napoleoński umysł
Polska według WP 2017-05-29 20:17
 Oceń wpis
   

I choć skrót WP przez programistów jest dość mocno kojarzony z Wordpressem (najpopularniejszym systemem zarządzania treścią napisanym w języku programowania PHP), to w polskim internecie skrót WP kojarzy się jednoznacznie: Wirtualna Polska. Grupa WP stała się niesamowicie silną grupą medialną i widzimy kolejne starania jej właścicieli, aby pozycja była jeszcze bardziej umacniana.

WP to najstarszy polski portal internetowy. Zaczęło się od tego, że spółka Centrum Nowych Technologii stworzyła katalog stron. Potem była inwestycja funduszu należącego do Intela, sprzedanie całości Telekomunikacji Polskiej, aż wreszcie panom z Grupy o2 udało się przejąć całość. Nie chciałbym aż tak bardzo grzebać w historii, bo jest to tematyka bardzo rozbudowana. Dzisiaj ważniejszy jest stan aktualny. Jak pokazują statystyki oglądalności stron internetowych Grupa WP jest cały czas w czołówce.

Przejęcie WP przez o2 było bardzo dużym przedsięwzięciem. Dwie grupy o silnych pozycjach stały się jednością. W dalszej drodze było przejmowanie kolejnych serwisów, jak to gdy przejętego Grupę Money.pl. Jednak samo połączenie o2 i WP jest dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń w polskiej sieci. Wiem, że może budzi to jakieś kontrowersje, ale w gruncie rzeczy mówimy tu o powstaniu kolosa i to nie na glinianych nogach :).

Wirtualna Polska cały czas ściga się o oglądalność z innymi portalami. Nie jestem do końca przekonany czy to chodzi o to by słupki mówiące o wyświetleniach były jak najwyższe. Sama świadomość marki, która buduje jej wartość jest również bardzo ważna. Może i dobrze jest jak portal znajduje się na pierwszym miejscu w rankingu ilości wyświetleń. Ale to, co naprawdę istotne to marka, która się dobrze kojarzy. Marka oparta o solidne wartości. Tworząca wokół siebie tożsamość. Zdecydowanie WP to ma! Pamiętam doskonale serię reklam telewizyjnych >>Dzieje się w Polsce w Wirtualnej Polsce <<. W naszej polskiej skali to było porównywalne z tym co agencje reklamowe zrobiły dla Apple, gdy wprowadzano iPoda :).

Jedno co mnie tylko mocno smuci, to fakt, że portale, o których mówimy w tym felietonie, tak naprawdę nie wychodzą poza Polskę. Sama nazwa Wirtualna Polska jest nieco ograniczająca gdyby chcieć z nią wyjść na świat. To nieważne czy Onet, czy Interia tak naprawdę to cały czas są marki lokalne. Czy nie da się wyjść z tak wielkim przedsięwzięciem poza obręb jednego kraju? Jak pokazują ostatnie wieści ze świata: Yahoo zostało stosunkowo tanio sprzedane. Pamiętam moje początki z internetem, gdy eBay, Yahoo i Amazon były stawiane jako internetowe potęgi. Dzisiaj najlepiej wygląda Amazon, który sprawił, że Jeff Bezos jest w Top 10 najbogatszych ludzi na świecie. Czy koncepcja na portal ogólnotematyczny jest niedostosowana do ery Web 2.0?

W Polsce portale przez cały czas są odwiedzane przez miliony użytkowników. Na świecie jednak ciągle toczy się walka między web 1.0 a web 2.0. Artykuły mają być dostępne bez wychodzenia z Facebooka. Wielkie portale wspierają się swoimi fanpageami i Twitterem. Czy to oznacza, że model, w którym redaktorzy tworzą treści przechodzi ku powolnej rewolucji? Jak to ostatecznie będzie wyglądać? Czy za 10 lat WP będzie przypominać Facebooka? Jest wiele pytań, na które ciężko dziś odpowiedzieć. Warto jednak podkreślić to, co napisałem przed chwilą: WP ma jedną z najsilniejszych marek w polskim internecie! To sprawia, że może sobie pozwolić na tworzenie własnej telewizji mimo że nie ma wsparcia wielkich koncernów medialnych. Po tych wszystkich wywodach dochodzę do wniosku, że jako Polacy możemy być dumni z Wirtualnej Polski :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Inspiracją do tego artykułu jest miliardowa fuzja dwóch największych producentów okularów. Czy w świecie opętanym przez nowe technologie da się jeszcze robić biznes analogowy?

Wiem, wiem Micheal Dell powiedział kiedyś, że jak za 5 lat jakaś firma nie będzie w internecie to jej w ogóle nie będzie. Słyszałem to jakieś 10 lat temu... A może dalej? :). Jakoś do teraz połowa firm w Polsce nie ma nawet strony wizytówki i świetnie funkcjonuje. A może to wszystko to pobożne życzenie? Może wcale nie trzeba być na siłę cyfrowym? A jeśli ma już się wielką firmę, to wystarczy prosta strona informacyjna? To wszystko robi się coraz ciekawsze.

Wszystkim się wydaje, że firmy internetowe to takie firmy, które mogą się odznaczyć największą wyceną przedsiębiorstwa. Fakt jest jednak taki, że w wielu krajach nawet producent czegoś fajnego może mieć znacznie większą wartość. I choć w Stanach jest wielu miliarderów, którzy mocno są związany z internetem, to jednak popatrz na polską listę najbogatszych: w przeważającej ilości są to analogowi gracze! To jest mocno zastanawiające. Stany są zawsze nieco do przodu w rozwoju gospodarczym. Jest nawet powiedzenia, że jak Wall Street kichnie, to GPW ma grypę. Czy to oznacza, że również w Polsce za kilkanaście lat na szczycie listy najbogatszych w Polsce będą cyfrowi gracze? Wydaje się to nieuniknione! Jednak tak naprawdę to wcale nie oznacza, że nie da się zrobić wielkiego analogowego biznesu dzisiaj.

Trenerzy motywacyjni mają często powiedzenie, że z prądem płyną tylko zdechłe ryby. Co jednak dzisiaj jest prądem: biznes analogowy czy cyfrowy. To zależy od podejścia i w obu przypadkach można mieć rację. Spójrzmy prawdzie w oczy: są biznesy, w których naprawdę liczy się człowiek i jego umiejętności. Tak jest chociażby z fryzjerem czy kucharzem. Może i za 20 lat będą mogły strzyc maszyny i będzie im to całkiem nieźle wychodziło. Tylko czy kobieta idzie do fryzjera tylko dlatego, żeby obstrzyc się tak jak sobie założyła na początku. Ona potrzebuje porady, ona potrzebuje poczuć się jakby rozmawiała ze swoją przyjaciółką. I tego nie zastąpią maszyny.

Ciągle jest miejsce dla analogowych biznesów a takie koncepty jak franchising rosną w siłę. Myślę, że era cyfrowa nigdy nie zawładnie nami w stu procentach. Zawsze będziemy potrzebować biznesów offline, dające nam wartości, których nigdy nie zaoferują roboty czy internet. Czy podchodzę do tego zbyt idealistycznie? Wiem, że za jakiś czas roboty mogą zastąpić nawet neurochirurgów mam jednak wrażenie, że tu nie chodzi do końca o jakość wykonania, tylko o całą otoczkę, którą dodają kontakty międzyludzkie. A ludzie się po prostu boją androidów z ludzką twarzą!

Wycena fuzji dwóch producentów okularów znacznie przerasta wartość Whatsappa czy Twittera. Należy jednak pamiętać, że do takiej potęgi te firmy dochodziły przez dziesiątki lat. Tymczasem era internetu trwa od niedawna. Warto jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz: w internecie wszystko szybko się zmienia. Wczoraj mogłeś być numerem jeden, a dzisiaj kupuje Cię inna firma, bo nie do końca sobie radzisz. Przykłada Yahoo! świetnie się tu sprawdza. To była firma z wielkiej trójki: eBay, Yahoo i Amazon. Firmy te przetrwały pęknięcie bańki dotcomów. Jednak po kilkunastu latach, Yahoo jest wyceniane na kilka miliardów dolarów i kupuje go inna firma, a Amazon sprawił, że Jeff Bezos jest w pierwszej dziesiątce najbogatszych ludzi świata. Natomiast z biznesami analogowymi jest tak, że buduje się je przez lata i nie tak łatwo stracić zbudowaną pozycję. Nie żebym namawiał specjalnie do biznesów analogowych tych, którzy kochają nowe technologie! Jednak faktem jest, że jeśli czujesz się bardziej w analogowym biznesie, to wcale nie musisz na siłę być internetowy!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Alibaba to na dzień dzisiejszy jedna z największych chińskich firm. Jest potęgą handlu internetowego. I choć jej twórca często mówił, ze był bardziej szczęśliwy, gdy uczył dzieci angielskiego, to jednak nie można mu odmówić wizji i uporu w dążeniu do celu. Czy świat internetu, który znamy stanie się alibabocentryczny?

Alibaba to przedsiębiorstwo internetowe, które miało najwyższy debiut giełdowy w historii. To jest fakt z tym się nie dyskutuje. Dzisiaj pewnie byłoby jeszcze lepiej wyceniane na starcie, ale chyba nie o to do końca chodzi. To jest tak, że pieniądze tam wpompowane idą na rozwój i zdobywanie kolejnych rynków. Ich biznes jest skalowalny i po prostu zdobywa kolejne przyczółki w krajach Zachodu. Częstą sytuacją jest to, że gdy ktoś coś sprzedaje na eBayu, to ściągnął on to z Chin za pośrednictwem Albiaby. Takie podejście daje pracę tysiącom domorosłych przedsiębiorców w coraz większej ilości krajów. Tak samo jest chociażby z Polską i Allegro. Kolejni ludzie decydują się ściągać towar z Chin, który następnie odsprzedają za pomocą serwisów aukcyjnych. To jednak może się skończyć!

Alibaba stworzyła coś takiego jak Aliexpress portal przypominający serwisy aukcyjne, który sprzedaje od producentów z Chin towary na sztuki. Jeśli tylko jesteś w stanie poczekać chwilę dłużej, to może być to dla Ciebie dobre rozwiązanie. No bo skąd sprzedawcy na Allegro biorą swój towar? Właśnie stamtąd. Ich narzut bierze się z tego, że towar jest już u nich w magazynie, jest on sprawdzony i czasami dokładają do niego gwarancję. Fakt jest jednak taki, że to dalej chiński towar, który trafił do nas za pośrednictwem takich portali, jak Alibaba. Ma się oczywiście do czynienia z różnymi efektami skali dla kupujących sprzedawców. Jeśli zamówi się sporo towaru jednorazowo, to cena za jedną sztukę jest dużo bardziej atrakcyjna.

Wydaje Ci się być może, że to przecież nie wokół sprzedawców na Allegro się wszystko kręci. Do tej pory jednak byli oni w Polsce ważnym kanałem dystrybucji chińszczyzny. To wszystko staje się dla nich teraz trudniejsze, gdyż Aliexpress mocno otwiera się na Polskę. Można już płacić za towary polskim systemem płatności, co jest dla Polaków bardzo wygodne. Będą powstawać kolejne portale działające w ten sposób. Już dzisiaj Polak ma wielki wpływ na jednego z największych konkurentów Aliexpress Wish.com. Sposób działania jest podobny: zamawia się towary prosto z Chin, czeka nieco dłużej niż w tradycyjnym sklepie, ale cena jest znacznie bardziej atrakcyjna. Czy ten model sprzedaży może zrewolucjonizować branżę e-handlu? Właściwie już to zrobił!

Z pewnością sprzedawcy na Allegro czy eBayu drżą przed rozszerzeniem się działalności takich serwisów jak Wish i Aliexpress. Ceny mogą być dużo bardziej atrakcyjne niż na tradycyjnych serwisach aukcyjnych. Cały czas zostaje jednak kwestia oczekiwania na produkt. I tutaj wygrywają tradycyjni sprzedawcy, którzy mają towar u siebie. Rozwiązaniem jest to, co zastosował Wish, czyli magazyny z najpopularniejszymi towarami, które dostarczają je znacznie szybciej. Warto jednak zauważyć, że tych towarów są setki tysięcy rodzajów, więc jest to rozwiązanie raczej tylko na małą skalę. Dzięki takiemu podejściu cały czas jest szansa dla tych małych sprzedawców, którzy specjalizują się w danej dziedzinie i ściągają coś w większej ilości.

Myślę, że portale takie, jak Alibaba już rządzą branża e-commerce. I choćby nie wiem jak to się nie podobało Amazonowi, to są one dla niego zagrożeniem. Z mojej perspektywy jesteśmy skazani na towary z Chin. Dzisiaj Chińczycy stali się głównym producentem świata. Myślę, że to kwestia czasu jak ich produkty przestaną być kojarzone z tandetą, a staną się w naszych oczach tak samo wartościowe. Bo jednak pamiętajmy, że najwięksi producenci także zlecają produkcję Chińczykom.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Jednym z najważniejszych trendów współczesnego świata jest handel elektroniczny. Wraz z rozwojem internetu i technologii mobilnych możemy odkrywać kolejne trendy, które rosną w siłę. Sklep na Facebooku? Żaden problem! M-commmerce? Dlaczego nie? To wszystko sprawia, że zmienia się handel w ogóle. A jak powszechnie wiadomo handel jest siłą napędową gospodarki.

Jakiś czas temu polski internet zelektryzowała wieść o sprzedaży Allegro. Naspers całkiem nieźle zarobił na tej inwestycji. Czy nie wierzył on w dalszy wzrost Allegro? Ciężko powiedzieć, ponieważ jest to globalny holding, który ma wiele innych projektów. Tak naprawdę dalej będzie on w posiadaniu potencjalnego konkurenta dla Allegro, czyli OLX. W całej tej transakcji elektryzuje najbardziej kwota, która była dotychczas niespotykana w polski internecie. Czy taka transakcja się powtórzy?

Na inna ciekawą inwestycję wyrasta portal Wish, który ma szanse otrzymac kolejne 500 milionów dolarów, jako następna runda finansowania. To łącznie będzie grubo ponad miliard dolarów! Co ciekawe jeden z założycieli ma polskie pochodzenie. Jego słowa zainspirowały mnie do napisania tego felietonu. Powiedział on, że chce być 2 lub 3 firmą na rynku wartym kwintylion dolarów. I wiesz co? Myślę, że ten rynek za jakiś czas może być naprawdę tyle wart! I choć dziś sobie trudno nam to wyobrazić. Może się to wydawać niezłym żartem (i sama liczba jest wzięta z sufitu), to jednak trzeba uwzględnić, że to po prostu będzie ogromna wartość. Kiedyś słyszałem, że za parę lat rynek zdrowia i urody w Stanach Zjednoczonych będzie wart biliony dolarów. To ogromna wartość, ale przecież część tego rynku będzie stanowić raptem wycinek ehandlu!

Tak jak sklepy dyskontowe zostały okrzyknięte przez naukowców pomysłem na handel XX wieku, tak sklepy internetowe stanowią pomysł na handel w XXI wieku. Świat się nieustannie zmienia. Czy ktoś był w stanie przewidzieć jak będzie on wyglądał 20 lat temu? Mówi się, że powstanie internetu przewidzieli twórcy science-fiction, w tym nasz wybitny polski pisarz Stanisław Lem. Ale z tego co wiem, to i tak nie było to, co mamy dzisiaj. To były zarysy czegoś, co my nazywamy internetem.

Wyceny giełdowe takich gigantów, jak Alibaba, Amazon, czy eBay pokazują, że jest to gra, w której chodzi o najwyższe stawki. Ale wiesz co? Może i się powtórzę napisałem dwa felietony z tytułem: internet się dopiero zaczyna. Podtrzymuje to zdanie i parafrazując samego siebie powiem: e-commerce się dopiero zaczyna! Wyobrażasz sobie te wszystkie możliwości, jakie przyniesie nam najbliższe 10-20 lat? Może i Jeff Bezos robił sobie jaja mówiąc, że przesyłki z największego sklepu na świecie będą dostarczać drony, ale robociki, które jeżdżą od drzwi do drzwi wydają się jak najbardziej realne! Albo te inteligentne lodówki, które sprawdzają czy jest wystarczająca ilość mleka i sera. Nie ma? No to zamawiam!

E-commerce ma nieograniczone możliwości. Tacy wizjonerzy, jak Bezos, czy Ma sprawiają, że idzie on do przodu w tempie wykładniczym. Jednak nawet oni byli kiedyś mali i musieli zabiegać o względy inwestorów. W każdej chwili może się pojawić projekt, który przewróci wszystko do góry nogami. A największe spółki tylko patrzą na rynek w poszukiwaniu takich pomysłów, bo czasami po prostu potrzebują ich jak transfuzji!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Mijające dni przynoszą nam informacje na temat jednej z najbardziej medialnych spółek internetowych. Snap Inc. (dawniej Snapchat) zaczyna wpływać coraz szerzej na naszą codzienność. Oprócz zmiany nazwy spółki (co najprawdopodobniej oznacza podążanie śladami Google w nazywaniu kolejnych projektów) hitową informacją okazują się snapowe okulary, które mają pozwolić na kręcenie 10 sekundowych filmików z perspektywy oczu. Czy to jakiegoś rodzaju rewolucja, czy kolejny fajny gadżet?

Jakby dobrze się przyjrzeć rozwojowi firm stricte internetowych, to widać, że następuje taki moment kiedy internetowość przestaje wystarczać. Tak było w przypadku Google, które stworzyło Nexusa, oraz tak było w przypadku Amazonu, który zdecydowała się na stworzenie Kindle. Snap nie idzie tutaj nową drogą jedynie jego gadżet jest mniej skomplikowany technologicznie. Własny smartfon (uwzględniając stworzenie systemu operacyjnego Android), oraz własny czytnik ebooków być może wyglądają na proste gadżety. W gruncie rzeczy to Spectacles (bo tak nazywają się okulary), to będzie bardziej sukces marketingowy niż technologiczny.

Idea jest dość prosta. W specjalnych okularach przeciwsłonecznych zamontowano kamerki, które służą do nagrywania 10 sekundowych filmików z perspektywy widzenia osoby noszącej. Filmik ten można szybko przesłać na swojego smartfona, a stamtąd już prosta droga do Snapchata. Jak więc widać: nie jest to skomplikowana idea, ale może ona mocno zrewolucjonizować ten rynek. Okulary stały się elementem lifestyleu, a to oznacza, że zakładane 3 warianty tego wynalazku mogą szybko okazać się niewystarczające. Czy widzisz już ten wielki potencjał jaki niesie współpraca z wielkimi markami mody? Aczkolwiek nie wiem czy to dokładnie jest celem producentów. Być może chcą oni pozostać niezależni od innych firm i tylko kwestią czasu okaże się jak kolejni projektanci będą tworzyć specjalnie dla nich!

Tak, jak już napisałem: technicznie nie jest to nic skomplikowanego. Nie ma co porównywać tego z Google Glass, które mimo swojej rewolucyjności przeszły dopiero w drugą fazę testów. Spectacles to produkt adresowany do konkretnej grupy odbiorców. Jest to grupa młodych ludzi, którzy uwielbiają dzielić się informacjami ze swojego życia z całym światem. W takiej niszy jest ogromny potencjał! Z pewnością wielu z nich wydaje pieniądze swoich rodziców, co przychodzi im z łatwością. To jednak kwestia czasu, aż sami zaczną dobrze zarabiać dzięki świetnemu wykształceniu. Czy nadal będą oni wtedy użytkownikami Snapchata? Tutaj trudno coś więcej powiedzieć. Internet ciągle się zmienia. Tworzą się nowe nisze i pojawiają się coraz bardziej zróżnicowane produkty. Mocną przewagą Snapchata zawsze było targetowanie. Kto jest użytkownikiem Facebooka? Każdy! Kto jest użytkownikiem Snapchata? Młodzi ludzie, którzy uciekli z FB, bo nie chcieli być na jednym portalu ze swoimi rodzicami :).

Snap Inc. jeszcze mocno zatrzęsie rynkiem! I to nie tylko tym internetowym! Dwudziestoparoletni miliarderzy mają głowy pełne pomysłów i jeden z najlepszych zespołów w Dolinie Krzemowej. Dzisiaj nie trzeba stworzyć mega innowacji aby podbić rynek. Już pisałem na ten temat felieton: mikroblogi? Video w sieci? Gdzie tu innowacja? Podobnie jest z ideą snapów. Tymczasowość postów jest ciekawa, ale nie jest to taka innowacja jak pierwszy samolot pasażerski. Dzisiaj liczy się konsekwencja i wykonanie. A to Evanowi Spiegelowi i jego kumplom świetnie wychodzi!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

O sukcesach takich firm, jak Amazon, eBay, czy Alibaba słyszymy codziennie. Co je łączy? Ich model biznesowy oparty jest na e-commerce. Ale przecież ta dziedzina biznesów internetowych to nie tylko wielcy miliardowi gracze. To także tysiące małych i średnich firm, które albo coś sprzedają w swoich sklepach internetowych, ale przygotowują narzędzia dla tych pierwszych. Czy można rzec, że branża ta jest skazana na sukces?

Zacznijmy od tych największych: już samo to, że Jeff Bezos, prezes Amazonu jest ciągle w top10 najbogatszych ludzi świata, a oferta publiczna Alibaby był największą tego typu ofertą w historii świadczą o tym, że da się tutaj zarobić ogromne pieniądze. Czy jednak jest jeszcze szansa aby dojść do takiego niebotycznego poziomu? Oczywiście! Należy pamiętać, że wymienione firmy też kiedyś były małe. W jednym z poprzednich wpisów napisałem, że internet się dopiero zaczyna i zdanie to podtrzymuję. Nie należy się przejmować, że są megaduzi gracze wyceniani na miliardy dolarów, bo cała impreza dopiero się zaczyna. Ten kto jest dziś duży kiedyś był mały. Cały czas są ogromne szanse na sukces. Tym bardziej, że internet jest miejscem gdzie naprawdę wszystko może się zdarzyć.

Polityka Amazonu polegała przede wszystkim na wojnie cenowej. W perspektywie czasu prawdziwe pieniądze zaczęli oni zarabiać na produktach wirtualnych, jak ebooki, czy Amazon Web Service. Oczywiście nie można umniejszać roli wysyłania książek czy płyt. Tutaj również są potężne zyski, o których większość firm może marzyć. Jeśli jednak chodzi o marże to są one dużo większe na produktach wirtualnych. Do legendy przeszła historia o Jacku Ma (założycielu Alibaby), który chciał, aby jego produkt rósł bez ograniczeń i dopiero w przyszłości chciał zażądać za niego opłat. Przystopowali go inwestorzy, którzy wymagali zysków. Przypomina to trochę sytuację, gdy Scully powiedział Jobsowi, że podnosi cenę Maca, bo ludzie muszą zapłacić za marketing. To najprawdopodobniej był moment, w którym Maci przegrały z Pcetami. Na szczęści inwestorzy Jacka Ma mieli więcej szczęścia i nie pojawiła się jakaś gigantyczna konkurencja. Pytanie jednak co by się stało gdyby ten wizjoner dopiął swego?

Coraz więcej słyszy się o szalonych pomysłach największych e-commerce'owych firm. A to przesyłki będą dostarczać drony, czy jeżdżące po ziemi roboty, a to pakujących ludzi zastąpią maszyny. I choć wiele z nich to czysty chwyt marketingowy, to jednak widać jak branża ta rozwija się w niewyobrażalnym tempie. Rewolucja mobilna sprawia, że będą pojawiać się kolejne ciekawe pomysły na ehandel. Oczywiście większość z nich upadnie, ale czy nie jest to powtórka z rozrywki z czasów gdy takie projekty jak Amazon czy eBay dopiero powstawały?

 

Przejdźmy może jednak do mniejszych firm, których są tysiące w samej Polsce. Dzisiaj to nie jest coś kosmicznego mieć sklep internetowy. Wiadomo, że jeśli nie ma się kompletnie żadnej wiedzy technicznej, to trzeba komuś to zlecić. No chyba, że zdecydujemy się na platformę sklepową, których już dziś jest sporo do wyboru. Najprawdopodobniej najbardziej znaną platformą jest IAI Shop, której prezesem jest Paweł Fornalski. Wiarygodność dodaje to, iż jest to Spółka Akcyjna notowana na NewConnect. Po co robić wszystko samemu, skoro można skorzystać z gotowych rozwiązań. Oczywiście takich platform jest znacznie więcej i należy dostosować ofertę do swoich potrzeb. Chodzi mi jednak o coś innego: to pokazuje poziom rozwoju e-commerce. Kiedyś to była karkołomna operacja, aby mieć własny sklep. Były gotowe darmowe lub płatne skrypt, ale zostawiały one wiele do życzenia. Gdy jednak standardem stał się model Software as a Service, wszystko nabrało rumieńców.

Wróćmy jednak do samych sklepów. Czy jest szansa, aby stworzyć sklep, który będzie przynosił konkretne pieniądze? Oczywiście! Coraz więcej osób korzystających z internetu kupuje w nim. Wzrosty są nie do odtworzenia w biznesie tradycyjnym. Dzisiaj każdy może założyć swój sklep i odnieść wielki sukces. Wiadomo oczywiście, że ważne jest aby trafić w niszę i dawać pięciogwiazdkową obsługę klienta, bo na walkę cenową mogą sobie pozwolić tylko najwięksi. To obsługa klienta, staje się tym elementem, który ma przeważające znaczenie w kwestii ehandlu. Pamiętam, jak hasłem agencji reklamowej, z którą współpracowałem było: Jakość nic nie kosztuje kosztuje jedynie jej brak. I tak właśnie jest z wymienioną obsługą klienta. Jeśli nie jesteś w stanie dać niższych cen niż konkurencja, to może warto się zastanowić czy nie dać wyższych, a w zamian zapewnić obsługę klienta na najwyższym poziomie. Oczywiście mocno zależy to od specyfiki branży, ale wiara w to, że wygrywają tylko niskie ceny jest dość złudna. Chociaż z drugiej strony na tym przede wszystkim bazował Amazon.

Cały czas mocno utrzymuje się sektor aukcji internetowych. Warto jednak pamiętać, że nigdzie tak jak tu nie sprawdza się zasada, że pierwszy bierze wszystko. Wiadomo eBay próbował wielokrotnie zdetronizować Allegro w Polsce i się nie udało. Jednak na świecie to właśnie eBay wiedzie prym w tej dziedzinie. Czy jest szansa, że ktoś kiedyś zagrozi liderom? Myślę, że taka szansa zawsze istnieje, bo swego czasu to aukcje internetowe były wielką innowacją, a dziś są rzeczą oczywistą. Ten rynek jest tak ogromny, że spokojnie może się tu jeszcze pojawić kilku dużych graczy. Warunek jest jednak taki, że wprowadzą oni jakieś spore innowacje do tego modelu. Do tego stopnia, że na pewnym poziomi ogólności nie będą oni nawet konkurencją dla takiego Allegro. Mam wrażenie, że za10groszy.pl nie jest pomysłem, który mocno może zagrozić pozycji Allegro. Choć oczywiście mogę się mylić :).

Wraz z rozwojem internetu coraz prężniej będzie się rozwijał ehandel. Jestem przekonany, że będzie on motorem napędowym rewolucji mobilnej, czy internetu rzeczy. To kwestia czasu jak kolejni duzi gracze zdecydują się jeszcze mocniej wejść w internet, oraz jak pojawią się kolejne tysiące małych i średnich sklepów. Czy jesteśmy na to gotowi? Statystyki pokazują, że coraz mocniej kochamy kupować w internecie. Jego wygoda i dostępność przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu jest czymś z czym trudno konkurować. Handel w internecie to przyszłość! Pomyśl czy nie byłoby warto w to wejść? :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Każdy kto choć trochę zanurzył się w internetowym świecie słyszał o Yahoo! Nazwa portalu wywodzi się od okrzyku radości. Powstał w 1994 roku, czyli za czasów, których kolejne pokolenia internautów mogą nie pamiętać. Jak poznawałem internetową rzeczywistość, to zawsze pojawiały się trzy wielkie brandy: Yahoo!, Amazon i eBay. Potem oczywiście doszedł Google, ale to już dalsza historia. Amazon i eBay mają się doskonale. Szczególnie ten pierwszy. Jest wyceniany na kilkaset miliardów dolarów! Natomiast Yahoo! radziło sobie ostatnio nieco gorzej. To może się zmienić, ponieważ zostało przejęte przez ogromną sieć komórkową z USA Verizon.

Yahoo! To protoplasta Wirtualnej Polski i Onetu. To właśnie na podstawie amerykańskiego katalogu stron inspiracje mieli twórcy dwóch polskich gigantów. Trudno mówić o kompletny kopiowaniu, ponieważ początki to nie było coś spektakularnego. A później to się rozgrywało trochę, jak z konwencją wiadomości telewizyjnych niby wszyscy kopiują amerykańskie wzorce, ale jednak one również często są zaczerpnięte od innych. Dzisiaj sytuacja jest zgoła odmienna od wspomnianej pierwszej dekady lat 90tych. Przede wszystkim internet jest dostępny niemal dla każdego. Tam gdzie go jeszcze nie ma sięgnie niebawem z pewnością nonprofitowa formuła balonów czy dronów. Powstały już tysiące firm internetowych na całym świecie. Oczywiście większość z nich upadła. Yahoo jednak cały czas jest na rynku. Według danych dostępnych za ostatnie miesiące: odwiedza ten portal miliard użytkowników! Dla Verizona była to wartość nie do pogardzenia.

Jest jedna kwestia, którą warto w tym momencie dodać: Verizon kupił kilka miesięcy temu także AOL największego dostawcę internetu w USA. W związku z tym z pewnością będzie musiał czekać na zatwierdzenie kolejnego przejęcia przez amerykański urząd antymonopolowy. Fakt jest jednak taki, że na naszych oczach powstaje gigantyczna grupa, która będzie obsługiwać najbardziej rozwinięty kraj, pod kątem internetu, na świecie. Mając takie aktywa można zawalczyć o pozycję lidera związanego z internetem. Czy Verizon dobrze to wykorzysta? Z pewnością nie robi tego wszystkiego tylko po to, aby mieć ciekawy portfel marek. Myślę, że jest to znacznie większy plan, którego po kawałku będziemy poznawać przez kolejne lata!

Bardzo ciekawa wydaje się kwestia udziałów Yahoo w chińskim portalu Alibaba. Z tego, co zrozumiałem z doniesień prasowych: Verizon nie kupił tej części aktywów Yahoo! Myślę, że wartość tych akcji będzie stopniowo wzrastać, ponieważ na dzień dzisiejszy Alibaba jest dużo większą spółką niż samo Yahoo! Z pewnością znajdzie się chętny na te aktywa. A może odkupi je sam Jack Ma prezes Alibaba? Na miejscu Verizona nie rezygnowałbym z zakupu tych aktywów, ponieważ będą one coraz cenniejsze. Nie wiem tylko czy tak potężnej spółce potrzebne są aktywa inwestycyjne. Warto zauważyć, że przejęcie Yahoo! zapowiada się jako część większego planu. Pewnie głównie z tej perspektywy postrzegano ten krok.

Z doniesień prasowych można się dowiedzieć, że to koniec niezależności Yahoo. Pytanie tylko czy ma to jakieś większe znaczenie dla amerykańskich użytkowników. Możliwe, że Verizon pójdzie drogą, którą w Polsce podąża Zygmunt Solorz-Żak: zaczął on od telewizji, a dzisiaj jest właścicielem sieci komórkowej, oraz największą platformę cyfrową. Jego pomysł na pakiet SmartDom okazał się wielkim hitem. Jak wiele można osiągnąć na rynku amerykańskim gdy ma się sięć komórkową, portal internetowy i dostawce internetu? Moim zdaniem możliwości są nieograniczone!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W mijającym tygodniu pojawiły wyniki za ostatni kwartał 2015 między innymi Amazona i Apple. Co możemy wywnioskować patrząc na te tabelki i liczby? Czy te firmy zaskakują akcjonariuszy i rynek?

Zacznijmy od Amazona. Firma Bezosa systematycznie poprawia swoje wyniki. Mimo to rynek nie reaguje tak, jak w przypadku poprzedniego kwartału. Amazon przyzwyczaił swoich akcjonariuszy, że lwią część zysków przeznacza na rozwój. Ma on dlatego ogromne przychody i stosunkowo niewielkie zyski. Czy to dobrze? Tak było niemal od początku istnienia firmy. Takie było założenie jej twórcy Jeffa Bezosa. W tej kwestii trzeba przyznać, że kadra zarządzająca firmy jest konsekwentna.

Amazon to firma, która maksymalnie ucieka od wizerunku największego internetowego detalisty na świecie. Jej celem jest bycie firmą technologiczną. Faktem jest, że marże za produkty pokroju książek nie są zbyt wysokie. Narzucił to sam Amazon w trakcie podboju rynku. Polityki tej musi się konsekwentnie trzymać. Widać jednak jak rośnie odnoga firmy nazwana AWS (Amazon Web Services). Jest to chmura obliczeniowa, która przechowuje tysiące stron internetowych i aplikacji. Tutaj marże sięgają kilkudziesięciu procent! I to jest naprawdę budujące. Amazon już nie tylko dzięki swoim rozwiązaniom dla sklepu internetowego może nazywać siebie firmą technologiczną.

Z drugiej strony pojawiła się informacja o wynikach Apple za ostatni kwartał 2015. Tradycyjnie pojawiły się głosy krytyki. I to mimo tego, że udało się polepszyć wyniki z analogicznym kwartałem za 2014 roku. Jak możesz zauważyć, Drogi Czytelniku, specjalnie nie podaję liczb w tym felietonie, bo one zwykłym ludziom mało mówią. Bardziej przemawia do nas, że Apple jest największą firmą na świecie, a Jeff Bezos jest blisko podium w rankingu najbogatszych ludzi świata. Czy za rok uda się Apple osiągnąć 20 miliardów dolarów za kwartał? To na razie taki niedościgniony ideał.

Powinniśmy się skupić na czymś innym: Apple Watch nie okazał się takim hitem jak liczyli analitycy. Cały czas za lwią część zysków odpowiada iPhone. To nadal najchętniej kupowany smartfon na rynku. Kiedyś zwróciłem uwagę na blogu, że Apple stawia na jednorodność produktu i tak naprawdę poszczególnie iPhoney różnią się tylko wielkością dysku twardego. Z drugiej strony producenci telefonów z Androidem produkują wiele różnych produktów. Które podejście jest lepsze? Patrząc na to, że najnowszy Windows jest stworzony w jednej wersji na wszystkie urządzenia można wywnioskować, że jednorodność produktu staje się elementem pożądanym. Oczywiście warto podkreślić, że dzięki takiemu podejściu można konkretnie dopracować jeden produkt. Kiedyś gdy mieliśmy różne wersje systemu operacyjnego, czy smartfonu można było odnieść wrażenie, że trudno je w 100% dopracować.

Przekornie, względem tego, co napisali dziennikarze technologiczni i ekonomiczni, podkreślę, że potencjał największych gigantów technologicznych naszych czasów nie znajduje się w ich giełdowych wynikach. Muszą publikować te wyniki, ponieważ weszli na giełdę. Prawda jest jednak taka, że te firmy są w stanie nas zaskoczyć. Nie wiadomo nad czym dokładnie pracuje Apple, Amazon, Alphabet (dawniej Google), czy Microsoft. Przecieki mówią o elektryczny/autonomicznych samochodach, czy komputerach kwantowych. Amazon ma podobno zrezygnować z pracy ludzi w magazynie na rzecz robotów. Największy potencjał tych firm jest w tym, co one dopiero nam pokażą. A to z oczywistych względów jest na razie tajne. I niech sobie mówią, że Apple Watch, czy Google Glass nie odniosło sukcesu, jaki im wróżono. Prawdziwe niespodzianki są dopiero przed nami! Te firmy dysponują największym kapitałem, oraz najtęższymi umysłami naszych czasów.

Z drugiej jednak strony: w każdej chwili może się pojawić firma, które zrewolucjonizuje świat jaki znamy. Tak jak Apple dekadę temu wprowadzając iPhonea. Taką firmą był swego czasu Facebook, który odrzucił oferty kupna od największych graczy. Dzisiaj dzięki temu sam jest jednym z największych graczy. Internet, technologie mobilne, czy motoryzacja, to dziedziny, w których nadal jest wiele do odkrycia. Przypomina mi to sytuację z XIX wieku, gdy jakiś wielki decydent wnioskował o zamknięcie urzędów patentowych, bo jego zdaniem: wszystko już wymyślono. Tacy ludzie jak Elon Musk, Richard Branson, czy wspomniany już Jeff Bezos widzą ogromny potencjał w branży kosmicznej. Może to tam się rozegra batalia o największe giełdowe wyceny. Choć w przypadku tych wizjonerów można odnieść wrażenie, że nie do końca o to chodzi. Fajnie jest mieć miliardy dolarów, ale jak przyznał sam Bill Gates: różnicę robi pierwszy milion dolarów, potem to ten sam hamburger.

Śledząc doniesienia z Polski na temat naszych rodzimych firm, aż serce mi rośnie, gdy patrzę na takie firmy jak Livechat, czy Medicalgorithmics. Obie są na warszawskiej giełdzie i są wyceniane na setki milionów złotych (w przypadku Livechata mówi się nawet o miliardowej wycenie). Obie wprowadzają globalnie nową jakość. I to takie firmy sprawiają, że może za te kilka lat Polacy również będą mogli stawać w szranki z takimi gigantami jak Apple, czy Amazon. Oczywiście chodzi tylko o wyceny, bo technologicznie z pewnością im dorównują! Wielka nadzieja jest w mniejszych polskich firmach, jak Brand24, czy Estimote, które zostały docenione przez rynek, ale ich największe sukcesy są jeszcze przed nimi. Ostatnio było głośno o inwestowaniu w dwie wymienione przeze mnie firmy. Estimote dostał wielomilionową inwestycję, a w Brand24 zainwestowali nawet właściciele Livechata. Polacy mają potencjał i wierzę, że jeszcze pokażemy światu na co nas stać!

Polacy mają również jeden problem, który zauważył prezes jednego z największych funduszy inwestycyjnych. Nasz lokalny rynek jest na tyle duży, ze nie jesteśmy zmuszeni do startowania od razu na rynek globalny. Mi się wydaje, że może to nie jest takie złe, ponieważ możemy najpierw sprawdzić nasz rynek, a potem uderzyć na świat. Wracając jednak do wycen największych gigantów technologicznych: z pewnością są one ważne dla akcjonariuszy i rynku. Na studiach mówiono mi, że najważniejszym celem przedsiębiorstwa są jego finanse. Jednak w przypadku firm, o których pisałem (zarówno tych amerykańskich jak i polskich) odnoszę wrażenie, że jednak chodzi o coś więcej. Chodzi o to by tworzyć innowacyjne produkty, które pokochają klienci. A inna sprawa, że za tym podążają finanse.

 

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Gdyby nie liczyć 16% udziałów w Alibabie, to wartość koncernu Yahoo! byłaby ujemna podaje Forbes. Yahoo to znak pewnej epoki. Założona w 1994 roku spółka była jedną z najpopularniejszych stron internetowych w historii. Po części nadal nią jest nie przekłada się to jednak na wyniki.

Jakiś czas temu (jeszcze za czasów Stevea Ballmera) Microsoft złożył ofertę kupna całości Yahoo! za niebagatelną kwotę ponad 44 miliardów dolarów. Wtedy władze firmy stwierdziły, że nie jest to w interesie akcjonariuszy, oraz że cena jest zaniżona. Dzisiaj kapitalizacja amerykańskiej firmy wynosi połowę kwoty z tej propozycji. Czy należało sprzedawać póki jeszcze był czas?

Yahoo nie znalazło odpowiedzi jak zareagować na rosnącą potęgę Google. Nie zareagowało na to, że internet wszedł w erę web 2.0. Zamiast szykować frontalny atak sądziło się z Facebookiem co do patentów. Eksperci uważają, że takie firmy są w sytuacji, w której uważają, że nie są w stanie nic nowego wymyślić, a jedyne co mogą zrobić, to kupić rozwiązanie. Czy jednak Yahoo! - jedna z pierwszych internetowych spółek, która przetrwała bańkę dotcomów, nie jest w stanie wymyślić nic odkrywczego?

Z takim twierdzeniem nie sposób się zgodzić gdy patrzy się na przykład na Amazon. Obecnie Jeff Bezos jest bardzo wysoko notowany na liście miliarderów i jego spółka ciągle wymyśla coś nowego. To prawdziwa kuźnia innowacyjności. Z drugiej strony Google przez cały czas udoskonala swoje produkty i wprowadza nowe. Naprawdę da radę tworzyć innowacje nawet w wielkiej firmie. Prawdziwą zagwozdką dla wszystkich okazał się Facebook, na którego próbowało zareagować Google wprowadzając swoją usługę Google Plus. Na razie Facebook na tym polu wygrywa, ale przecież w każdej chwili może pojawić się ktoś, kto wywróci rynek do góry nogami. Nie wiadomo tak naprawdę jak rozwinie się Snapchat, który szturmem zdobywa uznanie młodszej części internetu. A Yahoo to wszystko przespało!

21 lat... tyle minęło od startu giganta. Dzisiaj jego główną wartością są udziały w chińskiej spółce Alibaba. Gdy jeszcze trwały czasy świetności Yahoo postanowiło ono zainwestować w Jacka Ma i jego pomysł. To zaowocowało tym, że do dzisiaj portal ma te udziały. Nie wiem na ile jest to obciążenie dla Alibaby. Z pewnością lepiej dla niego byłoby, aby właścicielem tych udziałów była tak innowacyjna firma jak Google, czy Apple. Trzeba pamiętać, że był czas, kiedy Yahoo uwierzyło w Jacka Ma i zasługuje na te udziały. Gorzej, że są to praktycznie jedyne cenne aktywa spółki.

Szansa rodzi się w tym, żeby jakiś człowiek z wizją przejął spółkę i dał tej marce nowej mocy! Oczywiście pewnie nie da rady zrobić tego sam, ale z udziałem funduszy jest w stanie to zrobić. Jakby oddzielić udziały Alibaby i markę Yahoo, to może cena nie byłaby aż tak wysoka. Przypomina mi to sytuację, która wydarzyła się w Polsce odnoście połączenia Grupy o2 i Grupy WP. Dzisiaj nowo powstały twór nazwany Grupa WP jest największym graczem na rynku portalowym w kraju nad Wisłą! Widać da się!

Do Yahoo! wiele osób ma ogromny sentyment. Co prawda w Polsce nigdy nie mieliśmy tego portalu pełną gębą. Aczkolwiek mam znajomych, którzy korzystają z ich poczty. Raczej marka nie zniknie. Może się jedynie zmienić właściciel. Takie marki nie upadają całkiem. W najgorszym wypadku ktoś kupi markę i stworzy pod jej szyldem klona Facebooka. Szkoda, że Yahoo przespało web 2.0. Możliwe, że dzisiaj konkurowałoby z największymi i nie bało się o swój byt!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj gruchnęła wieść, że na liście najbogatszych ludzi świata według Bloomberga na czwartym miejscu jest Jeff Bezos, legendarny twórca Amazona! Czy to szaleństwo, które go cechuje pozwala mu osiągać tak niesamowite wyniki? A może to chłodna kalkulacja i wytrwałe dążenie do przodu?

Czytając biografię Amerykanina można dojść do wniosku, że jest on cudownym dzieckiem Doliny Krzemowej. Ma on jednak pewną cechę, której mogą mu pozazdrościć konkurenci, a jest nią: konsekwencja! Bezos od początku istnienia swojej firmy, gdy tylko porzucił pracę na Wall Street, wiedział, że chce skupić się na kliencie. To był człowiek, który w chwili startu nie był młokosem! Był doskonale wykształcony i miał doświadczenie wśród rekinów finansjery. Jeśli masz wynieść choćby jedną lekcję od Bezosa to mogłaby ona brzmieć tak: Hossy i bessy przychodzą i odchodzą, ale klienci są największym złotem Twoje interesu!

Ostatnio Bezos jest uważany za osobę co najmniej ekscentryczną. Bez ogródek mówi, że chce zastąpić ludzi w magazynach robotami. Natomiast dostarczaniem produktów na małe odległości mają się zająć według jego wizji: drony. Czy to tylko przechwałki i po części czcze gadanie? Znając bezkompromisowość Bezosa można dojść do wniosku, że jest to wizjoner, który sięga dużo dalej niż sięga obecnie percepcja ludzi.

Rozwój technologii jest z jednej strony fascynujący, a z drugiej strony przeraża! Kiedyś oglądałem film dokumentalny, w którym stwierdzono, że za kilkadziesiąt lat (nie kilkaset!) większość prac wykonywanych przez ludzi będą mogły zastąpić maszyny. Takie podejście może przerażać. No bo czym zajmie się ta większość ludzi? Tutaj groteskowo obrazuje to film Charlie i fabryka czekolady Tim Burtona, w którym ojciec głównego bohatera traci pracę w fabryce pasty do zębów. Zajmował się on przykręcaniem nakrętek na pasty i zastąpiła go maszyna. Po krótkim czasie okazuje się, że musiał on zostać serwisantem tej maszyny :). Mimo groteskowości sytuacji zagrożenie jest realne. Już dzisiaj w dobie istnienia Paczkomatów kwestia istnienia pani w okienku, która siedzi za nim od rana do wieczora wydaje się bezsensowna. Tak naprawdę podstawowym ogranicznikiem zastąpienia ludzi przez maszyny (oprócz stopnia zaawansowania technologii) jest koszt nowej technologii. Pionierzy tacy, jak Amazon już dziś testują rozwiązania, które będą wykorzystywać jutro.

Autonomiczne samochody mogą być kolejną cegiełką, która może doprowadzić do rozwoju potencjału Amazona jako jednej z największych firm technologicznych na świecie. Będą one miały również wpływ na inne firmy. Takie, jak chociażby Uber i jego konkurenci. Gdy czyta się biografię Bezosa, to można odnieść wrażenie, że podstawowym założeniem tego genialnego przedsiębiorcy było doprowadzenie do tego, aby jego dziecko było postrzegane jako firma technologiczna, a nie kolejny detalista. Mam wrażenie, że to mu się udało. I nawet nie chodzi o jego krucjatę na rzecz e-booków. Kindle okazał się doskonałym urządzenie, a jego sposób wyświetlania tekstu robi do dzisiaj ogromną furorę. Mam jednak mieszanie uczucia, co do Amazon Phone. Bezos chyba przeszacował ile może za niego wziąć. No i sukcesu nie było. Tu jednak wart uwagi jest fakt współpracy z Google przy wykorzystaniu jego Androida. Nie zdecydowano się na własny system operacyjny. To świadczy o potędze giganta z Mountain View.

Czy przyszłość należy do Amazona? Takie akcje, jak ta niedawna ze stacjonarną księgarnią świadczą o tym, że cytując wieszcza: Bezos i jego zespół sięgają tam gdzie wzrok nie sięga. Ja postać Bezosa bardzo lubię i jestem jego wielkim fanem. Jest to człowiek poukładany i do tego jest wielkim wizjonerem. Jego pomysły sięgają jeszcze dalej niż sam Amazon. Odważnie patrzy on w kierunku kosmosu, aby kiedyś skolonizować Marsa, lub zerknąć jeszcze dalej.

Mówiąc o Bezosie możemy mówić o amerykańskim śnie. Nie jest to jednak buntowniczy, biedny dzieciak, który na przekór wszystkiemu porzuca studia i postanawia założyć firmę. Co prawda z tą garażową wersją firmy jest sporo prawdy, ponieważ pierwsza siedziba mieściła się w garażu. Tutaj jednak jest człowiek, który najpierw się wykształcił. Potem przez pewien czas brał udział w życiu Wall Street, a gdy zobaczył jak wielką szansą jest internet, to postanowił wykorzystać swoją szansę. I jest on coraz bliżej swojej podstawowej wersji pomysłu: internetowego sklepu ze wszystkimi potrzebnymi produktami. Przyjemnie patrzeć jak to wszystko się cudownie rozwija, a Bezos staje się czwartym najbogatszym człowiekiem na świecie. Dlaczego by nie pierwszym? :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi