napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

W niektórych konstytucjach bogatych państw pojawia się pojęci internetu postrzeganego jako jedno z praw człowieka. Dzisiaj chciałbym przyjrzeć się temu z kilku perspektyw. I o tym będzie ten felieton.

Internet nieodwracalnie zmienił naszą rzeczywistość. Świat, w którym żyjemy rozwija się niesamowicie szybko, dzięki temu, że weszliśmy w Erę Informacyjną. Stała się ona kolejnym etapem rozwoju w ekonomicznym spojrzeniu na świat. Miliardy ludzi zostało zakładnikami technologii. A wszystko to staje się powszechne i oczywiste. Kiedyś ludzie zachwycali się tym, czym jest prąd, jak działa i jakie daje możliwości. Dziś jego istnienie nie podlega dyskusji. Stał się on dla nas niezauważalny. Czy tak będzie z internetem? Mam wrażenie, że w wielu przypadkach już to się stało.

Internet jest tym wynalazkiem, który wprowadził nas w XXI wiek. Dla biznesu stał się on turbodoładowaniem. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale prawdopodobnie nigdy nie było tak łatwo o pieniądze na własny ebiznes. Jeśli masz sensowny pomysł i zespół, to kwestią czasu jest aż znajdziesz pieniądze. Oczywiście jeśli ich szukasz :). Modnym stało się działanie organiczne, w którym rozwijasz i skalujesz stopniowo. Jednak jeśli masz innowacyjny pomysł, to ciężko może być uderzyć na wiele rynków jednocześnie bez wsparcia finansowego. Z drugiej strony coraz powszechniej zauważam w podejściu inwestorów i doradców, że im później pójdziesz po dofinansowanie swojego biznesu tym lepszą dostaniesz wycenę.

Wiem, że pomysły takie jak Snapchat są uważane przez wielu ekspertów, jak zdziesiątkowany los na loterii. Jednak nie do końca się z tym zgodzę, bo wymagało to od twórców mnóstwo pracy i stworzenia profesjonalnego zespołu. I ta ciężka i kreatywna praca może się okazać przepisem na sukces dla dziesiątek kolejnych właścicieli jednorożców. Mam świadomość, że jest to bieg długodystansowy a nie sprint. Jednak czy całe nasze życie nie jest jak taki bieg?

Internet stał się jednym z najbardziej demokratycznych mediów. To dzięki niemu mamy swobodny dostęp do informacji, czy rynków finansowych. Rozwój technologii mobilnych sprawił, że teraz internet może być z nami przez cały czas. Znajdować się na wyciągnięcie ręki w naszej kieszeni. Czy jest to dobre? Widzę czasem sceny, jak w restauracji jest rodzina i gdy czekają na obiad, to wszyscy są zatopieni w swoich smartfonach. Jest to oczywiście ta zła strona rozwoju technologii. Stajemy się po części przez nią zniewoleni. Tylko czekać jak kolejne pokolenie będzie się leczyć na uzależnienie od smartfonów i internetu. Z drugiej jednak strony taka dostępność i wygoda jest wielkim plusem naszych czasów. To nie jest nikotyna, że uzależnienie jest w pełni złe.

Internet postrzegany jako prawo człowieka jest nowym podejściem postępowych państw. Wpisują one takie zapisy w konstytucji. Być może wydaje się to tylko trik marketingowy, ale trzeba przyznać, że prawo ma jednak bardziej złożoną strukturę niż chwyt reklamowy. Wpisując coś takiego do konstytucji oferuje się obywatelom konkretne przywileje. I w świetle tego jest to kierunek, za którym powinny podążyć wszystkie państwa.

Wiem, że ktoś może powiedzieć, że większość stron internetowych ma charakter pornograficzny, że wynaturzenia znajdują tam swój upust. Kiedyś jak interesowałem się psychologią, to często pojawiało się pojęcie filozofii noża: można nim pokroić chleb i dźgnąć kogoś prosto w serce. Nóż jest w pełni dobry, czy w pełni zły? A Internet? Dobry czy zły? W moim odczuciu to tylko narzędzie i to my decydujemy jak chcemy je wykorzystać. Wobec tego dalej będę uważał, że internet jako prawo człowieka to dobry kierunek dla postępu cywilizacji :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

 Witaj!

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony niezwykle ciekawej tematyce Jest na świecie gość, który zaadaptował platformę lotniczą u wybrzeży Wielkiej Brytanii i ogłosił jej niepodległość! Wymiary tego czegoś to jakieś dwa boiska do piłki nożnej. Ale własne państwo jest? Ano jest!

Sealandia tak nazywa się najmniejsze quasipaństwo na świecie. Dlaczego quasipaństwo? Bo nikt go nie uznał! Kiedyś interesowałem się tematyką niepodległości państwa. W jednej z rozmów dowiedziałem się, że państwo ma szansę być uznane za niezależny kraj w momencie gdy uzna je Szwajcaria. To ciekawe zależności, ale jak uznać coś, co stanowi dwa boiska do piłki nożnej i jest opuszczoną platformą lotniczą?

Okazuje się, że takie niezależne państwo to może być całkiem niezły biznes! Na czym można zarobić? Zaczęło się od pirackiego radia. Z czasem zaczęto sprzedawać paszporty! Książę Micheal twierdził, że dostał się na takim paszporcie bez problemu do Stanów Zjednoczonych! Cholera! A my musimy mieć wizy! O paszportach Sealandii zrobiło się głośno w momencie gdy taki dokumentem posługiwał się zabójca Gianiego Versace, protoplastę domu mody.

Platforma leży u wybrzeży Wysp Brytyjskich. Tylko zrodził się tutaj malutki problem. Gdy kilkadziesiąt lat temu rodzina książęca ogłosiła niepodległość, to teren ten znajdował się poza terytorium wód Wielkiej Brytanii. Jednak platforma lotnicza zaczęła ponownie zaliczać się do terenów brytyjskich, gdy zmienioną trochę prawo i przedłużono obszar morski Wielkiej Brytanii.

Państewko ma wszystko to, co poważne państwo powinno mieć: walutę, paszporty, flagę, godło, hymn, konstytucję. A co! No i proklamowało niepodległość. Dolar sealandzki jest przypięty do kursu dolara amerykańskiego Szał! Nic tylko zaoszczędzić 300 dolców i kupić sobie paszport!

Prawdziwa potęga Sealandii obudziła się w momencie rozwoju internetu satelitarnego. Do rodziny Księcia Micheala szybko zapukały firmy hostingowe. Dogadali się, że umieszczą swoje serwery na platformie i tym sposobem będą ponad prawem każdego ze znanych państw. Ustalono zasady, że nie można umieszczać na serwerach pornografii dziecięcej i tego typu treści. I tak biznes na własnym państwie zakwitł!

Mam nawet taką teorię spiskową dlaczego wszystkie cywilizowane kraje zgadzają się na istnienie takiego państewka. Otóż na serwerach w nim umieszczonych znajduje się oficjalna strona Rządu Tybetu na Uchodźstwie. Myślę, ze ze względu na politykę zagraniczną z Chinami, żadnemu państwu nie zależałoby na tym, aby taką stronę mieć w swoim kraju. To mogłoby się źle skończyć. A tak strona znajduje się w jakimś malutkim, nieuznanym przez nikogo państewku na porzuconej platformie lotniczej! Można mieć święty spokój i przymknąć oczy na to, że nie zawsze są na tamtych serwerach legalne treści. Internet to potęga. Dzięki temu, że jest zdecentralizowany coś takiego nie musi uzyskać niczyjej zgody na zaistnienie.

Krótka historia Sealandii doczekała się nawet zbrojnych przewrotów! Próbowano ukraść państwo. To dopiero czary! A aktualnie znowu robi się o niej głośno, gdyż Książę Micheal wystawił państwo na sprzedaż. Chce 100 milionów dolców. Ale kategorycznie odmówił sprzedania państwa PirateBay, które już chciało zrobić zbiórkę na ten cel!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi