napoleoński umysł
 Oceń wpis
   

Android stał się największym systemem operacyjnym na świecie. Przebił on nawet pozycję Windowsa, który wielokrotnie był uważany za monopolistę. Oczywiście wynika to również z popularności urządzeń mobilnych, które stały się nieodłącznym elementem naszego codziennego życia. Czy ktoś jest w stanie mu jeszcze w ogóle zagrozić?

Gdy myślę o Androidzie, to pojawiają mi się w głowie słowa szach-mat! Aliasy strategiczne, które zawiązało Google, to prawdziwe mistrzostwo. Zarówno to z kim, oraz w jaki sposób. Jednym z moich pierwszych wpisów na tego bloga był wpis o konsorcjum Androida. Chodziło o to, że Google dobrało sobie świetnych partnerów: sieci komórkowe, producentów sprzętu i oprogramowania i rzuciło wyzwanie Apple. System operacyjny był na licencji open source, jednak jego sprytnym ogranicznikiem było stosowanie patentów.

Minęło jakieś 5 lat od tego wpisu, a to wszystko urosło do takich rozmiarów, że po prostu w głowie nam się to nie mieści :). Dzisiaj telefony z Androidem, to większość telefonów w ogóle. Czy ktoś pamięta jeszcze jaką potęgą była Nokia? Czy ktoś pamiętam, że Apple było pretendentem do pierwszego miejsca na podium? W chwili obecnej zwycięzcą jest Android. Może nam się to podobać lub nie. Wszystko ma swoje wady i zalety. Wadą jest oczywiście to, że jesteśmy w rękach konsorcjum Google i nikt tak naprawdę nie wie jak daleko to sięga. Z drugiej strony ujednolicenie systemu operacyjnego spowodowało wysyp aplikacji mobilnych. Dzisiaj wszyscy robią aplikacje na Androida! Z Apple też się wszyscy liczą. Mały udział w rynku ma Windows na urządzenia mobilne i aplikacje na niego dostosowują raczej dojrzałe firmy.

Mówiłem już wielokrotnie, że z biografii Jobsa dowiedziałem się, że chciał on pod koniec życia przeznaczyć wszystkie dostępne środki Apple, aby zniszczyć Androida. To był wielki wizjoner i umiał realnie oszacować zagrożenie, które przyszykowało mu Google. Jego następcy nie starczyło już być może odwagi, aby tak zdecydowanie uderzyć w konkurencję. Sama koncepcja iPhonea jako ujednoliconego telefonu premium, o którym wszyscy marzą jest naprawdę spoko! On zawsze będzie bardziej prestiżowy niż konkurenci z Androidem. Pytanie tylko czy ludzie chcą jeszcze płacić premię za bycie cool :).

Android stał się ogólnodostępny gdyż jest on tani. Gdy producenci mają się zdecydować na Windowsa, to trochę przerasta ich to, że za każdą licencję trzeba płacić niemałe pieniądze. Pamiętajmy jednak, że jest to jeszcze większa walka niż za czasów walki Gatesa i Jobsa na linii: Macintosh vs standard IBM PC. Jakby nie patrzeć: może się wydawać, że walka w urządzeniach mobilnych jest zakończona. Jest podium na którym jest Android, Apple i Microsoft. Jednak różnica między 1 a 3 miejscem jest za duża!

Jestem wielkim fanem nowego podejścia Microsoftu, w którym tworzą oni jeden najważniejszy produkt: Windows 10. Ma on być systemem uniwersalnym, który tylko dostosowuje rozdzielczość do urządzenia. Koncept genialny. Szczególnie w świetle tego, że Microsoftowi po prostu namnożyło się tych systemów. Może mój zachwyt jest przesadny, bo jak na razie nie widać z tego, aż tak dużych efektów. Jednak sam koncept jest świetny i jeśli ktoś ma zagrozić Androidowi to właśnie Microsoft! Apple jest tak naprawdę systemem zamkniętym, w którym założeniem jest samodzielne tworzenie i integrowanie urządzeń i oprogramowania. Na początku Jobs nie chciał się nawet zgodzić na App Store! To nie jest wcale takie złe podejście, bo ma się wpływ na doświadczenie całościowe. To jest trochę, jak ze sklepem. Jeśli zawali kasjer, to nie mamy pretensji do tego konkretnego kasjera w naszych oczach nawalił cały sklep!

Oczywiście żyjemy w tak pięknych czasach, że może pojawić się zupełnie nowy system operacyjny, który rozwali to co zbudował Android. Ale to będzie naprawdę trudne! Mimo wszystko wszystkim tego życzę. A tak po prostu dla większej konkurencyjności :) Bo wtedy wygrywamy my klienci!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
Śmierć smartfonom 2017-05-23 18:52
 Oceń wpis
   

Żyjemy w czasach niewyobrażalnego rozwoju. To, co dzisiaj ma osoba biedna jest niewyobrażalnie luksusowe względem tego, co miała bogata w średniowieczu. To dzięki technologii. Dzisiaj nie wiemy, jak losy technologii potoczą się dalej. Fakt 50 lat temu uważano, że dzisiaj będziemy mieć latające samochody i będziemy kolonizować Marsa. Czy jednak nie rozwijamy się tak szybko, jak zakładały mądre głowy sprzed pół wieku? Co prawda kosmos ma w sobie jeszcze wiele zagadek, a latające samochody byłyby możliwe, ale koncept po prostu się nie sprawdza. Możemy jednak dostrzec jak bardzo rozwija się internet, a razem z nim technologie mobilne. I w tym poukładanym świecie kilka firm szykuje rewolucję :).

Wspominany codziennie w dziesiątkach artykułów Steve Jobs założył sobie, że tworząc iPhonea i iPada tworzy nowy wymiar technologii. Eksperci (a może i sam Jobs) nazwali to Post-PC. Tablety i smartfony okazały się kompletną rewolucją. Stało się to z pewnością dzięki wielkiemu talentowi sprzedawcy, jaki miał Jobs. Technologie te trafiły jednak na podatny grunt, a był nim ogromny rozwój internetu. Napisałem kilka felietonów na tym blogu, że >> internet się dopiero zaczyna <<. Razem z nim tak naprawdę dopiero zaczynają się technologie mobilne. A w tym wszystkim jesteśmy my: użytkownicy tych technologii. Czy kupimy wszystko, co wymyślą wielkie korporacje z Doliny Krzemowej lub Azji? Jak pokazuje historia: to tak nie działa. To, że jakieś tęgie głowy z wymienionych lokalizacji coś wymyślą, to nie jest jednoznaczne z tym, że okaże się to rynkowym hitem. Każda wielka firma ma w swoim portfolio niezłe wtopy po prostu przestaje w pewnym momencie o nich mówić :).

Nie mam tak naprawdę pewności co jest większym wynalazkiem: internet czy smartfon. Wynika to z tego, że te wynalazki nawzajem siebie wspierają i tworzą kilka efektów sieciowych. Myślę, że ludzie po prostu się przyzwyczaili do smartfonów. Tak, jak jeszcze 10 lat temu w naszych kieszeniach królowała Nokia, która miała większość rynku tak dzisiaj niemal każdy ma już smartfona. Wyjątkiem mogą być jedynie uproszczone telefony, które są adresowane przede wszystkim do seniorów. To jednak nie jest aż tak duży procent rynku. Smartfony są królami naszych kieszeni i torebek! Jednak to już wkrótce może się zmienić

Nieważne czy to Facebook czy Google każdy myśli o wirtualnej lub rozszerzonej rzeczywistości. Każdy widzi to na swój sposób. A to Google Glass, czyli okulary, które dodają elementy do widoku, który widzimy. A to Oculus Rift, który tworzy wirtualną rzeczywistość w specjalnych goglach. Jedno jest faktem: firmy widzą w tym wielki potencjał! I to tak wielki, że chcą zastąpić tymi technologiami poczciwego smartfona :). Czy znajdzie się firma, która będzie umiała to wszystko sprzedać? Wiem, że fajnie jest zakładać, że te technologie wprowadzą nowy wymiar do naszego życia i są one kolejnym krokiem w nieustannej ewolucji. A może to nie jest ewolucja, tylko droga oparta na kolejnych mniejszych lub większych rewolucjach? Ciężko stwierdzić!

Wiem, że większość ekspertów uważa, iż jest to nasza przyszłość i wielkie firmy doprowadzą do tego, że wszyscy będziemy pożądać specjalnych okularów zamiast smartfona. Ja jednak myślę, że takie okulary mogą być najwyżej dodatkiem do smartfona. Oczywiście perspektywa, w której zakładam specjalne okulary i mam widok na 40 calowy telewizor, który w rzeczywistości nie istnieje, jest bardzo kusząca. Ale czy naprawdę tak łatwo będzie przekonać masy, że nie potrzebują one prostokątnego urządzenia w kieszeni, tylko wystarczą okulary?

Mam wrażenie, że tutaj dość ważną warstwą jest warstwa sprzedażowa. Czy znajdzie się nowy Jobs, który sprzeda ludziom ideę Post-Post-PC? :)

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Prezes jednej z najpotężniejszych korporacji technologicznych lat 70 i 80 wprost wyśmiał takich ludzi, jak Steve Jobs i Bill Gates. Uważał, że nikt nie będzie potrzebował komputerów osobistych, że jest to jakaś mrzonka. Co byłoby gdyby Bill Gates go posłuchał? :)

Komputer osobisty to prawdopodobnie jeden z najważniejszych wynalazków XX wieku. Problem z umiejscowieniem go na pierwszym miejscu polega na tym, że po prostu tamten wiek był pełen wielkich wynalazków. Jest co prawda wynalazek, który uważam za jeszcze ważniejszy, ale do jego zaistnienia na szeroką skalę były potrzebne komputery klasy PC. Oczywiście chodzi o internet.

Komputer osobisty ma tak naprawdę wiele pochodnych, które dziś możemy postrzegać w laptopach, smartfonach czy tabletach. Czy ktoś jeszcze pamięta złote czasy skrzynek z dołączaną klawiaturą, myszą i monitorem z kineskopem. W polskich realiach takie urządzenie było synonimem luksusu. Jednak czy ktoś jeszcze kojarzy, że istniały dwa podejścia do tego typu urządzeń?

Z jednej strony był Microsoft, a z drugiej Apple. Microsoft zakładał, że tworzy tylko i wyłącznie system operacyjny, który będzie adresowany do standardu IBM PC. Każdy element komputera mógł być tak naprawdę stworzony przez inną firmę, a następne składało się to wszystko w całość. Rozwiązanie genialne w swej prostocie, ponieważ trudno, aby jedna firma doskonale zrobiła wszystko. Należy jednak pamiętać o ś.p. Stevie Jobsie, który miał fioła na punkcie doświadczenia całościowego. I miał on dużo racji. Trudno, aby składak mógł konkurować z komputerem, którego każdy element jest stworzony tak, aby współgrał z innymi. Jobs uważał, że zarówno oprogramowanie i sprzęt mają tworzyć jedność i powinna je składać w całość jedna firma.

Zasadniczo doczekaliśmy się podejścia Jobs przy okazji tworzenia laptopów. Myślę, że w tej chwili każdy większy producent stara się, aby podzespoły ze sobą świetnie współpracowały i dobrze działały na systemie operacyjnym, na który sprzęt jest przeznaczony. Ja do dziś wychodzę z założenia, że tak naprawdę nie jest istotne jakie podzespoły są w laptopie, ale liczy się przede wszystkim to, kto go składał. Nie chcę tutaj robić kryptoreklamy jakimś producentom, ale były w historii komputeryzacji takie laptopy, które powalały jakością jak na swe czasy, a nie musiały być wcale złożone na najlepszych podzespołach.

Wróćmy jednak do zapotrzebowania na komputery osobiste. Jobs przegrał z Gatesem w momencie, gdy prezes Apple ściągnięty z Pepsi zdecydował, że ludzie muszą zapłacić za marketing pierwszego Macintosha. Co byłoby gdyby wtedy cena była bardziej atrakcyjna? Trudno wyrokować czy Apple wygrałoby z Windowsem. Jednak na pewno jego pozycja byłaby dużo lepsza. Jobs odgryzł się dopiero przy iPhonie, który sprawił, że iOS stał się jednym z najważniejszych systemów operacyjnych, a dodatkowo wzmocnił pozycję komputerów osobistych i laptopów od Apple. Windowsa jednak trudno było dogonić. Udało się to dopiero Androidowi, który w tej chwili jest najpopularniejszym systemem operacyjnym na świecie.

Historie z pierwszych lat istnienia komputerów osobistych stały się legendą. Czy przyjdzie czas gdy tak samo będzie z tym co dzieje się dzisiaj? Komputery podłożył podwaliny pod jeden z najpotężniejszych przemysłów naszych czasów. I przede wszystkim jest to przemysł, który ma ogromny wpływ na jakość naszego życia. Dobrze, że Gates i Jobs nie słuchali mądrych głów :).

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Jak pokazują dane statystyczne prawie 9 na 10 smartfonów na świecie ma system Android na pokładzie. Czy to oznacza, że spełnił się koszmar Steve'a Jobsa?

Jobs decyzję twórców Google o zainwestowaniu w system operacyjny Android uważał za zdradę. Zanim do tego doszło Brin i Page traktowali Jobsa, jak swojego wielkiego mentora. Jak mówią plotki: chciał on przeznaczyć wszystkie dostępne środki Apple, aby zniszczyć Androida. Dzisiaj już wiemy, że to się nie udało.

Pochód Androida był skazany na sukces. Lata temu gdy Google zdecydowało się zainwestować w ten system operacyjny rynek smartfonów dopiero się rodził. To były czasy, w których Apple zaczynało wygryzać Nokię z pozycji lidera. Czy jest ktoś kto nie pamięta czasów gdy Nokia miała większość rynku? Musiałaby być to naprawdę młoda osoba. W tamtych czasach największą piętą achillesową telefonów był system operacyjny. Nie to, że nie działał po prostu niemal każdy telefon miał swój własny system operacyjny i trudno było standaryzować aplikacje. To bodajże Bill Gates powiedział, że siłą systemu operacyjnego są aplikacje na niego stworzone. Nie wiem czy się orientujesz, ale wartość sprzedawanych aplikacji na system operacyjny Windows jest znacznie większa niż wpływy ze sprzedaży licencji na ten system.

Nokia miała Symbiana, który miał stać się standardem. Nie był to taki zły system operacyjny. Po prostu zmiotła go konkurencja! I tak zaczyna się historia Apple. Po wielkim sukcesie iPoda zdecydowali się oni zrobić... tablet! Jednak stwierdzili, że są do niego potrzebne większe moce przerobowe, niż są aktualnie w stanie osiągnąć, więc zdecydowali się na smartfona. Tak powstał iPhone telefon odpowiadający dziś za 70% wpływów giganta z Cupertino. I mimo że Apple jest największą firmą świata i jako pojedynczy dystrybutor sprzedaje najwięcej smartfonów, to jednak pod względem ilości systemów operacyjnych wygrywa Android. Jak to możliwe?

Android od początku miał zupełnie inne podejście od konkurencji. Jednym z moich pierwszych felietonów na tym blogu dotyczył konsorcjum, które stworzyło wokół siebie Google. To coś niespotykanego dotychczas. No chyba, żeby porównywać Trust Rockefellera, który po pewnym czasie stał się nielegalny :). Tutaj jednak z pewnością siedziały nad tym sztaby prawników, aby współpraca dziesiątek firm telefonicznych i telekomunikacyjnych była w pełni legalna. O ile się orientuje to nie ma jakiegoś nadrzędnego organu tego konsorcjum. Wydaje się to być umową nieformalną, w której każdy chętny może brać udział.

Android to genialny alias strategiczny, który wszystkim się opłaca. Google ma swoje profity z Google Play, oraz promowania swoich aplikacji zaczynając od wyszukiwarki na gmailu kończąc. Producenci telefonów mogą w łatwy sposób dostać się do największego ekosystemu biznesowego naszych czasów. Twórcy aplikacji mają na start mega bazę klientów. A operatorzy telefonii komórkowych dostają gotowy produkt, którego pożądają klienci. To wszystko może się nie podobać tylko konkurencji! Czy Jobs przewraca się w grobie?

Tak, jak już tutaj pisałem: chodziła plotka, o której wspomniał nawet biograf Jobsa: że chce on przeznaczyć wszystkie rezerwy Apple, aby zniszczyć Androida. Należy pamiętać, że to był wizjoner i musiał wiedzieć jak wielkie zagrożenie dla jego firmy są działania Google. Przewidział to, a dzisiaj już nie widzi, jak jego system operacyjny traci udziały w rynku! Zobaczymy co przyniesie przyszłość na chwilę obecną tendencja jest wzrostowa!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Może nikogo już nie dziwi, że Bill Gates jest na listach miliarderów na pierwszej pozycji, ale zaskoczyć może, że według najnowszych notowań Bloomberga jego majątek przekroczył 90 miliardów(!) dolarów. Kwota niebagatelna, ale eksperci już przewidują dzień, w którym majątek przekroczy 100 miliardów. Również uważam, że to kwestia czasu.

W czasach, których żyjemy dochodzi do ciekawego zjawiska. Powiedział o nim nawet sam Bill Gates: różnicę robi pierwszy milion dolarów, a potem to ten sam hamburger. Oczywiście fajnie byłoby znaleźć się na liście dolarowych miliarderów, ale na pewnym poziomie te kolejne miliony czy miliardy mają małe przełożenie na jakość naszego życia. Choć jak żartują ludzie starsi: nie ma takich pieniędzy zarabianych przez mężczyzna, których nie mogłaby wydać jego żona. Tylko jest jedna dość istotna kwestia: jeśli do majątku dochodzi się stopniowo samemu, to umie się rozporządzać takimi pieniędzmi. Bardzo często słyszy się o ludziach, którzy wygrali większą kwotę na loterii. Zazwyczaj jest tak, że po 5 latach nie mają żadnych pieniędzy, a jeszcze dodatkowo są w długach. Nie byli oni przygotowani na te pieniądze i takie są tego efekty.

Bill Gates do swojego majątku dochodził latami. Z perspektywy czasu można odnieść wrażenie, że dzisiaj jest łatwiej dla firm technologicznych. Mark Zuckerberg z Facebooka dość szybko został miliarderem, dzięki swojej aplikacji. To samo tyczy się młodziutkiego Evana Spiegela ze Snapchata, który dzisiaj jest jednym z najmłodszych miliarderów. Można sobie gdybać co byłoby gdyby Steve Jobs nie sprzedał swoich udziałów w Apple gdy odchodził z niego w latach 90tych. Fakt jest jednak taki, że dzisiaj to Bill Gates jest na szczycie listy Bloomberga. Należy mu się za to wielki szacunek, ponieważ dochodził on do tego ciężką pracą. Fakt: można dzisiaj dojść do miliardów szybciej (jak wspomniany Zuckerberg, który jest na 5 miejscu), ale prawdziwą konkurencją dla Gatesa twórcy aplikacji internetowych będą dopiero za kilka lat. Ciekawe jest to, że Microsoft nie jest obecnie największą firmą technologiczną, jak również to, że kilkanaście lat temu Gates sprzedał dość pokaźny pakiet udziałów i zainwestował w inne firmy. Eksperci mówią, że miało to ogromny wpływa na jego dzisiejszy stan majątku.

Godny zauważenia jest fakt, że Gates (razem z Buffetem) jest inicjatorem akcji polegającej na promowaniu wśród miliarderów deklaracji przekazania większości swojego majątku na cele dobroczynne. Stworzona przez państwo Gates fundacja już dzisiaj jest dotowana ogromnymi kwotami, które są przeznaczane np. na walkę z groźnymi chorobami w Afryce. Jest to ta dobra strona bycia niebotycznie bogatym, w której można zrobić coś dobrego dla świata. Gates i Buffet przekonali dość dużą ilość najbogatszych ludzi tego świata. Tylko czekać, aż jakiś Polak w podobny sposób się zadeklaruje!

Z dzisiejszej perspektywy można dojść do wniosku, że internet sprawił, że dużo łatwiej jest zostać miliarderem. Oczywiście lista dolarowych miliarderów wynosi lekko ponad 1.000 osób, co w porównaniu z tymi miliardami mieszkańców Ziemi wypada słabo. Zależnie od statystyk mówi się, że 90% światowego majątku znajduje się u 10% ludzi. Miały to unaoczni ruchy społeczne protestujące pod Wall Street. Bogaci ludzie również widzą ten problem. Tak jednak jest stworzony kapitalizm. Porównując go jednak z komunizmem, to nie wypada tak tragicznie. Pieniądze nie są najważniejszym wyznacznikiem tego jakim się jest człowiekiem. Bill Gates czy Mark Zuckerberg mają tak samo, jak każdy, 24 godziny dziennie. To czas jest najwyższą wartością!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

W mijającym tygodniu gruchnęła wieść, że sprzedaż iPhonea spadła o kilkanaście procent. Podobnie pospadała sprzedaż pozostałych urządzeń ze stajni nadgryzionego jabłka. Co to oznacza dla Apple? A co to oznacza dla świata? Czy to początek końca pewnej epoki?

Temat dochodzenia przez Apple do wielkości był wałkowany wielokrotnie również na tym blogu. Historia buntownika Jobsa jest jedną z najbardziej romantycznych historii przełomu wieków. Wielkie odejście i wielki powrót. Powstają na ten temat książki i filmy (kto wie może doczekamy się nawet gry komputerowej). Główna idea tego buntownika to wprowadzenie świata w erę Post-PC, czyli kolejny etap w rozwoju komputeryzacji. I choć desktopy całkowicie nie umarły to widać jak smartfony i tablety przejmują ogromną ilość ich zadań. I w tym wszystkim jest iPhone jeden z największych hitów sprzedażowych wszech czasów.

Czy świat wyglądałby inaczej bez iPhonea? Myślę, że ktoś na koncept smartfona jednak by wpadł. Tym bardziej, że wcześniej były takie urządzenia. A zdecydowanie największą innowacją, którą wprowadził Jobs był mistrzowska sprzedaż. Już za czasów pierwszych Macintoshy Jobs robił fantastyczne konferencje, które trafiały do dość sporej (jak na tamte czasy) publiczności. Jednak to, czego dokonał odnośnie prezentacji urządzeń z >i< w nazwie przebiło wszystko to, co było dotychczas znane. I tak dochodzimy do roku 2016, gdzie Jobsa już nie ma, a sprzedaż iPhone spada o kilkanaście procent.

Nie jest tajemnicą, że iPhone odpowiada za 3/4 dochodów giganta z Cupertino. Informacja o spadku sprzedaży może okazać się bardzo bolesna w skutkach. To już nawet nie chodzi o to, że firma zarobi mniej. Akurat na ilość pieniędzy Apple nie może narzekać. Tutaj chodzi o trend, który może rosnąć w siłę. To może świadczyć o tym, że ludzie powoli będą się odwracać od najpopularniejszego smartfona w dziejach na rzecz głównie azjatyckiej konkurencji. I choć pierwsze iPhoney nie były idealne, to ich obecne generacje są bliskie ideału. Tu jednak nie chodzi o korzyści płynące z funkcjonalności, tylko o... modę.

Jakiś czas temu w felietonie na tym blogu zachwycałem się tym, że tak naprawdę iPhone to tylko dwa rodzaje produktu: normalny oraz plus. Podczas gdy konkurencja mu multum modeli. Tak, jak wtedy się tym zachwycałem, tak teraz nie wiem czy nie jest to jego słabość. Świat idzie w coraz większe dopasowywanie produktu do klienta. W tym samym czasie iPhone różni się praktycznie tylko wielkością dysku twardego. Pojawiają się oczywiście firmy, które dostosowują ten produkt np. dodając złotą obudowę. Czy to w dopasowaniu do użytkownika tkwi problem Apple? Z pewnością nie jest to bez znaczenia!

Druga kwestia jest znacznie bardziej prozaiczna a może iPhone się ludziom znudził? Tak, jak mówiłem: kwestia mody jest tym, co mocno działa na konsumentów. Taki sam problem ma dzisiaj Coca-Cola, która zastanawia się jak trafić ze swoim napojem w modę na zdrowy styl życia. Nie pomogła nawet Coca-Cola Life. Sytuacja ludzi ciągle się zmienia i ciągle zmieniają się ich zachcianki. Moda na iPhonea trwa już dość długo. Trend, w którym sprzedaż maleje, ponieważ ludzie szukają nowinek jest całkiem normalny.

Oczywiście nie jest powiedziane, że Tim Cook z zespołem nie wymyślą w nowej generacji iPhonea czegoś takiego, że świat jeszcze bardziej oszaleje na jego punkcie, a sprzedaż tak, jak teraz nieco zmalała, tak zaraz zacznie na nowo rosnąć. Najważniejsze abyśmy zyskali na tym my klienci.

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Oracle, właściciel między innym środowiska programistycznego Java, toczy batalię sądową z Google (właścicielem Androida). Na potrzeby rozprawy firma przygotowała wyliczenia ile gigant z Mountaine View zarobił na swoim systemie operacyjnym. Czy są to szacunki określające, jak napisał jeden z dziennikarzy że Android jest kurą znoszącą złote jaja?

Muszę przyznać, że osobiście spodziewałem się dużo lepszego wyniku. Wiadomo, że popularne media wynik ponad 30 miliardów dolarów uznają za ogromny wyczyn. Należy jednak zauważyć, że  Google pracuje nad tym od wielu lat, a Oracle z pewnością zawyżyło szacunki, aby stać na lepszej pozycji względem swojego przeciwnika na sali rozpraw. Google zarabia przede wszystkim na reklamach, prowizji z aplikacji, oraz opłatach licencyjnych od producentów. Możemy jednak mieć odczucie, że największym zyskiem wyszukiwarkowego giganta jest wzbogacenie ekosystemy, który stworzył.

W felietonach na tym blogu wielokrotnie podkreślałem, że największym potencjałem dzisiejszych firm nie jest konkretny produkt, ale kooperacja między wszystkimi produktami i usługami (nie tylko własnymi). Takie coś popularnie nazwano ekosystemem biznesowym. I tutaj warto odwołać się do wymienionego Androida. Może i Oracle wycenia zyski z jego powstania na te szacunkowe 30 miliardów dolarów. Może jest to bezsprzecznie ogromna ilość pieniędzy. Jednak nie uwzględniono wartości ekosystemu dla wszystkich produktów Google. Integracja w jednym systemie tak wielu różnych aplikacji i usług sprawia, że wartość całości ogromnie rośnie!

Mam jednak wrażenie (choć mogę się mylić), że gdyby takie wyliczenia zrobić dla Apple, które ma iOS, to w przeciągu dekady firma ta zarobiła znacznie więcej. Nie chce oceniać czy ich system operacyjny jest lepszy, czy gorszy. Chodzi mi tylko o wartość zysków. Choć tak naprawdę nie wiem jak należałoby się wziąć za wyszczególnienie w obliczeniach konkretnie zysków z systemu operacyjnego. Wynika to z prostego faktu, że zgodnie z ideą Jobsa Apple daje cały produkt od A do Z (poza aplikacjami). W tym wypadku iPhone lub iPad.

Mimo wszystko widać dlaczego Google nie udostępnia oficjalnie takich danych. Trzeba przyznać, że nie pasują one nieco do ideologii Androida. Ten system wydaje się być darmowy i ogólnodostępny, a wyszukiwarkowy gigant zarabia na nim jakoby przy okazji. Z mojej perspektywy, jak na zmiany, które Android wprowadził w znanym nam świecie, to te ponad 30 miliardów dolarów na tyle lat, to nie jest wynik jakie moglibyśmy się spodziewać! Mam świadomość, że to są ogromne pieniądze (prawie połowa majątku Billa Gatesa), ale jednak jakiś niedosyt pozostaje.

Tu rodzi się pytanie czy model biznesowy Google jest właściwy. Można spojrzeć na wyliczenia Oracle z jednej strony, a z drugiej strony na budowanie całościowego ekosystemu wymienionego przeze mnie. Czy Google wygrało? Niezaprzeczalnym faktem jest, że Android jest teraz największym systemem operacyjnym na świecie (przeganiając Windowsa). Urządzenia mobilne są tym, co jest definitywnie przyszłością świata. Kto wie co jeszcze da wyszukiwarkowemu gigantowi  posiadanie takiego systemu operacyjnego.

Wiem, że zachwyt nad oszacowanymi wynikami Androida jest uzasadniony. Wiem, że są to ogromne pieniądze. Mi jednak pozostaje mały niedosyt. Widać, że twórcy Google naprawdę bardziej wierzą w zmienianie świata, niż zarabianie pieniędzy! I to ma swoją dobrą stronę.

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Dzisiaj na stronach technologicznych gazeta.pl pojawił się niezwykle inspirujący artykuł: Tak Bill Gates wyobrażał sobie przyszłość w 1999 roku. Skąd on to wiedział?  Jak się okazuje w swojej książce z 1999 Gates przewidział mnóstwo dzisiejszych rozwiązań technologicznych zaczynając od porównywarek cen, a na Facebooku kończąc. Czego jednak nie udało mu się przewidzieć? Lub czego nie udało mu się zastosować w Microsoftcie?

Definitywnie nie przewidział on potencjału, jak daje za sobą wyszukiwanie informacji w internecie. W momencie startu Google było już kilka liczących się algorytmów. Jednak to dwóch doktorantów Stanforda swoją kreatywnością zainspirowało miliony użytkowników. Microsoft dopiero po dłuższym czasie odpowiedział Bingiem. Pamiętam bardzo znaczący wywiad z amerykańskiego Forbesa, w którym Gates mówi, że Google ma tak naprawdę tylko wyszukiwarkę, a Microsoft jest firmą wszechstronną. Dzisiaj Google ma mnóstwo aplikacji, z których korzystają miliony, oraz dwa liczące się systemy operacyjne, z których jeden jest dziś największym na świecie. A wszystko zaczęło się od wyszukiwarki.

Jeden z guru internetowego myślenia twierdzi, że wynalezienie prostego systemu wyszukiwania informacji w internecie jest wynalazkiem na miarę wynalezienia druku przez Gutenberga. Czy tak rzeczywiście jest? Z pewnością technologia ta zrewolucjonizowała świat, w którym żyjemy. To dzięki temu podejściu przeszukiwanie całego internetu w kilka sekund uzyskało w Polsce nazwę googlowania. To jest znaczący wynalazek i gdyby Brain i Page wynaleźli go jako pierwsi, to można by ich przyrównać do współczesnych Gutenbergów. Oni jednak ulepszyli to, co już było. To oczywiście nie odbiera im zasług! Gates jednak tego nie przewidział, a jego firma stała się jedynie naśladowcą bardzo znaczącego trendu.

Druga rzecz, którą po części przewidział Bill Gates (ale Microsoft jakby ją przespał) jest mobilna rewolucja. Oczywiście Gates przewidział, że każdy z nas będzie miał urządzenie, które pozwoli nam dokonywać zakupów, komunikować się, czy pobierać informacje. Dlaczego jednak to nie Microsoft nie jest dzisiaj na podium rynku mobilnego? To mała zagadka kosmosu. Skoro ustępujący CEO jednej z największych firm na świecie przewidział pewien trend, to dlaczego jego firma nie poszła na fali wznoszącej przed siebie. Wiadomo wiele osób uważa, że Steve Jobs wymyślił smartfony i tablety. I choć faktycznie dużo dołożył do takiej formy, jaką mamy dzisiaj, to jednak trzeba przyznać, że urządzenia te istniały wcześniej. Robiły je Nokia czy Microsoft! Ale nikt nie umiał tej idei sprzedać.

Osobiście mam wrażenie, że Microsoft bardzo długo wierzył w potencjał palmtopów, do których miał dedykowany system operacyjny. Podstawowa różnica między palmtopem, a smartfonem była taka, że tym pierwszym zarządzano za pomocą rysika, a drugim za pomocą palca. Do dzisiaj z pewnością spotkałeś się u kurierów ze specjalnym urządzeniem, na którym składasz podpis. Moim zdaniem urządzenia te były zbyt mocno pozycjonowane jako do zastosowań profesjonalnych. Smartfony i tablety miały być z kolei dla każdego. Jak skończyła się ta walka? Wygrały pomysły Jobsa, człowieka, który nienawidził palmtopów i sam uśmiercił projekt Newton.

Ostatecznie historia zatacza koło i znienawidzone przez Jobsa rysik wracają do łask. Są one zarówno u Samsunga, jak i w Microsoftcie. Gigant z Redmond jest dopiero trzecim graczem na rynku mobile. Mam jednak świadomość, że nie powiedział ostatniego słowa. Ciekawe czy Gates napisze kolejną książkę ze swoimi wizjami. To mogłoby być bardzo inspirujące :).
 

Pozdrawiam!
Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Witaj w Nowym Roku! W tym dniu, na początku kolejnego roku kalendarzowego, warto zastanowić się jak będzie wyglądała przyszłość technologii. Nie chciałbym bawić się w posiadacza kryształowej kuli, ale powoli rysuje się nam to, co szykują producenci. W ostatnich dniach trzy nowe produkty zaprezentował Samsung, ale sezon na prezentacje dopiero się zaczyna!

Co ciekawe kilka dni temu opublikowano badania na temat jak wyobrażają sobie technologie za kilka lat mieszkańcy naszej planety. Wychodzi na to, że nie aż takie wiele osób wierzy w to, że smartfony są ostatnim słowem. Tak naprawdę to mało można już w nich nowego zastosować. Jakby osiągnięto szklany sufit i teraz cała nadzieja w przyszłości smartfonów tkwi w łączeniu ich z innymi urządzeniami, np. ubieralnymi. Czy nie można już nic nowego wymyślić w smartfonie? Wydaje się, że kolejne elementy, które wprowadzają producenci to tylko bajery, które nie stanowią jakiejś wielkiej rewolucji.

Samsung zaprezentował kilka ciekawych produktów. Najbardziej wrażenie zrobił na mnie pas do spodni, który pozwala stwierdzić czy z naszą wagą jest wszystko w porządku, oraz czy nie potrzebujemy wstać od biurka i trochę się poruszać. Drugim ciekawym rozwiązaniem może być specjalny pasek do zegarka, który ułatwi rozmawianie w niesprzyjających warunkach. To co ciekawe to próba trafienia do tradycjonalistów w sferze zegarków. Pasek ten będzie mógł spokojnie działać razem z starodawnym wskazówkowym zegarkiem.

Jednak nie o gadżetach Samsunga chciałem tu pisać. Widać jak wszyscy się głęboko zastanawiają w którą stronę to wszystko pójdzie. Wróćmy jednak do historii. Henry Ford powiedział: Gdybym pytał ludzi, czego potrzebują, to powiedzieliby mi, że szybszych koni. Jeśli chodzi o technologie (a taką nowością był właśnie słynny Ford T), to nie decyduje użyteczność technologii, czy to jak bardzo ludzie tego potrzebują. W gruncie rzeczy liczy się to czy pojawi się ktoś, kto te technologie sprzeda. Kimś takim był wspomniany na tym blogu dziesiątki razy Steve Jobs. On uważał to samo co Henry Ford. Czy nie było wcześniej smartfonów i tabletów? Oczywiście, że były! Ale nikt nie potrafił ich sprzedać tak, jak zrobił to Jobs.

W gruncie rzeczy dochodzimy do sedna tego czym jest innowacja. Najlepsza nawet innowacja nie może zostać wielkim sukcesem jeśli się jej nie sprzeda! Ot co! Cała tajemnica. Z syndromem sprzedażowym Jobsa mamy aktualnie do czynienia w przypadku samochodów elektrycznych. Wspominany Elon Musk jest równie dobrym sprzedawcą, jak Jobs. I choć świat domaga się takiej technologii, to trzeba przyznać, że nie wiadomo na jakim etapie zaawansowania stałaby popularyzacja elektrycznych samochodów gdyby nie Musk. Ten człowiek jeszcze nieraz pchnie do przodu znany nam świat. Możliwe, że pod względem wizjonerstwa (czy jak to nazwać) przewyższa on ś.p. Stevea Jobsa.

Elektryczne samochody, autonomiczne samochody, technologie ubieralne, internet rzeczy, model oprogramowanie jako serwis (SaaS) ile jeszcze tego wszystkiego poznamy? Co z tego stanie się hitem? Czy Google powróci ze swoją ideą Glass? Czy samochody elektryczne zastąpią te napędzane na paliwa kopalne? Czy autonomia w samochodach to dobry kierunek pod względem prawnym? Czy smartfony zostaną zastąpione, przez kilka równoległych urządzeń, które będą sterowane głosem? Jest wiele pytań. Na wiele z nich nie ma jeszcze odpowiedzi. Jedno jest pewne: to będzie ciekawy rok. Raczej nie czeka nas jakaś wielka rewolucja na miarę iPhonea. Ale czy stopniowa ewolucja jest złym kierunkiem? Krok po kroku producenci dochodzą do doskonałości! Jak w Kaizen.

Wszystkiego, co najlepsze w nowym roku! Spełnienia jak największej ilości marzeń!

Paweł F. Kowalski

 
 Oceń wpis
   

Blackberry było długo obiektem pożądania. Pisanie smsów na tym telefonie było prawdziwą przyjemnością. Nic jednak nie stoi w miejscu i tak zaczęły królować Android i Apple. Doszło do tego, że sprzedano tylko 800.000 jeżyn! I to w czasie gdy konkurencja sprzedaje w milionach!

Czy jest jeszcze szansa dla Blackberry? Czy tą szansą jest Android? Otwartość systemu operacyjnego od Google sprawiła, że swego czasu nawet Nokia stworzyła smartfon z tym OS. Oczywiście po wejściu Microsoftu wycofano się z projektu i dzisiaj na Nokiach króluje Windows. Android jest na dzień dzisiejszy najpotężniejszym system operacyjnym na świecie. Nie ujmując nic Apple! Jednak trzeba przyznać, że łącznie sprzedaje się więcej telefonów z zielonym robotem niż z iOS. Rozkłada się to na wielu producentów, ale Google swoje na tym ugrało.

Blackberry rozważało nawet wycofanie się z rynku telefonów komórkowych. Dzisiaj startuje z produktem stworzonym na systemie operacyjnym największego konkurenta. Czy jest to dobre rozwiązanie? Z jednej strony wydaje się, ze Blackberry nie ma innej opcji. Sony, Samsung, czy LG zdecydowały się tworzyć produkty na tej platformie. To może świadczyć jak wielki widzą w niej potencjał, lub jak bardzo są od niej zależne. Bo tak naprawdę dzisiaj nie walczy się już na konkretne produkty! Dzisiaj walczy się na ekosystemy!

Ekosystem to wszystko to, co buduje ostateczną wartość. Nie jest to więc tylko słuchawka z pięknym designem. Aplikacje, które można dostać, czyli możliwości jakie ze sobą niosą. Współpraca ze sobą różnych typów urządzeń. Czy tak powszechnie reklamowana mobilność. Wielkim marzeniem Steve Jobsa było stworzenie najdoskonalszego ekosystemu na świecie. Nagle nie chodziło już o konkretne urządzenie. Chodziło o to jak wszystko ze sobą współgra. I tak doskonale współpracują ze sobą wszystkie urządzenia i aplikacje, które scala ze sobą chmura obliczeniowa. W tym przypadku iCloud. Google nie pozostaje jednak dłużne i również idzie w chmurę. Bo czym innym jest promowanie Google Drive, czy Gmaila.

I na to wszystko przychodzi Blackberry, które przespało rozwój rynku mobilnego jeszcze bardziej niż Microsoft. Firma Billa Gatesa za późno zorientowała się co w trawie piszczy. Dzisiaj jest dopiero trzecim graczem na rynku urządzeń mobilnych. W PCetach nadal królują, ale największym systemem operacyjnym na świecie już nie jest Windows tylko Android. Blackberry widzi szansę w dołączeniu do tego kółeczka. Czy to dobra decyzja pod względem strategicznym?

O ile Microsoft nadal walczy o swój wyższy udział w rynku (a trzeba przyznać, że idea Windowsa 10 jednego na wszystkie urządzenia jest trafiona w dziesiątkę). O tyle można mieć wrażenie, że Blackberry walczy o przetrwanie. Moim zdaniem Blackberry może dużo zyskać na wprowadzeniu Androida (w końcu inni zyskują od lat), ale ideologicznie i strategicznie jest to błąd. Blackberry ze swoimi rozwiązaniami miało szansę walczyć z największymi. Oczywiście na jego system operacyjny nie ma tylu tysięcy aplikacji. Nie wiem również jak wygląda współpraca z innymi urządzeniami, ale nie słyszałem, żeby dorównano Apple. Mam wrażenie, że to koniec pewnej ery. Ery, w której Blackberry jeszcze miało szansę walczyć z największymi tworząc swój własny ekosystem.

A może przesadzam? Może za bardzo wierzę w potęgę i istotę własnego systemu operacyjnego? Jednak taki Samsung bardzo dobrze na tym wszystkim wychodzi. I choć mówiło się, że na przykład do technologii ubieralnych zastosował inny system operacyjny, to jednak nadwornym system był i będzie Android. Blackberry może wygrać natomiast designem i wykonaniem słuchawki. To wychodziło mu dotychczas naprawdę dobrze!

Pozdrawiam!

Paweł F. Kowalski

 
1 | 2 | 3 |


Najnowsze komentarze
 
2017-11-20 07:05
angling do wpisu:
Wśród dużych graczy e-commerce
Amazan w ogóle do mnie nie trafia... co chciałem coś kupić to akurat nie było dostawy do Polski[...]
 
2016-10-06 09:48
MateuszCzech do wpisu:
Cudze chwalicie swego nie znacie!
Cześć Paweł! Dzięki za tak wiele miłych słów na temat Brand24 - to dla nas bardzo budujące i[...]
 
2016-04-11 19:43
ostatniKlient do wpisu:
Co dalej z Allegro?
allegro strzela sobie w kolano, już sami zaczęli sprzedawać jako GRUPA ALLEGRO taniej od swoich[...]
 




Kategorie Bloga



Ulubione blogi