napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Jak pokazują dane statystyczne prawie 9 na 10 smartfonów na świecie ma system Android na pokładzie. Czy to oznacza, że spełnił się koszmar Steve'a Jobsa?

Jobs decyzję twórców Google o zainwestowaniu w system operacyjny Android uważał za zdradę. Zanim do tego doszło Brin i Page traktowali Jobsa, jak swojego wielkiego mentora. Jak mówią plotki: chciał on przeznaczyć wszystkie dostępne środki Apple, aby zniszczyć Androida. Dzisiaj już wiemy, że to się nie udało.

Pochód Androida był skazany na sukces. Lata temu gdy Google zdecydowało się zainwestować w ten system operacyjny rynek smartfonów dopiero się rodził. To były czasy, w których Apple zaczynało wygryzać Nokię z pozycji lidera. Czy jest ktoś kto nie pamięta czasów gdy Nokia miała większość rynku? Musiałaby być to naprawdę młoda osoba. W tamtych czasach największą piętą achillesową telefonów był system operacyjny. Nie to, że nie działał po prostu niemal każdy telefon miał swój własny system operacyjny i trudno było standaryzować aplikacje. To bodajże Bill Gates powiedział, że siłą systemu operacyjnego są aplikacje na niego stworzone. Nie wiem czy się orientujesz, ale wartość sprzedawanych aplikacji na system operacyjny Windows jest znacznie większa niż wpływy ze sprzedaży licencji na ten system.

Nokia miała Symbiana, który miał stać się standardem. Nie był to taki zły system operacyjny. Po prostu zmiotła go konkurencja! I tak zaczyna się historia Apple. Po wielkim sukcesie iPoda zdecydowali się oni zrobić... tablet! Jednak stwierdzili, że są do niego potrzebne większe moce przerobowe, niż są aktualnie w stanie osiągnąć, więc zdecydowali się na smartfona. Tak powstał iPhone telefon odpowiadający dziś za 70% wpływów giganta z Cupertino. I mimo że Apple jest największą firmą świata i jako pojedynczy dystrybutor sprzedaje najwięcej smartfonów, to jednak pod względem ilości systemów operacyjnych wygrywa Android. Jak to możliwe?

Android od początku miał zupełnie inne podejście od konkurencji. Jednym z moich pierwszych felietonów na tym blogu dotyczył konsorcjum, które stworzyło wokół siebie Google. To coś niespotykanego dotychczas. No chyba, żeby porównywać Trust Rockefellera, który po pewnym czasie stał się nielegalny :). Tutaj jednak z pewnością siedziały nad tym sztaby prawników, aby współpraca dziesiątek firm telefonicznych i telekomunikacyjnych była w pełni legalna. O ile się orientuje to nie ma jakiegoś nadrzędnego organu tego konsorcjum. Wydaje się to być umową nieformalną, w której każdy chętny może brać udział.

Android to genialny alias strategiczny, który wszystkim się opłaca. Google ma swoje profity z Google Play, oraz promowania swoich aplikacji zaczynając od wyszukiwarki na gmailu kończąc. Producenci telefonów mogą w łatwy sposób dostać się do największego ekosystemu biznesowego naszych czasów. Twórcy aplikacji mają na start mega bazę klientów. A operatorzy telefonii komórkowych dostają gotowy produkt, którego pożądają klienci. To wszystko może się nie podobać tylko konkurencji! Czy Jobs przewraca się w grobie?

Tak, jak już tutaj pisałem: chodziła plotka, o której wspomniał nawet biograf Jobsa: że chce on przeznaczyć wszystkie rezerwy Apple, aby zniszczyć Androida. Należy pamiętać, że to był wizjoner i musiał wiedzieć jak wielkie zagrożenie dla jego firmy są działania Google. Przewidział to, a dzisiaj już nie widzi, jak jego system operacyjny traci udziały w rynku! Zobaczymy co przyniesie przyszłość na chwilę obecną tendencja jest wzrostowa!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Największa polska firma 2016-11-04 21:30
 Oceń wpis
   

Stało się polskie wydanie magazynu Forbes idąc za swoim amerykańskim pierwowzorem, opublikowało listę największych polskich firm. Polskie firmy to te z polskim kapitałem. Kto wygrał? Tutaj zaskoczenia nie ma. Absolutnym numerem jeden jest Cyfrowy Polsat, którego głównym udziałowcem jest Zygmunt Solorz-Żak. Chciałbym napisać trochę przemyśleń na temat tej spółki na podstawie tego, co sam uważam, oraz czego dowiedziałem się z niezwykle treściwego wywiadu z Zygmuntem Solorzem-Żakiem.

Ponad 26 miliardów złotych kwota wprost niewyobrażalna dla przeciętnego Kowalskiego. Wiem, że jeśli porównać to z Google, Apple, czy chociażby Facebookiem, to nie jest to aż tak imponujące. My mamy jednak inną skalę. Żadnemu innemu Polakowi nie udało się stworzyć tak potężnej firmy. Pochód ku wielkości rozpoczął się od pierwszej prywatnej telewizji, która nadawała z Holandii. Polsat przez lata oferował dokładnie to, czego oczekiwali ludzie. To była zresztą jedna z głównych determinant kierujących właścicielem. Zaczęło się od wszechobecnego w latach dziewięćdziesiątych Disco-Polo, oraz amerykańskich filmów sensacyjnych. Jak przyznają twórcy: tego właśnie oczekiwali ludzie. Oczekiwania ludzi mocno się zmieniły, jednak dewiza Polsatu została taka sama: oferować to czego oni oczekują. To tutaj zaczęły się wszędobylskie programy paradokumentalne, które zaczęły wygryzać z każdej telewizji nawet seriale z zawodowymi aktorami.

Drugim krokiem było stworzenie Cyfrowego Polsatu. I choć jakiś czas temu Grupa Canal i n połączyło siły tworząc nc+, to nadal nie są oni w stanie prześcignąć Solorza. Czy Cyfrowy Polsat na długo pozostanie liderem rynku? Myślę, że tak, z pewnego prostego powodu SmartDomu. Po tym jak Solorz za namową syna przejął Polkomtel i stał się właścicielem jednego z największych operatorów komórkowych, podjął wraz z grupą marketingowców decyzję o SmartDom. Nie wiem właściwie jak nazwać te innowację. Nie jest to żadna zaawansowana technologia, której nie mają inni. Nie jest to innowacja produktowa, bo produkt zostaje ten sam. Może dobra nazwa to innowacja pakietowa? :)

Zasada działania Smartdomu jest prosta: po co oferować wiele różnych usługo osobno, skoro można je połączyć w jeden pakiet usług. Pojedyncze marże nie będą tak wysokie, ale w całościowym równaniu zysk się pojawi. Do reklam tego pakietu zaproszono parę: Pawła Wilczaka i Joannę Brodzik. I jak się okazuje pomysł jest kompletnie trafiony, ponieważ pojawiają się kolejne usługi w pakiecie. Nie wiem na jakim etapie jest wywóz śmieci, ale w wywiadzie dla Forbesa Zygmunt Solorz-Żak mówił o aplikacji dla bezpieczeństwa, która informuje nas, że ktoś wszedł do domu, gdy nas w nim nie ma.

Cyfrowy Polsat jest chlubą polskiego kapitalizmu. Historia jego właściciela pokazuje, że jeśli podejmie się walkę i walczy się od początku do końca, to można osiągnąć fantastyczne rezultaty. Człowiek, który zaczynał od sprowadzania samochodów z zagranicy dzisiaj jest właścicielem największej firmy medialno-telekomunikacyjnej w Polsce. I już odgraża się, że trwają pracę nad produktem globalnym. Jestem bardzo ciekawy, co tym razem zostanie przygotowane.

Jeśli chodzi o nadzieje jakie Zygmunt Solorz-Żak pokłada w polskich przedsiębiorcach, to stawia on zdecydowanie na internet.. Tak, jak zresztą zrobił jego młodszy syn. Internet to eldorado naszych czasów, gdzie każdy z dobrze wykonanym pomysłem może osiągnąć Everest. Skoro taki autorytet świata biznesu mówi o tym, to znaczy, że to ma wielki sens.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Podatek od marzeń! 2016-10-25 18:30
 Oceń wpis
   

Czy ktoś w ogóle wierzy w Totalizator Sportowy? Wiem powiesz pewnie, że wielomilionowe wygrane się zdarzają, ale jeśli brać pod uwagę prawdopodobieństwo, to szczerze powiedziawszy ta szansa jak jeden do trzynastu milionów wygląda dość mizernie :). Chciałbym się z Tobą podzielić moim w stu procentach subiektywnym spojrzeniem na wszelkiego rodzaju loterie, w których można wygrać miliony.

Tytuł tego felietonu jest dość mocny i właściwie wyraża wszystko, co mógłbym w tym temacie powiedzieć. Skoro co drugi dorosły Polak grywa w Lotto, a spółka ta ma miliardowe przychody, to zastanawiam się: o co tu właściwie chodzi? Warto podkreślić, że polskie państwo ma monopol na tego typu gry, ponieważ to tak naprawdę czysty zysk bez wielkich nakładów. Są oczywiście kolektury, cały system sieciowy, ale coś takiego średnio rozgarnięty programista mógłby w internetowej wersji napisać w kilka miesięcy. To jest tak naprawdę żyła złota i nie ma się co dziwić państwu polskiemu, że objęło to monopolem.

Co drugi dorosły Polak gra w Lotto, a wygrywają nieliczni. Czy to nie przypomina swą konstrukcją sprytnie zakamuflowanego podatku? Wiem, że te miliardowe zyski sprawiają, że pracę mają tysiące ludzi w kolekturach, że wspierają one polski sport i sztukę, ale jednak mimo wszystko: to jest podatek marzeń. A jakie są te marzenia? Wydaje się, że zależą one od wieku lub pochodzenia. Łączy je najczęściej jedna rzecz: są wybujałe. A to oznacza, że nawet jak już wygrasz te miliony, to szybko je stracisz.

Jest wiele badań naukowych na temat zwycięzców loterii. Wniosek jest najczęściej taki, że w ciągu pięciu lat od wielkiej wygranej są oni kompletnie bez pieniędzy, a do tego pochłaniają ich długi. Z czego to wynika? Ludzie Ci są kompletnie nieprzygotowani na tak wielkie pieniądze. Gdy do swoich pieniędzy dochodzi się małymi krokami i zdobywa się te pierwsze miliony, to zdobywa się coś znacznie cenniejszego niż pieniądze. A jest to mentalność bogatego człowieka. Jest pewna teoria, z którą się zgadzam, a mówi ona, ze jeśli wszystkie pieniądze świata rozdzielić by równo na wszystkich ludzi, to najdalej po roku znowu byłaby dysproporcja w ludzkich majątkach. Jeśli ktoś uważa, że więcej pieniędzy sprawi, że stanie się szczęśliwy, to jest on w dużym błędzie. No bo jeśli w tej chwili jest się nieszczęśliwym, to więcej pieniędzy uczyni nas jeszcze bardziej nieszczęśliwymi.

Mentalność bogatych ludzi wynika z tego, co wyczytałem w książce Sekrety amerykańskich milionerów. Dwóch badaczy przyjrzało się bardzo dokładnie ludziom bogatym i doszli do wniosku, że nie odpowiadają oni stereotypom. Często Ci, którzy mają te cudowne ferrari toną w długach, a prawdziwi milionerzy wolą inwestować w edukację swoich dzieci. Wróćmy jednak do loterii. Wiem, że trend, o którym napisałem nie dotyczy tylko Polski. To działa na całym świecie. Ludzie nie są gotowi na wielkie pieniądze i zaczynają na maksa wydawać. Te kilka milionów, które wygrywają wydają się pieniędzmi, których nie wydadzą. Niestety szybko się okazuje, że te pieniądze się kończą.

I tak źle i tak niedobrze :). Żyjemy w cudownych czasach, w których można stworzyć w kilka lat firmę wartą miliony. To są lata ciężkiej pracy. Jak mówią przedsiębiorcy: właściciel firmy to taki ktoś, kto przez kilka lat żyje tak, jakby nikt nie chciał - po to, aby resztę życia żyć tak, jak wszyscy marzą. Nie wierzcie w totolotki! To jest tylko podatek od marzeń! To są pieniądze, które można lepiej zainwestować. Ze swojej strony życzę Ci, abyś miał takie przychody, jak Totalizator Sportowy! :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Youtuber słowo nieco zabawne, będące próbą nazwania tego, co jeszcze nienazwane. Czy można już rzec, że tworzenie filmików na Youtube, stało się zawodem? Myślę, że nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak daleko będzie sięgać to zjawisko i jak wiele zmieni ono w konsumpcji rozrywki w XXI wieku.

Youtube to już nie tylko najpopularniejszy portal wideo w internecie należący do Google. Youtube to zjawisko socjologiczne :). A wraz z jego rozwojem będzie rozwijać się wspomniany zawód Youtubera. Będą powstawać nowe twory takie, jak agencje zrzeszające twórców i dbające o ich prawa i zyski. To wszystko się tak naprawdę zaczyna. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę drogi czytelniku, że być może wszystkim się wydaje, że Youtuberzy walczą o zainteresowanie odbiorców tylko między sobą. Jednak już niebawem będą oni stanowić poważne zagrożenie dla tradycyjnej telewizji! Jak bardzo telewizja widzi w tym zagrożenie widać chociażby po tym, że wszystkie liczące się stacje mają swoje kanały.

W Polsce tradycyjnie mamy do czynienia z kompletną mozaiką. Z jednej strony są przypadkowi twórcy, którym przypadkiem coś wyjdzie. Z drugiej strony widać coraz większą profesjonalizację starszych wyjadaczy. Jednym z moich ulubionych twórców jest Krzysztof Gonciarz, który ze swojej strony serwuje bardzo dobry jakościowo content. Jest to człowiek, który pracował jako dziennikarz i widać obycie i przygotowanie do takiego typu twórczości. Szczególnie głośno zrobiło się o nim jakieś 2 miesiące temu, gdy udało mu się zdobyć rekordową kwotę sponsoringu od swoich fanów na jednym z serwisów crowdfundingowych. Co prawda wywołało to falę kolejnych prób dorównania mu, ale tak naprawdę nie wyszło to tym twórcom na dobre. Nie do tego jednak zmierzam. Gonciarz, czy Jakóbiak są przykładem na to, że można to robić profesjonalnie. Obaj panowie robią swoje filmiki z wyjątkowym smakiem. To cieszy!

Wiadomo już, że ciężko będzie pobić rekord Wardęgi z psem-pająkiem. Jak sam on przyznał w jednym z wywiadów: był to jego strzał życia. Ja jednak głęboko wierzę, że stworzy on jeszcze wiele ultrapopularnych produkcji :). Wielką siłą psa pająka była jego uniwersalność językowa. Nie trzeba znać jakiegokolwiek języka, aby zrozumieć ten żart. Tutaj nie mają łatwo intelektualiści, którzy uwielbiają gadać po polsku, bo ogranicza to ich widownie, a tłumaczenie z napisami to jednak nie to samo. Z drugiej jednak strony widać, że popularne filmiki mają ponad 100.000 wyświetleń. Nie wiem czy tacy twórcy, jak Gonciarz czy Jakóbiak nie wychodzą na tym wszystkim najlepiej, ponieważ każdy ich filmik ma taką oglądalność. A skąd tu pieniądze?

Pojawiło się śmieszne określenie hajs z jutuba. Lubią go używać Ci, którzy mają tak dużo wyświetleń. Widzę tutaj syndrom polskiego hiphopu jeśli zarabiasz porządne pieniądze to już nie jesteś prawdziwy i się sprzedałeś. Tylko wydaje mi się, ze youtuberzy mają z tym mniejszy problem niż hiphopowcy. Więc skąd ten hajs? Przede wszystkim od samego Google, który dzieli się wpływami z reklam. Z drugiej strony mogą być na przykład odcinki sponsorowane, na których można naprawdę dużo zyskać. I co ciekawe zainteresowani taką współpracą są naprawdę duzi gracze. Kolejną opcją jest sponsoring od samych fanów, ale jak na razie tylko Gonciarzowi to wyszło na dobre :). Może na naszym podwórku nie jest jeszcze tak dochodowo, jak mają to youtuberzy z USA, ale widać, że branża się profesjonalizuje. Co nie zmienia faktu, że w każdej chwili może pojawić się amatorski filmik, który pokaże, że jest hardkorem i stanie się hitem internetu. Ale to zazwyczaj to jednorazowy strzał, a przecież w tym biznesie chodzi o powtarzalność sukcesu i stałe grono odbiorców. A wtedy hajs z jutuba się zgadza :).

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Workplace by Facebook tak ostatecznie ma nazywać się platforma przygotowana przez firmę Marka Zuckerberga, która będzie przeznaczona dla firm. Jak mówią twarde dane: korzysta z niej już tysiąc organizacji. Co myślę o takiej idei i czy uważam, że Workplace odniesie sukces?

Jak to mówili wielcy tego świata: Sukces ma wielu ojców, a Porażka jest sierotą. Większość wielkich organizacji ma w swojej historii produkty, które nie okazały się wielkim hitem chociaż właśnie tak je typowano. Szczególnie jest to widoczne u słynnego Google. Larry Page i Sergiey Brin zamkneli dziesiątki projektów, które nie okazały się wielkim sukcesem. Jedno z nich bardzo polubiłem. Był nim Google Wave lub Buzz (te dwa projekty się przenikały), który był ciekawym podejściem do komunikacji. Jak się jednak okazało: zainteresowanie nie było tak duże, aby ten projekt rozwijać. Facebook również ma w swojej historii kilka inicjatyw, z których musiał zrezygnować. Była to na przykład wewnętrzna waluta, która miała ułatwić granie w gry. Czy Workplace odniesie większy sukces?

Przede wszystkim trzeba powiedzieć rzecz oczywistą: pomysł jest genialny w swej prostocie. Może i firmy mają już takie narzędzia jak Skype czy Slack i są w stanie dobrze się komunikować. Cały czas standardem jest również stara, poczciwa poczta e-mail. Facebook może przewrócić wszystko do góry nogami. Tym bardziej, że model biznesowy jest zgoła inny od tego który znamy. Będzie tutaj opłata abonamentowa, a nie reklamy. Temat jest tak naprawdę mocno do ugryzienia, bo sytuacja na tym rynku się jeszcze nie wykrystalizowała. To po prostu kolejny etap kształtowania sieci społecznościowych. Najpierw zaczęliśmy podawać swoje dane przy sprzedaży internetowej, czy e-mail, aby dodać się do newslettera. Następnie anonimowość, którą do tej pory znaliśmy stała się mitem. A dzisiaj portal społecznościowe nieuchronnie zmierzają w stronę w biznesu.

Mam wrażenie, że jeśli chodzi o usługi dla biznesu, to lepiej prezentuje się Google zaczynając od kalendarzy, przed dokumenty, czy kończąc na Hangoutach. Sama idea GMAIL dla firmy jest mocno zyskowna dla giganta z Doliny Krzemowej. I na to pole wchodzi Facebook, który chce dokonać całkiem sporej rewolucji. Myślę, że ten plan może się powieść. Tylko pamiętajmy, że sytuacja jest zgoła odmienna od tej, z którą mieliśmy do czynienia całkiem niedawno. Chodzi mi oczywiście o przegraną walkę Google Plus  z Facebookiem. Tym razem to FB wchodzi na terytorium Google i wygląda na to, że nie będzie chciał brać jeńców. Swoją drogą: Google Plus świetnie się nadaje do wykorzystywania go w takich celach, jak Workplace, a w połączeniu z pakietem pozostałych usług robi się solidna konkurencja.

Myślę, że Workplace może mocno zamieszać na rynku. Facebook już nieraz pokazał, że jest on ważna firmą technologiczną w świecie biznesu i zwykłych ludzi. Dzisiaj ma okazje poszerzyć zakres działalności wykorzystując przyzwyczajenia ludzi, których już zdobył. Bardzo szczytny wydaje się fakt, że szkoły i organizacje nonprofit mają mieć to wszystko za darmo. Chociaż to na firmach Facebook chce zarabiać. Czy one są gotowe za to płacić? Myślę, że sytuacja się diametralnie zmienia. Pewnie nie doczekamy się za szybko jakiegoś konta premium w standardowym Facebooku, ale konto premium dla firm w przypadku Workplace ma ogromny sens. Bo firmy już dojrzały do płacenia za tego typu usługi. Przykładem jest wymieniany przeze mnie Slack. A rynek dopiero się zaczyna. Dzisiaj standardem jest korzystanie z internetu w miejscu pracy. To kwestia czasu aż wszyscy będą korzystali z takich projektów jak Workplace. I w tym kontekście Facebook ma ogromne szanse ugrać jak najwięcej!

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

O Polsce wśród Polaków mówi się bardzo różnie. Są to często nieprzychylne opinie. Jak jest w przypadku biznesu i innowacji? Niestety: podobnie. Czy wobec tego nie mamy się w tych dziedzinach czym zachwycać? Czy Polacy i ich pomysły naprawdę prezentują się tak źle? Przeanalizujmy to! :)

Cały czas czekamy na polskiego jednorożca (firmę z dziedziny nowych technologii, której wartość rynkowa przekroczyła miliard dolarów). To jednak nie oznacza, że nie mamy powodów do dumy. Zależność jest dość prosta: nasz rynek jest za duży. Ale za duży na co? Gdy tworzono Skype (jeden z największych hitów poprzedniej dekady), to twórcy nie mieli wyboru musieli od razu uderzyć na świat, bo ich rynek był na tę usługę za mały. W Polsce żyje 38 milionów obywateli, są miliony firm rynek jest ogromny.

To oczywiście nie oznacza, że nie przybywa nam graczy klasy światowej. Allegro było początkowo polskim tworem. Kolejne przejęcia zmieniały narodowość właściciela. Dzisiaj firma ta jest jedną z największych firm internetowych w rejonie Europy Środkowej z wyceną sięgającą 3 miliardów dolarów. Jednak gdy mówi się o jednorożcach, to unika się zestawienia Allegro z tą ideą, bo nie jest ono w rękach Polaków. Jednak trzeba przyznać, że odniosło ono ogromny sukces. Innym przykładem może być NK. Nie wiem jakie są aktualne statystyki serwisu (został on przejęty przez Grupę Onet), ale swego czasu było to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w Polskim internecie. Pomysł przegrał jednak z Facebookiem i dziś jest bardziej uważany za portal gamingowy, niż portal społecznościowy.

Lista firm, które przegrały z zagranicznymi odpowiednikami jest dłuższa. Facebook pokonał również Gadu-Gadu, które swego czasu było ulubioną formą komunikacji internautów w Polsce. I choć nadal firma jest warta miliony (została przejęta przez fundusz Xevin), to jednak jej blask gaśnie. Zawsze fascynowało mnie to, co nie wyszło eBayowi, a mogło się udać Naspers (wtedy kiedy był zarówno właścicielem GG i Allegro): połączyć potencjał aukcji internetowych i komunikatora. Ebay swego czasu miał Skype (dziś jest ona własnością Microsoftu) i mógł to naprawdę dobrze rozegrać. Niestety nic z tego nie wyszło. Również Naspers nie wykorzystał należycie tego potencjału w polskiej skali. Dziś GG jest już sprzedane, a Grupa Allegro jest do sprzedaży szykowana.

Warto jednak spojrzeć na takie pomysły jak Fotka.pl Rafała Agnieszczaka. To przemyślany model biznesowy, który uderza w konkretny target. Bardzo mi się podobało określenie samych twórców, że portal ten jest jak dyskoteka. Z takim podejściem Facebook jest to portal, w którym szukamy ludzi, których już znamy, a na fotce poznajemy nowych ludzi. Portal rozrósł się do ogromny rozmiarów, które w gruncie rzeczy są mocno imponujące. I choć portal wyrósł na kanwie prostego pomysłu oceniania zdjęć, to dziś jest mistrzem w swojej klasie. Jakby dobrze się przyjrzeć to jest on mocno unikalny w skali światowej i do dziś zastanawiam się czemu nie ma jego angielskiej wersji? Być może Agnieszczak jest za mocno zapatrzony w polski rynek i szukanie nowych biznesowych szans. A trzeba przyznać, że działa on w tej materii bardzo konkretnie prowadząc Startup School, który jest jednym z ciekawszych polskich akceleratorów przedsiębiorczości. Ja jednak uważam, że Fotka jest jego najlepszym produktem i powinna ona uderzyć na inne kraje.

Jednym z ciekawszych przedsiębiorstw internetowych w Polsce jest Brand24, które ma doskonały marketing. Jest to firma, która zdecydowała się uderzyć na rynki międzynarodowe i idzie im to naprawdę świetnie. Na przykładzie Brand24 widać, jak na razie są tworzone przede wszystkim aplikacje na rynek B2B. Wynika to najprawdopodobniej z rozwoju internetu w Polsce. Wydaje mi się, że w miarę tego, jak świadomość polskich internautów będzie się powiększać, to twórcy aplikacji skierują się bardziej w kierunku rynku konsumenckiego. Na chwile obecną większość liczących się nowych aplikacji jest skierowana dla firm. Wracając jednak do Brand24, w którego ostatnio zainwestowali twórcy innego hitu LiveChata, to myślę, że spółkę tę czeka świetlana przyszłość. Jak przyznają sami twórcy: najważniejsze jest wykonanie, a nie to czy produkt jest innowacyjny. Brand24 nie był pierwszą tego rodzaju aplikacją. Był jednak świetnie wykonany i wykończony. Dziś dawnych konkurentów już nie ma, a Brand24 święci triumfy.

Nie da się w jednym felietonie opisać tych wszystkich polskich firm, w których jest ogromny potencjał. Polska ma z czego być dumna! Może jeszcze nie mamy swojej Doliny Krzemowej, ale mamy wielki potencjał. Za 10-15 lat będziemy mieli wiele jednorożców, które będą znane na całym świecie. Jestem o tym przekonany!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Mijające dni przynoszą nam informacje na temat jednej z najbardziej medialnych spółek internetowych. Snap Inc. (dawniej Snapchat) zaczyna wpływać coraz szerzej na naszą codzienność. Oprócz zmiany nazwy spółki (co najprawdopodobniej oznacza podążanie śladami Google w nazywaniu kolejnych projektów) hitową informacją okazują się snapowe okulary, które mają pozwolić na kręcenie 10 sekundowych filmików z perspektywy oczu. Czy to jakiegoś rodzaju rewolucja, czy kolejny fajny gadżet?

Jakby dobrze się przyjrzeć rozwojowi firm stricte internetowych, to widać, że następuje taki moment kiedy internetowość przestaje wystarczać. Tak było w przypadku Google, które stworzyło Nexusa, oraz tak było w przypadku Amazonu, który zdecydowała się na stworzenie Kindle. Snap nie idzie tutaj nową drogą jedynie jego gadżet jest mniej skomplikowany technologicznie. Własny smartfon (uwzględniając stworzenie systemu operacyjnego Android), oraz własny czytnik ebooków być może wyglądają na proste gadżety. W gruncie rzeczy to Spectacles (bo tak nazywają się okulary), to będzie bardziej sukces marketingowy niż technologiczny.

Idea jest dość prosta. W specjalnych okularach przeciwsłonecznych zamontowano kamerki, które służą do nagrywania 10 sekundowych filmików z perspektywy widzenia osoby noszącej. Filmik ten można szybko przesłać na swojego smartfona, a stamtąd już prosta droga do Snapchata. Jak więc widać: nie jest to skomplikowana idea, ale może ona mocno zrewolucjonizować ten rynek. Okulary stały się elementem lifestyleu, a to oznacza, że zakładane 3 warianty tego wynalazku mogą szybko okazać się niewystarczające. Czy widzisz już ten wielki potencjał jaki niesie współpraca z wielkimi markami mody? Aczkolwiek nie wiem czy to dokładnie jest celem producentów. Być może chcą oni pozostać niezależni od innych firm i tylko kwestią czasu okaże się jak kolejni projektanci będą tworzyć specjalnie dla nich!

Tak, jak już napisałem: technicznie nie jest to nic skomplikowanego. Nie ma co porównywać tego z Google Glass, które mimo swojej rewolucyjności przeszły dopiero w drugą fazę testów. Spectacles to produkt adresowany do konkretnej grupy odbiorców. Jest to grupa młodych ludzi, którzy uwielbiają dzielić się informacjami ze swojego życia z całym światem. W takiej niszy jest ogromny potencjał! Z pewnością wielu z nich wydaje pieniądze swoich rodziców, co przychodzi im z łatwością. To jednak kwestia czasu, aż sami zaczną dobrze zarabiać dzięki świetnemu wykształceniu. Czy nadal będą oni wtedy użytkownikami Snapchata? Tutaj trudno coś więcej powiedzieć. Internet ciągle się zmienia. Tworzą się nowe nisze i pojawiają się coraz bardziej zróżnicowane produkty. Mocną przewagą Snapchata zawsze było targetowanie. Kto jest użytkownikiem Facebooka? Każdy! Kto jest użytkownikiem Snapchata? Młodzi ludzie, którzy uciekli z FB, bo nie chcieli być na jednym portalu ze swoimi rodzicami :).

Snap Inc. jeszcze mocno zatrzęsie rynkiem! I to nie tylko tym internetowym! Dwudziestoparoletni miliarderzy mają głowy pełne pomysłów i jeden z najlepszych zespołów w Dolinie Krzemowej. Dzisiaj nie trzeba stworzyć mega innowacji aby podbić rynek. Już pisałem na ten temat felieton: mikroblogi? Video w sieci? Gdzie tu innowacja? Podobnie jest z ideą snapów. Tymczasowość postów jest ciekawa, ale nie jest to taka innowacja jak pierwszy samolot pasażerski. Dzisiaj liczy się konsekwencja i wykonanie. A to Evanowi Spiegelowi i jego kumplom świetnie wychodzi!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

O sukcesach takich firm, jak Amazon, eBay, czy Alibaba słyszymy codziennie. Co je łączy? Ich model biznesowy oparty jest na e-commerce. Ale przecież ta dziedzina biznesów internetowych to nie tylko wielcy miliardowi gracze. To także tysiące małych i średnich firm, które albo coś sprzedają w swoich sklepach internetowych, ale przygotowują narzędzia dla tych pierwszych. Czy można rzec, że branża ta jest skazana na sukces?

Zacznijmy od tych największych: już samo to, że Jeff Bezos, prezes Amazonu jest ciągle w top10 najbogatszych ludzi świata, a oferta publiczna Alibaby był największą tego typu ofertą w historii świadczą o tym, że da się tutaj zarobić ogromne pieniądze. Czy jednak jest jeszcze szansa aby dojść do takiego niebotycznego poziomu? Oczywiście! Należy pamiętać, że wymienione firmy też kiedyś były małe. W jednym z poprzednich wpisów napisałem, że internet się dopiero zaczyna i zdanie to podtrzymuję. Nie należy się przejmować, że są megaduzi gracze wyceniani na miliardy dolarów, bo cała impreza dopiero się zaczyna. Ten kto jest dziś duży kiedyś był mały. Cały czas są ogromne szanse na sukces. Tym bardziej, że internet jest miejscem gdzie naprawdę wszystko może się zdarzyć.

Polityka Amazonu polegała przede wszystkim na wojnie cenowej. W perspektywie czasu prawdziwe pieniądze zaczęli oni zarabiać na produktach wirtualnych, jak ebooki, czy Amazon Web Service. Oczywiście nie można umniejszać roli wysyłania książek czy płyt. Tutaj również są potężne zyski, o których większość firm może marzyć. Jeśli jednak chodzi o marże to są one dużo większe na produktach wirtualnych. Do legendy przeszła historia o Jacku Ma (założycielu Alibaby), który chciał, aby jego produkt rósł bez ograniczeń i dopiero w przyszłości chciał zażądać za niego opłat. Przystopowali go inwestorzy, którzy wymagali zysków. Przypomina to trochę sytuację, gdy Scully powiedział Jobsowi, że podnosi cenę Maca, bo ludzie muszą zapłacić za marketing. To najprawdopodobniej był moment, w którym Maci przegrały z Pcetami. Na szczęści inwestorzy Jacka Ma mieli więcej szczęścia i nie pojawiła się jakaś gigantyczna konkurencja. Pytanie jednak co by się stało gdyby ten wizjoner dopiął swego?

Coraz więcej słyszy się o szalonych pomysłach największych e-commerce'owych firm. A to przesyłki będą dostarczać drony, czy jeżdżące po ziemi roboty, a to pakujących ludzi zastąpią maszyny. I choć wiele z nich to czysty chwyt marketingowy, to jednak widać jak branża ta rozwija się w niewyobrażalnym tempie. Rewolucja mobilna sprawia, że będą pojawiać się kolejne ciekawe pomysły na ehandel. Oczywiście większość z nich upadnie, ale czy nie jest to powtórka z rozrywki z czasów gdy takie projekty jak Amazon czy eBay dopiero powstawały?

 

Przejdźmy może jednak do mniejszych firm, których są tysiące w samej Polsce. Dzisiaj to nie jest coś kosmicznego mieć sklep internetowy. Wiadomo, że jeśli nie ma się kompletnie żadnej wiedzy technicznej, to trzeba komuś to zlecić. No chyba, że zdecydujemy się na platformę sklepową, których już dziś jest sporo do wyboru. Najprawdopodobniej najbardziej znaną platformą jest IAI Shop, której prezesem jest Paweł Fornalski. Wiarygodność dodaje to, iż jest to Spółka Akcyjna notowana na NewConnect. Po co robić wszystko samemu, skoro można skorzystać z gotowych rozwiązań. Oczywiście takich platform jest znacznie więcej i należy dostosować ofertę do swoich potrzeb. Chodzi mi jednak o coś innego: to pokazuje poziom rozwoju e-commerce. Kiedyś to była karkołomna operacja, aby mieć własny sklep. Były gotowe darmowe lub płatne skrypt, ale zostawiały one wiele do życzenia. Gdy jednak standardem stał się model Software as a Service, wszystko nabrało rumieńców.

Wróćmy jednak do samych sklepów. Czy jest szansa, aby stworzyć sklep, który będzie przynosił konkretne pieniądze? Oczywiście! Coraz więcej osób korzystających z internetu kupuje w nim. Wzrosty są nie do odtworzenia w biznesie tradycyjnym. Dzisiaj każdy może założyć swój sklep i odnieść wielki sukces. Wiadomo oczywiście, że ważne jest aby trafić w niszę i dawać pięciogwiazdkową obsługę klienta, bo na walkę cenową mogą sobie pozwolić tylko najwięksi. To obsługa klienta, staje się tym elementem, który ma przeważające znaczenie w kwestii ehandlu. Pamiętam, jak hasłem agencji reklamowej, z którą współpracowałem było: Jakość nic nie kosztuje kosztuje jedynie jej brak. I tak właśnie jest z wymienioną obsługą klienta. Jeśli nie jesteś w stanie dać niższych cen niż konkurencja, to może warto się zastanowić czy nie dać wyższych, a w zamian zapewnić obsługę klienta na najwyższym poziomie. Oczywiście mocno zależy to od specyfiki branży, ale wiara w to, że wygrywają tylko niskie ceny jest dość złudna. Chociaż z drugiej strony na tym przede wszystkim bazował Amazon.

Cały czas mocno utrzymuje się sektor aukcji internetowych. Warto jednak pamiętać, że nigdzie tak jak tu nie sprawdza się zasada, że pierwszy bierze wszystko. Wiadomo eBay próbował wielokrotnie zdetronizować Allegro w Polsce i się nie udało. Jednak na świecie to właśnie eBay wiedzie prym w tej dziedzinie. Czy jest szansa, że ktoś kiedyś zagrozi liderom? Myślę, że taka szansa zawsze istnieje, bo swego czasu to aukcje internetowe były wielką innowacją, a dziś są rzeczą oczywistą. Ten rynek jest tak ogromny, że spokojnie może się tu jeszcze pojawić kilku dużych graczy. Warunek jest jednak taki, że wprowadzą oni jakieś spore innowacje do tego modelu. Do tego stopnia, że na pewnym poziomi ogólności nie będą oni nawet konkurencją dla takiego Allegro. Mam wrażenie, że za10groszy.pl nie jest pomysłem, który mocno może zagrozić pozycji Allegro. Choć oczywiście mogę się mylić :).

Wraz z rozwojem internetu coraz prężniej będzie się rozwijał ehandel. Jestem przekonany, że będzie on motorem napędowym rewolucji mobilnej, czy internetu rzeczy. To kwestia czasu jak kolejni duzi gracze zdecydują się jeszcze mocniej wejść w internet, oraz jak pojawią się kolejne tysiące małych i średnich sklepów. Czy jesteśmy na to gotowi? Statystyki pokazują, że coraz mocniej kochamy kupować w internecie. Jego wygoda i dostępność przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu jest czymś z czym trudno konkurować. Handel w internecie to przyszłość! Pomyśl czy nie byłoby warto w to wejść? :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Lech Kaniuk człowiek symbol, który zrewolucjonizował w Polsce zamawianie jedzenia przez internet. Jego PizzaPortal w przeciągu kilku lat stał się niekwestionowanym liderem, a on sam był w stanie sprzedać go międzynarodowemu koncernowi za 120 milionów złotych! Co planuje teraz gdy ostatecznie odchodzi z PizzaPortal?

Jak podają źródła: 3 lata temu stał się on, obok Łukasza Wejcherta, inwestorem w ciekawym start-up'ie iTaxi. Zasada działania przypomina Ubera, ale zamiast zamawiać prywatnych kierowców, to zamawia się taksówki. Oczywiście wszystko odbywa się za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Pomysł genialny tak, jak Uber wykorzystuje jednak dawno ukształtowane struktury korporacji taksówkowych. I choć mówi się o tym, że oprócz usług przewozu osób ma się również pojawić szybki przewóz przesyłek, to myślę jednak, że to przewóz osób taksówkami będzie rdzeniem tego biznesu.

O iTaxi mówi się coraz więcej w mediach, co oznacza, że aplikacja ta jest interesująca i stanowi realną kontrofensywę dla Ubera. O korporacjach taksówkowych krążą różne opinie. Patrząc jednak głębiej: skąd możemy wiedzieć czy kierowcy firm takich, jak Uber, również nie przypasowaliby do takich opinii. Myślę, że tego nie będziemy rozważać, bo jest to coś, na co nie mamy wpływu. Pozostaje nam wierzyć, że firmy takie jak iTaxi, Uber, czy MyTaxi dbają o jakość swojej usługi na każdym etapie.

Przyszedł czas gdy młody milioner Lech Kaniuk postanowił nie tylko być inwestorem w iTaxi, ale również zdecydował się na funkcję menedżerską. Jak przyznaje CEO iTaxi firma ta przestała być start-upem, a teraz jest prawdziwą firmą. Natomiast sama rola Kaniuka ma obejmować między innymi skalowanie biznesu na kolejne rynki międzynarodowe. I dobrze! Niech Uber czuje oddech Polaków również w innych krajach :). Czy to oznacza, że firma nabierze teraz nowego rozpędu? Zdecydowanie tak! Lech Kaniuk to jeden z tych ludzi w polskim światku ebiznesowym, który charakteryzuje się ogromnym doświadczeniem. Biorąc pod uwagę, że światek ten cały czas raczkuje, to z pewnością inwestorzy widzą ogromny potencjał w iTaxi.

PizzaPortal to jeden z kilku możliwych modeli biznesu internetowego związanego z jedzeniem. Nie można oczywiście zapomnieć o zamawianiu stolika online, które jest drugą najpopularniejszą formą zarabiania w ten sposób. To jednak Kaniuk i jego wspólnicy przecierali szlaki w Polsce przy zamawianiu online. Dzisiaj istnieje konkurencja dla PizzaPortal, ale popularność tego ostatniego jest nie do przecenienia. Jeśli Kaniuk powtórzy ruchy zastosowane w PizzaPortal na iTaxi, to możemy mieć pretendenta w kolejnej dziedzinie. Wszystko pokaże czas.

Tak naprawdę jeśli się nad tym zastanowić, to iTaxi może tylko na tym zyskać. W momencie kiedy firma przekracza pewną masę krytyczną i przestaje być start-up'em, to dobry manager jest na wagę złota. Czy Lech Kaniuk jest w tej roli wart tyle złota ile waży? Patrząc na wycenę jego pierwszej spółki, to może być to zaniżona wycena :). Należy także pamiętać, że drugim znanym inwestorem iTaxi jest Łukasz Wejchert, który oprócz tego, że stał się jednym ze spadkobierców Jana Wejcherta (twórcy TVN), to zasłynął z bycia bardzo dobrym prezesem Onetu. Warto również zauważyć, że zainwestował on również Virgin Mobile w Polsce. Także iTaxi - życzę powodzenia!

Pozdrawiam
Paweł F. Kowalski

 
Play do wzięcia! 2016-09-07 19:34
 Oceń wpis
   

Play stał się drugim graczem na rynku telekomów w Polsce. Jest to imponujące biorąc pod uwagę, że sieć ta jest najmłodsza wśród dużych graczy. Właściciele najprawdopodobniej doszli do wniosku, że jest to łakomy kąsek, na którym można dobrze zarobić. Kwota wyceny, która się pojawia od akcjonariuszy, to... 12 miliardów złotych! Kwota robiąca wrażenie. Co jednak najważniejsze: na telefonii komórkowej da się zarobić i to sowicie!

Chyba każdy ktoś interesuje się nieco bardziej polskim internetem słyszał o wielkiej transakcji na rynku domen sprzed kilku lat. Chodziło oczywiście o domenę play.pl. W zależności od źródeł kwota, którą ustalono z poprzednim właścicielem oscylowała między 2 a 4 miliony złotych. Najprawdopodobniej był to jeden z rekordowych wyników, a może nawet najwyższy w historii rynku domowego w Polsce. Czymże jest jednak te nawet 4 miliony złotych, gdy dzisiaj słyszymy o wycenie spółki na miliardy złotych. Wiadomo jednak, że poprzednia domena playmobile.pl nie była tak atrakcyjna i oczywista, jak play.pl. W takim kontekście obie strony zyskały na tej transakcji.

Głośnym przejęciem na rynku telekomów sprzed kilku lat było kupienie przez Zygmunta Solorza-Żaka firmy Polkomtel, właściciela marki Plus. Również mówiono wtedy o miliardach, bo właściciel Polsatu zdecydował się nawet zadłużyć, aby tej transakcji dokonać. Była to największa transakcja przejęcia przez Polaka. Dzisiaj Plus stał się częścią solidnej grupy marek, a najważniejszą ideą jest tworzenie pakietu usług, które sprzedaj się razem. Gdy stworzymy pakiet SmartDom, w którym jest zarówno telefonia komórkowa, internet LTE, czy telewizja cyfrowa, to kupując to razem możemy uzyskać lepszą cenę. I to jest najważniejszy pomysł nowych właścicieli Plusa. Wydaje się prosty jednak tak, jak pisałem parę felietonów temu to w prostocie jest siła innowacji.

Pozostali operatorzy na polskim rynku również starają się poszerzać pakiet usług dołączając na przykład usługi bankowe. Play jakby trzyma się od tego z daleka skupiając się na swoim CORE działalności. Jak widać wychodzi mu to na dobre, ponieważ dzisiaj jest numerem dwa wśród operatorów komórkowych. I choć nastają czasy, gdy telefonia komórkowa jest zastępowana komunikatorami internetowymi, to jednak cały czas będzie wygrywał ten, kto dostarczy wysokiej jakości internetu do najnowszych urządzeń klasy smartfon. Widzimy, jak silnie zakorzeniło się w nas Polakach kupowanie pakietu usług, do którego są dodawane kolejne urządzenia. A tacy operatorzy, jak Play, doskonale z tego korzystają tworząc kolejne wymyślne pakiety. Dzisiaj już nie tylko sprzedaje się tak telefon komórkowy klasy smartfon, ale również tablety, czy laptopy.

Play jest łakomym kąskiem dla dużego gracza, który będzie w stanie wykorzystać jego potencjał. Oczywiście będziemy mieć do czynienia z walką funduszy, które będą chciały na nim przede wszystkim dobrze zarobić w perspektywie kilku-kilkunastu lat. Ja jednak mam cichą nadzieję, że nastąpi tu efekt kooperacyjny, w którym duży gracz z podobnej branży decyduje się wkroczyć do gry na polski rynek. Aczkolwiek czy nie właśnie tym jest idea wprowadzonych do Polski marek T-Mobile i Orange?

Faktem jest, że w perspektywie najbliższych kilku lat walka o klienta będzie coraz bardziej przenosić się w kierunku internetu mobilnego. Dzwonienie i SMSy oczywiście będą istnieć, bo są one zakorzenione w użytkownikach w Polsce. Mam jednak wrażenie, że to internet największy wynalazek końca XX wieku będzie decydującym elementem walki o klienta. Czy Play dalej będzie sobie tak świetnie radził?

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi