak obliczono, aby biznes był opłacalny powinno się sprzedać 5 milionów sztuk. Wydaje się sporo, ale to i tak skromna wartość względem iPhoneów. Stąd pojawił się pomysł, aby firma ta skończyła produkować smartfony całkowicie, a skupiła się na oprogramowaniu! Czy to znak pewnej epoki?

Blackberry było potęgą. To był jeden z tych telefonów, na którego widok szalały tłumy. Dzięki swojej wygodnej klawiaturze sprawiał, że pisanie smsów było przyjemnością. A dzisiaj dowiadujemy się, że być może w ogóle przestanie istnieć! Czy nie pomogło zaplanowane przeniesienie się na Androida? No właśnie: Android to pewnie on jest największym winowajcą tej sytuacji.

Google to firma, która rewolucjonizuje świat. Zaczęła od zmiany sposobu wyszukiwania czegoś w internecie. Aktualnie jest w posiadaniu najpopularniejszego systemu operacyjnego do telefonów na świecie. Blackberry nieco przespało pojawienie się Androida. I była to bolesna lekcja dla tej firmy. Android stał się panem i władcą. Natomiast smartfon od Blackberry ledwo zipie. No bo czym jest te 8 tysięcy sprzedanych telefonów? To jakaś kpina!

Trudno właściwie zrozumieć jak do tego wszystkiego doszło. W pewnym momencie po prostu pojawił się Android i układ świata stał się androidocentryczny. I to do tego stopnia, że jakiś czas temu dowiedzieliśmy się, że nawet Blacberry wyda telefon z Androidem! Nie uchybiając oczywiście nic Androidowi, ponieważ jest to bardzo dobry system operacyjny, trzeba jednak stwierdzić, że Blackberry jest jakby przy stoliku do pokera. Jest takie stare powiedzenie, że jeśli po pół godziny grania w pokera nie wiesz kto jest kantowany, to znaczy, że ty nim jesteś. Blackberry straciło pojęcie o rynku, co zaowocowało 8 tysiącami sprzedanych telefonów!

Czy ta legenda ma jeszcze szanse się odtworzyć i napisać nowy rozdział swojej historii? Zawsze jest szansa! Ostatnio paru gości kupiło prawa do marki Commadore i stworzyło smartfon z Androidem właśnie pod tym brandem. A historia Apple? Przecież tam było już naprawdę ciężka, aż Jobs wrócił do gry i doprowadził do tego, że ta firma stała się najcenniejszą na świecie! Co poszło nie tak w przypadku Blackberry? Przypomina to nieco podejście Microsoftu do urządzeń mobilnych.

Microsoft przespał erę urządzeń mobilnych. I choć jego Windows dla komórek jest trzecim największym systemem operacyjnym, to jednak nie jest to powód do chwały. W tej dziedzinie mamy praktycznie duopol: Apple i Google! Ale Microsoft nie powiedział ostatniego słowa. I to jest właśnie piękne w tej całej grze! Zawsze jest szansa. Nie wiadomo czy za kilka lat nie pojawi się kolejna firma, która zrewolucjonizuje rynek. Każdy gigant kiedyś był mały. Zarówno Google, jak i Apple zaczynały od garażu. Blackberry cały czas ma szanse stać się wielkim graczem. A właściwie wrócić do gry. Szefostwo powinno się bardziej zastanowić jak tego dokonać, a nie rozważać wycofanie z rynku smartfonów. Blackberry to legenda! Więc głęboko wierzę, ze ta legenda odżyje na nowo.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

O tym człowieku można pisać opasłe książki. Na dzień dzisiejszy jego majątek jest szacowany na 10 miliardów dolarów. Moim zdaniem to dopiero początek fantastycznej przygody w wzbogacanie się. Jednak czy Elon Musk coś sobie robi z tego, że powiedzmy za 10 lat, może być najbogatszym człowiekiem na tej planecie?

Przybył do Stanów Zjednoczonych z RPA. Do legendy przeszły historie o tym, jak wielokrotnie próbował dostać się do firmy Netscape. Dzisiaj tej firmy praktycznie już nie ma, a to on święci wielki triumfy! Pierwszy poważny projekt to oczywiście Paypal, którego Musk założył z przyjaciółmi. Skończyło się to tak, że za 1,5 miliarda dolarów kupił go eBay. Dzisiaj jest to jeden z najważniejszych portfeli internetowych.

Wielką miłością Muska okazała się motoryzacja, oraz wszelkie alternatywne źródła energii. Czy można go nazwać ekologiem? Tego nie wiem, ale z pewnością robi on dla dobra świata więcej niż większość ekologów. Nazwa firmy podchodzi od wielkiego wynalazcy Nicolasa Tesli. Idea wydaje się prosta: dać światu pierwszy liczący się w pełni elektryczny samochód. Oczywiście wykonanie nie było tak proste. Sam Musk przyznaje, że to wszystko rozkręci się dopiero jak powstanie infrastruktura dla tego rodzaju aut. Tym bardziej budujące dla niego muszą być takie wiadomości, jak ta, że Orlen w Polsce postanowił rozbudować kilka stacji i dać możliwość ładowania baterii samochodów elektrycznych.

Infrastruktura.. to coś znacznie trudniejszego do wybudowania, niż stworzenie samochodu elektrycznego. Gdy powstanie infrastruktura to zacznie się sprzedawać znaczniej więcej elektrycznych aut. Jednak aby powstała infrastruktura musi... być znacznie więcej elektrycznych aut! Widać, że Muskowi nie chodzi tak bardzo o pieniądze, jak o zmianę świata. Po stworzeniu jednego z pierwszych modeli Tesli udostępnił informacje w jaki sposób jest on zbudowany, aby więcej firm mogło tworzyć samochody elektryczne. W tym wszystkim może być jednak chytry plan. Jak powszechnie wiadomo: Tesla ma sprzedawać podzespoły, związane z elektrycznością w aucie, innym producentom!

Tesla to firma, na której Musk zarabia najwięcej. Aczkolwiek cały czas brakuje infrastruktury, aby zmaksymalizował sprzedaż. Są jednak inne rozwiązania, nad którymi pracuje ten geniusz. Są to na przykład Space X i Hyperloop. Pierwszy z wymienionych projektów jest związany z branżą kosmiczną. Już teraz wygrał przetarg NASA na zaopatrywanie stacji kosmicznej. Musk jednak nie ukrywa, że jednym z jego najważniejszych celów jest... kolonizacja Marsa! Jeśli chodzi o Hyperloop to dotyczy ono ziemskich rozwiązań, ale o kosmicznym zastosowaniu. Będzie to coś w rodzaju gondoli, która zasuwa z jednego punktu do drugiego z niewyobrażalną prędkością 1200 km/h! Najlepsze jest to, że ma być ona darmowa, ponieważ wyprodukowana energia w czasie jej działania ma być sprzedawana elektrownią. I to będzie sposób na utrzymanie tego urządzenia.

Oczywiście są to projekty szczytne i niezwykle ważne. Jednak pod kątem finansowym myślę, że największy sukces odniesie Tesla Motors. Gdy pojawi się cała infrastruktura dla samochodów elektrycznych, to możemy się spodziewać skokowych przyrostów ilości sprzedanych aut. Już dzisiaj Tesla została wyprzedzona przez jednego z japońskich producentów. To pokazuje jaka jest rola pioniera! To jednak dopiero początek wyścigu po pieniądze klientów. Z dyrektyw Unii Europejskiej wynika, że celem jest aby jakieś 10% aut za kilka lat było na Starym Kontynencie autami elektrycznymi.

Czy Tesla Motors zawładnie umysłami milionów? Mam wrażenie, że Musk już tego dokonał. W mediach pojawia się bardzo wiele informacji dotyczących jego projektów. Być może przez wiele osób jest on postrzegany jako szalony wizjoner. Jedno jest jednak pewne: nie można go ignorować! Już nie! Bo ten wizjoner jest w stanie sprawić, że świat się zmieni. Jesteśmy u progu motoryzacyjnego przeskoku. A im dłużej się on rozpoczyna, to można odnieść wrażenie, ze nie chodzi tylko o motoryzację. O czym świadczy jeden z kolejnych projektów Muska, czyli baterie elektryczne dla domów. I choć na razie eksperci pukają się po głowach i uważają, że nie jest to na tyle wydajne, aby się opłacało, to jednak Musk również i w to wierzy!

Wielkim marzeniem każdego wizjonera jest przyglądanie się za życia swojemu dziełu w rozkwicie. Rewolucja energetyczna dopiero się zaczyna! A wszelkie ruchy na rzecz walki z globalnym ociepleniem, nadają jej mocy. Ropa naftowa na dzień dzisiejszy jest krwią gospodarki. Czarne złoto, jak mawiają inwestorzy, decyduje niemal o wszystkich dziedzinach naszego życia. Można odnieść wrażenie, że jeszcze trochę potrwa zanim sposób napędzania samochodów się zmieni. Ta rewolucja się jednak zaczęła, a tacy ludzie, jak Elon Musk będą nadawać jej tempa!

Tytuł tego felietonu jest dość przewrotny. Jednak rozwój projektów Muska może szybko sprawić, że stanie się on najbogatszym człowiekiem na świecie. Na razie ma on 8krotnie mniejszy majątek niż najbogatszy człowiek na ziemi. Jednak Tesla Motors to bomba z opóźnionym zapłonem, która przygotowuje się do mody na auta elektryczne. Jak już ona wybuchnie, to wtedy należy sprawdzić ile wart jest majątek Muska. Ten człowiek, który jest połączeniem Stevea Jobsa i Henryego Forda będzie moim zdaniem najbogatszym na ziemi za kilka lat. Tylko czy Musk będzie sobie coś z tego robił? :)

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Uber, aplikacja która kojarzy kierowców z użytkownikami, jest znienawidzona przez taksówkarzy. Ostatnio nawet doczekaliśmy się protestu w Warszawie przeciwko tej aplikacji! Uber jest kojarzony z kruczkami prawnymi. Często mówi się, że jego kierowcy nie mają działalności gospodarczej i nie płacą podatków. Z drugiej strony sami kierowcy w różnych krajach żądają statusu pracownika. Mimo wszystko pomysł jest na tyle genialny, że postanowił go przystosować do swoich potrzeb Amazon. Czy za jakiś czas doczekamy się wielkiego strajku firm kurierskich? :)

Amazon Flex, bo tak nazywa się nowa usługa, jest rozwiązaniem w swej naturze bardzo podobnym do Ubera. Jak widać ekonomia współdzielenia przypadła Jeffowi Bezosowi do gustu. Jego firma postanowiła dać możliwość dostarczania przesyłek zwykłym kierowcom. Wymagania? Własny samochód i telefon z Androidem! Na razie program startuje w Seattle.

Amazon odgrażał się, że wykorzysta drony do dostarczania przesyłek. Podobno już są opracowywane roboty, które zastąpią ludzi przy pakowaniu przesyłek. A tu nagle taki tradycyjny sposób dostarczania przesyłek! Oczywiście wygrają na tym klienci. Dzięki zastosowaniu takiego rozwiązania dostaną oni paczki dużo szybciej. Czy to oznacza, że Amazon całkowicie zrezygnuje z firm kurierskich? To jest wątpliwe, ponieważ jak wiadomo ludzie mieszkają w rozmaitych miejscowościach i wsiach. Tam jednak lepiej sprawdzi się kurier.

Co do wynagrodzenia dla posiadacza samochodu dostarczającego przesyłki dla Amazon, to może on się spodziewać od 18 do 25 dolarów na godzinę. Jest to inne podejście niż stosuje Uber. Największy start-up świata jest pośrednikiem między klientem, a kierowcą. Z tego co się dowiedziałem kierowca otrzymuje około 80% kwoty jaką zapłaci klient. Reszta jest prowizją dla Ubera. Amazon chce płaci za godzinę. Jest to spora różnica w stosunku do idealistycznych założeń ekonomii współdzielenia. Czy aby na pewno Amazon z Flexem łapie się pod tę kategorię? Trzeba zacząć od tego, że jest ona dość pojemna. Są tacy, którzy uważają, że nawet Uber nie łapie się do kategorii ekonomii współdzielenia. Jest to kwestia dyskusyjna.

Jeff Bezos jest wizjonerem. Przeczytałem jego biografię i poprzedniego zdania jestem pewien! To człowiek, który każdego dnia myśli, jak udoskonalić procesy działające w jego cudownym dziecku: Amazonie. Skoro firma zdecydowała się na coś takiego, jak Flex, to oznacza, że Bezos po raz kolejny dał upust swojej obsesji ulepszania procesu. Najważniejszą zaletą tego rozwiązania jest to, że klienci będą mogli otrzymać produkty tego samego dnia, gdy go zamówili.

W Polsce wizjonerem na miarę Jeffa Bezosa jest Rafał Brzoska i jego Integer.pl. Postanowił on pójść mocno w logistykę i zrewolucjonizował polski rynek za pomocą Paczkomatów. Aktualnie zdobywa inwestycje i uderza na kolejne rynki. Kto wie może za kilka lat jednym tchem będziemy wymieniać Brzoskę obok Bezosa. Z pewnością tym, czym Amazon jest dla Stanów Zjednoczonych Amazon (jeśli chodzi o ważność), tym Paczkomaty są dla Polski!

Wracając jednak do konkretnego projektu, który opisuje ten artykuł: Amazon Flex udoskonali handel detaliczny. Z pewnością trzeba być naprawdę dużym graczem, aby pozwolić sobie na takie rozwiązanie. Wiadomo, że Amazon będzie chciał, aby kierowcy działali na własny rachunek. Ma to też swoje plusy. Gigant twierdzi, że kierowca będzie sam mógł normować swój czas pracy. Raz będzie mógł pracować 2 godziny,a raz 12. To już jego wybór! Czy ten model się sprawdzi? Mocno trzymam kciuki, ponieważ wygrywają na tym klienci.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Postanowiłem przyjrzeć się jednej z największych gwiazd dzisiejszej, tradycyjnej telewizji. I choć wiele osób mówi, że jej (telewizji) dni są policzone, to jednak w chwili obecnej nadal jest ona bardzo ważnym medium dla milionów Polaków. Kuba Wojewódzki to postać kontrowersyjna. Wynika jednak z tego ogromna wyrazistość. Z taką wyrazistością ludzie chcą się utożsamiać, lub ją nienawidzić.

Kuba Wojewódzki ma już swoje lata. Choć trzeba mu przyznać, że doskonale się trzyma. Jednak nie o jego wyglądzie chciałem tu pisać! Moim celem jest potraktowanie Kuby Wojewódzkiego jako instytucji, świetnie zarabiającej korporacji: Kuba Wojewódzki Inc. Rdzeniem tej korporacji jest aktywność w mediach. A warto zauważyć, że tę postać można spotkać w telewizji, radiu i prasie, czyli we wszystkich tradycyjnych mediach.

Działalność w mediach tradycyjnych jest rdzeniem działalności Wojewódzkiego. To dzięki tym działaniom jest on sławny i może dyskontować korzyści z tego wynikające. Nie można jednak pominąć działalności w nowym rodzaju medium. Są nimi oczywiście social media. Fanpage Wojewódzkiego na Facebooku jest jednym z najpopularniejszych Fanpagów w Polsce. Co ciekawe zrobił on do FB drugie podejście. Pierwszy Fanpage charakteryzował się wysoką popularnością, ale Wojewódzki postanowił go usunąć! Jakie były dokładnie powody tej decyzji: pewnie się nie dowiemy. Jednak polityka Facebooka musiała showmana ostro zdenerwować. Drugie podejście również przysporzyło dziesiątki tysięcy fanów.

Najważniejszym obszarem działalności Wojewódzkiego jest oczywiście telewizja. Jest to królowa mediów tradycyjnych, która coraz mocniej puszcza oczko w kierunku internetu. Program Kuba Wojewódzki Show emitowany na antenie TVN gromadzi przed telewizorami miliony ludzi. Są to głównie młodzi ludzie. O sile tego programu przekonał się nawet poprzedni Prezydent RP, który w ramach kampanii wyborczej zdecydował się wystąpić w roli gościa. Wiele celebrytów samych z siebie pragnie wystąpić na kanapie u Wojewódzkiego. Jednak często jest on kapryśny, pamiętliwy i nie jest tak łatwo się dostać.

Prasa i radio to jednak wielkie miłości showmana. Nie są one tak popularne, jak telewizja, ale mają one bardzo ważne znaczenie dla jego strategii całościowej. Bo warto przyznać, iż Wojewódzki jest doskonałym strategiem! Oprócz tego, że jest strategiem jest on również mistrzem komunikacji. I choć wiele osób przyznaje, że w jego show to on jest główną gwiazdą, a goście są dodatkiem, to jednak doskonale potrafi on przeplatać żarty z poważnymi tematami. Prasa i radio wydają się dodatkiem, ale w rzeczywistości są bardzo ważne dla całościowej strategii.

Wojewódzki jest oczywiście milionerem i jeździ najlepszymi samochodami. Nie wiadomo ile dokładnie zarabia, ale wiadomo, że to właśnie reklamy są jego największym źródłem dochodów. Ostatnim liczącym romansem w życiu reklamowym Wojewódzkiego był Play. Na chwilę obecną punkt ciężkości jego reklam jest położony na Barbarę Kurdej-Szatan, która gra pracownika punktu obsługi klienta. Wojewódzki pokazuje się tam gościnnie. A oprócz niego możemy zobaczyć plejadę polskich gwiazd i celebrytów. Można się jednak spodziewać, że już niebawem showman zostanie twarzą jakiegoś liczącego się brandu. Wiadomo, że kontrowersje wokół jego osoby mogą to utrudniać, ale nadal jest on łakomym kąskiem.

Kuba Wojewódzki jest przykładem doskonałego stratega. Działa we wszystkich liczących się mediach wliczając w to nawet social media. Myślę, że jest on doskonałym przykładem dla tych, którzy chcą się stać wielkimi gwiazdami. W ekonomii to, co on robi nazwano by dywersyfikacją ryzyka. Nawet jak straci jedno źródło dochodów, to pozostaną inne. Brakuje ostatnio tylko jakiegoś dużego kontraktu reklamowego :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi