napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

O ile z rozmaitymi modami bywa różnie, o tyle te tytułową w stu procentach popieram. Wiadomo moda przemija, ale styl pozostaje wieczny. Czy tyczy się to tylko ubrań? Myślę, że nie! Tak, jak kiedyś modne były tłuste hamburgery z fast-foodów, czy dość obciachowe, w dzisiejszym mniemaniu, ubrania, tak teraz można stwierdzić że sytuacja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Jak to właściwie wygląda?

Co jakiś czas w popularnych magazynach biznesowych pojawia się zaprezentowanie zjawiska rozwoju rynku, który ja bardzo ogólnie nazwałem zdrowym stylem życia. Czym jest owy rynek zdrowego stylu życia? Siłownie, kluby fitness, oraz wszystkie inne okołosportowe usługi, to pierwszy przykład z brzegu. Zamiast siedzieć w domu przed telewizorem jedząc chipsy Polacy coraz częściej wybierają się do takich miejsc. I to bardzo dobrze o nich świadczy! Moda na kanapowca jakby przemijała, a rodzi się w jej miejsce moda na bycie osobą aktywną fizycznie.

Z drugiej strony bardzo rozwija się rynek produktów, które kupujemy. Szczególnie spożywczych i suplementów diety. Co do samej diety również się przykładamy. Jest ona dużo bardziej wartościowa i przemyślana. Sama zmiana chleba, który jemy może mieć dla naszego zdrowia ogromny wpływ. A takich sztuczek jest znacznie więcej! Wszelkich zasad zdrowego żywienia jest dość sporo. Chociaż w gruncie rzeczy każdy z nas w miarę dokładnie wie, co warto jeść, a co powinno się omijać.

Sport i dieta to dwa elementy, które dotknęły nie tylko osób odchudzających się. Tak, jak ostatnio był tłusty czwartek i wiele osób zajadało się pączkami, tak na co dzień wiele z tych osób żyje według bardziej określonych reguł. Wiadomo, że najważniejszym elementem tego wszystkiego może być dłuższe życie. Zdrowe serce, czy inne organy jednak aż tak mocno nie przemawiają do osób, które idą na opisaną w tym felietonie ścieżkę. Co tak naprawdę przemawia? Oczywiście chudnięcie lub rzeźbienie ciała. Choć można odczuć, że Polacy po prostu zaczynają lubić zdrowy tryb życia. Wiele osób nie robi tego dla konkretnych efektów tylko po to aby dobrze się czuć. A oto z pewnością powinno chodzić najbardziej! Nie można dać się zwariować z idealną wagą, czy super wyrzeźbieniem ciała! Jak przyznaje większość diet: i tak będziesz oszukiwać. Ważne aby nie robić tego w nadmiarze.

Gdzie w tym wszystkim biznes? Opisani przeze mnie ludzie (zarówno kobiety, jak i mężczyźni) są idealną grupą konsumentów. Na swoje nowe nawyki są w stanie wydawać ciężkie pieniądze. I choć niektóre rzeczy wydają się być umownie zdrowe (mam na przykład wątpliwość co do napojów przypominających colę, ale mówiących nam, że dają witaminy), to jednak dobre nawyki już się tworzą i mogą z nami zostać na długo. A razem z tym trendem pojawia się cały rynek usług, które do tej pory nie musiały być tak pożądane.

Mam z tym do czynienia również na Facebooku w postaci chociażby trenerek personalnych, które zakładają swoje Fanpage i promują zdrowy styl życia. A razem z nim promują swoje usługi i produkty. Dwa najgłośniejsze przykłady to oczywiście Ewa Chodakowska i Anna Lewandowska. Ta druga wydaje się być bardziej restrykcyjna. Dopóki jednak to wszystko służy dobrym rzeczą, to ja się pod tym podpisuję obiema rękami. A że wzrośnie również sprzedaż książek lub warsztatów? W niczym mi to nie przeszkadza!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W mijającym tygodniu pojawiły wyniki za ostatni kwartał 2015 między innymi Amazona i Apple. Co możemy wywnioskować patrząc na te tabelki i liczby? Czy te firmy zaskakują akcjonariuszy i rynek?

Zacznijmy od Amazona. Firma Bezosa systematycznie poprawia swoje wyniki. Mimo to rynek nie reaguje tak, jak w przypadku poprzedniego kwartału. Amazon przyzwyczaił swoich akcjonariuszy, że lwią część zysków przeznacza na rozwój. Ma on dlatego ogromne przychody i stosunkowo niewielkie zyski. Czy to dobrze? Tak było niemal od początku istnienia firmy. Takie było założenie jej twórcy Jeffa Bezosa. W tej kwestii trzeba przyznać, że kadra zarządzająca firmy jest konsekwentna.

Amazon to firma, która maksymalnie ucieka od wizerunku największego internetowego detalisty na świecie. Jej celem jest bycie firmą technologiczną. Faktem jest, że marże za produkty pokroju książek nie są zbyt wysokie. Narzucił to sam Amazon w trakcie podboju rynku. Polityki tej musi się konsekwentnie trzymać. Widać jednak jak rośnie odnoga firmy nazwana AWS (Amazon Web Services). Jest to chmura obliczeniowa, która przechowuje tysiące stron internetowych i aplikacji. Tutaj marże sięgają kilkudziesięciu procent! I to jest naprawdę budujące. Amazon już nie tylko dzięki swoim rozwiązaniom dla sklepu internetowego może nazywać siebie firmą technologiczną.

Z drugiej strony pojawiła się informacja o wynikach Apple za ostatni kwartał 2015. Tradycyjnie pojawiły się głosy krytyki. I to mimo tego, że udało się polepszyć wyniki z analogicznym kwartałem za 2014 roku. Jak możesz zauważyć, Drogi Czytelniku, specjalnie nie podaję liczb w tym felietonie, bo one zwykłym ludziom mało mówią. Bardziej przemawia do nas, że Apple jest największą firmą na świecie, a Jeff Bezos jest blisko podium w rankingu najbogatszych ludzi świata. Czy za rok uda się Apple osiągnąć 20 miliardów dolarów za kwartał? To na razie taki niedościgniony ideał.

Powinniśmy się skupić na czymś innym: Apple Watch nie okazał się takim hitem jak liczyli analitycy. Cały czas za lwią część zysków odpowiada iPhone. To nadal najchętniej kupowany smartfon na rynku. Kiedyś zwróciłem uwagę na blogu, że Apple stawia na jednorodność produktu i tak naprawdę poszczególnie iPhoney różnią się tylko wielkością dysku twardego. Z drugiej strony producenci telefonów z Androidem produkują wiele różnych produktów. Które podejście jest lepsze? Patrząc na to, że najnowszy Windows jest stworzony w jednej wersji na wszystkie urządzenia można wywnioskować, że jednorodność produktu staje się elementem pożądanym. Oczywiście warto podkreślić, że dzięki takiemu podejściu można konkretnie dopracować jeden produkt. Kiedyś gdy mieliśmy różne wersje systemu operacyjnego, czy smartfonu można było odnieść wrażenie, że trudno je w 100% dopracować.

Przekornie, względem tego, co napisali dziennikarze technologiczni i ekonomiczni, podkreślę, że potencjał największych gigantów technologicznych naszych czasów nie znajduje się w ich giełdowych wynikach. Muszą publikować te wyniki, ponieważ weszli na giełdę. Prawda jest jednak taka, że te firmy są w stanie nas zaskoczyć. Nie wiadomo nad czym dokładnie pracuje Apple, Amazon, Alphabet (dawniej Google), czy Microsoft. Przecieki mówią o elektryczny/autonomicznych samochodach, czy komputerach kwantowych. Amazon ma podobno zrezygnować z pracy ludzi w magazynie na rzecz robotów. Największy potencjał tych firm jest w tym, co one dopiero nam pokażą. A to z oczywistych względów jest na razie tajne. I niech sobie mówią, że Apple Watch, czy Google Glass nie odniosło sukcesu, jaki im wróżono. Prawdziwe niespodzianki są dopiero przed nami! Te firmy dysponują największym kapitałem, oraz najtęższymi umysłami naszych czasów.

Z drugiej jednak strony: w każdej chwili może się pojawić firma, które zrewolucjonizuje świat jaki znamy. Tak jak Apple dekadę temu wprowadzając iPhonea. Taką firmą był swego czasu Facebook, który odrzucił oferty kupna od największych graczy. Dzisiaj dzięki temu sam jest jednym z największych graczy. Internet, technologie mobilne, czy motoryzacja, to dziedziny, w których nadal jest wiele do odkrycia. Przypomina mi to sytuację z XIX wieku, gdy jakiś wielki decydent wnioskował o zamknięcie urzędów patentowych, bo jego zdaniem: wszystko już wymyślono. Tacy ludzie jak Elon Musk, Richard Branson, czy wspomniany już Jeff Bezos widzą ogromny potencjał w branży kosmicznej. Może to tam się rozegra batalia o największe giełdowe wyceny. Choć w przypadku tych wizjonerów można odnieść wrażenie, że nie do końca o to chodzi. Fajnie jest mieć miliardy dolarów, ale jak przyznał sam Bill Gates: różnicę robi pierwszy milion dolarów, potem to ten sam hamburger.

Śledząc doniesienia z Polski na temat naszych rodzimych firm, aż serce mi rośnie, gdy patrzę na takie firmy jak Livechat, czy Medicalgorithmics. Obie są na warszawskiej giełdzie i są wyceniane na setki milionów złotych (w przypadku Livechata mówi się nawet o miliardowej wycenie). Obie wprowadzają globalnie nową jakość. I to takie firmy sprawiają, że może za te kilka lat Polacy również będą mogli stawać w szranki z takimi gigantami jak Apple, czy Amazon. Oczywiście chodzi tylko o wyceny, bo technologicznie z pewnością im dorównują! Wielka nadzieja jest w mniejszych polskich firmach, jak Brand24, czy Estimote, które zostały docenione przez rynek, ale ich największe sukcesy są jeszcze przed nimi. Ostatnio było głośno o inwestowaniu w dwie wymienione przeze mnie firmy. Estimote dostał wielomilionową inwestycję, a w Brand24 zainwestowali nawet właściciele Livechata. Polacy mają potencjał i wierzę, że jeszcze pokażemy światu na co nas stać!

Polacy mają również jeden problem, który zauważył prezes jednego z największych funduszy inwestycyjnych. Nasz lokalny rynek jest na tyle duży, ze nie jesteśmy zmuszeni do startowania od razu na rynek globalny. Mi się wydaje, że może to nie jest takie złe, ponieważ możemy najpierw sprawdzić nasz rynek, a potem uderzyć na świat. Wracając jednak do wycen największych gigantów technologicznych: z pewnością są one ważne dla akcjonariuszy i rynku. Na studiach mówiono mi, że najważniejszym celem przedsiębiorstwa są jego finanse. Jednak w przypadku firm, o których pisałem (zarówno tych amerykańskich jak i polskich) odnoszę wrażenie, że jednak chodzi o coś więcej. Chodzi o to by tworzyć innowacyjne produkty, które pokochają klienci. A inna sprawa, że za tym podążają finanse.

 

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Oracle, właściciel między innym środowiska programistycznego Java, toczy batalię sądową z Google (właścicielem Androida). Na potrzeby rozprawy firma przygotowała wyliczenia ile gigant z Mountaine View zarobił na swoim systemie operacyjnym. Czy są to szacunki określające, jak napisał jeden z dziennikarzy że Android jest kurą znoszącą złote jaja?

Muszę przyznać, że osobiście spodziewałem się dużo lepszego wyniku. Wiadomo, że popularne media wynik ponad 30 miliardów dolarów uznają za ogromny wyczyn. Należy jednak zauważyć, że  Google pracuje nad tym od wielu lat, a Oracle z pewnością zawyżyło szacunki, aby stać na lepszej pozycji względem swojego przeciwnika na sali rozpraw. Google zarabia przede wszystkim na reklamach, prowizji z aplikacji, oraz opłatach licencyjnych od producentów. Możemy jednak mieć odczucie, że największym zyskiem wyszukiwarkowego giganta jest wzbogacenie ekosystemy, który stworzył.

W felietonach na tym blogu wielokrotnie podkreślałem, że największym potencjałem dzisiejszych firm nie jest konkretny produkt, ale kooperacja między wszystkimi produktami i usługami (nie tylko własnymi). Takie coś popularnie nazwano ekosystemem biznesowym. I tutaj warto odwołać się do wymienionego Androida. Może i Oracle wycenia zyski z jego powstania na te szacunkowe 30 miliardów dolarów. Może jest to bezsprzecznie ogromna ilość pieniędzy. Jednak nie uwzględniono wartości ekosystemu dla wszystkich produktów Google. Integracja w jednym systemie tak wielu różnych aplikacji i usług sprawia, że wartość całości ogromnie rośnie!

Mam jednak wrażenie (choć mogę się mylić), że gdyby takie wyliczenia zrobić dla Apple, które ma iOS, to w przeciągu dekady firma ta zarobiła znacznie więcej. Nie chce oceniać czy ich system operacyjny jest lepszy, czy gorszy. Chodzi mi tylko o wartość zysków. Choć tak naprawdę nie wiem jak należałoby się wziąć za wyszczególnienie w obliczeniach konkretnie zysków z systemu operacyjnego. Wynika to z prostego faktu, że zgodnie z ideą Jobsa Apple daje cały produkt od A do Z (poza aplikacjami). W tym wypadku iPhone lub iPad.

Mimo wszystko widać dlaczego Google nie udostępnia oficjalnie takich danych. Trzeba przyznać, że nie pasują one nieco do ideologii Androida. Ten system wydaje się być darmowy i ogólnodostępny, a wyszukiwarkowy gigant zarabia na nim jakoby przy okazji. Z mojej perspektywy, jak na zmiany, które Android wprowadził w znanym nam świecie, to te ponad 30 miliardów dolarów na tyle lat, to nie jest wynik jakie moglibyśmy się spodziewać! Mam świadomość, że to są ogromne pieniądze (prawie połowa majątku Billa Gatesa), ale jednak jakiś niedosyt pozostaje.

Tu rodzi się pytanie czy model biznesowy Google jest właściwy. Można spojrzeć na wyliczenia Oracle z jednej strony, a z drugiej strony na budowanie całościowego ekosystemu wymienionego przeze mnie. Czy Google wygrało? Niezaprzeczalnym faktem jest, że Android jest teraz największym systemem operacyjnym na świecie (przeganiając Windowsa). Urządzenia mobilne są tym, co jest definitywnie przyszłością świata. Kto wie co jeszcze da wyszukiwarkowemu gigantowi  posiadanie takiego systemu operacyjnego.

Wiem, że zachwyt nad oszacowanymi wynikami Androida jest uzasadniony. Wiem, że są to ogromne pieniądze. Mi jednak pozostaje mały niedosyt. Widać, że twórcy Google naprawdę bardziej wierzą w zmienianie świata, niż zarabianie pieniędzy! I to ma swoją dobrą stronę.

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj na stronach technologicznych gazeta.pl pojawił się niezwykle inspirujący artykuł: Tak Bill Gates wyobrażał sobie przyszłość w 1999 roku. Skąd on to wiedział?  Jak się okazuje w swojej książce z 1999 Gates przewidział mnóstwo dzisiejszych rozwiązań technologicznych zaczynając od porównywarek cen, a na Facebooku kończąc. Czego jednak nie udało mu się przewidzieć? Lub czego nie udało mu się zastosować w Microsoftcie?

Definitywnie nie przewidział on potencjału, jak daje za sobą wyszukiwanie informacji w internecie. W momencie startu Google było już kilka liczących się algorytmów. Jednak to dwóch doktorantów Stanforda swoją kreatywnością zainspirowało miliony użytkowników. Microsoft dopiero po dłuższym czasie odpowiedział Bingiem. Pamiętam bardzo znaczący wywiad z amerykańskiego Forbesa, w którym Gates mówi, że Google ma tak naprawdę tylko wyszukiwarkę, a Microsoft jest firmą wszechstronną. Dzisiaj Google ma mnóstwo aplikacji, z których korzystają miliony, oraz dwa liczące się systemy operacyjne, z których jeden jest dziś największym na świecie. A wszystko zaczęło się od wyszukiwarki.

Jeden z guru internetowego myślenia twierdzi, że wynalezienie prostego systemu wyszukiwania informacji w internecie jest wynalazkiem na miarę wynalezienia druku przez Gutenberga. Czy tak rzeczywiście jest? Z pewnością technologia ta zrewolucjonizowała świat, w którym żyjemy. To dzięki temu podejściu przeszukiwanie całego internetu w kilka sekund uzyskało w Polsce nazwę googlowania. To jest znaczący wynalazek i gdyby Brain i Page wynaleźli go jako pierwsi, to można by ich przyrównać do współczesnych Gutenbergów. Oni jednak ulepszyli to, co już było. To oczywiście nie odbiera im zasług! Gates jednak tego nie przewidział, a jego firma stała się jedynie naśladowcą bardzo znaczącego trendu.

Druga rzecz, którą po części przewidział Bill Gates (ale Microsoft jakby ją przespał) jest mobilna rewolucja. Oczywiście Gates przewidział, że każdy z nas będzie miał urządzenie, które pozwoli nam dokonywać zakupów, komunikować się, czy pobierać informacje. Dlaczego jednak to nie Microsoft nie jest dzisiaj na podium rynku mobilnego? To mała zagadka kosmosu. Skoro ustępujący CEO jednej z największych firm na świecie przewidział pewien trend, to dlaczego jego firma nie poszła na fali wznoszącej przed siebie. Wiadomo wiele osób uważa, że Steve Jobs wymyślił smartfony i tablety. I choć faktycznie dużo dołożył do takiej formy, jaką mamy dzisiaj, to jednak trzeba przyznać, że urządzenia te istniały wcześniej. Robiły je Nokia czy Microsoft! Ale nikt nie umiał tej idei sprzedać.

Osobiście mam wrażenie, że Microsoft bardzo długo wierzył w potencjał palmtopów, do których miał dedykowany system operacyjny. Podstawowa różnica między palmtopem, a smartfonem była taka, że tym pierwszym zarządzano za pomocą rysika, a drugim za pomocą palca. Do dzisiaj z pewnością spotkałeś się u kurierów ze specjalnym urządzeniem, na którym składasz podpis. Moim zdaniem urządzenia te były zbyt mocno pozycjonowane jako do zastosowań profesjonalnych. Smartfony i tablety miały być z kolei dla każdego. Jak skończyła się ta walka? Wygrały pomysły Jobsa, człowieka, który nienawidził palmtopów i sam uśmiercił projekt Newton.

Ostatecznie historia zatacza koło i znienawidzone przez Jobsa rysik wracają do łask. Są one zarówno u Samsunga, jak i w Microsoftcie. Gigant z Redmond jest dopiero trzecim graczem na rynku mobile. Mam jednak świadomość, że nie powiedział ostatniego słowa. Ciekawe czy Gates napisze kolejną książkę ze swoimi wizjami. To mogłoby być bardzo inspirujące :).
 

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Wreszcie znalazłem chwile, aby przeczytać jedną z książek, która ostatnimi czasy stała się hitem i trafiła na listy bestsellerów. Mowa oczywiście o publikacji zatytułowanej: Grywalizacja, autorstwa Pawła Tkaczyka. Termin wydaje się ciekawy, a podtytuł książki: jak zastosować mechanizmy gier w działaniach marketingowych dodatkowo zachęca. Czym jest ta grywalizacja i dlaczego warto się tym tematem zainteresować?

Na Pawła Tkaczyka trafiłem kilka lat temu, gdy oglądałem prezentacje z TEDxPoznań. Stopniowo widziałem, jak jego pozycja eksperta w polskiej części internetu znacznie rośnie. Był on prelegentem na wielu ciekawych konferencjach, a nawet wykładowcą akademickim. Jest właścicielem bardzo ciekawej agencji reklamowej Midea, oraz prowadzi bardzo poczytnego bloga, czy podcast. Grywalizacja jest jednym z tematów, któremu się poświęca i postanowił aby w Polsce termin ten był kojarzony z jego nazwiskiem. Stąd między innymi książka o takim samym tytule, która stała się bestsellerem. Fakt, że udało mu się to zrobić świadczy o tym, jak dobrym jest marketingowcem. Jest to jedna z tych mądrych osób w polskim internecie, której warto posłuchać.

Książka nie jest gruba. Ma lekko ponad 150 stron. Okładka jest bardzo fajnie stworzona i co ciekawe: już na niej pojawia się element gry :). Czym jednak jest grywalizacja? W książce autor nie skupiał się tylko na tym, aby wytłumaczyć to tylko pod kątem marketingowym, ale jako termin ogólnie. Dzięki temu ma się większy i bardziej przejrzysty wgląd w te ciekawą ideę. Prawdą jest, że grywalizacja to po prostu wprowadzanie elementów gry czasem w dość nieoczywistych miejscach. Przykładem takiej gry może być rywalizowanie ze znajomymi na temat kto na konkretniej trasie zużyje najmniej paliwa. Co ciekawe: koncerny motoryzacyjne już to testują :).

Prawdziwą potęgę tego rozwiązania uzyskuje się w momencie gdy żongluje się różnymi pomysłami na zaangażowanie użytkowników. Z grywalizacją możemy mieć zarówno do czynienia w przypadku gier komputerowych, jak i w pracy czy w szkole (choć z tym ostatnim jest najtrudniej i jak przyznaje sam autor: szkoła musi się zmienić!). Gdy widzimy potencjał gry komputerowej, to wiemy, że to coś więcej niż ładna grafika, czy dobrze napisany kod. To również coś, co wywołuje interakcje. Fajnym przykładem z życia są statusy i poziomy. Tak jak karta American Express może świadczyć o naszym statusie w prawdziwym życiu, tak na przykład status: zabójca smoków może dużo wprowadzić do rozgrywki, w której bierzemy udział.

Są różne typy graczy, tak jak są różne typy ludzi. Gdy chcemy skonstruować dobrą grę, to musimy wziąć pod uwagę, że są na przykład gracze, dla których najważniejsze są wyniki i statystyki, a z drugiej strony są gracze, którzy stawiają na interakcję z innymi graczami. Ten drugi typ podobno częściej przejawia się u kobiet. Ma to być powód dlaczego kobiety tak bardzo lubią portale społecznościowe. Czy jeśli skupię się na wszystkich typach graczy to osiągnę większy sukces z moim pomysłem? Tak, jak powiedziałem: ludzie są różni i mają różne potrzeby. Jeśli chce się stworzyć coś, co trafi tak samo dobrze do różnych typów ludzi, to trzeba wziąć to pod uwagę.

Książka ta uświadomiła mi bardzo ważna rzecz, z której wcześniej nie zdawałem sobie sprawy. Co ciekawe zostało to poparte badaniami naukowymi. Każdy człowiek ma w sobie dwie przestrzenie. Z jednej strony jest to przestrzeń społeczna, a z drugiej ekonomiczna. W publikacji przede wszystkim mówiono tutaj pod kątem grywalizacji w miejscu pracy, ale myślę, że ma to szersze zastosowanie. Przestrzeń społeczna, to ta, która daje czystą przyjemność z gry. Okazuje się, że większą radość ze zrobienia czegoś możemy mieć wtedy, gdy zostaniemy poproszeni o przysługę, niż wtedy, gdy się nam zapłaci. Przestrzeń ekonomiczna, to natomiast ta przestrzeń, która wiąże się z pieniędzmi. Przykładem może być wypłata. Z tego, co zrozumiałem: najlepsze efekty uzyskuje się wtedy, gdy połączy się obie przestrzenie. Aczkolwiek wychodzi na to, że przestrzeń społeczna, która daje czystą przyjemność z gry może okazać się ważniejsza.

Szczerze polecam tę książkę! Zdecydowanie poszerza horyzonty!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Gruchnęła bardzo ciekawa wieść na temat tego, co właśnie się dzieje w Stanach Zjednoczonych. Dwie wielkie firmy (z których jedna jest uważana za największy start-up na świecie) postanowiły podjąć współpracę. Polega ona na tym, że za pomocą słynnego Messengera będzie można zamówić kierowców od Ubera. Nie wiem tak naprawdę kto na tym bardziej zyskuje, ale mam zamiar się temu przyjrzeć w tym felietonie.

Uber jest jedną z najbardziej osławionych firm ery web 2.0. Facebook tak naprawdę tę erę rozpoczął i jest jedną z najcenniejszych firm na świecie! O problemach obu firm magazyny nie tylko branżowe rozpisują się dość soczyście. A to Uber ma gdzieś zakaz działalności, a to Facebook kombinuje jak wejść do Chin. Nie ma tygodnia, żeby nie było o tych dwóch firmach jakiejś konkretnej wiadomości. Gdy powstaje sojusz strategiczny na takim poziomie, to myślę, że jest tu naprawdę ogromny potencjał i zysk dla obu korporacji.

Uber tak naprawdę zyskuje szybki dostęp do ogromnej, siedmiuset milionowej bazy użytkowników Messangera. Jest to oferta niebagatelna! Któż dzisiaj nie korzysta z przejazdów? A przewaga Ubera, czyli lepsza cena plus wycena ile będzie kosztował kurs zostanie w tym rozwiązaniu zachowana. Cała esencja tej aplikacji to łączenie prywatnych kierowców z osobami, które chcą korzystać z przejazdu. Jakim problem dla firmy Zuckerberga jest wprowadzić dodatek do jego sztandarowego produktu? Tym bardziej, że wiąże się to ze zwielokrotnieniem korzyści.

A co zyskuje na tym wszystkim Facebook? Z pewnością będzie dostawał prowizje od Ubera za wykonane kursy. Myślę jednak, że nie to jest tu najważniejsze! Tak naprawdę Messenger wychodzi daleko poza ramy komunikatora, który znamy dzisiaj. W przyszłości ma się pojawić możliwość płacenia między użytkownikami. Jeśli zostanie to zaakceptowane - może być totalnym hitem! Wróćmy jednak do aktualnych działań, czyli integracji z Uberem. Facebook po prostu zaczyna coraz bardziej uzależniać użytkowników od swoich produktów! Oczywiście daje nam on rozwiązania wysokiej jakości, więc układ jest jasny i klarowny. Zastanawiam się tylko czy za jakiś czas nie będzie takiego problemu, jak miał w pewnej chwili Microsoft, który był monopolistą na rynku systemów operacyjnych i ludzie korzystali z niego, bo nie było żadnej alternatywy. Dzisiaj jest już lepiej, ale to przez to, że Windows przestał być największym systemem operacyjnym na rzecz Androida.

Tak, jak zauważyłem w pierwszym akapicie tego felietonu: nie mam pojęcia kto więcej zyskuje na tym sojuszu strategicznym. Jest to trochę tak, jak słynna zasada win-win, która mówi, że albo obie strony zyskują albo nici z interesu. Tutaj wydaje się, że właśnie tak jest. Messanger uzyskuje nowe funkcjonalności, które sprawiają, że staje się on jeszcze bardziej niezbędny do codziennego życia. Uber zyskuje nowy kanał sprzedaży i dostęp do ogromnej bazy potencjalnych klientów. Obie opcje są nie do przecenienia.

O ile rozwój Ubera na polu sojuszy strategicznych wydaje się ograniczony (no chyba, że ja nie widzę tego potencjału :), o tyle możliwości rozwoju Messengera wydają się kompletnie nieograniczone. Za jakiś czas może pojawić się opcja zamawiania jedzenia czy biletów lotniczych. Wspomniałem również o płatnościach, co może bardzo zachwiać sytuację serwisów aukcyjnych! Co szykuje nam jeszcze Mark Zuckerberg ze swoim zespołem? Na razie jest to tajemnica! Myślę jednak, że jeszcze nieraz nas zaskoczą!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Witaj w Nowym Roku! W tym dniu, na początku kolejnego roku kalendarzowego, warto zastanowić się jak będzie wyglądała przyszłość technologii. Nie chciałbym bawić się w posiadacza kryształowej kuli, ale powoli rysuje się nam to, co szykują producenci. W ostatnich dniach trzy nowe produkty zaprezentował Samsung, ale sezon na prezentacje dopiero się zaczyna!

Co ciekawe kilka dni temu opublikowano badania na temat jak wyobrażają sobie technologie za kilka lat mieszkańcy naszej planety. Wychodzi na to, że nie aż takie wiele osób wierzy w to, że smartfony są ostatnim słowem. Tak naprawdę to mało można już w nich nowego zastosować. Jakby osiągnięto szklany sufit i teraz cała nadzieja w przyszłości smartfonów tkwi w łączeniu ich z innymi urządzeniami, np. ubieralnymi. Czy nie można już nic nowego wymyślić w smartfonie? Wydaje się, że kolejne elementy, które wprowadzają producenci to tylko bajery, które nie stanowią jakiejś wielkiej rewolucji.

Samsung zaprezentował kilka ciekawych produktów. Najbardziej wrażenie zrobił na mnie pas do spodni, który pozwala stwierdzić czy z naszą wagą jest wszystko w porządku, oraz czy nie potrzebujemy wstać od biurka i trochę się poruszać. Drugim ciekawym rozwiązaniem może być specjalny pasek do zegarka, który ułatwi rozmawianie w niesprzyjających warunkach. To co ciekawe to próba trafienia do tradycjonalistów w sferze zegarków. Pasek ten będzie mógł spokojnie działać razem z starodawnym wskazówkowym zegarkiem.

Jednak nie o gadżetach Samsunga chciałem tu pisać. Widać jak wszyscy się głęboko zastanawiają w którą stronę to wszystko pójdzie. Wróćmy jednak do historii. Henry Ford powiedział: Gdybym pytał ludzi, czego potrzebują, to powiedzieliby mi, że szybszych koni. Jeśli chodzi o technologie (a taką nowością był właśnie słynny Ford T), to nie decyduje użyteczność technologii, czy to jak bardzo ludzie tego potrzebują. W gruncie rzeczy liczy się to czy pojawi się ktoś, kto te technologie sprzeda. Kimś takim był wspomniany na tym blogu dziesiątki razy Steve Jobs. On uważał to samo co Henry Ford. Czy nie było wcześniej smartfonów i tabletów? Oczywiście, że były! Ale nikt nie potrafił ich sprzedać tak, jak zrobił to Jobs.

W gruncie rzeczy dochodzimy do sedna tego czym jest innowacja. Najlepsza nawet innowacja nie może zostać wielkim sukcesem jeśli się jej nie sprzeda! Ot co! Cała tajemnica. Z syndromem sprzedażowym Jobsa mamy aktualnie do czynienia w przypadku samochodów elektrycznych. Wspominany Elon Musk jest równie dobrym sprzedawcą, jak Jobs. I choć świat domaga się takiej technologii, to trzeba przyznać, że nie wiadomo na jakim etapie zaawansowania stałaby popularyzacja elektrycznych samochodów gdyby nie Musk. Ten człowiek jeszcze nieraz pchnie do przodu znany nam świat. Możliwe, że pod względem wizjonerstwa (czy jak to nazwać) przewyższa on ś.p. Stevea Jobsa.

Elektryczne samochody, autonomiczne samochody, technologie ubieralne, internet rzeczy, model oprogramowanie jako serwis (SaaS) ile jeszcze tego wszystkiego poznamy? Co z tego stanie się hitem? Czy Google powróci ze swoją ideą Glass? Czy samochody elektryczne zastąpią te napędzane na paliwa kopalne? Czy autonomia w samochodach to dobry kierunek pod względem prawnym? Czy smartfony zostaną zastąpione, przez kilka równoległych urządzeń, które będą sterowane głosem? Jest wiele pytań. Na wiele z nich nie ma jeszcze odpowiedzi. Jedno jest pewne: to będzie ciekawy rok. Raczej nie czeka nas jakaś wielka rewolucja na miarę iPhonea. Ale czy stopniowa ewolucja jest złym kierunkiem? Krok po kroku producenci dochodzą do doskonałości! Jak w Kaizen.

Wszystkiego, co najlepsze w nowym roku! Spełnienia jak największej ilości marzeń!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Cel na mijający rok dla najpopularniejszej dystrybucji Linuxa był ambitny: działać w 200 milionach urządzeń! Jak to bywa z ambitnymi celami: nie udało się go zrealizować. Popatrzmy jednak szerzej na tę sprawę: Czy Linux może zagrozić istniejącym systemom operacyjnym i stworzyć naprawdę porządny ekosystem?

Można powiedzieć, że pisząc ten tekst jestem nieco stronniczy, bo sam pracuję na Ubuntu. W moim odczuciu jest to system idealny do pracy. Problem rodzi się gdy potrzebujesz jakiegoś bardziej zaawansowanego oprogramowania, jak chociażby to do obróbki wideo. Wtedy niemal na pewno jesteś skazany na Windowsa. No chyba, że nie szukasz jakiejś egzotycznej aplikacji i wystarczą Ci te najlepsze (czytaj również najdroższe). Wtedy doskonały będzie Mac. Jak w tym wszystkim wygląda stary poczciwy Linux?

Można zażartować, że największy obecnie system operacyjny jest oparty na Linuxie. I nie miniemy się mocno z prawdą, ponieważ Android jest oparty na nim. Co jednak warto zauważyć: w miarę rozwoju tego systemu pojawiło się kilka znaczących dystrybucji. Wydaje się, że dzisiaj najbardziej liczącą z nich jest wspomniany Ubuntu. Nie można jednak na przykład zapomnieć o Red Hat, który jest wersją Linuxa z płatnym supportem. Idea wydaje się trafiona. Z jakiegoś jednak powodu nie cieszy się taką popularnością, jak Windows. Wynika to z pewnością z tego, że ludzie po prostu boją się wiersza poleceń. Fakt: wiersz poleceń jest często najlepszą drogą do zarządzania systemem operacyjnym. Jednak Linux nie ogranicza się do niego! Faktem jest, że robi się w nim tutaj więcej, niż w wymienionym Windowsie.

Co sprawia, że Windows, Android i Apple wygrywają? Oczywiście są to ekosystemy. Nie da się ukryć, że jeśli nie jesteś programistą, to możesz mieć problemy z przesiadką na system operacyjny z pingwinem. Tak, jak już napisałem wcześniej: nie ma wielu odpowiedników potrzebnych aplikacji, lub są one niewystarczające. Jeśli jednak przeglądasz internet i piszesz teksty w Wordzie, to spokojnie możesz się przenieść. Te najważniejsze aplikacje po prostu tu są! W przypadku Ubuntu już na starcie masz pakiet biurowy. I to o całkiem sporych możliwościach.

Kiedyś argumentem przeciwko przesiadce mógł być brak polskiej wersji językowej. Fakt wiele rzeczy dzieje się tutaj nadal po angielsku, bo przeskoczyć to ciężko, ale całkiem duża część systemu (czyli pewnie ta, która będzie Ci potrzebna) jest w pełni spolszczona. Dlaczego więc to Android jest numerem jeden, a Ubuntu nie zrealizowało celu istnienia w 200 milionach urządzeń?

Chyba największą barierą (wydającą się nie do przejścia) jest bariera psychiczna. Linux kojarzy się ewidentnie ze środowiskiem pracy dla profesjonalnych programistów. Myślę, że w miarę tego, jak kolejne aplikacje będą przenosić się do chmury i będą dostępne w przeglądarce internetowej, to wzrośnie szansa, że ludzie przesiądą się na pingwina. Takie twory jak Chrome OS pokazują, że niemal wszystko może się dziać za pośrednictwem przeglądarki internetowej. Jedyna bariera może istnieć dla ciężkich plików, jak filmy wideo, która z czasem coraz bardziej się zniweluje z powodu wzrostu szybkości naszych łącz.

Osobiście życzę wszystkiego najlepszego wszystkim Linuxom. Pracowałem na Mincie i Ubunut. Bardzo ciekawa przygoda. Ubuntu na starcie ma takiego samego Firefoxa, jak ten z Windowsa. Myślę, że idzie znaleźć sposób jak rozpropagować Linuxa. I myślę, że w ciągu najbliższych kilku lat ktoś to wykorzysta!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Wojny patentowe 2015-12-13 17:15
 Oceń wpis
   

Jak napisał Forbes pewne jest, że południowokoreański Samsung zapłaci amerykańskiemu Apple ponad 500 milionów dolarów(!) odszkodowania za naruszenie własności intelektualnej. Wyrok jest mocno bezprecedensowy, ale jednocześnie pokazuje, co jest prawdziwą wartością w dzisiejszym biznesie. Na początku batalii przed sądami była mowa o miliardzie dolarów odszkodowania. Dzięki procesem udało się Samsungowi zmniejszyć odszkodowanie niemal o połowę. Jak przyznaje sam Samsung: jeśli w przyszłości pojawi się wyrok uniewinniający, to będzie się domagał zwrotu wpłaconego odszkodowania.

Jakiś czas temu napisałem w pracy naukowej, że dzisiaj największą wartością firmy są: ludzie oraz patenty. Zauważyłem także, ze ten drugi element jest dużo trwalszy. Z ludźmi w XXI wieku jest taki problem, że potrzebują zmian. Idea, w której idzie się pracować do jednej firmy i doczeka się w niej emerytury jakby umarła. Szczególnie jest to widoczne w Stanach, gdzie migracja pracowników między poszczególnymi firmami jest ogromna. Regułą jest, że co 3-5 lat trzeba zmienić pracodawcę. Jeśli chodzi o dobrych pracowników, to firmy wzajemnie o nich walczą (nierzadko ich po prostu podkupując). Kapitał ludzki (jak często starają się go tak nie nazywać psychologowie) jest podstawową wartością każdej nie tylko technologicznej firmy! A trwalszą wartością dla dzisiejszych korporacji są patenty!

No właśnie... patenty. Stały się one słynne i dostępne dla masowej wyobraźni dzięki amerykańskiemu prawu patentowemu, które rodzi mnóstwo paradoksów. Pojawiła się nawet instytucja trolla patentowego, która mówiąc oględnie polega na patentowaniu oczywistych rozwiązań, z których z pewnością będą korzystać wielkie korporacje. Następnie firma będąc trollem sądzi się z wielkimi graczami, którzy najchętniej idą na ugody, bo wiedzą, że prawo patentowe jest określmy to dziwne. Oczywiście wynaturzenie nie wpływają na to, że idea ta jest kompletnie bez sensu.

Załóżmy, że jestem młodą firmą z małym kapitałem, która wymyśliła rewolucyjne rozwiązanie w jakiejś dziedzinie (niekoniecznie musi być to biotechnologia!). Jeśli wejdę na rynek bez ochrony patentowej, to wielcy gracze po prostu wciągną mnie nosem. Operują oni milionami, jeśli nie miliardami dolarów i bez przerwy muszą być gotowi na to, że świat się zmienia. Chociaż są wizjonerzy, którzy nie akceptują takiego stanu rzeczy. Jak na przykład Elon Musk, który opublikował jak działa Tesla i pozwolił korzystać innym ze swojej pracy. Zaowocowało to tym, że nie jest już numerem jeden w dziedzinie aut napędzanych energią elektryczną. Jednak to, co jest jego ewentualnym potencjałem na przyszłość to produkowanie podzespołów do aut elektrycznych dla innych producentów. Jeśli nie tworzysz produktu takiego jak eBay (gdzie jest zasada: pierwszy zgarnia cały rynek), to potrzebujesz ochrony patentowej, aby móc w ogóle konkurować z największymi graczami. Patent ten jest jedną z największych wartości Twojej firmy.

Oczywiście to, co opisałem powyżej to tylko jeden aspekt tej gry. Drugim aspektem są wojny patentowe na szczycie. Z tym właśnie mamy do czynienia w sytuacji, gdy Apple wygrywa z Samsungiem i dostaje gigantyczne odszkodowanie. Takich wojen w dzisiejszych czasach będzie coraz więcej. Czy będą w nich uczestniczyć Polacy? To dobre pytanie, bo uzyskanie patentu w Polsce jest mocno dziwne. Z założenia nie można opatentować idei. Tak, jak można to zrobić w Stanach. Sam proces patentowy trwa wiele lat. Kiedyś czytałem artykuł, w którym autor zauważył, że w Polsce powstaje tyle patentów, co w bodajże Republice Bananowej. Inną drogą jest zdobycie ochrony patentowej w innym kraju. Wojny patentowe to nasza rzeczywistość i wizja przyszłości. Wszystko jest okej dopóki nie cierpią na tym klienci! A z tym bywa różnie...

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Gdyby nie liczyć 16% udziałów w Alibabie, to wartość koncernu Yahoo! byłaby ujemna podaje Forbes. Yahoo to znak pewnej epoki. Założona w 1994 roku spółka była jedną z najpopularniejszych stron internetowych w historii. Po części nadal nią jest nie przekłada się to jednak na wyniki.

Jakiś czas temu (jeszcze za czasów Stevea Ballmera) Microsoft złożył ofertę kupna całości Yahoo! za niebagatelną kwotę ponad 44 miliardów dolarów. Wtedy władze firmy stwierdziły, że nie jest to w interesie akcjonariuszy, oraz że cena jest zaniżona. Dzisiaj kapitalizacja amerykańskiej firmy wynosi połowę kwoty z tej propozycji. Czy należało sprzedawać póki jeszcze był czas?

Yahoo nie znalazło odpowiedzi jak zareagować na rosnącą potęgę Google. Nie zareagowało na to, że internet wszedł w erę web 2.0. Zamiast szykować frontalny atak sądziło się z Facebookiem co do patentów. Eksperci uważają, że takie firmy są w sytuacji, w której uważają, że nie są w stanie nic nowego wymyślić, a jedyne co mogą zrobić, to kupić rozwiązanie. Czy jednak Yahoo! - jedna z pierwszych internetowych spółek, która przetrwała bańkę dotcomów, nie jest w stanie wymyślić nic odkrywczego?

Z takim twierdzeniem nie sposób się zgodzić gdy patrzy się na przykład na Amazon. Obecnie Jeff Bezos jest bardzo wysoko notowany na liście miliarderów i jego spółka ciągle wymyśla coś nowego. To prawdziwa kuźnia innowacyjności. Z drugiej strony Google przez cały czas udoskonala swoje produkty i wprowadza nowe. Naprawdę da radę tworzyć innowacje nawet w wielkiej firmie. Prawdziwą zagwozdką dla wszystkich okazał się Facebook, na którego próbowało zareagować Google wprowadzając swoją usługę Google Plus. Na razie Facebook na tym polu wygrywa, ale przecież w każdej chwili może pojawić się ktoś, kto wywróci rynek do góry nogami. Nie wiadomo tak naprawdę jak rozwinie się Snapchat, który szturmem zdobywa uznanie młodszej części internetu. A Yahoo to wszystko przespało!

21 lat... tyle minęło od startu giganta. Dzisiaj jego główną wartością są udziały w chińskiej spółce Alibaba. Gdy jeszcze trwały czasy świetności Yahoo postanowiło ono zainwestować w Jacka Ma i jego pomysł. To zaowocowało tym, że do dzisiaj portal ma te udziały. Nie wiem na ile jest to obciążenie dla Alibaby. Z pewnością lepiej dla niego byłoby, aby właścicielem tych udziałów była tak innowacyjna firma jak Google, czy Apple. Trzeba pamiętać, że był czas, kiedy Yahoo uwierzyło w Jacka Ma i zasługuje na te udziały. Gorzej, że są to praktycznie jedyne cenne aktywa spółki.

Szansa rodzi się w tym, żeby jakiś człowiek z wizją przejął spółkę i dał tej marce nowej mocy! Oczywiście pewnie nie da rady zrobić tego sam, ale z udziałem funduszy jest w stanie to zrobić. Jakby oddzielić udziały Alibaby i markę Yahoo, to może cena nie byłaby aż tak wysoka. Przypomina mi to sytuację, która wydarzyła się w Polsce odnoście połączenia Grupy o2 i Grupy WP. Dzisiaj nowo powstały twór nazwany Grupa WP jest największym graczem na rynku portalowym w kraju nad Wisłą! Widać da się!

Do Yahoo! wiele osób ma ogromny sentyment. Co prawda w Polsce nigdy nie mieliśmy tego portalu pełną gębą. Aczkolwiek mam znajomych, którzy korzystają z ich poczty. Raczej marka nie zniknie. Może się jedynie zmienić właściciel. Takie marki nie upadają całkiem. W najgorszym wypadku ktoś kupi markę i stworzy pod jej szyldem klona Facebooka. Szkoda, że Yahoo przespało web 2.0. Możliwe, że dzisiaj konkurowałoby z największymi i nie bało się o swój byt!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi