napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Na tym blogu pojawiło się kilka części felietonów z tematem >>Internet się dopiero zaczyna<<. Grzechem byłoby nie wspomnieć, że razem z internetem zaczyna się wielkie inwestowanie w start-upy. O tym będzie ten felieton.

Rynkowi temu przyglądam się od paru ładnych lat. Sam pracuję nad swoim projektem (o którym z pewnością niedługo poinformuję) związanym z internetem. Początki były trudne, bo nikt nie wiedział, o co w tym internecie właściwie chodzić i kupowano kota w worku. Z drugiej strony po krótkim czasie narosła bańka spekulacyjna dotcomów. Pamiętam, jak wystarczyło na polskiej giełdzie zmienić profil działalności i kurs akcji szybował w górę! Inwestorzy myśleli, że reklama w internecie to najważniejsze źródło dochodu, które gwarantuje niewyobrażalne efekty. Jak jednak się okazało: mniej niż 1% internautów kilka w banery reklamowe! Wtedy ktoś mądry wymyślił funkcję brandingową banerów, aby poinformować reklamodawców, że internauci patrzą na banery i buduje się świadomość marki. Jednak ja nie o tym :)

Nastają czasy, w których coraz więcej funduszy i osób prywatnych inwestuje w start-upy. Można odnieść wrażenie, że na rynku jest ogrom pieniędzy. I w pewnym sensie tak jest. Jeśli masz ciekawy projekt i dobry zespół, to z pewnością znajdziesz inwestora, który będzie zainteresowany wyłożeniem na Was konkretnych pieniędzy. Zauważyłem pewien trend, w którym wszyscy są zainteresowani inwestowaniem w start-upy od rządów zaczynając na gwiazdach Hollywood kończąc. Czy to jest dobre? To z pewnością nieco psuje podejście właścicieli projektów, które szukają dofinansowania. Nagle okazuje się, że mogą być oni wybredni :). Z drugiej jednak strony cały ten klimat, w którym są setki możliwości zdobycia kapitału pozwala nam budować Nowy Cyfrowy Świat (nie mylić z Nowym Wspaniałym Światem Huxleya).

Jeśli jesteś właścicielem projektu i razem z przyjaciółmi szukasz dofinansowania, to z pewnością w końcu je dostaniesz. Warto jednak pamiętać, że dla inwestora najważniejszy jest zespół, na który wyłoży swoje pieniądze. Wiadomo, że lepiej zainwestować w świetny zespół, który ma słabszy pomysł na projekt, niż w super projekt, który jest zarządzany przez słaby zespół. Pomysł na projekt i tak ulegnie przekształceniu pod wpływem rad inwestora lub weryfikacji rynkowej. Natomiast jeśli projekt jest zarządzany przez niedoświadczony zespół, to może nic nie dać. Oczywiście nie ma jakiejś złotej reguły, co trzeba zrobić i jakie warunki spełniać, aby odnieść rynkowy sukces. Są jednak pewne zależności, które sprawiają, że szansa na sukces rośnie.

Czy duża ilość pieniędzy dostępnych na rynku jest dobra? Warto spojrzeć na to, co idzie razem z tymi pieniędzmi. Może się okazać, że dobry inwestor może nam dać znacznie więcej niż pieniądze. W końcu pojawiają się akceleratory przedsiębiorczości, których celem jest nauczenia ludzi podejścia do start-upów, a nie inwestowanie wielkich pieniędzy. Idealna sytuacją byłoby najpierw wejście w akcelerator, a potem myślenie o kolejnych rundach dofinansowania.

Polski rynek staje się bardzo atrakcyjny i pojawia się coraz więcej ciekawych projektów. Nie mam nic przeciwko inwestowaniu w nie, ale wyznaję zasadę, że im później starasz się o inwestora tym lepszą wycenę dostaniesz i tym lepiej dla Ciebie. Słabo jest, jak projekt jest tak pomyślany, że bez pieniędzy inwestora nie jest w stanie nic zrobić. Pierwsze momenty projektu powinny być finansowane z własnych pieniędzy lub tych pożyczonych od przyjaciół i rodziny. Naprawdę to nie jest dobra opcja, aby iść od razu do inwestora jeśli ma on dać tylko pieniądze. Zdarzają się oczywiście inwestorzy, którzy dają znacznie więcej, jak wiedzę o branży, czy sieć przydatnych nam kontaktów. Wtedy ma to jakiś sens, ale najlepiej walczyć samemu tak długo jak się da!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Czasem fascynujące myśli to jednocześnie proste myśli. Kilka lat temu na wykładzie dość znanego polskiego biznesmena usłyszałem jedną z takich myśli. On sam usłyszał ją od kogoś, kto miał dość dużą firmę produkcyjną. Padło pytanie: A co by Pan robił, gdyby nie produkował Pan tego? A odpowiedź: Gdyby tego nie robił, to robiłbym coś innego.

Mi na początek ta odpowiedź wydała się dość dziwna. Jednak po głębszym zastanowieniu widać jej głębię. No bo co to właściwie oznacza? Widać to szczególnie w dobie szału na start-upy. Ludziom wydaje się, że pomysł jest wszystkim. Wiem, że w przypadku jednym na tysiąc pomysł oznacza bardzo wiele. Jednak takie rzeczy najczęściej wiążą się z patentowaniem i są dużo bardziej skomplikowane niż się nam wydaje. Co jednak z 999 pozostałych przypadków?

Sam mam pomysł, w który bardzo wierzę i wiem, że będę go w stanie zrealizować dopiero za jakiś czas. Staram się o nim za często nie mówić, ale jego podstawy powstały już sporo czasu temu. Przez miniony czas stopniowo go doszlifowuję. Czy to jest ten jeden na tysiąc? Tego tak naprawdę nigdy nie możemy wiedzieć. Świat pokazał, że ktoś już podszedł do tego w sposób dość mocno innowacyjny i dzisiaj rozwiązaniem dla mnie jest stworzyć coś jeszcze lepszego. To tylko pokazuje, że szedłem w dobrym kierunku. Ale to tylko pomysł, który chcę zrealizować dopiero za jakiś czas. Dopóki jest on w fazie pomysłu i nie jest opatentowany, to aż tak dużo nie jest wart. Wiem, że bywają start-upy, w które ktoś inwestuje zanim w ogóle wystartują, ale tam chodzi o wielkie nazwiska twórców, którzy są jakoby gwarantem sukcesu.

Jeśli masz pomysł, który jest megainnowacyjny, jest dla Ciebie ważny i po prostu go lubisz, to dbaj o niego! Dbaj, bo to cudowne jest mieć taką ideę na świecie. A jak to mówiono w filmie Wachowskich: Człowieka można zabić, ale idee są kuloodporne :). Po sobie wiem, że pomysł w najlepszym wypadku to połowa sukces. Co jest drugą składową tego równania? WYKONANIE! Możesz mieć najlepszy pomysł, ale go trzeba doszlifować, wdrożyć i sprawić, że on będzie działał. Tak po prostu! Wiem, że bardzo modna jest idea Lean Startup, w której tworzysz minimalną wersję produktu i starasz się dojść do czegoś skalowalnego. Wiem, że może się to sprawdzić. Mimo, że to wiem, to do mnie to jednak nie przemawia. Ktoś mądry powiedział mi, że idea Lean Startup ma zastosowanie tylko w aplikacjach internetowych. Bo gdy tworzysz namacalny produkt, to ciężko pozwolić sobie na MVP. Ja jednak wierzę, że trzeba stworzyć w miarę kompletny produkt. Tak, jak chociażby był tworzony iPhone. Wiem, że wiele osób może zarzucić, że miał on z pewnością zetylion betatesterów, ale dla końcowego użytkownika trafił gotowy produkt. Ja w taki dość kompletny produkt wierzę. I nie ideę za trendem Lean Startup.

Cała idea Lean Startup z pewnością świetnie pokrywa się z tym co należy robić później, czyli udoskonalać produkt. Jednak mocno dyskusyjne jest to czym właściwie jest MVP i kiedy ono jest. Bo ja się spotkałem z ideą, w której badamy czy użytkownicy są zainteresowani na podstawie Google AdWords i strony z obrazkiem. Z pewnością daje to jakieś informacje o produkcie, i na podobnej zasadzie ruszył na przykład Dropbox, ale ja nie jestem do końca przekonany czy to o to chodzi :).

Wracając do tematu tego felietonu lean może być dobry jeśli chcesz wybadać rynek. Wszelkie pivoty są wtedy wskazane. Jednak jeśli Twój pomysł nie jest tym jednym na tysiąc, to możesz sobie wziąć do serca słowa biznesmena z pierwszego akapitu: jeśli nie to, to co innego. Tak naprawdę na pewnym etapie rozwoju zasady biznesu są podobne. Na początku wydaje się, że tworzysz coś, czego nikt inny nie stworzył, lub tworzysz lepiej to, co inni stworzyli. Jednak gdy już na przykład budujesz strukturę organizacyjną na coraz większą skalę, to zasady są podobne i przydaje się wiedza z nauk o zarządzaniu.

Czy pomysł jest wszystkim? NIE! Czy bez pomysłu da się zrobić coś sensownego? NIE! We wszystkim można znaleźć swoją niszę. A jeśli nie to, to co innego! Jakby przyjrzeć się historii życia Abrahama Lincolna, to poniósł on pasmo porażek, co doprowadziło go do zostania jednym z najważniejszych prezydentów w historii USA. Pamiętaj możesz mieć pomysł, na który wpadł ktoś inny, ale lepiej go zrealizujesz. I to może być Twoja siła. Więc daję pod rozwagę słowa: Gdybym nie robił tego, to robiłbym coś innego.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Największe fortuny naszych czasów powstaną dzięki internetowi. Wiem, że jeden z wiceprezesów Google mówił w polskim programie Sonda 2, że w ciągu 50 lat powstanie coś lepszego niż internet, ale jakoś trudno mi to sobie wyobrazić. Cokolwiek powstanie to raczej będzie pochodna tego, co już mamy. Napisałem kilka felietonów o wiele znaczącym tytule >>Internet się dopiero zaczyna<<. I zdanie to podtrzymuję.

Kolejne pokolenia internetowych przedsiębiorców będą tworzyć coraz ciekawsze pomysły. A te pomysły w przeciągu mniej niż dekady będą zdobywać miliony klientów. To nie jest science-fiction, to się dzieje już dziś! A w miarę rozwoju sytuacji będzie się to dziać coraz szybciej. Wiem, że w tytule tego felietonu napisałem o młodych milionerach, ale internet nie stawia przed nikim jakiś pokaźnych barier. Dzisiaj wielki biznes może zrobić zarówno 20latek, jak i 50latek. Różnica polega jedynie na tym, ze ten drugi ma więcej do stracenia, bo pewnie ma już rodzinę i kredyt hipoteczny.

Ostatnio pisałem artykuł o młodych polskich multimilionerach przed 40stką. Jest to z pewnością ciekawe zjawisko, bo wielu z nich wywodzi się właśnie z internetowych działań. Czy ta sytuacja zmieni się jeszcze bardziej w czasie kolejnej dekady? Myślę, ze tak! Dzisiaj tworzenie biznesu stacjonarnego to działanie na wiele lat. Idzie stworzyć coś wielkiego, ale potrzeba czasu. Dobrym przykładem jest miliarder Dariusz Miłek, który stworzył sieć sklepów CCC. Zaczynał od przysłowiowych bazarów, a dziś podbija zagranicę ze swoim konceptem. Choć i u niego widać zwrot w stronę internetu, ponieważ jakiś czas temu kupił sklep internetowy eObuwie.pl. Myślę, że wykorzystanie kanału internetowego w jego przypadku ma spory potencjał. Wśród polskich miliarderów jest on najmłodszy, ale dochodził do swojego wielkiego biznesu przez lata. Czy można szybciej?

Sztandarowym przykładem wielkiego sukcesu w internecie jest Snapchat. Jego twórcy mają po dwadzieściakilka lat i są już miliarderami. Gdy jednak byłem na pewnej konferencji dotyczącej startupów, to usłyszałem, że taki strzał jest mniej prawdopodobny niż wygrana na loterii Ja się z tym nie zgodzę. Mamy tu znacznie więcej możliwości niż tylko skreślić sześć liczb. Mimo elementu losowości jest tutaj wiele czynników, które mają wpływ. Liczy się znacznie więcej decyzji, które podjęli twórcy. W przypadku polskiego internetu takim strzałem była Nasza Klasa. Jak na razie nie widać aby komuś udało się osiągnąć jej sukces w takim samym czasie. Co oczywiście nie oznacza, że się nie da. Warto jednak zauważyć w obu tych przypadkach pewną zależność: o portalach zrobiło się głośno w momencie, gdy ktoś w nie zainwestował.

Branża internetowa wiąże się z również z różnymi rytuałami, jak chociażby staranie się o inwestora i rundy finansowania. I tutaj pojawia się element dość istotny. W momencie, kiedy inwestor inwestuje w spółkę można mówić o jej wycenie. Wcześniej są to gruszki na wierzbie. Wiem, że fajnie jest ekscytować się sytuacjami, gdy w kogoś zainwestowano na etapie pomysłu miliony. Trzeba jednak pamiętać, że ten ktoś dokonał czegoś wcześniej i na tej podstawie w niego zainwestowano. W moim odczuciu: im później się starasz o inwestora tym lepiej. Jeden z vlogerów świetnie ostatnio to powiedział: gdy masz już skalowalny biznes, to włożenie pieniędzy sprawi, że zwiększy się jego skala.

Pierwsza myśl z tego felietonu: >>największe fortuny naszych czasów narodzą się w internecie<<, mówi bardzo wyraźnie jakie jest moje podejście do sprawy. Skoro nawet polscy miliarderzy inwestują w przedsięwzięcia internetowe, to musi być w tym ogromny potencjał. A jak wiemy oni wychowali się na tradycyjnym biznesie. A Ty drogi czytelniku możesz być częścią internetu.

Powodzenia!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Średnio co kilka dni można trafić na strony pokroju Kwejka, czy Demotywatorów, które mają w planie podbić polski internet. Co sprawia, że tych stron pojawia się aż tak dużo? Czy mają jeszcze szanse podbić serca internautów?

Demotywatory to nie jest polski pomysł! Właściciel strony podpatrzył koncept za granicą i genialnie go skopiował. Jak się okazało specyfika polskich internautów sprawiła, że koncepcja Demotywatorów w Polsce różni się od koncepcji Demotywatorów na świecie. Chodzi o to, że polskie demotywatory są znacznie mniej... demotywujące :). Złotym gralem tego typu stron jest sprawić by jak najwięcej internautów wpisywało adres w przeglądarce z ręki, a nie trafili na nie z portali społecznościowych. Właściciel Kwejka chwalił się w jednym z wywiadów, że większość internautów trafia do niego właśnie w ten sposób.

Zasadniczym powodem dlaczego powstaje tak dużo tego typu stron jest niska bariera wejścia. Tak naprawdę najważniejsza kwestia jest taka, aby mieć napisaną aplikacje webową. Średnio rozgarnięty programista jest w stanie to spokojnie zrobić, ponieważ nie jest to jakaś złożona aplikacja. Oczywiście wiadomo: z czasem będzie ona rozbudowywana, ale podstawowe funkcjonalności można zrobić dość szybko.

W momencie kiedy wszystkim się wydawało, że karty są już rozdane między Demotywatorami i Kwejkiem, to pojawiła się silna konkurencja: bezuzyteczna.pl. Portal, który w mgnieniu oka zdobył ogromną popularność. Szczerze mówiąc bardzo pluję sobie w brodę, bo zanim powstawał ten portal pojawiło się wiele stron w tym rodzaju - rzeczy nazwane: niebywale, czy imponujacefakty. Widziałem, że będzie to trend wznoszący i jest to nisza, w której można zabłysnąć. Mimo tego nie zrobiłem takiej strony i dziś to właśnie bezuzyteczna króluje na polskich łączach internetowych :).

I po raz kolejny wydaje się, że karty są już rozdane a mimo to jak to mówią ekonomiści: ekonomia się zmienia, ale historia się powtarza. Może nie w ten sam sposób, ale się powtarza. Myślę więc, że jest miejsce dla kolejnych stron tego typu. Oryginalny pomysł i profesjonalne wykonanie praktycznie gwarantują sukces. Tak naprawdę wydaję mi się, że wiele osób, które planują biznes znajdują się w pułapce małego tortu. Spokojnie! Na tym rynku jest miejsce dla wielu graczy. Fakt jednak, że nie jest to system aukcji internetowych (w którym pierwszy bierze wszystko) powinien dodatkowo motywować.

Jak dotąd żaden z tego typu portali nie zawalczył o światowe rynki. Większość z nich ma polsko-brzmiące nazwy i najprawdopodobniej boi światowej konkurencji. W moim odczuciu najbliżej >światowej kariery< mógłby być Kwejk, który ma dobrą nazwę, oraz bardzo dobrze przemyślany koncept. Przeraża mnie to, ze większość tych portali oparła swój model biznesowy na reklamach internetowych. Oczywiście: przy dużej skali działalności da się na tym zarobić! Jednak warto dywersyfikować źródła przychodów i pomyśleć na przykład o kontach premium. Na chwilę obecną JoeMonster ma coś takiego (jego właścicielem jest ta sama osoba, co demotywatorów).

Czy jest miejsce dla jeszcze jednego dużego gracza? Są dwie szkoły biznesu: 1. Muszę mieć coś super innowacyjnego, czego nikt inny nie wymyślił, robić błękitne oceany itd. 2. Na tej ulicy jest 10 sklepów z pamiątkami i każdy się utrzymuje, to ja otworzę 11 i też się utrzymam, bo skoro one tu są to znaczy, że jest rynek. W gruncie rzeczy najwięksi gracze nie różnią się od siebie aż tak bardzo, więc mamy do czynienia bardziej z drugą szkołą. Nie trzeba wymyślać prochu, można jedynie coś udoskonalić i znaleźć swoją niszę :). Jeśli myślałeś o ebiznesie, to może warto pomyśleć o takiej stronie. Ale ostrzegam: jest ich multum, więc trzeba mieć dobry pomysł (może niekoniecznie taki który wywróci wszystko do góry nogami:).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Polski jednorożec 2016-04-21 19:43
 Oceń wpis
   

Polska jest krajem, w którym narodził się przemysł naftowy. Dzięki Ignacemu Łukasiewiczowi surowiec ten stał się niezwykle ważny. I choć dzisiaj wynalazca ten jest bardziej zapamiętany jako twórca lampy naftowej, to jednak geneza branży naftowej znajduje się w jego działaniach. Jak głoszą legendy: tacy ludzie jak Rockefeller przybywali do Polski aby jak najwięcej dowiedzieć się o tym rodzącym się przemyśle. Nie wiadomo czy Łukasiewicz miał pojęcie jak wielkie rzeczy zaczną się dziać gdy ta branża przeniesie się w XX wiek. Czym jest jednorożec? To firma, której wartość rynkowa przekroczyła miliard dolarów. Tak jak jakiś czas temu branża naftowa była miejscem gdzie powstawały największe fortuny, tak dzisiaj zaczyna podobnie być z internetem.

Łukasiewicz jest przykładem tego, jak ktoś podłapał polski pomysł i stał się niesamowicie bogaty. Naukowcy zachwycają się faktem, że Polak wymyślił wycieraczki samochodowe. Myślę, że na tej samej zasadzie ekonomiści powinni zachwycać się, że Polak stworzył jedną z najpotężniejszych branż w historii ludzkości. I mimo, że początkowo ropa naftowa służyła jedynie do lamp, to jednak w krótkim czasie okazała się paliwem dla pojazdów mechanicznych czy latających. Ropa naftowa stała się krwią współczesnej gospodarki, od której uzależniony jest każdy nawet najmniejszy jej element. Czy tym samym będzie internet? Czy internet staje się krwią gospodarki?

Może nie chciałbym iść w dalekie myśli o tym czym stanie się internet, ale jedno jest pewne: staje się on niczym prąd. I nie chodzi tu tylko o to, że za jakiś czas internet ma być dostarczany do domów przez gniazdka elektryczne. Chodzi bardziej o to, że prąd jest rzeczą oczywistą. Nie zastanawiamy się nad nim. Nie myślimy o tym, że fajnie iż mamy prąd. On po prostu w naszym życiu jest i jest to oczywista oczywistość. Internet stopniowo przenika do wszystkich dziedzin naszego życia. Kolejne urządzenia sprawiają, że internet jest w naszych kieszeniach, na naszych rękach, czy innych lokalizacjach, które nas otaczają. W miarę rozwoju technologii będzie się on pojawiał w branży motoryzacyjnej, czy zwykłym AGD. Jest to droga, którą dążymy. My, czyli świat jako całość.

Co jednak z polskim jednorożcem? Myślę, że on się pojawi. A właściwie: one się pojawią. Jak zauważył jeden znaczący inwestor na polskim rynku VC: z Polską jest taki problem, że nasz rynek jest za duży i możemy najpierw działać tylko w Polsce. Nie musimy od razu uderzać na świat. Gdy patrzymy na kraje bałtyckie takie jak Estonia, gdzie narodził się Skype, to rynek ten był za mały aby się tylko na nim skupić. Z jednej strony jest to wada, ale z drugiej można to wykorzystać jako atut. W pewnym szalonym podejściu można dojść do wniosku, że Polska to świetny poligon testowy. Jeśli uda się stworzyć coś fajnego, co zaangażuje Polaków, to dlaczego by nie uderzyć z tym na świat? Jest to często oczywiście pobożne życzenie, ale Polacy są w stanie zrobić coś więcej niż tylko skopiować amerykańskie pomysły. Wielokrotnie zachwycałem się Fotka.pl, która w swoim podejściu jest jedyna w swoim rodzaju. Jak przyznaje sam Rafał Agnieszczak: jest ona pozycjonowana na coś w stylu dyskoteki, gdzie poznaje się ludzi. Natomiast Facebook to spotykanie ludzi, których już znasz z reala.

Czy Fotka miałaby potencjał stać się polskim jednorożcem? Już dziś wyceniana jest na grube miliony, ale brakuje działania w kierunku podboju świata. Być może Rafał Agnieszczak i jego zespół szukają jakiegoś nowego pomysłu, dzięki któremu ten świat zdobędą. Ja trzymam mocno kciuki! Brakuje nam, Polakom, globalnych sukcesów. Jesteśmy dobrzy na swoim rynku. Potrafimy tworzyć ciekawe pomysły (nawet jeśli podstawa jest stricte skopiowana ze świata), ale brakuje nam walki o światowe rynki. Chyba jednak jest trochę prawdy w tym, że nasz rynek jest za duży.

Polska ma najlepszych programistów na świecie. Polscy naukowcy to najtęższe umysły naszych czasów. Mamy jednak problemy z komercjalizacją. Jest pewien beton na linii nauka biznes. I w tej kwestii jest jeszcze sporo do zrobienia. Myślę, że takich wynalazków jak grafen (o ogromnym potencjale komercyjnym) będzie coraz więcej i naukowcy będą mogli zarabiać gigantyczne pieniądze. Są dwie drogi, które widzę dla polskich jednorożców: nauka i aplikacje internetowe. Jeśli chodzi o tę pierwszą to gdy uda nam się zacieśnić współpracę między biznesem a naukowcami, to myślę, że czeka nas w tym kontekście wiele jednorożców. Niestety nie jest to szybka droga. Z jednej strony beton do zniszczenia, a z drugiej same projekty naukowe (badania itd.) muszą trwać. Drugą drogą są aplikacje, które nie wymagają wielkich funduszy i lat badań. Może się skrzyknąć kilku studentów i wymyślić coś ciekawego. Tak naprawdę pomysły już w Polsce są i to coraz lepsze. Zostaje jednak kwestia egzekucji, czyli jak najlepszego wykonania tych pomysłów i doprowadzenia do korzystnej monetyzacji.

Bardzo wierzę w to, że za jakiś czas na polskiej polanie biznesu będzie się pasło całe stado jednorożców. Jest to naprawdę możliwe! Wystarczy większe skupienie na egzekucji. Polacy są pomysłowi i stać ich na więcej niż kopiowanie amerykańskich pomysłów. Udowodnijmy to!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W dniu dzisiejszym moja uwagę w internetach skupiła informacja o tym, że w 2020 roku branża zamawiania jedzenia online w samej Polsce będzie warta miliard złotych rocznie! Suma niebagatelna, a trzeba przyznać, że wszystko się dopiero zaczyna. Z resztą cały szał na internet dopiero się zaczyna. I będzie to się rozwijać w ciągu najbliższych kilku lat do poziomu o jakim się nie śniło tym, którzy zaczynali wchodzi w tę gałąź rynku w latach 90tych XX wieku.

Wszystko się dopiero zaczyna! Wydaje Ci się drogi Czytelniku, że w internecie jest już wszystko? Niewiele można tu wymyślić? Błąd! To tylko minimalnie ucywilizowany dziki zachód. Fakt, że te 15 lat temu trzeba było inwestować w wielkie serwery i ogromne ilości transferu, a dzisiaj sprawę załatwia chmura obliczeniowa znajdująca się na przykład w Stanach Zjednoczonych niewiele zmienia. Fakt, że mieliśmy do czynienia z wielką bańką dotcomów z roku 2000, kiedy to inwestorzy przekonali się, że coś takiego jak nowa ekonomia nie istnieje. To, że tuzy z Wall Street musiały przekonać się, że pieniądze nie rosną na drzewach nie świadczy o złej naturze internetowych biznesów. Jakby przyjrzeć się ekonomii i cyklom koniunkturalnym, to średnio co kilkanaście lat jest nadmuchana jakaś bańka spekulacyjna wokół czegoś oczywistego. Wielki Kryzys roku 2008 to po prostu mówiąc delikatnie: przejaw zbyt dużego optymizmu banków.

Wracając jednak do internetu: najprawdopodobniej w ciągu najbliższych lat będziemy mieć do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną. Tym razem nawiązując do web 2.0 można ją nazwać bańką 2.0. Czy coś się jednak zmieniło od poprzedniej bańki? Oczywiście! Biznesy internetowe są zdecydowanie bardziej przemyślane, a złotą regułą zaczął być dopracowany model biznesowy. Wiem, że fajnie byłoby mieć od samego początku wielkie pieniądze z reklam. To jednak działa dopiero od pewnego (dość wysokiego!) pułapu. Na reklamach idzie zarobić, ale jest to ciężka droga. Dlatego wiele biznesów internetowych dzisiaj skupia się na tym, aby pobierać opłaty za dodatkowe funkcjonalności, albo stosując abonamenty dla coraz fajniejszych aplikacji.

Idąc tym tropem widać, że abonamenty sprawdzają się w najlepszym przypadku na rynku B2B. Zwykli użytkownicy często są przyzwyczajeni do tego, że internet powinien być darmowy. Swoją drogą jest w tym pewna logika: skoro płacę za abonament za internet (często nie są to niemałe pieniądze), to dlaczego dostawca nie dzieli się pieniędzmi z stronami, które odwiedzam? Skoro działa to w przypadku telewizji kablowej, to dlaczego nie działa tutaj? Oczywiście można mówić o zbyt dużym rozproszeniu dostawców stron internetowych, ale skoro samo Google bierze pod uwagę taką opcje i planuje w przyszłości dzielić się wpływami z twórcami stron, to jednak coś jest na rzeczy!

Model SaaS (Software as a Service), w którym standardem są abonamenty zdecydowanie jest przyszłością internetu. Skoro Microsoft robi Office 365 w takim modelu to znaczy, że widzi w nim potencjał. Pisałem już o serwerach, a właściwie chmurze obliczeniowej, która bardzo staniała. Czy są jakieś inne bariery wejścia? Wiedzę marketingową można nabyć. W zespole cholernie ważną osobą jest sprzedawca. Nieważne czy na blogu pisałem o Arturze Kurasińskim, czy o Tadzie Witkowiczu, to jednak kluczowym elementem każdego biznesu jest sprzedaż! Tego się nie przeskoczy. Można mieć nieskończony produkt, ale nie można nie mieć urodzonego sprzedawcy.

Kwestie techniczne nie są aż tak bardzo skomplikowane. Jeśli się uprzeć, to można się samemu nauczyć programować i stworzyć pierwszą stronę (sam wybrałem tę drogę). Jednak jeśli ma się odłożoną gotówkę, to można to po prostu zlecić. Polacy to najlepsi programiści na świecie! Czy chcesz mieć programistę u siebie, czy zlecić to zadanie Software Houseowi, to jedno jest pewne: warto inwestować w Polaków.

Jedyne, co może po części ograniczać przed wejściem w tę branżę, to prawdopodobieństwo wtopy. Jeśli offline robisz coś oczywistego np. otwierasz warzywniak, to masz znacznie większe szanse na sukces niż w przypadku online. Natomiast szansa, że ten warzywniak zmieni się w międzynarodową sieć warzywniaków jest mniejsza, niż to, że internetowy startup osiągnie globalny sukces. Ryzyko to trzeba po prostu zaakceptować. Ale jak nie wyjdzie jedno to wyjdzie drugie, albo trzecie. Oczywiście jesteśmy jeszcze daleko za Doliną Krzemową, w której chwali się porażki i to jakie lekcje startupowcy z nich wyciągnęli. Bodajże prezes Pixers powiedział, że wyłożył ponad 20 startupów zanim zrobił Pixers. Jak na Polskę to jest to fascynujący wynik :).

Wiem, że kiedyś youtuber Krzysztof Gonciarz powiedział, że nasze czasy nie są jeszcze aż tak fascynujące, bo co to dopiero będzie jak będziemy kolonizować inne planety. Ja jednak uważam, że nasze czasy są mocno fascynujące! Największe fortuny dopiero powstaną! I powstaną one w internecie. Przykład chociażby Snapchata, gdzie założyciele są młodsi ode mnie, a mają firmę wartą 10 miliardów dolarów (może nawet już więcej). Może i eksperci powiedzą, że takie coś to jak wygrana na loterii, że ciężko trafić w gusta ludzi, w to co będzie modne. Ja jednak przychylam się do tego, co powiedział Rafał Agnieszczak, że tu chodzi o ciężką, wytrwałą pracę a sukces w końcu przyjdzie! Nieważne czy to będzie za 5, czy 15 lat!

To czego bym sobie szczerze życzył, to wielkie sukcesy Polaków na internetowej arenie międzynarodowej. Jest coraz więcej firm, które mają taki potencjał, jak chociażby Livechat wyceniany na miliard złotych. Liczę na to, że doczekamy się polskiej firmy, która będzie tak wielka jak chociażby Microsoft. Czy jest to trudne? Cholernie! Ale Polacy są przedsiębiorczy i utalentowani. Są w stanie osiągać wielkie sukcesy. Z pewnością już niedługo się doczekamy!

Wiem, że stawiam śmiałą tezę pod tytułem: Internet się dopiero zaczyna. Ale ja jestem tego pewien na 1000%. To jeden z tych przełomowych wynalazków, które przewracają świat do góry nogami, jak telefon, czy kolej żelazna. Największe firmy tego świata wykorzystują internet na wielu polach. Aktualnie największą wycenę ma Apple. Czym byłyby wynalazki tej firmy bez internetu? Wielki pochód do wielkości z końcówki lat 90tych zawdzięczają iPodowi, który byłby pewnie tylko fajnym gadżetem bez iTunes!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

To fascynujące, jak wielki narzędzia sprzed kilku lat, które okazały się być kalką zagranicznych aplikacji/portali, dzisiaj ledwo przędą, a Filmweb cały czas jest w doskonałej kondycji i się rozwija. Ten portal to polska mekka kinomaniaków. Jak dojść do tak wielkiego sukcesu?

Na sam początek należy przyznać, że takie portale pojawiły się już wcześniej za granicą. Najsłynniejszym jest IMDB. Na czym jednak tak naprawdę polega sens istnienia takiego portalu jak Filmweb? Wydawałoby się, że oceny filmów to prosta rzecz i nie da się wokół tego zrobić czegoś naprawdę wielkiego. Myli się jednak ten, kto tak myśli! Ilość opcji, które opracowano w ramach Filmwebu robi wrażenie. Wiele z nich jest naprawdę innowacyjnych w skali świata!

Podstawą są oczywiście systemy ocen. Każdy film, oraz osoba filmu ma swoją stronę, którą mogą oceniać internauci. Oprócz ocen pojawiają się również opisy i komentarze. Bardzo podoba mi się podział na rozbudowaną recenzję redakcji (na poziomie profesjonalnego pisma o filmie), oraz krótkie opisy osób, które obejrzały film. Takie strony są najczęściej rozbudowane w zależności od popularności filmu/osoby, której dotyczą. Zdarzają się oczywiście tematy, które są słabo poruszone. Kolejnym mocnym elementem takiej strony są listy aktorów i osób współpracujących przy filmie (w przypadku strony filmu), lub lista filmów, w których uczestniczyła osoba (w przypadku wizytówki osobistej). W ramach tej działalności Filmweb idzie naprawdę daleko i można zobaczyć oceny konkretnej roli, konkretnego aktora!

Wiadomo, że wszystko rozbija się wokół ocen, więc doskonałym elementem są rankingi. Dzięki matematycznemu wzorowi na średnią można otrzymać bardzo ciekawe i miarodajne wyniki. Top 100 filmów, czy aktorów może się okazać naprawdę przydatne zarówno dla początkującego, jak i zaawansowanego kinomaniaka. Są osoby, które za punkt honoru ustawiają sobie obejrzenie wszystkich filmów z rankingu konkurencyjnego IMDB, ale z pewnością są też osoby, które sugerują się listą Filmwebu.

Kolejnym innowacyjnym elementem jest Gustomierz. Możesz ocenić filmy, które oglądałeś, a następnie aplikacja zasugeruje Ci jakie inne filmy Cię zainteresują. Nie wiem czy spełnia to oczekiwania jakichś wyszukanych gustów, ale dla zwykłych ludzi są to naprawdę przydatne informacje. Nie wiem czy ktoś już wpadł na tego typu aplikację, ale wydaje się ona innowacyjna w skali globu!

Osobiście żałuję tylko jednego: Filmweb jest jednym z najdłużej działających portali w polskim internecie. Pamięta on zamierzchłe czasy. Jest on zdecydowanym numerem jeden wśród portali filmowych. Jest jedną z najlepiej wypozycjonowanych polskich stron. A mimo to cały czas działa tylko w Polsce! Nie okłamujmy się: zdobywanie kolejnych rynków powinno być głównym celem każdego rozwijającego się projektu! Dlaczego Filmweb tego nie robi? Pamiętam jeden z wywiadów ze znanym blogerem, kiedy powiedział on, że gdyby miał wolne fundusze, to robiłby kalki Filmweb, Chomikuj, czy Pudelka na inne kraje. To dobry model!

A co do modelu drugą rzeczą, której nie rozumiem to - dlaczego nie powstały jeszcze konta premium dla użytkowników Filmwebu. Można z pewnością stworzyć coś, za co internauci chętnie zapłacą. Chociażby ulepszoną wersję filmwebowej wizytówki! W dzisiejszych czasach sam model reklamowy aż tak bardzo się nie sprawdza. Aczkolwiek Filmweb ma skalę, która pozwala mu w ten sposób zarabiać. Jednak konto premium to prawdziwy potencjał!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Korzystam ze Slacka i jestem pod jego ogromnym wrażeniem. Ten komunikator pokazuje, jak robić biznes w internecie! Nie spotkasz na nim reklam, ponieważ po części jest to płatna aplikacja. A że ludzie za to płacą, to oznacza, że jest on strzałem w dziesiątkę. Każdego dnia korzysta z niego 2,3 miliony użytkowników. Czy to dużo, czy mało? Przy fenomenalnych wynikach Facebook, czy Snapchata nie wydaje się to dużo, ale trzeba zauważyć, że prawie 30% użytkowników tego komunikatora za niego płaci.

Model biznesowy Slacka wydaje się być zupełnie inny niż to w co wierzą founderzy z ery web 2.0. Google czy Facebook zarabiają na reklamach. I choć starają się one zdywersyfikować źródła przychodów, to jednak jest to ich główne źródło utrzymania. Za tym trendem podążają inni. Tak, jak chociażby wymieniony Snapchat. Czy można jeszcze wierzyć w zarabianie na reklamie? Stoimy przed bardzo ważnym momentem w dziejach rozwoju internetu. Użytkownicy są coraz bardziej skłonni płacić za aplikacje czy artykuły. Choć trzeba przyznać, że aktualnie ma to większe zastosowanie bardziej w projektach skierowanych do biznesu. Slack jest właśnie takim projektem, ponieważ tworzy on kanał komunikacji w ramach miejsca pracy.

Wróćmy do samej idei tak niezwykle genialnej w swej prostocie. Gdy jesteś pracownikiem firmy, która coś tworzy, to zależy Ci na sprawnej komunikacji wewnątrz firmy. Wiadomo korzystasz z firmowych e-mail. Czasem pojawia się pomysł, żeby używać do komunikacji Facebooka lub Skype. Ma to jednak swoje wady, o których z pewnością przekonali się Ci którzy próbowali tych opcji. Podstawową kwestią jest to, że są to miejsca, w których znajdują się nasze prywatne punkty odniesienia, a raczej nie robi się specjalnie konta do celów firmowych (w przypadku Facebooka jest to chyba nawet niedozwolone). I tutaj pojawia się Slack...

Podstawowy sposób działania Slacka podzieliłbym na kanały, oraz prywatne wiadomości. Wszystko podane w sposób przejrzysty i niemalże oczywisty. Podstawowym kanałami są Organization (rzeczy związane z firmą) czy Random (luźny kanał na tak zwane rzeczy z czeluści internetów). Oczywiście kanały można dodawać wedle potrzeb. I tutaj pojawia się pewna innowacja, która niesamowicie usprawnia pracę: nie trzeba dodawać nikogo do znajomych. Myślę, że to kompletnie mijałoby się z celem. A tak na jednym komunikatorze może być kilkadziesiąt osób i w każdej chwili możemy napisać prywatną wiadomość do dowolnej z nich.

Inną ciekawą funkcją Slacka jest mnogość reakcji, oraz możliwość definiowania własnych. To co aktualnie wprowadził Facebok, że oprócz przycisku lubię to mamy kilka innych reakcji, to na Slacku jest znacznie bardziej rozbudowane. Dodatkowo z tego co widziałem na Facebooku na post można odpowiedzieć tylko jedną reakcją, a na Slacku możemy użyć dowolną ilość. Na Slackach, w których uczestniczę hitem okazały się ikonki z twarzami uczestników. Nie wiem czy sami twórcy przewidzieli, ze można to zrobić w taki sposób, ale idea genialna.

Slack to nie Facebook i to trzeba podkreślać od początku. Ma to działać zupełnie inaczej, dzięki czemu można sobie pozwolić na płatności od dużej części użytkowników. Może ilość użytkowników nie jest jeszcze oszołamiająca (choć pewnie jak na narzędzie biznesowe to jest), ale ilość płacących użytkowników robi ogromne wrażenie! Osobiście jestem wielkim fanem Slacka. Spotkałem się z różnymi formami komunikacji w firmie i ta chyba jest najwygodniejsza,

Slacku! Dużo sukcesów!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W dzisiejszych czasach można zobaczyć jak start-upy prześcigają się w kolejnych dziedzinach. Bardzo często zdarza się kopiowanie wzorców z zachodu. Nawet tak bardzo słynny do dzisiaj komunikator Gadu-Gadu był kopią izraelskiego ICQ. Jest jednak branża, która jest dość spora i istnieje niemal na całym świecie. Jest w niej ogromny potencjał i nie jest ona dotychczas zauważana. To właśnie... rolnictwo!

Widać, że startupowcy jakby nie zauważają, że wraz z postępem technologicznym i powszechną cyfryzacją rozwija się również rolnictwo. Jest to jedna z branż, która definitywnie została pominięta przez twórców innowacyjnych firm. A przecież tyle jest w niej do zrobienia. Już nie wystarczy, że rolnik korzysta z Excela! On potrzebuje profesjonalnych narzędzi, które pomogą mu w konkretny sposób zarządzać gospodarstwem.

W cywilizowanym świecie jest tak, że w miarę rozwoju gospodarki jest coraz mniej rolników, którzy mają coraz większe i bardziej nowoczesne gospodarstwa. Można odnieść wrażenie, że Polska rolnictwem stoi. Jest wiele struktur rządowych, które wspierają rolnictwo. Często nawet twory takie jak KRUS są wykorzystywane do niepłacenia ZUSu przez przedsiębiorców. To jednak nie jest tak istotne w kontekście tego felietonu. To, co się naprawdę liczy to fakt, że jest w Polsce bardzo dużo rolników. A do tego przybywa tych młodych, którzy są świetnie obeznani z technologią informatyczną. Jednak nie dostają oni odpowiednich narzędzi chociażby do zarządzania swoim inwentarzem.

Jakiś czas temu trafiłem na platformę podobną do Allegro, która była dedykowana rolnikom. Można było kupić lub sprzedać wszystko, co związane z rolnictwem. Szumnie nazywało się to Internetową giełdą rolną. Adres to SprzedamByka.pl. Wykonanie jest całkiem niezle, a i potencjał ogromny! Widać, że można stworzyć wyspecjalizowany serwis internetowy adresowany do konkretnej grupy zawodowej.

Rolnictwo będzie się rozwijać w dwóch kierunkach. Z jednej strony będzie to masowa produkcja, w której będą się liczyć efekty skali. Z drugiej strony będzie to wszystko związane z eko i bio takie jak zwierzęta z wolnego wybiegu, czy jajka klasy zero. Rolnik to zawód, który zawsze będzie potrzebny. Coś na zasadzie fryzjera on zawsze będzie miał pracę, ponieważ ludziom zawsze włosy będą rosły. Dlatego jeśli chcesz stworzyć innowacyjny start-up i zastanawiasz się w jakiej branży to zrobić, to rolnictwo może okazać się kuszącą propozycją!

Pomysłów na wyspecjalizowaną aplikację może być naprawdę dużo zaczynając od zarządzania inwentarzem. Warto jednak poznać się ze specyfiką tego zawodu. Czego dokładnie potrzebują rolnicy? Jakie są ich oczekiwania wobec takiej aplikacji? A czego być może oni jeszcze nie dostrzegają, a ty z otwartym umysłem widzisz? To wszystko pytania, na które warto sobie odpowiedzieć.

Tak, jak napisałem w tytule tego felietonu: rolnictwo jest najbardziej zaniedbaną branżą przez startupowców. Jest tu ogromny potencjał chociaż na systemy w modelu SaaS (Oprogramowanie jako usługa). Jeśli dobrze się zastanowisz i będziesz w stanie dostrzec nisze, której nikt wcześniej nie widział to możesz stworzyć coś superinnowacyjnego! Wszystko jest w Twoich rękach!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Jeden z twórców JakDojade.pl i NaviExpert może być dumny ze swoich dzieci. Dzieci Andrzeja Jaszkiewicza tworzą przy jego pomocy aplikację na smartfony agregującą gazetki promocyjne. Z pewnością duma go rozpiera! A trzeba przyznać, że sam pomysł nie jest jakiś superskomplikowany. Aż dziw bierze, że nikt go wcześniej nie zrobił. To jednak przypadło w udziale Piotrowi i Katarzynie Jaszkiewicz. Prostota jest szczytem wyrafinowania!

Piotr jako uczeń klasy maturalnej postanowił napisać aplikację na smartfony. Wybór padł na agregator gazetek promocyjnych. Marketingiem w tym projekcie zajęła się siostra Katarzyna. A wszystko namaścił ich ojciec Andrzej, który współtworzył projekty: JakDojade.pl czy NaviExpert. Jak przyznają dzieci: bez przedsiębiorczego taty pewnie by nie ruszyli. Świetnie jednak wykorzystali prezent, który dało im życie i tym sposobem możemy podziwiać Blix!

Wielokrotnie na tym blogu zachwycałem się pomysłami prostymi. To właśnie one mają największy potencjał, aby mieć wielki sukces. Przede wszystkim powodem tego jest to, że łatwo je zrozumieć. Jednak za prostymi pomysłami stoi prawdziwy ogrom pracy. Tak, aby były one także proste w obsłudze! Dla przykładu platforma DropBox, która jest wirtualnym dyskiem jest pomysłem oczywistym i banalnym. Przechowywanie swoich danych w internecie. Jej obsługa jest oczywista i intuicyjna. Jednak, aby taka była potrzeba ogromu pracy nie tylko technologicznej, ale również koncepcyjnej.

Blix nie jest czymś skomplikowanym. Sam pomysł jest bardzo prosty. Jednak wykonanie jest fantastyczne! Nic dziwnego, że w mijającym tygodniu zaczęli się nim zachwycać dziennikarze. I myślę, że ten rodzaj promocji bardzo się tej aplikacji przyda. Do tego trzeba bardzo pochwalić poznańskie podejście do biznesu. Jak wiadomo poznaniacy są bardzo oszczędni, z czego wynika, że twórcy aplikacje zarabiają na siebie niemal od początku. Oczywiście nie stworzyli oni płatnej wersji. Źródłem zysku jest reklama w bezpłatnej aplikacji.

Co ciekawe za większością pobrań aplikacji są odpowiedzialne kobiety. Jak widać to właśnie panie są demonami zakupów. Dzięki agregacji gazetek można w łatwy sposób zobaczyć jakie promocje szykują interesujące nas dyskonty czy sklepy odzieżowe. Dzięki zaawansowanym opcją wyszukiwania możemy znaleźć dokładnie to o co nam chodzi np. same buty w wybranych sklepach. Aż dziw bierze, że nikt wcześniej nie wpadł jeszcze na to, aby stworzyć taką aplikację!

Jestem przekonany, że jeszcze usłyszymy o rodzinie Jaszkiewicz. Widać, że wszyscy mają w sobie coś na kształt genu przedsiębiorczości. To piękna sytuacja, w której rodzeństwo tworzy coś razem i może liczyć na wsparcie swojego ojca. Oby jak najwięcej takich przypadków! Warto podkreślić, że projekty, które tworzył Andrzej Jaszkiewicz wpisały się na stałe w krajobraz naszej sceny start-upowej. Czy Blix je przebije? Będzie to z pewnością duże wyzwanie!

Wiadomo, że część ludzi mówi, że można liczyć tylko na rodzinę, a inni, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. W przypadku rodziny Jaszkiewicz mamy do czynienia z tym pierwszym przypadkiem. I taka synergiczna, rodzinna współpraca jeszcze dużo nam pokaże! Życzę samych sukcesów!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 | 4 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi