napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Na tym blogu pojawiło się kilka części felietonów z tematem >>Internet się dopiero zaczyna<<. Grzechem byłoby nie wspomnieć, że razem z internetem zaczyna się wielkie inwestowanie w start-upy. O tym będzie ten felieton.

Rynkowi temu przyglądam się od paru ładnych lat. Sam pracuję nad swoim projektem (o którym z pewnością niedługo poinformuję) związanym z internetem. Początki były trudne, bo nikt nie wiedział, o co w tym internecie właściwie chodzić i kupowano kota w worku. Z drugiej strony po krótkim czasie narosła bańka spekulacyjna dotcomów. Pamiętam, jak wystarczyło na polskiej giełdzie zmienić profil działalności i kurs akcji szybował w górę! Inwestorzy myśleli, że reklama w internecie to najważniejsze źródło dochodu, które gwarantuje niewyobrażalne efekty. Jak jednak się okazało: mniej niż 1% internautów kilka w banery reklamowe! Wtedy ktoś mądry wymyślił funkcję brandingową banerów, aby poinformować reklamodawców, że internauci patrzą na banery i buduje się świadomość marki. Jednak ja nie o tym :)

Nastają czasy, w których coraz więcej funduszy i osób prywatnych inwestuje w start-upy. Można odnieść wrażenie, że na rynku jest ogrom pieniędzy. I w pewnym sensie tak jest. Jeśli masz ciekawy projekt i dobry zespół, to z pewnością znajdziesz inwestora, który będzie zainteresowany wyłożeniem na Was konkretnych pieniędzy. Zauważyłem pewien trend, w którym wszyscy są zainteresowani inwestowaniem w start-upy od rządów zaczynając na gwiazdach Hollywood kończąc. Czy to jest dobre? To z pewnością nieco psuje podejście właścicieli projektów, które szukają dofinansowania. Nagle okazuje się, że mogą być oni wybredni :). Z drugiej jednak strony cały ten klimat, w którym są setki możliwości zdobycia kapitału pozwala nam budować Nowy Cyfrowy Świat (nie mylić z Nowym Wspaniałym Światem Huxleya).

Jeśli jesteś właścicielem projektu i razem z przyjaciółmi szukasz dofinansowania, to z pewnością w końcu je dostaniesz. Warto jednak pamiętać, że dla inwestora najważniejszy jest zespół, na który wyłoży swoje pieniądze. Wiadomo, że lepiej zainwestować w świetny zespół, który ma słabszy pomysł na projekt, niż w super projekt, który jest zarządzany przez słaby zespół. Pomysł na projekt i tak ulegnie przekształceniu pod wpływem rad inwestora lub weryfikacji rynkowej. Natomiast jeśli projekt jest zarządzany przez niedoświadczony zespół, to może nic nie dać. Oczywiście nie ma jakiejś złotej reguły, co trzeba zrobić i jakie warunki spełniać, aby odnieść rynkowy sukces. Są jednak pewne zależności, które sprawiają, że szansa na sukces rośnie.

Czy duża ilość pieniędzy dostępnych na rynku jest dobra? Warto spojrzeć na to, co idzie razem z tymi pieniędzmi. Może się okazać, że dobry inwestor może nam dać znacznie więcej niż pieniądze. W końcu pojawiają się akceleratory przedsiębiorczości, których celem jest nauczenia ludzi podejścia do start-upów, a nie inwestowanie wielkich pieniędzy. Idealna sytuacją byłoby najpierw wejście w akcelerator, a potem myślenie o kolejnych rundach dofinansowania.

Polski rynek staje się bardzo atrakcyjny i pojawia się coraz więcej ciekawych projektów. Nie mam nic przeciwko inwestowaniu w nie, ale wyznaję zasadę, że im później starasz się o inwestora tym lepszą wycenę dostaniesz i tym lepiej dla Ciebie. Słabo jest, jak projekt jest tak pomyślany, że bez pieniędzy inwestora nie jest w stanie nic zrobić. Pierwsze momenty projektu powinny być finansowane z własnych pieniędzy lub tych pożyczonych od przyjaciół i rodziny. Naprawdę to nie jest dobra opcja, aby iść od razu do inwestora jeśli ma on dać tylko pieniądze. Zdarzają się oczywiście inwestorzy, którzy dają znacznie więcej, jak wiedzę o branży, czy sieć przydatnych nam kontaktów. Wtedy ma to jakiś sens, ale najlepiej walczyć samemu tak długo jak się da!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Nie wiem czy jest jeszcze ktoś surfujący w polskim internecie, kto nie słyszał o serwisie ZnanyLekarz.pl (jego odpowiednik na świat to DocPlanner). Ostatnie kilka dni to gorący okres w światku internetowych przedsięwzięć, ponieważ wymieniona przeze mnie spółka otrzymała 20 milionów dolarów nowej inwestycji. Jak mówią sami twórcy: większa część udziałów jest nadal w rękach założycieli. Już są pierwsze efekty tej kosmicznej inwestycji portal przejął swoją hiszpańską konkurencję. Dzięki temu stał się jednym z największych w tej kategorii.

Czym właściwie jest ZnanyLekarz? Jest to cudowne dziecko Mariusza Gralewskiego, który swego czasu stworzył bardzo znany w polskiej sieci serwis GoldenLine. Smaku ZnanemuLekarzowi dodaje fakt, że wśród jego inwestorów znajduje się piłkarz Robert Lewandowski. Jak widać: sportowiec ma nosa gdzie inwestować pieniądze, ponieważ portal rośnie bardzo szybko. Idea jest prosta: ułatwić życie lekarzom i pacjentom. Masz dość umawiania wizyt w tradycyjny sposób i chciałbyś przejść do ery web 2.0, gdzie wszystko można załatwić za pomocą kilku kliknięć myszki? ZnanyLekarz to rozwiązanie Twoich problemów!

Wraz za ZnanymLekarze powstało mnóstwo kalek tego portalu. Skoro lekarze mogą umawiać wizyty, to dlaczego nie mieliby tego robić fryzjerzy? Trend ogólnie rzecz ujmując jest słuszny. Ryzykiem może być jedynie pewna masa krytyczna, która jest wymagana do efektywnej działalności. Wcześniej można być za małym, aby ktoś sensownie się nami zainteresował. W takim samym modelu działa na przykład booking.com, który jest światowym liderem rezerwacji hotelowych online. Droga ZnanegoLekarza charakteryzuje się tym, że uderza on w gigantyczny rynek, którym ma niewyobrażalny dla zwykłego człowieka potencjał!

Skoro już teraz jest tak dobrze i ZnanyLekarz otrzymuje dziesiątki milionów na swoją działalność od inwestorów, to co dopiero będzie za 5 lat! Myślę, że portal ten spokojnie ma szansę stać się polskim jednorożcem (spółką wycenianą na przynajmniej miliard dolarów). A takich spółek nam jeszcze brakuje! Czy jest szansa aby to się stało w ciągu najbliższych kilku lat? Ogromna! Spółka rośnie jak na drożdżach. Są pieniądze a rozwój! Nic tylko czekać, aż zostaną ujawnione kolejne gigantyczne wyceny. A może to Mariusz Gralewski i jego ludzie będą na listach najbogatszych Polaków już za kilka lat? A razem z nimi Robert Lewandowski?

Ja temu projektowi mocno kibicuję, ponieważ najzwyczajniej w świecie jest on dobrze pomyślany. Nie ma tu jakiegoś ślepego wierzenia w przychody z reklam. Wiadomo, że przy pewnej skali działalności i to się opłaci. Ale powiedzmy sobie szczerze: prawdziwe pieniądze są wtedy gdy tworzysz produkty i ktoś za niego płaci. ZnanyLekarz ma to doskonale opracowane!

Mam wrażenie, że w miarę upływu lat będzie coraz głośniej o projekcie (i to nie tylko na naszym lokalnym rynku, ale przede wszystkim w skali globalnej). Pomysł jest świetny. Wystarczy tylko wytrwale zdobywać kolejne przyczółki. Choć jak mówią twórcy na razie nie będą oni się brać za kolejne rynki. Jednak nie okłamujmy się: to tylko kwestia czasu! Marka jest już znana w Polsce i stopniowo zdobywa kolejne rynki zagraniczne. Jedyne czego można chcieć to włączenie się do walki o Stany Zjednoczone. Wiadomo, że jest to ogromny rynek, w którym można naprawdę dużo ugrać. Widać jednak, że Gralewski i jego ludzie dozują sobie które rynki będą zdobyte. Może to i dobrze, bo gdy będą walczyć o Stany, to będą mieć naprawdę wyjątkowe doświadczenie! Powodzenia!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Jak zauważają dziennikarze coś się ma na rzeczy. Albiaba, chiński gigant, postanowił zainwestować w inny świetnie zapowiadający się chiński start-up. Na razie firma jest mało znana w Polsce. Nazywa się Meizu i produkuje smartfony. Czy Alibaba stanie się gigantem na rynku smartfonów? Jaki wpływ będzie miała ta transakcja na firmę?

Dla logicznego porządku trzeba powiedzieć o jeszcze jednej rzeczy. Jest nią własny system operacyjny Alibaby nazwany: YunOS (zwany także aliyun). To oznacza, że Alibaba ostro wchodzi do gry o najbardziej perspektywiczny rynek smartfonów. Faktem jest, że eksperci zauważają, iż rynek tabletów kurczy się. Jednak smartfony są cały czas na topie. Może wynika to z faktu, że są nam one po prostu bardziej potrzebne niż tablety.

Alibaba w Chinach jest już wielki graczem. eCommerce to dziedzina, która przynosi jej ciężkie pieniądze. I niedawny debiut firmy na giełdzie w Stanach pokazuje, że wszyscy widzą w niej wielki potencjał. Pamiętam, jak jakiś czas temu czytałem artykuł o tym, że Jack Ma (prezes) jest wizjonerem. Kto wie co by się stało gdyby partnerzy biznesowi pozwoliliby mu działać w pełni tak, jak chciał to robić od początku. Kwestia rozbijała się między innymi o wprowadzenie opłat w głównym serwisie. Ma twierdził, że portal powinien jak najbardziej się rozwijać. Pieniądze przyjdą później. Takie podejście ma sens jeśli ma się inwestora, który jest w stanie odroczyć monetyzację. Jednak w większości wypadków wszelkie innowacyjne pomysły stara się nieco ściągnąć z chmur na ziemię i znaleźć sposoby jak na tym zarobić. Jack Ma również nie miał całkowitego komfortu w tej sprawie. Miał naciski na to, żeby firma zaczęła zarabiać. I to osobiście uważa on za wielką porażkę, ponieważ według niego należało dać jej rosnąć.

Dzisiaj Alibaba jest olbrzymią korporacją. Jedna z największych chińskich firm. Dotychczas z Meizu łączyła ją współpraca. Dzisiaj staje się jej inwestorem. Kwota wydaje się niemała, bo wynosi 600 milionów dolarów. Dla Alibaby to pewnie nie jest dużo. A biorąc pod uwagę jak na przykład Facebook kupił Whatsapp za 19 miliardów dolarów, to rzeczywiście w tym świecie to nie jest dużo. Rodzi się ogromny potencjał. Własny system operacyjny może sprawić, że użytkownicy urządzeń zostaną wchłonięci przez ekosystem Alibaby. Tak naprawdę dzisiaj walka między największymi graczami technologicznymi czy internetowymi, to właśnie walka na ekosystemy. Apple czy Android nie byłyby tym czym są dzisiaj bez swoich ekosystemów. Jack Ma z pewnością wie co robi stając pomału do walki z największymi. Jego firma również do małych nie należy! Szykuje się tutaj ostra batalia.

Na początek pewnie rozwiązania, w które zainwestowała Alibaba będą sprzedawane w Chinach. Jest to nadal ogromny rynek! Jednak nie zdziw się, Drogi Czytelniku, jak za jakiś czas trafią do nas. Myślę, że to kwestia paru chwil. Bo czymże jeśli nie chwilą jest to, co się dzieje na rynku smartfonów.  Tam wszystko dzieje się szybko. Jednak pozycja, którą wytworzyli czołowi gracze jest budowana przez lata! Czy Alibaba jest w stanie zagrozić Apple czy Androidowi? Myślę, że TAK! A aktualna inwestycja może się okazać milowym krokiem dla chińskiego giganta. Życzę sukcesów Jackowi Ma i jego ludziom!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Nowe oblicze FilesTube! 2014-12-17 21:26
 Oceń wpis
   

Polski portal do wyszukiwania plików, który znajdował się wśród stu najczęściej odwiedzanych stron w całym internecie, zdecydował się na zmianę modelu biznesowego. Firma Red Sky (właściciel FT) miała dość potępienia za promowanie pirackich plików i wybrała model VOD, czyli oglądanie filmów na żądanie.

Specjaliści z Red Sky wyliczyli, że bardziej opłaci się mieć 200.000 użytkowników na VOD, niż 60 milionów unikalnych użytkowników na portalu, który promuje piractwo. Wynika to przede wszystkim z tego, że promowanie się na portalu z wyszukiwarką plików nie jest jazzy. Najwięksi nie chcieli się tam reklamować, aby nie być źle kojarzeni. Chyba tylko bardziej nietrafionym miejscem do promocji na przykład jakiegoś leku są strony o charakterze pornograficznym. Z tego oczywiście wynika, że kliknięcie z FilesTube nie były dochodowe. Były bardzo tanie! Użytkownicy nie byli pożądani przez reklamodawców. No i oczywiście jest to też kwestia wizerunkowa.

FilesTube mógł robić dokładne badania na temat tego kim są jego użytkownicy. Mógł zaoferować konkretne grupy docelowe. A mimo to niesmak pozostawał. Czy sytuację zmieni przedefiniowanie serwisu? Czy dobrym krokiem było pozostanie przy marce FilesTube? Red Sky może sobie pozwolić na eksperymenty, ponieważ FT przestało być już jakiś czas temu głównym źródłem dochodów dla spółki. Faktem jednak jest, że nowy wizerunek FilesTube spowoduje odpływ użytkowników. VOD nie jest tak pożądane przez internautów jak wyszukiwarka plików. Stara działalność wpłynęła jednak na nadszarpnięcie kontaktów z wydawcami, oraz nawet z samym Google, które zbanowało FT w wynikach wyszukiwania.

Mimo wszystko możemy gorąco wierzyć, że to nie jest koniec, a nowy początek. Red Sky już kilka razy udowodniło, że trzeba się z nim liczyć na polskiej scenie start-up'owej. Chociaż zaczynali od FilesTube, to jednak stworzyli wiele innych projektów, które są wycelowane znacznie bardziej w konkretnych klientów. FilesTube było projektem dla mas. Dzięki temu tak duża popularność i miejsce w rankingu 100 najpopularniejszych stron w internecie. Jest to zjawisko pokroju Megavideo i Megaupload. Chociaż może nie jest to aż tak wielka skala, ponieważ w szczycie popularności tych drugich stron odwiedzalność była bliska 1% wszystkich wejść na strony w internecie! Warto jednak zauważyć, że FilesTube nie magazynował plików na swoich serwerach tylko odsyłało do portali pokroju RapideShare. Możliwe, że dzięki temu twórcy wyszukiwarki teraz nie siedzą w więzieniu. Tak, jak spotkało to Kima Dotcoma z Megavideo.

Wyliczenia ludzi z Red Sky są imponujące i pokazują jak mało wart był dotychczasowy ruch na stronach wyszukiwarki plików. Skoro lepiej zarobi się na 200.000 unikalnych użytkowników portalu VOD, niż na 60 milionach wyszukiwarki plików, to daje to do myślenia. Tak, jak podkreśliłem wierzę, że to będzie historia z happyendem. FilesTube jak na polskie warunki to bardzo dojrzały serwis. Do tego jest to portal, który już odniósł globalny sukces. Inni gracze tak naprawdę dopiero otwierają się na rynki międzynarodowe. A Red Sky już tam jest! I to jest godne podziwu! Już kilka razy zauważyłem w artykułach na tym blogu, że brakuje nam, Polakom takiego międzynarodowego, głośnego sukcesu. Brakuje nam globalnych graczy. I success-story sięgające potęgą firmom wywodzącym się z Doliny Krzemowej. Jest coraz więcej firm, które nie ograniczają się tylko do polskiego rynku. I to się chwali! Przykładem takiej firmy jest właśnie Red Sky. I życzę tej firmie jak najlepszych projektów, które przebiją popularnością stare FilesTube! Macie potencjał, aby to zrobić!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Faktem stało się, że kilka dość znanych funduszy, które inwestowały między innymi w słynne airbnb, zainwestowało w polski start-up. Kwota jest niebagatelna, jak na nasze warunki, bo wynosi 30 milionów złotych! No to się dzieje.

Brainly, bo o nim mowa działa od 2009 roku. Na początku nazywało się swojsko Zadane.pl. Szybko jednak trzeba było zmienić nazwę, ponieważ twórcy poczuli światowe aspiracje. I tak dzisiaj firma działa w kilkunastu krajach. Łącznie ze Stanami Zjednoczonymi. Myślę, że jest to dla nas Polaków wielka duma narodowa.

Na koniec września oszacowano 30 milionów użytkowników. To jednak dopiero początek planów przedsiębiorczych Polaków. W krótkim czasie, dzięki inwestycji chcą dojść do 100 milionów użytkowników. Natomiast w przeciągu kilku lat ma ich być nawet kilkaset milionów. A to wszystko ma umożliwić inwestycja znanych funduszy inwestycyjnych. Na dobry początek Brainly chce otworzyć biuro w Nowym Jorku i bardziej skupić się na dojrzałych rynkach.

Nie podano ile udziałów, za wspomniane 30 milionów złotych, obejmą fundusze. Jedno jest pewne w polski start-up uwierzyli naprawdę duzi gracze. Sami twórcy Brainly przyznają, że na razie bardziej niż na monetyzacji zależy im na zasięgu. Chcą stworzyć bardzo dobrą usługę. Lidera branży social learning! Twórcy uważają, że właśnie tak na początku robił Facebook, a do dzisiaj robi tak Twitter. Chociaż z drugiej strony nie jestem przekonany czy ta droga jest w stu procentach słuszna. Firma, która nie ma odpowiednich przychodów i bazuje przede wszystkim na pieniądzach od inwestora raczej długo nie pociągnie. Oczywiście nie uważam, żeby to czekało Brainly, ponieważ jego twórcy mają sporo pomysłów jak zmonetyzować swoją platformę. Z jednej strony są to oczywiście wszędobylskie reklamy. Z drugiej strony mogą pobierać opłatę, aby reklamy nie były wyświetlane. Inną drogą są płatne treści, oraz prowizje od korepetytorów. Także możliwości jest dużo. Choć pewnie będą one wdrażane stopniowo, wraz ze wzrostem zasięgu.

O Brainly słyszy się w mediach coraz częściej. To jeden z nielicznych polskich start-upów, który działa w tak wielu krajach. A trzeba przyznać, że z tym Polacy mają ogromny problem. Robią platformy, które osiągają sukces na polskim podwórku. Nie idą dalej. Trzeba jednak przyznać, że należałoby się czymś wyróżnić. Natomiast polskie serwisy często są kalką czegoś, co już świetnie funkcjonuje na świecie. Jednak tacy ludzie jak Paweł Fornalski z platformy sklepowej IAI Shop, czy Michał Sadowski z Brand24, czy oczywiście wspomniani twórcy Brainly, utwierdzają mnie w przekonaniu, że są firmy, które potrafią w internecie walczyć o najwyższe stawki. I oby było ich jak najwięcej!

Twórcy opisywanego start-upa z jednej strony przyznają, że praktycznie konkurencją jest dla nich tylko Wikipedia. Z drugiej strony mówią, że u nich występuje akcja i reakcja, czyli coś odmiennego, niż encyklopedyczne wpisy Wiki. Jednak mój podziw wzbudza takie zestawianie ze sobą projektów. Konkurować skutecznie z Wikipedią, to dopiero wyczyn!

Szczerze wierzę w to, że dzięki inwestycji Brainly osiągnie w kilka miesięcy pułap 100 milionów użytkowników. To jest naprawdę ambitny cel. Jednak tylko takie naprawdę kręcą. Trzeba postawić sobie wyzwanie i walczyć o to, w co się wierzy. Jak do tej pory twórcy Brainly pokazali, że swoje cele potrafią świetnie realizować. Stąd zainteresowanie dużych, światowych funduszy inwestycyjnych. Trzymam kciuki!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Ostatnimi dniami gruchnęła wieść, że jednym z największych hitów portalu finansowania społecznościowego Kickstarter okazała się turystyczna lodówka! Autorzy projektu planowali pozyskać finansowanie rzędu 50.000 dolarów. Jakże wielkie musiało być ich zaskoczenie, gdy kwota sięgnęła 7 milionów!

W XIX wieku, bodajże w Wielkiej Brytanii lub Francji, pojawił się urzędnik, który wnosił o zamknięcie ówczesnego urzędu patentowego, ponieważ jak twierdził wszystko już wymyślono. Jakże musiałby być zdziwiony gdyby zajrzał z zaświatów do naszych czasów i zobaczyłby ten ogrom wynalazków. Praktycznie każdego tygodnia pojawia się kilka ciekawych wynalazków! A ile z nich jeszcze nie ogłoszono światu! Wobec tego ogromu pomysłów trafia nam się turystyczna lodówka, która zdobywa jeden z największych portali finansowania społecznościowego. Co w niej urzekło internautów?

Z moich oględzin wynika, że lodówka nie zawiera ani jednego rewolucyjnego wynalazku. Nie ma jakiś nowych technologii mrożenia, czy lewitowania nad ziemią. A jednak okazała się hitem! Może dlatego, że pomysł jest w swej prostocie genialny i bardzo przemyślany! Chociażby zamiast montować jeden port USB w widocznym miejscu, to zainstalowano dwa. Taka opcja dla zakochanych nie-egoistów . Zastosowanie ledów, półeczka na telefon, otwieracz do piwa, kółka, które pojadą w trudnych warunkach, wyposażenie audio, blender. Myślę, że po tak udanym starcie lodóweczka ta doskonale wbije się na rynku w niszę, w której chce działać.

Coolest, bo tak nazywa się ten projekt, zdobył miejsce na podium pod względem największych zbiórek na Kickstarterze. A zostało jeszcze ponad 30 dni! Kto wie może dobiją do ponad 10 baniek. Jak widać nie trzeba tworzyć kosmicznej technologii rodem z NASA, aby zdobyć serca potencjalnych klientów. I to może okazać się inspiracja także dla Ciebie! Nie trzeba myśleć nad tym jak stworzyć coś superinnowacyjnego. Wystarczy stworzyć coś użytecznego i o pięknym designie. To chyba dużo ważniejsze cechy. Aczkolwiek gdy coś jest innowacyjne, to działa to na plus. Jednak nie jest to kwestia decydująca, co widać po sukcesie Coolest.

Ciekawe kiedy na polskich platformach crowdfundingowych zrobi się głośno o prostych, nieinnowacyjnych projektach, które zdobędą serca potencjalnych klientów. Polacy również mają mnóstwo pomysłów. Czasem jeden pomysł może zrewolucjonizować jakąś branże. Przykładem niech będzie polski wynalazek wycieraczki samochodowe! Lodówka Coolest jest najlepszym studium, że można stworzyć coś, co łączy inne technologie i ma piękny design. I wcale nie musi być to coś, co ma kosmiczne innowacje. Nasz świat stoi na takim poziomie rozwoju, że innowacją może być sam pomysł na wykorzystanie istniejących technologii.

Drogi Czytelniku! Nie przejmuj się opiniami innych. Wierz w swoją siłę i moc! Ty także możesz stworzyć coś, co okaże się wielkim hitem sprzedażowym! Naprawdę nie musisz wymyślać prochu. Żyjemy w czasach, gdy technologia jest na wysokim poziomie i trzeba wymyślać jej nowe zastosowanie. Przykładem może być chociażby wymieniona w tym tekście lodówka.

Takie sytuacje pokazują, że wcale nie tak dużo trzeba aby osiągnąć sukces. Oczywiście nie wiadomo czy gdy lodówka trafi do sklepów, to również będzie takim hitem sprzedażowym. Choć po popularności na Kickstarterze można wnosić, że również na półkach sklepowych będzie się dobrze sprzedawać. Niech ten przykład będzie dla Ciebie inspiracją!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 
2016-03-06 03:38
Udjsjsjs do wpisu:
BlaBlaCar: czy za damo umarło?
Typowy pokaczek.wszystko za darmo....tam pracuja ludzie...to duza firma...z czegos musza zyc...
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi