napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

W niektórych konstytucjach bogatych państw pojawia się pojęci internetu postrzeganego jako jedno z praw człowieka. Dzisiaj chciałbym przyjrzeć się temu z kilku perspektyw. I o tym będzie ten felieton.

Internet nieodwracalnie zmienił naszą rzeczywistość. Świat, w którym żyjemy rozwija się niesamowicie szybko, dzięki temu, że weszliśmy w Erę Informacyjną. Stała się ona kolejnym etapem rozwoju w ekonomicznym spojrzeniu na świat. Miliardy ludzi zostało zakładnikami technologii. A wszystko to staje się powszechne i oczywiste. Kiedyś ludzie zachwycali się tym, czym jest prąd, jak działa i jakie daje możliwości. Dziś jego istnienie nie podlega dyskusji. Stał się on dla nas niezauważalny. Czy tak będzie z internetem? Mam wrażenie, że w wielu przypadkach już to się stało.

Internet jest tym wynalazkiem, który wprowadził nas w XXI wiek. Dla biznesu stał się on turbodoładowaniem. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale prawdopodobnie nigdy nie było tak łatwo o pieniądze na własny ebiznes. Jeśli masz sensowny pomysł i zespół, to kwestią czasu jest aż znajdziesz pieniądze. Oczywiście jeśli ich szukasz :). Modnym stało się działanie organiczne, w którym rozwijasz i skalujesz stopniowo. Jednak jeśli masz innowacyjny pomysł, to ciężko może być uderzyć na wiele rynków jednocześnie bez wsparcia finansowego. Z drugiej strony coraz powszechniej zauważam w podejściu inwestorów i doradców, że im później pójdziesz po dofinansowanie swojego biznesu tym lepszą dostaniesz wycenę.

Wiem, że pomysły takie jak Snapchat są uważane przez wielu ekspertów, jak zdziesiątkowany los na loterii. Jednak nie do końca się z tym zgodzę, bo wymagało to od twórców mnóstwo pracy i stworzenia profesjonalnego zespołu. I ta ciężka i kreatywna praca może się okazać przepisem na sukces dla dziesiątek kolejnych właścicieli jednorożców. Mam świadomość, że jest to bieg długodystansowy a nie sprint. Jednak czy całe nasze życie nie jest jak taki bieg?

Internet stał się jednym z najbardziej demokratycznych mediów. To dzięki niemu mamy swobodny dostęp do informacji, czy rynków finansowych. Rozwój technologii mobilnych sprawił, że teraz internet może być z nami przez cały czas. Znajdować się na wyciągnięcie ręki w naszej kieszeni. Czy jest to dobre? Widzę czasem sceny, jak w restauracji jest rodzina i gdy czekają na obiad, to wszyscy są zatopieni w swoich smartfonach. Jest to oczywiście ta zła strona rozwoju technologii. Stajemy się po części przez nią zniewoleni. Tylko czekać jak kolejne pokolenie będzie się leczyć na uzależnienie od smartfonów i internetu. Z drugiej jednak strony taka dostępność i wygoda jest wielkim plusem naszych czasów. To nie jest nikotyna, że uzależnienie jest w pełni złe.

Internet postrzegany jako prawo człowieka jest nowym podejściem postępowych państw. Wpisują one takie zapisy w konstytucji. Być może wydaje się to tylko trik marketingowy, ale trzeba przyznać, że prawo ma jednak bardziej złożoną strukturę niż chwyt reklamowy. Wpisując coś takiego do konstytucji oferuje się obywatelom konkretne przywileje. I w świetle tego jest to kierunek, za którym powinny podążyć wszystkie państwa.

Wiem, że ktoś może powiedzieć, że większość stron internetowych ma charakter pornograficzny, że wynaturzenia znajdują tam swój upust. Kiedyś jak interesowałem się psychologią, to często pojawiało się pojęcie filozofii noża: można nim pokroić chleb i dźgnąć kogoś prosto w serce. Nóż jest w pełni dobry, czy w pełni zły? A Internet? Dobry czy zły? W moim odczuciu to tylko narzędzie i to my decydujemy jak chcemy je wykorzystać. Wobec tego dalej będę uważał, że internet jako prawo człowieka to dobry kierunek dla postępu cywilizacji :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Jako doktorant na Wydziale Zarządzania jestem absolutnie zafascynowany firmą Google. Z naukowego punktu widzenia jest to fenomen naszych czasów. Dzisiaj pragnę poświęcić felieton temu tematowi.

Google zostało założone przez dwóch doktorantów z Uniwersytetu Stanforda. Jest to jedna z najsłynniejszych uczelni w Stanach Zjednoczonych. Jednak to, co jest w niej naprawdę interesujące, to fakt, że stanowi ona serce Doliny Krzemowej. Dolina jest nazywana największym współczesnym klastrem ekonomicznym. Tam obraca się największymi pieniędzmi i tam jest najwięcej firm technologicznych. Tam również znajduje swoją siedzibę Alphabet, czyli spółka-matka Google, która powstała w zeszłym roku.

Google oczami Polaka Przede wszystkim ciągle marzymy, że za dekadę pojawi się polskie Google. Na razie mamy silną fazę na to, aby mieć jak najwięcej jednorożców (czyli firm wycenianych na ponad miliard dolarów), ale Google jest wyceniane na setki takich miliardów! Jako Polak bardzo bym sobie życzył, aby kiedyś pojawiła się tak wielka firma w naszym kraju. Pytanie tylko czy jak na razie nas to trochę nie przerasta? Niby internet jest wszędzie. Niby nie ma żadnych granic. A jednak tych jednorożców jest tak mało, a gdzie tu mówić o polskim Google!

Oczami Polaka Google jest fenomenem. Z jednej strony wyszukiwarka, która ułatwia życie miliardom ludzi, a z drugiej największy system operacyjny na świecie. A do tego mnóstwo powiązanych projektów tak oczywistych jak Gmail, lub tak pożądanych jak Google Drive. Wielokrotnie zachwycałem się w felietonach na tym blogu największym wynalazkiem Google, czyli ekosystemem ekonomicznym. Jeśli ktoś myśli, że to wyszukiwarka lub Android są największym wynalazkiem, to może się mocno mylić. Dopiero gdy te wszystkie elementy połączą się w jedną unikalną całość, to tworzą coś niepowtarzalnego.

Być może patrzę na to w zbyt ekonomiczny sposób, ale ekosystem, to bardzo ważny wynalazek naszych czasów. Google wszystkie swoje produkty i usługi łączy od razu z Androidem i wyszukiwarką. Czy to jest za wiele? Otóż nie! To ma naprawdę wielki sens, bo dzięki temu nasze życie staje się łatwiejsze. Aczkolwiek jest tutaj drugi punkt widzenia, w którym Google wie o nas za dużo. Myślę, że jeszcze więcej wie aktualnie Facebook, ale ilość informacji, które Google ma na nasz temat może być przerażająca. Tylko powiedz mi Drogi Czytelniku Tak szczerze: co takiego jest w przeciętnym Kowalskim, żeby te dane były jakieś interesujące czy potrzebne do inwigilacji? Dzięki tym danym dostajemy lepsze wyniki wyszukiwania i bardziej spersonalizowane oferty.

Google jest potęgą, ale to nie oznacza, że gigantowi wszystko wychodzi. Są dziesiątki projektów, które zrobiono na próbę, a potem je wygaszono. Osobiście bardzo, bardzo tęsknię za Google Wave, bo był to naprawdę interesujący projekt, który został zamknięty :). No ale taki już los projektów, które nie zdobyły dużej popularności. Jednak dzięki tym eksperymentom i przejęciom Google co roku umacnia swoją pozycję. Jest tylko jedna rzecz. Jedna drobna rzecz, która nie daje im spokoju: w każdej chwili może pojawić się projekt, który w ciągu trzech lat wywróci wszystko do góry nogami. Dzisiaj mówi się o Facebooku i Snapchacie. O czym jednak będziemy mówić za 3 lata?

Dzisiaj każdy, nieważne skąd, ale to każdy może zrewolucjonizować internet. Napisałem kilka interesujących felietonów o tytule: Internet się dopiero zaczyna. I taka jest prawda. Może Ci się wydawać, że wszystko już wymyślono i ciężko tu jakoś specjalnie rewolucjonizować. To błąd w myśleniu! Zabawa się dopiero zaczyna. I w tej zabawie trzeba brać na poważnie Google, bo jest to rewolucjonista naszych czasów!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Pierwszy raz o klubie lojalnościowym z bardziej biznesowego punktu widzenia czytałem wieki temu u Kotlera. Były to czasy, w których trafiłem na jeszcze jedną dość interesującą pozycję Marketing Radykalny. Dziś jest ona bardzo trudno dostępna. Faktem jednak jest, że klub lojalnościowy to nie jest to, co wielu ludziom się wydaje. Jednak dobrze zbudowany klub lojalnościowy buduje legendę marki :).

Harley-Davidson dzisiaj każdy powie, że to legenda. Prawdziwy amerykański sen, który rozprzestrzenił się na cały świat. Właśnie ta firma jest właścicielem jednego z najlepszych klubów lojalnościowych w historii marketingu. Z pewnością ogromne znaczenie ma tutaj drugi człon tego tworu, czyli LOJALNOŚCIOWY. Tak zaangażowanych użytkowników chciałby mieć każdy. Dość ważnym elementem corocznego raportu podsumowującego działalność firmy jest cześć dotycząca tatuowania sobie logotypu przez klientów.

Ile razy słyszałeś już Drogi Czytelniku, że nie sprzedajesz produktów tylko emocje? Harley poszedł jeszcze dalej on sprzedaje styl życia. Tak jak dzisiaj jest moda na tworzenie ekosystemów biznesowych przez firmy związane z technologiami, tak Harley od lat tworzy coś na zupełnie innej płaszczyźnie. Ekosystemy biznesowe starają się zawładnąć nami w fizycznym aspekcie, ale styl życia Harleya zawładną mentalnie tysiącami użytkowników ich motorów. Ten styl życia oparty na ideologi wolności pod tytułem: w weekend ubieram strój, wsiadam na motor i jest tylko droga i ja. Oczywiście oprócz samej pracy Harleya dużą pracę wykonują sami motocykliści. To jednak jest coś, co praktycznie jest nie do zrobienia. Harleyowi jednak się udało :).

Dokonałem pewnej istotnej obserwacji. Zauważyłem, że żaden z technologicznych gigantów nie ma na dobrą sprawę klubu lojalnościowego. Można by za coś takiego uznać Amazon Prime. Jednak sam przyznasz Drogi Czytelniku, że do lojalnego harleyowca jeszcze daleko. Czy to oznacza, że firmy technologiczne nie potrzebują takich klubów? Z pewnością spotkałeś się z programami punktowymi często mylonymi z klubem lojalnościowym. Mam świadomość, że w ogólnym odczuciu wydaje się to dość skuteczna droga na budowanie lojalności wśród klientów. Jednak ostatnimi laty mocno to wszystko osłabło ze względu na gigantyczne progi punktowe, aby dostać jakąś sensowną nagrodę.

Wracając jednak do firm technologicznych. Myślę, że wiele z nich uważa, że samo konto do ich usług załatwia sprawę. Otóż nie! To dopiero początek! Jest jednak spory problem z wprowadzeniem tego typu rozwiązania: target. Jeśli chodzi o Harleya, to sprawa jest jasna kto jest jego idealnym klientem. A kto jest docelowym odbiorcą Google, czy Facebooka? Wszyscy? Więc jak tutaj sprzedać styl życia? :) Nieco łatwiej miałby z pewnością Snapchat, który jest adresowany do bardziej sprecyzowanej grupy klientów. Czy jednak da się zrobić klub lojalnościowy dla wszystkich?

Myślę, że da się zrobić jeden wielki klub, który zawiera sekcje. Jednak aby to zrobić trzeba byłoby mieć w zespole najbardziej tęgie marketingowe głowy :). Tutaj raczej ma się szansę tylko raz, aby to dobrze stworzyć. Zrobić kolejny program punktowy to nie jest wielki problem. Z tego co wiem to Harley nie ma żadnych programów punktowych, a to co się stworzyło wokół tej marki jest niepowtarzalne. Być może to można zrobić tylko do stacjonarnych produktów z duszą, ale jestem przekonany, że kiedyś wielki potentat branży nowych technologii zbuduje swój klub. I przejdzie on do historii!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Największe fortuny naszych czasów powstaną dzięki internetowi. Wiem, że jeden z wiceprezesów Google mówił w polskim programie Sonda 2, że w ciągu 50 lat powstanie coś lepszego niż internet, ale jakoś trudno mi to sobie wyobrazić. Cokolwiek powstanie to raczej będzie pochodna tego, co już mamy. Napisałem kilka felietonów o wiele znaczącym tytule >>Internet się dopiero zaczyna<<. I zdanie to podtrzymuję.

Kolejne pokolenia internetowych przedsiębiorców będą tworzyć coraz ciekawsze pomysły. A te pomysły w przeciągu mniej niż dekady będą zdobywać miliony klientów. To nie jest science-fiction, to się dzieje już dziś! A w miarę rozwoju sytuacji będzie się to dziać coraz szybciej. Wiem, że w tytule tego felietonu napisałem o młodych milionerach, ale internet nie stawia przed nikim jakiś pokaźnych barier. Dzisiaj wielki biznes może zrobić zarówno 20latek, jak i 50latek. Różnica polega jedynie na tym, ze ten drugi ma więcej do stracenia, bo pewnie ma już rodzinę i kredyt hipoteczny.

Ostatnio pisałem artykuł o młodych polskich multimilionerach przed 40stką. Jest to z pewnością ciekawe zjawisko, bo wielu z nich wywodzi się właśnie z internetowych działań. Czy ta sytuacja zmieni się jeszcze bardziej w czasie kolejnej dekady? Myślę, ze tak! Dzisiaj tworzenie biznesu stacjonarnego to działanie na wiele lat. Idzie stworzyć coś wielkiego, ale potrzeba czasu. Dobrym przykładem jest miliarder Dariusz Miłek, który stworzył sieć sklepów CCC. Zaczynał od przysłowiowych bazarów, a dziś podbija zagranicę ze swoim konceptem. Choć i u niego widać zwrot w stronę internetu, ponieważ jakiś czas temu kupił sklep internetowy eObuwie.pl. Myślę, że wykorzystanie kanału internetowego w jego przypadku ma spory potencjał. Wśród polskich miliarderów jest on najmłodszy, ale dochodził do swojego wielkiego biznesu przez lata. Czy można szybciej?

Sztandarowym przykładem wielkiego sukcesu w internecie jest Snapchat. Jego twórcy mają po dwadzieściakilka lat i są już miliarderami. Gdy jednak byłem na pewnej konferencji dotyczącej startupów, to usłyszałem, że taki strzał jest mniej prawdopodobny niż wygrana na loterii Ja się z tym nie zgodzę. Mamy tu znacznie więcej możliwości niż tylko skreślić sześć liczb. Mimo elementu losowości jest tutaj wiele czynników, które mają wpływ. Liczy się znacznie więcej decyzji, które podjęli twórcy. W przypadku polskiego internetu takim strzałem była Nasza Klasa. Jak na razie nie widać aby komuś udało się osiągnąć jej sukces w takim samym czasie. Co oczywiście nie oznacza, że się nie da. Warto jednak zauważyć w obu tych przypadkach pewną zależność: o portalach zrobiło się głośno w momencie, gdy ktoś w nie zainwestował.

Branża internetowa wiąże się z również z różnymi rytuałami, jak chociażby staranie się o inwestora i rundy finansowania. I tutaj pojawia się element dość istotny. W momencie, kiedy inwestor inwestuje w spółkę można mówić o jej wycenie. Wcześniej są to gruszki na wierzbie. Wiem, że fajnie jest ekscytować się sytuacjami, gdy w kogoś zainwestowano na etapie pomysłu miliony. Trzeba jednak pamiętać, że ten ktoś dokonał czegoś wcześniej i na tej podstawie w niego zainwestowano. W moim odczuciu: im później się starasz o inwestora tym lepiej. Jeden z vlogerów świetnie ostatnio to powiedział: gdy masz już skalowalny biznes, to włożenie pieniędzy sprawi, że zwiększy się jego skala.

Pierwsza myśl z tego felietonu: >>największe fortuny naszych czasów narodzą się w internecie<<, mówi bardzo wyraźnie jakie jest moje podejście do sprawy. Skoro nawet polscy miliarderzy inwestują w przedsięwzięcia internetowe, to musi być w tym ogromny potencjał. A jak wiemy oni wychowali się na tradycyjnym biznesie. A Ty drogi czytelniku możesz być częścią internetu.

Powodzenia!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Mijające dni przynoszą nam informacje na temat jednej z najbardziej medialnych spółek internetowych. Snap Inc. (dawniej Snapchat) zaczyna wpływać coraz szerzej na naszą codzienność. Oprócz zmiany nazwy spółki (co najprawdopodobniej oznacza podążanie śladami Google w nazywaniu kolejnych projektów) hitową informacją okazują się snapowe okulary, które mają pozwolić na kręcenie 10 sekundowych filmików z perspektywy oczu. Czy to jakiegoś rodzaju rewolucja, czy kolejny fajny gadżet?

Jakby dobrze się przyjrzeć rozwojowi firm stricte internetowych, to widać, że następuje taki moment kiedy internetowość przestaje wystarczać. Tak było w przypadku Google, które stworzyło Nexusa, oraz tak było w przypadku Amazonu, który zdecydowała się na stworzenie Kindle. Snap nie idzie tutaj nową drogą jedynie jego gadżet jest mniej skomplikowany technologicznie. Własny smartfon (uwzględniając stworzenie systemu operacyjnego Android), oraz własny czytnik ebooków być może wyglądają na proste gadżety. W gruncie rzeczy to Spectacles (bo tak nazywają się okulary), to będzie bardziej sukces marketingowy niż technologiczny.

Idea jest dość prosta. W specjalnych okularach przeciwsłonecznych zamontowano kamerki, które służą do nagrywania 10 sekundowych filmików z perspektywy widzenia osoby noszącej. Filmik ten można szybko przesłać na swojego smartfona, a stamtąd już prosta droga do Snapchata. Jak więc widać: nie jest to skomplikowana idea, ale może ona mocno zrewolucjonizować ten rynek. Okulary stały się elementem lifestyleu, a to oznacza, że zakładane 3 warianty tego wynalazku mogą szybko okazać się niewystarczające. Czy widzisz już ten wielki potencjał jaki niesie współpraca z wielkimi markami mody? Aczkolwiek nie wiem czy to dokładnie jest celem producentów. Być może chcą oni pozostać niezależni od innych firm i tylko kwestią czasu okaże się jak kolejni projektanci będą tworzyć specjalnie dla nich!

Tak, jak już napisałem: technicznie nie jest to nic skomplikowanego. Nie ma co porównywać tego z Google Glass, które mimo swojej rewolucyjności przeszły dopiero w drugą fazę testów. Spectacles to produkt adresowany do konkretnej grupy odbiorców. Jest to grupa młodych ludzi, którzy uwielbiają dzielić się informacjami ze swojego życia z całym światem. W takiej niszy jest ogromny potencjał! Z pewnością wielu z nich wydaje pieniądze swoich rodziców, co przychodzi im z łatwością. To jednak kwestia czasu, aż sami zaczną dobrze zarabiać dzięki świetnemu wykształceniu. Czy nadal będą oni wtedy użytkownikami Snapchata? Tutaj trudno coś więcej powiedzieć. Internet ciągle się zmienia. Tworzą się nowe nisze i pojawiają się coraz bardziej zróżnicowane produkty. Mocną przewagą Snapchata zawsze było targetowanie. Kto jest użytkownikiem Facebooka? Każdy! Kto jest użytkownikiem Snapchata? Młodzi ludzie, którzy uciekli z FB, bo nie chcieli być na jednym portalu ze swoimi rodzicami :).

Snap Inc. jeszcze mocno zatrzęsie rynkiem! I to nie tylko tym internetowym! Dwudziestoparoletni miliarderzy mają głowy pełne pomysłów i jeden z najlepszych zespołów w Dolinie Krzemowej. Dzisiaj nie trzeba stworzyć mega innowacji aby podbić rynek. Już pisałem na ten temat felieton: mikroblogi? Video w sieci? Gdzie tu innowacja? Podobnie jest z ideą snapów. Tymczasowość postów jest ciekawa, ale nie jest to taka innowacja jak pierwszy samolot pasażerski. Dzisiaj liczy się konsekwencja i wykonanie. A to Evanowi Spiegelowi i jego kumplom świetnie wychodzi!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Czy czeka nas Bańka 2.0? 2016-09-01 19:35
 Oceń wpis
   

Może zacznijmy od tego, co rozumiem przez określenie Bańka 2.0.Czym jest bańka spekulacyjna na giełdach z pewnością wiesz. Wiesz pewnie też czym była słynna Bańka dotcomów z około 2000 roku. Więc pytanie, które powinno się postawić brzmi: Czy czeka nas bańka spekulacyjna generacji web 2.0?

Trudno określić moment, w którym narodziło się web 2.0. To zdecydowanie takie zjawisko, które po cichutko wdarło się do naszej rzeczywistości, a następnie każdy był świadomy, ze ono po prostu jest. Czy to dobre, czy złe? Podoba mi się określenie, że jedyną stałą jest zmiana constans znane z fizyki nie istnieje. Gdyby założyć, że nie ma się co za bardzo przyzwyczajać do większości rzeczy, to można by zwariować. I mimo że w roku 2016 nie mamy latających samochodów w standardzie, to jednak zmiana jest widoczna: powstają samochody elektryczne, oraz autonomiczne. Internet jest akurat miejscem, w którym wszystko bardzo szybko się zmienia. Wydaje się, że mając dobry pomysł i profesjonalne wykonanie można osiągnąć wielki sukces. I tak może być w 9 na 10 przypadków, pod warunkiem dobrego wykonania. Podoba mi się to, co powiedział Michał Sadowski z Brand24, że jego pomysł na biznes był pewnie nawet 10 takim pomysłem, ale to czym wygrał ze wspólnikami jest egzekucja.

Wróćmy jednak do spekulacji. Są one charakterystyczne dla kapitalistycznego rynku. Cykl koniunkturalny ma w swoim założeniu fazę rozkwitu i fazę depresji, które w zależności od przyjętej metodyki zawierają fazy pośrednie. Tutaj warto powiedzieć sobie jedną rzecz: nigdy nie jest tak, że wszyscy tracą. Gdy słyszymy o wielkiej depresji, która miażdży rynki, a FED i inne banki centralne bombardują rynek pustymi pieniędzmi, można odnieść wrażenie, że wszyscy tracą. Transakcja jest jak kij: zawsze ma dwa końce. Jeśli ktoś stracił, to również ktoś zarobił. Pieniądz nie znika z rynku on przenosi się w inne miejsce. Bańka spekulacyjna wydaje się czymś, co można przewidzieć. I tak zazwyczaj jest! Niestety inwestorzy naznaczeni owczym pędem płyną na fali, która jest im dana.

Czym różni się potencjalna bańka 2.0 od bańki dotcomów? Przede wszystkim w 2016 roku biznesy są dużo bardziej przemyślane niż w 2000 roku. U progu XXI wieku model biznesowy był najczęściej taki: generować content i zarabiać na reklamach. Pomijając to, że dzisiaj niektóre reklamy są dużo bardziej uciążliwe niż te w roku 2000, to jednak rynek ten ewidentnie dojrzał. Zmieniła się jeszcze jedna ważna rzecz: infrastruktura internetowa. W roku 2000 internet był nowością i nikt go do końca nie rozumiał (no a szczególnie inwestorzy). Każdy myślał, że wystarczą banery reklamowe na stronach i już pieniądze będą płynąć strumieniami. W roku 2016 (właściwie wraz z rozwojem internetu) mocno spopularyzował się termin modelu biznesowego, czyli w jaki sposób firma czerpie dochody. Coraz popularniejszy okazuje się model abonamentowy, na który zdecydował się nawet Microsoft z Office.

Mimo tego, że zarówno przedsiębiorcy, inwestorzy, jak i sami internauci są mądrzejsi i mają dużo większe rozeznanie, to jednak niektóre wyceny film internetowych powodują zawrót głowy. Whatsapp kupiony za 19 miliardów dolarów, Snapchat wyceniany na 10 miliardów dolarów, Uber największym startupem świata itd. itd. Pamiętajmy, że każda rzecz na tym świecie jest warta tyle, ile ktoś chce za nią zapłacić. Pytanie tylko czy wiara w firmy internetowe będzie trwać nieprzerwanie, czy może kiedyś stopnieje. Na chwile obecną firmy wygrywają wspomnianymi modelami biznesowymi. Bo na koniec dnia liczy się to ile masz pieniędzy w portfelu. Nawet jeśli czeka nas bańka, to nie o takiej skali, jak ta dotcomów. A najwięksi i najcwańsi i tak przetrwają czekając na kolejny bąbel spekulacyjny. Jak przyznał Leszek Czarnecki w jednym z wywiadów: on realnie nie odczuwa, że przez kryzys jego firma jest warta kilkaset milionów mniej. To by miało znaczenie jakby chciał sprzedać firmę. Giełda jest barometrem gospodarki, a nie ostateczną wyrocznią. A może trzeba wierzyć słowom Gordona Gekko granego przez Michela Douglasa, który w filmie Wall Street: Pieniądz nie śpi mówi, że kolejną bańką będą odnawialne źródła energii?

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Może nikogo już nie dziwi, że Bill Gates jest na listach miliarderów na pierwszej pozycji, ale zaskoczyć może, że według najnowszych notowań Bloomberga jego majątek przekroczył 90 miliardów(!) dolarów. Kwota niebagatelna, ale eksperci już przewidują dzień, w którym majątek przekroczy 100 miliardów. Również uważam, że to kwestia czasu.

W czasach, których żyjemy dochodzi do ciekawego zjawiska. Powiedział o nim nawet sam Bill Gates: różnicę robi pierwszy milion dolarów, a potem to ten sam hamburger. Oczywiście fajnie byłoby znaleźć się na liście dolarowych miliarderów, ale na pewnym poziomie te kolejne miliony czy miliardy mają małe przełożenie na jakość naszego życia. Choć jak żartują ludzie starsi: nie ma takich pieniędzy zarabianych przez mężczyzna, których nie mogłaby wydać jego żona. Tylko jest jedna dość istotna kwestia: jeśli do majątku dochodzi się stopniowo samemu, to umie się rozporządzać takimi pieniędzmi. Bardzo często słyszy się o ludziach, którzy wygrali większą kwotę na loterii. Zazwyczaj jest tak, że po 5 latach nie mają żadnych pieniędzy, a jeszcze dodatkowo są w długach. Nie byli oni przygotowani na te pieniądze i takie są tego efekty.

Bill Gates do swojego majątku dochodził latami. Z perspektywy czasu można odnieść wrażenie, że dzisiaj jest łatwiej dla firm technologicznych. Mark Zuckerberg z Facebooka dość szybko został miliarderem, dzięki swojej aplikacji. To samo tyczy się młodziutkiego Evana Spiegela ze Snapchata, który dzisiaj jest jednym z najmłodszych miliarderów. Można sobie gdybać co byłoby gdyby Steve Jobs nie sprzedał swoich udziałów w Apple gdy odchodził z niego w latach 90tych. Fakt jest jednak taki, że dzisiaj to Bill Gates jest na szczycie listy Bloomberga. Należy mu się za to wielki szacunek, ponieważ dochodził on do tego ciężką pracą. Fakt: można dzisiaj dojść do miliardów szybciej (jak wspomniany Zuckerberg, który jest na 5 miejscu), ale prawdziwą konkurencją dla Gatesa twórcy aplikacji internetowych będą dopiero za kilka lat. Ciekawe jest to, że Microsoft nie jest obecnie największą firmą technologiczną, jak również to, że kilkanaście lat temu Gates sprzedał dość pokaźny pakiet udziałów i zainwestował w inne firmy. Eksperci mówią, że miało to ogromny wpływa na jego dzisiejszy stan majątku.

Godny zauważenia jest fakt, że Gates (razem z Buffetem) jest inicjatorem akcji polegającej na promowaniu wśród miliarderów deklaracji przekazania większości swojego majątku na cele dobroczynne. Stworzona przez państwo Gates fundacja już dzisiaj jest dotowana ogromnymi kwotami, które są przeznaczane np. na walkę z groźnymi chorobami w Afryce. Jest to ta dobra strona bycia niebotycznie bogatym, w której można zrobić coś dobrego dla świata. Gates i Buffet przekonali dość dużą ilość najbogatszych ludzi tego świata. Tylko czekać, aż jakiś Polak w podobny sposób się zadeklaruje!

Z dzisiejszej perspektywy można dojść do wniosku, że internet sprawił, że dużo łatwiej jest zostać miliarderem. Oczywiście lista dolarowych miliarderów wynosi lekko ponad 1.000 osób, co w porównaniu z tymi miliardami mieszkańców Ziemi wypada słabo. Zależnie od statystyk mówi się, że 90% światowego majątku znajduje się u 10% ludzi. Miały to unaoczni ruchy społeczne protestujące pod Wall Street. Bogaci ludzie również widzą ten problem. Tak jednak jest stworzony kapitalizm. Porównując go jednak z komunizmem, to nie wypada tak tragicznie. Pieniądze nie są najważniejszym wyznacznikiem tego jakim się jest człowiekiem. Bill Gates czy Mark Zuckerberg mają tak samo, jak każdy, 24 godziny dziennie. To czas jest najwyższą wartością!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Miało miejsce wielkie święto firmy Google, która zaprezentowała na swojej konferencji kierunki, w których chce prowadzić programistów. Oczywiście to oznacza również, że zwykli użytkownicy dowiedzą się wiele na ten temat. Takie cuda jak Google Assistant, który pozwoli nam wybrać film i jednocześnie zamówić bilety na niego, czy zupełnie nowe urządzenie Google Home, które przypomina głośnik i tworzy nowy wymiar korzystania z usług Google robią wrażenie. Ja jednak w tym felietonie chciałbym się skupić na innym zaprezentowanym rozwiązaniu, czyli Google Allo.

Razem z Allo została zaprezentowana druga aplikacja Duo. Są one siostrzanymi aplikacjami, które będą się nawzajem wspierać. Jej innowacyjność polega a tym, że wyświetla nam się wideo od osoby, która do nas dzwoni, zanim to odbierzemy. Nie wiem czy to doby pomysł, aby rozdzielać funkcjonalność komunikatora na dwie aplikacje jednak Snapchat zaczyna sobie z tym radzić. Wróćmy jednak do esencjonalnej wartości tego felietony nowy wymiar komunikacji od Google.

Aktualnie ebiznes stoi komunikatorami. Microsoft ma Skype'a, a Facebook Messengera i Whatsapp'a. Snapchat wyrasta na giganta internetowej ery. Co na to wszystko Google? I tutaj rodzi się problem. Tak, jak Google ma problem z własną społecznościówką, tak samo ma problem z komunikatorem. Ciężko nawet zliczyć ile było podejść do tego, aby stworzyć taką aplikację. Większość z nich zakończyła się sromotną porażką. Na dzień dzisiejszy YouTube ma własny komunikator, istnieją cały czas Hangouty. Właściwie do końca nie wiadomo o co temu Google chodzi!

W dobie posiadania największego systemu operacyjnego na świecie (jakim jest Android) firmie bardzo zależy, aby zawładnąć również komunikacją między użytkownikami. To co jest na wielki plus, to logowanie się poprzez numer telefonu. Bardzo podoba mi się ten pomysł, bo na początek sporym problemem jest uzyskanie bazy użytkowników. Czy to jednak wystarczy, aby stać się liderem tego rynku?

Nie widzę w relacjach z konferencji nic przełomowego, co sprawiałoby, że ten komunikator będzie zupełnie inny od wszystkich. Ale może nie do końca o to chodzi. Z tego, co pamiętam to firma Heinz przez lata mówiła o tym, żeby robić proste rzeczy najlepiej jak się da. Myślę, że właśnie prostota jest kluczem do sukcesu, na którym tak zależy Google. Mają oni największą wyszukiwarkę na świecie, fenomenalnego klienta poczty, czy lidera na rynku systemów operacyjnych. Dlaczego również na polu komunikatorów nie mieliby być number one?

Pamiętajmy, że Google to nie są pojedyncze aplikacje. Potęga tej firmy polega na ekosystemie. Co oznacza, że w Google Allo będzie na przykład wspomniany asystent. Po doniesieniach na temat tego, co planuje zrobić Facebook informacja o takiej integracji w ekosystemie Google jest bardzo istotna. Przypomnijmy: już dziś można zamówić kierowcę Ubera przez aplikacje Facebooka, a specjalne boty mają sprawić, że kontakt z firmami będzie dużo szybszy i łatwiejszy.

Również w Allo mają się pojawić boty, które będą mogli tworzyć programiści. Nie wiem na ile to wszystko będzie inteligentne i będzie w tym czuć ludzką stronę. Wiadomo, że dobrze byłoby, aby ta cała sztuczna inteligencja była jak najbardziej ludzka. Rozwój w tym kierunku jest nieunikniony, mimo że informatycy mówią, że komputery nie potrafią myśleć.

Myślę, że Google nie odpuści dopóki nie stworzy lidera na rynku komunikatorów. I ja im życzę jak najlepiej, bo w walce o klienta korzysta właśnie ten klient.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W dniu dzisiejszym moja uwagę w internetach skupiła informacja o tym, że w 2020 roku branża zamawiania jedzenia online w samej Polsce będzie warta miliard złotych rocznie! Suma niebagatelna, a trzeba przyznać, że wszystko się dopiero zaczyna. Z resztą cały szał na internet dopiero się zaczyna. I będzie to się rozwijać w ciągu najbliższych kilku lat do poziomu o jakim się nie śniło tym, którzy zaczynali wchodzi w tę gałąź rynku w latach 90tych XX wieku.

Wszystko się dopiero zaczyna! Wydaje Ci się drogi Czytelniku, że w internecie jest już wszystko? Niewiele można tu wymyślić? Błąd! To tylko minimalnie ucywilizowany dziki zachód. Fakt, że te 15 lat temu trzeba było inwestować w wielkie serwery i ogromne ilości transferu, a dzisiaj sprawę załatwia chmura obliczeniowa znajdująca się na przykład w Stanach Zjednoczonych niewiele zmienia. Fakt, że mieliśmy do czynienia z wielką bańką dotcomów z roku 2000, kiedy to inwestorzy przekonali się, że coś takiego jak nowa ekonomia nie istnieje. To, że tuzy z Wall Street musiały przekonać się, że pieniądze nie rosną na drzewach nie świadczy o złej naturze internetowych biznesów. Jakby przyjrzeć się ekonomii i cyklom koniunkturalnym, to średnio co kilkanaście lat jest nadmuchana jakaś bańka spekulacyjna wokół czegoś oczywistego. Wielki Kryzys roku 2008 to po prostu mówiąc delikatnie: przejaw zbyt dużego optymizmu banków.

Wracając jednak do internetu: najprawdopodobniej w ciągu najbliższych lat będziemy mieć do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną. Tym razem nawiązując do web 2.0 można ją nazwać bańką 2.0. Czy coś się jednak zmieniło od poprzedniej bańki? Oczywiście! Biznesy internetowe są zdecydowanie bardziej przemyślane, a złotą regułą zaczął być dopracowany model biznesowy. Wiem, że fajnie byłoby mieć od samego początku wielkie pieniądze z reklam. To jednak działa dopiero od pewnego (dość wysokiego!) pułapu. Na reklamach idzie zarobić, ale jest to ciężka droga. Dlatego wiele biznesów internetowych dzisiaj skupia się na tym, aby pobierać opłaty za dodatkowe funkcjonalności, albo stosując abonamenty dla coraz fajniejszych aplikacji.

Idąc tym tropem widać, że abonamenty sprawdzają się w najlepszym przypadku na rynku B2B. Zwykli użytkownicy często są przyzwyczajeni do tego, że internet powinien być darmowy. Swoją drogą jest w tym pewna logika: skoro płacę za abonament za internet (często nie są to niemałe pieniądze), to dlaczego dostawca nie dzieli się pieniędzmi z stronami, które odwiedzam? Skoro działa to w przypadku telewizji kablowej, to dlaczego nie działa tutaj? Oczywiście można mówić o zbyt dużym rozproszeniu dostawców stron internetowych, ale skoro samo Google bierze pod uwagę taką opcje i planuje w przyszłości dzielić się wpływami z twórcami stron, to jednak coś jest na rzeczy!

Model SaaS (Software as a Service), w którym standardem są abonamenty zdecydowanie jest przyszłością internetu. Skoro Microsoft robi Office 365 w takim modelu to znaczy, że widzi w nim potencjał. Pisałem już o serwerach, a właściwie chmurze obliczeniowej, która bardzo staniała. Czy są jakieś inne bariery wejścia? Wiedzę marketingową można nabyć. W zespole cholernie ważną osobą jest sprzedawca. Nieważne czy na blogu pisałem o Arturze Kurasińskim, czy o Tadzie Witkowiczu, to jednak kluczowym elementem każdego biznesu jest sprzedaż! Tego się nie przeskoczy. Można mieć nieskończony produkt, ale nie można nie mieć urodzonego sprzedawcy.

Kwestie techniczne nie są aż tak bardzo skomplikowane. Jeśli się uprzeć, to można się samemu nauczyć programować i stworzyć pierwszą stronę (sam wybrałem tę drogę). Jednak jeśli ma się odłożoną gotówkę, to można to po prostu zlecić. Polacy to najlepsi programiści na świecie! Czy chcesz mieć programistę u siebie, czy zlecić to zadanie Software Houseowi, to jedno jest pewne: warto inwestować w Polaków.

Jedyne, co może po części ograniczać przed wejściem w tę branżę, to prawdopodobieństwo wtopy. Jeśli offline robisz coś oczywistego np. otwierasz warzywniak, to masz znacznie większe szanse na sukces niż w przypadku online. Natomiast szansa, że ten warzywniak zmieni się w międzynarodową sieć warzywniaków jest mniejsza, niż to, że internetowy startup osiągnie globalny sukces. Ryzyko to trzeba po prostu zaakceptować. Ale jak nie wyjdzie jedno to wyjdzie drugie, albo trzecie. Oczywiście jesteśmy jeszcze daleko za Doliną Krzemową, w której chwali się porażki i to jakie lekcje startupowcy z nich wyciągnęli. Bodajże prezes Pixers powiedział, że wyłożył ponad 20 startupów zanim zrobił Pixers. Jak na Polskę to jest to fascynujący wynik :).

Wiem, że kiedyś youtuber Krzysztof Gonciarz powiedział, że nasze czasy nie są jeszcze aż tak fascynujące, bo co to dopiero będzie jak będziemy kolonizować inne planety. Ja jednak uważam, że nasze czasy są mocno fascynujące! Największe fortuny dopiero powstaną! I powstaną one w internecie. Przykład chociażby Snapchata, gdzie założyciele są młodsi ode mnie, a mają firmę wartą 10 miliardów dolarów (może nawet już więcej). Może i eksperci powiedzą, że takie coś to jak wygrana na loterii, że ciężko trafić w gusta ludzi, w to co będzie modne. Ja jednak przychylam się do tego, co powiedział Rafał Agnieszczak, że tu chodzi o ciężką, wytrwałą pracę a sukces w końcu przyjdzie! Nieważne czy to będzie za 5, czy 15 lat!

To czego bym sobie szczerze życzył, to wielkie sukcesy Polaków na internetowej arenie międzynarodowej. Jest coraz więcej firm, które mają taki potencjał, jak chociażby Livechat wyceniany na miliard złotych. Liczę na to, że doczekamy się polskiej firmy, która będzie tak wielka jak chociażby Microsoft. Czy jest to trudne? Cholernie! Ale Polacy są przedsiębiorczy i utalentowani. Są w stanie osiągać wielkie sukcesy. Z pewnością już niedługo się doczekamy!

Wiem, że stawiam śmiałą tezę pod tytułem: Internet się dopiero zaczyna. Ale ja jestem tego pewien na 1000%. To jeden z tych przełomowych wynalazków, które przewracają świat do góry nogami, jak telefon, czy kolej żelazna. Największe firmy tego świata wykorzystują internet na wielu polach. Aktualnie największą wycenę ma Apple. Czym byłyby wynalazki tej firmy bez internetu? Wielki pochód do wielkości z końcówki lat 90tych zawdzięczają iPodowi, który byłby pewnie tylko fajnym gadżetem bez iTunes!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Korzystam ze Slacka i jestem pod jego ogromnym wrażeniem. Ten komunikator pokazuje, jak robić biznes w internecie! Nie spotkasz na nim reklam, ponieważ po części jest to płatna aplikacja. A że ludzie za to płacą, to oznacza, że jest on strzałem w dziesiątkę. Każdego dnia korzysta z niego 2,3 miliony użytkowników. Czy to dużo, czy mało? Przy fenomenalnych wynikach Facebook, czy Snapchata nie wydaje się to dużo, ale trzeba zauważyć, że prawie 30% użytkowników tego komunikatora za niego płaci.

Model biznesowy Slacka wydaje się być zupełnie inny niż to w co wierzą founderzy z ery web 2.0. Google czy Facebook zarabiają na reklamach. I choć starają się one zdywersyfikować źródła przychodów, to jednak jest to ich główne źródło utrzymania. Za tym trendem podążają inni. Tak, jak chociażby wymieniony Snapchat. Czy można jeszcze wierzyć w zarabianie na reklamie? Stoimy przed bardzo ważnym momentem w dziejach rozwoju internetu. Użytkownicy są coraz bardziej skłonni płacić za aplikacje czy artykuły. Choć trzeba przyznać, że aktualnie ma to większe zastosowanie bardziej w projektach skierowanych do biznesu. Slack jest właśnie takim projektem, ponieważ tworzy on kanał komunikacji w ramach miejsca pracy.

Wróćmy do samej idei tak niezwykle genialnej w swej prostocie. Gdy jesteś pracownikiem firmy, która coś tworzy, to zależy Ci na sprawnej komunikacji wewnątrz firmy. Wiadomo korzystasz z firmowych e-mail. Czasem pojawia się pomysł, żeby używać do komunikacji Facebooka lub Skype. Ma to jednak swoje wady, o których z pewnością przekonali się Ci którzy próbowali tych opcji. Podstawową kwestią jest to, że są to miejsca, w których znajdują się nasze prywatne punkty odniesienia, a raczej nie robi się specjalnie konta do celów firmowych (w przypadku Facebooka jest to chyba nawet niedozwolone). I tutaj pojawia się Slack...

Podstawowy sposób działania Slacka podzieliłbym na kanały, oraz prywatne wiadomości. Wszystko podane w sposób przejrzysty i niemalże oczywisty. Podstawowym kanałami są Organization (rzeczy związane z firmą) czy Random (luźny kanał na tak zwane rzeczy z czeluści internetów). Oczywiście kanały można dodawać wedle potrzeb. I tutaj pojawia się pewna innowacja, która niesamowicie usprawnia pracę: nie trzeba dodawać nikogo do znajomych. Myślę, że to kompletnie mijałoby się z celem. A tak na jednym komunikatorze może być kilkadziesiąt osób i w każdej chwili możemy napisać prywatną wiadomość do dowolnej z nich.

Inną ciekawą funkcją Slacka jest mnogość reakcji, oraz możliwość definiowania własnych. To co aktualnie wprowadził Facebok, że oprócz przycisku lubię to mamy kilka innych reakcji, to na Slacku jest znacznie bardziej rozbudowane. Dodatkowo z tego co widziałem na Facebooku na post można odpowiedzieć tylko jedną reakcją, a na Slacku możemy użyć dowolną ilość. Na Slackach, w których uczestniczę hitem okazały się ikonki z twarzami uczestników. Nie wiem czy sami twórcy przewidzieli, ze można to zrobić w taki sposób, ale idea genialna.

Slack to nie Facebook i to trzeba podkreślać od początku. Ma to działać zupełnie inaczej, dzięki czemu można sobie pozwolić na płatności od dużej części użytkowników. Może ilość użytkowników nie jest jeszcze oszołamiająca (choć pewnie jak na narzędzie biznesowe to jest), ale ilość płacących użytkowników robi ogromne wrażenie! Osobiście jestem wielkim fanem Slacka. Spotkałem się z różnymi formami komunikacji w firmie i ta chyba jest najwygodniejsza,

Slacku! Dużo sukcesów!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi