napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Ostatnio stworzyłem wpis o tym jak można stworzyć własny sklep internetowy. Mam nadzieję, że będzie on sporą inspiracją, dla tych, którzy się zastanawiają nad taką możliwością. Dzisiaj chciałbym napisać moje spojrzenie na temat dużych graczy, ponieważ dla takiego małego sklepu, mogą się oni okazać zagrożeniem. Pod tym kątem interesuje mnie przede wszystkim Polska, ale nie da się nie powiedzieć o tych największych graczach.

Najważniejszym graczem na polskim rynku jest cały czas Allegro. Mimo zmiany właściciela w dalszym ciągu to tu odbywa się większość internetowego handlu. Jak jednak pokazuje przykład Amazona i eBaya, to nie aukcje internetowe są najważniejszym elementem e-handlu. Prawda jest taka, że o eBayu już tak dużo się dziś nie mówi (choć nadal jest dużym graczem), natomiast Amazon jest na ustach wszystkich. Z pewnością ma na to wpływ ogromna wycena giełdowa, która sprawiła, że Jeff Bezos wyprzedził Billa Gatesa na liście najbogatszych ludzi świata. Aukcje internetowe dalej będą istotne, bo trafiają do tych, którzy z jakiś powodów nie chcą otwierać jeszcze sklepów internetowych, lub traktują to jako solidną odnogę swojego biznesu w kanałach sprzedaży. Dzisiaj 90% aukcji na Allegro to aukcje z opcją kup teraz. To zabija nieco ideę aukcji internetowych, która przyświecała tego typu serwisom na początku.

Dzisiaj dużo się mówi o tym, że Amazon wejdzie do Polski. Obawiam się, że nie jest to jego kluczowy cel na najbliższe miesiące. Polska jest dla niego jednym z wielu rynków, które będą miłym dodatkiem. Jednak perłą w koronie cały czas jest oddział na Stany Zjednoczone. Amazon z pewnością będzie zdobywał kolejne rynki, bo jest to naturalne następstwo. Widać jednak, jak coraz bardziej staje się on spółką nie tylko handlu detalicznego, a również firmą technologiczną. Doskonałym przykładem są tutaj własne urządzenia z Kindle w nazwie, czy chmura dla stron internetowych i aplikacji Amazon Web Services (AWS). Rdzeniem jednak nadal jest handel.

Grzechem, gdy mówi się o Amazonie, byłoby nie wspomnieć o jego największym chińskim konkurencie, czyli Grupie Alibaba. Jack Ma, jeden z najbogatszych Chińczyków - miał konkretny plan, który nieco wyhamowali inwestorzy. Dzisiaj jednak Alibaba to ogromna firma, która stanowi wyzwanie dla wszystkich w branży. Początkowo wydawało się, że jest to platforma dla sprzedawców z eBaya, którzy ściągają niewielkie ilości produktów z Chin, a następnie sprzedają je z zyskiem. Z pewnością jest to nadal pomysł na biznes wielu małych przedsiębiorców. I mają oni cały czas jedną kolosalną przewagę: czas dostawy. Jednak jeśli komuś czas dostawy nie straszny, a bardziej liczy się atrakcyjna cena, to pojawiła się opcja Aliexpress, która zajmuje się handlem detalicznym. W tym momencie jedyną istotną przewagą Allegro jest fakt, że sprzedawcy znajdują się w Polsce i klient dostaje polską gwarancję.

Zachwycając się największymi graczami horyzontalnymi, warto powiedzieć też o tych wertykalnych. Jak się okazuje wielką nadzieją dla twórców sklepów internetowych jest specjalizacja, jak w tradycyjnym handlu. Nie trzeba mieć wszystkiego jak Amazon. Można stać się ekspertem w określonej dziedzinie i dostarczać wyszukany towar w swojej niszy. Takie sklepy jak eobuwie.pl, czy oponeo.pl są związane z konkretnymi tematami i mają przychody przeliczane na miliony złotych. Nie starają się konkurować z Allegro. Oni znaleźli temat, w którym mogą być najlepsi i to po prostu ma sens.

Także wracając jeszcze do felietonu o zakładaniu sklepu: warto znaleźć dziedzinę, w której się odnajdujemy i będziemy mogli tak po prostu po ludzku doradzić. Towar taki jak u nas znajdziemy pewnie u któregoś z dużych graczy. Jednak pięciogwiazdkowa, wyspecjalizowana obsługa klienta może być tylko u nas!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 

Jak pokazuje nam czas: najbogatszy człowiek na świecie jest królem tej branży. Czy warto się tym zainteresować? Czy jest w tym przyszłość? Jakie trzeba spełnić predyspozycje, aby dobrze to robić?

Handel internetowy jest teraz modną dziedziną. Z jednej strony powstaje coraz więcej sklepów, które nie zawsze prezentują sobą najwyższą jakość. A z drugiej strony cała otoczka, usługi towarzyszące również wzrastają w siłę. Odpowiadając na pytania z pierwszego akapitu: warto się zainteresować e-commerce, bo to branża, która będzie coraz mocniej rosnąć. Chodzi tutaj o miliardy. A żeby to dobrze robić trzeba być tak naprawdę kreatywnym i wytrwałym. Trzeba wziąć także pod uwagę, że to zazwyczaj jest po prostu ciężka praca fizyczna, którą trzeba wykonać wokół towaru i jego wysyłki.

Od czego zacząć? No przede wszystkim od branży, w której chcielibyśmy działać. Jakie produkty chcielibyśmy sprzedawać. Należy pamiętać, że najlepsza branża to ta, na której się znamy. Ludzie będą pisać lub dzwonić, a my powinniśmy mieć pojęcie na temat tego, o co oni pytają. Gdy już mamy branżę, to warto pomyśleć o marce, którą wokół tego wszystkiego stworzymy. Marka to kilka elementów: nazwa + logo + domena + slogan. Na tym etapie najważniejsza jest domena. Jest to nasz adres w wirtualnej pajęczynie. Eksperci mówią, że jesteśmy o jeden klik od naszej konkurencji. I to jest prawda, bo nie musimy wykupić lokalizacji na 5tej Alei w Nowym Jorku. Wystarczy dobra domena. Możemy mieć super pomysł na nazwę, ale problemem może okazać się właśnie domena :).

Kilka wpisów temu pisałem dość obszernie o rynku domen. Raczej odradzałbym kupowanie domeny od kogoś. To zawsze dodatkowe koszta i dużo czasu, aby dopiąć wszystko na ostatni guzik. Dzisiaj można wejść na strony typu nazwa.pl, home.pl, domeny.pl i w ciągu kilku sekund sprawdzić czy domena, która nas interesuje jest dostępna. Na pewno bardzo trudno będzie znaleźć interesującą nas domenę .pl. No chyba, że nasza nazwa będzie jakimś neologizmem, na który nikt wcześniej nie wpadł. Jeśli domena .pl jest zajęta to warto popatrzeć na propozycje rejestratora, który na początku dodaje eNazwa, iNazwa, lub na końcu nazwa24. Warto również pomyśleć o nowych domenach. Jakiś czas temu pojawiło się wiele domen najwyższego rzędu i zamiast nazwa.pl możemy mieć na przykłąd www.nazwa.pizza lub www.nazwa.red . W wypadku gdy rejestrujemy takie domeny warto zarejestrować również www.nazwared.pl tak gdyby komuś się pokręciło przy wpisywaniu. Ogólnie to domena internetowa powinna być łatwa do przekazania przez telefon laikowi. To dobry test dla domeny.

Kolejny krok to oprogramowanie. Od razu warto powiedzieć, że w dzisiejszych czasach nie warto pisać oprogramowania od zera. Może gdy Jeff Bezos startował, to warto było to robić, bo nie było kompletnie nic. Dzisiaj jest tyle gotowych rozwiązań, że nie ma sensu wymyślać prochu. To może się udać jedynie w przypadku, gdy wymyślamy coś konkretnie innowacyjnego, czego nigdzie indziej nie ma. Z moich doświadczeń wynika, że warto zainwestować w platformę sklepową. Za pomocą kreatorów stworzymy dla siebie cały sklep. Szczególnie warto się zainteresować IAI, Redcart, lub Shoplo. Te dwie pierwsze mają dość dobrze zrobione na Polskę moduły dropshippingowe. A co to jest? Dropshipping to nowe rozwiązanie dla handlu elektronicznego. Idea jest taka, że nie mamy towaru u siebie tylko znajduje się on w hurtowni. My przyjmujemy zamówienie, przekazujemy je do hurtowni, a ona wysyła. Na początku to może okazać się cenne gdy nie mamy jeszcze tak dużego kapitału, aby inwestować w towar.

Drugą opcją są darmowe rozwiązania. Może wydawać się, że są one dużo łatwiejsze, ale to tylko pozorne. Trzeba opłacić serwer, bo na darmowym tego nie zrobimy. I trzeba mieć wiedzę, aby je zainstalować. Co oznacza najczęściej, ze musimy wziąć jakiegoś programistę, albo nawet całą firmę programistyczną. Wszelkie integracje, rozbudowy, dodatkowe elementy wiążą się z płaceniem za to. Nie chcę totalnie do tego zniechęcać, bo może się to czasem okazać lepsze rozwiązanie wtedy gdy chcemy bardzo rozbudować sklep według własnych pomysłów. Swój wybór oprogramowania każdy powinien dokonać sam. Z mojej perspektywy najlepiej użyć platformy sklepowej. Nie mam jednak monopolu na uniwersalne rozwiązania :).

Ważnym elementem naszej drogi jest profesjonalny design. Moim zawodem wykonywanym jest programista. I mimo że widzę potęgę kodu, to mam świadomość, że ludzie kupują oczami. Możesz mieć najlepsze oprogramowanie, ale jeśli Twoja strona jest brzydka i nieprofesjonalna, to ludzie nie kupią. Żebyśmy się zrozumieli: to nie chodzi o to, że masz mieć najpiękniejszą na świecie grafikę, ale ma ona być w oczach ludzi profesjonalna. Jeśli podchodzisz do tematu poważnie, to grafika powinna być profesjonalna. Mam jednak wrażenie, że logo firmy jest jeszcze ważniejsze niż cały layout. Chodzi mi o coś co eksperci nazywają znakiem towarowym. Możesz na początek skorzystać z gotowego szablonu, ale logo (znak towarowy) powinien być profesjonalny i oryginalny. Gdy już wszystko będzie działać, to zadaj sobie pytanie czy sam kupiłbyś w takim sklepie :).

Kolejny element to wypełnienie treścią. To również jest bardzo ważne. Dwa elementy łączące temat to tekst i zdjęcie. Co do zdjęć, to znowu wracamy do określenia, że ludzie kupują oczami. Jeden obraz daje więcej niż tysiąc słów. Warto robić profesjonalne zdjęcia. Druga kwestia to tekst. Kiedyś napisałem książkę Zjedz Konkurencję, która opisuje jak można pisać profesjonalne teksty. W tej dziedzinie utonąłem parę lat temu. Zdjęcie i dobry tekst może sprawić, że więcej osób kupi. To jest powód dlaczego warto się tym zainteresować. Jest też druga ważna kwestia, co do tekstu: jeśli mamy autorski tekst, to Google dużo lepiej na nas patrzy :). A to oznacza więcej wejść na stronę za pośrednictwem wyszukiwarki.

Gdy jesteśmy już w temacie wyszukiwarek, to warto powiedzieć o promocji. Na tym etapie działalności warto zainteresować się trzema z nich: SEO, SEM i Social Media. SEO (Search Engine Optimization) to takie przygotowanie strony, aby lubiły ją wyszukiwarki. Tutaj szczególnie warto polecić kursy Lexy (https://www.lexy.com.pl/blog/pakiet-certyfikowanych-kursow-seo) . Jest to droga, którą i tak wszyscy będziemy musieli iść. Dobre pozycjonowanie to podstawa dochodowego ebiznesu. SEM (Search Engine Marketing), to szybsza droga. Zamiast dostosowywać stronę kupujemy kampanie w produktach Google takich jak AdSense. Myślę, że dobrym pakietem na start może być https://learndigital.withgoogle.com/internetowerewolucje kurs od Google, który uczy marketingu internetowego :). Social Media to wszystkie kanały typu Facebook, Instagram, czy Twitter. Możemy założyć tam profile i zbierać lajki, followersów, czy udostępnienia. Drugą opcją jest nie zbieranie lajków, tylko promowanie bezpośrednio strony. Jest sporo kursów jak do tego podejść. Z mojej perspektywy najlepiej skorzystać z tych z www.infolia.pl .

Gdy dobrze przygotujemy i wypromujemy naszą stronę, to zostaje proza internetowego życia :). Kupuje się kolejny towar, odpowiada na pytania klientów. Tutaj warto powiedzieć o obsłudze klienta. Zdecydowanie powinieneś się skupić na pięciogwiazdkowej obsłudze klienta. To sprawi, że klienci wrócą i dadzą znać innym. Warto więc skorzystać z takich rozwiązań jak LiveChat, w którym to dostajemy narzędzie do odpowiadania na pytania klientów. Mamy narzędzie, które pozwala nam od razu odpowiadać na pytania klientów. Zostaje wtedy już tylko kwestia znajomości branży i jakość komunikacji. Aby komunikować się z klientami warto skorzystać także z tzw. Email Marketingu. Zbieramy na naszej stronie mejle od zainteresowanych i co jakiś czas wysyłamy do nich email. Kwestia jest taka, że e-mail działa dużo lepiej niż wszystkie inne wymienione sposoby marketingu. Zdobywamy go raz i potem już możemy pisać :). Jeden ze znanych marketerów powiedział, że baza e-maili to złoto internetu. Oczywiście trzeba przygotować politykę prywatności, aby nie wyjść na spamera.

Myślę, że ta dawka informacji to dobry start do własnego sklepu internetowego :). Powtórzę się, ale najbogatszy człowiek na świecie jest właścicielem sklepu internetowego :). On też kiedyś musiał podjąć decyzję, aby rozpocząć tę działalność. A jak wynika z jego biografii zrezygnował on z bardzo dochodowej pracy finansisty :).

Powodzenia!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W niektórych konstytucjach bogatych państw pojawia się pojęci internetu postrzeganego jako jedno z praw człowieka. Dzisiaj chciałbym przyjrzeć się temu z kilku perspektyw. I o tym będzie ten felieton.

Internet nieodwracalnie zmienił naszą rzeczywistość. Świat, w którym żyjemy rozwija się niesamowicie szybko, dzięki temu, że weszliśmy w Erę Informacyjną. Stała się ona kolejnym etapem rozwoju w ekonomicznym spojrzeniu na świat. Miliardy ludzi zostało zakładnikami technologii. A wszystko to staje się powszechne i oczywiste. Kiedyś ludzie zachwycali się tym, czym jest prąd, jak działa i jakie daje możliwości. Dziś jego istnienie nie podlega dyskusji. Stał się on dla nas niezauważalny. Czy tak będzie z internetem? Mam wrażenie, że w wielu przypadkach już to się stało.

Internet jest tym wynalazkiem, który wprowadził nas w XXI wiek. Dla biznesu stał się on turbodoładowaniem. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale prawdopodobnie nigdy nie było tak łatwo o pieniądze na własny ebiznes. Jeśli masz sensowny pomysł i zespół, to kwestią czasu jest aż znajdziesz pieniądze. Oczywiście jeśli ich szukasz :). Modnym stało się działanie organiczne, w którym rozwijasz i skalujesz stopniowo. Jednak jeśli masz innowacyjny pomysł, to ciężko może być uderzyć na wiele rynków jednocześnie bez wsparcia finansowego. Z drugiej strony coraz powszechniej zauważam w podejściu inwestorów i doradców, że im później pójdziesz po dofinansowanie swojego biznesu tym lepszą dostaniesz wycenę.

Wiem, że pomysły takie jak Snapchat są uważane przez wielu ekspertów, jak zdziesiątkowany los na loterii. Jednak nie do końca się z tym zgodzę, bo wymagało to od twórców mnóstwo pracy i stworzenia profesjonalnego zespołu. I ta ciężka i kreatywna praca może się okazać przepisem na sukces dla dziesiątek kolejnych właścicieli jednorożców. Mam świadomość, że jest to bieg długodystansowy a nie sprint. Jednak czy całe nasze życie nie jest jak taki bieg?

Internet stał się jednym z najbardziej demokratycznych mediów. To dzięki niemu mamy swobodny dostęp do informacji, czy rynków finansowych. Rozwój technologii mobilnych sprawił, że teraz internet może być z nami przez cały czas. Znajdować się na wyciągnięcie ręki w naszej kieszeni. Czy jest to dobre? Widzę czasem sceny, jak w restauracji jest rodzina i gdy czekają na obiad, to wszyscy są zatopieni w swoich smartfonach. Jest to oczywiście ta zła strona rozwoju technologii. Stajemy się po części przez nią zniewoleni. Tylko czekać jak kolejne pokolenie będzie się leczyć na uzależnienie od smartfonów i internetu. Z drugiej jednak strony taka dostępność i wygoda jest wielkim plusem naszych czasów. To nie jest nikotyna, że uzależnienie jest w pełni złe.

Internet postrzegany jako prawo człowieka jest nowym podejściem postępowych państw. Wpisują one takie zapisy w konstytucji. Być może wydaje się to tylko trik marketingowy, ale trzeba przyznać, że prawo ma jednak bardziej złożoną strukturę niż chwyt reklamowy. Wpisując coś takiego do konstytucji oferuje się obywatelom konkretne przywileje. I w świetle tego jest to kierunek, za którym powinny podążyć wszystkie państwa.

Wiem, że ktoś może powiedzieć, że większość stron internetowych ma charakter pornograficzny, że wynaturzenia znajdują tam swój upust. Kiedyś jak interesowałem się psychologią, to często pojawiało się pojęcie filozofii noża: można nim pokroić chleb i dźgnąć kogoś prosto w serce. Nóż jest w pełni dobry, czy w pełni zły? A Internet? Dobry czy zły? W moim odczuciu to tylko narzędzie i to my decydujemy jak chcemy je wykorzystać. Wobec tego dalej będę uważał, że internet jako prawo człowieka to dobry kierunek dla postępu cywilizacji :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Na tym blogu pojawiło się kilka części felietonów z tematem >>Internet się dopiero zaczyna<<. Grzechem byłoby nie wspomnieć, że razem z internetem zaczyna się wielkie inwestowanie w start-upy. O tym będzie ten felieton.

Rynkowi temu przyglądam się od paru ładnych lat. Sam pracuję nad swoim projektem (o którym z pewnością niedługo poinformuję) związanym z internetem. Początki były trudne, bo nikt nie wiedział, o co w tym internecie właściwie chodzić i kupowano kota w worku. Z drugiej strony po krótkim czasie narosła bańka spekulacyjna dotcomów. Pamiętam, jak wystarczyło na polskiej giełdzie zmienić profil działalności i kurs akcji szybował w górę! Inwestorzy myśleli, że reklama w internecie to najważniejsze źródło dochodu, które gwarantuje niewyobrażalne efekty. Jak jednak się okazało: mniej niż 1% internautów kilka w banery reklamowe! Wtedy ktoś mądry wymyślił funkcję brandingową banerów, aby poinformować reklamodawców, że internauci patrzą na banery i buduje się świadomość marki. Jednak ja nie o tym :)

Nastają czasy, w których coraz więcej funduszy i osób prywatnych inwestuje w start-upy. Można odnieść wrażenie, że na rynku jest ogrom pieniędzy. I w pewnym sensie tak jest. Jeśli masz ciekawy projekt i dobry zespół, to z pewnością znajdziesz inwestora, który będzie zainteresowany wyłożeniem na Was konkretnych pieniędzy. Zauważyłem pewien trend, w którym wszyscy są zainteresowani inwestowaniem w start-upy od rządów zaczynając na gwiazdach Hollywood kończąc. Czy to jest dobre? To z pewnością nieco psuje podejście właścicieli projektów, które szukają dofinansowania. Nagle okazuje się, że mogą być oni wybredni :). Z drugiej jednak strony cały ten klimat, w którym są setki możliwości zdobycia kapitału pozwala nam budować Nowy Cyfrowy Świat (nie mylić z Nowym Wspaniałym Światem Huxleya).

Jeśli jesteś właścicielem projektu i razem z przyjaciółmi szukasz dofinansowania, to z pewnością w końcu je dostaniesz. Warto jednak pamiętać, że dla inwestora najważniejszy jest zespół, na który wyłoży swoje pieniądze. Wiadomo, że lepiej zainwestować w świetny zespół, który ma słabszy pomysł na projekt, niż w super projekt, który jest zarządzany przez słaby zespół. Pomysł na projekt i tak ulegnie przekształceniu pod wpływem rad inwestora lub weryfikacji rynkowej. Natomiast jeśli projekt jest zarządzany przez niedoświadczony zespół, to może nic nie dać. Oczywiście nie ma jakiejś złotej reguły, co trzeba zrobić i jakie warunki spełniać, aby odnieść rynkowy sukces. Są jednak pewne zależności, które sprawiają, że szansa na sukces rośnie.

Czy duża ilość pieniędzy dostępnych na rynku jest dobra? Warto spojrzeć na to, co idzie razem z tymi pieniędzmi. Może się okazać, że dobry inwestor może nam dać znacznie więcej niż pieniądze. W końcu pojawiają się akceleratory przedsiębiorczości, których celem jest nauczenia ludzi podejścia do start-upów, a nie inwestowanie wielkich pieniędzy. Idealna sytuacją byłoby najpierw wejście w akcelerator, a potem myślenie o kolejnych rundach dofinansowania.

Polski rynek staje się bardzo atrakcyjny i pojawia się coraz więcej ciekawych projektów. Nie mam nic przeciwko inwestowaniu w nie, ale wyznaję zasadę, że im później starasz się o inwestora tym lepszą wycenę dostaniesz i tym lepiej dla Ciebie. Słabo jest, jak projekt jest tak pomyślany, że bez pieniędzy inwestora nie jest w stanie nic zrobić. Pierwsze momenty projektu powinny być finansowane z własnych pieniędzy lub tych pożyczonych od przyjaciół i rodziny. Naprawdę to nie jest dobra opcja, aby iść od razu do inwestora jeśli ma on dać tylko pieniądze. Zdarzają się oczywiście inwestorzy, którzy dają znacznie więcej, jak wiedzę o branży, czy sieć przydatnych nam kontaktów. Wtedy ma to jakiś sens, ale najlepiej walczyć samemu tak długo jak się da!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Czasem fascynujące myśli to jednocześnie proste myśli. Kilka lat temu na wykładzie dość znanego polskiego biznesmena usłyszałem jedną z takich myśli. On sam usłyszał ją od kogoś, kto miał dość dużą firmę produkcyjną. Padło pytanie: A co by Pan robił, gdyby nie produkował Pan tego? A odpowiedź: Gdyby tego nie robił, to robiłbym coś innego.

Mi na początek ta odpowiedź wydała się dość dziwna. Jednak po głębszym zastanowieniu widać jej głębię. No bo co to właściwie oznacza? Widać to szczególnie w dobie szału na start-upy. Ludziom wydaje się, że pomysł jest wszystkim. Wiem, że w przypadku jednym na tysiąc pomysł oznacza bardzo wiele. Jednak takie rzeczy najczęściej wiążą się z patentowaniem i są dużo bardziej skomplikowane niż się nam wydaje. Co jednak z 999 pozostałych przypadków?

Sam mam pomysł, w który bardzo wierzę i wiem, że będę go w stanie zrealizować dopiero za jakiś czas. Staram się o nim za często nie mówić, ale jego podstawy powstały już sporo czasu temu. Przez miniony czas stopniowo go doszlifowuję. Czy to jest ten jeden na tysiąc? Tego tak naprawdę nigdy nie możemy wiedzieć. Świat pokazał, że ktoś już podszedł do tego w sposób dość mocno innowacyjny i dzisiaj rozwiązaniem dla mnie jest stworzyć coś jeszcze lepszego. To tylko pokazuje, że szedłem w dobrym kierunku. Ale to tylko pomysł, który chcę zrealizować dopiero za jakiś czas. Dopóki jest on w fazie pomysłu i nie jest opatentowany, to aż tak dużo nie jest wart. Wiem, że bywają start-upy, w które ktoś inwestuje zanim w ogóle wystartują, ale tam chodzi o wielkie nazwiska twórców, którzy są jakoby gwarantem sukcesu.

Jeśli masz pomysł, który jest megainnowacyjny, jest dla Ciebie ważny i po prostu go lubisz, to dbaj o niego! Dbaj, bo to cudowne jest mieć taką ideę na świecie. A jak to mówiono w filmie Wachowskich: Człowieka można zabić, ale idee są kuloodporne :). Po sobie wiem, że pomysł w najlepszym wypadku to połowa sukces. Co jest drugą składową tego równania? WYKONANIE! Możesz mieć najlepszy pomysł, ale go trzeba doszlifować, wdrożyć i sprawić, że on będzie działał. Tak po prostu! Wiem, że bardzo modna jest idea Lean Startup, w której tworzysz minimalną wersję produktu i starasz się dojść do czegoś skalowalnego. Wiem, że może się to sprawdzić. Mimo, że to wiem, to do mnie to jednak nie przemawia. Ktoś mądry powiedział mi, że idea Lean Startup ma zastosowanie tylko w aplikacjach internetowych. Bo gdy tworzysz namacalny produkt, to ciężko pozwolić sobie na MVP. Ja jednak wierzę, że trzeba stworzyć w miarę kompletny produkt. Tak, jak chociażby był tworzony iPhone. Wiem, że wiele osób może zarzucić, że miał on z pewnością zetylion betatesterów, ale dla końcowego użytkownika trafił gotowy produkt. Ja w taki dość kompletny produkt wierzę. I nie ideę za trendem Lean Startup.

Cała idea Lean Startup z pewnością świetnie pokrywa się z tym co należy robić później, czyli udoskonalać produkt. Jednak mocno dyskusyjne jest to czym właściwie jest MVP i kiedy ono jest. Bo ja się spotkałem z ideą, w której badamy czy użytkownicy są zainteresowani na podstawie Google AdWords i strony z obrazkiem. Z pewnością daje to jakieś informacje o produkcie, i na podobnej zasadzie ruszył na przykład Dropbox, ale ja nie jestem do końca przekonany czy to o to chodzi :).

Wracając do tematu tego felietonu lean może być dobry jeśli chcesz wybadać rynek. Wszelkie pivoty są wtedy wskazane. Jednak jeśli Twój pomysł nie jest tym jednym na tysiąc, to możesz sobie wziąć do serca słowa biznesmena z pierwszego akapitu: jeśli nie to, to co innego. Tak naprawdę na pewnym etapie rozwoju zasady biznesu są podobne. Na początku wydaje się, że tworzysz coś, czego nikt inny nie stworzył, lub tworzysz lepiej to, co inni stworzyli. Jednak gdy już na przykład budujesz strukturę organizacyjną na coraz większą skalę, to zasady są podobne i przydaje się wiedza z nauk o zarządzaniu.

Czy pomysł jest wszystkim? NIE! Czy bez pomysłu da się zrobić coś sensownego? NIE! We wszystkim można znaleźć swoją niszę. A jeśli nie to, to co innego! Jakby przyjrzeć się historii życia Abrahama Lincolna, to poniósł on pasmo porażek, co doprowadziło go do zostania jednym z najważniejszych prezydentów w historii USA. Pamiętaj możesz mieć pomysł, na który wpadł ktoś inny, ale lepiej go zrealizujesz. I to może być Twoja siła. Więc daję pod rozwagę słowa: Gdybym nie robił tego, to robiłbym coś innego.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Największe fortuny naszych czasów powstaną dzięki internetowi. Wiem, że jeden z wiceprezesów Google mówił w polskim programie Sonda 2, że w ciągu 50 lat powstanie coś lepszego niż internet, ale jakoś trudno mi to sobie wyobrazić. Cokolwiek powstanie to raczej będzie pochodna tego, co już mamy. Napisałem kilka felietonów o wiele znaczącym tytule >>Internet się dopiero zaczyna<<. I zdanie to podtrzymuję.

Kolejne pokolenia internetowych przedsiębiorców będą tworzyć coraz ciekawsze pomysły. A te pomysły w przeciągu mniej niż dekady będą zdobywać miliony klientów. To nie jest science-fiction, to się dzieje już dziś! A w miarę rozwoju sytuacji będzie się to dziać coraz szybciej. Wiem, że w tytule tego felietonu napisałem o młodych milionerach, ale internet nie stawia przed nikim jakiś pokaźnych barier. Dzisiaj wielki biznes może zrobić zarówno 20latek, jak i 50latek. Różnica polega jedynie na tym, ze ten drugi ma więcej do stracenia, bo pewnie ma już rodzinę i kredyt hipoteczny.

Ostatnio pisałem artykuł o młodych polskich multimilionerach przed 40stką. Jest to z pewnością ciekawe zjawisko, bo wielu z nich wywodzi się właśnie z internetowych działań. Czy ta sytuacja zmieni się jeszcze bardziej w czasie kolejnej dekady? Myślę, ze tak! Dzisiaj tworzenie biznesu stacjonarnego to działanie na wiele lat. Idzie stworzyć coś wielkiego, ale potrzeba czasu. Dobrym przykładem jest miliarder Dariusz Miłek, który stworzył sieć sklepów CCC. Zaczynał od przysłowiowych bazarów, a dziś podbija zagranicę ze swoim konceptem. Choć i u niego widać zwrot w stronę internetu, ponieważ jakiś czas temu kupił sklep internetowy eObuwie.pl. Myślę, że wykorzystanie kanału internetowego w jego przypadku ma spory potencjał. Wśród polskich miliarderów jest on najmłodszy, ale dochodził do swojego wielkiego biznesu przez lata. Czy można szybciej?

Sztandarowym przykładem wielkiego sukcesu w internecie jest Snapchat. Jego twórcy mają po dwadzieściakilka lat i są już miliarderami. Gdy jednak byłem na pewnej konferencji dotyczącej startupów, to usłyszałem, że taki strzał jest mniej prawdopodobny niż wygrana na loterii Ja się z tym nie zgodzę. Mamy tu znacznie więcej możliwości niż tylko skreślić sześć liczb. Mimo elementu losowości jest tutaj wiele czynników, które mają wpływ. Liczy się znacznie więcej decyzji, które podjęli twórcy. W przypadku polskiego internetu takim strzałem była Nasza Klasa. Jak na razie nie widać aby komuś udało się osiągnąć jej sukces w takim samym czasie. Co oczywiście nie oznacza, że się nie da. Warto jednak zauważyć w obu tych przypadkach pewną zależność: o portalach zrobiło się głośno w momencie, gdy ktoś w nie zainwestował.

Branża internetowa wiąże się z również z różnymi rytuałami, jak chociażby staranie się o inwestora i rundy finansowania. I tutaj pojawia się element dość istotny. W momencie, kiedy inwestor inwestuje w spółkę można mówić o jej wycenie. Wcześniej są to gruszki na wierzbie. Wiem, że fajnie jest ekscytować się sytuacjami, gdy w kogoś zainwestowano na etapie pomysłu miliony. Trzeba jednak pamiętać, że ten ktoś dokonał czegoś wcześniej i na tej podstawie w niego zainwestowano. W moim odczuciu: im później się starasz o inwestora tym lepiej. Jeden z vlogerów świetnie ostatnio to powiedział: gdy masz już skalowalny biznes, to włożenie pieniędzy sprawi, że zwiększy się jego skala.

Pierwsza myśl z tego felietonu: >>największe fortuny naszych czasów narodzą się w internecie<<, mówi bardzo wyraźnie jakie jest moje podejście do sprawy. Skoro nawet polscy miliarderzy inwestują w przedsięwzięcia internetowe, to musi być w tym ogromny potencjał. A jak wiemy oni wychowali się na tradycyjnym biznesie. A Ty drogi czytelniku możesz być częścią internetu.

Powodzenia!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Średnio co kilka dni można trafić na strony pokroju Kwejka, czy Demotywatorów, które mają w planie podbić polski internet. Co sprawia, że tych stron pojawia się aż tak dużo? Czy mają jeszcze szanse podbić serca internautów?

Demotywatory to nie jest polski pomysł! Właściciel strony podpatrzył koncept za granicą i genialnie go skopiował. Jak się okazało specyfika polskich internautów sprawiła, że koncepcja Demotywatorów w Polsce różni się od koncepcji Demotywatorów na świecie. Chodzi o to, że polskie demotywatory są znacznie mniej... demotywujące :). Złotym gralem tego typu stron jest sprawić by jak najwięcej internautów wpisywało adres w przeglądarce z ręki, a nie trafili na nie z portali społecznościowych. Właściciel Kwejka chwalił się w jednym z wywiadów, że większość internautów trafia do niego właśnie w ten sposób.

Zasadniczym powodem dlaczego powstaje tak dużo tego typu stron jest niska bariera wejścia. Tak naprawdę najważniejsza kwestia jest taka, aby mieć napisaną aplikacje webową. Średnio rozgarnięty programista jest w stanie to spokojnie zrobić, ponieważ nie jest to jakaś złożona aplikacja. Oczywiście wiadomo: z czasem będzie ona rozbudowywana, ale podstawowe funkcjonalności można zrobić dość szybko.

W momencie kiedy wszystkim się wydawało, że karty są już rozdane między Demotywatorami i Kwejkiem, to pojawiła się silna konkurencja: bezuzyteczna.pl. Portal, który w mgnieniu oka zdobył ogromną popularność. Szczerze mówiąc bardzo pluję sobie w brodę, bo zanim powstawał ten portal pojawiło się wiele stron w tym rodzaju - rzeczy nazwane: niebywale, czy imponujacefakty. Widziałem, że będzie to trend wznoszący i jest to nisza, w której można zabłysnąć. Mimo tego nie zrobiłem takiej strony i dziś to właśnie bezuzyteczna króluje na polskich łączach internetowych :).

I po raz kolejny wydaje się, że karty są już rozdane a mimo to jak to mówią ekonomiści: ekonomia się zmienia, ale historia się powtarza. Może nie w ten sam sposób, ale się powtarza. Myślę więc, że jest miejsce dla kolejnych stron tego typu. Oryginalny pomysł i profesjonalne wykonanie praktycznie gwarantują sukces. Tak naprawdę wydaję mi się, że wiele osób, które planują biznes znajdują się w pułapce małego tortu. Spokojnie! Na tym rynku jest miejsce dla wielu graczy. Fakt jednak, że nie jest to system aukcji internetowych (w którym pierwszy bierze wszystko) powinien dodatkowo motywować.

Jak dotąd żaden z tego typu portali nie zawalczył o światowe rynki. Większość z nich ma polsko-brzmiące nazwy i najprawdopodobniej boi światowej konkurencji. W moim odczuciu najbliżej >światowej kariery< mógłby być Kwejk, który ma dobrą nazwę, oraz bardzo dobrze przemyślany koncept. Przeraża mnie to, ze większość tych portali oparła swój model biznesowy na reklamach internetowych. Oczywiście: przy dużej skali działalności da się na tym zarobić! Jednak warto dywersyfikować źródła przychodów i pomyśleć na przykład o kontach premium. Na chwilę obecną JoeMonster ma coś takiego (jego właścicielem jest ta sama osoba, co demotywatorów).

Czy jest miejsce dla jeszcze jednego dużego gracza? Są dwie szkoły biznesu: 1. Muszę mieć coś super innowacyjnego, czego nikt inny nie wymyślił, robić błękitne oceany itd. 2. Na tej ulicy jest 10 sklepów z pamiątkami i każdy się utrzymuje, to ja otworzę 11 i też się utrzymam, bo skoro one tu są to znaczy, że jest rynek. W gruncie rzeczy najwięksi gracze nie różnią się od siebie aż tak bardzo, więc mamy do czynienia bardziej z drugą szkołą. Nie trzeba wymyślać prochu, można jedynie coś udoskonalić i znaleźć swoją niszę :). Jeśli myślałeś o ebiznesie, to może warto pomyśleć o takiej stronie. Ale ostrzegam: jest ich multum, więc trzeba mieć dobry pomysł (może niekoniecznie taki który wywróci wszystko do góry nogami:).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Polski jednorożec 2016-04-21 19:43
 Oceń wpis
   

Polska jest krajem, w którym narodził się przemysł naftowy. Dzięki Ignacemu Łukasiewiczowi surowiec ten stał się niezwykle ważny. I choć dzisiaj wynalazca ten jest bardziej zapamiętany jako twórca lampy naftowej, to jednak geneza branży naftowej znajduje się w jego działaniach. Jak głoszą legendy: tacy ludzie jak Rockefeller przybywali do Polski aby jak najwięcej dowiedzieć się o tym rodzącym się przemyśle. Nie wiadomo czy Łukasiewicz miał pojęcie jak wielkie rzeczy zaczną się dziać gdy ta branża przeniesie się w XX wiek. Czym jest jednorożec? To firma, której wartość rynkowa przekroczyła miliard dolarów. Tak jak jakiś czas temu branża naftowa była miejscem gdzie powstawały największe fortuny, tak dzisiaj zaczyna podobnie być z internetem.

Łukasiewicz jest przykładem tego, jak ktoś podłapał polski pomysł i stał się niesamowicie bogaty. Naukowcy zachwycają się faktem, że Polak wymyślił wycieraczki samochodowe. Myślę, że na tej samej zasadzie ekonomiści powinni zachwycać się, że Polak stworzył jedną z najpotężniejszych branż w historii ludzkości. I mimo, że początkowo ropa naftowa służyła jedynie do lamp, to jednak w krótkim czasie okazała się paliwem dla pojazdów mechanicznych czy latających. Ropa naftowa stała się krwią współczesnej gospodarki, od której uzależniony jest każdy nawet najmniejszy jej element. Czy tym samym będzie internet? Czy internet staje się krwią gospodarki?

Może nie chciałbym iść w dalekie myśli o tym czym stanie się internet, ale jedno jest pewne: staje się on niczym prąd. I nie chodzi tu tylko o to, że za jakiś czas internet ma być dostarczany do domów przez gniazdka elektryczne. Chodzi bardziej o to, że prąd jest rzeczą oczywistą. Nie zastanawiamy się nad nim. Nie myślimy o tym, że fajnie iż mamy prąd. On po prostu w naszym życiu jest i jest to oczywista oczywistość. Internet stopniowo przenika do wszystkich dziedzin naszego życia. Kolejne urządzenia sprawiają, że internet jest w naszych kieszeniach, na naszych rękach, czy innych lokalizacjach, które nas otaczają. W miarę rozwoju technologii będzie się on pojawiał w branży motoryzacyjnej, czy zwykłym AGD. Jest to droga, którą dążymy. My, czyli świat jako całość.

Co jednak z polskim jednorożcem? Myślę, że on się pojawi. A właściwie: one się pojawią. Jak zauważył jeden znaczący inwestor na polskim rynku VC: z Polską jest taki problem, że nasz rynek jest za duży i możemy najpierw działać tylko w Polsce. Nie musimy od razu uderzać na świat. Gdy patrzymy na kraje bałtyckie takie jak Estonia, gdzie narodził się Skype, to rynek ten był za mały aby się tylko na nim skupić. Z jednej strony jest to wada, ale z drugiej można to wykorzystać jako atut. W pewnym szalonym podejściu można dojść do wniosku, że Polska to świetny poligon testowy. Jeśli uda się stworzyć coś fajnego, co zaangażuje Polaków, to dlaczego by nie uderzyć z tym na świat? Jest to często oczywiście pobożne życzenie, ale Polacy są w stanie zrobić coś więcej niż tylko skopiować amerykańskie pomysły. Wielokrotnie zachwycałem się Fotka.pl, która w swoim podejściu jest jedyna w swoim rodzaju. Jak przyznaje sam Rafał Agnieszczak: jest ona pozycjonowana na coś w stylu dyskoteki, gdzie poznaje się ludzi. Natomiast Facebook to spotykanie ludzi, których już znasz z reala.

Czy Fotka miałaby potencjał stać się polskim jednorożcem? Już dziś wyceniana jest na grube miliony, ale brakuje działania w kierunku podboju świata. Być może Rafał Agnieszczak i jego zespół szukają jakiegoś nowego pomysłu, dzięki któremu ten świat zdobędą. Ja trzymam mocno kciuki! Brakuje nam, Polakom, globalnych sukcesów. Jesteśmy dobrzy na swoim rynku. Potrafimy tworzyć ciekawe pomysły (nawet jeśli podstawa jest stricte skopiowana ze świata), ale brakuje nam walki o światowe rynki. Chyba jednak jest trochę prawdy w tym, że nasz rynek jest za duży.

Polska ma najlepszych programistów na świecie. Polscy naukowcy to najtęższe umysły naszych czasów. Mamy jednak problemy z komercjalizacją. Jest pewien beton na linii nauka biznes. I w tej kwestii jest jeszcze sporo do zrobienia. Myślę, że takich wynalazków jak grafen (o ogromnym potencjale komercyjnym) będzie coraz więcej i naukowcy będą mogli zarabiać gigantyczne pieniądze. Są dwie drogi, które widzę dla polskich jednorożców: nauka i aplikacje internetowe. Jeśli chodzi o tę pierwszą to gdy uda nam się zacieśnić współpracę między biznesem a naukowcami, to myślę, że czeka nas w tym kontekście wiele jednorożców. Niestety nie jest to szybka droga. Z jednej strony beton do zniszczenia, a z drugiej same projekty naukowe (badania itd.) muszą trwać. Drugą drogą są aplikacje, które nie wymagają wielkich funduszy i lat badań. Może się skrzyknąć kilku studentów i wymyślić coś ciekawego. Tak naprawdę pomysły już w Polsce są i to coraz lepsze. Zostaje jednak kwestia egzekucji, czyli jak najlepszego wykonania tych pomysłów i doprowadzenia do korzystnej monetyzacji.

Bardzo wierzę w to, że za jakiś czas na polskiej polanie biznesu będzie się pasło całe stado jednorożców. Jest to naprawdę możliwe! Wystarczy większe skupienie na egzekucji. Polacy są pomysłowi i stać ich na więcej niż kopiowanie amerykańskich pomysłów. Udowodnijmy to!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W dniu dzisiejszym moja uwagę w internetach skupiła informacja o tym, że w 2020 roku branża zamawiania jedzenia online w samej Polsce będzie warta miliard złotych rocznie! Suma niebagatelna, a trzeba przyznać, że wszystko się dopiero zaczyna. Z resztą cały szał na internet dopiero się zaczyna. I będzie to się rozwijać w ciągu najbliższych kilku lat do poziomu o jakim się nie śniło tym, którzy zaczynali wchodzi w tę gałąź rynku w latach 90tych XX wieku.

Wszystko się dopiero zaczyna! Wydaje Ci się drogi Czytelniku, że w internecie jest już wszystko? Niewiele można tu wymyślić? Błąd! To tylko minimalnie ucywilizowany dziki zachód. Fakt, że te 15 lat temu trzeba było inwestować w wielkie serwery i ogromne ilości transferu, a dzisiaj sprawę załatwia chmura obliczeniowa znajdująca się na przykład w Stanach Zjednoczonych niewiele zmienia. Fakt, że mieliśmy do czynienia z wielką bańką dotcomów z roku 2000, kiedy to inwestorzy przekonali się, że coś takiego jak nowa ekonomia nie istnieje. To, że tuzy z Wall Street musiały przekonać się, że pieniądze nie rosną na drzewach nie świadczy o złej naturze internetowych biznesów. Jakby przyjrzeć się ekonomii i cyklom koniunkturalnym, to średnio co kilkanaście lat jest nadmuchana jakaś bańka spekulacyjna wokół czegoś oczywistego. Wielki Kryzys roku 2008 to po prostu mówiąc delikatnie: przejaw zbyt dużego optymizmu banków.

Wracając jednak do internetu: najprawdopodobniej w ciągu najbliższych lat będziemy mieć do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną. Tym razem nawiązując do web 2.0 można ją nazwać bańką 2.0. Czy coś się jednak zmieniło od poprzedniej bańki? Oczywiście! Biznesy internetowe są zdecydowanie bardziej przemyślane, a złotą regułą zaczął być dopracowany model biznesowy. Wiem, że fajnie byłoby mieć od samego początku wielkie pieniądze z reklam. To jednak działa dopiero od pewnego (dość wysokiego!) pułapu. Na reklamach idzie zarobić, ale jest to ciężka droga. Dlatego wiele biznesów internetowych dzisiaj skupia się na tym, aby pobierać opłaty za dodatkowe funkcjonalności, albo stosując abonamenty dla coraz fajniejszych aplikacji.

Idąc tym tropem widać, że abonamenty sprawdzają się w najlepszym przypadku na rynku B2B. Zwykli użytkownicy często są przyzwyczajeni do tego, że internet powinien być darmowy. Swoją drogą jest w tym pewna logika: skoro płacę za abonament za internet (często nie są to niemałe pieniądze), to dlaczego dostawca nie dzieli się pieniędzmi z stronami, które odwiedzam? Skoro działa to w przypadku telewizji kablowej, to dlaczego nie działa tutaj? Oczywiście można mówić o zbyt dużym rozproszeniu dostawców stron internetowych, ale skoro samo Google bierze pod uwagę taką opcje i planuje w przyszłości dzielić się wpływami z twórcami stron, to jednak coś jest na rzeczy!

Model SaaS (Software as a Service), w którym standardem są abonamenty zdecydowanie jest przyszłością internetu. Skoro Microsoft robi Office 365 w takim modelu to znaczy, że widzi w nim potencjał. Pisałem już o serwerach, a właściwie chmurze obliczeniowej, która bardzo staniała. Czy są jakieś inne bariery wejścia? Wiedzę marketingową można nabyć. W zespole cholernie ważną osobą jest sprzedawca. Nieważne czy na blogu pisałem o Arturze Kurasińskim, czy o Tadzie Witkowiczu, to jednak kluczowym elementem każdego biznesu jest sprzedaż! Tego się nie przeskoczy. Można mieć nieskończony produkt, ale nie można nie mieć urodzonego sprzedawcy.

Kwestie techniczne nie są aż tak bardzo skomplikowane. Jeśli się uprzeć, to można się samemu nauczyć programować i stworzyć pierwszą stronę (sam wybrałem tę drogę). Jednak jeśli ma się odłożoną gotówkę, to można to po prostu zlecić. Polacy to najlepsi programiści na świecie! Czy chcesz mieć programistę u siebie, czy zlecić to zadanie Software Houseowi, to jedno jest pewne: warto inwestować w Polaków.

Jedyne, co może po części ograniczać przed wejściem w tę branżę, to prawdopodobieństwo wtopy. Jeśli offline robisz coś oczywistego np. otwierasz warzywniak, to masz znacznie większe szanse na sukces niż w przypadku online. Natomiast szansa, że ten warzywniak zmieni się w międzynarodową sieć warzywniaków jest mniejsza, niż to, że internetowy startup osiągnie globalny sukces. Ryzyko to trzeba po prostu zaakceptować. Ale jak nie wyjdzie jedno to wyjdzie drugie, albo trzecie. Oczywiście jesteśmy jeszcze daleko za Doliną Krzemową, w której chwali się porażki i to jakie lekcje startupowcy z nich wyciągnęli. Bodajże prezes Pixers powiedział, że wyłożył ponad 20 startupów zanim zrobił Pixers. Jak na Polskę to jest to fascynujący wynik :).

Wiem, że kiedyś youtuber Krzysztof Gonciarz powiedział, że nasze czasy nie są jeszcze aż tak fascynujące, bo co to dopiero będzie jak będziemy kolonizować inne planety. Ja jednak uważam, że nasze czasy są mocno fascynujące! Największe fortuny dopiero powstaną! I powstaną one w internecie. Przykład chociażby Snapchata, gdzie założyciele są młodsi ode mnie, a mają firmę wartą 10 miliardów dolarów (może nawet już więcej). Może i eksperci powiedzą, że takie coś to jak wygrana na loterii, że ciężko trafić w gusta ludzi, w to co będzie modne. Ja jednak przychylam się do tego, co powiedział Rafał Agnieszczak, że tu chodzi o ciężką, wytrwałą pracę a sukces w końcu przyjdzie! Nieważne czy to będzie za 5, czy 15 lat!

To czego bym sobie szczerze życzył, to wielkie sukcesy Polaków na internetowej arenie międzynarodowej. Jest coraz więcej firm, które mają taki potencjał, jak chociażby Livechat wyceniany na miliard złotych. Liczę na to, że doczekamy się polskiej firmy, która będzie tak wielka jak chociażby Microsoft. Czy jest to trudne? Cholernie! Ale Polacy są przedsiębiorczy i utalentowani. Są w stanie osiągać wielkie sukcesy. Z pewnością już niedługo się doczekamy!

Wiem, że stawiam śmiałą tezę pod tytułem: Internet się dopiero zaczyna. Ale ja jestem tego pewien na 1000%. To jeden z tych przełomowych wynalazków, które przewracają świat do góry nogami, jak telefon, czy kolej żelazna. Największe firmy tego świata wykorzystują internet na wielu polach. Aktualnie największą wycenę ma Apple. Czym byłyby wynalazki tej firmy bez internetu? Wielki pochód do wielkości z końcówki lat 90tych zawdzięczają iPodowi, który byłby pewnie tylko fajnym gadżetem bez iTunes!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

To fascynujące, jak wielki narzędzia sprzed kilku lat, które okazały się być kalką zagranicznych aplikacji/portali, dzisiaj ledwo przędą, a Filmweb cały czas jest w doskonałej kondycji i się rozwija. Ten portal to polska mekka kinomaniaków. Jak dojść do tak wielkiego sukcesu?

Na sam początek należy przyznać, że takie portale pojawiły się już wcześniej za granicą. Najsłynniejszym jest IMDB. Na czym jednak tak naprawdę polega sens istnienia takiego portalu jak Filmweb? Wydawałoby się, że oceny filmów to prosta rzecz i nie da się wokół tego zrobić czegoś naprawdę wielkiego. Myli się jednak ten, kto tak myśli! Ilość opcji, które opracowano w ramach Filmwebu robi wrażenie. Wiele z nich jest naprawdę innowacyjnych w skali świata!

Podstawą są oczywiście systemy ocen. Każdy film, oraz osoba filmu ma swoją stronę, którą mogą oceniać internauci. Oprócz ocen pojawiają się również opisy i komentarze. Bardzo podoba mi się podział na rozbudowaną recenzję redakcji (na poziomie profesjonalnego pisma o filmie), oraz krótkie opisy osób, które obejrzały film. Takie strony są najczęściej rozbudowane w zależności od popularności filmu/osoby, której dotyczą. Zdarzają się oczywiście tematy, które są słabo poruszone. Kolejnym mocnym elementem takiej strony są listy aktorów i osób współpracujących przy filmie (w przypadku strony filmu), lub lista filmów, w których uczestniczyła osoba (w przypadku wizytówki osobistej). W ramach tej działalności Filmweb idzie naprawdę daleko i można zobaczyć oceny konkretnej roli, konkretnego aktora!

Wiadomo, że wszystko rozbija się wokół ocen, więc doskonałym elementem są rankingi. Dzięki matematycznemu wzorowi na średnią można otrzymać bardzo ciekawe i miarodajne wyniki. Top 100 filmów, czy aktorów może się okazać naprawdę przydatne zarówno dla początkującego, jak i zaawansowanego kinomaniaka. Są osoby, które za punkt honoru ustawiają sobie obejrzenie wszystkich filmów z rankingu konkurencyjnego IMDB, ale z pewnością są też osoby, które sugerują się listą Filmwebu.

Kolejnym innowacyjnym elementem jest Gustomierz. Możesz ocenić filmy, które oglądałeś, a następnie aplikacja zasugeruje Ci jakie inne filmy Cię zainteresują. Nie wiem czy spełnia to oczekiwania jakichś wyszukanych gustów, ale dla zwykłych ludzi są to naprawdę przydatne informacje. Nie wiem czy ktoś już wpadł na tego typu aplikację, ale wydaje się ona innowacyjna w skali globu!

Osobiście żałuję tylko jednego: Filmweb jest jednym z najdłużej działających portali w polskim internecie. Pamięta on zamierzchłe czasy. Jest on zdecydowanym numerem jeden wśród portali filmowych. Jest jedną z najlepiej wypozycjonowanych polskich stron. A mimo to cały czas działa tylko w Polsce! Nie okłamujmy się: zdobywanie kolejnych rynków powinno być głównym celem każdego rozwijającego się projektu! Dlaczego Filmweb tego nie robi? Pamiętam jeden z wywiadów ze znanym blogerem, kiedy powiedział on, że gdyby miał wolne fundusze, to robiłby kalki Filmweb, Chomikuj, czy Pudelka na inne kraje. To dobry model!

A co do modelu drugą rzeczą, której nie rozumiem to - dlaczego nie powstały jeszcze konta premium dla użytkowników Filmwebu. Można z pewnością stworzyć coś, za co internauci chętnie zapłacą. Chociażby ulepszoną wersję filmwebowej wizytówki! W dzisiejszych czasach sam model reklamowy aż tak bardzo się nie sprawdza. Aczkolwiek Filmweb ma skalę, która pozwala mu w ten sposób zarabiać. Jednak konto premium to prawdziwy potencjał!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 | 4 |


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi