napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Na tym blogu pojawiło się kilka części felietonów z tematem >>Internet się dopiero zaczyna<<. Grzechem byłoby nie wspomnieć, że razem z internetem zaczyna się wielkie inwestowanie w start-upy. O tym będzie ten felieton.

Rynkowi temu przyglądam się od paru ładnych lat. Sam pracuję nad swoim projektem (o którym z pewnością niedługo poinformuję) związanym z internetem. Początki były trudne, bo nikt nie wiedział, o co w tym internecie właściwie chodzić i kupowano kota w worku. Z drugiej strony po krótkim czasie narosła bańka spekulacyjna dotcomów. Pamiętam, jak wystarczyło na polskiej giełdzie zmienić profil działalności i kurs akcji szybował w górę! Inwestorzy myśleli, że reklama w internecie to najważniejsze źródło dochodu, które gwarantuje niewyobrażalne efekty. Jak jednak się okazało: mniej niż 1% internautów kilka w banery reklamowe! Wtedy ktoś mądry wymyślił funkcję brandingową banerów, aby poinformować reklamodawców, że internauci patrzą na banery i buduje się świadomość marki. Jednak ja nie o tym :)

Nastają czasy, w których coraz więcej funduszy i osób prywatnych inwestuje w start-upy. Można odnieść wrażenie, że na rynku jest ogrom pieniędzy. I w pewnym sensie tak jest. Jeśli masz ciekawy projekt i dobry zespół, to z pewnością znajdziesz inwestora, który będzie zainteresowany wyłożeniem na Was konkretnych pieniędzy. Zauważyłem pewien trend, w którym wszyscy są zainteresowani inwestowaniem w start-upy od rządów zaczynając na gwiazdach Hollywood kończąc. Czy to jest dobre? To z pewnością nieco psuje podejście właścicieli projektów, które szukają dofinansowania. Nagle okazuje się, że mogą być oni wybredni :). Z drugiej jednak strony cały ten klimat, w którym są setki możliwości zdobycia kapitału pozwala nam budować Nowy Cyfrowy Świat (nie mylić z Nowym Wspaniałym Światem Huxleya).

Jeśli jesteś właścicielem projektu i razem z przyjaciółmi szukasz dofinansowania, to z pewnością w końcu je dostaniesz. Warto jednak pamiętać, że dla inwestora najważniejszy jest zespół, na który wyłoży swoje pieniądze. Wiadomo, że lepiej zainwestować w świetny zespół, który ma słabszy pomysł na projekt, niż w super projekt, który jest zarządzany przez słaby zespół. Pomysł na projekt i tak ulegnie przekształceniu pod wpływem rad inwestora lub weryfikacji rynkowej. Natomiast jeśli projekt jest zarządzany przez niedoświadczony zespół, to może nic nie dać. Oczywiście nie ma jakiejś złotej reguły, co trzeba zrobić i jakie warunki spełniać, aby odnieść rynkowy sukces. Są jednak pewne zależności, które sprawiają, że szansa na sukces rośnie.

Czy duża ilość pieniędzy dostępnych na rynku jest dobra? Warto spojrzeć na to, co idzie razem z tymi pieniędzmi. Może się okazać, że dobry inwestor może nam dać znacznie więcej niż pieniądze. W końcu pojawiają się akceleratory przedsiębiorczości, których celem jest nauczenia ludzi podejścia do start-upów, a nie inwestowanie wielkich pieniędzy. Idealna sytuacją byłoby najpierw wejście w akcelerator, a potem myślenie o kolejnych rundach dofinansowania.

Polski rynek staje się bardzo atrakcyjny i pojawia się coraz więcej ciekawych projektów. Nie mam nic przeciwko inwestowaniu w nie, ale wyznaję zasadę, że im później starasz się o inwestora tym lepszą wycenę dostaniesz i tym lepiej dla Ciebie. Słabo jest, jak projekt jest tak pomyślany, że bez pieniędzy inwestora nie jest w stanie nic zrobić. Pierwsze momenty projektu powinny być finansowane z własnych pieniędzy lub tych pożyczonych od przyjaciół i rodziny. Naprawdę to nie jest dobra opcja, aby iść od razu do inwestora jeśli ma on dać tylko pieniądze. Zdarzają się oczywiście inwestorzy, którzy dają znacznie więcej, jak wiedzę o branży, czy sieć przydatnych nam kontaktów. Wtedy ma to jakiś sens, ale najlepiej walczyć samemu tak długo jak się da!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Faktem stało się, że kilka dość znanych funduszy, które inwestowały między innymi w słynne airbnb, zainwestowało w polski start-up. Kwota jest niebagatelna, jak na nasze warunki, bo wynosi 30 milionów złotych! No to się dzieje.

Brainly, bo o nim mowa działa od 2009 roku. Na początku nazywało się swojsko Zadane.pl. Szybko jednak trzeba było zmienić nazwę, ponieważ twórcy poczuli światowe aspiracje. I tak dzisiaj firma działa w kilkunastu krajach. Łącznie ze Stanami Zjednoczonymi. Myślę, że jest to dla nas Polaków wielka duma narodowa.

Na koniec września oszacowano 30 milionów użytkowników. To jednak dopiero początek planów przedsiębiorczych Polaków. W krótkim czasie, dzięki inwestycji chcą dojść do 100 milionów użytkowników. Natomiast w przeciągu kilku lat ma ich być nawet kilkaset milionów. A to wszystko ma umożliwić inwestycja znanych funduszy inwestycyjnych. Na dobry początek Brainly chce otworzyć biuro w Nowym Jorku i bardziej skupić się na dojrzałych rynkach.

Nie podano ile udziałów, za wspomniane 30 milionów złotych, obejmą fundusze. Jedno jest pewne w polski start-up uwierzyli naprawdę duzi gracze. Sami twórcy Brainly przyznają, że na razie bardziej niż na monetyzacji zależy im na zasięgu. Chcą stworzyć bardzo dobrą usługę. Lidera branży social learning! Twórcy uważają, że właśnie tak na początku robił Facebook, a do dzisiaj robi tak Twitter. Chociaż z drugiej strony nie jestem przekonany czy ta droga jest w stu procentach słuszna. Firma, która nie ma odpowiednich przychodów i bazuje przede wszystkim na pieniądzach od inwestora raczej długo nie pociągnie. Oczywiście nie uważam, żeby to czekało Brainly, ponieważ jego twórcy mają sporo pomysłów jak zmonetyzować swoją platformę. Z jednej strony są to oczywiście wszędobylskie reklamy. Z drugiej strony mogą pobierać opłatę, aby reklamy nie były wyświetlane. Inną drogą są płatne treści, oraz prowizje od korepetytorów. Także możliwości jest dużo. Choć pewnie będą one wdrażane stopniowo, wraz ze wzrostem zasięgu.

O Brainly słyszy się w mediach coraz częściej. To jeden z nielicznych polskich start-upów, który działa w tak wielu krajach. A trzeba przyznać, że z tym Polacy mają ogromny problem. Robią platformy, które osiągają sukces na polskim podwórku. Nie idą dalej. Trzeba jednak przyznać, że należałoby się czymś wyróżnić. Natomiast polskie serwisy często są kalką czegoś, co już świetnie funkcjonuje na świecie. Jednak tacy ludzie jak Paweł Fornalski z platformy sklepowej IAI Shop, czy Michał Sadowski z Brand24, czy oczywiście wspomniani twórcy Brainly, utwierdzają mnie w przekonaniu, że są firmy, które potrafią w internecie walczyć o najwyższe stawki. I oby było ich jak najwięcej!

Twórcy opisywanego start-upa z jednej strony przyznają, że praktycznie konkurencją jest dla nich tylko Wikipedia. Z drugiej strony mówią, że u nich występuje akcja i reakcja, czyli coś odmiennego, niż encyklopedyczne wpisy Wiki. Jednak mój podziw wzbudza takie zestawianie ze sobą projektów. Konkurować skutecznie z Wikipedią, to dopiero wyczyn!

Szczerze wierzę w to, że dzięki inwestycji Brainly osiągnie w kilka miesięcy pułap 100 milionów użytkowników. To jest naprawdę ambitny cel. Jednak tylko takie naprawdę kręcą. Trzeba postawić sobie wyzwanie i walczyć o to, w co się wierzy. Jak do tej pory twórcy Brainly pokazali, że swoje cele potrafią świetnie realizować. Stąd zainteresowanie dużych, światowych funduszy inwestycyjnych. Trzymam kciuki!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi