napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Jako doktorant na Wydziale Zarządzania jestem absolutnie zafascynowany firmą Google. Z naukowego punktu widzenia jest to fenomen naszych czasów. Dzisiaj pragnę poświęcić felieton temu tematowi.

Google zostało założone przez dwóch doktorantów z Uniwersytetu Stanforda. Jest to jedna z najsłynniejszych uczelni w Stanach Zjednoczonych. Jednak to, co jest w niej naprawdę interesujące, to fakt, że stanowi ona serce Doliny Krzemowej. Dolina jest nazywana największym współczesnym klastrem ekonomicznym. Tam obraca się największymi pieniędzmi i tam jest najwięcej firm technologicznych. Tam również znajduje swoją siedzibę Alphabet, czyli spółka-matka Google, która powstała w zeszłym roku.

Google oczami Polaka Przede wszystkim ciągle marzymy, że za dekadę pojawi się polskie Google. Na razie mamy silną fazę na to, aby mieć jak najwięcej jednorożców (czyli firm wycenianych na ponad miliard dolarów), ale Google jest wyceniane na setki takich miliardów! Jako Polak bardzo bym sobie życzył, aby kiedyś pojawiła się tak wielka firma w naszym kraju. Pytanie tylko czy jak na razie nas to trochę nie przerasta? Niby internet jest wszędzie. Niby nie ma żadnych granic. A jednak tych jednorożców jest tak mało, a gdzie tu mówić o polskim Google!

Oczami Polaka Google jest fenomenem. Z jednej strony wyszukiwarka, która ułatwia życie miliardom ludzi, a z drugiej największy system operacyjny na świecie. A do tego mnóstwo powiązanych projektów tak oczywistych jak Gmail, lub tak pożądanych jak Google Drive. Wielokrotnie zachwycałem się w felietonach na tym blogu największym wynalazkiem Google, czyli ekosystemem ekonomicznym. Jeśli ktoś myśli, że to wyszukiwarka lub Android są największym wynalazkiem, to może się mocno mylić. Dopiero gdy te wszystkie elementy połączą się w jedną unikalną całość, to tworzą coś niepowtarzalnego.

Być może patrzę na to w zbyt ekonomiczny sposób, ale ekosystem, to bardzo ważny wynalazek naszych czasów. Google wszystkie swoje produkty i usługi łączy od razu z Androidem i wyszukiwarką. Czy to jest za wiele? Otóż nie! To ma naprawdę wielki sens, bo dzięki temu nasze życie staje się łatwiejsze. Aczkolwiek jest tutaj drugi punkt widzenia, w którym Google wie o nas za dużo. Myślę, że jeszcze więcej wie aktualnie Facebook, ale ilość informacji, które Google ma na nasz temat może być przerażająca. Tylko powiedz mi Drogi Czytelniku Tak szczerze: co takiego jest w przeciętnym Kowalskim, żeby te dane były jakieś interesujące czy potrzebne do inwigilacji? Dzięki tym danym dostajemy lepsze wyniki wyszukiwania i bardziej spersonalizowane oferty.

Google jest potęgą, ale to nie oznacza, że gigantowi wszystko wychodzi. Są dziesiątki projektów, które zrobiono na próbę, a potem je wygaszono. Osobiście bardzo, bardzo tęsknię za Google Wave, bo był to naprawdę interesujący projekt, który został zamknięty :). No ale taki już los projektów, które nie zdobyły dużej popularności. Jednak dzięki tym eksperymentom i przejęciom Google co roku umacnia swoją pozycję. Jest tylko jedna rzecz. Jedna drobna rzecz, która nie daje im spokoju: w każdej chwili może pojawić się projekt, który w ciągu trzech lat wywróci wszystko do góry nogami. Dzisiaj mówi się o Facebooku i Snapchacie. O czym jednak będziemy mówić za 3 lata?

Dzisiaj każdy, nieważne skąd, ale to każdy może zrewolucjonizować internet. Napisałem kilka interesujących felietonów o tytule: Internet się dopiero zaczyna. I taka jest prawda. Może Ci się wydawać, że wszystko już wymyślono i ciężko tu jakoś specjalnie rewolucjonizować. To błąd w myśleniu! Zabawa się dopiero zaczyna. I w tej zabawie trzeba brać na poważnie Google, bo jest to rewolucjonista naszych czasów!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Polska według WP 2017-05-29 20:17
 Oceń wpis
   

I choć skrót WP przez programistów jest dość mocno kojarzony z Wordpressem (najpopularniejszym systemem zarządzania treścią napisanym w języku programowania PHP), to w polskim internecie skrót WP kojarzy się jednoznacznie: Wirtualna Polska. Grupa WP stała się niesamowicie silną grupą medialną i widzimy kolejne starania jej właścicieli, aby pozycja była jeszcze bardziej umacniana.

WP to najstarszy polski portal internetowy. Zaczęło się od tego, że spółka Centrum Nowych Technologii stworzyła katalog stron. Potem była inwestycja funduszu należącego do Intela, sprzedanie całości Telekomunikacji Polskiej, aż wreszcie panom z Grupy o2 udało się przejąć całość. Nie chciałbym aż tak bardzo grzebać w historii, bo jest to tematyka bardzo rozbudowana. Dzisiaj ważniejszy jest stan aktualny. Jak pokazują statystyki oglądalności stron internetowych Grupa WP jest cały czas w czołówce.

Przejęcie WP przez o2 było bardzo dużym przedsięwzięciem. Dwie grupy o silnych pozycjach stały się jednością. W dalszej drodze było przejmowanie kolejnych serwisów, jak to gdy przejętego Grupę Money.pl. Jednak samo połączenie o2 i WP jest dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń w polskiej sieci. Wiem, że może budzi to jakieś kontrowersje, ale w gruncie rzeczy mówimy tu o powstaniu kolosa i to nie na glinianych nogach :).

Wirtualna Polska cały czas ściga się o oglądalność z innymi portalami. Nie jestem do końca przekonany czy to chodzi o to by słupki mówiące o wyświetleniach były jak najwyższe. Sama świadomość marki, która buduje jej wartość jest również bardzo ważna. Może i dobrze jest jak portal znajduje się na pierwszym miejscu w rankingu ilości wyświetleń. Ale to, co naprawdę istotne to marka, która się dobrze kojarzy. Marka oparta o solidne wartości. Tworząca wokół siebie tożsamość. Zdecydowanie WP to ma! Pamiętam doskonale serię reklam telewizyjnych >>Dzieje się w Polsce w Wirtualnej Polsce <<. W naszej polskiej skali to było porównywalne z tym co agencje reklamowe zrobiły dla Apple, gdy wprowadzano iPoda :).

Jedno co mnie tylko mocno smuci, to fakt, że portale, o których mówimy w tym felietonie, tak naprawdę nie wychodzą poza Polskę. Sama nazwa Wirtualna Polska jest nieco ograniczająca gdyby chcieć z nią wyjść na świat. To nieważne czy Onet, czy Interia tak naprawdę to cały czas są marki lokalne. Czy nie da się wyjść z tak wielkim przedsięwzięciem poza obręb jednego kraju? Jak pokazują ostatnie wieści ze świata: Yahoo zostało stosunkowo tanio sprzedane. Pamiętam moje początki z internetem, gdy eBay, Yahoo i Amazon były stawiane jako internetowe potęgi. Dzisiaj najlepiej wygląda Amazon, który sprawił, że Jeff Bezos jest w Top 10 najbogatszych ludzi na świecie. Czy koncepcja na portal ogólnotematyczny jest niedostosowana do ery Web 2.0?

W Polsce portale przez cały czas są odwiedzane przez miliony użytkowników. Na świecie jednak ciągle toczy się walka między web 1.0 a web 2.0. Artykuły mają być dostępne bez wychodzenia z Facebooka. Wielkie portale wspierają się swoimi fanpageami i Twitterem. Czy to oznacza, że model, w którym redaktorzy tworzą treści przechodzi ku powolnej rewolucji? Jak to ostatecznie będzie wyglądać? Czy za 10 lat WP będzie przypominać Facebooka? Jest wiele pytań, na które ciężko dziś odpowiedzieć. Warto jednak podkreślić to, co napisałem przed chwilą: WP ma jedną z najsilniejszych marek w polskim internecie! To sprawia, że może sobie pozwolić na tworzenie własnej telewizji mimo że nie ma wsparcia wielkich koncernów medialnych. Po tych wszystkich wywodach dochodzę do wniosku, że jako Polacy możemy być dumni z Wirtualnej Polski :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Śmierć smartfonom 2017-05-23 18:52
 Oceń wpis
   

Żyjemy w czasach niewyobrażalnego rozwoju. To, co dzisiaj ma osoba biedna jest niewyobrażalnie luksusowe względem tego, co miała bogata w średniowieczu. To dzięki technologii. Dzisiaj nie wiemy, jak losy technologii potoczą się dalej. Fakt 50 lat temu uważano, że dzisiaj będziemy mieć latające samochody i będziemy kolonizować Marsa. Czy jednak nie rozwijamy się tak szybko, jak zakładały mądre głowy sprzed pół wieku? Co prawda kosmos ma w sobie jeszcze wiele zagadek, a latające samochody byłyby możliwe, ale koncept po prostu się nie sprawdza. Możemy jednak dostrzec jak bardzo rozwija się internet, a razem z nim technologie mobilne. I w tym poukładanym świecie kilka firm szykuje rewolucję :).

Wspominany codziennie w dziesiątkach artykułów Steve Jobs założył sobie, że tworząc iPhonea i iPada tworzy nowy wymiar technologii. Eksperci (a może i sam Jobs) nazwali to Post-PC. Tablety i smartfony okazały się kompletną rewolucją. Stało się to z pewnością dzięki wielkiemu talentowi sprzedawcy, jaki miał Jobs. Technologie te trafiły jednak na podatny grunt, a był nim ogromny rozwój internetu. Napisałem kilka felietonów na tym blogu, że >> internet się dopiero zaczyna <<. Razem z nim tak naprawdę dopiero zaczynają się technologie mobilne. A w tym wszystkim jesteśmy my: użytkownicy tych technologii. Czy kupimy wszystko, co wymyślą wielkie korporacje z Doliny Krzemowej lub Azji? Jak pokazuje historia: to tak nie działa. To, że jakieś tęgie głowy z wymienionych lokalizacji coś wymyślą, to nie jest jednoznaczne z tym, że okaże się to rynkowym hitem. Każda wielka firma ma w swoim portfolio niezłe wtopy po prostu przestaje w pewnym momencie o nich mówić :).

Nie mam tak naprawdę pewności co jest większym wynalazkiem: internet czy smartfon. Wynika to z tego, że te wynalazki nawzajem siebie wspierają i tworzą kilka efektów sieciowych. Myślę, że ludzie po prostu się przyzwyczaili do smartfonów. Tak, jak jeszcze 10 lat temu w naszych kieszeniach królowała Nokia, która miała większość rynku tak dzisiaj niemal każdy ma już smartfona. Wyjątkiem mogą być jedynie uproszczone telefony, które są adresowane przede wszystkim do seniorów. To jednak nie jest aż tak duży procent rynku. Smartfony są królami naszych kieszeni i torebek! Jednak to już wkrótce może się zmienić

Nieważne czy to Facebook czy Google każdy myśli o wirtualnej lub rozszerzonej rzeczywistości. Każdy widzi to na swój sposób. A to Google Glass, czyli okulary, które dodają elementy do widoku, który widzimy. A to Oculus Rift, który tworzy wirtualną rzeczywistość w specjalnych goglach. Jedno jest faktem: firmy widzą w tym wielki potencjał! I to tak wielki, że chcą zastąpić tymi technologiami poczciwego smartfona :). Czy znajdzie się firma, która będzie umiała to wszystko sprzedać? Wiem, że fajnie jest zakładać, że te technologie wprowadzą nowy wymiar do naszego życia i są one kolejnym krokiem w nieustannej ewolucji. A może to nie jest ewolucja, tylko droga oparta na kolejnych mniejszych lub większych rewolucjach? Ciężko stwierdzić!

Wiem, że większość ekspertów uważa, iż jest to nasza przyszłość i wielkie firmy doprowadzą do tego, że wszyscy będziemy pożądać specjalnych okularów zamiast smartfona. Ja jednak myślę, że takie okulary mogą być najwyżej dodatkiem do smartfona. Oczywiście perspektywa, w której zakładam specjalne okulary i mam widok na 40 calowy telewizor, który w rzeczywistości nie istnieje, jest bardzo kusząca. Ale czy naprawdę tak łatwo będzie przekonać masy, że nie potrzebują one prostokątnego urządzenia w kieszeni, tylko wystarczą okulary?

Mam wrażenie, że tutaj dość ważną warstwą jest warstwa sprzedażowa. Czy znajdzie się nowy Jobs, który sprzeda ludziom ideę Post-Post-PC? :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Pierwszy raz o klubie lojalnościowym z bardziej biznesowego punktu widzenia czytałem wieki temu u Kotlera. Były to czasy, w których trafiłem na jeszcze jedną dość interesującą pozycję Marketing Radykalny. Dziś jest ona bardzo trudno dostępna. Faktem jednak jest, że klub lojalnościowy to nie jest to, co wielu ludziom się wydaje. Jednak dobrze zbudowany klub lojalnościowy buduje legendę marki :).

Harley-Davidson dzisiaj każdy powie, że to legenda. Prawdziwy amerykański sen, który rozprzestrzenił się na cały świat. Właśnie ta firma jest właścicielem jednego z najlepszych klubów lojalnościowych w historii marketingu. Z pewnością ogromne znaczenie ma tutaj drugi człon tego tworu, czyli LOJALNOŚCIOWY. Tak zaangażowanych użytkowników chciałby mieć każdy. Dość ważnym elementem corocznego raportu podsumowującego działalność firmy jest cześć dotycząca tatuowania sobie logotypu przez klientów.

Ile razy słyszałeś już Drogi Czytelniku, że nie sprzedajesz produktów tylko emocje? Harley poszedł jeszcze dalej on sprzedaje styl życia. Tak jak dzisiaj jest moda na tworzenie ekosystemów biznesowych przez firmy związane z technologiami, tak Harley od lat tworzy coś na zupełnie innej płaszczyźnie. Ekosystemy biznesowe starają się zawładnąć nami w fizycznym aspekcie, ale styl życia Harleya zawładną mentalnie tysiącami użytkowników ich motorów. Ten styl życia oparty na ideologi wolności pod tytułem: w weekend ubieram strój, wsiadam na motor i jest tylko droga i ja. Oczywiście oprócz samej pracy Harleya dużą pracę wykonują sami motocykliści. To jednak jest coś, co praktycznie jest nie do zrobienia. Harleyowi jednak się udało :).

Dokonałem pewnej istotnej obserwacji. Zauważyłem, że żaden z technologicznych gigantów nie ma na dobrą sprawę klubu lojalnościowego. Można by za coś takiego uznać Amazon Prime. Jednak sam przyznasz Drogi Czytelniku, że do lojalnego harleyowca jeszcze daleko. Czy to oznacza, że firmy technologiczne nie potrzebują takich klubów? Z pewnością spotkałeś się z programami punktowymi często mylonymi z klubem lojalnościowym. Mam świadomość, że w ogólnym odczuciu wydaje się to dość skuteczna droga na budowanie lojalności wśród klientów. Jednak ostatnimi laty mocno to wszystko osłabło ze względu na gigantyczne progi punktowe, aby dostać jakąś sensowną nagrodę.

Wracając jednak do firm technologicznych. Myślę, że wiele z nich uważa, że samo konto do ich usług załatwia sprawę. Otóż nie! To dopiero początek! Jest jednak spory problem z wprowadzeniem tego typu rozwiązania: target. Jeśli chodzi o Harleya, to sprawa jest jasna kto jest jego idealnym klientem. A kto jest docelowym odbiorcą Google, czy Facebooka? Wszyscy? Więc jak tutaj sprzedać styl życia? :) Nieco łatwiej miałby z pewnością Snapchat, który jest adresowany do bardziej sprecyzowanej grupy klientów. Czy jednak da się zrobić klub lojalnościowy dla wszystkich?

Myślę, że da się zrobić jeden wielki klub, który zawiera sekcje. Jednak aby to zrobić trzeba byłoby mieć w zespole najbardziej tęgie marketingowe głowy :). Tutaj raczej ma się szansę tylko raz, aby to dobrze stworzyć. Zrobić kolejny program punktowy to nie jest wielki problem. Z tego co wiem to Harley nie ma żadnych programów punktowych, a to co się stworzyło wokół tej marki jest niepowtarzalne. Być może to można zrobić tylko do stacjonarnych produktów z duszą, ale jestem przekonany, że kiedyś wielki potentat branży nowych technologii zbuduje swój klub. I przejdzie on do historii!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Nintendo to potentat w świecie wirtualnej rozrywki. Konsole tej firmy stanowią ważny element dzisiejszej rzeczywistości. I pomyśleć, że firma zaczynała od kart do gier! No ale w końcu Nokia kiedyś robiła kalosze :).

Ostatnimi czasy dość mocno wałkuję na tym blogu temat ekosystemów biznesowych. Jak można zauważyć: jest to jeden z najważniejszych wynalazków biznesowych na początku XXI wieku. Jak się okazuje najsilniejszą pozycję coraz wyraźniej ma Android. Jest tak naprawdę niewiele firm, które mogą tej pozycji zaszkodzić. Przede wszystkim powinien być to ktoś, kto ma zarówno oprogramowanie, jak i urządzenia. Cały czas w temacie walczą Microsoft oraz Apple. Jednak czarnym koniem może okazać się Facebook. W przypadku tego ostatniego ekosystem już jest trzeba by tylko połączyć to z konkretnymi urządzaniami. Oczywiście są jeszcze takie twory takie, jak Firefox OS (który w pewnym momencie był brany za jedno z największych zagrożeń Google), czy dystrybucja Linuxa Ubuntu. A ja w tym wpisie postanowiłem sobie nieco pofantazjować i pomyśleć: a co by się stało gdyby Nintendo stworzyło własny ekosystem biznesowy tak, żeby konkurować z Google.

Czym jest Nintendo wszyscy wiedzą. Ostatnio zrobiło się z jego powodu ponownie głośno ze względu na nagłą popularność Pokemon GO, oraz konsolę Swift. A gdyby tak rozbudować system operacyjny z konsoli, stworzyć urządzenia, które łączą w sobie przenośne konsole, oraz smartfon i do tego rozegrać to wszystko tak, aby zagrać na nosie konkurencji? Pokemon GO jest aplikacją, która jest dostępna na najważniejsze ekosystemy biznesowe. Jednak własna smartfono-konsola mogłaby dokonać prawdziwej rewolucji.

Jest też drugi scenariusz, w którym Nintendo podłącza się pod ekosystem Androida tak, jak robi to teraz Sony. Pytanie tylko czy jest tam miejsce dla obu producentów konsol? Zamiast tworzyć własne urządzenia można by stworzyć nakładkę na Androida, która sprawia wrażenie, że mamy system operacyjny Nintendo. To rozwiązałoby problem aplikacji na start, ponieważ producent konsol mógłby załączać aplikacji z Google Play. Świetnym rozwiązaniem byłoby tutaj komunikowanie się na linii smartfon i inne urządzenia Nintendo. To wszystko jeśli jeszcze nie jest zrobione, to spokojnie jest do zrobienia.

Mam wrażenie, że trzeba być niewyobrażalnie odważnym, lub niewyobrażalnie głupim, aby rzucić się teraz w wir tworzenia nowego ekosystemu biznesowego, który mógłby konkurować z tymi istniejącymi. Pamiętajmy jednak, że one też musiały mieć swój początek i kiedyś powstać. Pamiętam czasy, w których nie było jednolitych systemów operacyjnych dla telefonów komórkowych. Ten sam producent mógł mieć kilka systemów, które nie były ze sobą kompatybilne. Dzisiaj daje się albo Windowsa albo Androida i nie ma problemów z aplikacjami. Nintendo jednak mogłoby pójść znacznie dalej i stworzyć wrota do wirtualnej rozrywki. Pytanie tylko na ile już to nie jest realizowane :).

Wiem, że fajnie sobie gdybać co mogłoby zrobić Nintendo, ale w gruncie rzeczy trzymam się tego, że raczej tylko szaleni ludzie rzucają się na tworzenie nowego ekosystemu biznesowego. Tak naprawdę jest to jeden z najważniejszych wynalazków naszych czasów. Uważam, że jest jeszcze ważniejszy niż wyszukiwarka czy portal społecznościowy. Być może te rzeczy mają każdego dnia na nas wielki wpływ, ale to ekosystem buduje wartość całości, jak również wpływa na wycenę firmy. Jeśli jesteś na tyle odważny, aby stworzyć własny ekosystem biznesowy i stanąć w szranki z Androidem, to wiedz, że pewnie jest to szansa mniejsza niż wygrać na loterii :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Czy pamiętasz jeszcze Pokemon Go? To nie koniec! To dopiero początek tego, co czeka nas w najbliższych latach. A ja mam wrażenie, że to może podzielić losy telewizorów 3d.

Mark Zuckerberg zaprezentował najnowsze pomysły Facebooka, które opierają się przede wszystkim na wspomnianej rzeczywistości rozszerzonej. Możemy sobie założyć okulary i widzieć 50 calowy telewizor gdy wcale go tam fizycznie nie ma. To wszystko jest fajnym bajerem i powoduje wrzenie wśród analityków. Ja mam jednak wrażenie, że może się skończyć na bajerze. Gra Pokemon Go była hitem, ponieważ trafiła na odpowiedni czas i była dobrze wykonana. Dzisiaj jednak nie gra już w nią tak dużo osób. Jak każda chwilowa moda doczekała się ona prozy życia. Oczywiście mówienie, że nikt w to już nie gra jest grubą przesadą, ale o frekwencji z pierwszych tygodni można pomarzyć.

Dzisiaj Zuckerberg przedstawia wizję uśmiercenia smartfonu i zastąpienia ich następną generacją technologicznych gadżetów. Mam wrażenie, że to taka ucieczka do przodu, ponieważ Zuck cały czas nie ma swojego systemu operacyjnego. A potencjalnie mógłby mieć. Facebook od lat tworzy wokół swoich projektów ogromny ekosystem. Można jednak odnieść wrażenie, że dąży on od ścisłej współpracy z Microsoftem. Czy współpraca obu tych firm się zakończy? Jest takie ryzyko, ponieważ masa krytyczna sięga ogromnych wartości. Przychodzi taki moment w życiu giganta, że chce się działać na własną rękę. Czy Facebook jest na to gotowy?

Jakby na to nie patrzeć to Apple ogłosiło erę urządzeń PostPC. I choć ludzie nie zrezygnowali całkiem z laptopów i komputerów osobistych, to jednak urządzenia takie jak smartfon, phablet czy tablet zrobiły sporą rewolucję w znanym nam świecie. Nagle okazało się, że do świata, w którym karty są rozdane i największym systemem operacyjnym na świecie jest Windows, wkroczyło Google ze swoją ideą otwartego systemu Android i to ta firma jest w posiadaniu największego OS na świecie. W ekonomii nic nie dzieje się dwa razy tak samo, ale historia się powtarza. Google zdetronizowało Windowsa, więc czy Facebook zdetronizuje Google?

Facebook swoją konferencją wypowiedział wojnę wszystkim wielkim firmą technologicznym tego świata. Pamiętajmy jednak, że ma on w portfolio marek projekty, z których korzysta półtora miliarda ludzi. Tak naprawdę dzisiaj chyba brakuje tam tylko Snapchata. Wydaje się on jednak poza zasięgiem. Twórcy sami chcą tworzyć wielką firmę, a nie stać się częścią czegoś większego. Czy wobec tego jest sens tworzyć system operacyjny, który będzie wykorzystywał rozszerzoną rzeczywistość? Ależ oczywiście! Facebook jest w takiej sytuacji, że to praktycznie jedyne jego wyjście. Choć trzeba przyznać, że mógłby on też stworzyć swój system operacyjny jak Android. Tylko kto kogo by wtedy gonił. Google Glass przez cały czas są wielką zagadką, a Facebook ma konkretne plany przynajmniej na 5 lat. Więc walka idzie tutaj o ogromne stawki.

Wiem, że wszyscy zachwycają się rzeczywistością rozszerzoną. Wiem, że jest to bardzo chodliwy temat. Ja jednak mam wrażenie, że może z tym być dokładnie tak samo jak z telewizorami 3d. Te produkty trafiły do sklepów. Pewnym firmom bardzo zależało, aby ten produkt się sprzedał. Próbowano stworzyć wokół tego ekosystem, w którym najnowsze filmy są przygotowywane w bajeranckim 3d. A jak wyszło w praktyce? To ma sens tylko w przypadku kin. Tam widzowie są gotowi przez półtorej godziny nosić okulary. Do domu się to po prostu nie sprawdza. Może jestem złym prorokiem i nie mam racji. Może wszystkie podejścia do gogli, okularów czy innych glassów się sprawdzą i ludzie to kupią. W chwili obecnej wycofanie Google Glass i brak sukcesu HoloLens świadczy dla mnie o tym, że jeszcze długa droga przed tymi technologiami do komercyjnego sukcesu.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj nieco bardziej naukowy tekst :).

We współczesnej praktyce biznesowej spotykane są dwa zasadnicze podejścia do strategii konkurencji. Chan Kim i Mauborgne nazwali je w egzotyczny sposób jako czerwony i błękitny ocean. W przypadku firm internetowych oba podejścia mają swe konkretne zastosowania. Z jednej strony są firmy, które kopiują czyjeś rozwiązania, a z drugiej strony są firmy, które wytwarzają innowacje, która po pewnym czasie są w stanie zmienić rzeczywistość społeczno-gospodarczą.

Strategia błękitnego oceanu stała się modna wraz z rozwojem technologii informatycznych. Oczywiście podejście to można było dostrzec już wcześniej, ale to usystematyzowanie i ułożenie w jasne ramy sprawiło, że koncepcja trafiła do mas. Książka Chan Kim i Mauborgne została sprzedana w 3,5 milionach egzemplarzy, co jak na książkę o takiej tematyce jest niezwykle dobrym wynikiem. Z pewnością wielką przewagę tej koncepcji buduje jej prosta. Każdy potrafi zrozumieć, że błękitny ocean to taki, w którym firma nie przejmuje się konkurencją i tworzy coś zupełnie nowego. Jeśli to coś będzie wyjątkowo dobre, to również i konkurencja się znajdzie. To tylko kwestia czasu. Jak pokazują przykłady z polskiej rzeczywistości: nie trzeba być pierwszym, aby zrobić najlepszy produkt w danej kategorii. Doskonałym przykładem jest Brand 24 S.A. Michał Sadowski, prezes tej firmy często w wywiadach powtarza, że nie byli nawet dziesiątą firmą, która zajmowała się monitorowanie internetu dla biznesu. Jednak wykonanie sprawiło, że to właśnie oni zostali i dzisiaj podbijają kolejne zagraniczne rynki. Czy wobec tego błękitny ocean się tu nie sprawdził? Zależy jak na to spojrzeć, ponieważ sama koncepcja i jakiekolwiek wykonanie to za mało aby stwierdzić, że projekt odniesie sukces. Jak przyznają właściciele wielu firm internetowych, to egzekucja jest najważniejsza. I w tym kontekście dopiero gdy zbuduje się gotowy produkt działający z konkretnymi klientami można mówić o wpłynięciu na błękitny ocean. Oczywiście autor tego eseju nie śmie twierdzić, że pomysł nie jest ważny w tworzeniu firmy. Jednak to dopiero połączenie pomysłu i wykonania potrafi dać oczekiwane rezultaty.

Wobec przedstawionych faktów warto podkreślić, że o błękitnym oceanie można mówić dopiero gdy produkt zostanie dobrze przygotowany i jest gotowy do skalowania. Były redaktor naczelny polskiego wydania magazynu Forbes, Kazimierz Krupa, zauważył w jednym ze swoich artykułów, że wielkim innowatorem był twórca kebaba w bułce. Jego zdaniem większym niż Steve Jobs. Ciężko stwierdzić jak duży jest biznes twórcy kebaba dzisiaj, ale faktem jest, że skopiowano go na całym świecie. Gdyby miał chociaż 1% z przychodów wszystkich tych lokali gastronomicznych, to mógłby być on równie bogaty jak Bill Gates. Pytanie tylko czy gdyby dokonał ochrony patentowej tego typu potrawy czy lokalu, to byłaby ona nadal tak popularna. Koncepcja została dopracowana przez tysiące restauratorów i dzisiaj gdyby ktoś chciał wejść w tę część biznesu gastronomicznego, to byłby to ewidentnie czerwony ocean.

Firmy internetowe to dzisiaj jedna z najbardziej docenianych części gospodarki. Pragną w nie inwestować zarówno inwestorzy prywatni, jak i instytucjonalni. Również rządy poszczególnych krajów patrzą pozytywnie na tego typu przedsiębiorstwa. Wielką wartością, którą można przedstawić inwestorowi jest innowacyjność przedsięwzięcia. Tutaj mile widziane są wszelkie elementy związane z ochroną prawną. I to właśnie patenty wpływają pozytywnie na możliwość wejścia, wykorzystując strategię błękitnego oceanu. Patent jednak nie jest gwarantem sukcesu. Tak, jak już tu napisano: oprócz samego pomysłu/koncepcji bardzo ważne jest wykonanie. Bez niego nie ma szans na całościowy sukces.

W miarę rozwoju internetu, oraz dojrzewania światowego społeczeństwa ery cyfrowej, widać fazy, które mają wpływ na kształtowanie się kolejnych wielkich przedsiębiorstw wirtualnych. W czasach niezwykle odległych Google było jedną z kilku wyszukiwarek internetowych, które przeszukiwały globalną sieć w celu znalezienia jak najdokładniejszych wyników. To właśnie była jedna z faz, o których mowa. Ludzie dojrzeli do koncepcji wyszukiwania informacji. Kolejnym epokowym wynalazkiem było pojawienie się iTunes przy wsparciu iPoda. Społeczeństwo dojrzało do kupowania muzyki w internecie, zamiast kopiowania jej w nielegalny sposób. Oczywiście aktualnie ta faza jest rewidowana przez takie przedsiębiorstwa jak Spotify czy Tindal, które zajmują się streamingiem muzyki. Zamiast kupować muzykę można kupić abonament i mieć dostęp do ogromnej biblioteki. Jednym z kolejnych milowych kroków był momenet, w którym ludzie dojrzeli do komunikowania się przez internet. Pokłosiem tego jest powstanie Twittera, Facebooka, czy wszelkich komunikatorów. To wiązało się z jeszcze jednym dość istotnym elementem: ograniczeniem anonimowości w sieci.

W miarę tego jak powstają kolejne kroki milowe internetu, tak rodzą się razem z nimi firmy, które trafiają w definicję błękitnego oceanu. A zaraz za nimi pojawiają się imitatorzy, którzy tworzą kolejne czerwone oceany. W świecie nowych technologii pojawia się coraz więcej innowacji. Trend ten będzie się z pewnością utrzymywał. Patenty obok kapitału ludzkiego stają się największą wartością firmy. Są one dużo bardziej trwałe ze względu na powszechną migrację pracowniczą. Wraz ze wzrostem ilości patentów można dostrzec stopniowe przejmowanie mniejszych firm przez gigantów branży. Jest to swego rodzaju transfuzja innowacji, która ma ogromny wpływ na nabieranie nowego wiatru w żagle przez wielkie przedsiębiorstwa. Każdego tygodnia poczytne czasopisma rozpisują się na temat takich przejęć. Ktoś odkrył błękitny ocean i został przejęty przez giganta. Czy to oznacza, że małe firmy nie mogą samodzielnie funkcjonować? Każda wielka firma była kiedyś mała. Ta transfuzja innowacji odbywa się dlatego, że giganci są świadomi, iż w każdej chwili może się pojawić firma, która zagrozi ich pozycji. Lepiej przejąć taką firmę, niż próbować robić konkurencję dla jej błękitnego oceanu.

Firmy internetowe to idealne środowisko dla strategii błękitnego oceanu. Jest niezliczona ilość miejsc, w których można odnaleźć niezagospodarowaną niszę. Autor eseju życzy sobie, aby w internecie pojawiało się jak najwięcej błękitnych oceanów, bo to w ostatecznym rozrachunku jest bardzo dobre dla klienta końcowego, czyli internauty.

 
Transfuzja w biznesie 2017-01-26 19:40
 Oceń wpis
   

Każdy z nas wie na czym polega transfuzja krwi i jak wielu osobom uratowała ona życie. Krew jest dla nas jednym z najcenniejszych darów, jakie jeden człowiek może podarować drugiemu. Czym więc jest transfuzja w biznesie?

Jeden z moich ulubionych filmów, to Don Juan De Marco z genialnym duetem Depp i Brando. To była jedna z ostatnich ról słynnego Ojca Chrzestnego, a dla Deppa była to jedna z pierwszych ważnych ról. Mimo, że film nie zdobył takiej sławy na jaką zasługiwał, to jednak był on genialny i ponadczasowy. Wszystko dzieje się w szpitalu psychiatrycznym, w którym pacjentem jest Don Juan De Marco (w tej roli Depp). Ma on bardzo konstruktywny sposób widzenia rzeczywistości, ponieważ potrafi na wszystko spojrzeć w jasnych barwach i nieco tę rzeczywistość podkolorować. Więc gdy trafia do psychiatryka po próbie samobójczej, gdzie jego doktorem staje się Brando, to przedstawia mu on fascynującą historię swojego życia pełną jasnych barw i miłości. Nie chciałbym zdradzać za wiele, ponieważ czasem można obejrzeć ten film w telewizji. Jednak to jak Don Juan wpływa na doktora granego przez Brando, to swego rodzaju mentalna transfuzja. Obezwładnia on go konstruktywnym sposobem widzenia rzeczywistości, a sama postać grana przez Brando odżywa i jego życie staje się szczęśliwsze. W pewnym momencie nawet Don Juan mówi do doktora: potrzebujesz mnie do transfuzji. I w ten romantyczny sposób chciałbym przejść do transfuzji w biznesie :).

Transfuzja w biznesie jest tym, co może dać przejęcie jednej firmy przez drugą. Każda wielka firma była kiedyś mała. Nie ma czegoś takiego, że coś trwa wiecznie i jest dane na zawsze. Dlatego właśnie wielkie firmy boją się tych małych garażowych firemek, które za 10 lat mogą być jeszcze większe od dzisiejszych liderów. Ostatnio widziałem obrazek, który pokazywał jak Yahoo! miało kilka szans na kupienie Google. Nie byli zainteresowani. Dzisiaj Google jest warte sto razy więcej niż Yahoo, a przypominam że chodzi tu o setki miliardów dolarów! Takie firmy, jak Facebook, Google, czy Microsoft potrafią doskonale wykorzystać swoją pozycję i możliwości finansowe. Facebook kupił Whatsappa i Instagrama. Microsoft kupił Linkedin. Tych przykładów są dziesiątki!

Czasem są to miliardowe transakcje, a czasem przejmuje się coś, co nie ma jeszcze wielkiej wartości rynkowej, ale ma ogromny potencjał w oczach kupującego. Technologia i lista klientów to dwa najważniejsze powody dlaczego wielkie firmy przejmują mniejsze. Nie mówię tutaj o fuzjach gigantów, które służą przede wszystkim temu, aby stać się rynkowym liderem. Mi chodzi jednak bardziej o sytuacje, w których duże firmy mają tylko jeden wybór: ucieczka do przodu. Dzisiejszy świat pędzi. Czy się nam podoba czy nie: to, co działało wczoraj nie musi działać dziś, a tym bardziej jutro. Eksperci widzą potencjał w różnych trendach i technologiach, ale czy ktoś jest na tyle odważny, aby prognozować jak będzie wyglądać świat za 20 lat? No może Elon Musk :).

Jak świat światem tak nie pozbędziemy się zjawiska transfuzji w biznesie. Jednak czy jest ono takie złe? Często właściciele firm, które zostają przejęte dostają nie tylko gotówkę, ale również udziały firmy kupującej i nadal pracują oni w tych projektach. Dzisiaj aby walczyć w tej cywilizowanej wojnie zwanej biznesem trzeba umieć zawiązywać sojusze strategiczne. Robią to nawet najwięksi dla przykładu Facebook i Microsoft, czy konsorcjum wokół Androida. Myślę, że to może się okazać dobre, ponieważ obie firmy na tym mogą zyskać. Oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że tak będzie, ale dla przykładu wartość Instagrama po przejęciu przez Facebooka wzrosłą kilkudziesięciokrotnie. A również chodzi tutaj o miliardy dolarów :). Wiem, że w idealnym świecie mogłoby być tak, ze jak wielka firma chce zawalczyć o jakiś obszar, to rozpoczyna swój projekt z tym związany. Często tak jest, ale wiele razy dużo lepiej jest kupić konkurencję.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 W tym kontekście to właśnie rok, który minął jest zmarłym królem, a ten, który się zaczyna jest nowym królem. 2016 minął dość dynamicznie. A jakie są perspektywy na nowy rok? O tym w tym felietonie.

Myślę, że rok 2016 i 2017 to lata, w których królowało i będzie królować Google. Ten gigant totalnie zapanował telefonami komórkowymi swoim systemem operacyjnym. Android jest zainstalowany na większości dzisiejszych smartfonów. Nic dziwnego, że śp. Steve Jobs chciał podobno wykorzystać wszystkie rezerwy Apple, aby zniszczyć zielonego robota. Czy dzisiaj przewraca się w grobie? Fakt Apple jest nadal największą firmą technologiczną świata, ale to Android jest systemem operacyjnym numer jeden. Przegonił on nawet Windowsa.

Wraz z rozwojem sytuacji na rynkach systemów operacyjnych widać, jak postępuje cyfrowa rewolucja. I choć wiem, że wiele osób wierzy w wirtualne gogle, które albo pozwalają nam się przechadzać po obiektach 3d, albo rozszerzają obraz rzeczywisty. Wiem, że wiele osób w to wierzy i upatruje w tym przyszłość. Ja jednak mam wrażenie, że rola jaką zajął smartfon w naszym życiu jest tak istotna, że coś takiego go nie zastąpi. Nie wiadomo tak naprawdę co dalej z Google Glass, które zrobiło sporo zamieszania w światku technologicznym, a mimo to poszło do dalszej fazy testów. Nie okłamujmy się: jeszcze przez wiele lat takie rzeczy będą fajnymi gadżetami, ale smartfony są bardzo ważne w naszym życiu i to one będą zdobywać coraz silniejszą pozycję.

Mobilna rewolucja wkracza na kolejne etapy. To, co godne zauważenia, to że telefony są coraz większe! Pamiętam ten moment w moim nastoletnim życiu, gdzie wszyscy chcieli mieć jak najmniejsze telefony. Miniaturyzacja szła w najlepsze, gdy w naszych kieszeniach pojawiły się smartfony. Nic dziwnego, że urządzenia takie jak iPhone 6 Plus stają się coraz popularniejsze. Taki phablet potrafi mieć naprawdę szerokie spektrum zastosowań. Nadchodzi chyba jednak granica gdzie smartfony mogą się rozrastać. I to granicą wydaje się być phablet. To jeszcze smartfon, ale już nie tablet.

Rok 2017 będzie rokiem wielkiego przeboju wokół branży mobilnej. A Android będzie umacniał swoją pozycję. Jeśli szukasz dobrego miejsca na długoterminowe inwestowanie swoich pieniędzy, to powinieneś pomyśleć o lokowaniu pieniędzy w Alphabet (dawniej Google), bo ta firma ma tak dobrze pomyślaną strategię, że jej wartość z pewnością wzrośnie. Wielką niewiadomą jest Microsoft. To jak na branżę technologiczną dość wiekowa firma, ale cały czas potrafi zaskoczyć. I choć Windows na smartfony jest na słabej trzeciej pozycji, to jednak walka nie została jeszcze zakończona. Idea jednego Windowsa 10 na wszystkie urządzenia, to naprawdę duża rewolucja. Chodzą też słuchy, że Windows 10 przemianuje się na Windows 365 i będzie sprzedawany w systemie abonamentowym. To również byłaby rewolucja w tym modelu dystrybucji.

Godne zainteresowania są polskie firmy takie, jak CD Projekt, czy Livechat. To są firmy, które doskonale radzą sobie na świecie i mogą liczyć na duże zaufanie inwestorów. Nie wiadomo jak CD Projekt zaprezentuje się ze swoją nową grą, ale jaskółki śpiewają, że to będzie hit. Branża gier komputerowych jest oczywiście nieprzewidywalna, ale CD Projekt przyzwyczaił graczy do produktów najwyższej jakości. W polskich firmach nadzieja! Czekamy na jeszcze większe globalne sukcesy!

Oczywiście synoptycy ekonomiczny cały czas przewidują, że będzie wielki krach i wszystko walnie. Tylko czemu nikt z taką precyzją nie przewidział krachu z 2007 roku? Napompowany kredyty wysokiego ryzyka to była oczywista rzecz powodująca krach. Mam jednak wrażenie, że jest sporo prawdy w powiedzeniu, że: ekonomista to taki ktoś, kto jutro powie Ci dlaczego jego wczorajsze prognozy na dzisiaj się nie sprawdziły. Problemem dzisiejszych gospodarek kapitalistycznych jest to, że są oparte na długu. A jak to pisał hejtowany ostatnio Kiyosaki: Kapitalizm to gra, która polega na tym, kto czyim jest dłużnikiem. Więc w ramach nowego, 2017 roku życzyłbym sobie, żeby państwa i ludzie mniej się zadłużali :). Choć wiem, że pokusa na cudowny kredyt na cudowną rzecz jest taka kusząca :).

Rok 2017 raczej nie będzie jakiś mega rewolucyjny. Doszliśmy do etapu, w którym mamy bardziej do czynienia z ewolucją niż z rewolucją. Czy to dobrze czy źle? Gdy był prezentowany pierwszy iPhone nikt nie miał świadomości jak wielki będzie to wynalazek. Czy dzisiaj gdy są prezentowane google rozszerzające rzeczywistość sytuacja się powtórzy? Myślę, że nie. Rok 2017 zaskoczy nas pewnie jakimiś ciekawymi przejęciami na szczycie. Z pewnością Facebook bardzo chętnie kupi coś jeszcze, co stanie się dzięki niemu jeszcze większym hitem. Ale czy jest na dzień dzisiejszy usługa lup produkt, które w 2017 staną się dla nas tak niezbędne, jak Google czy Facebook? Ciężko powiedzieć, bo tego pewnie nie są świadomi sami twórcy tych rozwiązań. Pewne jest tylko jedno: wszystko jest możliwe! I tym miłym akcentem zakończę.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

SEO jest uważane za jeden z najważniejszych elementów marketingu w internecie. Przez wiele lat było to kombinowanie, aby to wyszukiwarka widziała dobrze stronę. Dzisiaj jesteśmy u progu nowej ery. Ery tak odkrywczej, że aż strach: Google kocha świeże treści!

SEO jest dzielone na jasna i ciemną ścieżkę. Zupełnie jak z mocą w Gwiezdnych Wojnach! Stąd moja fascynacja Content Marketingiem, który wychodzi dalece poza SEO. Czy w takim razie tytuł tego felietonu się sprawdza? Oczywiście! Zabawne jest tylko, że to wszystko zaczęło się dziać dzięki działaniom Google. Wiem, że wiele osób bardzo konkretnie traktowało ten temat już wiele lat temu. Algorytmy wyszukiwawcze zaczęły jednak sprawdzać jakość treści publikowanych na stronach. Jak to robią? Z pewnością tego nigdy do końca się nie dowiemy. Jednak aktualnie Content Marketing jest na propsie :).

Content Marketing to nie tylko tworzenie wysokiej jakości, świeżej treści, która będzie dobrze widziana przez wyszukiwarki. To jest oczywiście bardzo miłe i użyteczne, ale tu chodzi o coś więcej. Podstawą działań marketingowych jest komunikacja. Więc patrząc na to głębiej wróciliśmy do korzeni. Kiedyś współpracowałem jako copywriter. Napisałem nawet książkę na ten temat. Było to jednak w zakresie tworzenia ofert sprzedażowych. Dzisiaj copywriting ma nowy wymiar. Często można spotkać się z zawodem SEO Copywritera, który tworzy unikalne wysokiej jakości treści, które sprawią, że strona będzie wysoko w wyszukiwarkach. Może to prowadzić do wypaczeń, w których treści są tworzone tylko po to.

Komunikacja marketingowa, to jednak coś znacznie głębszego. Nie liczy się tylko pozycja. Liczą się bardziej wartości niematerialne, które buduje się wokół marki. Ogólnie pojęcie marki robi się coraz bardziej sprecyzowane. Ale czym właściwie jest marka? I jaki związek ma z nią Content Marketing? Marka to już nie tylko znak graficzny i nazwa. To wszystkie te emocje, które są w ludziach, gdy myślą o tej marce. To inny poziom pozycjonowania, czyli pozycjonowanie w umysłach klientów. A Content Marketing pozwala w budowaniu tych emocji. Tego nie rozumie wiele osób zajmujących się pozycjonowaniem. Content jest czymś znacznie bardziej ważnym niż tylko tworzenie unikalnych treści, które zbudują silną pozycję w wyszukiwarce.

Dobrze stworzony brand, to podstawa dzisiejszej firmy. Nie chodzi już tylko o wyniki sprzedażowe. Dzisiaj firma to coś znacznie więcej. I w ten trend wpisuje się wszystko zaczynając od społecznej odpowiedzialności biznesu. Tutaj doskonale sprawdza się Content Marketing, bo z klientem trzeba się komunikować. Myślę, że w skład Content Marketingu możemy spokojnie włożyć to, co dzieje się po stronie social mediów. Podstawowa kwestia jest taka, że już dawno marki nie prowadzą komunikacji jednostronnej. Dzisiaj mamy do czynienia z dialogiem. I Facebook czy Twitter coraz bardziej idą w tę stronę.

Widać jak trend Content Marketingu się rozbudowuje. Ale wiesz co jest najważniejsze? Na końcu zyskujemy na tym my klienci. I w ostatecznym rozrachunku tylko to się liczy Przerażać może jedynie ilość treści, których przybywa w internecie. Ciężko mi sobie w ogóle wyobrazić ile by zajęło przeczytanie tego, co w 2016 roku pojawiło się w internecie. To są tak ogromne ilości danych, że dzisiaj mało kto jest w stanie to sobie wyobrazić. Ciężko mówić, że jest to następstwo Content Marketingu, bo on jest jedynie jedną ze składowych. Myślę, że znacznie większy wpływ mają na to media, oraz pisanie postów na portalach takich, jak FB czy Twiiter.

Twórz content wysokie jakości, bo to się opłaci!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi