napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

W mijającym tygodniu gruchnęła wieść, że sprzedaż iPhonea spadła o kilkanaście procent. Podobnie pospadała sprzedaż pozostałych urządzeń ze stajni nadgryzionego jabłka. Co to oznacza dla Apple? A co to oznacza dla świata? Czy to początek końca pewnej epoki?

Temat dochodzenia przez Apple do wielkości był wałkowany wielokrotnie również na tym blogu. Historia buntownika Jobsa jest jedną z najbardziej romantycznych historii przełomu wieków. Wielkie odejście i wielki powrót. Powstają na ten temat książki i filmy (kto wie może doczekamy się nawet gry komputerowej). Główna idea tego buntownika to wprowadzenie świata w erę Post-PC, czyli kolejny etap w rozwoju komputeryzacji. I choć desktopy całkowicie nie umarły to widać jak smartfony i tablety przejmują ogromną ilość ich zadań. I w tym wszystkim jest iPhone jeden z największych hitów sprzedażowych wszech czasów.

Czy świat wyglądałby inaczej bez iPhonea? Myślę, że ktoś na koncept smartfona jednak by wpadł. Tym bardziej, że wcześniej były takie urządzenia. A zdecydowanie największą innowacją, którą wprowadził Jobs był mistrzowska sprzedaż. Już za czasów pierwszych Macintoshy Jobs robił fantastyczne konferencje, które trafiały do dość sporej (jak na tamte czasy) publiczności. Jednak to, czego dokonał odnośnie prezentacji urządzeń z >i< w nazwie przebiło wszystko to, co było dotychczas znane. I tak dochodzimy do roku 2016, gdzie Jobsa już nie ma, a sprzedaż iPhone spada o kilkanaście procent.

Nie jest tajemnicą, że iPhone odpowiada za 3/4 dochodów giganta z Cupertino. Informacja o spadku sprzedaży może okazać się bardzo bolesna w skutkach. To już nawet nie chodzi o to, że firma zarobi mniej. Akurat na ilość pieniędzy Apple nie może narzekać. Tutaj chodzi o trend, który może rosnąć w siłę. To może świadczyć o tym, że ludzie powoli będą się odwracać od najpopularniejszego smartfona w dziejach na rzecz głównie azjatyckiej konkurencji. I choć pierwsze iPhoney nie były idealne, to ich obecne generacje są bliskie ideału. Tu jednak nie chodzi o korzyści płynące z funkcjonalności, tylko o... modę.

Jakiś czas temu w felietonie na tym blogu zachwycałem się tym, że tak naprawdę iPhone to tylko dwa rodzaje produktu: normalny oraz plus. Podczas gdy konkurencja mu multum modeli. Tak, jak wtedy się tym zachwycałem, tak teraz nie wiem czy nie jest to jego słabość. Świat idzie w coraz większe dopasowywanie produktu do klienta. W tym samym czasie iPhone różni się praktycznie tylko wielkością dysku twardego. Pojawiają się oczywiście firmy, które dostosowują ten produkt np. dodając złotą obudowę. Czy to w dopasowaniu do użytkownika tkwi problem Apple? Z pewnością nie jest to bez znaczenia!

Druga kwestia jest znacznie bardziej prozaiczna a może iPhone się ludziom znudził? Tak, jak mówiłem: kwestia mody jest tym, co mocno działa na konsumentów. Taki sam problem ma dzisiaj Coca-Cola, która zastanawia się jak trafić ze swoim napojem w modę na zdrowy styl życia. Nie pomogła nawet Coca-Cola Life. Sytuacja ludzi ciągle się zmienia i ciągle zmieniają się ich zachcianki. Moda na iPhonea trwa już dość długo. Trend, w którym sprzedaż maleje, ponieważ ludzie szukają nowinek jest całkiem normalny.

Oczywiście nie jest powiedziane, że Tim Cook z zespołem nie wymyślą w nowej generacji iPhonea czegoś takiego, że świat jeszcze bardziej oszaleje na jego punkcie, a sprzedaż tak, jak teraz nieco zmalała, tak zaraz zacznie na nowo rosnąć. Najważniejsze abyśmy zyskali na tym my klienci.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Polski jednorożec 2016-04-21 19:43
 Oceń wpis
   

Polska jest krajem, w którym narodził się przemysł naftowy. Dzięki Ignacemu Łukasiewiczowi surowiec ten stał się niezwykle ważny. I choć dzisiaj wynalazca ten jest bardziej zapamiętany jako twórca lampy naftowej, to jednak geneza branży naftowej znajduje się w jego działaniach. Jak głoszą legendy: tacy ludzie jak Rockefeller przybywali do Polski aby jak najwięcej dowiedzieć się o tym rodzącym się przemyśle. Nie wiadomo czy Łukasiewicz miał pojęcie jak wielkie rzeczy zaczną się dziać gdy ta branża przeniesie się w XX wiek. Czym jest jednorożec? To firma, której wartość rynkowa przekroczyła miliard dolarów. Tak jak jakiś czas temu branża naftowa była miejscem gdzie powstawały największe fortuny, tak dzisiaj zaczyna podobnie być z internetem.

Łukasiewicz jest przykładem tego, jak ktoś podłapał polski pomysł i stał się niesamowicie bogaty. Naukowcy zachwycają się faktem, że Polak wymyślił wycieraczki samochodowe. Myślę, że na tej samej zasadzie ekonomiści powinni zachwycać się, że Polak stworzył jedną z najpotężniejszych branż w historii ludzkości. I mimo, że początkowo ropa naftowa służyła jedynie do lamp, to jednak w krótkim czasie okazała się paliwem dla pojazdów mechanicznych czy latających. Ropa naftowa stała się krwią współczesnej gospodarki, od której uzależniony jest każdy nawet najmniejszy jej element. Czy tym samym będzie internet? Czy internet staje się krwią gospodarki?

Może nie chciałbym iść w dalekie myśli o tym czym stanie się internet, ale jedno jest pewne: staje się on niczym prąd. I nie chodzi tu tylko o to, że za jakiś czas internet ma być dostarczany do domów przez gniazdka elektryczne. Chodzi bardziej o to, że prąd jest rzeczą oczywistą. Nie zastanawiamy się nad nim. Nie myślimy o tym, że fajnie iż mamy prąd. On po prostu w naszym życiu jest i jest to oczywista oczywistość. Internet stopniowo przenika do wszystkich dziedzin naszego życia. Kolejne urządzenia sprawiają, że internet jest w naszych kieszeniach, na naszych rękach, czy innych lokalizacjach, które nas otaczają. W miarę rozwoju technologii będzie się on pojawiał w branży motoryzacyjnej, czy zwykłym AGD. Jest to droga, którą dążymy. My, czyli świat jako całość.

Co jednak z polskim jednorożcem? Myślę, że on się pojawi. A właściwie: one się pojawią. Jak zauważył jeden znaczący inwestor na polskim rynku VC: z Polską jest taki problem, że nasz rynek jest za duży i możemy najpierw działać tylko w Polsce. Nie musimy od razu uderzać na świat. Gdy patrzymy na kraje bałtyckie takie jak Estonia, gdzie narodził się Skype, to rynek ten był za mały aby się tylko na nim skupić. Z jednej strony jest to wada, ale z drugiej można to wykorzystać jako atut. W pewnym szalonym podejściu można dojść do wniosku, że Polska to świetny poligon testowy. Jeśli uda się stworzyć coś fajnego, co zaangażuje Polaków, to dlaczego by nie uderzyć z tym na świat? Jest to często oczywiście pobożne życzenie, ale Polacy są w stanie zrobić coś więcej niż tylko skopiować amerykańskie pomysły. Wielokrotnie zachwycałem się Fotka.pl, która w swoim podejściu jest jedyna w swoim rodzaju. Jak przyznaje sam Rafał Agnieszczak: jest ona pozycjonowana na coś w stylu dyskoteki, gdzie poznaje się ludzi. Natomiast Facebook to spotykanie ludzi, których już znasz z reala.

Czy Fotka miałaby potencjał stać się polskim jednorożcem? Już dziś wyceniana jest na grube miliony, ale brakuje działania w kierunku podboju świata. Być może Rafał Agnieszczak i jego zespół szukają jakiegoś nowego pomysłu, dzięki któremu ten świat zdobędą. Ja trzymam mocno kciuki! Brakuje nam, Polakom, globalnych sukcesów. Jesteśmy dobrzy na swoim rynku. Potrafimy tworzyć ciekawe pomysły (nawet jeśli podstawa jest stricte skopiowana ze świata), ale brakuje nam walki o światowe rynki. Chyba jednak jest trochę prawdy w tym, że nasz rynek jest za duży.

Polska ma najlepszych programistów na świecie. Polscy naukowcy to najtęższe umysły naszych czasów. Mamy jednak problemy z komercjalizacją. Jest pewien beton na linii nauka biznes. I w tej kwestii jest jeszcze sporo do zrobienia. Myślę, że takich wynalazków jak grafen (o ogromnym potencjale komercyjnym) będzie coraz więcej i naukowcy będą mogli zarabiać gigantyczne pieniądze. Są dwie drogi, które widzę dla polskich jednorożców: nauka i aplikacje internetowe. Jeśli chodzi o tę pierwszą to gdy uda nam się zacieśnić współpracę między biznesem a naukowcami, to myślę, że czeka nas w tym kontekście wiele jednorożców. Niestety nie jest to szybka droga. Z jednej strony beton do zniszczenia, a z drugiej same projekty naukowe (badania itd.) muszą trwać. Drugą drogą są aplikacje, które nie wymagają wielkich funduszy i lat badań. Może się skrzyknąć kilku studentów i wymyślić coś ciekawego. Tak naprawdę pomysły już w Polsce są i to coraz lepsze. Zostaje jednak kwestia egzekucji, czyli jak najlepszego wykonania tych pomysłów i doprowadzenia do korzystnej monetyzacji.

Bardzo wierzę w to, że za jakiś czas na polskiej polanie biznesu będzie się pasło całe stado jednorożców. Jest to naprawdę możliwe! Wystarczy większe skupienie na egzekucji. Polacy są pomysłowi i stać ich na więcej niż kopiowanie amerykańskich pomysłów. Udowodnijmy to!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Myśl, którą podjąłem ostatnio jest dość znacząca, więc z tego powodu napisałem kolejny felieton, w którym pochylę się nad nią. Na chwilę obecną (w moim odczuciu) internet jest jednym z największych wynalazków ludzkości. Powstało już wiele ebiznesów, z których wiele upadło. To jednak właśnie z internetem związane są największe fortuny naszych czasów!

Gdyby dobrze się przyjrzeć, to z pewnością Bill Gates nie byłby tak bogaty gdyby nie istniał internet. Z drugiej strony wiele pirackich dystrybucji jego oprogramowania rozprzestrzeniło się właśnie dzięki internetowi. Kiedyś był żart, że Bill Gates, to człowiek, którego wszyscy okradają, a on jest najbogatszy na świecie. Było w tym z pewnością trochę prawdy. Aczkolwiek aktualnie dzięki polityce licencyjnej najważniejsze produkty Microsoftu są rozprzestrzeniane od razu ze sprzętem.

Tak, jak napisałem w poprzednim felietonie: Apple zawdzięcza swój pochód do wielkości właśnie internetowi. IPod byłby tylko fajnym gadżetem bez internetowego iTunes. To właśnie dzięki niemu stał się jednym z największych wynalazków w historii muzyki. Tak samo było w przypadku iPhonea. Chociaż Jobs się sprzeciwiał idei App Store, to jednak iPhone jest taki potężny przez to, że powstają na niego tysiące aplikacji. Sam sprzęt z podstawowym oprogramowaniem może zachwycać, ale to dodatkowe rozszerzające go programy świadczą o jego wielkości.

Dwa akapity temu podjąłem ważną myśl: z internetem są związane największe fortuny naszych czasów. Najlepszym przykładem jest oczywiście Google, który jest wyceniany na ponad 400 miliardów dolarów, a jego twórcy bezustannie są na liście dolarowych miliarderów. Google to kompletnie internetowa firma. Był długi czas, że przedsiębiorstwo to nie robiło niczego, czego można dotknąć. Ich kapitałem było oprogramowanie, oraz związana z nim baza użytkowników. Oczywiście potem wkroczyło przejęcie Android, czy Motoroli.

Innym dobrym przykładem jest Snapchat. Jego ostatnia wycena sięga 10 miliardów dolarów i ciągle rośnie. Chcieli kupić go zarówno przedstawiciele Google, jak i Facebooka. Evan Spiegel z ekipą jednak walczy dalej o swoje marzenia i tworzy ten start-up samodzielnie. Czy uda się wypracować model biznesowy przekładający się na te miliardowe zyski (a nie tylko wyceny) o tym przekonamy się w ciągu najbliższych lat. Model biznesowy jest podstawową bolączką większości biznesów internetowych. Założenie sprzed wielkiej bańki dotcomów w 2000 roku było proste: miliony użytkowników wchodzą na nasze strony, a my zarabiamy na reklamie. Im dalej w las tym ciemniej i coraz rzadziej da się tak zarabiać. Trzeba osiągnąć pewną masę krytyczną. Do tego często brane są pod uwagę profile naszych użytkowników i tak wyświetlenia reklam są wyceniane.

Osobiście bardzo popieram wszelkie usługi premium. Tak naprawdę jeśli dobrze się przyjrzeć biznesom internetowym, to w niemal każdym można wprowadzić płatności. Myślę, że jest wiele portali zarabiających na reklamie, które mogłyby wprowadzić dodatkowe funkcjonalności dla użytkowników, co bardzo dobrze wpłynęłoby zarówno na stan finansów firmy, oraz na przywiązanie użytkowników do platformy. Jakiś czas temu pisałem felieton o portalu Filmweb, który jest świetnym konceptem sprawdzonym od lat. Mi jednak pasuje tam jakieś konto premium dla użytkownika końcowego. Oczywiście sztandarowym przykładem tego podejścia jest Fotka.pl, która kompletnie wymiata jeśli chodzi o ten koncept. Swoją drogą ciekawe, że jeszcze nie ma kogoś, kto całościowo skopiował koncept Fotki i przeniósł na inne rynki. A może sam Rafał Agnieszczak to wreszcie zrobi?

Zauważyłem również pewną prawidłowość: w internecie niemalże nie ma miejsca dla średniaków. Albo jest kompletna petarda i jest wielki sukces, albo biznes ledwo wiąże koniec z końcem i po jakimś czasie znika. Przykładem niech będą Demotywatory czy Kwejk. Są już setki serwisów które są kopią jednego z dwóch wymienionych przeze mnie portali. Ile z nich przetrwa 5 lat? Pewnie nawet tego nie zauważymy, bo jest tych wszystkich serwisów za dużo. Jak już chce się iść w coś takiego to trzeba znaleźć niszę i się wyróżnić. Tutaj bardzo zaimponował mi portal Bezuzyteczna.pl, który wykorzystał koncept, który działał na kilku serwisach, ale działał średnio. Brakowało mocy, która zacznie skalować ten biznes. Twórcy Bezużytecznej byli w odpowiednim miejscu oraz czasie, i zrobili to! Mimo, że koncept wydawał się oczywisty, a same obrazki zbliżone do Demotywatorów. Dzisiaj Bezużyteczna ma 1.9 miliona polubień fanpagea. Co prawda do samej formy serwowania nowych wpisów, to muszę przyznać, że przypomina ona mocno tabloid. Jednak skoro to działa, to może jest to właściwa droga.

Cały czas mam marzenie, że doczekamy się wielkiego międzynarodowego biznesu internetowego z Polski. Microsoft czy Google w polskim wydaniu są możliwe i realne! Internet pozwala szybko i skutecznie stworzyć globalny biznes i nie ma znaczenia kraj, z którego pochodzą twórcy. I choć wiadomo, że Mekką startupowców jest Dolina Krzemowa, to jednak i w polskich miastach są coraz większe możliwości. Pamiętajmy, że to u nas Google wystartuje swój Campus Warsaw, co oznacza, że amerykański gigant dostrzega potencjał w naszym kraju. Wierzę w to, że powstanie u nas prawdziwy internetowy gigant!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W dniu dzisiejszym moja uwagę w internetach skupiła informacja o tym, że w 2020 roku branża zamawiania jedzenia online w samej Polsce będzie warta miliard złotych rocznie! Suma niebagatelna, a trzeba przyznać, że wszystko się dopiero zaczyna. Z resztą cały szał na internet dopiero się zaczyna. I będzie to się rozwijać w ciągu najbliższych kilku lat do poziomu o jakim się nie śniło tym, którzy zaczynali wchodzi w tę gałąź rynku w latach 90tych XX wieku.

Wszystko się dopiero zaczyna! Wydaje Ci się drogi Czytelniku, że w internecie jest już wszystko? Niewiele można tu wymyślić? Błąd! To tylko minimalnie ucywilizowany dziki zachód. Fakt, że te 15 lat temu trzeba było inwestować w wielkie serwery i ogromne ilości transferu, a dzisiaj sprawę załatwia chmura obliczeniowa znajdująca się na przykład w Stanach Zjednoczonych niewiele zmienia. Fakt, że mieliśmy do czynienia z wielką bańką dotcomów z roku 2000, kiedy to inwestorzy przekonali się, że coś takiego jak nowa ekonomia nie istnieje. To, że tuzy z Wall Street musiały przekonać się, że pieniądze nie rosną na drzewach nie świadczy o złej naturze internetowych biznesów. Jakby przyjrzeć się ekonomii i cyklom koniunkturalnym, to średnio co kilkanaście lat jest nadmuchana jakaś bańka spekulacyjna wokół czegoś oczywistego. Wielki Kryzys roku 2008 to po prostu mówiąc delikatnie: przejaw zbyt dużego optymizmu banków.

Wracając jednak do internetu: najprawdopodobniej w ciągu najbliższych lat będziemy mieć do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną. Tym razem nawiązując do web 2.0 można ją nazwać bańką 2.0. Czy coś się jednak zmieniło od poprzedniej bańki? Oczywiście! Biznesy internetowe są zdecydowanie bardziej przemyślane, a złotą regułą zaczął być dopracowany model biznesowy. Wiem, że fajnie byłoby mieć od samego początku wielkie pieniądze z reklam. To jednak działa dopiero od pewnego (dość wysokiego!) pułapu. Na reklamach idzie zarobić, ale jest to ciężka droga. Dlatego wiele biznesów internetowych dzisiaj skupia się na tym, aby pobierać opłaty za dodatkowe funkcjonalności, albo stosując abonamenty dla coraz fajniejszych aplikacji.

Idąc tym tropem widać, że abonamenty sprawdzają się w najlepszym przypadku na rynku B2B. Zwykli użytkownicy często są przyzwyczajeni do tego, że internet powinien być darmowy. Swoją drogą jest w tym pewna logika: skoro płacę za abonament za internet (często nie są to niemałe pieniądze), to dlaczego dostawca nie dzieli się pieniędzmi z stronami, które odwiedzam? Skoro działa to w przypadku telewizji kablowej, to dlaczego nie działa tutaj? Oczywiście można mówić o zbyt dużym rozproszeniu dostawców stron internetowych, ale skoro samo Google bierze pod uwagę taką opcje i planuje w przyszłości dzielić się wpływami z twórcami stron, to jednak coś jest na rzeczy!

Model SaaS (Software as a Service), w którym standardem są abonamenty zdecydowanie jest przyszłością internetu. Skoro Microsoft robi Office 365 w takim modelu to znaczy, że widzi w nim potencjał. Pisałem już o serwerach, a właściwie chmurze obliczeniowej, która bardzo staniała. Czy są jakieś inne bariery wejścia? Wiedzę marketingową można nabyć. W zespole cholernie ważną osobą jest sprzedawca. Nieważne czy na blogu pisałem o Arturze Kurasińskim, czy o Tadzie Witkowiczu, to jednak kluczowym elementem każdego biznesu jest sprzedaż! Tego się nie przeskoczy. Można mieć nieskończony produkt, ale nie można nie mieć urodzonego sprzedawcy.

Kwestie techniczne nie są aż tak bardzo skomplikowane. Jeśli się uprzeć, to można się samemu nauczyć programować i stworzyć pierwszą stronę (sam wybrałem tę drogę). Jednak jeśli ma się odłożoną gotówkę, to można to po prostu zlecić. Polacy to najlepsi programiści na świecie! Czy chcesz mieć programistę u siebie, czy zlecić to zadanie Software Houseowi, to jedno jest pewne: warto inwestować w Polaków.

Jedyne, co może po części ograniczać przed wejściem w tę branżę, to prawdopodobieństwo wtopy. Jeśli offline robisz coś oczywistego np. otwierasz warzywniak, to masz znacznie większe szanse na sukces niż w przypadku online. Natomiast szansa, że ten warzywniak zmieni się w międzynarodową sieć warzywniaków jest mniejsza, niż to, że internetowy startup osiągnie globalny sukces. Ryzyko to trzeba po prostu zaakceptować. Ale jak nie wyjdzie jedno to wyjdzie drugie, albo trzecie. Oczywiście jesteśmy jeszcze daleko za Doliną Krzemową, w której chwali się porażki i to jakie lekcje startupowcy z nich wyciągnęli. Bodajże prezes Pixers powiedział, że wyłożył ponad 20 startupów zanim zrobił Pixers. Jak na Polskę to jest to fascynujący wynik :).

Wiem, że kiedyś youtuber Krzysztof Gonciarz powiedział, że nasze czasy nie są jeszcze aż tak fascynujące, bo co to dopiero będzie jak będziemy kolonizować inne planety. Ja jednak uważam, że nasze czasy są mocno fascynujące! Największe fortuny dopiero powstaną! I powstaną one w internecie. Przykład chociażby Snapchata, gdzie założyciele są młodsi ode mnie, a mają firmę wartą 10 miliardów dolarów (może nawet już więcej). Może i eksperci powiedzą, że takie coś to jak wygrana na loterii, że ciężko trafić w gusta ludzi, w to co będzie modne. Ja jednak przychylam się do tego, co powiedział Rafał Agnieszczak, że tu chodzi o ciężką, wytrwałą pracę a sukces w końcu przyjdzie! Nieważne czy to będzie za 5, czy 15 lat!

To czego bym sobie szczerze życzył, to wielkie sukcesy Polaków na internetowej arenie międzynarodowej. Jest coraz więcej firm, które mają taki potencjał, jak chociażby Livechat wyceniany na miliard złotych. Liczę na to, że doczekamy się polskiej firmy, która będzie tak wielka jak chociażby Microsoft. Czy jest to trudne? Cholernie! Ale Polacy są przedsiębiorczy i utalentowani. Są w stanie osiągać wielkie sukcesy. Z pewnością już niedługo się doczekamy!

Wiem, że stawiam śmiałą tezę pod tytułem: Internet się dopiero zaczyna. Ale ja jestem tego pewien na 1000%. To jeden z tych przełomowych wynalazków, które przewracają świat do góry nogami, jak telefon, czy kolej żelazna. Największe firmy tego świata wykorzystują internet na wielu polach. Aktualnie największą wycenę ma Apple. Czym byłyby wynalazki tej firmy bez internetu? Wielki pochód do wielkości z końcówki lat 90tych zawdzięczają iPodowi, który byłby pewnie tylko fajnym gadżetem bez iTunes!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Tesla za 35.000 dolarów! 2016-04-03 14:55
 Oceń wpis
   

Nie będę się zachwycał wyglądem Modelu 3, który ma być samochodem ekonomiczny. Nie będę pisał o osiągach, czy w jakim tempie rozpędza się do 100 kilometrów na godzinę. Premiera zapowiadająca nowy samochód Tesli stała się faktem. Elon Musk pokazuje jak konsekwentnie dąży do realizacji swoich celów założonych lata temu.

Tesla staje się powoli Apple motoryzacji. Już pojawiły się kolejki, aby złożyć zamówienie na nowy samochód. Oczywiście nie jest to taka skala jak w przypadku Apple, ponieważ i cena produktu jest inna. To, co robi ogromne wrażenie to fakt, że pojawiło się ponad 100.000 chętnych, którzy zainwestowali w kaucje w ramach przedsprzedaży. Dzięki tym kaucjom uzyskano... 100 milionów dolarów! Nieźle jak na samochód, który do salonów ma trafić dopiero w 2017 roku.

Tesla zaczynała od aut sportowych, których mogła produkować mniejszą ilość i sprzedawać za wyższą cenę. Dekadę temu idea sportowego elektrycznego samochodu była czymś naprawdę niesamowitym. Dzisiaj samochody elektryczne są bardziej popularne, ale nadal nie uzyskały pewnej masy krytycznej, która jest wymagana do wielkiego sukcesu. Razem z rozwojem sprzedaży aut elektrycznych będzie wypracowywać się cała infrastruktura, na którą składają się zarówno salony, jak i stacje ładujące.

Wraz z rozwojem idei szalonego wizjonera Muska coraz bardziej budzi się konkurencja. Jakiś czas temu gruchnęła wieść, że sama Tesla nie jest już największym producentem aut elektrycznych. Muskowi jednak to nie przeszkadza. Można odnieść wrażenie, że to człowiek oddany swoim ideałom. Taki po części błędny rycerz pokroju Don Kichota, który walczy z wiatrakami. Różnica polega na tym, że te wiatraki to nie są wyimaginowane smoki - tylko realne problemy współczesnego świata.

Tesla z każdym rokiem coraz bardziej odmienia świat. Wiadomo, że te sto tysięcy kaucji nie zmieni zaraz całkowicie branży motoryzacyjnej. Rękawica jednak została rzucona i już nawet BMW czy Porsche myślą poważnie o samochodach elektrycznych. Pytanie tylko co na to globalny przemysł. Jak zauważają ekonomiści: ropa stała się krwią naszej gospodarki. Napędza wszystko! Każda rzecz, za którą codziennie płacimy jest w pewnym stopniu pochodną ceny ropy. Czy to znaczy, że będzie trudno przejść ostatecznie na energię elektryczną? Myślę, że mogą być ku temu spore opory. Choć arabscy szejkowie już wiedzą, że eksploatacja tego surowca to maksymalnie jeszcze dwie-trzy dekady i zaczęli inwestować w bankowość.

Tesla Model 3 będzie wielkim hitem sprzedażowym! Co do tego nie można mieć wątpliwości. Wynika to również z tego, że Musk jest królem marketingu. Nie ma tygodnia aby w mediach ekonomicznych lub technologicznych nie było wzmianki na jego temat oraz na temat jego firmy. Mam wrażenie, że jedyne co powstrzymuje ludzi przed masową przesiadką na samochody elektryczne jest fakt, że cały czas infrastruktura dopiero się rozwija. W Polsce jest raptem kilka stacji, na których można podładować Teslę. Zmiana tego to tylko kwestia czasu!

Cały czas zastanawiam się co to będzie, gdy Tesla rozwinie model dostawcy podzespołów dla innych firm. To może zdecydować o jej jeszcze większym sukcesie. Jeśli więcej podmiotów będzie mogło stworzyć własny samochód na podzespołach Tesli, to z pewnością urzeczywistni się wizja Muska o świecie z czystą energią. Czego sobie i wszystkim z nas życzę!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Półtora miesiąca temu pojawiły się szersze informacje na temat Instant Articles na Facebooku. Idea jest prosta: po co wychodzić z FB skoro można czytać artykuły od wydawców bezpośrednio w aplikacji. Ma to przełożenie przede wszystkim na użytkowników mobilnych, dla których to działa szybciej i być może będzie wygodniejsze. Czy jednak takie uzależnianie się od Facebooka w kolejnej dziedzinie jest dobre?

Facebook to jeden z największych (jeśli nie największy) hitów początku XXI wieku. O portalu założonym w 2004 roku powstają już nawet holywoodzkie filmy. Historia spółki i jej założyciela obrastają w legendy. Widać jak stopniowo portal przenika do kolejnych elementów naszej wirtualnej bytności. Następne na celownik trafiają artykuły. Do teraz jest tak, że trzeba było otwierać artykuł w nowej karcie przeglądarki, iść do innej strony i następnie wrócić do Facebooka. Być może nie jest to najwygodniejsza opcja na świecie, ale dawała ona jednak sporą niezależność wydawcą. Od 4 kwietnia stopniowo ma się to zmieniać.

Czy przenikanie Facebooka do kolejnych elementów naszego internetowego życia jest dobre? Tak, jak to zazwyczaj bywa: kij ma dwa końce, a medal dwie strony. Dzięki przenikaniu takich elementów jak artykuły, zamawianie kierowców Ubera, czy w przyszłości ehandel - mamy ogromną wygodę. Jesteśmy w stanie robić wszystko w jednej aplikacji, która w przyszłości będzie kompleksowym rozwiązaniem wszystkich naszych najważniejszych problemów. Z drugiej strony mamy do czynienia z tym, co jest często zarzucane Google: portale internetowe mają za dużo danych na nasz temat. Oczywiście takie zarzut często mnie śmieszy, ponieważ większość ludzi nie jest na tyle interesująca, aby ich dane w jakiś sposób były wykorzystane. Jest to wykorzystywane przede wszystkim do serwowania nam wyprofilowanych reklam. A trzeba przyznać, że pod tym kątem profilowanie reklam na FB działa fantastycznie.

Stajemy się coraz bardziej uzależnieni od portali internetowych takich, jak Google czy Facebook. Jest to nieodłączny znak naszych czasów, w których jak przyznają sami krezusi: anonimowość nie istnieje. Fakt, że pojawiają się takie projekty jak TOR świadczy o tym, że są jednak osoby, którym marzy się trochę prywatności. Ktoś mądry powiedział, że dane na temat użytkowników to nowe złoto internetu. Inna sprawa, że naprawdę trudno te dane przetworzyć i zrobić z nich użytek. Jak bardzo chcielibyśmy od tego uciec, to jednak nie da się! Ostatnio pisałem artykuł o projekcie Telegram, który ma być anonimowym komunikatorem. Apropo jego działania od razu pojawiła się myśl, że wspiera on komunikację między terrorystami. No cóż.. tak jak napisałem: duch naszych czasów.

Mimo zarzutów należy przyznać, że to co robi Facebook dla nas - jest bardzo dobrej jakości. Sam fakt, że Instant Articles było przez rok testowane wśród dużych wydawców - świadczy o tym, że firmie Zuckerberga zależy na profesjonalizmie. Kiedyś pojawił się żart w stylu: Czym różni się Polska od USA tym czym Nasza Klasa od Facebooka. Nie ujmując specjalnie NK: nie jest już to ten portal, który był na początku. Początkowa wizja jakby kompletnie się rozmyła. Gdy Onet przejmował ten portal, to był zainteresowany jego gamingową częścią. Facebook dokłada kolejne elementy, ale są to przemyślane ruchy. Dokładna strategia, która nie psuje spójności portalu.

Myślę, że Facebook będzie wart coraz więcej, będzie przejmował kolejne Start-upy i jego rozwój będzie rósł tak, jak rósł do tej pory. A że uzależnia nas od siebie? Wbrew wszystkiemu jest to po prostu dobra aplikacja!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Youtube to taki nowy rodzaj telewizji XXI wieku. Nic więc dziwnego, że marka która chce być najbardziej kojarzona z mobilnym internetem postawiła na promocję wśród gwiazd tego medium. Ilość użytkowników Virgin Mobile nie powala, ale wyniki kampanii robią naprawdę duże wrażenie! Czy firmie Richarda Bransona uda się wreszcie przebić do polskiej świadomości i stać się wirtualnym operatorem numer 1 w naszym kraju?

Richard Branson to ekscentryk. Już wielokrotnie zaskakiwał tysiące swoich klientów akcjami w jego stylu. Stworzył linie lotnicze inne niż wszystkie pozostałe. Sprzedał jedną ze swoich pierwszych firm za miliard (!) dolarów. Wokół marki Virgin stworzył konglomerat wielobranżowy. Jeśli chodzi o branding i marketing, to eksperci pukają się w głowę jak to wizerunkowo wszystko działa. Z mojej perspektywy wygląda to tak, że poszczególne firmy z Virgin w nazwie (a jest ich kilkaset!) trafiają do podobnej grupy klientów. Dzięki temu gdy pojawia się nowa firma, to wystarczy poinformować grono dotychczasowych klientów o nowej dziedzinie działalności. Trochę inaczej może być tylko z ukochanym dzieckiem Bransona, czyli Virgin Galaxy. Tutaj pułap cenowy jest nieco wyższy, ze względu na to, że załogowe loty w kosmos są jak na razie dobrem luksusowym. Jednak to właśnie ta firma pokazuje jak wielki z Bransona wizjoner!

W kraju nad Wisłą mało było dotychczas Virgin. Sytuację miało zmienić wprowadzenie wirtualnego operatora telefonii komórkowej. W czasie działania Virgin zdążyło już upaść sporo takich operatorów. Jak to jednak bywa: wszechświat nie znosi próżni, więc pojawili się następni. Virgin Mobile ma niesamowite zaplecze, o którym już pisałem na tym blogu. Z jednej strony jest to postać założyciela Richarda Bransona. Inną kwestią jest zaangażowanie się jednego z najbogatszych polaków: Łukasza Wejcherta (syna przedwcześnie zmarłego Jana), który swego czasu był prezesem Onetu. Po tym jak Grażyna Piotrowska-Oliwa opuściła szeregi PGNiG (tracąc fotel prezesa), to pojawiła się w radzie nadzorczej Virgin Mobile. Także zaplecze biznesowe i kapitałowe jest ogromne, a mimo to sukcesu jakoś brak.

Jeden z poczytnych portali na temat komunikacji marketingowej zrobił podsumowanie nowej kampanii Virgin Mobile, która opiera się na zaangażowaniu popularnych polskich youtuberów. Takie osoby, jak Niekryty Krytyk, czy Sylwester Wardęga są znani setką tysięcy internautów. A widać, jak definitywnie w nich celuje ze swoją ofertą Virgin Mobile. To, co tygrysy lubią najbardziej, to informacja o wyświetleniach filmów zaangażowanych w akcje, a było ich bagatela: 3.670.000! Drugim ważnym parametrem są słynne łapki w górę, których pojawiło się 220.000. Warto podkreślić, że wymienieni przeze mnie youtuberzy, to nie jedyni, którzy zostali zaangażowani w akcje. Tutaj mamy do czynienia z prawdziwą plejadą gwiazd.

Virgin nie zrobił tego tak, jak robi telewizja, że na początku audycji pojawia się logo sponsora. Zaangażował youtubuerów do różnych akcji, które pasowały do ich profilu działalności. I tak autorka Agnieszka Grzelak, która jest zafascynowana Japonią pojawiła się w stroju gejszy! Iluzjonista sprawiał, że na rękach fanów pojawiały się smartwatche. Genialny sposób na promocję!

Branson i jego Virgin, to nieskończony potencjał! Głęboko wierzę, że w końcu uda się przebić Virgin Mobile w świecie polskich operatorów telefonii komórkowej. Jeśli chodzi o ilość dostępnego internetu w pakiecie, to wśród pre-paidów są numerem jeden. A przecież to właśnie internet mobilny jest tym, na co powinni teraz walczyć operatorzy. Virgin! Jeśli nie teraz to kiedy? Czas podbić polski rynek!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

To fascynujące, jak wielki narzędzia sprzed kilku lat, które okazały się być kalką zagranicznych aplikacji/portali, dzisiaj ledwo przędą, a Filmweb cały czas jest w doskonałej kondycji i się rozwija. Ten portal to polska mekka kinomaniaków. Jak dojść do tak wielkiego sukcesu?

Na sam początek należy przyznać, że takie portale pojawiły się już wcześniej za granicą. Najsłynniejszym jest IMDB. Na czym jednak tak naprawdę polega sens istnienia takiego portalu jak Filmweb? Wydawałoby się, że oceny filmów to prosta rzecz i nie da się wokół tego zrobić czegoś naprawdę wielkiego. Myli się jednak ten, kto tak myśli! Ilość opcji, które opracowano w ramach Filmwebu robi wrażenie. Wiele z nich jest naprawdę innowacyjnych w skali świata!

Podstawą są oczywiście systemy ocen. Każdy film, oraz osoba filmu ma swoją stronę, którą mogą oceniać internauci. Oprócz ocen pojawiają się również opisy i komentarze. Bardzo podoba mi się podział na rozbudowaną recenzję redakcji (na poziomie profesjonalnego pisma o filmie), oraz krótkie opisy osób, które obejrzały film. Takie strony są najczęściej rozbudowane w zależności od popularności filmu/osoby, której dotyczą. Zdarzają się oczywiście tematy, które są słabo poruszone. Kolejnym mocnym elementem takiej strony są listy aktorów i osób współpracujących przy filmie (w przypadku strony filmu), lub lista filmów, w których uczestniczyła osoba (w przypadku wizytówki osobistej). W ramach tej działalności Filmweb idzie naprawdę daleko i można zobaczyć oceny konkretnej roli, konkretnego aktora!

Wiadomo, że wszystko rozbija się wokół ocen, więc doskonałym elementem są rankingi. Dzięki matematycznemu wzorowi na średnią można otrzymać bardzo ciekawe i miarodajne wyniki. Top 100 filmów, czy aktorów może się okazać naprawdę przydatne zarówno dla początkującego, jak i zaawansowanego kinomaniaka. Są osoby, które za punkt honoru ustawiają sobie obejrzenie wszystkich filmów z rankingu konkurencyjnego IMDB, ale z pewnością są też osoby, które sugerują się listą Filmwebu.

Kolejnym innowacyjnym elementem jest Gustomierz. Możesz ocenić filmy, które oglądałeś, a następnie aplikacja zasugeruje Ci jakie inne filmy Cię zainteresują. Nie wiem czy spełnia to oczekiwania jakichś wyszukanych gustów, ale dla zwykłych ludzi są to naprawdę przydatne informacje. Nie wiem czy ktoś już wpadł na tego typu aplikację, ale wydaje się ona innowacyjna w skali globu!

Osobiście żałuję tylko jednego: Filmweb jest jednym z najdłużej działających portali w polskim internecie. Pamięta on zamierzchłe czasy. Jest on zdecydowanym numerem jeden wśród portali filmowych. Jest jedną z najlepiej wypozycjonowanych polskich stron. A mimo to cały czas działa tylko w Polsce! Nie okłamujmy się: zdobywanie kolejnych rynków powinno być głównym celem każdego rozwijającego się projektu! Dlaczego Filmweb tego nie robi? Pamiętam jeden z wywiadów ze znanym blogerem, kiedy powiedział on, że gdyby miał wolne fundusze, to robiłby kalki Filmweb, Chomikuj, czy Pudelka na inne kraje. To dobry model!

A co do modelu drugą rzeczą, której nie rozumiem to - dlaczego nie powstały jeszcze konta premium dla użytkowników Filmwebu. Można z pewnością stworzyć coś, za co internauci chętnie zapłacą. Chociażby ulepszoną wersję filmwebowej wizytówki! W dzisiejszych czasach sam model reklamowy aż tak bardzo się nie sprawdza. Aczkolwiek Filmweb ma skalę, która pozwala mu w ten sposób zarabiać. Jednak konto premium to prawdziwy potencjał!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Korzystam ze Slacka i jestem pod jego ogromnym wrażeniem. Ten komunikator pokazuje, jak robić biznes w internecie! Nie spotkasz na nim reklam, ponieważ po części jest to płatna aplikacja. A że ludzie za to płacą, to oznacza, że jest on strzałem w dziesiątkę. Każdego dnia korzysta z niego 2,3 miliony użytkowników. Czy to dużo, czy mało? Przy fenomenalnych wynikach Facebook, czy Snapchata nie wydaje się to dużo, ale trzeba zauważyć, że prawie 30% użytkowników tego komunikatora za niego płaci.

Model biznesowy Slacka wydaje się być zupełnie inny niż to w co wierzą founderzy z ery web 2.0. Google czy Facebook zarabiają na reklamach. I choć starają się one zdywersyfikować źródła przychodów, to jednak jest to ich główne źródło utrzymania. Za tym trendem podążają inni. Tak, jak chociażby wymieniony Snapchat. Czy można jeszcze wierzyć w zarabianie na reklamie? Stoimy przed bardzo ważnym momentem w dziejach rozwoju internetu. Użytkownicy są coraz bardziej skłonni płacić za aplikacje czy artykuły. Choć trzeba przyznać, że aktualnie ma to większe zastosowanie bardziej w projektach skierowanych do biznesu. Slack jest właśnie takim projektem, ponieważ tworzy on kanał komunikacji w ramach miejsca pracy.

Wróćmy do samej idei tak niezwykle genialnej w swej prostocie. Gdy jesteś pracownikiem firmy, która coś tworzy, to zależy Ci na sprawnej komunikacji wewnątrz firmy. Wiadomo korzystasz z firmowych e-mail. Czasem pojawia się pomysł, żeby używać do komunikacji Facebooka lub Skype. Ma to jednak swoje wady, o których z pewnością przekonali się Ci którzy próbowali tych opcji. Podstawową kwestią jest to, że są to miejsca, w których znajdują się nasze prywatne punkty odniesienia, a raczej nie robi się specjalnie konta do celów firmowych (w przypadku Facebooka jest to chyba nawet niedozwolone). I tutaj pojawia się Slack...

Podstawowy sposób działania Slacka podzieliłbym na kanały, oraz prywatne wiadomości. Wszystko podane w sposób przejrzysty i niemalże oczywisty. Podstawowym kanałami są Organization (rzeczy związane z firmą) czy Random (luźny kanał na tak zwane rzeczy z czeluści internetów). Oczywiście kanały można dodawać wedle potrzeb. I tutaj pojawia się pewna innowacja, która niesamowicie usprawnia pracę: nie trzeba dodawać nikogo do znajomych. Myślę, że to kompletnie mijałoby się z celem. A tak na jednym komunikatorze może być kilkadziesiąt osób i w każdej chwili możemy napisać prywatną wiadomość do dowolnej z nich.

Inną ciekawą funkcją Slacka jest mnogość reakcji, oraz możliwość definiowania własnych. To co aktualnie wprowadził Facebok, że oprócz przycisku lubię to mamy kilka innych reakcji, to na Slacku jest znacznie bardziej rozbudowane. Dodatkowo z tego co widziałem na Facebooku na post można odpowiedzieć tylko jedną reakcją, a na Slacku możemy użyć dowolną ilość. Na Slackach, w których uczestniczę hitem okazały się ikonki z twarzami uczestników. Nie wiem czy sami twórcy przewidzieli, ze można to zrobić w taki sposób, ale idea genialna.

Slack to nie Facebook i to trzeba podkreślać od początku. Ma to działać zupełnie inaczej, dzięki czemu można sobie pozwolić na płatności od dużej części użytkowników. Może ilość użytkowników nie jest jeszcze oszołamiająca (choć pewnie jak na narzędzie biznesowe to jest), ale ilość płacących użytkowników robi ogromne wrażenie! Osobiście jestem wielkim fanem Slacka. Spotkałem się z różnymi formami komunikacji w firmie i ta chyba jest najwygodniejsza,

Slacku! Dużo sukcesów!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Komunikatory internetowe to rynek, na którym sporo się ostatnio dzieje. Do historii przeszła transakcja kupna Whatsapp przez Facebooka. Snapchat stara się stworzyć model biznesowy przynoszący konkretne pieniądze i przyciąga do siebie coraz większe rzesze młodych użytkowników. Messanger ma 800 milionów użytkowników i ustępuje tylko wymienionemu Whatsapp, który ma ich już miliard. I w tym całym zamieszaniu rośnie w siłę komunikator, który jest oskarżony o ułatwienie kontaktowania się między sobą terrorystom.

Rosyjski Facebook, czyli vKontakte przyniósł pieniądze braciom Durov. Postanowili oni stworzyć nowy projekt o globalnych aspiracjach. Tak powstał Telegram, czyli komunikator internetowy, który pozwala na całkowite usunięcie wiadomości. Wynika z tego, że jest on najbardziej anonimowy. Oznacza to oczywiście, że jest on na celowniku władz różnych krajów. Co ciekawe 1/5 użytkowników pochodzi z Iranu.

Czy da się zagrozić pozycji obecnych komunikatorów? W dobie internetu i globalnej gospodarki można spokojnie stworzyć pomysł, który w ciągu kilku lat zdobędzie świat. Doskonałym przykładem jest konkurencja Telegramu, czyli Snapchat. W ciągu kilku lat zdobył on miliony użytkowników, oraz grono inwestorów, które wywindowało jego wartość na miliardy dolarów. Od dawna wychodzę z założenia, że internet bardzo ułatwia, a jednocześnie bardzo utrudnia działanie. Skąd takie sprzeczne wnioski? Łatwiej jest stworzyć stronę/aplikację, która w krótkim czasie zdobędzie miliony użytkowników. Dużo łatwiej niż otworzyć sklep z butami w każdym mieście. W tym drugim wypadku jest to zdecydowanie bieg długodystansowy zaplanowany na lata działalności. Gdy ma się dobry pomysł na biznes internetowy nie trzeba robić tego wszystkiego, co robi się w przypadku biznesu tradycyjnego takiego, jak sklep z butami. Na czym polega więc trudność? Biznes tradycyjny może nie urośnie tak szybko jak internetowy, ale tak naprawdę ma dużo większe szanse na przetrwanie. Powszechnie mówi się, że 9 na 10 start-upów internetowych upadnie w ciągu kilku lat. Tutaj albo odniesie się wielki sukces, albo wielką porażkę. Ciężko znaleźć coś pomiędzy.

Telegram zapowiada się na wielki sukces mimo, że jest to tak naprawdę młody projekt powstały w drugiej połowie 2013 roku. Cy jest w stanie przegonić gigantów tej branży? Prywatność stała się w internecie towarem deficytowym. W gruncie rzeczy powszechne stało się twierdzenie, że w erze web 2.0 prywatność nie istnieje. Pierwsze kroki w kierunku większej prywatności poczynił Snapchat, z którego wiadomości znikają po 10 sekundach. Jak się jednak okazało niedawno: wiadomości te nie znikają z bazy danych aplikacji, a użytkownik może sobie wykupić do nich dostęp. Telegram podchodzi do sprawy inaczej. Można całkowicie usunąć wiadomości, co samo w sobie jest innowacją. Oczywiście pojawiają się zarzuty o wspieranie działań terrorystów, ponieważ dostają oni narzędzie do swobodnej komunikacji. Dając internautom niemal całkowitą prywatność trudno uniknąć takich zarzutów.

Jak to w wypadku komunikatorów problemem jest model biznesowy. Wydaje się, że do tej pory najlepiej poradził sobie z tym Snapchat, który wprowadził płatność za dostęp do archiwalnych snapów. Jednak model ten wynika z unikalności Snapa i raczej jest nie do powtórzenia gdzie indziej. Whatsapp zrezygnował z idei płacenia jednego dolara po roku użytkowania, bo okazało się to być skomplikowane dla użytkowników. I tak widzimy, jak kolejne komunikatory gromadzą setki milionów użytkowników bez pomysłu jak na nich zarabiać. Telegram na chwilę obecną nie jest lepszy i mgiełka tajemnicy wokół pomysłów na zarabianie sprawia, że sytuacja w oczach przeciętnych użytkowników jeszcze bardziej wygląda na nierozwiązaną. Trzymam kciuki za Telegram, bo jest w nim wielki potencjał!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi