napoleoński umysł
Telewizja się zmienia… 2017-04-26 21:28
 Oceń wpis
   

Przyglądam się rynkowi telewizyjnemu od wielu lat. Do pewnego momentu wszystko wydawało się być oczywiste, a karty dawno rozdane. Istniała silna Telewizja Publiczna i dwa ważne koncerny medialne: Polsat i TVN. Z czasem zaczęło przybywać polskojęzycznych kanałów. Jak zauważył Maciej Orłoś w tej chwili na rynku jest ponad 300 kanałów polskojęzycznych. Największe koncerny tworzą kolejne kanały tematyczne, a Telewizja Publiczna cały czas jest dotowana z abonamentu. Czy jednak to wszystko się za chwilę nie zmieni? :)

Wszystkiemu winny jest internet i wzrost jego znaczenia. Tradycyjne media takie jak radio, prasa i telewizja nagle zaczynają być coraz bardziej skonsolidowane. Wszystkim się wydawało, że będzie się to odbywać bardzo powoli, ale widać jak internet zjada tradycyjne media! Wiem, że to może zdanie nieco na wyrost, ale nieuchronnie ku temu to dąży. Nagle internet ma odpowiedniki wszystkich tradycyjnych mediów, a walka o uwagę odbiorców tak naprawdę dopiero się zaczyna.

Skupmy się jednak na telewizji. Koncepcja efemeryczności, w której film jest emitowany o określonej godzinie - zaczyna znikać. W jej miejsce wchodzą aplikacje takie jak Player.pl, iPla czy HBO Go. Mamy wszystko dostępne o dowolnej godzinie, dowolnego dnia. Czy to jest dobre? Z pewnością wymaga to jeszcze większej walki o widza. Fakt to interesujące gdy nie muszę czekać żeby konkretnego dnia o konkretnej godzinie obejrzeć odcinek mojego ulubionego serialu. Z drugiej jednak strony miało to swoją zaletę w postaci motywacji: muszę obejrzeć to teraz, albo coś stracę. Myślę, że tutaj bardziej mogą się wypowiadać psycholodzy.

Druga kwestia jest tak, że wielkie telewizje musiały stworzyć swoje wirtualne aplikacje, co nie uchroniło ich przed nowymi konkurentami. Najlepszym przykładem jest Netflix. Pierwszym światowym hitem Netflixa był serial House of Cards. Tytuł z pewnością słyszeli wszyscy. Okazało się, że można nakręcić cały sezon serialu i wrzucić go w jednym momencie do internetu. Użytkownicy bardzo ochoczo przyjęli taką propozycję dostarczania contentu. Co ważne: Netflix nie utrzymuje się z reklam firma ta pobiera abonament, w którym użytkownicy płacą za miesięczny dostęp do filmów i seriali.

Kolejną kwestią, dość istotną, jest piractwo. Jak grzyby po deszczu powstają serwisy, w których można w nielegalny sposób obejrzeć filmy i seriale. Doszło nawet do takiego paradoksu, w którym piraci żądają zapłacenia sobie za usługi premium. A usługi premium to oczywiście dostęp do nielegalnych filmów, do których nie może wejść zwykły użytkownik. Dość głośną sprawą jest cały czas reklamowanie się przez poważne firmy na tego typu portalach. Budzi to oburzenie branży filmowej i telewizyjnej. Z pewnością jednak wpływa to na oblicze telewizji w XXI wieku.

Telewizja musi podlegać ciągłej zmianie. Formaty są kopiowane lub kupowane są licencje. Koszt reklamy telewizyjnej ciągle rośnie, a ilość płatnych kanałów się powiększa. Telewizja Publiczna jest cały czas wspierana abonamentem, co pozwala jej na przykład nie przerywać filmów reklamami. U progu XXI wieku to nie będzie trwać wiecznie. Telewizja będzie coraz bardziej zależna od internetu. Wiem, że dla niektórych gigantów branży jest to trudne do przełknięcia, ale internet nie wpływa tylko na media. Internet wpływa na wszystko.

Zostaje więc jeszcze jedna kwestia: wideo w internecie. Telewizja musi konkurować o uwagę młodszych widzów z Youtuberami! Czy wielkim mediom się to podoba, czy nie nagle muszą one konkurować z domorosłymi produkcjami, które stopniowo się profesjonalizują. Ale gdy część branży sprofesjonalizuje, to pojawią się nowe młode wilki głodne sukcesu. Powstają specjalne agencje, które zrzeszają Youtuberów. W świetle tego Telewizja ma coraz trudniejsze życie. No ale cóż zrobić taki już jest ten początek XXI wieku :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Największe fortuny naszych czasów powstaną dzięki internetowi. Wiem, że jeden z wiceprezesów Google mówił w polskim programie Sonda 2, że w ciągu 50 lat powstanie coś lepszego niż internet, ale jakoś trudno mi to sobie wyobrazić. Cokolwiek powstanie to raczej będzie pochodna tego, co już mamy. Napisałem kilka felietonów o wiele znaczącym tytule >>Internet się dopiero zaczyna<<. I zdanie to podtrzymuję.

Kolejne pokolenia internetowych przedsiębiorców będą tworzyć coraz ciekawsze pomysły. A te pomysły w przeciągu mniej niż dekady będą zdobywać miliony klientów. To nie jest science-fiction, to się dzieje już dziś! A w miarę rozwoju sytuacji będzie się to dziać coraz szybciej. Wiem, że w tytule tego felietonu napisałem o młodych milionerach, ale internet nie stawia przed nikim jakiś pokaźnych barier. Dzisiaj wielki biznes może zrobić zarówno 20latek, jak i 50latek. Różnica polega jedynie na tym, ze ten drugi ma więcej do stracenia, bo pewnie ma już rodzinę i kredyt hipoteczny.

Ostatnio pisałem artykuł o młodych polskich multimilionerach przed 40stką. Jest to z pewnością ciekawe zjawisko, bo wielu z nich wywodzi się właśnie z internetowych działań. Czy ta sytuacja zmieni się jeszcze bardziej w czasie kolejnej dekady? Myślę, ze tak! Dzisiaj tworzenie biznesu stacjonarnego to działanie na wiele lat. Idzie stworzyć coś wielkiego, ale potrzeba czasu. Dobrym przykładem jest miliarder Dariusz Miłek, który stworzył sieć sklepów CCC. Zaczynał od przysłowiowych bazarów, a dziś podbija zagranicę ze swoim konceptem. Choć i u niego widać zwrot w stronę internetu, ponieważ jakiś czas temu kupił sklep internetowy eObuwie.pl. Myślę, że wykorzystanie kanału internetowego w jego przypadku ma spory potencjał. Wśród polskich miliarderów jest on najmłodszy, ale dochodził do swojego wielkiego biznesu przez lata. Czy można szybciej?

Sztandarowym przykładem wielkiego sukcesu w internecie jest Snapchat. Jego twórcy mają po dwadzieściakilka lat i są już miliarderami. Gdy jednak byłem na pewnej konferencji dotyczącej startupów, to usłyszałem, że taki strzał jest mniej prawdopodobny niż wygrana na loterii Ja się z tym nie zgodzę. Mamy tu znacznie więcej możliwości niż tylko skreślić sześć liczb. Mimo elementu losowości jest tutaj wiele czynników, które mają wpływ. Liczy się znacznie więcej decyzji, które podjęli twórcy. W przypadku polskiego internetu takim strzałem była Nasza Klasa. Jak na razie nie widać aby komuś udało się osiągnąć jej sukces w takim samym czasie. Co oczywiście nie oznacza, że się nie da. Warto jednak zauważyć w obu tych przypadkach pewną zależność: o portalach zrobiło się głośno w momencie, gdy ktoś w nie zainwestował.

Branża internetowa wiąże się z również z różnymi rytuałami, jak chociażby staranie się o inwestora i rundy finansowania. I tutaj pojawia się element dość istotny. W momencie, kiedy inwestor inwestuje w spółkę można mówić o jej wycenie. Wcześniej są to gruszki na wierzbie. Wiem, że fajnie jest ekscytować się sytuacjami, gdy w kogoś zainwestowano na etapie pomysłu miliony. Trzeba jednak pamiętać, że ten ktoś dokonał czegoś wcześniej i na tej podstawie w niego zainwestowano. W moim odczuciu: im później się starasz o inwestora tym lepiej. Jeden z vlogerów świetnie ostatnio to powiedział: gdy masz już skalowalny biznes, to włożenie pieniędzy sprawi, że zwiększy się jego skala.

Pierwsza myśl z tego felietonu: >>największe fortuny naszych czasów narodzą się w internecie<<, mówi bardzo wyraźnie jakie jest moje podejście do sprawy. Skoro nawet polscy miliarderzy inwestują w przedsięwzięcia internetowe, to musi być w tym ogromny potencjał. A jak wiemy oni wychowali się na tradycyjnym biznesie. A Ty drogi czytelniku możesz być częścią internetu.

Powodzenia!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W dniu dzisiejszym moja uwagę w internetach skupiła informacja o tym, że w 2020 roku branża zamawiania jedzenia online w samej Polsce będzie warta miliard złotych rocznie! Suma niebagatelna, a trzeba przyznać, że wszystko się dopiero zaczyna. Z resztą cały szał na internet dopiero się zaczyna. I będzie to się rozwijać w ciągu najbliższych kilku lat do poziomu o jakim się nie śniło tym, którzy zaczynali wchodzi w tę gałąź rynku w latach 90tych XX wieku.

Wszystko się dopiero zaczyna! Wydaje Ci się drogi Czytelniku, że w internecie jest już wszystko? Niewiele można tu wymyślić? Błąd! To tylko minimalnie ucywilizowany dziki zachód. Fakt, że te 15 lat temu trzeba było inwestować w wielkie serwery i ogromne ilości transferu, a dzisiaj sprawę załatwia chmura obliczeniowa znajdująca się na przykład w Stanach Zjednoczonych niewiele zmienia. Fakt, że mieliśmy do czynienia z wielką bańką dotcomów z roku 2000, kiedy to inwestorzy przekonali się, że coś takiego jak nowa ekonomia nie istnieje. To, że tuzy z Wall Street musiały przekonać się, że pieniądze nie rosną na drzewach nie świadczy o złej naturze internetowych biznesów. Jakby przyjrzeć się ekonomii i cyklom koniunkturalnym, to średnio co kilkanaście lat jest nadmuchana jakaś bańka spekulacyjna wokół czegoś oczywistego. Wielki Kryzys roku 2008 to po prostu mówiąc delikatnie: przejaw zbyt dużego optymizmu banków.

Wracając jednak do internetu: najprawdopodobniej w ciągu najbliższych lat będziemy mieć do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną. Tym razem nawiązując do web 2.0 można ją nazwać bańką 2.0. Czy coś się jednak zmieniło od poprzedniej bańki? Oczywiście! Biznesy internetowe są zdecydowanie bardziej przemyślane, a złotą regułą zaczął być dopracowany model biznesowy. Wiem, że fajnie byłoby mieć od samego początku wielkie pieniądze z reklam. To jednak działa dopiero od pewnego (dość wysokiego!) pułapu. Na reklamach idzie zarobić, ale jest to ciężka droga. Dlatego wiele biznesów internetowych dzisiaj skupia się na tym, aby pobierać opłaty za dodatkowe funkcjonalności, albo stosując abonamenty dla coraz fajniejszych aplikacji.

Idąc tym tropem widać, że abonamenty sprawdzają się w najlepszym przypadku na rynku B2B. Zwykli użytkownicy często są przyzwyczajeni do tego, że internet powinien być darmowy. Swoją drogą jest w tym pewna logika: skoro płacę za abonament za internet (często nie są to niemałe pieniądze), to dlaczego dostawca nie dzieli się pieniędzmi z stronami, które odwiedzam? Skoro działa to w przypadku telewizji kablowej, to dlaczego nie działa tutaj? Oczywiście można mówić o zbyt dużym rozproszeniu dostawców stron internetowych, ale skoro samo Google bierze pod uwagę taką opcje i planuje w przyszłości dzielić się wpływami z twórcami stron, to jednak coś jest na rzeczy!

Model SaaS (Software as a Service), w którym standardem są abonamenty zdecydowanie jest przyszłością internetu. Skoro Microsoft robi Office 365 w takim modelu to znaczy, że widzi w nim potencjał. Pisałem już o serwerach, a właściwie chmurze obliczeniowej, która bardzo staniała. Czy są jakieś inne bariery wejścia? Wiedzę marketingową można nabyć. W zespole cholernie ważną osobą jest sprzedawca. Nieważne czy na blogu pisałem o Arturze Kurasińskim, czy o Tadzie Witkowiczu, to jednak kluczowym elementem każdego biznesu jest sprzedaż! Tego się nie przeskoczy. Można mieć nieskończony produkt, ale nie można nie mieć urodzonego sprzedawcy.

Kwestie techniczne nie są aż tak bardzo skomplikowane. Jeśli się uprzeć, to można się samemu nauczyć programować i stworzyć pierwszą stronę (sam wybrałem tę drogę). Jednak jeśli ma się odłożoną gotówkę, to można to po prostu zlecić. Polacy to najlepsi programiści na świecie! Czy chcesz mieć programistę u siebie, czy zlecić to zadanie Software Houseowi, to jedno jest pewne: warto inwestować w Polaków.

Jedyne, co może po części ograniczać przed wejściem w tę branżę, to prawdopodobieństwo wtopy. Jeśli offline robisz coś oczywistego np. otwierasz warzywniak, to masz znacznie większe szanse na sukces niż w przypadku online. Natomiast szansa, że ten warzywniak zmieni się w międzynarodową sieć warzywniaków jest mniejsza, niż to, że internetowy startup osiągnie globalny sukces. Ryzyko to trzeba po prostu zaakceptować. Ale jak nie wyjdzie jedno to wyjdzie drugie, albo trzecie. Oczywiście jesteśmy jeszcze daleko za Doliną Krzemową, w której chwali się porażki i to jakie lekcje startupowcy z nich wyciągnęli. Bodajże prezes Pixers powiedział, że wyłożył ponad 20 startupów zanim zrobił Pixers. Jak na Polskę to jest to fascynujący wynik :).

Wiem, że kiedyś youtuber Krzysztof Gonciarz powiedział, że nasze czasy nie są jeszcze aż tak fascynujące, bo co to dopiero będzie jak będziemy kolonizować inne planety. Ja jednak uważam, że nasze czasy są mocno fascynujące! Największe fortuny dopiero powstaną! I powstaną one w internecie. Przykład chociażby Snapchata, gdzie założyciele są młodsi ode mnie, a mają firmę wartą 10 miliardów dolarów (może nawet już więcej). Może i eksperci powiedzą, że takie coś to jak wygrana na loterii, że ciężko trafić w gusta ludzi, w to co będzie modne. Ja jednak przychylam się do tego, co powiedział Rafał Agnieszczak, że tu chodzi o ciężką, wytrwałą pracę a sukces w końcu przyjdzie! Nieważne czy to będzie za 5, czy 15 lat!

To czego bym sobie szczerze życzył, to wielkie sukcesy Polaków na internetowej arenie międzynarodowej. Jest coraz więcej firm, które mają taki potencjał, jak chociażby Livechat wyceniany na miliard złotych. Liczę na to, że doczekamy się polskiej firmy, która będzie tak wielka jak chociażby Microsoft. Czy jest to trudne? Cholernie! Ale Polacy są przedsiębiorczy i utalentowani. Są w stanie osiągać wielkie sukcesy. Z pewnością już niedługo się doczekamy!

Wiem, że stawiam śmiałą tezę pod tytułem: Internet się dopiero zaczyna. Ale ja jestem tego pewien na 1000%. To jeden z tych przełomowych wynalazków, które przewracają świat do góry nogami, jak telefon, czy kolej żelazna. Największe firmy tego świata wykorzystują internet na wielu polach. Aktualnie największą wycenę ma Apple. Czym byłyby wynalazki tej firmy bez internetu? Wielki pochód do wielkości z końcówki lat 90tych zawdzięczają iPodowi, który byłby pewnie tylko fajnym gadżetem bez iTunes!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Półtora miesiąca temu pojawiły się szersze informacje na temat Instant Articles na Facebooku. Idea jest prosta: po co wychodzić z FB skoro można czytać artykuły od wydawców bezpośrednio w aplikacji. Ma to przełożenie przede wszystkim na użytkowników mobilnych, dla których to działa szybciej i być może będzie wygodniejsze. Czy jednak takie uzależnianie się od Facebooka w kolejnej dziedzinie jest dobre?

Facebook to jeden z największych (jeśli nie największy) hitów początku XXI wieku. O portalu założonym w 2004 roku powstają już nawet holywoodzkie filmy. Historia spółki i jej założyciela obrastają w legendy. Widać jak stopniowo portal przenika do kolejnych elementów naszej wirtualnej bytności. Następne na celownik trafiają artykuły. Do teraz jest tak, że trzeba było otwierać artykuł w nowej karcie przeglądarki, iść do innej strony i następnie wrócić do Facebooka. Być może nie jest to najwygodniejsza opcja na świecie, ale dawała ona jednak sporą niezależność wydawcą. Od 4 kwietnia stopniowo ma się to zmieniać.

Czy przenikanie Facebooka do kolejnych elementów naszego internetowego życia jest dobre? Tak, jak to zazwyczaj bywa: kij ma dwa końce, a medal dwie strony. Dzięki przenikaniu takich elementów jak artykuły, zamawianie kierowców Ubera, czy w przyszłości ehandel - mamy ogromną wygodę. Jesteśmy w stanie robić wszystko w jednej aplikacji, która w przyszłości będzie kompleksowym rozwiązaniem wszystkich naszych najważniejszych problemów. Z drugiej strony mamy do czynienia z tym, co jest często zarzucane Google: portale internetowe mają za dużo danych na nasz temat. Oczywiście takie zarzut często mnie śmieszy, ponieważ większość ludzi nie jest na tyle interesująca, aby ich dane w jakiś sposób były wykorzystane. Jest to wykorzystywane przede wszystkim do serwowania nam wyprofilowanych reklam. A trzeba przyznać, że pod tym kątem profilowanie reklam na FB działa fantastycznie.

Stajemy się coraz bardziej uzależnieni od portali internetowych takich, jak Google czy Facebook. Jest to nieodłączny znak naszych czasów, w których jak przyznają sami krezusi: anonimowość nie istnieje. Fakt, że pojawiają się takie projekty jak TOR świadczy o tym, że są jednak osoby, którym marzy się trochę prywatności. Ktoś mądry powiedział, że dane na temat użytkowników to nowe złoto internetu. Inna sprawa, że naprawdę trudno te dane przetworzyć i zrobić z nich użytek. Jak bardzo chcielibyśmy od tego uciec, to jednak nie da się! Ostatnio pisałem artykuł o projekcie Telegram, który ma być anonimowym komunikatorem. Apropo jego działania od razu pojawiła się myśl, że wspiera on komunikację między terrorystami. No cóż.. tak jak napisałem: duch naszych czasów.

Mimo zarzutów należy przyznać, że to co robi Facebook dla nas - jest bardzo dobrej jakości. Sam fakt, że Instant Articles było przez rok testowane wśród dużych wydawców - świadczy o tym, że firmie Zuckerberga zależy na profesjonalizmie. Kiedyś pojawił się żart w stylu: Czym różni się Polska od USA tym czym Nasza Klasa od Facebooka. Nie ujmując specjalnie NK: nie jest już to ten portal, który był na początku. Początkowa wizja jakby kompletnie się rozmyła. Gdy Onet przejmował ten portal, to był zainteresowany jego gamingową częścią. Facebook dokłada kolejne elementy, ale są to przemyślane ruchy. Dokładna strategia, która nie psuje spójności portalu.

Myślę, że Facebook będzie wart coraz więcej, będzie przejmował kolejne Start-upy i jego rozwój będzie rósł tak, jak rósł do tej pory. A że uzależnia nas od siebie? Wbrew wszystkiemu jest to po prostu dobra aplikacja!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Youtube to taki nowy rodzaj telewizji XXI wieku. Nic więc dziwnego, że marka która chce być najbardziej kojarzona z mobilnym internetem postawiła na promocję wśród gwiazd tego medium. Ilość użytkowników Virgin Mobile nie powala, ale wyniki kampanii robią naprawdę duże wrażenie! Czy firmie Richarda Bransona uda się wreszcie przebić do polskiej świadomości i stać się wirtualnym operatorem numer 1 w naszym kraju?

Richard Branson to ekscentryk. Już wielokrotnie zaskakiwał tysiące swoich klientów akcjami w jego stylu. Stworzył linie lotnicze inne niż wszystkie pozostałe. Sprzedał jedną ze swoich pierwszych firm za miliard (!) dolarów. Wokół marki Virgin stworzył konglomerat wielobranżowy. Jeśli chodzi o branding i marketing, to eksperci pukają się w głowę jak to wizerunkowo wszystko działa. Z mojej perspektywy wygląda to tak, że poszczególne firmy z Virgin w nazwie (a jest ich kilkaset!) trafiają do podobnej grupy klientów. Dzięki temu gdy pojawia się nowa firma, to wystarczy poinformować grono dotychczasowych klientów o nowej dziedzinie działalności. Trochę inaczej może być tylko z ukochanym dzieckiem Bransona, czyli Virgin Galaxy. Tutaj pułap cenowy jest nieco wyższy, ze względu na to, że załogowe loty w kosmos są jak na razie dobrem luksusowym. Jednak to właśnie ta firma pokazuje jak wielki z Bransona wizjoner!

W kraju nad Wisłą mało było dotychczas Virgin. Sytuację miało zmienić wprowadzenie wirtualnego operatora telefonii komórkowej. W czasie działania Virgin zdążyło już upaść sporo takich operatorów. Jak to jednak bywa: wszechświat nie znosi próżni, więc pojawili się następni. Virgin Mobile ma niesamowite zaplecze, o którym już pisałem na tym blogu. Z jednej strony jest to postać założyciela Richarda Bransona. Inną kwestią jest zaangażowanie się jednego z najbogatszych polaków: Łukasza Wejcherta (syna przedwcześnie zmarłego Jana), który swego czasu był prezesem Onetu. Po tym jak Grażyna Piotrowska-Oliwa opuściła szeregi PGNiG (tracąc fotel prezesa), to pojawiła się w radzie nadzorczej Virgin Mobile. Także zaplecze biznesowe i kapitałowe jest ogromne, a mimo to sukcesu jakoś brak.

Jeden z poczytnych portali na temat komunikacji marketingowej zrobił podsumowanie nowej kampanii Virgin Mobile, która opiera się na zaangażowaniu popularnych polskich youtuberów. Takie osoby, jak Niekryty Krytyk, czy Sylwester Wardęga są znani setką tysięcy internautów. A widać, jak definitywnie w nich celuje ze swoją ofertą Virgin Mobile. To, co tygrysy lubią najbardziej, to informacja o wyświetleniach filmów zaangażowanych w akcje, a było ich bagatela: 3.670.000! Drugim ważnym parametrem są słynne łapki w górę, których pojawiło się 220.000. Warto podkreślić, że wymienieni przeze mnie youtuberzy, to nie jedyni, którzy zostali zaangażowani w akcje. Tutaj mamy do czynienia z prawdziwą plejadą gwiazd.

Virgin nie zrobił tego tak, jak robi telewizja, że na początku audycji pojawia się logo sponsora. Zaangażował youtubuerów do różnych akcji, które pasowały do ich profilu działalności. I tak autorka Agnieszka Grzelak, która jest zafascynowana Japonią pojawiła się w stroju gejszy! Iluzjonista sprawiał, że na rękach fanów pojawiały się smartwatche. Genialny sposób na promocję!

Branson i jego Virgin, to nieskończony potencjał! Głęboko wierzę, że w końcu uda się przebić Virgin Mobile w świecie polskich operatorów telefonii komórkowej. Jeśli chodzi o ilość dostępnego internetu w pakiecie, to wśród pre-paidów są numerem jeden. A przecież to właśnie internet mobilny jest tym, na co powinni teraz walczyć operatorzy. Virgin! Jeśli nie teraz to kiedy? Czas podbić polski rynek!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

To fascynujące, jak wielki narzędzia sprzed kilku lat, które okazały się być kalką zagranicznych aplikacji/portali, dzisiaj ledwo przędą, a Filmweb cały czas jest w doskonałej kondycji i się rozwija. Ten portal to polska mekka kinomaniaków. Jak dojść do tak wielkiego sukcesu?

Na sam początek należy przyznać, że takie portale pojawiły się już wcześniej za granicą. Najsłynniejszym jest IMDB. Na czym jednak tak naprawdę polega sens istnienia takiego portalu jak Filmweb? Wydawałoby się, że oceny filmów to prosta rzecz i nie da się wokół tego zrobić czegoś naprawdę wielkiego. Myli się jednak ten, kto tak myśli! Ilość opcji, które opracowano w ramach Filmwebu robi wrażenie. Wiele z nich jest naprawdę innowacyjnych w skali świata!

Podstawą są oczywiście systemy ocen. Każdy film, oraz osoba filmu ma swoją stronę, którą mogą oceniać internauci. Oprócz ocen pojawiają się również opisy i komentarze. Bardzo podoba mi się podział na rozbudowaną recenzję redakcji (na poziomie profesjonalnego pisma o filmie), oraz krótkie opisy osób, które obejrzały film. Takie strony są najczęściej rozbudowane w zależności od popularności filmu/osoby, której dotyczą. Zdarzają się oczywiście tematy, które są słabo poruszone. Kolejnym mocnym elementem takiej strony są listy aktorów i osób współpracujących przy filmie (w przypadku strony filmu), lub lista filmów, w których uczestniczyła osoba (w przypadku wizytówki osobistej). W ramach tej działalności Filmweb idzie naprawdę daleko i można zobaczyć oceny konkretnej roli, konkretnego aktora!

Wiadomo, że wszystko rozbija się wokół ocen, więc doskonałym elementem są rankingi. Dzięki matematycznemu wzorowi na średnią można otrzymać bardzo ciekawe i miarodajne wyniki. Top 100 filmów, czy aktorów może się okazać naprawdę przydatne zarówno dla początkującego, jak i zaawansowanego kinomaniaka. Są osoby, które za punkt honoru ustawiają sobie obejrzenie wszystkich filmów z rankingu konkurencyjnego IMDB, ale z pewnością są też osoby, które sugerują się listą Filmwebu.

Kolejnym innowacyjnym elementem jest Gustomierz. Możesz ocenić filmy, które oglądałeś, a następnie aplikacja zasugeruje Ci jakie inne filmy Cię zainteresują. Nie wiem czy spełnia to oczekiwania jakichś wyszukanych gustów, ale dla zwykłych ludzi są to naprawdę przydatne informacje. Nie wiem czy ktoś już wpadł na tego typu aplikację, ale wydaje się ona innowacyjna w skali globu!

Osobiście żałuję tylko jednego: Filmweb jest jednym z najdłużej działających portali w polskim internecie. Pamięta on zamierzchłe czasy. Jest on zdecydowanym numerem jeden wśród portali filmowych. Jest jedną z najlepiej wypozycjonowanych polskich stron. A mimo to cały czas działa tylko w Polsce! Nie okłamujmy się: zdobywanie kolejnych rynków powinno być głównym celem każdego rozwijającego się projektu! Dlaczego Filmweb tego nie robi? Pamiętam jeden z wywiadów ze znanym blogerem, kiedy powiedział on, że gdyby miał wolne fundusze, to robiłby kalki Filmweb, Chomikuj, czy Pudelka na inne kraje. To dobry model!

A co do modelu drugą rzeczą, której nie rozumiem to - dlaczego nie powstały jeszcze konta premium dla użytkowników Filmwebu. Można z pewnością stworzyć coś, za co internauci chętnie zapłacą. Chociażby ulepszoną wersję filmwebowej wizytówki! W dzisiejszych czasach sam model reklamowy aż tak bardzo się nie sprawdza. Aczkolwiek Filmweb ma skalę, która pozwala mu w ten sposób zarabiać. Jednak konto premium to prawdziwy potencjał!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Postanowiłem przyjrzeć się jednej z największych gwiazd dzisiejszej, tradycyjnej telewizji. I choć wiele osób mówi, że jej (telewizji) dni są policzone, to jednak w chwili obecnej nadal jest ona bardzo ważnym medium dla milionów Polaków. Kuba Wojewódzki to postać kontrowersyjna. Wynika jednak z tego ogromna wyrazistość. Z taką wyrazistością ludzie chcą się utożsamiać, lub ją nienawidzić.

Kuba Wojewódzki ma już swoje lata. Choć trzeba mu przyznać, że doskonale się trzyma. Jednak nie o jego wyglądzie chciałem tu pisać! Moim celem jest potraktowanie Kuby Wojewódzkiego jako instytucji, świetnie zarabiającej korporacji: Kuba Wojewódzki Inc. Rdzeniem tej korporacji jest aktywność w mediach. A warto zauważyć, że tę postać można spotkać w telewizji, radiu i prasie, czyli we wszystkich tradycyjnych mediach.

Działalność w mediach tradycyjnych jest rdzeniem działalności Wojewódzkiego. To dzięki tym działaniom jest on sławny i może dyskontować korzyści z tego wynikające. Nie można jednak pominąć działalności w nowym rodzaju medium. Są nimi oczywiście social media. Fanpage Wojewódzkiego na Facebooku jest jednym z najpopularniejszych Fanpagów w Polsce. Co ciekawe zrobił on do FB drugie podejście. Pierwszy Fanpage charakteryzował się wysoką popularnością, ale Wojewódzki postanowił go usunąć! Jakie były dokładnie powody tej decyzji: pewnie się nie dowiemy. Jednak polityka Facebooka musiała showmana ostro zdenerwować. Drugie podejście również przysporzyło dziesiątki tysięcy fanów.

Najważniejszym obszarem działalności Wojewódzkiego jest oczywiście telewizja. Jest to królowa mediów tradycyjnych, która coraz mocniej puszcza oczko w kierunku internetu. Program Kuba Wojewódzki Show emitowany na antenie TVN gromadzi przed telewizorami miliony ludzi. Są to głównie młodzi ludzie. O sile tego programu przekonał się nawet poprzedni Prezydent RP, który w ramach kampanii wyborczej zdecydował się wystąpić w roli gościa. Wiele celebrytów samych z siebie pragnie wystąpić na kanapie u Wojewódzkiego. Jednak często jest on kapryśny, pamiętliwy i nie jest tak łatwo się dostać.

Prasa i radio to jednak wielkie miłości showmana. Nie są one tak popularne, jak telewizja, ale mają one bardzo ważne znaczenie dla jego strategii całościowej. Bo warto przyznać, iż Wojewódzki jest doskonałym strategiem! Oprócz tego, że jest strategiem jest on również mistrzem komunikacji. I choć wiele osób przyznaje, że w jego show to on jest główną gwiazdą, a goście są dodatkiem, to jednak doskonale potrafi on przeplatać żarty z poważnymi tematami. Prasa i radio wydają się dodatkiem, ale w rzeczywistości są bardzo ważne dla całościowej strategii.

Wojewódzki jest oczywiście milionerem i jeździ najlepszymi samochodami. Nie wiadomo ile dokładnie zarabia, ale wiadomo, że to właśnie reklamy są jego największym źródłem dochodów. Ostatnim liczącym romansem w życiu reklamowym Wojewódzkiego był Play. Na chwilę obecną punkt ciężkości jego reklam jest położony na Barbarę Kurdej-Szatan, która gra pracownika punktu obsługi klienta. Wojewódzki pokazuje się tam gościnnie. A oprócz niego możemy zobaczyć plejadę polskich gwiazd i celebrytów. Można się jednak spodziewać, że już niebawem showman zostanie twarzą jakiegoś liczącego się brandu. Wiadomo, że kontrowersje wokół jego osoby mogą to utrudniać, ale nadal jest on łakomym kąskiem.

Kuba Wojewódzki jest przykładem doskonałego stratega. Działa we wszystkich liczących się mediach wliczając w to nawet social media. Myślę, że jest on doskonałym przykładem dla tych, którzy chcą się stać wielkimi gwiazdami. W ekonomii to, co on robi nazwano by dywersyfikacją ryzyka. Nawet jak straci jedno źródło dochodów, to pozostaną inne. Brakuje ostatnio tylko jakiegoś dużego kontraktu reklamowego :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Potęga globalnej sieci 2015-06-07 23:03
 Oceń wpis
   

Dzisiaj przyszedł czas na felieton nieco techniczno-filozoficzny. Pragnę zastanowić się nad istotą globalnej sieci. Jak bardzo Internet zmienił nasze życie? Co sprawia, że praktycznie stał się on najważniejszym medium i jest duże prawdopodobieństwo, że pochłonie on wszystkie inne media? Na te i wiele innych kwestii postaram się jak najbardziej subiektywnie odpowiedzieć.

Początki Internetu sięgają zimnej wojny. Idea była dość prosta: stworzyć zdecentralizowaną sieć, która nie ma nad sobą głównego komputer. Ponieważ trwało to w czasach, gdy zagrożenie było ogromne, to zniszczenie przez wroga centralnego komputera mogłoby kompletnie sparaliżować całą sieć. Tak powstał ARPAnet poprzednik Internetu. Amerykańscy wojskowi z pewnością nie zdawali sobie sprawy jak epokowy jest to wynalazek.

Eksperci mówią, że Internet staje się podobny do prądu. Jak można porównać Internet do prądu? Czy chodzi o to, że już za jakiś czas ma on płynąć razem z prądem w gniazdkach? Otóż nie! Chodzi tutaj bardziej o nasze podejście. To, że Internet jest - staje się dla nas oczywiste. Tak, jak prąd! On po prostu jest. Nie zastanawiamy się nad istnieniem prąd. To oczywiste. I tak Internet wkracza w nasze życia ogarniając jego kolejne dziedziny. Bardzo modne stało się używanie słowa, które opisuje coś realnego i dodanie do niego na początku e. Na przykład: e-mail, e-book, czy e-sklep. To stało się naturalne! I dotyka coraz więcej stref.

W tym momencie warto powiedzieć o potencjale jaki daje Internet. Czy jest on w ogóle do zmierzenia? Jedno jest pewne większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy jak wielkie daje on możliwości. Sam pewnie jeszcze nie jestem w stanie tego ogarnąć swoim umysłem! To jeden z tych wynalazków po którego wynalezieniu zmienia się wszystko! Zmieniły się media, oraz ich dostępność. Zmienił się sposób dokonywania zakupów. Jedna z najważniejszych potrzeb ludzkich, czyli komunikacja również się zmieniła. Ma to również swoje złe strony, bo kiedyś częściej się spotykaliśmy ze znajomymi, aby dowiedzieć się o nowościach. Dzisiaj wystarczy Facebook.

Nowego wymiaru nabrał teraz również biznes. Dzisiaj nazywany już e-businessem. Większość młodych miliarderów na listach najbogatszych, to właśnie Ci, którzy stworzyli własny e-biznes. Najlepszy przykład, a przynajmniej najświeższy, to twórcy Snapchata, którzy są dzięki sukcesowi tej aplikacji miliarderami. Opisywany przeze mnie ostatnio Amazon był pionierem e-biznesu. Co ciekawe twórca największego sklepu internetowego zainwestował prywatne środki w Google inne giganta z Doliny Krzemowej. Nawet największa firma świata ma swoje internetowe odnogi, jak iTunes czy App Store.

Wszyscy mają świadomość, że Internet odegra ogromną rolę w historii ludzkości. Jest to kamień milowy, którego nasza cywilizacja oczekiwała. Dzisiejszy szał na smartfony nie miałby miejsca, gdyby nie popularyzacja Internet. Co ciekawe w jednym z krajów skandynawskich uznano, że Internet jest prawem człowieka.

Jak daleko potoczy się ta historia? Tego tak naprawdę nie wiemy. Jedno jest pewne Internet jeszcze ostro namiesza w życiu miliardów ludzi. Na chwilę obecną najważniejszym zadaniem wydaje się być umożliwienie dostępności do niego dla tej połowy ludzkości, która jeszcze tego nie ma. W związku z tym powstaje mnóstwo inicjatyw, które mają to ułatwić.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 W dniu dzisiejszy gruchnęła wieść, że nadchodzący Windows 10 będzie ostatnim Windowsem, któremu numer nada Microsoft. Może to jedynie oznaczać, że MS planuje zmienić model biznesowy. Zamiast tworzyć gotowy produkt, którego nowa wersja wychodzi co kilka lat pojawi się aktualizowany na bieżąco kombajn. Czy takie rozwiązanie odniesie sukces?

Przede wszystkim rodzi się pytanie: jak będzie wyglądała kwestia płatności. Skoro jest to ostatni Windows, któremu nadano numer, a potem będzie on na bieżąco aktualizowany, to należałoby się spodziewać albo wysokiej ceny, albo modelu abonenckiego. Osobiście uważam, że Microsoft na pewno nie pójdzie drugą wysokiej opłaty wstępnej. Byłoby to niewygodne dla tej firmy z jeszcze jednego powodu: aktualizacje od Windowsa 7 wzwyż mają być darmowe! A jeśli firma zdecyduje się na model abonencki, to pewnie udostępni pierwszy rok za darmo, a potem będzie korzystać ze sprzedaży pakietów.

Co by nie mówić o Microsofcie, to trzeba przyznać, że rozwija się on w bardzo ciekawy sposób. Ostatnio głośno było o tym, że stworzy on specjalny generator, który pozwoli autorom aplikacji na Androida i iOSa szybko przekonwertować je na Windowsa 10. Jest to rozwiązanie w swej prostocie genialne. Z drugiej strony niemałą lawinę komentarzy wywołała decyzja stworzenia jednego systemu operacyjnego dla wszystkich platform. Można się spodziewać, że Microsoft jeszcze nieraz nas zaskoczy!

Czy model abonencki jest tym czego oczekują użytkownicy? Patrząc na sukces Officea 365 można powiedzieć, że TAK! Nie każdego stać na wielką jednorazową opłatę. Przy płatności rocznej wygląda to korzystniej. Z drugiej strony ma się cały czas najnowszą wersję systemu. Nie trzeba się obawiać, że pewnego dnia przestaną się ukazywać aktualizacje. Nagle dostajemy do ręki doskonałe narzędzie, które przez cały czas jest najnowszą możliwą wersją. To bardzo silny argument za takim modelem!

Myślę, że w dobie gigantycznego rozwoju Internetu nie ucieknie się od modelu abonenckiego. Jest on tak naprawdę wygodny dla wszystkich. Użytkownicy nie muszą się decydować na drogą aplikację, a dzięki, wydającej się być niższej, cenie więcej ludzi kupi. Oznacza to również korzyść dla firmy, która na model ten się zdecydowała. Z jednej strony widać, że w przypadku aplikacji internetowych cały czas mamy do czynienia z reklamą. Jednak bardzo trudno jest zbudować silny produkt zarabiający jedynie na reklamie. Wiąże się to przede wszystkim z potrzebą wielkiego zasięgu. W miarę rozwoju Internetu będą w nim rządzić płatne aplikacje. Internauci jakoby powoli się do tego przyzwyczajają. Płatność aplikacji pozwala na wyższą jakoś produktu i lepszą obsługę pojedynczego klienta.

Wracając jednak do Windowa jest to system, którego znaczenie maleje. Wraz z upływem czasu trzeba dostosowywać się do sytuacji rynkowej. Teraz ważnym krokiem dla Microsoftu może się okazać właśnie przeformatowanie modelu biznesowego. Na komputerach Windows jeszcze długo będzie rządził. Jest szansa, że więcej osób kupi oryginalna wersję i będą oni stanowić źródło przychodu przez długie lata. W tym kontekście ma to ogromny sens! A to jak zadziała Microsoft będzie miało przełożenie na całą branżę!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Jak co roku najbardziej prestiżowy magazyn na świecie Forbes, publikuje listy najbogatszych. To, że Bill Gates jest numerem jeden raczej nikogo nie zaskoczy. Jednak w pierwszej dwudziestce jest tylko jeden 30 latek. Jest to oczywiście Mark Zuckerberg, słynny twórca Facebooka. Jego majątek znacznie wzrósł do ponad 33 miliardów dolarów. Są to pieniądze, których raczej nigdy w życiu nie wyda. Przynajmniej na swoje potrzeby. Bo jak wiadomo działalność charytatywna może być kasochłonna.

O Zucku krążą legendy. Najgłośniej zrobiło się oczywiście po bardzo fajnym filmie Davida Finchera The Social Network. Jest to fabularyzowana biografia bezwzględnego Marka. Wszystko toczy się wokół spotkań ugodowych, w których biorą udział ludzie uważający, że Zuckerberg ich nieco oszukał kradnąc pomysł, czy oszukując na udziały. Historia okraszona jest wątkami biograficznymi. Wszystko jest opowiedziane w doskonały sposób. Nie okłamujmy się: robi to jeden z najwybitniejszych reżyserów. Oczywiście można się spodziewać, że historyjka jest trochę dohojlłudozywana, aby to świetnie wyglądało w obrazku. Jednak rzuca to nienajlepsze światło na Zuckerberga. Chociaż gdy czytałem wywiad z jego siostrą, która również pracuje w FB, to mówiła, że bardzo mu się podobał ten film i puszczał go swoim pracownikom. Oczywiście cała sytuacja przysporzyła tylko fanów Facebookowi w formie nowych użytkowników.

Liczba użytkowników przekroczyła miliard. Czyli najprawdopodobniej 1/7 naszej populacji przynajmniej raz zalogowała się na ten portal społeczności owy. To dziwne, że tak dobrze się on wybił. W końcu przed jego startem były już portale społecznościowe. Przykładem może być MySpace, który kupił magnat medialny Rupert Murdoch. Kupił i wtopił. Jednak to Facebook przyciągnął największe audytorium. Jego wielki pochód trwa nadal. Jest tylko jeden poważny problem młodzi ludzie zaczynają z niego uciekać. No bo czy taki młody człowiek chciałby być na portalu społecznościowym, na którym jego znajomymi są jego rodzice? I tutaj pojawia się usługa Snpachat, która już teraz jest wyceniana na 10 miliardów dolarów. Jej twórcy znaleźli się na liście dolarowych miliarderów Forbesa. Snapchat jest bardziej młodzieżowy i bardziej anonimowy. Choć tak naprawdę nie ma jeszcze do końca pomysłów na monetyzację, to widać, że inwestorzy bardzo wierzą w ten projekt. Podobno za kilka miliardów dolarów chcieli go przejąć Google oraz Facebook. Chłopaki nie sprzedali i dzisiaj każdy z nich jest miliarderem.

Młodzi miliarderzy to ciekawe zjawisko. Myślę, że będzie się ono nasilać. To Internet sprawia, że dzisiaj jest dużo łatwiej zbić fortunę. Z jednej strony firma może działać na jednym rynku, a z drugiej za chwilę być globalnym graczem. Nawet nie musi mieć biura w kolejnych krajach, w których działa. Drugim aspektem wpływającym na to wszystko jest fakt, że jest wyjątkowa łatwość w zdobywaniu finansowania na swoje projekty. Są setki funduszy oraz osób prywatnych. I w projekty internetowe inwestują oni bardzo chętnie. Mają świadomość, że pewnie wypali jeden na dziesięć. Jednak niech ten jeden to będzie drugi Facebook, to już wyjdą na swoje!

Dzisiaj jest łatwiej stać się w młodym wieku miliarderem. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Trzeba było ciężko pracować przez długie lata. Często dziesięciolecia. Dzisiaj jednym dobrze wykonanym pomysłem można zwojować świat. Czy ktoś przegoni Zuckerberga i będzie miał koło 30stki ponad 33 miliardy? To kwestia paru lat jak się przekonamy! A ja życzę sobie, żeby na liście najmłodszych i najstarszych pojawili się Polacy. Nie tyko Internetowi!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi