napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

W dniu dzisiejszym moja uwagę w internetach skupiła informacja o tym, że w 2020 roku branża zamawiania jedzenia online w samej Polsce będzie warta miliard złotych rocznie! Suma niebagatelna, a trzeba przyznać, że wszystko się dopiero zaczyna. Z resztą cały szał na internet dopiero się zaczyna. I będzie to się rozwijać w ciągu najbliższych kilku lat do poziomu o jakim się nie śniło tym, którzy zaczynali wchodzi w tę gałąź rynku w latach 90tych XX wieku.

Wszystko się dopiero zaczyna! Wydaje Ci się drogi Czytelniku, że w internecie jest już wszystko? Niewiele można tu wymyślić? Błąd! To tylko minimalnie ucywilizowany dziki zachód. Fakt, że te 15 lat temu trzeba było inwestować w wielkie serwery i ogromne ilości transferu, a dzisiaj sprawę załatwia chmura obliczeniowa znajdująca się na przykład w Stanach Zjednoczonych niewiele zmienia. Fakt, że mieliśmy do czynienia z wielką bańką dotcomów z roku 2000, kiedy to inwestorzy przekonali się, że coś takiego jak nowa ekonomia nie istnieje. To, że tuzy z Wall Street musiały przekonać się, że pieniądze nie rosną na drzewach nie świadczy o złej naturze internetowych biznesów. Jakby przyjrzeć się ekonomii i cyklom koniunkturalnym, to średnio co kilkanaście lat jest nadmuchana jakaś bańka spekulacyjna wokół czegoś oczywistego. Wielki Kryzys roku 2008 to po prostu mówiąc delikatnie: przejaw zbyt dużego optymizmu banków.

Wracając jednak do internetu: najprawdopodobniej w ciągu najbliższych lat będziemy mieć do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną. Tym razem nawiązując do web 2.0 można ją nazwać bańką 2.0. Czy coś się jednak zmieniło od poprzedniej bańki? Oczywiście! Biznesy internetowe są zdecydowanie bardziej przemyślane, a złotą regułą zaczął być dopracowany model biznesowy. Wiem, że fajnie byłoby mieć od samego początku wielkie pieniądze z reklam. To jednak działa dopiero od pewnego (dość wysokiego!) pułapu. Na reklamach idzie zarobić, ale jest to ciężka droga. Dlatego wiele biznesów internetowych dzisiaj skupia się na tym, aby pobierać opłaty za dodatkowe funkcjonalności, albo stosując abonamenty dla coraz fajniejszych aplikacji.

Idąc tym tropem widać, że abonamenty sprawdzają się w najlepszym przypadku na rynku B2B. Zwykli użytkownicy często są przyzwyczajeni do tego, że internet powinien być darmowy. Swoją drogą jest w tym pewna logika: skoro płacę za abonament za internet (często nie są to niemałe pieniądze), to dlaczego dostawca nie dzieli się pieniędzmi z stronami, które odwiedzam? Skoro działa to w przypadku telewizji kablowej, to dlaczego nie działa tutaj? Oczywiście można mówić o zbyt dużym rozproszeniu dostawców stron internetowych, ale skoro samo Google bierze pod uwagę taką opcje i planuje w przyszłości dzielić się wpływami z twórcami stron, to jednak coś jest na rzeczy!

Model SaaS (Software as a Service), w którym standardem są abonamenty zdecydowanie jest przyszłością internetu. Skoro Microsoft robi Office 365 w takim modelu to znaczy, że widzi w nim potencjał. Pisałem już o serwerach, a właściwie chmurze obliczeniowej, która bardzo staniała. Czy są jakieś inne bariery wejścia? Wiedzę marketingową można nabyć. W zespole cholernie ważną osobą jest sprzedawca. Nieważne czy na blogu pisałem o Arturze Kurasińskim, czy o Tadzie Witkowiczu, to jednak kluczowym elementem każdego biznesu jest sprzedaż! Tego się nie przeskoczy. Można mieć nieskończony produkt, ale nie można nie mieć urodzonego sprzedawcy.

Kwestie techniczne nie są aż tak bardzo skomplikowane. Jeśli się uprzeć, to można się samemu nauczyć programować i stworzyć pierwszą stronę (sam wybrałem tę drogę). Jednak jeśli ma się odłożoną gotówkę, to można to po prostu zlecić. Polacy to najlepsi programiści na świecie! Czy chcesz mieć programistę u siebie, czy zlecić to zadanie Software Houseowi, to jedno jest pewne: warto inwestować w Polaków.

Jedyne, co może po części ograniczać przed wejściem w tę branżę, to prawdopodobieństwo wtopy. Jeśli offline robisz coś oczywistego np. otwierasz warzywniak, to masz znacznie większe szanse na sukces niż w przypadku online. Natomiast szansa, że ten warzywniak zmieni się w międzynarodową sieć warzywniaków jest mniejsza, niż to, że internetowy startup osiągnie globalny sukces. Ryzyko to trzeba po prostu zaakceptować. Ale jak nie wyjdzie jedno to wyjdzie drugie, albo trzecie. Oczywiście jesteśmy jeszcze daleko za Doliną Krzemową, w której chwali się porażki i to jakie lekcje startupowcy z nich wyciągnęli. Bodajże prezes Pixers powiedział, że wyłożył ponad 20 startupów zanim zrobił Pixers. Jak na Polskę to jest to fascynujący wynik :).

Wiem, że kiedyś youtuber Krzysztof Gonciarz powiedział, że nasze czasy nie są jeszcze aż tak fascynujące, bo co to dopiero będzie jak będziemy kolonizować inne planety. Ja jednak uważam, że nasze czasy są mocno fascynujące! Największe fortuny dopiero powstaną! I powstaną one w internecie. Przykład chociażby Snapchata, gdzie założyciele są młodsi ode mnie, a mają firmę wartą 10 miliardów dolarów (może nawet już więcej). Może i eksperci powiedzą, że takie coś to jak wygrana na loterii, że ciężko trafić w gusta ludzi, w to co będzie modne. Ja jednak przychylam się do tego, co powiedział Rafał Agnieszczak, że tu chodzi o ciężką, wytrwałą pracę a sukces w końcu przyjdzie! Nieważne czy to będzie za 5, czy 15 lat!

To czego bym sobie szczerze życzył, to wielkie sukcesy Polaków na internetowej arenie międzynarodowej. Jest coraz więcej firm, które mają taki potencjał, jak chociażby Livechat wyceniany na miliard złotych. Liczę na to, że doczekamy się polskiej firmy, która będzie tak wielka jak chociażby Microsoft. Czy jest to trudne? Cholernie! Ale Polacy są przedsiębiorczy i utalentowani. Są w stanie osiągać wielkie sukcesy. Z pewnością już niedługo się doczekamy!

Wiem, że stawiam śmiałą tezę pod tytułem: Internet się dopiero zaczyna. Ale ja jestem tego pewien na 1000%. To jeden z tych przełomowych wynalazków, które przewracają świat do góry nogami, jak telefon, czy kolej żelazna. Największe firmy tego świata wykorzystują internet na wielu polach. Aktualnie największą wycenę ma Apple. Czym byłyby wynalazki tej firmy bez internetu? Wielki pochód do wielkości z końcówki lat 90tych zawdzięczają iPodowi, który byłby pewnie tylko fajnym gadżetem bez iTunes!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Tesla za 35.000 dolarów! 2016-04-03 14:55
 Oceń wpis
   

Nie będę się zachwycał wyglądem Modelu 3, który ma być samochodem ekonomiczny. Nie będę pisał o osiągach, czy w jakim tempie rozpędza się do 100 kilometrów na godzinę. Premiera zapowiadająca nowy samochód Tesli stała się faktem. Elon Musk pokazuje jak konsekwentnie dąży do realizacji swoich celów założonych lata temu.

Tesla staje się powoli Apple motoryzacji. Już pojawiły się kolejki, aby złożyć zamówienie na nowy samochód. Oczywiście nie jest to taka skala jak w przypadku Apple, ponieważ i cena produktu jest inna. To, co robi ogromne wrażenie to fakt, że pojawiło się ponad 100.000 chętnych, którzy zainwestowali w kaucje w ramach przedsprzedaży. Dzięki tym kaucjom uzyskano... 100 milionów dolarów! Nieźle jak na samochód, który do salonów ma trafić dopiero w 2017 roku.

Tesla zaczynała od aut sportowych, których mogła produkować mniejszą ilość i sprzedawać za wyższą cenę. Dekadę temu idea sportowego elektrycznego samochodu była czymś naprawdę niesamowitym. Dzisiaj samochody elektryczne są bardziej popularne, ale nadal nie uzyskały pewnej masy krytycznej, która jest wymagana do wielkiego sukcesu. Razem z rozwojem sprzedaży aut elektrycznych będzie wypracowywać się cała infrastruktura, na którą składają się zarówno salony, jak i stacje ładujące.

Wraz z rozwojem idei szalonego wizjonera Muska coraz bardziej budzi się konkurencja. Jakiś czas temu gruchnęła wieść, że sama Tesla nie jest już największym producentem aut elektrycznych. Muskowi jednak to nie przeszkadza. Można odnieść wrażenie, że to człowiek oddany swoim ideałom. Taki po części błędny rycerz pokroju Don Kichota, który walczy z wiatrakami. Różnica polega na tym, że te wiatraki to nie są wyimaginowane smoki - tylko realne problemy współczesnego świata.

Tesla z każdym rokiem coraz bardziej odmienia świat. Wiadomo, że te sto tysięcy kaucji nie zmieni zaraz całkowicie branży motoryzacyjnej. Rękawica jednak została rzucona i już nawet BMW czy Porsche myślą poważnie o samochodach elektrycznych. Pytanie tylko co na to globalny przemysł. Jak zauważają ekonomiści: ropa stała się krwią naszej gospodarki. Napędza wszystko! Każda rzecz, za którą codziennie płacimy jest w pewnym stopniu pochodną ceny ropy. Czy to znaczy, że będzie trudno przejść ostatecznie na energię elektryczną? Myślę, że mogą być ku temu spore opory. Choć arabscy szejkowie już wiedzą, że eksploatacja tego surowca to maksymalnie jeszcze dwie-trzy dekady i zaczęli inwestować w bankowość.

Tesla Model 3 będzie wielkim hitem sprzedażowym! Co do tego nie można mieć wątpliwości. Wynika to również z tego, że Musk jest królem marketingu. Nie ma tygodnia aby w mediach ekonomicznych lub technologicznych nie było wzmianki na jego temat oraz na temat jego firmy. Mam wrażenie, że jedyne co powstrzymuje ludzi przed masową przesiadką na samochody elektryczne jest fakt, że cały czas infrastruktura dopiero się rozwija. W Polsce jest raptem kilka stacji, na których można podładować Teslę. Zmiana tego to tylko kwestia czasu!

Cały czas zastanawiam się co to będzie, gdy Tesla rozwinie model dostawcy podzespołów dla innych firm. To może zdecydować o jej jeszcze większym sukcesie. Jeśli więcej podmiotów będzie mogło stworzyć własny samochód na podzespołach Tesli, to z pewnością urzeczywistni się wizja Muska o świecie z czystą energią. Czego sobie i wszystkim z nas życzę!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Półtora miesiąca temu pojawiły się szersze informacje na temat Instant Articles na Facebooku. Idea jest prosta: po co wychodzić z FB skoro można czytać artykuły od wydawców bezpośrednio w aplikacji. Ma to przełożenie przede wszystkim na użytkowników mobilnych, dla których to działa szybciej i być może będzie wygodniejsze. Czy jednak takie uzależnianie się od Facebooka w kolejnej dziedzinie jest dobre?

Facebook to jeden z największych (jeśli nie największy) hitów początku XXI wieku. O portalu założonym w 2004 roku powstają już nawet holywoodzkie filmy. Historia spółki i jej założyciela obrastają w legendy. Widać jak stopniowo portal przenika do kolejnych elementów naszej wirtualnej bytności. Następne na celownik trafiają artykuły. Do teraz jest tak, że trzeba było otwierać artykuł w nowej karcie przeglądarki, iść do innej strony i następnie wrócić do Facebooka. Być może nie jest to najwygodniejsza opcja na świecie, ale dawała ona jednak sporą niezależność wydawcą. Od 4 kwietnia stopniowo ma się to zmieniać.

Czy przenikanie Facebooka do kolejnych elementów naszego internetowego życia jest dobre? Tak, jak to zazwyczaj bywa: kij ma dwa końce, a medal dwie strony. Dzięki przenikaniu takich elementów jak artykuły, zamawianie kierowców Ubera, czy w przyszłości ehandel - mamy ogromną wygodę. Jesteśmy w stanie robić wszystko w jednej aplikacji, która w przyszłości będzie kompleksowym rozwiązaniem wszystkich naszych najważniejszych problemów. Z drugiej strony mamy do czynienia z tym, co jest często zarzucane Google: portale internetowe mają za dużo danych na nasz temat. Oczywiście takie zarzut często mnie śmieszy, ponieważ większość ludzi nie jest na tyle interesująca, aby ich dane w jakiś sposób były wykorzystane. Jest to wykorzystywane przede wszystkim do serwowania nam wyprofilowanych reklam. A trzeba przyznać, że pod tym kątem profilowanie reklam na FB działa fantastycznie.

Stajemy się coraz bardziej uzależnieni od portali internetowych takich, jak Google czy Facebook. Jest to nieodłączny znak naszych czasów, w których jak przyznają sami krezusi: anonimowość nie istnieje. Fakt, że pojawiają się takie projekty jak TOR świadczy o tym, że są jednak osoby, którym marzy się trochę prywatności. Ktoś mądry powiedział, że dane na temat użytkowników to nowe złoto internetu. Inna sprawa, że naprawdę trudno te dane przetworzyć i zrobić z nich użytek. Jak bardzo chcielibyśmy od tego uciec, to jednak nie da się! Ostatnio pisałem artykuł o projekcie Telegram, który ma być anonimowym komunikatorem. Apropo jego działania od razu pojawiła się myśl, że wspiera on komunikację między terrorystami. No cóż.. tak jak napisałem: duch naszych czasów.

Mimo zarzutów należy przyznać, że to co robi Facebook dla nas - jest bardzo dobrej jakości. Sam fakt, że Instant Articles było przez rok testowane wśród dużych wydawców - świadczy o tym, że firmie Zuckerberga zależy na profesjonalizmie. Kiedyś pojawił się żart w stylu: Czym różni się Polska od USA tym czym Nasza Klasa od Facebooka. Nie ujmując specjalnie NK: nie jest już to ten portal, który był na początku. Początkowa wizja jakby kompletnie się rozmyła. Gdy Onet przejmował ten portal, to był zainteresowany jego gamingową częścią. Facebook dokłada kolejne elementy, ale są to przemyślane ruchy. Dokładna strategia, która nie psuje spójności portalu.

Myślę, że Facebook będzie wart coraz więcej, będzie przejmował kolejne Start-upy i jego rozwój będzie rósł tak, jak rósł do tej pory. A że uzależnia nas od siebie? Wbrew wszystkiemu jest to po prostu dobra aplikacja!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Youtube to taki nowy rodzaj telewizji XXI wieku. Nic więc dziwnego, że marka która chce być najbardziej kojarzona z mobilnym internetem postawiła na promocję wśród gwiazd tego medium. Ilość użytkowników Virgin Mobile nie powala, ale wyniki kampanii robią naprawdę duże wrażenie! Czy firmie Richarda Bransona uda się wreszcie przebić do polskiej świadomości i stać się wirtualnym operatorem numer 1 w naszym kraju?

Richard Branson to ekscentryk. Już wielokrotnie zaskakiwał tysiące swoich klientów akcjami w jego stylu. Stworzył linie lotnicze inne niż wszystkie pozostałe. Sprzedał jedną ze swoich pierwszych firm za miliard (!) dolarów. Wokół marki Virgin stworzył konglomerat wielobranżowy. Jeśli chodzi o branding i marketing, to eksperci pukają się w głowę jak to wizerunkowo wszystko działa. Z mojej perspektywy wygląda to tak, że poszczególne firmy z Virgin w nazwie (a jest ich kilkaset!) trafiają do podobnej grupy klientów. Dzięki temu gdy pojawia się nowa firma, to wystarczy poinformować grono dotychczasowych klientów o nowej dziedzinie działalności. Trochę inaczej może być tylko z ukochanym dzieckiem Bransona, czyli Virgin Galaxy. Tutaj pułap cenowy jest nieco wyższy, ze względu na to, że załogowe loty w kosmos są jak na razie dobrem luksusowym. Jednak to właśnie ta firma pokazuje jak wielki z Bransona wizjoner!

W kraju nad Wisłą mało było dotychczas Virgin. Sytuację miało zmienić wprowadzenie wirtualnego operatora telefonii komórkowej. W czasie działania Virgin zdążyło już upaść sporo takich operatorów. Jak to jednak bywa: wszechświat nie znosi próżni, więc pojawili się następni. Virgin Mobile ma niesamowite zaplecze, o którym już pisałem na tym blogu. Z jednej strony jest to postać założyciela Richarda Bransona. Inną kwestią jest zaangażowanie się jednego z najbogatszych polaków: Łukasza Wejcherta (syna przedwcześnie zmarłego Jana), który swego czasu był prezesem Onetu. Po tym jak Grażyna Piotrowska-Oliwa opuściła szeregi PGNiG (tracąc fotel prezesa), to pojawiła się w radzie nadzorczej Virgin Mobile. Także zaplecze biznesowe i kapitałowe jest ogromne, a mimo to sukcesu jakoś brak.

Jeden z poczytnych portali na temat komunikacji marketingowej zrobił podsumowanie nowej kampanii Virgin Mobile, która opiera się na zaangażowaniu popularnych polskich youtuberów. Takie osoby, jak Niekryty Krytyk, czy Sylwester Wardęga są znani setką tysięcy internautów. A widać, jak definitywnie w nich celuje ze swoją ofertą Virgin Mobile. To, co tygrysy lubią najbardziej, to informacja o wyświetleniach filmów zaangażowanych w akcje, a było ich bagatela: 3.670.000! Drugim ważnym parametrem są słynne łapki w górę, których pojawiło się 220.000. Warto podkreślić, że wymienieni przeze mnie youtuberzy, to nie jedyni, którzy zostali zaangażowani w akcje. Tutaj mamy do czynienia z prawdziwą plejadą gwiazd.

Virgin nie zrobił tego tak, jak robi telewizja, że na początku audycji pojawia się logo sponsora. Zaangażował youtubuerów do różnych akcji, które pasowały do ich profilu działalności. I tak autorka Agnieszka Grzelak, która jest zafascynowana Japonią pojawiła się w stroju gejszy! Iluzjonista sprawiał, że na rękach fanów pojawiały się smartwatche. Genialny sposób na promocję!

Branson i jego Virgin, to nieskończony potencjał! Głęboko wierzę, że w końcu uda się przebić Virgin Mobile w świecie polskich operatorów telefonii komórkowej. Jeśli chodzi o ilość dostępnego internetu w pakiecie, to wśród pre-paidów są numerem jeden. A przecież to właśnie internet mobilny jest tym, na co powinni teraz walczyć operatorzy. Virgin! Jeśli nie teraz to kiedy? Czas podbić polski rynek!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

To fascynujące, jak wielki narzędzia sprzed kilku lat, które okazały się być kalką zagranicznych aplikacji/portali, dzisiaj ledwo przędą, a Filmweb cały czas jest w doskonałej kondycji i się rozwija. Ten portal to polska mekka kinomaniaków. Jak dojść do tak wielkiego sukcesu?

Na sam początek należy przyznać, że takie portale pojawiły się już wcześniej za granicą. Najsłynniejszym jest IMDB. Na czym jednak tak naprawdę polega sens istnienia takiego portalu jak Filmweb? Wydawałoby się, że oceny filmów to prosta rzecz i nie da się wokół tego zrobić czegoś naprawdę wielkiego. Myli się jednak ten, kto tak myśli! Ilość opcji, które opracowano w ramach Filmwebu robi wrażenie. Wiele z nich jest naprawdę innowacyjnych w skali świata!

Podstawą są oczywiście systemy ocen. Każdy film, oraz osoba filmu ma swoją stronę, którą mogą oceniać internauci. Oprócz ocen pojawiają się również opisy i komentarze. Bardzo podoba mi się podział na rozbudowaną recenzję redakcji (na poziomie profesjonalnego pisma o filmie), oraz krótkie opisy osób, które obejrzały film. Takie strony są najczęściej rozbudowane w zależności od popularności filmu/osoby, której dotyczą. Zdarzają się oczywiście tematy, które są słabo poruszone. Kolejnym mocnym elementem takiej strony są listy aktorów i osób współpracujących przy filmie (w przypadku strony filmu), lub lista filmów, w których uczestniczyła osoba (w przypadku wizytówki osobistej). W ramach tej działalności Filmweb idzie naprawdę daleko i można zobaczyć oceny konkretnej roli, konkretnego aktora!

Wiadomo, że wszystko rozbija się wokół ocen, więc doskonałym elementem są rankingi. Dzięki matematycznemu wzorowi na średnią można otrzymać bardzo ciekawe i miarodajne wyniki. Top 100 filmów, czy aktorów może się okazać naprawdę przydatne zarówno dla początkującego, jak i zaawansowanego kinomaniaka. Są osoby, które za punkt honoru ustawiają sobie obejrzenie wszystkich filmów z rankingu konkurencyjnego IMDB, ale z pewnością są też osoby, które sugerują się listą Filmwebu.

Kolejnym innowacyjnym elementem jest Gustomierz. Możesz ocenić filmy, które oglądałeś, a następnie aplikacja zasugeruje Ci jakie inne filmy Cię zainteresują. Nie wiem czy spełnia to oczekiwania jakichś wyszukanych gustów, ale dla zwykłych ludzi są to naprawdę przydatne informacje. Nie wiem czy ktoś już wpadł na tego typu aplikację, ale wydaje się ona innowacyjna w skali globu!

Osobiście żałuję tylko jednego: Filmweb jest jednym z najdłużej działających portali w polskim internecie. Pamięta on zamierzchłe czasy. Jest on zdecydowanym numerem jeden wśród portali filmowych. Jest jedną z najlepiej wypozycjonowanych polskich stron. A mimo to cały czas działa tylko w Polsce! Nie okłamujmy się: zdobywanie kolejnych rynków powinno być głównym celem każdego rozwijającego się projektu! Dlaczego Filmweb tego nie robi? Pamiętam jeden z wywiadów ze znanym blogerem, kiedy powiedział on, że gdyby miał wolne fundusze, to robiłby kalki Filmweb, Chomikuj, czy Pudelka na inne kraje. To dobry model!

A co do modelu drugą rzeczą, której nie rozumiem to - dlaczego nie powstały jeszcze konta premium dla użytkowników Filmwebu. Można z pewnością stworzyć coś, za co internauci chętnie zapłacą. Chociażby ulepszoną wersję filmwebowej wizytówki! W dzisiejszych czasach sam model reklamowy aż tak bardzo się nie sprawdza. Aczkolwiek Filmweb ma skalę, która pozwala mu w ten sposób zarabiać. Jednak konto premium to prawdziwy potencjał!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Korzystam ze Slacka i jestem pod jego ogromnym wrażeniem. Ten komunikator pokazuje, jak robić biznes w internecie! Nie spotkasz na nim reklam, ponieważ po części jest to płatna aplikacja. A że ludzie za to płacą, to oznacza, że jest on strzałem w dziesiątkę. Każdego dnia korzysta z niego 2,3 miliony użytkowników. Czy to dużo, czy mało? Przy fenomenalnych wynikach Facebook, czy Snapchata nie wydaje się to dużo, ale trzeba zauważyć, że prawie 30% użytkowników tego komunikatora za niego płaci.

Model biznesowy Slacka wydaje się być zupełnie inny niż to w co wierzą founderzy z ery web 2.0. Google czy Facebook zarabiają na reklamach. I choć starają się one zdywersyfikować źródła przychodów, to jednak jest to ich główne źródło utrzymania. Za tym trendem podążają inni. Tak, jak chociażby wymieniony Snapchat. Czy można jeszcze wierzyć w zarabianie na reklamie? Stoimy przed bardzo ważnym momentem w dziejach rozwoju internetu. Użytkownicy są coraz bardziej skłonni płacić za aplikacje czy artykuły. Choć trzeba przyznać, że aktualnie ma to większe zastosowanie bardziej w projektach skierowanych do biznesu. Slack jest właśnie takim projektem, ponieważ tworzy on kanał komunikacji w ramach miejsca pracy.

Wróćmy do samej idei tak niezwykle genialnej w swej prostocie. Gdy jesteś pracownikiem firmy, która coś tworzy, to zależy Ci na sprawnej komunikacji wewnątrz firmy. Wiadomo korzystasz z firmowych e-mail. Czasem pojawia się pomysł, żeby używać do komunikacji Facebooka lub Skype. Ma to jednak swoje wady, o których z pewnością przekonali się Ci którzy próbowali tych opcji. Podstawową kwestią jest to, że są to miejsca, w których znajdują się nasze prywatne punkty odniesienia, a raczej nie robi się specjalnie konta do celów firmowych (w przypadku Facebooka jest to chyba nawet niedozwolone). I tutaj pojawia się Slack...

Podstawowy sposób działania Slacka podzieliłbym na kanały, oraz prywatne wiadomości. Wszystko podane w sposób przejrzysty i niemalże oczywisty. Podstawowym kanałami są Organization (rzeczy związane z firmą) czy Random (luźny kanał na tak zwane rzeczy z czeluści internetów). Oczywiście kanały można dodawać wedle potrzeb. I tutaj pojawia się pewna innowacja, która niesamowicie usprawnia pracę: nie trzeba dodawać nikogo do znajomych. Myślę, że to kompletnie mijałoby się z celem. A tak na jednym komunikatorze może być kilkadziesiąt osób i w każdej chwili możemy napisać prywatną wiadomość do dowolnej z nich.

Inną ciekawą funkcją Slacka jest mnogość reakcji, oraz możliwość definiowania własnych. To co aktualnie wprowadził Facebok, że oprócz przycisku lubię to mamy kilka innych reakcji, to na Slacku jest znacznie bardziej rozbudowane. Dodatkowo z tego co widziałem na Facebooku na post można odpowiedzieć tylko jedną reakcją, a na Slacku możemy użyć dowolną ilość. Na Slackach, w których uczestniczę hitem okazały się ikonki z twarzami uczestników. Nie wiem czy sami twórcy przewidzieli, ze można to zrobić w taki sposób, ale idea genialna.

Slack to nie Facebook i to trzeba podkreślać od początku. Ma to działać zupełnie inaczej, dzięki czemu można sobie pozwolić na płatności od dużej części użytkowników. Może ilość użytkowników nie jest jeszcze oszołamiająca (choć pewnie jak na narzędzie biznesowe to jest), ale ilość płacących użytkowników robi ogromne wrażenie! Osobiście jestem wielkim fanem Slacka. Spotkałem się z różnymi formami komunikacji w firmie i ta chyba jest najwygodniejsza,

Slacku! Dużo sukcesów!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Komunikatory internetowe to rynek, na którym sporo się ostatnio dzieje. Do historii przeszła transakcja kupna Whatsapp przez Facebooka. Snapchat stara się stworzyć model biznesowy przynoszący konkretne pieniądze i przyciąga do siebie coraz większe rzesze młodych użytkowników. Messanger ma 800 milionów użytkowników i ustępuje tylko wymienionemu Whatsapp, który ma ich już miliard. I w tym całym zamieszaniu rośnie w siłę komunikator, który jest oskarżony o ułatwienie kontaktowania się między sobą terrorystom.

Rosyjski Facebook, czyli vKontakte przyniósł pieniądze braciom Durov. Postanowili oni stworzyć nowy projekt o globalnych aspiracjach. Tak powstał Telegram, czyli komunikator internetowy, który pozwala na całkowite usunięcie wiadomości. Wynika z tego, że jest on najbardziej anonimowy. Oznacza to oczywiście, że jest on na celowniku władz różnych krajów. Co ciekawe 1/5 użytkowników pochodzi z Iranu.

Czy da się zagrozić pozycji obecnych komunikatorów? W dobie internetu i globalnej gospodarki można spokojnie stworzyć pomysł, który w ciągu kilku lat zdobędzie świat. Doskonałym przykładem jest konkurencja Telegramu, czyli Snapchat. W ciągu kilku lat zdobył on miliony użytkowników, oraz grono inwestorów, które wywindowało jego wartość na miliardy dolarów. Od dawna wychodzę z założenia, że internet bardzo ułatwia, a jednocześnie bardzo utrudnia działanie. Skąd takie sprzeczne wnioski? Łatwiej jest stworzyć stronę/aplikację, która w krótkim czasie zdobędzie miliony użytkowników. Dużo łatwiej niż otworzyć sklep z butami w każdym mieście. W tym drugim wypadku jest to zdecydowanie bieg długodystansowy zaplanowany na lata działalności. Gdy ma się dobry pomysł na biznes internetowy nie trzeba robić tego wszystkiego, co robi się w przypadku biznesu tradycyjnego takiego, jak sklep z butami. Na czym polega więc trudność? Biznes tradycyjny może nie urośnie tak szybko jak internetowy, ale tak naprawdę ma dużo większe szanse na przetrwanie. Powszechnie mówi się, że 9 na 10 start-upów internetowych upadnie w ciągu kilku lat. Tutaj albo odniesie się wielki sukces, albo wielką porażkę. Ciężko znaleźć coś pomiędzy.

Telegram zapowiada się na wielki sukces mimo, że jest to tak naprawdę młody projekt powstały w drugiej połowie 2013 roku. Cy jest w stanie przegonić gigantów tej branży? Prywatność stała się w internecie towarem deficytowym. W gruncie rzeczy powszechne stało się twierdzenie, że w erze web 2.0 prywatność nie istnieje. Pierwsze kroki w kierunku większej prywatności poczynił Snapchat, z którego wiadomości znikają po 10 sekundach. Jak się jednak okazało niedawno: wiadomości te nie znikają z bazy danych aplikacji, a użytkownik może sobie wykupić do nich dostęp. Telegram podchodzi do sprawy inaczej. Można całkowicie usunąć wiadomości, co samo w sobie jest innowacją. Oczywiście pojawiają się zarzuty o wspieranie działań terrorystów, ponieważ dostają oni narzędzie do swobodnej komunikacji. Dając internautom niemal całkowitą prywatność trudno uniknąć takich zarzutów.

Jak to w wypadku komunikatorów problemem jest model biznesowy. Wydaje się, że do tej pory najlepiej poradził sobie z tym Snapchat, który wprowadził płatność za dostęp do archiwalnych snapów. Jednak model ten wynika z unikalności Snapa i raczej jest nie do powtórzenia gdzie indziej. Whatsapp zrezygnował z idei płacenia jednego dolara po roku użytkowania, bo okazało się to być skomplikowane dla użytkowników. I tak widzimy, jak kolejne komunikatory gromadzą setki milionów użytkowników bez pomysłu jak na nich zarabiać. Telegram na chwilę obecną nie jest lepszy i mgiełka tajemnicy wokół pomysłów na zarabianie sprawia, że sytuacja w oczach przeciętnych użytkowników jeszcze bardziej wygląda na nierozwiązaną. Trzymam kciuki za Telegram, bo jest w nim wielki potencjał!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

O Rafale Agnieszczaku i jego Fotka.pl napisano w internecie setki stron maszynopisu. Niektórzy go karcą, inni podziwiają, ale jedno jest pewne: nie można go ignorować. Szczególnie w chwili, gdy jego najważniejsze dziecko kończy 15 lat! W tym czasie polski, jak i światowy internet zaliczył kilka poważnych epok. Powstało wiele ciekawych pomysłów, z czego ogromna ilość upadła lub straciła na blasku. Natomiast blask Fotka.pl nadal błyszczy!

Zanim pojawiły się takie określenia ja social media, czy wersje mobilne stron, to Fotka już i istniała i działała. Od początku z jasnym celem działalność, uderzając w konkretną grupę odbiorców. Z dzisiejszej perspektywy takie portale, jak Grono czy NK przegrały, bo chciały być takie, jak Facebook. Kopiowały gotowe rozwiązania, zamiast analizować procesy. W Fotce widać jednak, że Rafał Agnieszczak jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i nie przespał zajęć z marketingu. Jeśli tworzysz portal dla wszystkich to dla kogo on właściwie jest? Musisz być wtedy po prostu największy i zaspokajać mnóstwo potrzeb, o których nie miałeś pojęcia. Wydaje się, że Zuckerbergowi się to udało, aczkolwiek ostatnio widzimy odpływ młodych użytkowników do platformy Snapchat, którzy to nie chcą być na jednym portalu ze swoimi rodzicami.

Wracając jednak do Fotki: to portal, który główną ideę działalności ma taką samą, jak 15 lat temu. Wiadomo: cały czas się rozbudowuje i dochodzą kolejne elementy, czy płatne opcje, ale pomysł na to, żeby inni oceniali nasze zdjęcia pozostaje niezmieniony! Swego czasu chciała to nawet skopiować Nasza Klasa i pojawiły się żartobliwe określenia: Nasza Fotka. Jak zauważają eksperci: Fotka nie miała wielkich spadków, bo nie miała wielkich wzrostów. Fakt - popularność jest ogromna, ale pierwszy milion zarejestrowanych użytkowników pojawił się dopiero po kilku latach. O NK było w pewnym momencie bardzo głośno i najprawdopodobniej pobiła ona rekord w szybkości zarejestrowanych kilkunastu milionów użytkowników. Dzisiaj jednak już tak żarliwie się nie mówi i nie pisze o NK, natomiast Fotka cały czas trafia do grupy docelowej, w którą mierzyła od początku.

Agnieszczak był pracownikiem jednego z portali ogólnotematycznych w 2000 roku. Portalu, który jak większość upadł. Razem ze wspólnikiem znaleźli niszę, którą postanowili wykorzystać maksymalnie. Bardzo podoba mi się określenie, że Fotka jest jak dyskoteka. To dokładnie pokazuje w jaką grupę docelową się mierzy i jak ona się zachowuje. Oczywiście są takie elementy, jak skojarzenie milionów par, jednak z założenia nie jest to portal randkowy! I ta jasna tożsamość, wizja i unikalność sprawiają, że widzimy stałe zainteresowanie portalem. A trzeba przyznać, że z pewnością są tam użytkownicy, którzy mają tyle lat, co sam portal. Z resztą o czym tu mówić: 15 lat to w ebiznesie przynajmniej 3 epoki. Dzieląc je grzecznie: na bańkę dotcomów, masowy dostęp do internetu w domu przez miliony Polaków, oraz najnowsza web 2.0. Jak przyznaje sam Agnieszczak gdy on rejestrował domenę, to musiał wysłać list do NASKu. To pokazuje jak wielki przeskok nastąpił.

Czym jeszcze zaskoczy nas Fotka? Wydaje się, że największe zaskoczenie to to, że ilość użytkowników nie maleje! Jak powszechnie wiadomo z ekonomii: sytuacja ludzi ciągle się zmienia. Więc część użytkowników odchodzi z portalu, oraz pojawiają się nowi. I to flow jest absolutnie genialne! Nie wiem czy Fotka jest w stanie jeszcze nas czymś zaskoczyć. W momencie kiedy wprowadziła pierwsze opłaty przyczyniła się do zmiany mentalności milionów ludzi. Teraz wydaje się, że będzie raczej podążać za trendami utrzymując swoją pozycję! I choć nie jestem (JUŻ!) użytkownikiem tego portalu, to jednak życzę mu 100 lat!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

O ile z rozmaitymi modami bywa różnie, o tyle te tytułową w stu procentach popieram. Wiadomo moda przemija, ale styl pozostaje wieczny. Czy tyczy się to tylko ubrań? Myślę, że nie! Tak, jak kiedyś modne były tłuste hamburgery z fast-foodów, czy dość obciachowe, w dzisiejszym mniemaniu, ubrania, tak teraz można stwierdzić że sytuacja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Jak to właściwie wygląda?

Co jakiś czas w popularnych magazynach biznesowych pojawia się zaprezentowanie zjawiska rozwoju rynku, który ja bardzo ogólnie nazwałem zdrowym stylem życia. Czym jest owy rynek zdrowego stylu życia? Siłownie, kluby fitness, oraz wszystkie inne okołosportowe usługi, to pierwszy przykład z brzegu. Zamiast siedzieć w domu przed telewizorem jedząc chipsy Polacy coraz częściej wybierają się do takich miejsc. I to bardzo dobrze o nich świadczy! Moda na kanapowca jakby przemijała, a rodzi się w jej miejsce moda na bycie osobą aktywną fizycznie.

Z drugiej strony bardzo rozwija się rynek produktów, które kupujemy. Szczególnie spożywczych i suplementów diety. Co do samej diety również się przykładamy. Jest ona dużo bardziej wartościowa i przemyślana. Sama zmiana chleba, który jemy może mieć dla naszego zdrowia ogromny wpływ. A takich sztuczek jest znacznie więcej! Wszelkich zasad zdrowego żywienia jest dość sporo. Chociaż w gruncie rzeczy każdy z nas w miarę dokładnie wie, co warto jeść, a co powinno się omijać.

Sport i dieta to dwa elementy, które dotknęły nie tylko osób odchudzających się. Tak, jak ostatnio był tłusty czwartek i wiele osób zajadało się pączkami, tak na co dzień wiele z tych osób żyje według bardziej określonych reguł. Wiadomo, że najważniejszym elementem tego wszystkiego może być dłuższe życie. Zdrowe serce, czy inne organy jednak aż tak mocno nie przemawiają do osób, które idą na opisaną w tym felietonie ścieżkę. Co tak naprawdę przemawia? Oczywiście chudnięcie lub rzeźbienie ciała. Choć można odczuć, że Polacy po prostu zaczynają lubić zdrowy tryb życia. Wiele osób nie robi tego dla konkretnych efektów tylko po to aby dobrze się czuć. A oto z pewnością powinno chodzić najbardziej! Nie można dać się zwariować z idealną wagą, czy super wyrzeźbieniem ciała! Jak przyznaje większość diet: i tak będziesz oszukiwać. Ważne aby nie robić tego w nadmiarze.

Gdzie w tym wszystkim biznes? Opisani przeze mnie ludzie (zarówno kobiety, jak i mężczyźni) są idealną grupą konsumentów. Na swoje nowe nawyki są w stanie wydawać ciężkie pieniądze. I choć niektóre rzeczy wydają się być umownie zdrowe (mam na przykład wątpliwość co do napojów przypominających colę, ale mówiących nam, że dają witaminy), to jednak dobre nawyki już się tworzą i mogą z nami zostać na długo. A razem z tym trendem pojawia się cały rynek usług, które do tej pory nie musiały być tak pożądane.

Mam z tym do czynienia również na Facebooku w postaci chociażby trenerek personalnych, które zakładają swoje Fanpage i promują zdrowy styl życia. A razem z nim promują swoje usługi i produkty. Dwa najgłośniejsze przykłady to oczywiście Ewa Chodakowska i Anna Lewandowska. Ta druga wydaje się być bardziej restrykcyjna. Dopóki jednak to wszystko służy dobrym rzeczą, to ja się pod tym podpisuję obiema rękami. A że wzrośnie również sprzedaż książek lub warsztatów? W niczym mi to nie przeszkadza!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W mijającym tygodniu pojawiły wyniki za ostatni kwartał 2015 między innymi Amazona i Apple. Co możemy wywnioskować patrząc na te tabelki i liczby? Czy te firmy zaskakują akcjonariuszy i rynek?

Zacznijmy od Amazona. Firma Bezosa systematycznie poprawia swoje wyniki. Mimo to rynek nie reaguje tak, jak w przypadku poprzedniego kwartału. Amazon przyzwyczaił swoich akcjonariuszy, że lwią część zysków przeznacza na rozwój. Ma on dlatego ogromne przychody i stosunkowo niewielkie zyski. Czy to dobrze? Tak było niemal od początku istnienia firmy. Takie było założenie jej twórcy Jeffa Bezosa. W tej kwestii trzeba przyznać, że kadra zarządzająca firmy jest konsekwentna.

Amazon to firma, która maksymalnie ucieka od wizerunku największego internetowego detalisty na świecie. Jej celem jest bycie firmą technologiczną. Faktem jest, że marże za produkty pokroju książek nie są zbyt wysokie. Narzucił to sam Amazon w trakcie podboju rynku. Polityki tej musi się konsekwentnie trzymać. Widać jednak jak rośnie odnoga firmy nazwana AWS (Amazon Web Services). Jest to chmura obliczeniowa, która przechowuje tysiące stron internetowych i aplikacji. Tutaj marże sięgają kilkudziesięciu procent! I to jest naprawdę budujące. Amazon już nie tylko dzięki swoim rozwiązaniom dla sklepu internetowego może nazywać siebie firmą technologiczną.

Z drugiej strony pojawiła się informacja o wynikach Apple za ostatni kwartał 2015. Tradycyjnie pojawiły się głosy krytyki. I to mimo tego, że udało się polepszyć wyniki z analogicznym kwartałem za 2014 roku. Jak możesz zauważyć, Drogi Czytelniku, specjalnie nie podaję liczb w tym felietonie, bo one zwykłym ludziom mało mówią. Bardziej przemawia do nas, że Apple jest największą firmą na świecie, a Jeff Bezos jest blisko podium w rankingu najbogatszych ludzi świata. Czy za rok uda się Apple osiągnąć 20 miliardów dolarów za kwartał? To na razie taki niedościgniony ideał.

Powinniśmy się skupić na czymś innym: Apple Watch nie okazał się takim hitem jak liczyli analitycy. Cały czas za lwią część zysków odpowiada iPhone. To nadal najchętniej kupowany smartfon na rynku. Kiedyś zwróciłem uwagę na blogu, że Apple stawia na jednorodność produktu i tak naprawdę poszczególnie iPhoney różnią się tylko wielkością dysku twardego. Z drugiej strony producenci telefonów z Androidem produkują wiele różnych produktów. Które podejście jest lepsze? Patrząc na to, że najnowszy Windows jest stworzony w jednej wersji na wszystkie urządzenia można wywnioskować, że jednorodność produktu staje się elementem pożądanym. Oczywiście warto podkreślić, że dzięki takiemu podejściu można konkretnie dopracować jeden produkt. Kiedyś gdy mieliśmy różne wersje systemu operacyjnego, czy smartfonu można było odnieść wrażenie, że trudno je w 100% dopracować.

Przekornie, względem tego, co napisali dziennikarze technologiczni i ekonomiczni, podkreślę, że potencjał największych gigantów technologicznych naszych czasów nie znajduje się w ich giełdowych wynikach. Muszą publikować te wyniki, ponieważ weszli na giełdę. Prawda jest jednak taka, że te firmy są w stanie nas zaskoczyć. Nie wiadomo nad czym dokładnie pracuje Apple, Amazon, Alphabet (dawniej Google), czy Microsoft. Przecieki mówią o elektryczny/autonomicznych samochodach, czy komputerach kwantowych. Amazon ma podobno zrezygnować z pracy ludzi w magazynie na rzecz robotów. Największy potencjał tych firm jest w tym, co one dopiero nam pokażą. A to z oczywistych względów jest na razie tajne. I niech sobie mówią, że Apple Watch, czy Google Glass nie odniosło sukcesu, jaki im wróżono. Prawdziwe niespodzianki są dopiero przed nami! Te firmy dysponują największym kapitałem, oraz najtęższymi umysłami naszych czasów.

Z drugiej jednak strony: w każdej chwili może się pojawić firma, które zrewolucjonizuje świat jaki znamy. Tak jak Apple dekadę temu wprowadzając iPhonea. Taką firmą był swego czasu Facebook, który odrzucił oferty kupna od największych graczy. Dzisiaj dzięki temu sam jest jednym z największych graczy. Internet, technologie mobilne, czy motoryzacja, to dziedziny, w których nadal jest wiele do odkrycia. Przypomina mi to sytuację z XIX wieku, gdy jakiś wielki decydent wnioskował o zamknięcie urzędów patentowych, bo jego zdaniem: wszystko już wymyślono. Tacy ludzie jak Elon Musk, Richard Branson, czy wspomniany już Jeff Bezos widzą ogromny potencjał w branży kosmicznej. Może to tam się rozegra batalia o największe giełdowe wyceny. Choć w przypadku tych wizjonerów można odnieść wrażenie, że nie do końca o to chodzi. Fajnie jest mieć miliardy dolarów, ale jak przyznał sam Bill Gates: różnicę robi pierwszy milion dolarów, potem to ten sam hamburger.

Śledząc doniesienia z Polski na temat naszych rodzimych firm, aż serce mi rośnie, gdy patrzę na takie firmy jak Livechat, czy Medicalgorithmics. Obie są na warszawskiej giełdzie i są wyceniane na setki milionów złotych (w przypadku Livechata mówi się nawet o miliardowej wycenie). Obie wprowadzają globalnie nową jakość. I to takie firmy sprawiają, że może za te kilka lat Polacy również będą mogli stawać w szranki z takimi gigantami jak Apple, czy Amazon. Oczywiście chodzi tylko o wyceny, bo technologicznie z pewnością im dorównują! Wielka nadzieja jest w mniejszych polskich firmach, jak Brand24, czy Estimote, które zostały docenione przez rynek, ale ich największe sukcesy są jeszcze przed nimi. Ostatnio było głośno o inwestowaniu w dwie wymienione przeze mnie firmy. Estimote dostał wielomilionową inwestycję, a w Brand24 zainwestowali nawet właściciele Livechata. Polacy mają potencjał i wierzę, że jeszcze pokażemy światu na co nas stać!

Polacy mają również jeden problem, który zauważył prezes jednego z największych funduszy inwestycyjnych. Nasz lokalny rynek jest na tyle duży, ze nie jesteśmy zmuszeni do startowania od razu na rynek globalny. Mi się wydaje, że może to nie jest takie złe, ponieważ możemy najpierw sprawdzić nasz rynek, a potem uderzyć na świat. Wracając jednak do wycen największych gigantów technologicznych: z pewnością są one ważne dla akcjonariuszy i rynku. Na studiach mówiono mi, że najważniejszym celem przedsiębiorstwa są jego finanse. Jednak w przypadku firm, o których pisałem (zarówno tych amerykańskich jak i polskich) odnoszę wrażenie, że jednak chodzi o coś więcej. Chodzi o to by tworzyć innowacyjne produkty, które pokochają klienci. A inna sprawa, że za tym podążają finanse.

 

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi