napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Może nikogo już nie dziwi, że Bill Gates jest na listach miliarderów na pierwszej pozycji, ale zaskoczyć może, że według najnowszych notowań Bloomberga jego majątek przekroczył 90 miliardów(!) dolarów. Kwota niebagatelna, ale eksperci już przewidują dzień, w którym majątek przekroczy 100 miliardów. Również uważam, że to kwestia czasu.

W czasach, których żyjemy dochodzi do ciekawego zjawiska. Powiedział o nim nawet sam Bill Gates: różnicę robi pierwszy milion dolarów, a potem to ten sam hamburger. Oczywiście fajnie byłoby znaleźć się na liście dolarowych miliarderów, ale na pewnym poziomie te kolejne miliony czy miliardy mają małe przełożenie na jakość naszego życia. Choć jak żartują ludzie starsi: nie ma takich pieniędzy zarabianych przez mężczyzna, których nie mogłaby wydać jego żona. Tylko jest jedna dość istotna kwestia: jeśli do majątku dochodzi się stopniowo samemu, to umie się rozporządzać takimi pieniędzmi. Bardzo często słyszy się o ludziach, którzy wygrali większą kwotę na loterii. Zazwyczaj jest tak, że po 5 latach nie mają żadnych pieniędzy, a jeszcze dodatkowo są w długach. Nie byli oni przygotowani na te pieniądze i takie są tego efekty.

Bill Gates do swojego majątku dochodził latami. Z perspektywy czasu można odnieść wrażenie, że dzisiaj jest łatwiej dla firm technologicznych. Mark Zuckerberg z Facebooka dość szybko został miliarderem, dzięki swojej aplikacji. To samo tyczy się młodziutkiego Evana Spiegela ze Snapchata, który dzisiaj jest jednym z najmłodszych miliarderów. Można sobie gdybać co byłoby gdyby Steve Jobs nie sprzedał swoich udziałów w Apple gdy odchodził z niego w latach 90tych. Fakt jest jednak taki, że dzisiaj to Bill Gates jest na szczycie listy Bloomberga. Należy mu się za to wielki szacunek, ponieważ dochodził on do tego ciężką pracą. Fakt: można dzisiaj dojść do miliardów szybciej (jak wspomniany Zuckerberg, który jest na 5 miejscu), ale prawdziwą konkurencją dla Gatesa twórcy aplikacji internetowych będą dopiero za kilka lat. Ciekawe jest to, że Microsoft nie jest obecnie największą firmą technologiczną, jak również to, że kilkanaście lat temu Gates sprzedał dość pokaźny pakiet udziałów i zainwestował w inne firmy. Eksperci mówią, że miało to ogromny wpływa na jego dzisiejszy stan majątku.

Godny zauważenia jest fakt, że Gates (razem z Buffetem) jest inicjatorem akcji polegającej na promowaniu wśród miliarderów deklaracji przekazania większości swojego majątku na cele dobroczynne. Stworzona przez państwo Gates fundacja już dzisiaj jest dotowana ogromnymi kwotami, które są przeznaczane np. na walkę z groźnymi chorobami w Afryce. Jest to ta dobra strona bycia niebotycznie bogatym, w której można zrobić coś dobrego dla świata. Gates i Buffet przekonali dość dużą ilość najbogatszych ludzi tego świata. Tylko czekać, aż jakiś Polak w podobny sposób się zadeklaruje!

Z dzisiejszej perspektywy można dojść do wniosku, że internet sprawił, że dużo łatwiej jest zostać miliarderem. Oczywiście lista dolarowych miliarderów wynosi lekko ponad 1.000 osób, co w porównaniu z tymi miliardami mieszkańców Ziemi wypada słabo. Zależnie od statystyk mówi się, że 90% światowego majątku znajduje się u 10% ludzi. Miały to unaoczni ruchy społeczne protestujące pod Wall Street. Bogaci ludzie również widzą ten problem. Tak jednak jest stworzony kapitalizm. Porównując go jednak z komunizmem, to nie wypada tak tragicznie. Pieniądze nie są najważniejszym wyznacznikiem tego jakim się jest człowiekiem. Bill Gates czy Mark Zuckerberg mają tak samo, jak każdy, 24 godziny dziennie. To czas jest najwyższą wartością!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Miliard w rozumie 2016-08-22 19:40
 Oceń wpis
   

Mijają bezpowrotnie czasy telewizji, w której należało się wykazać nie lada wiedzą. Kolejne sezony w popularnych stacjach telewizyjnych są coraz bardziej nastawione na stricte rozrywkę, niż rozrywkę opartą na wiedzy. Jaka czeka nas przyszłość telewizji?

Uwielbiam program Jeden z dziesięciu, który jest od lat taki sam. Prowadzący Tadeusz Sznuk jest uważany za największą osobowość telewizyjną. Jeden z dziesięciu jest tym programem, w którym naprawdę trzeba mieć wielką wiedzę, aby wygrać. Do dziś fascynujący jest fakt, że nagrody za wygranie odcinka lub wielkiego finału nie są wcale wysokie, jak na warunki telewizyjne. Mimo to przyciąga on dziesiątki osób, które chcą sprawdzić swoją wiedzę i wziąć udział w rywalizacji. Nie da się ukryć, że wiele zależy od szczęścia, czyli na jakie pytanie się trafi. Znajdują się jednak osoby sprawiające wrażenie, że znają odpowiedź na każde pytanie. Jestem pod wielkim wrażeniem takich osób.

Innym przykładem turnieju wiedzowego jest Postaw na Milion, prowadzony przez Łukasza Nowickiego. Tutaj wydaj się również potrzebna duża wiedza, ale zdecydowanie można tu bardziej polegać na szczęściu i kalkulacji. Zasada jest taka, że ma się milion złotych, który można rozłożyć na kilka odpowiedzi. Pozostaną tylko te pieniądze, które były położone na prawidłowej odpowiedzi. Ostatnie pytanie zazwyczaj jest dla grających po prostu szczęśliwym trafem, ponieważ są to pytania, w których jedynie można strzelać zamiast wykazać się wiedzą. Czy ktoś ma pojęcie czy na przykład Księga Hioba jest dłuższa od Księgi Wyjścia? Niemniej jednak program jest prowadzony w bardzo przyjemny sposób, a trzeba przyznać, że powstała nawet gra planszowa oparta na nim. Jestem szczęśliwym posiadaczem tej gry i muszę przyznać, że oddaje ona klimat programy. Z pewnością jest to gra dla większej ilości graczy, ponieważ potrzebny jest prowadzący i przynajmniej dwuosobowy zespół.

Poza tymi dwoma programami nie widzę wielkich hitów, które by przyciągały tłumy i były oparte na wiedzy uczestników. Kiedyś było ich mnóstwo zaczynając od tvnowskich Milionerów, czy polsatowej Awantury o Kasę. To, że ludzie chcą coraz mniej takich programów powoduje, że po prostu jest ich mniej. Pamiętajmy, że telewizja podąża za oczekiwaniami swoich odbiorców. Dziś królują przede wszystkim programy paradokumentalne, które przedstawiają prawdziwe historie wymyślonych bohaterów. Przeraża mnie to, że coś takiego wygrywa z dobrymi programami wiedzowymi. Fakt można to obejrzeć z trzy razy, ale potem historie zlewają się w jedną bezbarwną całość. I nie ma co tu zarzucać konkretnej stacji, ponieważ wszystkie liczące się stacje mają coś takiego w swojej ofercie.

Nauczyciele przez całą szkołę podstawową wpajali nam, że wiedza będzie zawsze w cenie. Dzisiaj nie widać tego w telewizji. Oczywiście ktoś, kto cały czas się rozwija i staje się ekspertem w swojej dziedzinie będzie zarabiał dobre pieniądze i nie będzie musiał się martwić o stanowisko. Mam wrażenie, że programy wiedzowe rozwijały w nas szare komórki i ciekawość świata. Nie widzę tego w paradokumentach i telenowelach. No ale wiadomo: jeśli coś lepiej się sprzedaje, to będzie puszczane w pierwszej kolejności. Jest to przykry fakt, ale trudno z nim polemizować.

Mimo wszystko życzę wszystkim jak najwięcej programów opartych na wiedzy w telewizji! Ta ciekawość świata i uruchamianie szarych komórek są bezcenne.

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W dobie internetu można dojść do wniosku, że jest coraz mniej wielkich innowatorów, którzy przewracają nasze życie do góry nogami. W historii ludzkości mamy do czynienia z krokami milowymi innowacyjności. Kolej, telefon, samochód to wszystko przełomowe wynalazki, które zmieniły nasze życie. Są one bardzo złożone i ich twórcy musieli mieć naturę wynalazcy, aby stworzyć coś tak wielkiego od podstaw. Wszystko zmieniło się gdy pojawił się internet.

Internet sam w sobie jest takim przełomowym wynalazkiem, jak samochód czy prąd. Jednak kolejne jego elementy to nie są rzeczy jakoś mocno odkrywcze. Weźmy taki mikrobloging czy video w internecie. Gdy myślimy o tych dwóch wynalazkach, to od razu pojawia nam się na myśli Twitter i YouTube. Czy to są epokowe wynalazki, na które trudno wpaść? Oczywiście, że nie! I wpadło na nie jednocześnie wiele osób. To wykonanie i skalowanie biznesu sprawiło, że dzisiaj to te dwa portale są liderami w swoich kategoriach.

Problem rodzi się odnośnie Facebooka. 10 lat temu to nie było to, co mam dzisiaj. Portal był dość prosty i przeznaczony dla studentów kilku amerykańskich uczelni. Te historię pewnie doskonale znasz z filmu The Social Network. Problem rodzi się jednak teraz gdy Facebook zaczyna poszerzać zakres swojej działalności. Nagle chce również dostarczać contentu filmowego na własnych serwerach, czy na dobrą sprawę zastąpić Twittera. Nie wspominając już nawet o tym, ze nie wiadomo jak potoczy się jego dział związany z zakupami online, czy kwestia artykułów od największych wydawców dostępnych bezpośrednio przez portal giganta. Czy Facebook zawładnie naszym internetowym życiem?

YouTube został przejęty przez Google wiele lat temu. Portal rozwijał się tak szybko, że gigant zdecydował się zamknąć swoją stronę Google Video. Większość ludzi pukała się w głowę na wieść o miliardowej transakcji. Dzisiaj, jak wiadomo inwestycja była bardzo opłacalna, a Android sprawił, że YouTube jest najpopularniejszym portalem z Video w internecie. Czy Facebook może mu zagrozić? Myślę, że istnieje takie ryzyko, ponieważ FB znacząco się rozrasta i stara się wchłonąć kolejne segmenty internetowej rzeczywistości. Mam jednak wrażenie, że marka YouTube jest na tyle silna, że będzie ona na pierwszym miejscu podium jeszcze przez długie lata.

Wracając do tematu felietonu: dziś nie trzeba wymyślić prochu, aby odnieść wielki sukces. Trzeba trafić w odpowiedni czas i wykończyć produkt na 100%. Idea Snapchata również jest bardzo prosta i nie był on kilka lat temu tym, czym jest dzisiaj. A mimo to zabiera on młodszych internautów Facebookowi. Wielkość FB może się z czasem okazać jego problemem. Kto wie czy za kilka lat nie zacznie produkować tabletów czy smartfonów. Nie zrobi czegoś w rodzaju Spotify czy Netflix. Wydaje się, że ma on jasną wizję produktu. Nie wiemy jak daleko ta wizja sięga. I nie wiemy czy za 5 lat nie za bardzo się ona rozjedzie. W polskiej rzeczywistości właśnie to zgubiło NK i GG chcieli za bardzo kopiować amerykańskie wzorce zamiast skupić się na tym, czym w rzeczywistości są. Do dzisiaj uważam ze idea nawiązania kontaktu z ludźmi z podstawówki po iluś latach jest w swej prostocie genialna. Niestety z czasem wizja się rozmyła.

NK to kolejny przykład prostego pomysłu, który odniósł gigantyczny sukces. Oczywiście nie neguję, że najtęższe mózgi naszych czasów pracują dzisiaj dla firm z sektora kosmicznego, czy biotechnologii. Ci ludzie będą zmieniać świat! Jednak proste pomysły jak video w internecie, czy mikrobloging mogą się nie wydawać aż tak wielkimi wynalazkami, ale w gruncie rzeczy takimi właśnie są. Każdego dnia mają one wpływ na miliardy ludzi! Nie trzeba odkrywać Ameryki na nowo dobry czas i dobre wykonanie, ot co.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Sky is the limit! 2016-08-06 15:50
 Oceń wpis
   

Dzisiejszy felieton pragnę napisać w nieco bardziej motywacyjnej stylizacji. Miałem nieco do czynienia ze szkoleniami motywacyjnymi kosztującymi nierzadko sporo pieniędzy, więc wiem z czym to się je. Będę jednak starał się napisać nieco bardziej treściwie niż populistycznie, ponieważ jak wiadomo konkrety przemawiają do ludzi. A nawet jeśli będą od tego odstępstwa to przecież każdemu doza motywacji się przyda :). Zaczynamy!

W świecie pędzącym z niesamowitą prędkością można odnieść wrażenie, że coś nam ucieka. Wiele osób ma wrażenie, że są ciągle w tym samym miejscu, a życie przelatuje im między palcami. Takim osobą najczęściej brakuje wielkiego celu, dla którego chce się wstać rano z łóżka i cały dzień walczyć o to aby być bliżej. Drugą opcją jest to, że wiele ludzi odnalazło już ten wielki cel jednak skupia się tylko i wyłącznie na tym, co będzie jak go osiągnie. Tacy ludzie zakładają, że jeśli osiągną to, co sobie zakładali, to wtedy dopiero staną się szczęśliwymi ludźmi. I tutaj rodzi się błąd myślenia. Często autorzy książek motywacyjnych mówią, że jeśli jesteś nieszczęśliwy gdy nie masz pieniędzy, to więcej pieniędzy uczyni Cię jeszcze bardziej nieszczęśliwym. Wszystko, co mamy to chwila obecna, bo przeszłości już nie ma, a przyszłość jeszcze nie nastąpiła. Jak to śpiewa zespół Dżem: chwila, która trwa może być najlepszą z Twoich chwil. I niech tak będzie!

W miarę tego jak zapoznaję się ze światową popkulturą, to odnoszę wrażenie, że twórcy starają się przemycić głębsze wartości. Doskonałym przykładem są słowa Jacka Sparrowa z jednej z części Piratów z Karaibów: liczy się podróż, a nie cel. Jeśli wstajesz rano i masz przeświadczenie, że musisz coś zrobić a tego nienawidzisz, to coś jest nie tak. Często ludziom wydaje się w takim momencie, że jest pewien etap, w którym ma się już wolne od przymusy i nieszczęścia, i wtedy dopiero zaczyna się żyć pełnią szczęścia. To tak nie działa! Ilu znasz ludzi, którzy są szczęśliwi mając proste zajęcie? To oni powinni stać się Twoimi nauczycielami, a nie kolejny autor motywacyjny, który sam nie wierzy w to, co pisze. Wszystko, co mamy to chwila obecna. I jakkolwiek duchowo by to nie brzmiało, to jednak jeśli nie jesteś szczęśliwy w tej chwili, to czemu miałoby się to zmienić za 5 lat?

Jeśli bierzemy się za założenie wielkiego celu, to należy pamiętać, że każda tysiąc milowa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Są setki metafor, które mają zachęcić ludzi do działania. Niektórzy stosują jakieś wymyślne techniki, które mają sprawić, że będzie nam się chciało. Prawda jest taka, że znam tylko jedną skuteczną metodę motywacyjną, a brzmi ona: rusz tyłek! Możesz sobie zakładać jakieś cudowne techniki, ale tak naprawdę w dłuższej perspektywie liczy się jedno: na sukces trzeba zapracować. To są lata nauki i ciężkiej pracy. Możesz być rozżalony i uważać, że innym coś spada z nieba, ale w gruncie rzeczy to nic nie da. A pamiętaj: gadanie jest tanie! Nie szukaj magicznych słówek, cudownych afirmacji, czy cholera wie czego rusz tyłek. Każda tysiąc milowa podróż zaczyna się od małego kroku i tu nie ma wielkiej filozofii. Oczywiście ktoś może przywołać historyjkę w stylu: Ktoś spytał mędrca: od czego mam zacząć? Jaki pierwszy krok postawić? A mędrzec spytał: a jaki jest Twój cel? Odpowiedź: jeszcze nie wiem. A mędrzec: więc to wszystko jedno dokąd pójdziesz. One są wzniosłe i znaczące, ale wszyscy mamy jedną podróż, która trwa określony czas: jest nią nasze życie. Nieważne czy jesteś Bill Gatesem, czy menelem spod monopolowego: i tak masz 24 godziny dziennie. Czas jest ograniczoną wartością dla każdego w taki sam sposób.

Czas dochodzimy do momentu, w którym można jasno stwierdzić, co jest największą wartością w życiu. Wiele osób uważa, że zmarnowało mnóstwo czasu. Pamiętaj jednak, że to kim jesteś dzisiaj jest sumą tego, co się wydarzyło w przeszłości. Każda najdrobniejsza rzecz, którą zrobiłeś ma jakiś swój wpływ na to kim jesteś i gdzie teraz się znajdujesz. Jeśli masz swój wielki pomysł, który będziesz realizował przez najbliższe kilka lat, to zawdzięczasz go temu co zrobiłeś i kim się stałeś. Jeśli takiego projektu nie masz, ale jesteś na etapie, że chcesz go mieć i właśnie go wymyślasz, to wiedz, że to wszystko co robiłeś dotychczas miało sens. Nigdy nie mów, że zmarnowałeś czas. Czasem nawet banalne rzeczy uczą nas więcej niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

Jeśli miałbym komuś radzić zakładanie wielkich celów i realizacje ich, to chyba najlepszym sposobem jest ustalić wielki cel, który sam w sobie jest naszą motywacją i rozpisać go na małe kroki. Nie musisz mieć od razu wszystkich kroków! Najważniejszy jest początek, bo kiedyś trzeba w końcu zacząć. A jak już się zacznie to sam się zdziwisz jak wielkie kroki robisz. Oczywiście musisz przygotować się na upadki. Tu znowu motywacyjna sentencja, że nie liczy się ile razy upadasz, ale jak szybko wstajesz. Każdy popełnia błędy i to leży w naszej naturze. Sukces jest złym nauczycielem. Pomyśl sobie co byłoby gdyby małe dziecko stwierdziło, że nie będzie się dłużej uczyć, bo już tyle razy się przewróciło i coś mu to nie wychodzi. Szalone? Ta analogia odnosi się do wszystkiego. Upadasz wstajesz i idziesz dalej. Przypomina mi się scena z Króla Lwa gdy Rafiki uderzył Simbę kijem w głowę, a Simba powiedział: oła ale za co? Rafiki: nie ma znaczenia to już przeszłość, Simba: ale boli nadal. Rafiki: O tak przeszłość często boli.

Jeśli masz wielki cel, dzięki któremu czujesz, że żyjesz, pragniesz rano wstać z łóżka i walczyć o swoje marzenia, to na pewno jesteś też szczęśliwym człowiekiem. To zaskakujące, że najszczęśliwsi ludzi, to Ci którzy ciężko pracują. Możesz przyglądać się życiu i spoglądać, jak ucieka Ci między palcami. Prawdziwa magia rodzi się wtedy, jak skupisz się na jednym wielkim celu i będziesz nim oddychał. Będziesz go czuł wszystkimi zmysłami. Gdy dostosujesz swoje życie dla czegoś takiego i stopniowo każdego dnia będziesz bliżej celu, to będziesz szczęśliwym człowiekiem. To nie cel się liczy tylko podróż, ale nawet najlepszy wiatr Ci nie pomoże jeśli nie wiesz dokąd płyniesz.

Znajdź swój cel, rusz tyłek i zacznij być szczęśliwy w tej chwili! :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Każdy kto choć trochę zanurzył się w internetowym świecie słyszał o Yahoo! Nazwa portalu wywodzi się od okrzyku radości. Powstał w 1994 roku, czyli za czasów, których kolejne pokolenia internautów mogą nie pamiętać. Jak poznawałem internetową rzeczywistość, to zawsze pojawiały się trzy wielkie brandy: Yahoo!, Amazon i eBay. Potem oczywiście doszedł Google, ale to już dalsza historia. Amazon i eBay mają się doskonale. Szczególnie ten pierwszy. Jest wyceniany na kilkaset miliardów dolarów! Natomiast Yahoo! radziło sobie ostatnio nieco gorzej. To może się zmienić, ponieważ zostało przejęte przez ogromną sieć komórkową z USA Verizon.

Yahoo! To protoplasta Wirtualnej Polski i Onetu. To właśnie na podstawie amerykańskiego katalogu stron inspiracje mieli twórcy dwóch polskich gigantów. Trudno mówić o kompletny kopiowaniu, ponieważ początki to nie było coś spektakularnego. A później to się rozgrywało trochę, jak z konwencją wiadomości telewizyjnych niby wszyscy kopiują amerykańskie wzorce, ale jednak one również często są zaczerpnięte od innych. Dzisiaj sytuacja jest zgoła odmienna od wspomnianej pierwszej dekady lat 90tych. Przede wszystkim internet jest dostępny niemal dla każdego. Tam gdzie go jeszcze nie ma sięgnie niebawem z pewnością nonprofitowa formuła balonów czy dronów. Powstały już tysiące firm internetowych na całym świecie. Oczywiście większość z nich upadła. Yahoo jednak cały czas jest na rynku. Według danych dostępnych za ostatnie miesiące: odwiedza ten portal miliard użytkowników! Dla Verizona była to wartość nie do pogardzenia.

Jest jedna kwestia, którą warto w tym momencie dodać: Verizon kupił kilka miesięcy temu także AOL największego dostawcę internetu w USA. W związku z tym z pewnością będzie musiał czekać na zatwierdzenie kolejnego przejęcia przez amerykański urząd antymonopolowy. Fakt jest jednak taki, że na naszych oczach powstaje gigantyczna grupa, która będzie obsługiwać najbardziej rozwinięty kraj, pod kątem internetu, na świecie. Mając takie aktywa można zawalczyć o pozycję lidera związanego z internetem. Czy Verizon dobrze to wykorzysta? Z pewnością nie robi tego wszystkiego tylko po to, aby mieć ciekawy portfel marek. Myślę, że jest to znacznie większy plan, którego po kawałku będziemy poznawać przez kolejne lata!

Bardzo ciekawa wydaje się kwestia udziałów Yahoo w chińskim portalu Alibaba. Z tego, co zrozumiałem z doniesień prasowych: Verizon nie kupił tej części aktywów Yahoo! Myślę, że wartość tych akcji będzie stopniowo wzrastać, ponieważ na dzień dzisiejszy Alibaba jest dużo większą spółką niż samo Yahoo! Z pewnością znajdzie się chętny na te aktywa. A może odkupi je sam Jack Ma prezes Alibaba? Na miejscu Verizona nie rezygnowałbym z zakupu tych aktywów, ponieważ będą one coraz cenniejsze. Nie wiem tylko czy tak potężnej spółce potrzebne są aktywa inwestycyjne. Warto zauważyć, że przejęcie Yahoo! zapowiada się jako część większego planu. Pewnie głównie z tej perspektywy postrzegano ten krok.

Z doniesień prasowych można się dowiedzieć, że to koniec niezależności Yahoo. Pytanie tylko czy ma to jakieś większe znaczenie dla amerykańskich użytkowników. Możliwe, że Verizon pójdzie drogą, którą w Polsce podąża Zygmunt Solorz-Żak: zaczął on od telewizji, a dzisiaj jest właścicielem sieci komórkowej, oraz największą platformę cyfrową. Jego pomysł na pakiet SmartDom okazał się wielkim hitem. Jak wiele można osiągnąć na rynku amerykańskim gdy ma się sięć komórkową, portal internetowy i dostawce internetu? Moim zdaniem możliwości są nieograniczone!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Nokia – reaktywacja! 2016-07-24 19:23
 Oceń wpis
   

Myśląc o Nokii większość z nas wspomina tę firmę z sentymentem, a może nawet nostalgią. Bazując na tym jedna z największych potęg telekomunikacyjnych w historii chce wrócić do gry. To fascynujące, że był moment, w którym Nokia miała większość udziałów w rynku telefonów komórkowych. Było to do takiego stopnia zakorzenione, jak zakorzeniły się w języku codziennym adidasy, czy jeep. Był czas, że Nokia i telefon komórkowy to było niemal to samo. Ale wtedy pojawił się Jobs i wywrócił wszystko do góry nogami.

Czy Nokia jest jeszcze w stanie odbudować swą potęgę? Oczywiście! Będzie to piekielnie trudne i wymagające, ale w tej branży nic nie jest dane raz na zawsze. Skoro Nokia została zdetronizowana przez Apple i Androidowe Konsorcjum, to ona sama może zrobić dokładnie to samo. Różnica jest jednak taka, że stanie się częścią konsorcjum Google. Tą drogą idą najwięksi, jak i malutcy gracze. Google jest uważane za wielkiego innowatora, który pozwala w ramach jednego ekosystemu działać setką firm. Tak, jak podkreślałem już wielokrotnie w felietonach na tym blogu: dzisiaj walczy się ekosystemem, a nie konkretnym produktem.

Microsoft jest jedną z tych firm, która przespała mobilną rewolucję. Co prawda dziś jego system mobilny jest na podium, ale nie jest to powód do dumy. Windows jest często pomijany przez twórców aplikacji. Na start musi być koniecznie aplikacja na Androida i iOS. Windows jest mile widziany, ale nie jest to system bez obecności, w którym świat się zawali. Znajdując się w takiej sytuacji Microsoft postanowił wyprzedzić fakty i kupił od Nokii jej dział mobilny. Oznaczało to niestety, że do końca 2015 roku Nokia nie mogła tworzyć urządzeń pod tą marką. Czas ten minął i Nokia wraca do gry. Najpierw pojawił się tablet N1, a teraz zapowiadane są dwa nieco bardziej luksusowe smartfony od Finów. Czy to będzie wielki powrót?

Wszyscy wiedzą doskonale jaką potęgą była Nokia. To była jedna z tych firm, którą znał niemal każdy. Czy to nie wydaje się nieco szalone, że z ponad 50% udziałów w rynku telefonów, spadła do kilku procent sprzed paru lat? Jak to właściwie możliwe? Podobnie jak Microsoft Nokia przespała moment mobilnej rewolucji. Kiedy wszyscy produkowali już własne smartfony, to Nokia uparcie tworzyła nieco bardziej tradycyjne telefony, do których Finowie nas przyzwyczaili. Założenie iPhonea było dość proste: połączyć 3 urządzenia w jedną całość. Telefon komórkowy, odtwarzacz muzyki i przeglądarkę stron internetowych. W tym samym czasie Nokia forsowała dalej MMSy, które jak wiemy nie okazały się zbyt wielkim sukcesem. Do boju z Jobsem stanęli właściciele Google tworząc Androida. Wtedy Nokia zaczynała się coraz mniej liczyć na tym rynku. A to z tego prostego powodu, że rynek ten został przedefiniowany. Trochę przypomina mi to scenę z jednego z filmów z Clooneyem i Pitem z serii Ocean, w którym jeden z informatyków mówi do nich: Macie klasę, ale gracie analogowo w cyfrowym świecie. Trudno to odnieść bezpośrednio do słów analogowy i cyfrowy, ponieważ Nokia jest firmą telekomunikacyjną, ale założenie jest podobne: Nokia przespała mobilną rewolucję.

Odwiecznym problemem Nokii był system operacyjny. Najpierw były to dedykowane systemy operacyjne, które zmieniały się ciągle. Było tak do czasu aż pojawił się Symbian. Właściwie to Symbian już sobie istniał, a Nokia dalej decydowała się na dedykowane systemy. Problem z nimi polega na ciągłym braku aplikacji pisanych specjalnie na nie. Nikt właściwie nie wie dlaczego Nokia porzuciła Symbiana na rzecz współpracy z Microsoftem. Symbian miał ogromne możliwości i potrzebował wsparcia tak dużego gracza. Wtedy wszystko się rozstrzygało i Nokia razem z Symbianem mogła wygrać walkę z Apple i Androidem. Dzisiaj Nokia decyduje się na Androida, co oznacza, że Symbian praktycznie umarł. A szkoda, bo był to bardzo ciekawy system operacyjny do telefonów komórkowych.

Należy pamiętać, że Nokia to jeden z tych brandów, które wspomina się z przyjemnością. I na tym mogą bazować Finowie gdy włączą się do walki na ogromnym rynku smartfonów. Trudno uwierzyć w to, aby ponownie mieli ponad 50% udziałów. Jednak tak jak mówią trenerzy piłkarscy: dopóki piłka w grze wszystko możliwe.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Pokemony opanują świat! 2016-07-15 19:07
 Oceń wpis
   

Z czasów dzieciństwa doskonale pamiętam pierwszy szał na Pokemony. Większość dzieciaków oglądało wtedy serial animowany firmowany przez sympatycznego elektrycznego pokemona Pikachu. Wiele osób grało również w gry wydane na GameBoya, które pozwalały przeżywać taką samą przygodę jak Ash (główny bohater serialu) i jego przyjaciele. Byłem wtedy zafascynowany tym fenomenem. Jeśli chodzi o Polskę to serial ten był bodajże najpopularniejszym serialem w japońskim stylu anime (wcześniej szał stworzyły Dragon Ball oraz Czarodziejka z Księżyca). Dzisiaj stoimy przed faktem ponownego narodzenia się zjawiska Pokemonów!

Wszystko dzieje się za sprawą aplikacji na smartfony, która szturmem zdobywa rynek. Jest dostępna dopiero w kilku krajach, ale statystyki mówią, że ma ją zainstalowaną 5% użytkowników smartfonów w tych krajach. Dla tych, którzy nie mają pojęcia o co chodzi z Pokemon Go pragnę dodać, że jest to wykorzystanie rzeczywistości rozszerzonej w celu łapania stworków. Dzięki możliwością nowoczesnych telefonów takich, jak Geolokalizacja, możliwe stało się stworzenie gry, która wymaga od użytkownika wyruszenia w podróż, aby móc pozyskać większą przyjemność. Brzmi szalenie? Zasada jest prosta: mamy aktualną mapkę przypominającą nawigację, która pokazuje nam gdzie znajdują się pokemonowe obiekty. W momencie kiedy trafimy na pokemona, to możemy zobaczyć jak jego obraz nakłada się na to, co pokazuje nam kamerka w telefonie. To ciekawe jak wirtualna rzeczywistość zaczyna być integrowana ze światem realnym.

Definitywnie jest to inne podejście od tego, które prezentują producenci gogli takich, jak Oculus Rift. Tam użytkownik jest całkowicie wchłonięty przez wirtualny świat i staje się jego częścią. Nie wiem do końca jak będzie działał wynalazek Microsoftu, który jest w fazie testów. Na realny świat mają się nakładać elementy wirtualne. Również są to gogle, ale działają nieco inaczej niż Oculus i mu podobne. Należy jednak pamiętać, że jest to dodatkowy wydatek. Trzeba te gogle kupić i często trzeba mieć dobry komputer, aby móc w pełni z nich korzystać. Do pokemonów wystarczy średniej klasy smartfon, który już większość z nas ma.

Moim zdaniem ponowna reaktywacja pokemonowego szaleństwa nabierze zupełnie innego wymiaru. Wcześniej pokemonami zafascynowani byli młodsi ludzie, którzy traktowali to jak bajkę po szkolę. Użytkownicy Gamboya również zaliczali się do tej młodszej grupy odbiorców. Dzisiaj powoli dochodzimy do momentu gdy tą grą będą zafascynowani zarówno Ci którzy pamiętają serial z dzieciństwa, jak i dzisiejsza młodzież. Do tego wydaje mi się, że fenomen sięga tak daleko, że zafascynują się nim również Ci, którzy z pokemonami mieli niewiele wspólnego (z racji chociażby wieku).

Model biznesowy przedsięwzięcia jest jeszcze lekką zagadką. Na pewno można kupować tutaj specjalną walutę, która pozwoli na ułatwienie życia w świecie pokemonów. Wirtualna waluta kosztuje realne pieniądze. Mogą ją wykorzystać zarówno trenerzy pokemonów, jak i rodzi się coraz więcej okazji dla lokalnych biznesów, które będą chciały, aby gracze przybywali do ich lokalizacji i przy okazji dokonywali zakupów. Na razie jest jeszcze sporo znaków zapytania w jaki sposób to będzie działać, ale to kwestia czasu, aż Pokemon Company wypracuje bardzo konkretne zasady. Pokemony wymagają ruszenia się z domu, co w całej historii komputeryzacji jest nie lada gratką :).

Zaledwie dwa dni po premierze Pokemon Go w kilku krajach wystarczyło, aby wartość Nintendo (firma ma 1/3 akcji w Pokemon Company) wzrosła o kilkadziesiąt procent do 7,5 miliarda dolarów! A to się dopiero zaczyna! I to nie będzie chwilowa moda, bo pokemony mają bardzo rozbudowaną fabułę i dynamikę gry. Pokemony były hitem przez wiele lat, a dzisiaj będą zbierać prawdziwe żniwa. Jedno jest pewne: pojawi się teraz mnóstwo kopii tego pomysłu!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Coraz więcej mówi się o technologii druku 3D i myślę, że jest to zasłużony rozgłos. Jakby nie patrzeć tworzą się kolejne możliwości, których dotychczas sobie nie uświadamialiśmy. To, co jednak najbardziej zadziwia, to jak to wszystko działa. Można zaprojektować niemal dowolny kształt na komputerze a następnie sprawić, że nabierze on rzeczywistych kształtów. Nie trzeba nic rzeźbić ani wytwarzać wystarczy model na komputerze.

W każdym tygodniu czytamy coś lub słyszymy na temat druku 3d. Jedną z najciekawszych inicjatyw non profit, o jakiej słyszałem kilka miesięcy temu to było wydrukowanie brakującego elementu dzioba pingwina z zoo. Pomysł wydaje się na równi szalony i genialny. Technologia komputerowa stoi już na tak wysokim poziomie, że taki zabieg stał się możliwy! Fascynujące. Informacja sprzed paru dni także jest imponująca i o znacznie większej skali. Pochodzi z Półwyspu Arabskiego i mówi, że za pomocą druku 3d są wykonywane elementy, które są potrzebne do budowy stadionów na Mundial. A to się tak naprawdę dopiero zaczyna!

To, co napawa mnie dumą to fakt, że polskie firmy angażują się w tę technologię i mamy już na rynku drukarki przez nie wyprodukowane. Z jedną z nich umowę podpisał między innymi Dell. Tutaj cały czas sytuacja jest otwarta. Jeszcze wszystko można ugrać! Niestety mamy do czynienia z efektem nowej technologii obecnie drukarki są bardzo drogie. Jak uczy nas historia: technologia z czasem powszednieje i zaczynają z niej korzystać rzesze klientów, których po prostu na nią stać. Tak będzie i tutaj. Może górnolotnym stwierdzeniem byłoby powiedzenie, że tak jak dzisiaj w niemal każdym domu jest tradycyjna drukarka, tak za pewien czas w każdym domu będzie drukarka 3d. Aczkolwiek myślę, że będziemy mieć do czynienia z podobną skalą popularyzacji technologii.

Druk 3D to nie tylko cudowne i wzniosłe strony. To jest trochę jak nóż: można nim pokroić chleb i wbić go komuś w nogę. Rodzi się spory problem w tej czarniejszej stronie internetu. W zasięgu ręki okazuje się być wydrukowanie sobie pistoletu, do którego będzie można włożyć normalne naboje! Trudno mi sobie właściwie wyobrazić jak można by to nadzorować. Skoro w internecie pojawiają się filmiki z egzekucji, to również mogą się tam pojawić modele pistoletów. I to jest ta gorsza strona druku 3d.

Mimo ciemnej strony wróżę tej technologii świetlaną przyszłość. Jest to zdecydowanie duch naszych czasów, który będzie przenikał przez kolejne branże. Oczywiście zwykli ludzie z utęsknieniem czekają, aż koszt jednostkowy drukarki 3d znacząco zmaleje. I możemy być pewni, ze to nastąpi. Pewnie dopiero w następnej dekadzie, ale i tak to bardzo optymistyczny wariant :). Oprócz cen drukarek z pewnością wzrośnie także ich wydajność oraz jakość wydruku. Ten produkt ma już komercyjne przełożenie, ale nadal jest rozwijany. Ma to ogromny potencjał i tak jak napisałem wcześniej: karty nie są jeszcze rozdane. Walka na tym rynku dopiero się zaczyna.

I w tym wszystkim napawa nadzieją zaangażowanie polskich firm, które mają potencjał stać się głównymi graczami. Choć pewnie trudno będzie przetrwać w takiej walce. Porównywalna będzie ona do takich walka jak ta o komputery osobiste między Windowsem a Macintoshem, czy ta, którą oglądamy teraz o urządzenia mobilne między Apple a Google. Tak to jest technologia na taką miarę. Aż dziw bierze, że giganci technologiczni jeszcze się tym nie zajęli na większą skalę. Życze dużo powodzenia polskim firmą! I szczerze kibicuję tej technologii jako całości! :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Korzystając z okazji, że nasza reprezentacja w piłce nożnej tak fantastycznie grała z Portugalią w dniu wczorajszym postanowiłem się przyjrzeć temu wszystkiemu pod kątem tematyki tego bloga. Niniejszy felieton będzie się obracał zarówno wokół biznesowej strony piłki nożnej, jak i przeżyć kibica gdy jego reprezentacja gra historyczny mecz.

Pamiętam bardzo ciekawy artykuł w pewnym biznesowym czasopiśmie, w którym jasno podkreślono, że są dziedziny sportu, na których się zarabia i takie, na których przychody są dużo mniejsze. Zdecydowanie piłkarze to ta grupa zawodowa, która zarabia ogromne pieniądze. Jak to zwykle w życiu bywa ma tu zastosowanie zasada Pareto. Mówi ona, że 80% wyników należy do 20% populacji. I tak można wywnioskować, że 10% piłkarzy zarabia 90% pieniędzy z tego sportu. Nie jest to jakieś nadnaturalne. Po prostu tak jest.

Pamiętam mądre słowa o bokserach, że najlepsi bokserzy walczą wiele amatorskich i półprofesjonalnych walk po to, aby pewnego dnia pojawić się na Madison Square Garden w walce o mistrzowski pas i z możliwością zarobienia ogromnych pieniędzy. Z piłkarzami jest podobnie: przez lata grają po to, aby pewnego dnia kupiła ich drużyna z ligi angielskiej, niemieckiej, czy hiszpańskiej. Polska liga nie jest ligą, w której grają najdrożsi piłkarze. Choć jak wiadomo to często w niej zaczynają wielkie gwiazdy tego sportu, zaczynając od osławionego Roberta Lewandowskiego.

Są dwa punkty widzenia na granie w reprezentacji. Pierwszy, bardziej wzniosły, to reprezentowanie swojej Ojczyzny. Jakże pięknym byłby świat gdyby walka między krajami odbywała się tylko na boiskach. Jak wiemy dzisiejszy świat nie może obyć się bez konfliktów zbrojnych. Może jednak nasze dzieci doczekają czasów, w których frontami będzie tylko boisko, czy prowadzenie własnej firmy. Nasz świat robi się coraz bardziej ucywilizowany, choć jak uczy historia: cywilizacją ciężko żyć bez konfliktów zbrojnych. Drugi punkt widzenia to oczywiście pokazanie swoich umiejętności dla chwały i sławy, co oczywiście przekłada się na pieniądze. Mecze finałowe w Mistrzostwach Europy, czy Świata oglądają miliony. Daje to konkretne przełożenie na kontrakty reklamowe. Z drugiej strony mecze te oglądają osoby zajmujące się transferami piłkarzy. Dobre pokazanie się może oznaczać przejście do znaczącej drużyny i lepsze warunki kontraktu.

Oczywiście takie mistrzostwa to ogromne pieniądze dla federacji je organizującej. Nie liczyłbym raczej na ogromne dochody z biletów, ale wszelkie reklamy to pokaźne źródło dochodów. Są sponsorzy, którzy budują na tym wartość marki. Jest tak zarówno z Ligą Mistrzów, jak i wszelkimi mistrzostwami. Tak, jak zauważyłem: mecze te oglądają miliony. Nie wiem z czego wpływy są większe: z reklam sponsorów, czy opłat licencyjnych wnoszonych przez stacje telewizyjne. Cały szał mistrzostw to świetny biznes i trzeba mieć tego świadomość.

Jedyne, co jest smutne w karierze sportowca to, to że ona się po prostu kiedyś kończy. Dlatego pieniądze, które się zarabia powinno się dobrze inwestować. Dobrymi przykładami pod tym kątem są Marcin Gortat i Robert Lewandowski. Obaj panowie bardzo zmyślnie inwestują pieniądze, które zarabiają. Jak w wywiadzie przyznał Gortat: ma on odpowiednio zdywersyfikowany portfel inwestycji. Natomiast Lewandowski zasłynął z inwestycji w ZnanegoLekarza. Trzeba przyznać, że zdarzają się wypadki, w których sportowcy wydają więcej niż zarobili. Dobrym przykładem jest tutaj Mike Tyson. Jednak widać trend, w którym sportowcy są coraz bardziej świadomi w inwestowaniu.

A wracając do wczorajszego meczu, to pewnie wielu naszych piłkarzy na nim skorzysta. Na nim i na całych tych Mistrzostwach. Robert Lewandowski ma już wyrobioną markę w światku piłkarskim, ale dla młodziutkiego Bartosza Kapustki może się to okazać bardzo opłacalne wydarzenie. Tak od strony kibica chciałbym dodać, że to było wielkie święto, ponieważ rzuty karne, które zadecydowały o wyniku są tak naprawdę loterią. Dlatego są one ostatecznością gdy już kompletnie nie wiadomo kto wygrał mecz. Kolejna dogrywka po prostu byłaby nie do wytrzymania dla piłkarzy. Trzeba przyznać, iż taki mecz to ogromny wysiłek fizyczny. My, zwykli śmiertelnicy, pewnie nie zdajemy sobie sprawy jak wielki! Gratuluję Panowie! Odczarowaliście ten sport w naszym kraju!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Ten tajemniczy tytuł nie ma sugerować, że biznes się jakoś dzieli i należy podchodzić do niego na podstawie poszczególnych elementów. Tak naprawdę biznes jest cały czas jeden i to mimo dzielenia go na branże, sektory i segmenty. Widać jednak w ostatnich latach próby powtórzenia sukcesu najsłynniejszego z klastrów: Doliny Krzemowej. Czy takie próby mają sens?

Może zacznijmy od tego czym właściwie jest klaster przemysłowy. Wiem, że ostatnio zrobiło się o tym głośno, ale sam koncept kształtował się przynajmniej od kilkudziesięciu lat. Weźmy za przykład wspomnianą już Dolinę Krzemową. Myślę, że jej wielkość wynika przede wszystkim z naturalnego powstawania. Z jednej strony są tam wielkie uczelnie, jak Stanford, a z drugiej strony sprzyjający klimat geograficzny. Choć z pewnością ta pierwsza rzecz miała większe znaczenie. W końcu wielu znanych studentów wywodzi się stamtąd. Przykładem mogą być założyciele Google, którzy byli doktorantami na Stanfordzie.

Ścisła współpraca świata naukowego, świata biznesu i świata samorządowego jest charakterystyczna dla klastra przemysłowego. Ten ostatni nie jest aż tak mocno zauważalny w Dolinie Krzemowej, ale jest bardzo charakterystyczny dla klastrów powstających w Unii Europejskiej. Widać jak politycy chętnie angażują się w takie inicjatywy. Większość powstałych w ten sposób tworów jest bardzo młodych i ciężko powiedzieć czy taka koncepcja na klaster się sprawdzi. Na chwilę obecną wiadomo, że Dolina Krzemowa jest tylko jedna :).

Sam pomysł na klastry przemysłowe jest bardzo ciekawy. W jednym obszarze gromadzą się organizacje, które działają w tym samym zakresie. I tak w samej Polsce mamy klastry lotnicze, czy turystyczne. Klastry zgromadzone wokół technologii, telekomunikacji, czy multimediów wydają się być oczywiste. Jak jednak powszechnie wiadomo technologia napędza gospodarki świata i przez cały czas będzie popyt na takie rozwiązania. Nie wiem tak naprawdę czy klasterem przemysłowym nie powinno się nazwać czasów z początków Hollywood. Historia uczy nas, że wielcy twórcy, jak bracia Warner uciekli tam przed patentami Edisona. Pewnie nie było tam początkowo współpracy z uczelniami, ale kooperacje między twórcami filmowymi przeszły do historii.

Wszyscy jednak zachwycają się wymienianą w tym felietonie wielokrotnie Doliną Krzemową. To tam gromadzą się największe pieniądze naszych czasów. Jeśli chce się stworzyć wielki projekt technologiczny (na przykład aplikację internetową), to powinno się tam wybrać chociażby po to, aby nauczyć się jak zarządzać firmą, która ma szansę być warta miliardy dolarów. Powstają firmy o bardzo dużych wycenach w innych częściach świata. Nie ma jednak drugiego takiego miejsca na naszym globie, gdzie byłoby ich tak dużo. A wyceny są często astronomiczne! Co jednak zrobić, aby powtórzyć ten sukces?

I to jest właśnie najtrudniejsze pytanie, na które tak naprawdę nikt do końca nie zna odpowiedzi. Na razie mamy falę projektów wspieranych przez polityków w ramach wszelkich projektów unijnych. Czy któryś zakończy się sukcesem na miarę Doliny Krzemowej? Myślę, że nie wierzą w to sami ich twórcy. Bo jest to poprzeczka ustawiona astronomicznie wysoko. Jakby policzyć wartość wszystkich firm z obszaru Doliny Krzemowej, to byłaby ona wyrażana w bilionach dolarów. Samo Apple jest wyceniane na 710 miliardów dolarów amerykańskich! Mam jednak wrażenie, że jeśli komuś w Polsce udałoby się stworzyć klaster, w którym wycena wszystkich firm wynosiłaby kilkanaście miliardów, to byłby to wielki sukces. Jednak to chyba nie o wyceny tu do końca chodzi, tylko o to by lepiej prowadziło się biznes i mógł on się rozwijać w przyjaznych warunkach. I tego wszystkim klastrowiczą życzę!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi